Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Królewna Śnieżka i siedmiu... cz. 10.

     Arnold patrzył na swoją ukochaną i czuł w środku lekkie zawstydzenie. Czemu jej nie wierzył od początku? Wiedział, jaka jest odpowiedź. To wszystko, co się stało, graniczyło z cudem, a w zasadzie nim było. Kim byli olbrzymi, że mieli taką moc? Otrząsnął się szybko z tych myśli. Trzeba ratować Laurę, to wiedział. Czy ma pomagać Sam? Pewnie tego nie potrzebuje, ale z pewnością zrobią to razem. Co do tego miał pełne przekonanie.

– Wracamy do domu? – zapytał.
– Jasne. Coś jest dziwnego – spojrzała na telefon.
– Co masz na myśli? – popatrzył w jej oczy.
– Zobacz datę. Jest dzień wcześniej, niż wyruszyliśmy.
– W takim razie nie powinno być pobranych pieniędzy za lot ani innych wydatków.

     Samantha się ślicznie uśmiechnęła.

– Sukienka, która mi kupiłeś, bardzo mi się podobała, nawet bardziej niż ta od A-nu lub od nich wszystkich, bo jeszcze nie odkryłam, jak podejmują decyzję.

– Niemożliwe! Przenieśli nas nie tylko w przestrzeni, ale i czasie! Faktycznie mają moc jak bogowie.
– Tak, na to wygląda. – Sam nadal miała ten sam uśmiech na twarzy.
– Chcesz coś powiedzieć, bo tak czuję? – Arnold ujął mocniej jej dłoń.
– Mam dziecko w sobie i bardzo mi ciebie brakuje, ale musimy to odłożyć, bo najpierw chcę uwolnić mamę.
– Z tego, co zrozumiałem, prosiłaś, by Laura mogła mieć dziecko. Jak to odbierze nauka? – blondyn pominął dwie dość ważne wiadomości.
– Nie wiem. Może uznają, że jednak coś się w niej zmieniło i może mieć dziecko. Nawet gdyby Laura powiedziała prawdę lekarzom, nikt by w to nie uwierzył. O tym porozmawiam z nią później. Wiem dokładnie, gdzie ją trzymają. Mam pewien plan i jeśli chcesz, przedyskutuję go z tobą.
– Właśnie myślałem, czy jestem ci potrzebny, ale pewnie chcesz to zrobić ze mną, prawda?
– Oczywiście. Będę cię chronić, bo mogę. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy mamy jakieś moce, bo czuję, że i te je otrzymałeś. Zwróciłeś uwagę, że nam zaufali?
– Tak, oczywiście. W moim umyśle już od razu podjąłem decyzję, że im pomogę. Nie do końca rozumiem, skąd się wzięłaś, tak naprawdę, ale nie muszę wiedzieć wszystkiego. Dla mnie ważne jest to, że cię kocham.

     Samantha poczuła ciepło rozchodzące się w jej ciele i miała pewność, że sprawiły to słowa jej umiłowanego.

– Ja ciebie więcej – delikatnie pocałował mu usta.
– Tu przynajmniej możemy – poczuł wilgoć i smak warg umiłowanej kochanki. Arnold pamiętał moment w Pakistanie, że chcieli się pocałować.

     Szli teraz ulicą, na której nigdy jeszcze nie byli, przecież Los Angeles jest ogromnym miastem. Doszli do skrzyżowania i już poznali miejsce, w którym się znajdowali. Złapali taksówkę i dojechali do domu bo trzydziestu pięciu minutach.

– Skoro pomogli w Afganistanie może i koło domu nie musimy nic robić – spojrzał na nią pytająco.
– Tak, masz rację. Oni nas nie dostrzegą – głową wskazała auto z agentami służb w środku. – To będzie działać, aż uwolnimy Laurę. Będą się otwierać zamki i pewnie broń nam nic nie zrobi, tylko nie możemy już wystawiać na próbę co mogą olbrzymi.
– Czyli nie bierzemy kamizelek ani broni, tak?
– Dokładnie – brunetka powiedziała to spokojnie i bez dumy.  

     Otrzymana moc nie spowodowała u niej wzrostu ego. Arnold również nie czuł się inaczej, chociaż nadal nie wiedział, czy i on coś otrzymał od wielkoludów.
Odeszli od samochodu z ochroną i doszli do tyłu domu. Drzwi nie były zamknięte lub same się otworzyły. Weszli do środka.

