Tylko Ty. Rozdział 19

- Chyba żartujecie? – Adam jest zdrowo wkurzony tym, co mu z Moniką opowiedziałyśmy.
- Niestety nie – Monika kręci głową – dlatego myślałam nawet o zmianie hotelu.
- Nie sądzę, aby posunął się aż tak daleko… – Adam sięga po kieliszek – muszę się odświeżyć i potem pomyślimy. Rzuciłem torbę na samym środku przedpokoju, więc jak ktoś tam wejdzie, to się zabije!
- Miałeś kartę do pokoju? – jestem zdumiona, ale po chwili łapię uśmiech Moniki. Pewnie zostawiła mu w recepcji – Chcesz iść? - pytam.
- Chcę Ciebie – Adam szczerzy do mnie zęby.  
- No, to Was zostawię – Monica uśmiecha się domyślnie – mam parę spraw do załatwienia i pogadam z Ellą na temat sprzedanych za moimi placami zdjęć – mówi już poważnie. Spotkamy się o 19.00 na kolacji.  
---
     Kiedy tylko zamykam za sobą drzwi, Adam przygważdża mnie do ściany. Ma spragnione usta, które teraz przywierają do moich i już cała jestem pragnieniem. Jęczę, kiedy sięga do mojej piersi. Dosłownie zdziera ze mnie bluzkę i stanik. Ściągam mu koszulkę przez głowę i czuję zapach potu pomieszanego z wodą kolońską. Jeszcze bardziej mnie to podnieca. Jęczę znowu, ale Adam odrywa się ode mnie.
- Muszę wziąć prysznic – i już znika w łazience.
     Zostaję w korytarzu rozpalona i drżąca. Czuję ucisk w podbrzuszu. Mam ochotę na ostry seks! Słyszę prysznic i bez namysłu zrzucam z siebie ubranie. Wchodzę do łazienki i widzę Adama spłukującego z siebie resztki piany. Strużki wody płyną mu po plecach i zakręcają na jędrnych pośladkach, aby w końcu szerokim strumykiem wydostać się na umięśnione uda. Stoję zafascynowana tym widokiem. Powoli się odwraca i widzę potężną erekcję. Zaczynam dyszeć. Adam łapie moje spojrzenie i szeroki uśmiech pojawia się na jego twarzy.
- Ale masz minę – mruczy.  
- Idę do Ciebie pod prysznic – mówię prawie bez tchu.
- Powoli, nie wolałabyś kąpieli? – drażni się ze mną.  
- Woda w wannie by się zagotowała – wchodzę pod strumień wody, która płynie teraz strugą po moich nabrzmiałych piersiach i brzuchu, aż do złączenia ud.
- Aż tak? – Adam unosi brwi.
     Patrzy zafascynowany jak wsuwam rękę między uda i powoli się myję. To bardziej pieszczota niż czynność higieniczna. Głośno wciągam powietrze.
- Chodź do mnie – Adam zakręca wodę i bierze mnie za rękę.
     Klęka przede mną na ręczniku i rozsuwa mi dłońmi uda, wsuwając we mnie oba kciuki. Głośny jęk, jaki wydaję, sprawia, że twarz rozjaśnia mu lubieżny uśmiech.
- Naprawdę się stęskniłaś – wysuwa język i powoli zbliża go do mojej łechtaczki.
     To oczekiwanie potęguje moje napięcie. Kiedy wreszcie czuję jego dotyk, kolana się pode mną uginają. Jęczę głośno. Język zatacza coraz szybsze kręgi, a dwa silne kciuki buszują bezkarnie w moim wnętrzu. Muszę się przytrzymać umywalki, żeby nie upaść.  
- Adam, chcę się kochać – jęczę – teraz!
     Język porusza się szybciej, a ja nie mam już tchu. Och, och, oooch! Opieram się rękami na jego ramionach. Cała drżę. Och! Adam przerzuca mnie sobie przez ramię i wstaje. Niesie mnie do sypialni i po chwili ląduję na łóżku. Rozkładam bezwstydnie nogi i widzę zachwyconą minę Adama. Wpełza na mnie powoli i po chwili czuję potężne pchnięcie. Aaach! Jeszcze raz, aach! I jeszcze raz! Wypycham do góry biodra w rytm jego pchnięć i czuję jak się we mnie zagłębia cały.
- Nie rób tak, bo zaraz skończę – chrypi – a tego byś chyba nie chciała?
     Zastygam bez ruchu.
- Usiądę na Tobie – szepczę i obejmuję go za szyję.
     Ale nie zdążam wykonać jeszcze żadnego ruchu, gdy dociera do nas dźwięk otwieranych drzwi. Nieruchomieję i z przerażeniem widzę wchodzącego do pokoju… Grega Sandlera. Na jego twarzy maluje się zaskoczenie na widok naszych splecionych ciał. Wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie, choć trwa sekundy. Kulę się wydając stłumiony okrzyk strachu.
- Spokojnie maleńka – Adam szepcze do mnie cicho.  
Unosi głowę, opierając się na łokciach, nie wysuwa się jednak ze mnie. Zakrywam dłońmi nagie piersi, które teraz są doskonale widoczne.
– Greg Sendler, jak sądzę? – Adam cedzi przez zęby i unosi się wyżej, napierając mocniej na moje biodra.  
     Czuję go tak głęboko, że sprawia mi ból, ale z przerażenia nie mogę się ruszyć.  
- Sandler! – poprawia Adama - A pan? – zdumienie na jego twarzy przechodzi w grymas gniewu.
- Adam Karski, narzeczony tej pani – mówi Adam z mściwą satysfakcją – Zdaje się, że wszedł pan tu bezprawnie. Poza tym trochę nam pan przeszkadza, jak widać.  
     Adam jest zaskakująco spokojny. Mierzą się przez chwilę wzrokiem, po czym Adam opuszcza się na łokcie, co witam westchnieniem ulgi. Sandler patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Kulę się w sobie. Najchętniej zapadłabym się teraz pod ziemię albo chociaż pod łóżko!
