Łapa - osobisty Huncwot (siódmy rozdział)

- Ale… - Hermiona chciała jeszcze zaprotestować, lecz przerwał jej stanowczo Syriusz, mówiąc:
- Nie, Hermiono, oni mają rację. Mieliśmy niebywale szczęście, że zdążyli tu na czas i rozbroili dwójkę tych kretynów. Ja nie będę miał wobec nich litości, składając zeznania. Skończył się czas ukrywania i dobroci dla Harry’ego Pottera. Skoro mój chrześniak był na tyle głupi, by chcieć pozbawić mnie wolności lub, co gorsza, zabić, to teraz musi ponieść tego konsekwencje, Hermiono.
- On ma rację – powiedziała łagodnie Ginny, podchodząc do przyjaciółki, lecz patrząc pogardliwie na byłego. – Harry nie zasługuje na to, by zostać Aurorem. Jego zachowanie uwłacza dobremu imieniu tego zawodu. Chłopiec, który przeżył, Wybraniec, nie powinien nigdy wpadać na takie pomysły. I wiesz co? – teraz zwróciła się bezpośrednio do Harry’ego. – Bardzo się cieszę, że od ciebie odeszłam. Przynajmniej nie muszę się martwić, że mój partner zapije się na śmierć.
- Na pewno nieźle pieprzy cię w łóżku, co? – zapytał Potter szyderczo. Ginny zbladła mocno, Hermiona zatkała sobie usta dłonią, a chłopaków zamurowało.
- Coś ty powiedział? – wysyczał w końcu blondyn, postępując w stronę skrępowanego kolegi. Różdżkę wycelował prosto w jego gardło.
- To, co doskonale słyszałeś, Malfoy! Ile ta sucz płaci ci, żebyś z nią sypiał? I czyżby Moody nie nauczył cię jeszcze, byś nie walczył niehonorowo?!
- Zastanawiające jest to, Potter, że w ogóle znasz takie słowo, jak „honor”, biorąc pod uwagę twoje niedawne czyny – powiedział Blaise, odgradzając przyjaciela od czarnowłosego. – I jak znam mojego kumpla, nie puści ci tak łatwo tej zniewagi w niepamięć! Radziłbym ci więc już się nie odzywać, chyba że chcesz pożegnać się z tym światem…
Harry zamilkł, widząc wściekłe spojrzenie swojego ojca chrzestnego.
- Twoi rodzice byliby wielce zawiedzeni, gdyby dowiedzieli się, co próbowałeś zrobić, Harry – rzekł powoli Syriusz, a ton jego głosu przypominał alpejski lodowiec. Draco spojrzał na niego z uznaniem. I choć nigdy nie przepadał za starszą wersją Syriusza, którą znał, musiał przyznać, że czuł się dumny z faktu, iż jego matka była kuzynką Łapy. Potter natomiast odpłacił się jedynie pogardliwym spojrzenie skierowanym w stronę Blacka. Ten pokręcił zrezygnowany głową i zwrócił się do Zabiniego:
- Wzywaj tych Aurorów, stary. Najlepiej, jeśli zjawią się tu z samym Ministrem.
Blaise skinął tylko głową i w sekundę później wysłał do Kingsley’a patronusa z prośbą o natychmiastowe zjawienie się wraz z Aurorami w domu Granger. Pięcioosobowa ekipa zjawiła się na miejscu nieprzyjemnego zdarzenia już po kilku minutach. Shacklebolt stanął jak wryty, widząc dwójkę bohaterów wojennych unieruchomionych za pomocą zaklęć oraz wściekłych Malfoy’a i Black’a. Natychmiast wydedukował, że w domu panny Granger musiało stać się coś niespotykanego i najpewniej dość nieprzyjemnego.
- Nie rozumiem – mruknął, patrząc na skrępowanych chłopaków. - Czy mógłbym wiedzieć, co się dzieje? Dlaczego moi najzdolniejsi adepci są związani i po co wam Aurorzy?
- Harry wraz z Ronem włamali się do domu Hermiony – zaczęła opowiadać Ginny. – Obaj sądzili bowiem, że Miona została czymś odurzona przez osobę podszywającą się pod młodego, zmarłego już Syriusza Black. Zaatakowali tę dwójkę, gdy ci wrócili do domu. Tylko dzięki temu, że przez przypadek udało mi się podsłuchać ich wcześniejszą rozmowę, zorientowałam się, że będą chcieli czegoś takiego dokonać. Po rozmowie z moim chłopakiem – Draconem oraz jego przyjacielem, Blaisem, udaliśmy się do domu Hermiony i w niemal ostatniej chwili rozbroiliśmy dwójkę napastników. Ronald bowiem wypowiedział już prawie formułkę zaklęcia uśmiercającego, wbijając swoją różdżkę w gardło Syriusza.