– Skoro czas się cofnął, nie zrobili alarmu, albo stało się to w innej linii czasowej. Zastanawia mnie jedno. Skoro mają taką moc, czemu tego potrzebują – Arnold wyglądał na zdziwionego.

     Oczywiście nadal myślał o tym co mieli zrobić potem. Już nie myślał o tym, że obcy facet będzie miał zbliżenie z jego ukochaną. Czul w sobie przemianę. Być może jedynym tego powodem był fakt, że olbrzymi nie byli zwykłymi ludźmi, chociaż wyglądali bliźniaczo.  

– Nie wiem, ale jeśli się dowiem, a wówczas z pewnością ci powiem. Nadal masz ten kłopot? – spojrzała krótko prosto w jego błękity.
– Szczerze mówiąc, zaczynam to inaczej odbierać. Zdziwiłem się nieco, kiedy braliśmy tam prysznic. Zwykle widok twojego ciała bez ubrania na mnie działa w pewien określony sposób.

     Samantha powstrzymała wybuch śmiechu. Pomyślała jacy śmieszni są mężczyźni. Wyglądało, że pośród wszystkich problemów świata dla nich najważniejsza jest erekcja.

– Obawiasz się czegoś, skarbie? – Samantha położyła dłonie na jego torsie.

     Od razu coś poczuł w dole pleców i jego obawy, bo rzeczywiście je miał, zniknęły w ułamku chwili.

– Skarbie nie prowokuj. Sama mówiłaś, że mamy najpierw uwolnić Laurę.
– Wybacz mój kochany. Jestem czasami niedobra. Byleś bardzo zły, tego wieczoru, po moich urodzinach?

     Arnold od razu wszystko sobie przypomniał i ponownie w jego ciele zaczęły działać hormony.

– Raczej zaskoczony. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy.
– Bardzo cię pragnę, ale musimy wytrzymać jeszcze troszeczkę – pocałował go w usta, ale niezwykle subtelnie.
– Jasne, wszystko rozumiem – powiedział całkowitą prawdę.

     Brunetka podeszła do lodówki i ją otworzyła.

– Następna niespodzianka – otworzyła szeroko drzwi lodówki by i on zobaczył.

     Z pewnością nikt tu nie był i nie uzupełniał ich zapasów. Nawet nie musieli się zastanawiać czyja to sprawka. Chleb był również świeży i nawet ciepły. Arnold tylko pokręcił głową. To wszystko wyglądało jak bajka. Sam przygotowała kanapki i zjedli je ze smakiem. Po jedzeniu poszli do łazienki i również sobie uświadomili, że ich potrzeby fizjologiczne zostały zatrzymane, kiedy spędzali czas w gościnie wielkoludów.
Sam usiadła na kanapie i odczuł, że będą rozmawiali o planie.

– Facet, który tym kieruje to kongresman o nazwisku Kevin Rossman. Kilka lat temu Walter gościł u niego razem z Laurą na party i z czymś drobnym się z nim nie zgodził. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zabić kilka osób i porwać żonę tylko dlatego, że Walter coś powiedział, co temu Kevinowi się nie spodobało?

– Czyli on to zorganizował. Pewnie ma kogoś do brudnych interesów?
– Tak. Dostałam to wszystko. Były komandos, ale nie ma takich umiejętności jak ty, skarbie. Natomiast ma dostęp do broni i jest chroniony przez Rossmana. Gość się nazywa Peter Hanover i był pułkownikiem, bo jest na emeryturze. Laura jest więziona w pewnym opuszczonej fabryce. Dają jej jedzenie, ma toaletę i otrzymuje czyste ubrania. Raz widziała kogoś całkowicie zamaskowanego i mówiącego przez specjalne urządzenie zmieniające głos. Zabili ochroniarzy Waltera i tego im nie daruje. Zginą odpowiedzialni za to ludzie. Hanover kalkuluje, że powinien dostać więcej za swoją akcję, skoro Rossman ma otrzymać tyle pieniędzy za uwolnienie Laury. Tak naprawdę Rossman nie zamierzał brać tych pieniędzy. Ma kilka kont na Kajmanach i w Szwajcarii i do tej pory brał pieniądze za różne brudy, których się dopuszczał. Kiedy uwolnię Laurę razem z tobą, obaj będą przekonani, że się wzajemnie zdradzili. I dalej możesz się domyślić. Nawzajem się pozabijają a z ludzi Hanovera zginie jeden człowiek, który zabił ochroniarzy Laury.
– Czyli Laura też będzie niewidoczna?
– Z tego, co wiem, tak. Była opisana podobna historia w Biblii. Apostoł Piotr został uwolniony przez aniołów. Spadły z jego rąk kajdany, zamknięte drzwi zostały otwarte i nie był widoczny dla pilnujących go żołnierzy. Muszę zapytać A–nu, czy coś o tym wie.
– Czyli nie jestem ci potrzebny? – zapytał.
– Tak tylko wygląda. Wiem, że bez ciebie tak by się nie stało. Ja uwierzyłam A–nu i on o tym wiedział, dlatego nam zaufali i otrzymaliśmy dar przed tym, o co nas poprosili.
– Pamiętam, że powiedział, iż to nam dadzą bez względu na naszą decyzję.
– Tak, ale wiedzieli, że to zrobimy.
– Tak, nie mam już tych myśli, jak wcześniej. Polecimy samolotem do San Francisco?
– A jak byś wolał? Możemy się przenieść inaczej.
– Lubię z tobą latać – Arnold powiedział prawdę.
– Jak chcesz kochanie – wsparła chwilę głowę na jego torsie. – Dostaniemy się w pobliże tego miejsca normalnymi środkami.

