Mroczny kamień (VIII)

Mroczny kamień (VIII)Tytuł oryginału: "The Dark Stone"
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tej pracy mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Malwina siedziała sama na kanapie w salonie Laury. Jej mąż, Robert, właśnie wyszedł z Konradem, aby pograć w golfa. Malwina słyszała, jak Laura w kuchni nuci coś pod nosem, przygotowując kawę.

     Przesłanie w kościele tego ranka było kazaniem o rozszerzaniu na innych dobrej woli wcielonej w Ducha Świętego. Malwina zastanowiła się nad tym i palcami przekręciła niebieski materiał sukienki. Nie miała powodu, żeby się denerwować. Laura była wspaniałą kobietą. Wspaniałą żoną i matką. Ale coś było nie tak w tym domu. Czy to była ta dziwna skała z ostatniej nocy? Z jakiegoś powodu ten dziwny kawałek minerału ciążył jej na głowie i wypełnił jej sny, gdy rzucała się i przewracała z boku na bok w łóżku, zeszłej nocy. Dlaczego tak bardzo przejmowała się ponownym trzymaniem go?

     – Myślisz o skale Pawełka, zgadza się?
Laura wróciła do salonu. Jej biodra chwiały się w spodniach z wysokim stanem. Jej duże piersi, które poprzedniej nocy były wyeksponowane w sukience z głębokim dekoltem, teraz były w większości ukryte pod luźną bluzką.

     – Nie.
Malwina wytarła dłonie o sukienkę i sięgnęła po kubek z kawą. Kiedy ostatnio miała spocone dłonie? Wszystko przez spotkanie z gospodynią tego domu?
     – Dziękuję za kawę.

     – Czy na pewno nie chcesz skosztować sałatki?
Laura uśmiechnęła się i usiadła na sofie, twarzą do kanapy.

     Coś w Laurze sprawiło, że Malwina chciał ją mocno przytulić. Malwina stawiała opór temu uczuciu.
     – Kawa wystarczy, dziękuję.
Malwina skrzyżowała nogi i posłała jej pobieżny uśmiech.
     – Twoje dzieci są bardzo urocze. Co dzisiaj porabiają?

     – Och, Aleksandra kończy pracę nad jakimś projektem naukowym. – powiedziała Laura.
     – Głównie tym się ostatnio zajmuje.

     – Jest w liceum?

     – Tak. Wkrótce zaczyna studia.
Laura trzymała głowę wysoko, niczym zawsze dumny rodzic.
     – Zawsze była dobra w nauce.

     – A Paweł?
Z jakiegoś powodu wypowiedzenie imienia Pawła sprawiło, że Malwina poczuła się zmieszana i trochę niepewna. Co się z nią dzisiaj działo?

     – W przeszłości nauka sprawiała mu sporo problemów, ale teraz lepiej sobie radzi. Potrzebował tylko trochę motywacji.
Laura odstawiła kubek na stolik do kawy.
     – Jest teraz na górze i ciężko się uczy.

     – To wspaniale. – Malwina skinęła głową.
     – A kamień?

     – Przepraszam?
Laura delikatnie parsknęła śmiechem, z lekkim, przewiewnym dźwiękiem, jakby Malwina właśnie opowiedziała nieco wulgarny dowcip.

     – Przepraszam. Nie wiem, dlaczego to powiedziałam.
Malwina zmarszczyła brwi i rozejrzał się po pokoju. Wypełniało ją gustowne wyposażenie ze sklepów klasy średniej.
     – Chodziło mi o to. Kamień? Albo, mam na myśli, czy mogę ...? Przepraszam, nie czuję się dzisiaj...

     – Wszystko w porządku.
Laura prawą rękę zagłębiła pod bluzkę i wyciągnęła spomiędzy piersi czarny kamień z czerwonymi żyłkami.
     – Laura zawsze w gotowości.
Wyciągnęła skałę na dłoni w kierunku Malwiny.

     – Ja...
Usta Malwiny delikatnie się uchyliły. Nie była przyzwyczajona do widoku kobiet wyciągających rzeczy ze staników. Czas się opanować. Malwina nie powinna była dziś rano przychodzić na to spotkanie. Zamknęła usta, odstawiła kubek na stolik i przygotowała się do wyjścia. Zamiast tego wyciągnęła rękę i wyrwała kamień z dłoni Laury.
     – Jest bardzo ładny. Prawda?

     – Tak.
Laura złożyła ręce na kolanach. Skała oddziaływała na otoczenie w różnoraki sposób, ale żaden z nich nie był ładny.
     – Możesz go trzymać tak długo, jak tylko zechcesz.

     – Dziękuję.
Jej szaro-niebieskie oczy odbijały pulsujące czerwone światło, gdy patrzyła na skałę. Jej twarz, zawsze tak powściągliwa, teraz jeszcze bardziej nieruchoma niż zwykle. Mały, srebrny krzyżyk na jej szyi również odbijał słaby blask skały.

     Malwina straciła poczucie czasu.  

     – Byłaś na biochemii, prawda?
Laura przerwała ciszę.