- Wyjdzie pan, czy mam wezwać ochronę – zimny głos Adama sprawia, że Sandler odrywa ode mnie wzrok – Już się kontaktowałem z prawnikiem w sprawie umowy, którą pan przesłał mojej narzeczonej, czy mam do tego dodać naruszenie prywatności?  
     Za drzwiami coś się zaczyna dziać. Słychać podniesione głosy. Usta Sandlera zamieniają się w cienką kreskę. Odwraca się na pięcie i szybko wychodzi z zaciśniętymi pięściami. Zostajemy sami. Podnoszę wzrok i napotykam ciemne oczy wpatrujące się we mnie nieprzytomnie.
- Podnieca Cię to? – jestem zszokowana.
- Bardzo – Adam głośno wciąga powietrze – Niech ten złamas wie, co go ominęło! – dodaje mściwie – A teraz zrobię Ci dobrze…
     Cofa się powoli i równie powoli wchodzi we mnie, co witam przeciągłym jękiem. Robi to jeszcze raz i jeszcze raz, i tak bez końca… Mam w podbrzuszu rój motyli, który wznosi się i opada, doprowadzając mnie na skraj przepaści, ale za każdym razem gdy już prawie dochodzę, Adam zmienia rytm. Jestem jednym rozedrganym neuronem, odpowiadającym feerią doznań na najmniejszy bodziec. Brak mi tchu. Nie mam już siły wydać z siebie głosu, kiedy kolejny raz zwalnia.
- Adam – jęczę – długo tak jeszcze możesz?
- Za drugim razem zawsze mogę długo – szelmowsko się do mnie uśmiecha.
- Za drugim? – jestem zaskoczona – Kiedy był pierwszy?
- Nie czułaś? – ma minę, jakby się cieszył z udanego kawału – Jak ten fiut wychodził.
     Chyba byłam tak zszokowana, że faktycznie nie poczułam. Teraz rozumiem, tylko dlaczego nie zmiękł? Muszę się jeszcze wiele dowiedzieć o moim chłopaku.  
- Masz dość? – szczerzy do mnie zęby.
- Aż tak źle nie jest, ale czuje się trochę sponiewierana – sapię i próbuję złączyć nogi.
- Idziemy na skróty? – Adam uśmiecha się do mnie filuternie.
- Proszę – jęczę i napieram udami na jego kolana.
     W końcu ustępuje i mogę złączyć uda. Czuję go teraz mocniej, ale on również reaguje na moje zaciskające się wokół niego mięśnie. Wciąga głośno powietrze, wycofując się powoli. Patrzę jak przymyka oczy i rozchyla usta. O tak, teraz jesteś mój! Wchodzi we mnie z impetem. Aaach! To doznanie z pogranicza rozkoszy i bólu. Słyszę jęk Adama i wiem, że on też jest blisko. Jeszcze raz! Słyszę chrapliwy jęk. O tak, tak, chcę tego! Krzyczę w ekstazie. Dochodzimy równocześnie. Głośno! Zbyt głośno, jak na hotel o cienkich ścianach, ale jest nam wszystko jedno… Leżymy spleceni, wstrząsani spazmem rozkoszy, niezdolni do najmniejszego wysiłku. Wreszcie Adam powoli się wysuwa.
-Aaaa! – otwieram szeroko oczy i próbuję rozsunąć nogi.
- Boli? – Adam unosi głowę
- Nie, ale czuję to wszędzie! – jęczę – Powoli, błagam.
     Powolutku przekręca się tak, że jestem na górze i teraz mogę się na nim położyć. Cała się trzęsę. Jestem wykończona. Próbuję zebrać myśli, ale czuję się, jakbym działała na zwolnionych obrotach. Jest jednak dużo spraw, które nie mogą czekać.
- Myślisz, że coś mi groziło, gdybyś nie przyjechał? – patrzę na Adama poważnie.  
- Mam nadzieję, że nie... – marszczy brwi – Wolę myśleć, że chciał Cię tylko nastraszyć, ale pewności nie mam. Ten facet przywykł do brania tego, na co ma ochotę.
- Jezu - jestem załamana – przecież ja go w żaden sposób nie prowokowałam, nie zachęcałam.  
- Nie musiałaś – Adam wzrusza ramionami – Po prostu wpadłaś mu w oko i postanowił Cię mieć.
- Nie mów tak! – ukrywam twarz w dłoniach – Dobrze, że Monika była cały czas przy mnie. – opuszczam dłonie - A właśnie, dlaczego ukrywałeś przede mną, że jesteście rodziną? To nie fair!
     Adam odwraca wzrok i przez chwilę się nad czymś zastanawia.
- A co byś zrobiła, gdyby wtedy we Włoszech powiedziała Ci, kim jest? – mówi poważnie.
- Nie wiem - mówię z wahaniem – chyba byłoby mi przyjemnie, że o mnie zabiegasz. Zależy, w jakim momencie by mi powiedziała i zależy, jakie były Twoje intencje.
- Albo, jak byś odczytała moje intencje – Adam wpada mi w słowo – Nie znała Cię, a ja nie potrafiłem powiedzieć jej zbyt wiele o powodach dla których mnie rzuciłaś.
     Spuszczam głowę.  
- Ale potem mogłeś mi powiedzieć – złoszczę się – Poznałam Twoją mamę, Ty poznałeś moich rodziców… Były odpowiednie momenty, żeby mi powiedzieć!
- Sam nie wiem, dlaczego – spuszcza wzrok – W Niemczech nie było powodu, żeby do tego wracać, a potem wpadłem na pomysł ściągnięcia Cię tutaj. Nie wiedziałem, jak to zrobić. Twoja rodzina jest bardzo zachowawcza, a Ty przywiązujesz taką dużą wagę do pieniędzy. Nie kupiłabyś biletu do Stanów, a nie chciałaś przyjąć go ode mnie.
