Łapa - osobisty Huncwot (rozdział drugi)

Łapa - osobisty Huncwot (rozdział drugi)W napięciu i totalnej ciszy, jaka zapanowała w salonie Blacków, wpatrywali się w oszołomione oblicze Harry'ego. Czarnowłosy chłopak zmienił kolory na twarzy, wydał coś na kształt zduszonego okrzyku połączonego z bliżej niezidentyfikowanym charknięciem i z impetem opadł na stojący za nim fotel, łapiąc się za włosy i czochrając je jeszcze mocniej.
- Na brodę Merlina! - jęknął w końcu. Wyglądał, jakby zobaczył ducha, co niemal było prawdą. - A-ale jak? Przecież ty umarłeś! Rozmawiałem z twoim duchem!
- Słyszałem — przytaknął Syriusz, wprawiając Wybrańca w jeszcze większe osłupienie. - Tyle że nie rozmawiałeś ze mną... To znaczy nie...to byłem ja, tyle że ten inny...znaczy... - zaczął się lekko plątać, wobec czego popatrzył błagalnie na brunetkę. - Mogłabyś to jakoś jasno wytłumaczyć? Obawiam się, że mnie to po prostu przerasta...
- Dobrze, postaram się... Widzisz, Harry, po śmierci Syriusza, którego znaliśmy, Dumbledore wpadł na pomysł, by uchronić twego ojca chrzestnego przez Azkabanem i śmiercią. Oczywiście wtedy dla tamtego mężczyzny było już zbyt późno, dlatego dyrektor cofnął się w czasie, wytłumaczył samemu sobie z lat osiemdziesiątych, o co chodzi i wysłał młodego Syriusza w przyszłość. Do naszych czasów — wyjaśniła.
- Dumbledore zawsze był zdrowo kopnięty — zaopiniował po chwili wstrząśnięty Harry. Spojrzał niepewnie na stojącego przed nim Syriusza i powiedział. - Znałem cię jako trzydziestoparulatka. Teraz po swojej śmierci stoisz przede mną w postaci dwudziestoparulatka. Jak mam sobie z tym poradzić?... Opłakałem twoją śmierć, Łapo!
- Wiem, Harry... Nie myśl, że mnie jest łatwo w tej rzeczywistości. Zostałem przeniesiony w czasie wbrew swej woli i nie mam szansy na powrót, bo ten stary głupiec zabrał sekret tego zaklęcia do grobu, a wątpię, by jego portret dysponował potrzebną mi wiedzą — odparł Black ponuro. - Będę musiał odnaleźć się w świecie, gdzie Voldemort już nie istnieje i nic mi nie zagraża.
- Tak...faktycznie. Twoja sytuacja też nie jest wesoła... Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego Albus nie uratował moich rodziców?... Nie, żebym miał jakieś obiekcje co do twego powrotu, Łapo, ale skoro mógł przenieść ciebie, dlaczego nie zrobił tego z nimi?!
- Chyba wiem czemu, Harry — odezwała się miękko panna Granger. Chłopcy spojrzeli na nią zdumieni. - Pomyśl, Harry, jakbyś się czuł, gdyby twoi rodzice powrócili tu razem z maleńkim tobą? Jak czułbyś się, widząc, jak dorastasz, jak twoi rodzice dzielą swą miłość pomiędzy podwójnego ciebie?
- Pewnie byłoby to dziwne wrażenie, ale mimo wszystko chciałbym, by wrócili...
- Nie wątpię, Harry. Pomyśl jednak teraz o nich... Jak myślisz, łatwo byłoby im widzieć ciebie dorosłego, po przejściach, z blizną na czole? Jak myślisz, jak czuliby się, musząc wybierać pomiędzy teraźniejszym tobą a małym niewinnym Harrym, bez blizny? Którego ciebie kochaliby bardziej?... Zastanów się, czy byłbyś w stanie z tym żyć?
Przez chwilę w salonie znów panowała nieprzerwana cisza. Zdecydował się w końcu przerwać ją Syriusz.
- Hermiona ma rację. Tak jest lepiej. Przecież nie chciałbyś, by Lily i James musieli wybierać, Harry — powiedział spokojnie, kładąc rękę na ramieniu chrześniaka. Ten jednak prychnął tylko poirytowany.
- Daj spokój... Tak jest...
- Lepiej! - warknął Harry. - Już to słyszałem! Tylko powiedz mi, Hermiono niby dla kogo? Dla mnie, czy dla Syriusza? Facet w jednej sekundzie stracił dwanaście lat życia i wszystkich swoich przyjaciół!
- Jak to wszystkich? - zdumiał się Łapa.
- Niestety — przyznała smutno Hermiona. - Remus zginął w czasie wojny, osierocając synka.
- Syna? Hermiono, Remi nie miał dzieci...
- Nie w twoich czasach — przytaknęła Miona. - Później związał się z Tonks.
- Mówisz o mojej kuzynce Andromedzie? - jeszcze bardziej zdumiał się czarnowłosy młodzieniec.
- Owszem... Wiesz... Chodźmy już, Syriuszu. Zamieszkasz u mnie.
Syriusz kiwnął jej tylko głową i wyszli cicho w trójkę z salonu. Schodząc po schodach, Syriusz potknął się i zaklął siarczyście, tym samym budząc ukryty dotąd portret swojej matki, wiszący dotąd na półpiętrze. Zaskoczony mężczyzna przystanął, w otępieniu wpatrując się we wściekłe oblicze pani Black.
- Co jest? - zapytał niemrawo.
- Pomóż mi ją zasłonić! - wrzasnął Harry, łapiąc za jeden brzeg kotary.
- ŁOTRY! SZUMOWINY! KALACIE MÓJ DOM, WYNOŚCIE SIĘ!
- Zamknij się, wariatko! - ryknął pełną piersią Syriusz. Wykrzywione w grymasie wściekłości oblicze kobiety skierowało na niego swój wzrok.
- TY!!!
- ZAMKNIJ SIĘ! - wrzasnął jeszcze raz Syriusz, nie dając jej dalej dojść do słowa i z pomocą Harry'ego zasłonił portret. - Tak... Chyba faktycznie nie chciałbym tu mieszkać... Żegnaj, Harry. Mam nadzieję, że wkrótce się jeszcze zobaczymy.

