Łapa - osobisty Huncwot (trzynasty rozdział)

Syriusz wstał powoli, mierząc blondyna na poły niedowierzającym, na poły wkurzonym wzrokiem. Wycedził przez zaciśnięte zęby:
- Coś ty powiedział?
- To, co doskonale słyszałeś! – warknął Draco, robiąc krok w jego stronę. Co prawda był niższy od swojego kuzyna, ale ćwicząc Quidditch nabrał odpowiedniej masy mięśniowej. A należąc do Śmierciożerców, nauczył się kilku całkiem dobrych zaklęć... – Więc może choć raz zdobyłbyś się na odpowiedzialność i do niej wrócił, co?!
- A skąd mam w ogóle wiedzieć, że to mój bachor? – zapytał głośno Łapa. Kilku czarodziejów westchnęło głośno z dezaprobatą.
- A stąd, że odkąd od niej odszedłeś, nie miała nikogo, a nie jest tak dwulicowa, by zdradzać cię! Tak, jak ty ją! Poza tym tylko właściwie cud utrzymuje ją przy jakim takim zdrowiu psychicznym!
- I po cholerę mi to mówisz? Nie jestem już z nią. To ona mnie rzuciła, więc niech nie jęczy teraz, że jej beze mnie tak strasznie źle!
- Miałem rację, mówiąc Ginny, że nie ma sensu cię szukać i namawiać do powrotu, bo nie masz za krzty honoru i nigdy nie poczujesz się do odpowiedzialności, jaką jest stworzenie nowego życia...
- Więc skoro tak doskonale wiedziałeś, czego nie zrobię, to po co tutaj przylazłeś? – zapytał Black z nieukrywaną złością.
- Zrobiłem to, bo Granger potrzebuje wsparcia, debilu i ponieważ nie mogę patrzeć na to, jak cierpi z powodu twojego haniebnego artykułu!
- Skoroś taki honorowy, to się ożeń z tą szmatą!
- Nie powinieneś był tak mówić – syknął Draco i zanim Syriusz zdołał zareagować, krzyknął. – Expelliarmus!
Huknęło potężnie i Black został odrzucony o kilka metrów w tył, rozbijając jeden ze stolików i zaległ nieruchomo na ziemi. Zdumiony Drfaco rozejrzał się po lokalu. Nie on jeden zdecydował się rozbroić krnąbrnego czarodzieja. Trzech mężczyzn i czarownica celowali w powalonego różdżkami. A wśród gapiów Malfoy dostrzegł dwie czupryny: rudą i kasztanową. Jęknął przeciągle i zaczął przeciskać się do dziewczyn.
- Co wy tu robicie, na brodę Merlina? – zapytał, podchodząc do nich i patrząc niespokojnie na pobladłą Mionę.
- Nie mogłam jej zatrzymać w domu. Uparła się, że też chce poszukać łapę. W końcu trafiłyśmy tutaj...
- Co z nim? – zapytała cichutko Hermiona, dużymi oczami wpatrując się w nieprzytomnego chłopaka.
- Jest tylko oszołomiony – powiedział Tom barman, pochylając się nad Syriuszem. – Paniczu Malfoy, co mam z nim zrobić?
- Zabierzcie go gdzieś – polecił, patrząc na Hermionę, która usiadła przy stoliku i ukryła twarz w dłoniach. – Miona, jak się czujesz?
- Dziwnie – przyznała smętnie. – Jakbym miała zaraz urodzić...
- Co?! – ryknął przestraszony blondyn, klękając przed dziewczyną. – Jak to rodzisz? Za wcześnie!
- Nie wiem, czy rodzę, palancie – ofuknęła go. – Ale tak się czuję!
- Paniczu Malfoy! – krzyknął w tym momencie Tom, wskazując na wygasły kominek. Draco w mig zrozumiał, czego od niego wymagają. Porwał Hermionę na ręce, uważając, by jej nic nie zrobić i ruszył z nią w stronę kominka. Tom już trzymał w ręce garść Proszku Fiuu i kiedy wkroczyli do kominka, rzucił Proszek za nimi, a Draco krzyknął:
- Szpital Św. Munga!
Po chwili zniknęli w rozbłysku zielonych płomieni. Zaraz za nim w identyczny sposób zniknęła także Ginny.