     Nagle dociera do mnie sens jego słów. Więc to on zapłacił za mój bilet? Nie, to nie może być prawda... Kręcę głową. Nie.  
- Nie kupiłem Ci biletu, jeśli o to chodzi – wpatruje się we mnie intensywnie – Obiecuję, że poznasz osobę, która to zrobiła. Na razie musi Ci wystarczyć to, że zarobiłaś uczciwie te pieniądze. Zresztą mamy teraz większe problemy.
     On ma rację. Jeśli Sandler zaryzykował przyjście do mojego pokoju, a właściwie włamanie, to do czego jeszcze się posunie? Zsuwam się powoli z Adama i opadam na łóżko. Uff, ale jazda. Adam patrzy na mnie ciepło. Nagle wstaje i podchodzi do szafy w przedpokoju i sięga do szpary pod sufitem. Wyjmuje jakieś pudełeczko. Podchodzi do łóżka i widzę, że to… dyktafon. Jezu, nagrał nas! Nagrał wtargnięcie Sandlera! Ale jak? Skąd wiedział?
- Adam – siadam na łóżku – wyjaśnisz mi to?
     Zamiast wyjaśnień słyszę najpierw jakieś szumy a potem niewyraźne głosy, wreszcie:
                "Greg Sendler, jak sądzę. Sandler. A pan?” …
Adam przewija i słychać coś, co przypomina podkład filmu dla dorosłych. O rany, to my! Czuję, że się czerwienię, kiedy słyszę swoje jęki. Adam przygląda mi się z uśmiechem.  
- No, nieźle – oblizuje usta koniuszkiem języka – chyba to sobie przegram.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz tego nikomu pokazywać? – jestem zszokowana – w tej chwili to skasuj!  
- Mowy nie ma! To nasza polisa – Adam uśmiecha się do siebie – dobrze, że się odezwał. Teraz zostawi Cię w spokoju. Mamy dowód, że złamał prawo, przychodząc tutaj.
- Ale skąd wiedziałeś? Kiedy to włączyłeś? – jestem naprawdę wkurzona – dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Adam, nie możesz tak robić!
- Nie chciałem Cię denerwować. Poza tym, to było tylko tak… Używam dyktafonu w pracy. Nagrywam to, co chcę napisać, a potem to przepisuję. Pomyślałem, że może się przydać, jak Monika powiedziała mi o Sandlerze – Adam wzdycha – Przypuszczałem, że może przysłać któregoś z ochroniarzy, żeby Cię nastraszył. Nie miałem pojęcia, że przyjdzie osobiście. Tak, czy inaczej, dam to prawnikowi, któremu przefaksowaliśmy umowę. Oczywiście po skasowaniu ścieżki dźwiękowej w naszym wykonaniu.
- Muszę ochłonąć – wstaję i idę do łazienki. Dopiero teraz widzę, że od wczoraj nikt jej nie sprzątał. Pewnie Monika powiedziała w recepcji, że wyjeżdżamy? Boże, niech to się wreszcie skończy! Woda w kranie z oznaczeniem "cold” jest letnia, nawet po odczekaniu kilku minut, więc nie ma co liczyć na orzeźwienie. Idę pod prysznic. Powoli dociera do mnie wszystko, co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku dni. Czuję się, jakbym grała w filmie opartym na nieprawdopodobnym scenariuszu. Ale to się dzieje naprawdę! Wychodzę spod prysznica. Muszę to sobie poukładać.  
- Adam… - mówię, wychodząc z łazienki, ale milknę natychmiast. Adam leży nago na środku łóżka i śpi głębokim spokojnym snem. Dopiero teraz widzę, jaki jest zmęczony. Ma podkrążone oczy i dwudniowy zarost. Klatka unosi mu się miarowo. Zawsze, kiedy mam okazję widzieć go takiego, wzbudza mój zachwyt. Tym razem dołącza się do tego jakaś czułość, coś, co chwyta mnie za serce i każe mi go przytulić. Powstrzymuję się jednak. Niech śpi. Przykrywam go tylko rogiem kołdry. Odnoszę ręcznik do łazienki i mój wzrok pada na pudełko po teście ciążowym, leżące w koszu. Trzeba to wywalić, bo jak Adam je zauważy, to gotów pomyśleć, że to mój, a Monika pewnie nie chce, żebym rozmawiała o jej problemach. Zwłaszcza teraz.  
     Pudełko jest puste, więc idę do pokoju i sięgam po test, który Monica rzuciła do kosza pod biurkiem i… zamieram z wrażenia.  
- Monica, to ja, Ola! – pukam natarczywie do drzwi. W końcu otwiera, przykładając palec do ust i wraca szybko do telefonu. Stoję niezdecydowana, ale macha ręką w kierunku fotela, więc wchodzę. Rozmawia przez telefon, marszcząc brwi. Właściwie, to powtarza tylko "mhm” i słucha.  
- To drań! – mówi wreszcie i po chwili dodaje – OK, zadzwonię, jak z nią porozmawiam.  
- Monika, muszę Ci coś pokazać – mówię szybko, kiedy odkłada słuchawkę, ale przerywa mi gwałtownie.
- Potem. Najpierw ja! – siada na łóżku – Sandler skontaktował się z prawnikiem naszej firmy przez swojego prawnika i oskarżył Cię o nagabywanie i niemoralne propozycje w zamian za pieniądze. Twierdzi, że zażądałaś więcej, oferując w zamian usługi seksualne.
- To bzdura! Przecież wiesz, że to on mnie zaczepiał! – zapiera mi dech.  
- To tylko słowa. Nie ma na razie formalnej skargi. Prawdopodobnie chce się ubezpieczyć na wypadek, gdybyśmy próbowali oskarżyć jego – Monica wzdycha – Twierdzi, że ma świadka.
- Kłamie!
- Wiem. Uspokój się. – Monika bierze głęboki oddech – Prawdopodobnie przekupił Manuelę. Nie mogę się z nią skontaktować.