     – Co?
Malwina podniosła głowę. Zapomniała o gospodarzu.
     – Tak.

     – Wspaniale.
Laura wstała i podeszła do kanapy.
     – Mogłabym wykorzystać twoją wiedzę na pewien temat.
Wyciągnęła rękę do Malwiny.

     – Nie sądzę, abym była gotowa na to by uczyć Pawła.
Malwina wyciągnęła lewą rękę i poczuła, jak palce Laury zaciskają się na niej.

     – Nie martw się, to nic takiego.
Laura spojrzała na drżącą dłoń kobiety.
     – Co za piękna obrączka. Czy ona jest zabytkowa?

     – Tak, z lat trzydziestych.
Malwina poczuła, jak delikatnie podnosi ją na nogi.

     – Cóż, Robert naprawdę przeszedł samego siebie. Jest naprawdę piękna.
Laura prowadziła Malwinę z salonu w kierunku schodów.

     – Trochę mu pomogłam.
Malwina nadal mocno trzymała skałę prawą dłonią.

     – Oczywiście kochanie.
Laura poprowadziła ich na górę.

     Malwina podziwiała okrągły tyłek gospodyni domowej, wyeksponowany w spodniach z wysokim stanem. Zarumieniła się i odwróciła wzrok. Ściany klatki schodowej ozdobiono oprawionymi w ramy obrazami rodzinnymi. Dzieci stawały się coraz starsze, gdy pięły się w górę po schodach. Malwina zauważyła nawet zdjęcie Konrada i Laury z ich ślubu. Laura miała na sobie cudowną białą sukienkę i olśniewający uśmiech. Jej kręcone, brązowe włosy, dłuższe niż obecnie, opadały kaskadą na ramiona.

     – Tutaj.
Laura zapukała do drzwi.
     – Pawełku, kochanie. Czy możemy wejść?

     – Tak. – zawołał przytłumiony głos przez drzwi.

     Laura otworzyła drzwi i weszły do pokoju.

     Paweł siedział przy biurku, wciąż pochylony nad tym, nad czym pracował. Wzrok Malwiny lustrował wnętrze pokoju. Nie można było pomylić pokoju nastolatka. W wieku osiemnastu lat wiele dziewcząt próbowało otoczyć się dojrzałymi przedmiotami. Ale chłopcy? Z doświadczenia Malwiny wynika, że chłopcy starali się z całych sił, aby nigdy nie dorosnąć. Na ścianie wisiało kilka plakatów z motywami kosmosu, jeden czarodziejski kot i jeden przedstawiający skąpo odzianą elfkę. Na półkach były kamienie i komiksy. W pobliżu szafki nocnej, z niewiadomego powodu, leżał stos ręczników. Unosił się tam też osobliwy, gryzący, świeży zapach. Nie był on nieprzyjemny, ale bardzo dziwny. Malwina westchnęła. Przynajmniej posłał sobie łóżko.

     – Pawełku?
Laura ścisnęła rękę Malwiny i przyciągnęła ją bliżej.

     – Chwileczkę, mamo.
Paweł bazgrał coś na papierze.

     Malwina zacisnęła mocniej dłoń na skale. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że ogarnia ją ciepło. Promieniowało ono w górę, jej prawym ramieniem do klatki piersiowej. Świat wciąż wydawał się niewyraźny, ale ona była bardziej zrelaksowana.

     – W porządku.
Paweł odłożył pióro i obrócił krzesło, by zwrócić się twarzą do nich. Miał na sobie koszulkę z wyblakłym szkieletorem i dżinsy.
     – Dzień dobry pani Malwino. Jak się dzisiaj pani miewa?

     – Jestem…
Malwina szukał odpowiedniego słowa.
     – Dobrze, Pawle.

     – Świetnie.
Paweł głupkowato się uśmiechnął.
     – Co tam?

     – Więc Pawełku... – powiedziała Laura.
     – Malwina miała podstawy medycyny, więc pomyślałam, że mogłaby ocenić twój stan.

     – O.
Paweł sięgnął w dół i rozpiął dżinsy.
     – W porządku.
Zdjął dżinsy i rzucił je na podłogę.

     – Co?
Malwina ścisnęła kamień w jednej ręce, a palce Laury w drugiej.
     – Co robisz?

     – Łatwiej będzie pani pokazać niż wyjaśnić.
Paweł ściągnął majtki i jego kutas wyskoczył swobodnie.

     – Ja nie...
Malwina spojrzała, nigdy czegoś takiego nie widziała. Wszędzie żyły, nabrzmiałe i pulsujące. Czy wybijały taki sam rytm jak kamień w jej dłoni? Purpurowa głowa rozrosła się w śmiesznie szeroki sposób. Całe przyrodzenie było nieodpowiednie, szczególnie w przypadku drobnej budowy Pawła. Cokolwiek było z nim nie tak, przerastało to ją. Paweł potrzebował lekarza.

     – Potrzebujemy twojej pomocy, Malwino.
Laura przyciągnął ją do syna.

     – Dobry Boże, chroń mnie. – powiedziała Malwina. Jądra chłopca były komicznie duże. Ile mógł tam pomieścić?