Dwa dni później, gdy Łapa wciąż przyzwyczajał się do swej nowej rzeczywistości, na progu domu Hermiony pojawiła się zapłakana Ginny.
- Co się stało, kochana? - zapytała zaniepokojona Hermiona, wpuszczając przyjaciółkę do środka. Ta zerknęła niepewnie na Syriusza siedzącego na kanapie w salonie i czytającego Proroka, a następnie ciężko klapnęła na stołek w kuchni.
- Harry się załamał — wyznała zgaszonym głosem.
- Co? Dlaczego? - zdumiała się Hermiona.
- Wszystko przez jego powrót. - ruchem głowy Wiewióra wskazała na młodzieńca. - Harry nie może pogodzić się, że Dumbledore uratował Blacka, a nie jego rodziców. Nie chce mnie słuchać. Nic nie je... Jest w okropnym stanie. Zaczął pić.
- Kto? - zainteresował się Black, wchodząc do kuchni.
- Twój chrześniak — wyjaśniła szybko Hermiona. - Załamał go twój powrót...
- Cholera! - zaklął czarnowłosy. - Gdzie on teraz jest?
- W swoim domu. W Dolinie Godryka — wyjaśniła Ruda.
- Idziemy! - zdecydował natychmiast czarodziej. - Harry odbudował tamten dom?
- Tak...
- Dobrze wiedzieć... Miona, idziesz?
- Jasne!
Kilka minut później aportowali się tuż przed drzwiami domu Harry'ego i ostrożnie, jeden po drugim, przestąpili prób. Faktycznie, już na wstępie natknęli się na butelkę po Ognistej, a im dalej szli, tym było ich więcej.
- Ma chłopak spust — mruknął Syriusz, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Gdzie jest ten kretyn?
- Gdy wychodziłam, siedział w piwnicy...