     Jestem w szoku. Manuela? To niemożliwe! Chociaż, chyba nawet trochę mi zazdrościła… Jej by tam wcale nie przeszkadzało pójść do łóżka z Sandlerem.
- Zastanawia mnie tylko, dlaczego zadał sobie tyle trudu i tak szybko zareagował – Monica przygląda mi się uważnie – Czy jest coś, o czym nie wiem?
- Wszedł do mojego pokoju jakieś trzy godziny temu – mówię nie patrząc na nią – Na szczęście Adam był ze mną. Byliśmy… - nie wiem, co powiedzieć - …w sytuacji intymnej – czerwienię się – i Adam go wyprosił.
- Ale numer! – Monica unosi brwi – Otworzyłaś mu?  
- Nie! Miał swój klucz. Był zaskoczony, tak jak my. Adam to nagrał na dyktafon. Ja nie wiedziałam, że schował go do szafy, w ogóle nie wiedziałam, że go ma… - streszczam Monice całe zajście.
- To zmienia postać rzeczy – Monica uśmiecha się z mściwą satysfakcją. Jest teraz taka podobna do Adama… – nie doceniałam mojego bratanka. Muszę na niego uważać. Nasz prawnik się ucieszy.
- Monika, poczekaj, powinnaś to zobaczyć - wyciągam test. Patrzy zaskoczona na dwie kreski w okienku.
- Przeczytałam dokładnie instrukcję – mówię szybko – stężenie hormonu, który barwi test jest najwyższe rano. Robiłaś test w nocy i możliwe, że trzeba było czekać dłużej.Ta kreska jest słaba, ale jest! Nie wiem, czy zawsze pojawiają się dwie, jak test wyschnie, ale uważam, że trzeba go powtórzyć.
- Jezu! – Monica patrzy na plastikowy patyczek jak zahipnotyzowana – to chyba niemożliwe.
- A co, dostałaś okresu?  
- Nie, ale przez te ciągłe loty to tu, to tam, wszystko mi się rozregulowało.
- Powtórz test – upieram się – jak chcesz, to pójdę Ci kupić nowy. Zrobisz go jutro rano. Mogę w aptece zapytać, jak to jest z tymi kreskami.
- Mogłabyś? Naprawdę? – Monica nagle przestaje być pewną siebie kobietą. Mam przed sobą dziewczynę, pełną sprzecznych emocji, przestraszoną i zarazem pełną nadziei.
- Daj ten test. Pójdę od razu. Adam śpi jak zabity. Zresztą, gdyby mnie szukał, to mu powiesz, że poszłam do apteki po… nie wiem co, może tabletki przeciwbólowe. Przecież apteka jest za rogiem, za 15 minut wrócę.  
- Dobrze, idź. – podaje mi 20 dolarów – ja podzwonię. Adam ma to nagranie w pokoju?
-Tak.
- Zostaw mi klucz. Weź moje okulary od słońca, jest południe!
     Zabieram ze sobą test i wsuwam do kieszeni pieniądze. Bez trudu odnajduję właściwy kierunek. Pamiętam, że przechodziłyśmy z dziewczynami obok apteki, kiedy wypuściłyśmy się na zakupy. Kto by wtedy pomyślał, że za kilka dni staniemy po przeciwnych stronach barykady. Mijam skąpo ubrane dziewczyny. To jedno z niewielu miejsc w Stanach, gdzie można chodzić po ulicy w bikini. W każdym razie, tak twierdzi Monika. To zaskakujące, ale większość mojej wiedzy o życiu tutaj, pochodzi od niej. Dobrze się jej słucha. Lubię ją. Polubiłam ją już na Sardynii. Ja chyba też przypadłam jej do gustu. Mam wrażenie, że traktuje mnie trochę jak młodszą siostrę. Odpędzam tę myśl. Mogłabym się do niej zbytnio przyzwyczaić. Przychodzi mi do głowy, że gdybym wyszła za Adama, to byłybyśmy rodziną. Pierwszy raz rozważam możliwość naszego ślubu. To, że jesteśmy razem wydaje mi się absolutnie naturalne. Tylko, że Adam żyje na pograniczu dwóch światów, a ja ugrzęzłam na razie w jednym i wcale nie jestem pewna, czy chcę się z niego wyrwać. Nigdy nie rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, o domu, dzieciach. Nawet nie wiem, czy chciałby mieć dzieci. Kurde, minęłam aptekę! Robię gwałtowny zwrot i prawie wpadam na potężnego faceta. Patrzymy na siebie zaskoczeni. Nagle dopada mnie myśl, że może szedł za mną specjalnie.  
- Sorry – bąkam i szybko wchodzę do apteki. Facet nawet się za mną nie ogląda, czyli mam paranoję. Do czego to doprowadziło? Jestem roztrzęsioną galaretą. Weź się w garść! nakazuję sobie w myślach.
     Kobieta w aptece okazuje się niezwykle pomocna. Wyjaśnia mi wszystko w tak przystępny sposób, jakbym nie tylko nie umiała użyć testu, ale jakbym w ogóle nigdy nie zażywała leków. Kupuję też test innej firmy i wracam. Po drodze rozglądam się za potężnym facetem, ale maja podświadomość mówi mi, że zwariowałam. Przed hotelem czeka Monika.
- Dobrze, że jesteś! To jednak głupi pomysł, puszczać Cię samą.
- Daj spokój, nic mi nie jest – oddaję nowy test i resztę – Wszystko wskazuje na to, że jesteś w ciąży, ale pani poleciła powtórzenie testu rano.
- Mam prośbę – Monica ściska mnie za ramię – nie mów na razie nikomu. Nie chcę kolejnego rozczarowania. Poza tym, pierwszy powinien dowiedzieć się ojciec dziecka, nie?
- Wy to coś macie z tymi tajemnicami, - kręcę głową - ale masz rację, jeśli chodzi o Steewa. Adam wstał?