     – Spójrz i powiedz nam, co myślisz.
Laura puściła dłoń Malwiny i stanęła za nią.

     „Rozszerzajcie na innych dobrą wolę zesłaną w Duchu Świętym.” Musiała pomóc. Malwina stanęła tuż przed stopami Pawła. Nastolatek miał wymalowany szeroki uśmiech na twarzy. Zignorowała go i pochyliła się niżej do jego penisa. Podskakiwał z każdym uderzeniem jego serca. Kropla spermy sączyła się z czubka i wiła się spływając po żołędzi penisa. Kamień w jej dłoni wypuszczał fale ciepła.
     – To mnie przerasta.
Teraz zgięta w talii, wyciągnęła lewą rękę w stronę jego ohydnej męskości.

     Paweł patrzył, jak piękna kobieta zbliża się do niego. Była wyraźnie oszołomiona. Teraz, kilka cali dalej, mógł zobaczyć jej miękką, piegowatą skórę, kiedy przesuwał wzrokiem w dół jej smukłej szyi, klatki piersiowej i sukienki, by dojrzeć tylko kawałek dekoltu. Krzyż na jej szyi wisiał przed nią i kołysał się przy jej powolnych ruchach. To było to.

     – Nie mogę.
Malwina zamrugała oczami. Spojrzała w dół dotykając penisa obcej osoby.  
     – Naprawdę nie mogę.
Malwina wyprostowała się.
     – Chcę pomóc, ale...
Skała w jej dłoni była teraz bardzo gorąca. Rzuciła ją w stronę łóżka.
     – Muszę iść.

     – Czekaj.
Laura spróbowała ponownie chwycić ją za rękę.

     Malwina ominęła ją, otworzyła drzwi i zbiegła po schodach. W kuchni złapała torebkę. Wszystko było rozmazane: drzwi wejściowe, chodnik, drzwi samochodu, zapłon. Odjechała, kierując się w stronę swojego domu.

***  

     Kiedy szok minął, Laura wyszła za Malwiną na korytarz i zeszła po schodach. Spieszyła się na tyle, by zobaczyć, jak Malwina znika za drzwiami. Laura nie zamierzała wychodzić za nią na zewnątrz. Nie ma mowy, nie chciała robić sceny przed sąsiadami.
     – No cóż. To nie zadziałało.
Powiedziała do siebie w pustym salonie.

     Na stoliku obok kanapy Malwina zostawiła swoje okulary przeciwsłoneczne. Była to duża para szylkretowych okularów. Może były modne jakieś dziesięć lat temu. Podeszła do stolika i podniosła je. Świetnie, teraz musiała wymyślić, jak dostarczyć je z powrotem do Malwiny. Może powie Konradowi aby zaniósł w poniedziałek do pracy? Byłby to dobry pomysł, o ile nadal miałby pracę.

     – Mamo? Poszła?
Paweł zawołał ze swojego pokoju.

     – Nie krzycz po całym domu, kochanie.
Laura odkrzyknęła.
     – I tak, poszła.

     Laura wspięła się po schodach i wróciła do pokoju Pawła. Zamknęła za sobą drzwi i zablokowała w nich zamek.

     – To do dupy.
Paweł nadal siedział na swoim krześle. Powoli masował napęczniałego penisa prawą ręką.
     – Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu uciekła.

     – Wyszła tak szybko, że o nich zapomniała.
Laura podniosła okulary przeciwsłoneczne.
     – Teraz muszę znaleźć najmniej niezręczny sposób aby je zwrócić.

     – Załóż je mamo.
Paweł przyspieszył swoje ruchy ręką.

     Laura uniosła brwi i przechyliła głowę.
     – Co?

     – Chcę, żebyś miała je na sobie, kiedy spuszczę ci się na twarz.

     – Mój Boże, Pawełku. Nie mogę uwierzyć w jaki sposób ostatnio pozwalałem ci do mnie się zwracać.
Laura założyła okulary i rozpięła spodnie.
     – Przypuszczam, że później domyjemy te okulary. Ale nie pozwolę ci już zniszczyć moich ubrań.
Ściągnęła spodnie, złożyła je i położyła na podłodze obok siebie. Rozpięła bluzkę.

     Paweł się zaśmiał.
     – Te okulary były modne, kiedy miałem jakieś osiem lat.

     – Czuję się trochę głupio.
Laura ściągnęła bluzkę, złożyła ją i położyła na spodniach. Miała na sobie prosty biustonosz i brązowe, bawełniane majtki.

     – Pani Malwina jest trochę uparta, prawda?
Paweł ściągnął koszulę lewą ręką, nie przestając sobie trzepać prawą.

     – Tak przypuszczam.
Laura sięgnęła za siebie i rozpięła stanik. Jej piersi zadrżały, gdy opadły.
     – Ale nie zapominaj, ona jest przełożoną twojego ojca w pracy.
Upuściła stanik na podłogę i wyślizgnęła się z majtek, które też upuściła.

     – Pamiętam. – powiedział Powiedział.
     – A teraz chodź mamo. Pani Malwina bardzo mnie zdenerwowała.

