Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Nauczycielka - bez litości cz.4

Nauczycielka - bez litości cz.4Dorota poczuła, jak dłoń piecze ją żywym ogniem po tym siarczystym policzku. Bartek odskoczył do tyłu, trzymając się za twarz, a w jego oczach najpierw był szok, potem furia, a na samym końcu… strach.

– Ty… ty kurwo! – wycedził, ale głos mu się załamał.

Nie wyglądał jak ktoś, kto przez trzy dni sterował jej życiem. Nagle zaczął wyglądać jak przestraszony osiemnastolatek, który właśnie zdał sobie sprawę, że przegiął i że może za to bardzo słono zapłacić.

Dorota złapała go za kołnierz bluzy i przyciągnęła blisko swojej twarzy.

– Kto ci kazał? – wysyczała. – Kto ci dał te zdjęcia? Kto kazał ci podejść do mnie w kinie?

Bartek przełknął ślinę. Patrzył na nią jak na wariatkę, która zaraz go zabije.

– Nikt… nikt mi nie kazał… – zaczął się jąkać. – Po prostu… widziałem, że pani… że nie masz majtek… i że… no wiesz… dotykasz się… Pomyślałem, że… że mogę coś ugrać…

– Kłamiesz – warknęła. – Wiedziałeś o korku. Wiedziałeś, że mam go w sobie. Skąd?

Chłopak spuścił wzrok. Milczał przez kilka sekund, a potem prawie szeptem:

– Dostałem… dostałem wiadomość. Wczoraj wieczorem. Że jak chcę się zabawić z panią… to mam dzisiaj w kinie usiąść blisko i… i sprawdzić, czy naprawdę nie masz majtek. I że jak będę grzeczny, to… to dostanę więcej.

Dorota puściła go tak gwałtownie, że prawie upadł.

– Pokaż mi ten sms – rzuciła lodowato.

Bartek drżącymi rękami wyciągnął telefon. Otworzył aplikację z wiadomościami. To był ten sam numer. Ten sam, który od kilku dni niszczy jej życie.  

Treść ostatniej wiadomości:

„Siedzisz w ostatnim rzędzie po prawej. Widzisz ją? Nie ma majtek i ma korek w dupie. Podejdź, zrób jej dobrze, a wyślę ci filmik, jak obciąga woźnemu. Rusz dupę.”

Dorota poczuła, jak robi jej się zimno w brzuchu. To nie Bartek był mózgiem operacji. Był tylko narzędziem. Kolejnym pionkiem, którego szantażysta wykorzystał, żeby ją upokorzyć jeszcze bardziej.

– Co jeszcze ci obiecał? – zapytała cicho.

– Że… że jak zrobię, co każe… to dostanę… nagranie z panią i… i że będę mógł… no… robić z nim, co chcę… w domu…

Chłopak wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać.

Dorota zamknęła oczy na moment. Poczuła mdłości. Nie tylko dlatego, że była szantażowana. Ale dlatego, że ten cały chory układ obejmował już dwie osoby poza nią. I Bóg jeden wiedział, ile jeszcze.

– Wynoś się stąd – powiedziała bardzo spokojnie. – I módl się, żebym nigdy więcej nie usłyszała, że komuś o tym pisnąłeś. Bo jeżeli choć jedno nagranie wypłynie… to przysięgam, że znajdę sposób, żebyś ty też zapłacił.

Bartek kiwnął głową jak automat i prawie wybiegł z toalety.

Gdy wróciła na salę, film już się kończył. Usiadła sztywno, nie patrząc na nikogo. Spojrzała na Bartka – siedział teraz kilka rzędów dalej, skulony, unikał jej wzroku. Nie próbował już niczego.

Telefon zawibrował dokładnie w momencie, gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe.
„Gratulacje, suczko. Widziałem policzek. Bardzo widowiskowe. Ale chyba już rozumiesz, że nie masz monopolu na kontrolę sytuacji. Bartek był tylko przystawką. Danie główne dopiero przed nami.

Zadanie na jutro:

– bez majtek i stanika (wiesz, że sprawdzam)
– czerwona szminka (tę, którą malowałaś usta na plaży 6 lat temu – tak, ta sama)
– po 7. lekcji idziesz do sali gimnastycznej. Drzwi do szatni męskiej będą otwarte

Wejdziesz. Zrobisz, co ci każą. Jak nie – jutro rano na tablicy ogłoszeń wisi 8 najlepszych ujęć z Twojej sesji z Marianem.

Miłego wieczoru. Śpij dobrze. Wiesz, że ktoś może patrzeć.”

Dorota nie ruszyła się z fotela, nawet gdy klasa zaczęła wstawać i wychodzić. Siedziała jak sparaliżowana, patrząc na czarny ekran.

Nie Bartek.

Nie Marian.

Ktoś inny.

Ktoś, kto był w stanie wysłać Bartkowi dokładne instrukcje w czasie rzeczywistym.

Ktoś, kto wiedział, którą szminkę używała sześć lat temu.

Ktoś, kto miał dostęp do monitoringu? Do jej domu? Do jej myśli?

Albo… ktoś, kto był blisko. Bardzo blisko. Przez cały czas.

Gdy autobus wiózł ją do domu, Dorota po raz pierwszy od trzech dni spojrzała uważnie na twarze uczniów siedzących wokół niej. Każdy mógł być pionkiem. Każdy mógł dostać wiadomość. Każdy mógł być następny.

A najgorsze – uświadomiła to sobie dopiero w momencie, gdy wysiadała na swoim przystanku – że ten ktoś wcale nie musiał być mężczyzną.

Może to była kobieta.

Może to była koleżanka z pokoju nauczycielskiego.

Może to była któraś z matek.

A może… któraś z jej uczennic.

Gdy wchodziła do klatki schodowej, usłyszała za sobą cichy śmiech. Odwróciła się gwałtownie.

Nikogo nie było.

Tylko echo jej własnych kroków.

I wibracja telefonu w kieszeni.

„Czerwona szminka. Nie zapomnij. Będę patrzeć, jak się malujesz”

Dorota zamknęła za sobą drzwi mieszkania i osunęła się na podłogę.

To nie był już tylko szantaż.

To była gra.

I ona dopiero zaczynała rozumieć, jak bardzo jest w niej głęboko.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Fantazyjny999

    Podoba mi się jak rozwijasz opowiadanie … oby szybko był ciąg dalszy

    7 godz. temu