Łapa - osobisty Huncwot (jedenasty rozdział)

- Co ty tutaj robisz, Black? – zapytał zimno Draco, patrząc na swojego dalekiego kuzyna stojącego sobie spokojnie w drzwiach domku młodego Malfoy’a.
- Mogę u ciebie zamieszkać? – zapytał ponuro Syriusz, spoglądając niepewnie na blondyna.
- To nie mieszkasz już z Granger?
- Nie – Łapa pokręcił przecząco głową. – Wyrzuciła mnie.
- Oh, jakże mi przykro! – zakpił Ślizgon. – Czyżby nie spodobało jej się to, że pieprzysz też inne kobiety?
- Skąd o tym wiesz? – zdenerwował się Syriusz natychmiast.
- Moja narzeczona jest najlepszą przyjaciółką Hermiony. Sądzisz, że w takiej sprawie bym nie pomógł? – warknął młody Malfoy. – Jesteś zwykłym śmieciem! Jak mogłeś zrobić jej coś takiego?
- Cóż, nie jestem wcale gorszy od ciebie, Malfoy! – zaperzył się Syriusz, patrząc na niego oskarżycielsko. – To nie ja przez całą szkołę poniżałem ją i wyzywałem od szlam! Sądzisz, że Hermiona mi o tobie nie opowiedziała? Wiem doskonale o wszystkim, co wydarzyło się między wami w szkole!
- Zauważ jednak, że ja nigdy się nie związałem z Granger – przypomniał mu Draco zimno. – We mnie nigdy się nie zakochała, kretynie! A ty najwyraźniej przez cały czas miałeś ją w dupie! Nie dziw się więc, że kopnęła cię w tyłek…
- „Z kim rozmawiasz, Draco?” – usłyszeli głos Ginny, która pojawiła się wkrótce za plecami Ślizgona. Jej twarz momentalnie stężała, gdy dostrzegła, kto stoi w drzwiach. – Co on tu robi? – zapytała złowieszczo, mocniej zaciskając palce na swojej różdżce.
- Przyjechałem zapytać, czy mogę zamieszkać u twojego narzeczonego – odparł Syriusz, na co Ginny natychmiast się nastroszyła. – Ale to już nie ważne. Sam sobie poradzę…
- Co, uwiedziesz kolejną młodą czarownicę, a potem zabawisz się perfidnie jej kosztem, gdy się w tobie głupia zakocha? – krzyknęła za nim, gdy zaczął oddalać się od ich domu. Draco spojrzał na swoją narzeczoną krytycznie i pokręcił głową z powątpiewaniem.
- Sądzisz, że to wywrze na nim jakiekolwiek wrażenie? – zapytał, gdy Black zniknął im z oczu.
- Nie wiem – przyznała, wzruszając ramionami. – To strasznie nadęty dupek… Czasami nawet kogoś mi przypomina – powiedziała, wchodząc do domu.
- Tak? – zaciekawił się. – A kogo? Blaise’a?
- Nie, kochanie. Ciebie – wyjaśniła złośliwie.
- Mnie?! – oburzył się lekko. – A niby w czym go przypominam, że wysuwasz tak dalece niesprawiedliwe i krzywdzące wnioski? – zapytał, biorąc ją w silne objęcia. Zachichotała cicho i odparła:
- Jesteś tak samo uparty, jak on i obrażasz się równie często, co pięciolatek, któremu odebrano najlepszą dziecięcą miotełkę, bo latał nią nad głową ciotki… - zaśmiała się.
- Latałem na dziecięcej miotle nad głową ciotki – wyznał nagle, na co Ruda parsknęła niepowstrzymanym śmiechem. – Jednakże! – powiedział grobowym głosem. – Czeka cię teraz, moja droga Wiewióreczko, czeka cię teraz sroga kara! – krzyknął, niespodziewanie porywając ją na ręce. Chichot wzmógł się jeszcze bardziej.

Miesiąc później.
- Hermiono, mówię poważnie. Powinnaś wyjechać na jakiś czas z Anglii – powiedział dobrodusznie Kingsley, patrząc poważnie na zrozpaczoną dziewczynę.
- Dobrze wiesz, że nie mogę – chlipnęła. – Mam tu pracę…
- W której możesz wziąć urlop! – zauważyła szorstko pani Weasley. – Zamęczasz się, chociaż nie ma po co! Opamiętaj się, póki masz jeszcze na to czas…
- I co z nim zrobię, pani Weasley? – prychnęła zirytowana Hermiona. – Nie mam, gdzie jechać. Moi rodzice nie żyją, największy przyjaciel okazał się dupkiem i alkoholikiem, Ronald obraża mnie na każdym kroku, a Syriusz zdradza! Tylko praca utrzymuje mnie w jakimś zdrowiu psychicznym!
- Właśnie widzę! – zdenerwowała się natychmiast Ginny, ruchem ręki wskazując otoczenie. – Jakbyś nie zauważyła, znajdujemy się właśnie na oddziale szpitala Św. Munga, bo zasłabłaś w pracy! Bo jesteś zbyt wycieńczona rozpaczą po tym kretynie, którego już dawno powinnaś wyrzucić ze swoich myśli! Hermi!
- A jak niby mam to uczynić, skoro jestem z nim w ciąży?! – wybuchła i od razu zalała się nowymi łzami. Towarzystwo stłoczone wokół jej łóżka zamarło.
- Jak to w ciąży? – zapytała Głupio Ruda, ale przyjaciółka spojrzała na nią tak, że natychmiast umilkła. Po chwili znów jednak zapytała. – Dlaczego o niczym nie wiedziałam?
- Bo sama się jeszcze z tym oswajam – napłynęło do nich spod kołdry, którą panna Granger zarzuciła sobie przed chwilą na głowę. – Dowiedziałam się tydzień temu.
- A więc Black o niczym nie wie, tak? – zapytał milczący dotąd Draco.
- Nie, nie wie – odparła Miona, opuszczając swoją zasłonę. – I niech tak zostanie. Nie chcę, aby dowiedział się o moim dziecku.
- Dlaczego? – zdumiała się szczerze pani Weasley.
- Bo na nie nie zasługuje! Gdyby od samego początku grał ze mną szczerze, teraz pewnie nie byłoby nas tutaj. Niestety jesteśmy. Przez niego. Mam już serdecznie dość! Nie chcę go więcej w swoim życiu!
- Nie sądzisz, że mimo wszystko powinien jednak wiedzieć? Zostanie w końcu ojcem… - zauważył Shacklebolt.
- Nie! Wybacz, ale nie. Zresztą…pieprzył się też z tyloma innymi, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby wkrótce w Proroku Codziennym pojawiła się sensacyjna wiadomość o jego niespodziewanym ślubie i ojcostwie. Choć jak przypuszczam, Syriusz zrobi wszystko, by po raz kolejny się wykpić!