     Pozostało tylko jedno pytanie. Dzień się kończył i blondyn myślał, kiedy zaczną. Tak naprawdę nie czuł zmęczenia. Dziwne, ale poczuł głód i sądził, że Samantha też wyglądała na to, że jeszcze by coś zjadła, mimo późnej pory.

– Jest jeszcze jeden lot, na który zdążymy, ale musimy już wyjść. – Samantha pewnie i taką informacje miała od A-nu, bo nie sądził, że pamięta godziny odlotów do drugiego wielkiego miasta w Kaliforni.
– W takim razie to zróbmy. Wygląda na to, że przyszliśmy do domu, aby zobaczyć, że uzupełnili nam lodówkę.

     Arnold zapalił kilka świateł w domu i wyszli. Po kilku minutach już jechali taksówką. Na lotnisku czekali dwie godziny na lot. Wylecieli ostatnim. Siedzieli w samolocie przy oknie. Było miło obserwować z góry światła LA. Dolecieli do San Francisco kilka minut po północy i wyszli z lotniska przed pierwszą w nocy.

– Nie jesteś zmęczona? – Arnold zapytał właściwie tylko po to, żeby się upewnić.
– Wcale. Myślę, że to również jest częścią daru.
– Tak właśnie myślę. Gdzie teraz? – wziął ją za rękę.

     Nie odpowiedziała, bo złapali taksówkę. Samantha podała adres i Arnold zaczął myśleć, czy kojarzy lokalizację. Nie bardzo pamiętał. Ufał już całkowicie w moc, którą otrzymali.
Samantha wiedziała, gdzie idą, a Arnold po prostu szedł za nią. Był tylko nieco ciekawy, jak to wszystko przebiegnie. Od chwili, kiedy zostali przeniesieni w czasie i przestrzeni przestał wątpić w cokolwiek.
Okolica wyglądała na niezamieszkałą. Arnold pomyślał, czy nie spotkają jakichś bezdomnych, bo tacy ludzie wybierali takie miejsca. Nie spotkali nikogo.

– To tam – dziewczyna wskazała trzypiętrową budowlę, gdzie tylko paliło się kilka lamp.  

     Jak się spodziewali, dawna fabryka konserw ogrodzona została płotem i przy dawnym wjeździe założono drut kolczasty, jakieś trzydzieści metrów w obydwu kierunkach.
Bramę z metalu zamykał gruby łańcuch z solidną kłódką, która tkwiła od wewnątrz. Kiedy tylko Samantha się zbliżyła, łańcuch spadł na ziemię, a kłódka została nienaruszona, czyli nadal zatrzaśnięta. Arnold nie obawiał się o kamery. Wiedział, że nie będą widoczni. Otworzył bramę i weszli. Nie założyli nikogo na zewnątrz, za to dostrzegli z osiem kamer o dobrej rozdzielczości, to oczywiście wiedział tylko mężczyzna. Samantha szła ze spokojem, jakby chodziła po swojej posesji. Doszli do budynku i ponownie zamki w drzwiach się same otworzyły, co obydwoje usłyszeli. Arnold otworzył i zobaczyli dwóch strażników uzbrojonych jak żołnierze SWAT. Tamci nawet nie spojrzeli w ich kierunku. Arnold i Samantha przeszli przed ich oczami. Szli korytarzem i doszli do solidnych drzwi. Wszystko działo się jak w bajce.  

