Konie VI

Nowe, nie publikowane jeszcze odcinki!

Opowiadania niniejszego cyklu były już od paru lat publikowane na dwóch portalach. Niestety nigdy nie udało się zamieścić wszystkich części – portale znikały, lub ograniczały publikowanie opowiadań. Poprzednio wysyłałem króciutkie odcinki (numeracja cyframi arabskimi), obecnie łączę po dwa (co najmniej) i stosuję numerację cyframi rzymskimi. W tekście dokonuję jedynie korekty literówek, reszta pozostaje bez zmian – choć być może, obecnie inaczej bym coś napisał.  

Opowiadanie to, jak cały cykl, jest bajką dla dorosłych, może czasem straszną... Trudno zakwalifikować te opowiadania do któregoś z działów. Jest tu przemoc, seks grupowy, elementy BDSM, lesbijskie, momentami nawet EXTREME.  


Zatem osoby nie lubiące klimatów przemocy w seksie powinny - będąc ostrzeżone - zrezygnować  
z lektury, a jeżeli zdecydują się na czytanie - nie zgłaszać pretensji do Autora i/lub portalu.


Konie VI  

- Ale dumna i nieprzystępna zrobiła się ta Kaja! - Sylwia nie mogła poznać koleżanki. - Co prawda, zawsze trzymała się z Gośką, razem tu trafiły, ale zwykle miała dobre słowo dla innych dziewczyn też. Dlaczego dziś była taka obcesowa?
- No kobyłki: Postawa do zaprzęgania! - Adam wszedł do ich stajni.
Kobiety karnie stanęły w wyznaczonych im zwyczajowo miejscach, stajenni zaczęli je ubierać w uprząż.
- Patryk, dla Sylwii i Gośki przynieś uprząż paradną. polecił Adam. - Zarówno kobyłki jak i stajenni mają zgłaszać wszelkie uwagi o niedopasowaniu uprzęży, ewentualnych obtarciach itp. Czy wszystko jasne?
- A czemuż to takie szaleństwo u Wojtka? - Sylwia nie mogła nie skomentować ruchu w gospodarstwie.
- Hołowczyc zatarł silnik w aucie podczas Rajdu Dakar a musi jakoś dojechać do mety, kapujesz już? - Adam z całą powagą poinformował ciekawską. Wybuch śmiechu obecnych przy rozmowie skwitował ciętą odpowiedź masztalerza.
Sylwia straciła ochotę do zadawania dalszych pytań.  
Prawie – można by rzec - tłum osób na tarasie szefa, który Sylwia i Gośka zobaczyły podczas dojścia do "parkingu” przy domu, kobiety w odświętnych sukniach, odprasowane mundury ochrony i masztalerzy, wypucowany "ich” gig przystrojony kokardami i jakąś nieznaną Sylwii flagą – wszystko to świadczyło o jakiejś szczególnej okazji.  
Po chwili do "kobyłek” podszedł szef, Sylwia wreszcie doczekała się męskiego dotyku, o który dopraszała się od rana. Wojtek swoim zwyczajem popieścił obu kobietom piersi, sprawdził dopięcie uprzęży (przy okazji pieszcząc ich cipki).  
- No dziewczyny! Liczę na was! Jeszcze parę dni naprawdę ciężkiej pracy, potem odpoczniecie.
Przestrzegam przed głupimi żartami…- rozmowę szefa z "kobyłkami” przerwał ochroniarz:
- Szefie! Przyszedł SMS od burmistrza, że jacyś obcokrajowcy szukają do nas drogi!  
- Jacku, weź waszą toyotę i wyjedź im naprzeciw. Jednym z gości jest Wasyl, którego znasz. Wycinki wiatrołomów po jesiennych wichurach musiały bardzo zmienić widok zapamiętany przez Wasyla.
- Kaju, bądź pod ręką jak przyjadą goście.- nakazał Wojtek dziewczynie ubranej w strój do konnej jazdy, w którym wspaniale wyglądała.- Zawołaj Adama, waszego masztalerza, aby zaprzęgał Sylwię i Gośkę do giga.