     – Dobrze Pawełku.
Laura podeszła do swojego syna. Jej szerokie biodra kołysały się, a cycki podskakiwały przy każdym jej kroku. Paweł nie mógł się doczekać, kiedy zrobi jej różne rzeczy. Uklękła przed swoim synem i zaczęła ssać.

     Pięć minut później Laura podskakiwała na potworze Pawła. Unosiła się sprawiając, że prawie z niej wychodził, a potem nadziewała się na niego z powrotem, do samego końca. Paweł był znacznie dłuższy niż jego tata. W każdej dłoni trzymała pierś. Sperma spływała po okularach Malwiny, sprawiając, że widok był rozmyty. Laury nie przejmowała się tym. Oblizała usta, smakując słoną witalność spermy swojego syna, zamknęła oczy i ujeżdżała tego wielkiego kutasa ile tylko sił.

     – Mamo… och, mamo… ooochhh.
Paweł chwycił za miękkie pośladki, mocno zacisnął na nich palce i przyciągną je w dół. Jego kutas wbił się do jej wnętrza. Chciał spuścić się w niej tak głęboko, jak tylko było to możliwe.

     – Uuuggghhh…
Laura doszła ponownie, gdy jej syn wystrzelił swój ładunek do jej niezabezpieczonej pochwy. Ogarnęło ją ciepło, pochodzące zarówno z jego nasienia, jak i cholernej skały znajdującej się pod materacem. Dlaczego pozwoliła mu to zrobić? Szukali kłopotów, ale nie mogła przestać.

     Laura pozwoliła, by ogarnęła ją ekstaza. Gdy złapała oddech, po raz ostatni ścisnęła piersi i położyła ręce na łóżku po obu stronach spoconej twarzy Pawła. Pochyliła się do przodu i pozwoliła swoim piersiom uderzyć w jego chudą klatkę piersiową. Wsunęła policzek w jego miękkie brązowe włosy i westchnęła. Jej pochwa skurczyła się kilka razy wokół jego przyrodzenia, wysysając pozostałe plemniki. Zadrżała na myśl o tych małych pływaczkach pędzących w jej wnętrzu. Cholera, Paweł doszedł w niej tak głęboko, że nie miałyby za daleko. Czy nadal będzie uprawiać seks z Konradem bez zabezpieczenia? Jako jej mąż, jego nasienie zasługiwało na szansę na zdobycie jej komórki jajowej. Ale prawdopodobnie zacząłby zadawać wszelkiego rodzaju pytania dotyczące planowania rodziny. Laura znowu westchnęła.

     – Chcę spróbować czegoś nowego.
Paweł podniósł ją za biodra i wysunął się z jej cipki, wydając delikatny dźwięk ssania.

     – Mmm… – Laura zamruczała.
Położyła się na łóżku obok Pawła.  

     – Jesteś taka piękna.
Paweł klepnął ją w lewy pośladek i patrzył jak faluje.

     – Auć.
Laura pomyślała o skarceniu go, ale pozwoliła mu się zabawić.

     – Przesuń się tutaj.
Paweł podniósł ją na kolana i poprowadził na środek łóżka. Paweł pochylił ją i ponownie uderzył ją w tyłek. Trzask odbijał się echem w pokoju.
     – Super mamo.

     Laura znalazła się na czworakach ze spuszczoną głową. Nadal miała na sobie te ociekające spermą okulary przeciwsłoneczne. Jej cycki dyndały i kołysały się, prawie dotykając koca pod nią.
     – Och, nie. Pawełku, to też…

     – Trzymaj się mamo.
Paweł rozłożył trochę nogi Laury, aby obniżyć jej cipkę do odpowiedniego poziomu. Bez dalszej rozdrabniania się włożył go do środka. Z całą spermą, którą tam zdeponował i wszystkimi jej sokami, jego kutas wsunął się od razu.
     – O mój Boże. Taka… piękna.
Chwycił ją za biodra i raz po raz nadziewał ją na swojego kutasa. Sposób w jaki jej tyłek trząsł się przy każdym uderzeniu był hipnotyzujący. Jej szerokie biodra idealnie zwężały się do jej delikatnie zakrzywionych pleców. Jej kręgosłup wygiął się w łuk, gdy pochłaniał jego pchnięcia.
     – Szczekaj… zaszczekaj dla mnie mamo.

     – C… c… co?
Laura uniosła głowę gdy ponownie uderzył ją w tyłek. Poczuła jak jego palce chwytają jej włosy i odchylają głowę. Była całkowicie pod jego kontrolą.

     – Ty… uch… powiedziałaś, że tak właśnie robią… uch… uch… zwierzęta.
Paweł wciąż trzymał lewą rękę na jej biodrze, kierując ich ruchami. Jego prawa ręka była wpleciona w jej brązowe włosy.
     – Więc… szczekaj.