     Otworzył się znowu same i za nimi dostrzegli kolejny węższy korytarz. Serce Sam zabiło mocniej, kiedy zobaczyła drzwi z klapką na dole. Tym razem sama je otworzyła. Kiedy Arnold wszedł, zamknęła. Laura siedziała na materacu, który leżał na betonowej podłodze. Kobieta spojrzała na nich i odwróciła wzrok, ale po sekundzie z powrotem przekręciła głowę.

– Sam? Arnold? Jak... jak tu weszliście? – wyglądała na całkowicie zaskoczoną.
– Później ci opowiem. Wracamy do domu, mamusiu.
– Nie wiem, jak weszliście, ale tu są strażnicy. Właściwie ich nie widziałam, poza jednym.
– Tak, wiemy, że tu są, ale jesteśmy dla nich niewidoczni. Idziemy – dziewczyna wyciągnęła rękę w kierunku matki.

     Laura wstała. Wyglądała, że się nieco postarzała. Pewnie jeszcze do niej nie dotarło całkowicie, co się stało, bo nawet nie przytuliła Samanthy ani Arnolda. Zachowywała się jakby była pod wpływem jakichś środków, bo nie objawiała żadnych emocji. Wyszli z jej celi i przeszli tą samą drogą. Laura spojrzała na strażników. Po dwóch minutach wyszli na zewnątrz, poza teren.

– Jak sądzisz, kochanie, kiedy odkryją, że nie ma Laury? – Arnold widocznie rozumiał, czemu Laura się tak zachowuje.
– Za pół godziny. Wtedy się zacznie, ale będziemy już daleko. Przenocujemy w tanim hotelu, a rano wrócimy do Los Angeles.

     Matka szła, trzymała dłoń Samanthy i nic nie mówiła. Arnold zadzwonił po taksówkę i po trzydziestu minutach znaleźli się na parkingu taniego hotelu. Zapłacił gotówką, bo znalazł ją w kieszeni.

– Recepcjonista nawet nie pytał o dokumenty – powiedział.

     Weszli do pokoju i kiedy już usiedli na łóżkach, Laura zaczęła kontaktować.

– Czy ja mam jakiś miły sen? – zapytała.
– Nie mamusiu. Jesteś wolna. Jutro zobaczysz Waltera. Już nikt nigdy nie zrobi wam krzywdy.
– Jak to możliwe? Jestem pewna, że Walter zrobił wszystko, co mógł. Ja już straciłam nadzieję. Dawali mi jeść i czyste ubrania. Nie wiem tylko, jak długo tam byłam. Rok?
– Tylko kilka tygodni. Wszystko ci powiemy, ale potem o tym zapomnisz.
– Nie rozumiem. To jakieś czary?
– Można tak powiedzieć.

     Laura zaczęła płakać, ale jak domyślił się Arnold, a Sam wiedziała, jej reakcja nie była spowodowana uwolnieniem tylko tym, co stało się wcześniej. Kobieta upadła na kolana i chwyciła Samanthę za stopy.

– Wybacz mi kochanie. Jestem najbardziej nędzną istotą. Wiedziałam, że Walter nie powiedział mi prawdy. Nie mam naprawdę nic na swoją obronę. Chciałam poszaleć, jak portowa dziwka – przestał mówić i zaczęła ponownie płakać.

     Samantha chwilę na nią patrzyła i w końcu dotknęła jej głowy. Arnold jakby wyczuł i już stal w przygotowany, bo Laura natychmiast zasnęła i gdyby nie on mogła upaść na wykładzinę podłogową pokoju.

– Czy jutro będzie z nią lepiej? – zapytał.
– Wiedziałam, że kiedy ją dotknę, zaśnie. Aż do powrotu do domu będzie jakby inna. Rozumiesz, że emocje by jej i nam przeszkadzały.
– Co zrobią służby?
– To już ich sprawa. Powiem ci, co się stanie. Nie uwierzą i spreparują informację, że dzięki działaniu policji i służb zdołali mamę uwolnić. Zanim się to stanie zginie Rossman i Hanower. Najpierw Hanover zabije faceta, który zniszczył pojazd ochroniarzy Laury, bo uzna, że to on wypuścił więźnia. Potem spotka Rossmana i wzajemnie się postrzelą. Wszyscy ludzie Hanovera zastaną aresztowani w ciągu tygodnia. Sprawę zatuszują, bo nie będzie im na rękę ujawniać opinii publicznej, że kongresmen był bandytą. Jak zawsze będzie notka, że zmarł nagle, na atak serca. Wyprawią mu pogrzeb na koszt państwa. Co za kraj!
– Tak jest wszędzie. – Arnold znał realia.