- Jeszcze nie – idziemy do naszego pokoju - Rozmawiałam z prawnikiem o tym nagraniu, ale nie mam dobrych wiadomości. Uzyskaliście je nielegalnie i nie może być dowodem. Sandler prawdopodobnie zażąda rozmowy z Tobą. Będzie próbował Cię zastraszyć i uzyskać Twoje przyznanie się. Wtedy będzie kryty. Tak naprawdę to nikt niczego nie ma na drugą stronę: ani on, ani Wy. To tylko próba sił.  
- Może powinniśmy zmienić jednak ten hotel?  
- Nie ma sensu. Na razie czekajmy spokojnie. Powiedziałam, że jeśli chce rozmowy, to się zgadzamy. Nasz prawnik przyleci jutro rano.
- Jezu, tyle kłopotu z mojego powodu – chowam twarz w dłonie – Przepraszam Cię. Powinnaś się teraz zająć sobą, a nie moimi problemami. Może Adam mi pomoże?
- Nie przepraszaj mnie, bo to nie Twoja wina. Jeśli ktoś tu zawinił, to ja. Nie powinnam robić z nim interesów. Widziałam, że wpadłaś mu w oko i myślałam, że straci głowę i zmięknie. Nie doceniłam go. Poza tym, nie sądziłam, że posunie się tak daleko – staje naprzeciw mnie, kiedy zatrzymuję się przed drzwiami swojego pokoju – to on wciągnął w to firmę, nie Ty. Podkupił nasze zdjęcia i naszą modelkę. Dorwiemy go, tylko na razie musimy wyplątać z tego Ciebie.
- O czym tak gadacie dziewczyny? – Adam otwiera nam drzwi. Wygląda dużo lepiej.  
- Widzę, że się ogoliłeś. Wpuścisz nas, czy mamy tak stać? - burczę.
- Wybaczcie strój, ale zapraszam – odsuwa się od drzwi. Dopiero teraz widzę, że ma tylko ręcznik na biodrach, zakrywający zdecydowanie za mało.
     Streszczamy mu wszystko i teraz we trójkę próbujemy wymyśleć, jak może wyglądać to spotkanie. Wreszcie dajemy za wygraną. Zamawiamy lunch do pokoju.
- Adam, czy Ty wreszcie możesz mi powiedzieć całą prawdę? – pytam, kiedy rozsiadamy się przy stoliku na kółkach, pełnym sałatek i kawałków kurczaka.  
- A od czego mam zacząć? – nie wygląda na szczęśliwego.
- Najlepiej od początku. Po pierwsze, co to za firma, w której wszyscy pracujecie?
- Założył ją mój dziadek, a ojciec Moniki, Adam senior – zaczyna.
- Nie założył, tylko przejął – uściśla Monika.
- No tak – Adam zastanawia się chwilę – Kiedy trafił tu jeszcze w czasie wojny, zaczął pracować w małej firmie, produkującej jakieś kremy i mydła, a że był chemikiem z wykształcenia, szybko zaczął awansować i wkrótce zarządzał całą firmą. Właściciel wziął go na wspólnika, a kiedy umarł, okazało się, że zapisał mu swoje udziały. Dziadek zostawił w Polsce żonę - Marię i małego synka - Henryka. Starał się ich odszukać, bo ich majątek pozostał na wschodzie, a oni musieli uciekać. Dziadek szukał ich dość długo, bo sam nie mógł pojechać do Polski, a wynajęci ludzie niezbyt się starali. W końcu ich znalazł i starał się ściągnąć do Stanów. Ojciec miał wtedy z 15-16 lat. Niestety pozwolono wyjechać tylko babci, a ojcu nie. Długo się wahała, aż wreszcie zostawiła syna ze swoją mamą i popłynęła do Ameryki.  
- Ale wróciła? – niecierpliwię się.  
- Poczekaj, nie tak szybko. Zaszła w ciążę i nie mogła w takim stanie wracać. Potem miała małe dziecko…
- Mary Ann, moją siostrę – wtrąca Monica – to był 52 rok, w Polsce bieda i komunizm. Nie było mu lekko. Dodatkowo czuł się opuszczony przez rodzinę, a przecież ojciec nie mógł po niego pojechać. Gdyby tylko przekroczył granicę, natychmiast by go aresztowano. Babcia też się bała, ale w końcu pojechała, jak Mary Ann miała jakieś trzy lata. Oczywiście nie zabrała jej ze sobą.  
- Boże, co za czasy – wzdycham – i co, zabrała go?
- Nie mogła, zresztą on był wtedy studentem pierwszego roku. Chciał być inżynierem. Żeby móc studiować zapisał się do partii. Nabili mu głowę takimi bzdurami! Babcia starała się coś mu wytłumaczyć, ale wtedy, nie bardzo się dało... Miał takiego kolegę, którego ojciec był wysoko postawiony w partii i on bardzo chciał się dostać do Stanów.  
- I namówił go? – nie mogę się doczekać.
- Wtedy jeszcze nie – Adam zastanawia się chwilę.  
- Mama wróciła sama i po roku urodziła mnie – Monica rozkłada ręce, prezentując własną osobę – i znowu nie mogła do niego lecieć, ale tym razem on przyleciał. Pomógł ten kolega, a właściwie jego ojciec. Adam szalał z radości, że może wreszcie uściskać syna, a do Henryka dotarło, że nie wszystko, co mówili o Ameryce jest prawdą. Przekonał się też, że rodzina go nie opuściła, tylko polskie władze nie pozwalają na jej połączenie.  
- No i został w Ameryce – kończę.  
- Nie – Adam kręci głową – wrócili obaj z tym kolegą. On miał na imię Karol. Oczywiście ojca natychmiast wzięto na przesłuchanie, ale Karol i jego ojciec spowodowali, że Henrykowi nic się nie stało, skończył studia i rozpoczął pracę w Nowej Hucie. Po dwóch latach zmarła babcia, a on doszedł do wniosku, że jednak powinien wyjechać do Ameryki. Znów zwrócił się o pomoc do Karola.  