     – Uh... uh.... uh....
Laura wiedziała, że była jego. Nie mogła odmówić synowi jego żądań. Nigdy więcej. Zamknęła oczy. Minęło kilka minut, podczas gdy jej syn dosiadał jej jakby była suką. W końcu wydała z siebie:
     – Wrah… wrah… wrah…

     – Nieźle mamo.
Zwiększył tempo.
     – To niesamowite. Jeszcze raz.

     – Wrah... wrah... wrah.

     Walił ją jeszcze przez chwilę we względnej ciszy, słysząc tylko pisk łóżka, uderzenie ich skóry oraz piski i jęki Laury.

     Przerwało im głośne pukanie do drzwi. Paweł zamarł, jego penis znajdował się w pochwie jego mamy. Puścił jej włosy. Oboje odwrócili głowy w stronę drzwi.

     – Paweł.
To był głos Oli z korytarza.
     – Słyszę cię tam z jakąś dziwką. Bądźcie ciszej. Muszę się uczyć.

     – W porządku. – odpowiedział Paweł.
Laura spojrzała na syna przez ramię, ze zmartwieniem wypisanym na twarzy. Sperma Pawła powoli spływała po jej czole i nosie. Paweł skinął jej głową. „Ola się nie dowie”.
     – Musimy być cicho, przepraszam. – szepnął.

     – Mama cię zabije, jak się dowie, że masz tam dziewczynę. – głos Oli ucichł w korytarzu, gdy szła do swojego pokoju.

     – W porządku.
Paweł wbił palce w biodra swojej mamy i ponownie zaczął ją posuwać.
     – Było blisko mamo.

     – Musimy kończyć.
Laura zwiesiła głowę i patrzyła, jak jej cycki kołyszą się pod nią.

     – Zaraz będzie… czas… na… uch… uch… zakończenie.
Paweł wbił w jej tyłek w swoje biodra.
     – Aaahhhh… przyjmij… to.
Znowu zalał jej cipkę.

     – Ooohhh …
Laura przyjęła kolejny ładunek. Wszystko co mogła zrobić to co chwilę próbować wybudzić Pawła z amoku.

     Laura wytarła się ręcznikiem, ubrała się i nasłuchiwała przy drzwiach, na wypadek gdyby Ola tam była.

     – Zostaw okulary mamo. – Paweł zawołał z łóżka.
     – Mam pomysł.

     – W porządku. – wyszeptała.
Zdjęła je i położyła na półce przy drzwiach. Były pokryte spermą. Co oznaczało, że ona też była jeszcze pokryta spermą. Laura musiałaby się pospiesznie udać się do swojego pokoju i doprowadzić do porządku. Otworzyła drzwi i spojrzała w obie strony. Okolica była czysta. Wymknęła się i pobiegła korytarzem w stronę swojej łazienki.

***

     Robert otworzył drzwi frontowe i zobaczył przed nimi wychudzonego dzieciaka Konrada.
     – No cześć. Co słychać dzieciaku?

     – Paweł. – poprawił go Paweł.

     – No cześć.
Robert zlustrował go od góry do dołu. Paweł wyglądał jak typowy kujon.
     – Co słychać Pawle?

     – Pani Malwina zapomniała okularów przeciwsłonecznych.
Paweł bawił się okularami w dłoniach.
     – Więc przyniosłem je aby je jej oddać. Zastałem ją?

     – Mal, kochanie? Jest tu dzieciak, który chce się z tobą zobaczyć. – Robert wrzasnął w głąb swojego do domu.

     – Mam osiemnaście lat.
Paweł próbował zajrzeć do domu, ale Robert był dużym facetem i zajmował sporo miejsca w drzwiach.
     – W przyszłym roku idę na studia.

     – Nieźle dzieciaku.
Robert ponownie spojrzał na Pawła unosząc brwi.

     – Więc nie jestem dzieckiem. – stwierdził Paweł.

     – Jak uważasz dzieciaku.
Robert obejrzał się do wnętrza domu.
     – Mal, ten dzieciak wciąż tu jest.

     – Czy mogę wejść?
Paweł liczył na cieplejsze przyjęcie.

     – Pewnie.
Robert usunął się z drogi i zaprosił go do środka.
     – Mogę ci coś przynieść? Wody?

     – Dzięki, jestem trochę zmęczony.
Paweł wytarł dłonią czoło.
     – Przejechałem na rowerze.

     – Oczywiście.
Robert wprowadził Pawła do kuchni. Pomieszczenie było ciepłe, jasne i dość gustownie urządzone. Chwycił szklankę z szafki i napełnił ją przy zlewie.
     – Proszę bardzo.
Wręczył ją Pawłowi.

Woda była dobra. Ten przejaw gościnności zakotwiczył go w miejscu. Trudniej byłoby im wykopać Pawła za drzwi, kiedy trzymał jedną z ich szklanek.
     – Dzięki.

     – Robert, co się dzieje? Właśnie miałam...
Malwina weszła do kuchni ubrana w obcisły top ze spandexu i spodnie do jogi. Wyglądała, jakby miała iść pobiegać. Kiedy zobaczyła Pawła, zatrzymała się, a jej policzki  przybrały kilka odcieni czerwieni.