     Położyli Laurę na łóżku w tym samym ubraniu, w którym ją więzili.

– Czy musimy czuwać? – zapytał Niemiec.
– Będzie spała jak dziecko. My możemy też pospać, bo raczej nie będziemy tego robić przy niej.

     Arnold poczuł delikatne prądy w środku ciała.

– Nie byłem śpiący ani zmęczony a teraz jestem – stwierdził.
– Nie będziemy robić wspólnego prysznica, bo wiesz, czym by się skończyło.
– Braliśmy w ich pałacu i nic się nie stało.
– Tak, ale to było specjalnie. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły o to wszystko?
– Nigdy, skarbie – przyciągnął ją do siebie i tak trwali kilkanaście sekund.

     Samantha umyła się pierwsza, ale wyszła z łazienki ubrana. Arnold zrobił podobne i po chwili położyli się razem na jednym łóżku.
Wstali kilka minut po siódmej. Laura też się obudziła. Poszła do łazienki i wróciła z nieco mokrą twarzą. Nic nie mówiła i zachowywała się jakby ponownie była pod wpływem środków psychotropowych. Opuścili hotel i pojechali na lotnisko.
– Zdjęcie mamy są pewnie wszędzie – zagadnął, zanim weszli do budynku.
– Wiem, ale wszystkie kamery gdziekolwiek je spotkamy, nic nie zarejestrują. To by nam utrudniło. Wszystko się odmieni, dopiero jak przyjedziemy do domu.

     Arnold przyznał w duchu, że tak będzie najłatwiej. Kupili trzy bilety, ale nikt na lotnisku ani nawet w samolocie jakby nie zauważał Laury. Po czterech godzinach wjechali taksówką do bramy posiadłości państwa Brook. Tu wejście również samo się otworzyło i dalej szli we troje. Tak jak powiedziała Samantha, wszystko wróciło do realności w chwili kiedy Laura weszła z nimi do środka. Walter też zaniemówił na blisko minutę.

– Czy to sen? – zapytał.
– Nie, tato. Przywiozłam ci żonę.

     Walter zareagował bardziej naturalnie, jak na niego.

– Służby ją uwolniły, tylko dlaczego mnie o tym nie zawiadomili – wyglądało, że jest nieco zagniewany tym faktem i radość z powodu powrotu żony odeszła na dalszy plan.
– Arnold i ja uwolniliśmy mamę. – Samantha musiała mu powiedzieć prawdę.

     Kiedy wypowiedziała te słowa, Laura wróciła do normalności. Najpierw patrzyła na wszystkich, a potem zaczęła płakać.
Tuliła najpierw Samanthę, potem Waltera i w końcu Arnolda.

– Teraz możesz zawiadomić wszystkich – powiedziała spokojnie Samantha, kierując słowa do ojca.
– Jak się to udało? Nie rozumiem – zapytał brunet.
– Ja też – dodała Laura. – Czy nic mi już nie grozi? – spojrzała na Samanthę.

     Dziewczyna zaczęła opowiadać. Pominęła kwestię, o co prosili olbrzymi.

– To nie jest możliwe – odrzekli rodzice, jakby jednym głosem.  
– Widzisz swoją żonę, tato? – zapytała dziewczyna.
– Tak, już wiem, że to nie sen. Wiesz, kto ją porwał?
– Rossman, poznałeś go kilka lat temu na przyjęciu.
– Ten kongresmen? Dlaczego?
– Nie podobała mu się twoja wypowiedź.
– Aresztowali go?
– Raczej nie – odpowiedziała spokojnie Samantha. – Trupów się nie aresztuje, resztę dopowiedzą ci ludzie za służb. Mam dla was kilka wiadomości.

     Tym razem Arnold nie wiedział, co chce powiedzieć jego kochanka i zastanawiał się krótko jak rodzice Sam to przyjmą.