- Ale w międzyczasie Karol sam zaczął piąć się po stopniach kariery partyjnej i trochę się zmienił – mówi ze smutkiem Monica - Pomógł Henrykowi, ale nie za darmo. Zażądał informacji na temat kolegów, a kiedy Adam odmówił, tamten zgodził się na pomoc w zamian za dolary.  
- Można było wtedy mieć dolary? – nie byłam najlepsza z historii, ale coś tam pamiętam.  
- No właśnie nie, ale Karol wiedział, że Henryk dostał od ojca pieniądze – Adam patrzy na mnie z uznaniem - Zapłacił i poleciał do Ameryki. Tylko, że nie bardzo potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Był ambitny, a bez języka nie był w stanie podjąć innej pracy, niż fizyczna. W tym samym czasie firma Adama połączyła się z inną, podobną. Na czele zarządu stanął wspólnik Adama, ale wszystko szło dobrze. Henryk nie chciał być dla ojca ciężarem…
- Tylko, co to był za ciężar dla dyrektora technicznego takiej firmy? – prycha Monica.
- Kobiecie trudno to zrozumieć – Adam patrzy na nią z irytacją – pracował i uczył się języka, aż wreszcie dostał pierwszy awans.
- Tylko, że zaraz potem zachorował na zapalenie płuc – Monica mówi to z przekąsem – Tak się starał, że zapomniał o jedzeniu i spaniu. Dobrze, że mama wkroczyła do akcji. Zabrała go nieprzytomnego do domu i zajęła się jego leczeniem i edukacją. Tak, tak – kiwa głową, widząc moją zdziwioną minę – kiedy wracał powoli do zdrowia, zaczął przychodzić do niego nauczyciel angielskiego, a kiedy wyzdrowiał, rodzice posłali go na studia.  
- Uczył się zarządzania, a po dwóch latach zaczął pracę w firmie dziadka Adama, jako inżynier odpowiedzialny za maszyny mieszające i pakujące kremy. Wprowadził kilka ulepszeń i nawet opatentował kilka własnych pomysłów – Adam pręży się z dumą, jakby to on opatentował te wynalazki – Tylko, że tęsknił do Polski – wzdycha – Napisał więc do Karola, że chciałby przyjechać do kraju i podarować jeden ze swoich patentów polskim zakładom chemicznym. Karol chyba wyczuł, że może zbić na tym interes, więc z chęcią go zaprosił. Zaproponował nawet, żeby ojciec, czyli Henryk – poprawia się - przez jakiś czas popracował w tych zakładach, pouczył innych itd. I pewnie wróciłby spokojnie do Stanów, gdyby nie to, że się zakochał.
- Wyobrażasz to sobie? – rozmarza się Monica – zobaczył studentkę chemii, która właśnie zaczęła praktyki i natychmiast zaprosił ją na kolację. To była wielka miłość. Obsypywał ją kwiatami i prezentami. Po prostu oszalał na jej punkcie.
- I co, pobrali się? – już naprawdę zaczynam tracić cierpliwość.
- Ona, znaczy moja mama, Baśka, miała wtedy 23 lata i jeszcze rok studiów przed sobą – Adam zaczyna mówić z powagą, jakby dochodził do sedna sprawy – Oczywiście, że ojciec się oświadczył, ale córka AK-owca nie bardzo widziała się jako żona faceta popieranego przez ówczesną władzę, czyli Karola. Na szczęście ojciec, porozmawiał szczerze z moimi dziadkami ze strony mamy i wszystko im wyjaśnił. Między innymi to, dlaczego jego ojciec, czyli Adam senior nie może wrócić do Polski.  
- Rodzice po cichu liczyli, że Adam przywiezie sobie żonę, dlatego nie poganiali go z powrotem do Stanów – Monica mruga do mnie porozumiewawczo – W każdym razie ślub się odbył w 67 roku. Wszyscy na nim byliśmy, poza ojcem, który nadal nie mógł przylecieć. Potem polecieliśmy do niego i wyprawiliśmy wesele. Miałam wtedy 11 lat. Pamiętam to doskonale, a za rok urodził się Adam. Myślałam, że ojciec oszaleje z radości, jak się dowiedział, że ma wnuka. Przyleciała wtedy babcia Kasia. Uwielbiam ją!
- Ja też – mimowolnie się uśmiecham na myśl o babci – Tylko nie rozumiem jednej rzeczy. Urodziłeś się w Stanach, tak? – pytam, a Adam kiwa głową – więc dlaczego studiowałeś w Krakowie? Mówisz po polsku jak Polak, więc na pewno nie mieszkałeś w Stanach tylko w Polsce.
- Już Ci mówiłem, że jak miałem trzy lata, rodzice postanowili wrócić do Polski. Mama nie chciała mieszkać w Stanach. Mimo, że ojciec stawał na głowie, żeby była szczęśliwa, ona popadała w coraz większą depresję. Ja tego oczywiście nie pamiętam, ale oboje mi to opowiadali – Adam wzdycha ciężko – Ojciec pracował w Nowej Hucie, a mama w jakimś laboratorium. Gdyby nie pomoc dziadków, to byłoby im ciężko. Mnie wychowywała babcia Kasia. To jej zawdzięczam to, że nie mam problemów z językami. Nauczyła mnie polskiego, angielskiego i niemieckiego. Zresztą dużo podróżowaliśmy, więc uczyłem się języków w sposób naturalny.  
- To dlaczego Twoi rodzice mieszkali tak dziwnie? Jedno tu, drugie tam? – nie rozumiem.  