     – Okej, jesteś.
Robert nie zauważył zakłopotania swojej żony.
     – Muszę wracać do pracy. Będę w swoim biurze.
Skierował się do drzwi i mijając ją, klepnął Malwinę w tyłek.
     – Na razie.
Kiedy zniknął z pola widzenia Pawła krzyknął.
     – Na razie dzieciaku.

     – Więc...
Paweł trzymał szklankę wody w prawej dłoni, a jej okulary przeciwsłoneczne w lewej.
     – Wyszłaś dziś rano w okropnym pośpiechu.

     – O tak.
Malwina uspokoiła się. Była dość wysoka i szczupła. Jej strój podkreślał jej skromne krągłości. Top, który miała na sobie podkreślał jej ładne kształt jej cycków. Nie były one takie jakie posiadała Laura czy Jola.
     – Po prostu uznajmy, że nic się nie wydarzyło. Dobrze?

Paweł odstawił szklankę na blat. Starał się nie patrzeć na jej ciało. To był niepewna chwila, a ona najwyraźniej była zaskoczona.
     – Nie przyszedłem tutaj na korepetycje, ani dla opinii medycznej. Nie martw się. Mam twoje okulary przeciwsłoneczne.
Paweł położył okulary przeciwsłoneczne na blacie.
     – Ale nie przyszedłem tutaj z tego powodu.

     – Dlaczego przyszedłeś?
Niebieskie oczy Malwiny były rozszerzone i rozbiegane, jakby skanując pomieszczenie szukała najlepszej drogi ucieczki. Wyglądała jak uwięzione zwierzę.

     – Aby ci to przynieść.
Paweł sięgnął do kieszeni prawą ręką i wyciągnął kamień. Zrobił krok w jej stronę.
     – Tak nagle wyszłaś, pomyślałem, że chciałbyś potrzymać to trochę dłużej.

     – Ja…
Malwina spojrzała przez ramię w kierunku, w którym zniknął jej mąż.

     – Zrobimy tak. Zostawię to tutaj.
Sięgnął w dół i położył kamień na podłodze obok siebie.
     – Możesz go zatrzymać na kilka godzin. Pójdę na przejażdżkę rowerem i odbiorę go później, po południu. Dobrze?
Paweł wyprostował się i podszedł do drzwi. Ominął ją szerokim łukiem, nie chcąc jej przestraszyć.
     – Może spotkamy się na zewnątrz o czwartej? Nie sądzę, żeby twój mąż za mną przepadał.

     Malwina skinęła głową.

     – Okej, zobaczymy się na zewnątrz.
Paweł podejmował duże ryzyko. Ale ufał, że ten ciemny mały kamień zrobi swoje. Zostawił ją w kuchni i wyszedł frontowymi drzwiami.

***  

     Malwina wpatrywał się w skałę przez dłuższy czas. Jej urocza mała kuchnia wypełniona była odgłosem jej szybkiego oddechu. W końcu jej stopy się poruszyły, podeszła do skały, podniosła ją i skierowała się w stronę schodów. Ciepło rozlało się po jej palcach, gdy ściskała minerał. Stopy ją poniosły, zanim jeszcze miała jakiś plan. W górę schodami do jej i Roberta sypialni, a potem do łazienki. Co ona w ogóle robiła?

     Spodnie do jogi i majtki pofrunęły przez łazienkę. Dlaczego je zdjęła? Malwina siedziała na brzegu wanny z rozłożonymi nogami, patrząc w dół na swój miedziany zarost.
     – O mój Boże.
Była taka mokra. Jej lewa ręka zacisnęła się na kamieniu, a prawa nagle potarła łechtaczkę.
– Ooohhh…

     Robert. Robiąc to musiała myśleć o Robercie. Ale zamiast tego obrazy wielkiego penisa wypełniały jej umysł. Ta dziwna grzybkowata głowa, tak purpurowa i nabrzmiała. Te żyły wijące się wokół trzonu. Puls jego serca widoczny w delikatnych podskokach tego potwora.
     – Ooohhh nnnieee…
Doszła zaspokojona własną ręką, ale nie mogła przerwać. Jej ręka od palcowania przeszła do szybkiego pocierania. Malwina nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiła. Nie mogła przestać.

     Minęła godzina, potem następna. Straciła rachubę, który to już orgazm. W końcu zatrzymała się, wzięła prysznic i wyszła na zewnątrz, by zaczekać na Pawła. Przez to wszystko nerwowo trzymała skałę. Chciała mu ją oddać, aby zabrał ją jak najdalej od niej. Ale jednocześnie niechętnie myślała o rozstaniu się z nią. Co się z nią działo?

***  

     Szum kół rowerowych Pawła podążał za nim wzdłuż cichej, podmiejskiej ulicy. Powietrze było nieruchome i ciepłe, idealne na popołudniową przejażdżkę rowerem oraz świetnie nadające się do rozważań na temat możliwych kolejnych kroków z Malwiną.

     Znajdowała się tam, siedząc na stopniu przed swoim domem. Przebrała się odkąd Paweł ostatnio ją widział, kilka godzin temu. Włożyła starą, zniszczoną bluzkę i jakieś dżinsy. Odgarnęła z twarzy rude włosy, żeby patrzeć, jak podjeżdża pod dom.