W salonie zapadła głucha cisza. Kinglsey spojrzał zdumiony na wszystkich zebranych, by następnie przenieść smutne spojrzenie na Pottera i Weasley’a, którzy nadal trwali bez ruchu przy ścianie.
- Czy to prawda? – zapytał smutno chłopaków. Ci w milczeniu i nie patrząc mu w oczy, skinęli głowami. Kingsley westchnął przeciągle i powiedział. – Nigdy nie sądziłem, że posunie się pan do czynu tak haniebnego – rzekł wolno, patrząc Harry’emu w oczy. – Pan, panie Weasley, również nie jest bez winy. Na brodę Merlina, chłopcy dlaczego? Przecież byliście Złotą Trójcą!
- My… - mruknął Ron.
- To było pytanie retoryczne, panie Weasley… No cóż. Sprawa jest wielce nieprzyjemna. Co prawda po części rozumiem motywy, jakie kierowały obydwoma panami, bo i mnie było ciężko uwierzyć w tak niespodziewany powrót Syriusza, ale nie zmienia to faktu, że wasz czyn był wielce karygodny. Jestem niestety zmuszony odmówić wam dalszego szkolenia aurorskiego i postawić was przed Wizengamotem z zarzutami o próbę zabójstwa i włamanie do domu bohaterki wojennej.
Hermiona i Ginny zakryły sobie usta rękami. Panów to oświadczenie niezbyt ruszyło.
- Co im grozi? – zapytał Black.
- Podejrzewam, że nawet dożywocie w Azkabanie, jeśli wszyscy zdecydujecie się składać obciążające ich zeznania.
- Ginny? – Hermiona zwróciła się do przyjaciółki. – Jaka jest twoja decyzja?
- Nie wiem, Miona. Gdyby to chodziło tylko o Pottera, to pewnie nie miałabym żadnych zastrzeżeń. Zwłaszcza po tym, jak mnie dzisiaj nazwał. Ale ten kretyn wciągnął w to wszystko również Rona… Muszę porozmawiać z rodzicami. Przecież i tak będą musieli się o wszystkim w końcu dowiedzieć. Bardzo wątpię, by nie zauważyli nieobecność Rona w Norze.
- Dobrze, Ginewro, lecz byłbym wdzięczny, gdybyś decyzję podjęła do końca tygodnia – odezwał się Kingsley. – A teraz bardzo proszę, panie Malfoy, uwolnić pana Pottera i Weasley’a…
Draco spojrzał na niego krótko, po czym machnął różdżką. Dwójka przyjaciół nieskrępowana już za pomocą magii poleciała do przodu, starając się gwałtownie utrzymać równowagę. Wkrótce zostali wyprowadzeni przez oddział Aurorów. Po chwili ulotnił się również Minister, a w salonie znów zapanowała cisza. Zdecydowała się ją przerwać Hermiona, która podeszła do Malfoy’a i wyciągnęła w jego stronę dłoń.
- Dzięki, fretko – powiedziała, uśmiechając się do niego niepewnie. – Wiem, że nie musiałeś tego robić.
- Musiałem – mruknął. – Inaczej Wiewióra nie dałaby mi żyć.
- Mimo wszystko i tak dziękuję – mruknęła brunetka.
- Cudownie, że się pogodziliście – powiedziała szczęśliwa Ginny.
- Wcale nie! – zaperzył się natychmiast blondyn.
- Oczywiście… - prychnęła Ruda. – Dobra, chodź już, blondasie… Zabini, ty też. Koniec przedstawienia.
- Smoku, twoja cizia mnie nie szanuje! – odezwał się Blaise z udawanym oburzeniem.
- Ciebie żadna laska nie szanuje, stary – zaśmiał się Malfoy. – Ale spróbuj raz jeszcze nazwać Ginny cizią, ale pożałujesz!

Gdy Hermiona i Syriusz ostali wreszcie sami, brunetka natychmiast przypadła do Łapy i wybuchnęła płaczem.
- Tak bardzo się o ciebie bałam! – załkała.
- Też masz zapłon – zaśmiał się, obejmując ją mocno. – Nic mi nie jest. Tobie też nie i w tej chwili tylko to się liczy. Oraz to, że cię kocham.

711 czyt.
100%4
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1270 słów i 7501 znaków.

Dodaj komentarz