- Właśnie do tego zmierzam – Adam bierze głęboki wdech - Jak miałem 10 może 11 lat, ojciec zaczął mieć problemy w pracy. Dopiero potem dowiedziałem się, że Karol popadł w niełaskę władz i żeby ratować własną skórę, dostarczał UB różnych informacji, które rzekomo uzyskał od mojego ojca. Więc w końcu dobrali się do niego. Wszystko im pasowało: syn zdrajcy, mieszkał w Stanach, podróżuje do krajów zachodnich, ożenił się z córką AK-owca i ma syna urodzonego w Ameryce.  
- Miał paszport w domu?
- Miał coś więcej. Dziadek uzyskał dla niego amerykański paszport. Jednak ojciec wciąż był obywatelem polskim, więc można go było aresztować. Na szczęście Karol miał na tyle przyzwoitości, że go ostrzegł i ojciec w porę zniknął.  
- Jak to zniknął?
- Wyjechał do Berlina Zachodniego, a stamtąd do Stanów. My też mieliśmy jechać z nim, ale miałem odrę i mama się nie zdecydowała. Zresztą i tak nie miała paszportu. Przez prawie rok się nie widzieliśmy, bo ojciec nie mógł przyjechać do Polski, a my z niej nie mogliśmy wyjechać.  
- Boże, to jak powtórka z historii Twojego dziadka!  
- Tak, tylko, że tym razem ja mogłem jechać do ojca, a mama nie. Raz udało jej się pojechać z paszportem mamy Artura, ale bała się ryzykować więcej razy. W końcu przeprowadziła rozwód.
- Jak to? Dlatego, że przez rok się nie widzieli? – jestem w szoku.
- Poczekaj! – Adam unosi obie dłonie – Wróciła do panieńskiego nazwiska. Po kilku miesiącach dostała, razem z innymi pracownikami laboratorium, zaproszenie na praktyki zawodowe do Austrii. Wyrobiła nowy paszport i pojechała tam. Oczywiście spotkała się z ojcem, który już na nią czekał.  
- Skąd ja to znam? – patrzę na Adama z uśmieszkiem.
- Potem spotkali się w Niemczech, gdzie zabrała również mnie – ciągnie po chwili - I tak to trwało. Mieszkaliśmy razem w Dusseldorfie przez 2 lata, potem ojciec pojechał do Stanów, a ja z mamą do babci, do Krakowa. Widywaliśmy się na święta i w wakacje. Kiedy dostałem się na studia mama wyjechała do Dusseldorfu na stałe. Teraz wiesz wszystko – Adam rozkłada ręce
- Nie rozumiem tego. Mogłeś uczyć się za granicą, mogłeś studiować w Stanach a kończysz AGH. To bez sensu.  
- Już Ci mówiłem. Tak postanowili rodzice – Adam wzrusza ramionami – Ja tam nie narzekam. Gdybym studiował tutaj, nie poznałbym Ciebie.
- Nie wygłupiaj się, ja mówię poważnie!
- Ja też. Tutaj nie muszę mieć studiów, żeby pracować w rodzinnej firmie, a jeśli postanowię zamieszkać w Polsce, to studia będą mi potrzebne. Poza tym zarządzanie mnie nie interesuje. Chcę być inżynierem i konstruować maszyny. Do tego AGH jest doskonałe – oczy mu lśnią, kiedy o tym mówi.
     Popołudnie jest zdecydowanie przyjemniejsze niż pierwsza połowa dnia. Nie ma upału, a od oceanu wieje przyjemną bryzą. Idziemy się przejść po dzielnicy Art Deco. W zasadzie, to tylko pięć domów zaprojektowanych w tym stylu, ale dla Amerykanów są stare, więc tak to nazwali i zrobili z tego atrakcję. Paryżanie by się uśmiali. Siadamy w jednym z barów i zamawiamy sok. Tego im zazdroszczę! Sok to sok, z prawdziwych owoców, nie to, co u nas.  
- Chciałabym, żeby to się wszystko nie wydarzyło – wzdycham.
- Nie martw się – Monika klepie mnie po przedramieniu – będzie dobrze.  
     Włóczymy się jeszcze trochę, a potem idziemy na kolację do jednej z małych knajpek nad brzegiem oceanu. Tu odkrywam, dlaczego Amerykanie tyją. Kelnerka już na wstępie informuje nas, że jeśli zamówimy danie za dwadzieścia dolarów, to możemy brac dokładki. Tyle, ile chcemy. Adam w to wchodzi, my z Monika też, choć wydaje mi się, że to drogo, ale ja się nie znam na tutejszych cenach. Dla mnie wszystko jest drogie.     
- Ja nie dam rady – odsuwam talerz, mimo, że nie zjadłam swojej porcji do końca. O dokładce nawet nie chcę słyszeć. Monika zjadła wszystko, ale też nie chce więcej.  
- Ja zaryzykuję – na placu boju pozostał tylko Adam.  
     Kelnerka jest wyraźnie zawiedziona naszą postawą. Jeszcze bardziej ją rozczarowujemy tym, że nie chcemy deseru. Z obrzydzeniem patrzę na rodzinę, która rozsiadła się obok nas i zamawia już drugą turę ryby. Owszem, danie było pyszne, ale ile można? Adam kapituluje w połowie dokładki. Kiedy wychodzimy, dzieci przy stoliku obok dostają po ćwiartce tortu czekoladowego. Zbiera mnie na wymioty.
- My zjedlibyśmy taką ilość ciasta całą rodziną – mówię cicho do Moniki – i to tylko dlatego, że doszedł Michael, mąż mojej siostry.
     Chichoczemy obie, a potem Monika opowiada mi, jak jej pierwszy mąż uczył ją robić espresso. Konam ze śmiechu, kiedy naśladuje jego włoskie przekleństwa. Wracamy do hotelu w doskonałych humorach. Niestety w recepcji czeka na Monikę wiadomość, że następnego dnia przylatuje prawnik i prawdopodobnie mamy rozmowę z Sandlerem. Rozchodzimy się do pokoi w trochę gorszych nastrojach. Mrugam jeszcze do Moniki i pokazuję jej zaciśnięte kciuki. Uśmiecha się do mnie i też zaciska palce.  