     – Jak poszło?
Paweł zatrzymał swój rower na podjeździe. Zeskoczył z niego i podprowadził go do miejsca, w którym siedziała Malwina.

     – Co to jest?
Malwina siedziała ze skrzyżowanymi nogami i nadal ściskała czarny kamień, trzymając ręce na kolanach.

     – Chcesz porozmawiać?
Paweł spojrzał na nią. Jej włosy i skóra wyglądały na wilgotne. Niedawno wyszła spod prysznica. Jej mały srebrny krzyżyk zwisał na zewnątrz jej koszuli i błyszczał w popołudniowym świetle dnia. Kamień nie był wampirem, ten mały religijny symbol nie mógł jej pomóc.

     – Robert...
Malwina obejrzała się przez ramię.
     – Robert jest w swoim biurze w piwnicy.

     – Spoko.
Paweł skinął głową. Było nawet lepiej, gdy Robert był w domu.

     – W porządku.
Malwina wstała i spojrzała na Pawła.
     – Wejdź ale bądź cicho. Byłoby dziwne, gdyby Robert zauważył, że znowu przyszedłeś.

     – Nie ma sprawy.
Paweł pchnął swój rower za krzak i zostawił go tam, prawie niewidocznego. Poszedł za Malwiną do jej domu. Przeszli przez główny korytarz, minęli salon, przeszli kolejnym korytarzem do jasnego, słonecznego pokoju na tyłach parteru. W rogu stało biurko z komputerem i monitorem. Po drugiej stronie pokoju stała kanapa.

     – Moje biuro.
Malwina zamknęła za nimi drzwi.

     – Ładne.
Paweł uważnie ją obserwował. Może dotychczas problem z Malwiną polegał na tym, że był nieśmiały. Więcej pewności siebie może zadziałać lepiej.

     – Więc powiedz mi...
Podeszła do niego i wyciągnęła w dłoni kamień.
     – Co to jest?
Była o kilkanaście centymetrów wyższa od Pawła i prawdopodobnie cięższa o jakieś dziesięć kilogramów. Paweł w niczym nie przypominał Roberta. Ale w jakiś sposób poczuła w powietrzu napięcie. Jej dłonie się pociły. Jej serce przyspieszyło. Spojrzała na niego i próbowała spowolnić oddech. Obraz penisa tego nastolatka wypalił się w jej umyśle. Nie mogła tego zwalczyć.

     – Chodź. Pokażę ci.
Paweł zmniejszył dystans między nimi, wyciągnął ręce i położyła obie dłonie na jej biodrach. Przyciągnął ją  i przycisnął do siebie ich ciała. Jej cycki wbiły się w jego klatkę piersiową, tuż pod obojczykami.
     – Sekret polega na…

     – Przestań.
Malwina położyła ręce na jego ramionach, ale nie miała na tyle silnej woli, by go odepchnąć. W jej lewej dłoni pulsowanie skały przyspieszyło i wlało ciepło przez ramię w jej ciało.

     Paweł wyciągnął szyję i pocałował ją w usta. Na początku delikatnie. Ostatnio często wymieniał płyny ustrojowe z kobietami, ale poza sesjami randkowymi z Alicją nie całował się za wiele.

     Malwina początkowo nie reagowała, ale po minucie jej usta zaczęły się poruszać. Pozwoliła Pawłowi skubnąć dolną wargę, a potem bez namysłu wsunęła język do jego ust. Pochyliła się lekko i objęła ramionami jego ramiona. Całowali się przez kilka minut.

     – Mmmppphhh …
Malwina przerwała pocałunek, ale pozostała w ramionach Pawła.
     – Nie mogę. Złożyłam obietnicę Robertowi. Przed rodziną. Przed Bogiem. Nie mogę…
Paweł przyciągnął ją do kolejnego pocałunku.

     Słaby dźwięk zamykanych drzwi gdzieś w domu dotarł do ich pokoiku. Malwina odsunęła się.
     – Robert. Muszę zobaczyć, czy czegoś nie potrzebuje. Mam dziś pracę do wykonania. Mam spotkanie jutro rano.
Poczuła nacisk rąk Pawła na swoich biodrach i powoli opadła na kolana.
     – Paweł, musisz iść.

     – Pójdę za minutę.
Paweł odpiął guzik od spodni i rozpiął rozporek.
     – Ale najpierw, musisz mi trochę pomóc.
Spuścił spodnie i kopnął je.

     – Proszę.
Malwina spojrzała na Pawła błagalnym spojrzeniem.
     – Mój mąż.
Poczuła jak kamień wypada z jej lewej dłoni, kiedy wyciągnęła rękę, żeby ściągnąć jego majtki. Miał rację, musiała mu pomóc. Jej paznokcie wbiły się w białą tkaninę i ściągnęła bieliznę z jego chudych, bladych nóg.
     – Mój Boże.