Znaleźli go już po chwili. Przedstawiał sobą istny obraz nędzy i rozpaczy.
- Wstań, Harry i weź się w garść! - Hermiona postanowiła wziąć go z zaskoczenia, ale jej plan spełzł na niczym, gdy pijany chłopak tylko machnął w jej kierunku niecierpliwie ręką. - Wstawaj! - ryknęła na niego i dopiero wtedy raczył na nią spojrzeć. - Czego się tak nad sobą użalasz?
- Nic mi w życiu nie wychodzi, Hermiono! - jęknął i choć był naprawdę zalany, jakimś sposobem mówił całkiem spójnie.
- Głupi jesteś i tyle! - ofuknęła go i łapiąc za przód koszulki, nadludzkim wysiłkiem, ustawiła go do pionu. - Weź się w garść, a nie rób z siebie światowej ofiary!
Harry zacisnął mocno pięści i warknął rozwścieczony.
- Ty nic nie rozumiesz, Hermiono! Straciłem rodziców, nie miałem nigdy w życiu tego szczęścia, co ty! Zawsze musiałem o wszystko walczyć!
- Bzdury gadasz! - ofuknęła go ostro.
- Wcale nie! - oburzył się. - Nie...
- Zamknij się, Harry! - krzyknęła zła, przerywając mu. Ten zamilkł natychmiast zaskoczony jej stanowczym tonem i spojrzał na nią niepewnie.
- No co ty?...
- Zamknij się i słuchaj! - warknęła, celując w niego palcem i robiąc krok w stronę cokolwiek oniemiałego przyjaciela. - Śmiesz mówić mi, że nic nie rozumiem? Rozumiem aż za dobrze, Harry! Przez to, że postanowiłam ci towarzyszyć w poszukiwaniu horkruksów, usunęłam moim rodzicom pamięć i dla twojej zasranej wiadomości, jeszcze ich nie znalazłam, na ręce mam wyryty napis "Szlama", przetrwałam tortury Bellatrix i ostatecznie rozstałam się z Ronem! Przez te wszystkie lata bezinteresownie pomagałam ci w nauce, bo byłeś zbyt zajęty pieprzonym ratowaniem świata, a ty nawet mi nigdy szczerze nie podziękowałeś! Robiłeś to tylko, kiedy zdałeś egzaminy!... Fakt, nie miałeś rodziców, to naprawdę przykre i od Dursley'ów nie spotkało cię nigdy nic miłego, ale zyskałeś przyjaciół! Ludzi, którzy byli gotowi poświęcić dla ciebie swoje życie! Zyskałeś nową rodzinę w postaci Weasley'ów i też tego nigdy prawidłowo nie doceniłeś!
- Jak...jak śmiesz?! - syknął, purpurowiejąc na twarzy, gdy zamilkła, bo zabrakło jej tchu. - Jak śmiesz się do mnie odzywać w ten sposób?! Jestem Wybrańcem, Granger! Wybrańcem!!! Należy mi się szacun...
Rozległ się nieprzyjemny plask, gdy Hermiona z całej siły uderzyła chłopaka w twarz.
- Ty gnoju! - warknęła rozwścieczona i pewnie rzuciłaby się na niego, gdyby nie Syriusz, który w porę zareagował, chwytając ją za ramiona i usadzając w miejscu. - Ty żądasz szacunku?! Ty? A kim ty jesteś, Potter? Gdyby nie ta głupia przepowiednia, nigdy byś nie zaistniał, a gdyby nie pomoc moja, Rona i masy innych osób, zginąłbyś już na pierwszym roku w walce z Voldemortem!... Jesteś nikim, Potter! I wcale nie dziwię się, że Ginny poważnie się zastanawia, czy przyjąć twoje oświadczyny!... Puść mnie, Syriuszu, albo cię rozbroję!
- Nie zdołasz — mruknął jej do ucha, ale spełnił polecenie. - Idziemy?
- Tak! Trzymaj się, Ginny. I radzę ci, zostaw tego palanta, bo z nim nie czeka cię nic dobrego!

1 291 czyt.
100%41
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1723 słów i 9771 znaków.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Duygu · 15 paź 2017

    Uhuhu, Hermiona jaka wściekła kobitka   A ten Harry to taka ciamajda. Bardzo fajnie wykreowałaś postacie.    Łapa w górę i czekam na ciąg dalszy!