     Biorę szybki prysznic i wskakuję do łóżka. Adam dołącza do mnie po krótkiej chwili. Jakoś nie mamy ochoty na seks, ale sen też nie nadchodzi.
- Adam? - unoszę głowę i opieram brodę o jego pierś – a jak mnie deportują?
- No, coś Ty? - reaguje gwałtownie – Ten palant nic Ci nie zrobi.
- Dzięki, że tak mówisz – uspokaja mnie trochę. Już wiem, że mój chłopak należy do rodziny, która ma możliwości, żeby mnie bronić, tylko, co oni na to? - Rozmawiałeś z mamą? - pytam niepewnym tonem.
- Jest wściekła – gładzi mnie po włosach – powiedziała, że gdyby wiedziała, że tak będzie, to dałaby mi ten samochód i nie kazała niczego odpracowywać, tylko siedzieć z Tobą.
- Boże – zakrywam oczy dłonią – Jak ja się pokażę na oczy Twojemu tacie?
- Nie martw się – Adam odkłada moją dłoń na swój brzuch – Chciał tu przylecieć, ale mama mu wytłumaczyła, że danie Sandlerowi w zęby niczego nie załatwi.
- O rany, naprawdę tak powiedział? - to mi kogoś przypomina.
- Może nie dosłownie, ale okropnie się wkurzył – Adam poważnieje – Jest wyczulony na złe traktowanie emigrantów.
- Nie jestem emigrantką, ale wiem, o co Ci chodzi – wzdycham – Adam, ja naprawdę tego nie chciałam i nie zrobiłam niczego, żeby go zachęcić – zapewniam gorliwie.
- Wiem, kochanie, wiem – przytula mnie – Naprawdę nie damy Cię skrzywdzić.
- My? - zaglądam mu w oczy – Twoja rodzina ma pozycję i pieniądze, prawda?  
- Owszem, ale jak sama wiesz, staram się za bardzo z tego nie korzystać. Wychowywano mnie w przekonaniu, że trzeba mieć plan awaryjny na wypadek, gdyby pieniądze się skończyły – mówi poważnie – Zresztą, historia mojej rodziny to potwierdza. Ale muszę przyznać, że dobrze mieć trochę więcej niż przeciętnie, bo gdybym był np. mechanikiem, to trudno byłoby mi walczyć z takim Sandlerem.  
- Kocham Cię – Szepczę. Co ja bym bez niego zrobiła? - miałam dziś ochotę zadzwonić do Julki albo do Olki, ale potem pomyślałam, że lepiej nic im nie mówić. I tak nie pomogą, a będą się martwiły – wzdycham – Przykro mi też, że Monika ma ze mną tyle kłopotów.
Taak – Adam zamyśla się na moment – kłopoty to jej specjalność. Pewnie Ci mówiła o poprzednich wakacjach?
- Mhm – gładzę opuszkami palców zagłębienia między mięśniami na brzuchu Adama – dobrze się dogadujecie.  
- Lepiej, niż Monika i mój ojciec, choć są rodzeństwem. Pewnie dlatego, że jest między nami niewielka różnica wieku.
- Ciekawe, jak Ty będziesz się dogadywał z jej dziećmi? - urywam nagle, bo uświadamiam sobie, że przecież obiecałam trzymać na razie język za zębami - Monika jest podobna do mamy? - pytam, zmieniając temat - Bo wydaje mi się, że łączy Was zamiłowanie do tajemnic, ale charaktery macie chyba różne?
- Wszyscy twierdzą, że właśnie tak jest, chociaż ja myślę, że najbardziej podobna do babci jest Mary Ann, a Monika to taka mieszanka – przygląda mi się uważnie – dlaczego pytasz?
- Tak sobie. Po prostu staram się Was lepiej poznać – plączę się – U nas Julka jest podobna do mamy, a ja do taty, a Kuba... chyba taki wymieszany, jak Monika, ale mam nadzieję, że będzie jak tato. Facet z charakterem mojej mamy byłby ciężki we współżyciu.  
- A skoro jesteśmy przy współżyciu – Adam przyciąga mnie do siebie mocniej – może byśmy trochę po współżyli?  
     Nie jestem pewna, czy jestem w odpowiednim nastroju, ale delikatne pocałunki, którymi mnie obsypuje, działają kojąco. Odprężam się powoli. Adam chyba instynktownie wyczuwa, że potrzebuję dużej dawki czułości, bo poświęca mi wyjątkowo dużo uwagi, starając się odgadywać, co mi sprawia przyjemność. Wprawia mnie tym w przyjemne rozleniwienie, tak, że rozkładam w końcu szeroko nogi i pozwalam mu wejść. Kochamy się powoli, bez pośpiechu.

Roksana76

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 6851 słów i 38536 znaków.

9 komentarzy

 
  • Roksana76

    Leci do Was następna część :smile:

  • kama

    Czekamy czekamy :)

  • Meska

    Ze zniecierpliwieniem wyczekuje natepnej czesci :) i nie moge sie doczekac co wykombinuje sandler.

  • ann

    Za każdym razem nie mogę doczekać się kolejnej części ! :D

  • Kiniaa

    Kocham x3 Naprawde moglabys juz to na ksiazke przelozyc.Na pewno bym ja kupila:) Pisz dalej i Weny  zycze :*

  • Misiak:)

    Kocham twoje opowiadanie czekam na następna część proszę dodaj jak najszybciej :) pozdrawiam Misiak :)

  • gość

    Świetne! Cudowne! Najlepsze! <3

  • gość

    Świetne! Cudowne! Najlepsze! <3

  • czytelniczka

    Cudowne ;) oby tak dalej, weny życzę