- Pannie Granger nic nie jest, proszę państwa – powiedział spokojnie magomedyk, wychodząc z sali, na której leżała Hermiona.
- A te skurcze? – zapytał blady blondyn, wspominając dolegliwości, na jakie się uskarżała, gdy niósł ją na salę.
- Spokojnie, to tylko bóle fantomowe – wyjaśnił mężczyzna. – Akcja porodowa rozpocznie się prawidłowo dopiero za dwa miesiące. Nie mniej jednak dziękuję za sprowadzenie panny Granger do szpitala. Jest nadal mocno osłabiona, należy się jej spokój, a biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, tego zapewne nie miała w nadmiarze...
- Zgadza się – przyznała niechętnie Ginny. – Czy Hermiona będzie musiała zostać w szpitalu?
- Owszem, podreperujemy ją tutaj – oświadczył magomedyk. – Za tydzień powinna wrócić już do domu. Zalecałbym jednak, by przez ten czas nie była sama.
- Spokojnie, nie będzie – zapewnił go Draco z zaciętą miną.

"Syriusz Black oszustem wykorzystującym kobiety.” Taki tytuł nosił nagłówek artykułu głównego Proroka Codziennego już na drugi dzień po incydencie w Dziurawym Kotle. Draco czytał gazetę, jednocześnie pilnując śpiącej Hermiony. Jego narzeczona z kolei zwinęła się w kłębek na krześle i również zasnęła przed chwilą. Draco wziął sobie na ten dzień wolne w firmie, którą założył dzięki pieniądzom odziedziczonym po rodzicach, więc mógł bez przeszkód siedzieć w Mungu cały dzień. Naraz drzwi do sali otwarły się raptownie i do środka wniesiono trzy ogromne bukiety, skontrolowane już za pomocą czarów. Zaskoczony Draco przyjrzał się jednej z doczepionych do nich karteczek i przeczytał:
"Jestem z tobą, kochana. Trzymaj się i nie daj się stłamsić gnojkowi!”
- Łał, Hermiono – pomyślał Draco, czytając kolejne karteczki. – Po tym musisz się pozbierać!
Pod koniec dnia pokój Hermiony zapełniony był już najróżniejszymi kwiatami i prezentami oraz listami od czarodziejów, którzy w ten sposób wyrażali jej swoje wsparcie w tym trudnym okresie, a powietrze było tak przesycone różnymi zapachami, że magomedycy musieli w końcu użyć kilku naprawdę mocnych zaklęć oczyszczających, by pacjentka i jej goście przestali wreszcie zawzięcie kichać.
Przez niemal tydzień otrzymywała coraz to nowsze dowody wsparcia, w związku z czym jej niewielki pokoik w Mungu wyglądał jak najlepsza oranżeria pomieszana ze sklepem papierniczym. Niestety pomimo najszczerszych chęci wysyłających ów prezenty, nastrój Hermiony nie uległ poprawie. Każde słowo przeciwko Syriuszowi zdawało się wręcz dobijać Hermionę, wobec czego Draco korzystając ze starych znajomości, poprosił społeczność czarodziejów za pomocą Czarodziejskiej Rozgłośni Radiowej i Proroka Codziennego o uszanowanie prywatności Granger i nieprzysyłanie jej więcej kwiatów, kartek itp. Jego prośba spotkała się z ogólnym zrozumieniem i kiedy wychodziła wreszcie ze szpitala, nie dostawała już prezentów. Dla jej dobra narzeczeni ukryli przed nią fakt, że Syriusz stał się pośmiewiskiem, dzięki artykułowi o bójce w Dziurawym Kotle.

280 czyt.
100%5
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1142 słów i 6633 znaków, zaktualizowała 11 paź o 14:02

Dodaj komentarz