Ale czas mijał, a po Syriuszu ślad wszelaki zaginął. Nie pojawił się więcej w pracy, nikt nigdzie go nie widział, a Hermiona tęskniła. Z dnia na dzień coraz bardziej. Zwłaszcza gdy w wakacje ulice zaroiły się od rozkrzyczanych dzieciaków spacerujących z rodzicami. To bolało. Bardzo. W końcu nie mogła już znieść zaciekawionych spojrzeń sąsiadów, gdy wychodziła po zakupy. Bo przecież w końcu zaczęło być widać jej ciążowy brzuszek. Nie było przy niej natomiast żadnego mężczyzny. Zaciekawione spojrzenie zamieniły się wobec tego dość szybko w kpiące i Hermiona w ogóle przestała opuszczać dom. W samotności cierpiała z powodu nieodwzajemnionej miłości, którą obdarzyła nie tego mężczyznę, co powinna. Godzina płynęła za godziną, dzień za dniem, a Hermiona robiła się coraz grubsza i coraz bardziej ponura. Jej stan psychiczny mocno pogorszył się, gdy w końcu została zwolniona z pracy za notorycznie wybierane dni wolne. Dopiero wtedy poprosiła Ginny o pomoc. Umówiły się na spotkanie w domu panny Granger. Ginny przybyła na miejsce za pomocą sieci Fiuu.
- Na Brodę Merlina! – wykrzyknęła, z przerażeniem patrząc na bałagan zaścielający niemal każdy cal tego niegdyś przytulnego saloniku. I chyba domku… - Hermiono, gdzie jesteś?
- W kuchni! – dobiegł ją słaby głos przyjaciółki. Ruszyła w tamtą stronę, niemal przedzierając się przez stosy śmieci i kurzu i dopiero w progu kuchni doznała nieprzyjemnego zaskoczenia. Jeśli przed chwilą jeszcze sądziła, że salonik i korytarz wyglądają okropnie, to kuchnia swoim wyglądem przypominała istną Sodomę i Gomorę! W zlewie piętrzył się ogromny stos dawno niemytych naczyń, które pewnie za chwilę dostałyby już własnych nóg, z kosza wylewały się śmieci, a sama Hermiona wyglądała jak siedem nieszczęść. Była dość wychudzona, przez co jej i tak duży brzuch wydawał się jeszcze większy, była brudna, włosy miała splątane i tak brudne, że przypominały niemal jeden strąk. I widać było, że musiała nie spać już od kilku dni, bo pod jej oczami ciemną szarzyzną odcinały się potężne wory…
- Hermiono! – odezwała się Ginny, podchodząc do przyjaciółki. – Co tu się stało?
- A co miałoby się stać? – zapytała ochrypniętym głosem, patrząc mętnym wzrokiem na Rudą.
- To wszystko! Czy ty tu w ogóle sprzątasz?!
- Czasami… A bo co? – zapytała wojowniczo.
- Bo żyjesz jak w chlewie! – zdenerwowała się Weasley’ówna. – Jakbyś zapomniała, jesteś w ciąży i masz obowiązek żyć w czystości! Bo masz dla kogo! A ty co? Doprowadziłaś swoje życie do ruiny! – wrzasnęła. Hermiona spojrzała na nią jakby przytomniej i westchnęła:
- Wiem – przyznała cicho. – Wiem, ale nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić – wyznała. – Mam wrażenie, że moje życie skończyło się z odejściem Syriusza.
- Kochana, wiem doskonale, jak mocno cię to zabolało, ale nie możesz tak żyć. W końcu wyrzucą cię z pracy!
- Już to zrobili – mruknęła panna Granger, wstając ze swojego krzesła. Ginny spojrzała na nią zdumiona i dla odmiany usiadła.
- Opowiesz? – poprosiła łagodnie.
- A co tu dużo opowiadać… - chlipnęła Hermiona, patrząc ponuro w okno. – Dyrekcja stwierdziła, że przy moich problemach zdrowotnych i licznych nieobecnościach wątpliwe jest, bym dała radę dalej pełnić moje obowiązki – wyjaśniła, nie patrząc na przyjaciółkę.
- Postaram ci się pomóc – zadeklarowała się w końcu Ginny. – Nawet jakbym miała przez to pokłócić się z Draco. I przeprowadzisz się do nas – zdecydowała. – Ale najpierw trzeba doprowadzić dom i ciebie do stanu używalności! Idź natychmiast pod prysznic i weź długą, odprężającą kąpiel, a ja tu trochę posprzątam!

536 czyt.
100%8
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1658 słów i 9521 znaków.

Dodaj komentarz