     Ta fioletowa głowa pojawiła się w jej polu widzenia, gdy kutas nieprzyzwoicie wystrzelił i znalazł się przed nią. Nigdy nie była z mężczyzną nawet zbliżonym do tych rozmiarów. Teraz był wycelowany prosto w jej nos. Z końcówki wyciekł przezroczysty płyn. Obie jej ręce delikatnie dotknęły go i pieściły opuszkami palców wzdłuż trzonu.

     – Oh, pani Malwino.
Paweł spojrzał na zamężną szefową swojego ojca, oczarowaną jego kutasem.

     Usta Malwiny były uchylone, a oczy rozszerzone. Poruszała lekko głową z boku na bok, aby spojrzeć pod innym kątem na tego goliata wśród  penisów.
     – Rozumiem, dlaczego twoja mama się tym tak przejmuje. Musisz być jednym na milion. Jednym na dziesięć milionów. Muszę tylko… muszę… posmakować…
Pochyliła głowę do przodu i wystawiła język. Kropla spermy była bardzo słona, ciepła i jakaś jeszcze. Czuła coś, czego nie potrafiła określić. Chciała więcej.

     – Tak trzymaj. – powiedział Paweł.

     Dziesięć minut później ssała mu niesamowitym zapałem.

     – Smakuje ci?
Paweł spojrzał na jej uroczą, piegowatą cerę.

     – Uuuggghhh… – wymamrotała Malwina z żołędzią w ustach.
Jak długo głowa Malwiny podskakiwała na penisie tego nastolatka? Dlaczego tak nagle przysięga, którą składała Robertowi przed ołtarzem przestała mieć dla niej znaczenie? Jej kochający mąż był w piwnicy, zaledwie kilka metrów dalej, podczas gdy ona dokonywała tego nikczemnego czynu.

     – Już prawie dochodzę… pani Malwino.
Paweł trzymał prawą rękę za jej głową, kierując jej ruchami. Nie całował się zbyt często, ale ostatnio miał mnóstwo lodzików. Wiedział co robi.
     – Gdzie chcesz, żebym… uh… skończył?

     – Uuuhhhyyyyaaaa...
Ślina ściekała po brodzie Malwiny. Jej usta ledwo obejmowały bulwiastą głowę. Musiała doprowadzić Pawła do końca, żeby to zakończyć.

     – W porządku.
Paweł pchnął głowę, żeby przyspieszyć ruchy.
     – Twoje usta ... są ... naprawdę... aaahhh …
Wypuścił potężny ładunek w jej ustach.

     Salwa za salwą gorącego, słonego płynu wlewał się do jej gardła. Kiedy Malwina robiła w ten sposób dobrze Robertowi, połykała wszystko bez problemu. Ale Paweł przytłoczył ją ilością spermy. Wyciągnęła go z ust i większość spermy wylądowała na jej twarzy i włosach.
     – Ja nigdy...
Powinna być obrzydzona. Każdy aspekt jej niewierności był obrzydliwy. Ale to w jakiś sposób jej się spodobało. Chciała się wykąpać w jego nasieniu. Czysta ekstaza przepłynęła przez jej ciało. W końcu orgazm ustał i usiadła z powrotem na swoim tyłku.
     – Paweł, ja… ja…

     – Wygląda pani tak pięknie pokryta spermą, pani Malwino.
Paweł podniósł swoje majtki i wciągnął je na siebie.
     – Dziękuję, naprawdę bardzo tego potrzebowałem.”

     – O mój Boże. Co ja zrobiłam?
Malwina zerwała się na równe nogi.
     – Robert.
Rozejrzała się po pokoju.
     – Robert nie może się dowiedzieć.

     – Jasne.
Paweł podniósł spodnie i włożył je. Następnie podniósł kamień i schował go do kieszeni.

     – Musisz iść.
Chwyciła Pawła za ramię i pociągnęła go do drzwi. Otworzyła je i poprowadziła go przez dom biegiem.
     – Nikt nie może się dowiedzieć. – wyszeptała.
Jej głowa obracała się dookoła, szukając jakichkolwiek oznak, czy jej mąż opuścił swój gabinet.

     Było to takie podniecające, gdy ta pokryta spermą starsza kobieta przejmowała się o swoim mężem. Paweł uśmiechnął się. Beznadziejne tylko było to, że tak szybko został wypchnięty za drzwi i nie miał możliwości nacieszenia oczu swym dziełem.
     – Nie martw się, nikomu nie…
Paweł zamilkł, gdy drzwi trzasnęły mu przed twarzą. No cóż. Paweł znalazł swój rower i wyprowadził go na chodnik. Nadal był zbyt twardy, aby wracać rowerem do domu.

     Może później spróbuje tego samego z Olą albo jego sąsiadką, ewentualnie ze swoją mamą. Rozmyślał o kobietach w swoim życiu, powoli prowadząc rower do domu.

C10H12N2O

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użyła 5842 słów i 33386 znaków, zaktualizowała 2 mar o 18:50. Tagi: #Incest #rodzina #szefowa #siostra

2 komentarze

 
  • C10H12N2O

    Łącznie 11 części.

  • Szocior

    Więcej nie będzie???