– Czy to będzie coś równie dziwnego? – zapytał Walter.
– Po prostu posłuchajcie. Jak wspomniałam, olbrzymi dali mi moc spełnienia życzeń. Powiedziałam wam dwa. Trzecie jest takie, że będziesz miała dziecko – zwróciła wzrok na blondynkę.

     Laura już ochłonęła, chociaż tylko ona wiedziała, jak przyjęła tę historię.

– Wiesz, że nie mogę mieć dziecka. – Zaczęła patrzeć w oblicze Samanthy, jakby widziała anioła.

     Arnold spojrzał tam również, bo twarz brunetki zaczęła jaśnieć, jakby tam istniało źródło światła.

– Będziecie bardzo szczęśliwi. Wasz wiek zmniejszy się o siedemnaście lat. Nie tylko wasz. Czas się cofnie. Nigdy nie poznacie Arnolda. Urodzisz istotę, która będzie wyglądać jak ja, ale to nie będę ja. Kiedy dziewczyna skończy siedemnaście, sprzedasz interes i pojedziecie we trójkę na wyspę w Oceanii.
– Kochanie, a co będzie z wami! – Laura zrozumiała pierwsza.
– My będziemy daleko. Tylko czasem w snach będziesz mnie pamiętać. To będą miłe sny. Kiedyś się spotkamy, oczywiście w innym świecie.
– Boże! Uratowałaś mnie jakimś cudownym sposobem, a i tak cię stracę! – wyglądała nadal na szczęśliwą, chociaż wypowiedziane słowa powinny na nią wpłynąć negatywnie.
– Tak nie będzie. Zaraz o tym zapomnicie. Nawet służby nie będą nic wiedzieć o Samanthcie Brook ani Arnoldzie Glassie. Będziesz zawsze szczęśliwa. Nie wiem, jak dasz córce na imię, może nazwiecie ją Samantha. Teraz musimy już odejść.

     Laura powinna zapłakać, podobnie i Walter, ale czar mocy już działał. Nie mogła cierpieć, bo wówczas jedno z życzeń by się nie spełniło.
Arnold chciał przytulić Laurę i Waltera, ale w tej samej chwili znaleźli się w pałacu olbrzymów. To stało się tak szybko, jakby w mgnieniu oka.

– Witajcie z powrotem – przywitał ich A–nu.
– Witajcie – odrzekł Arnold – Czy jej rodzice czują, że mieli Sam?
– Nie. Jak inaczej mogliby być szczęśliwi? – olbrzym powiedział to zupełnie naturalnie.
– A jak to wszystko wytłumaczą służby?
– Naprawdę chcesz wiedzieć, Ramultangu? Jak bardzo będziesz chciał, zostanie ci to ujawnione.  

     Arnold poczuł się dobrze. Czuł szczęście, ale już nie tylko z powodu, że kocha Sam. A–nu udzielił mu odczucia, które sam przeżywał. Blondyn odczuwał najsilniej, że pragnie wrócić do swojego domu. Tego nad gwiazdami. Czyli, jak i Samantha nie był z Ziemi. Wiedział, co powinien zrobić. Stał się inny. Spojrzał tylko na Samnathę i poszedł do jednego z wielkich pokoi. Czuł, kto tam za chwilę wejdzie. Amma weszła w białej sukni z jedwabiu. Podeszła i zatrzymała się przed nim na odległość jego wyciągniętego ramienia.

– Jestem Samanthą, Arnoldzie – powiedział płynnym angielskim.

     Arnold się tylko uśmiechnął.

– Dałem sobie z tym radę. Wiem, że tak będzie łatwiej. Moja Samantha od początku miała ten stan. Jesteś żoną A-nu, mały kłamczuszku. Te wszystkie prawa i odczucia są dla ludzi, ale ja dzięki wam stałem się kimś innym. To co zrobimy będzie czyste jak kryształ.
– Dziękuję ci Arnoldzie. Czekaliśmy na was wiele tysięcy lat. Będziemy ze sobą całą dobę. Zobaczysz swoja Samanthę za siedem dni. Jutro poznasz moją siostrę Bujni. Nigdy mnie nie zapomnisz, ale też nie będziesz pamiętał tego, co będziemy mieli. Nikt z nas nie wie, dlaczego to właśnie musi się stać. Będziemy mieli tylko jeden problem, a jak dużo on jest, zaraz się przekonam – spojrzała na niego z dołu, a jej wzrok zatrzymał się na środku jego postaci.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użył 3791 słów i 22072 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.