****************  
Na tarasie mojego domu panował niezwykły ruch. Przy długim stole siedziały osoby, które miały pracować przy obsłudze zagranicznych gości. Oczywiście ochrona, pokojówki, masztalerze i stajenni, choć byli konieczni do zapewnienia gościom miłego pobytu, nie byli tu reprezentowani.  
Marta wciąż sprawdzała, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Zżerały ją nerwy czy o czymś nie zapomniała. W końcu chcąc ją nieco wyrwać z tego zaklętego kręgu zapytałem z uśmiechem:
- Suniu, czy masz na sobie wszystkie niezbędne ciuszki? Na pewno nie dojdzie do jakiejś wpadki gdy mocniejszy podmuch wiatru ktoś wyczaruje?
Marta udając strach zaczęła liczyć na palcach swe ciuszki, które ubrała i z błyskiem w oku stwierdziła:
- Szmatek na mój gust, tak jak i ludzi wokół, jest o wiele za dużo… Ostatnio szefie mijaliśmy się tylko w biegu…
- To prawda suniu; postaraj się tak poprawić suknię "czarnej”, aby była bardziej frywolna… nawet wulgarna. Ona ma być zauważona przez Araba! Jak zobaczysz, że coś zmienia w swym ubiorze dostanie publicznie lanie… Zapowiedz to tej kobyle!
Marta szybko podeszła do "czarnej”, kobyła chyba coś mej pomocnicy odpysknęła bo w ruch poszła trzcinka. Chcąc szybko zakończyć ten incydent skinąłem na dziewczyny z ochrony, którym kazałem skuć ręce dawnej pani X na karku, a szeroką sukienkę związać na wysokości pasa z tyłu, aby stworzyła coś na kształt wąskiego ogona. Jako, że Sabina nie nosiła majtek, prezentowała swe wdzięki od pasa w dół. Marta przypięła "czarnej” łańcuszek do obroży, kobyłka jako jedyna była wyraźnie widoczna jako niewolna.
Zszedłem na "parking” niewolnych. W dybach stały tam Sylwia i Gośka, które miały ciągnąć bryczkę-dwukółkę oddaną do dyspozycji Araba. Podszedłem do nich i przez chwilę popieściłem piersi i cipki obydwu kobiet. Każda z nich dostała też mocnego klapsa w tyłek. Podziękowałem im za sukcesy podczas treningu w gigu:
-No kobyłki! Zaimponowałyście mi zaangażowaniem w treningach w gigu, doceniam zarówno pracę Sylwii, jak i chęć Gośki dorównania partnerce. Jeszcze parę dni ostrego wysiłku was czeka… Nie dokończyłem rozpoczętego zdania, gdyż ochrona zgłosiła, że oczekiwani goście wkrótce do nas zawitają.

******************  

W ciągu ostatnich dni, pomimo nawału pracy Marta znalazła nieco czasu, aby pokazane Kai drogi na terenie rancha, podczas objazdu gigiem, odwiedzić jeszcze raz konno. Marta dosiadła swego ogiera "Despotę”, Kai zaś zaproponowała "Dunajca” lub "Derwisza”. Był to test dla tłumaczki na ile ma wyczucie koni. "Dunajec” jest koniem upartym, "zawsze lepiej wiedzącym” i jako taki nie cieszył się dobrą opinią w mym gospodarstwie. Nie każdemu pozwolił panować nad sobą, lecz gdy uznał kogoś za swego jeźdźca, pięknie współpracował z człowiekiem. Właśnie tego wierzchowca wybrała nowo mianowana tłumaczka.  
- Wytłumacz Kaju, czemu wybrałaś akurat tego konia? - poleciła Marta.
- Szefowo; nie jestem już od lat stałym gościem w klubie jeździeckim, straciłam wiele z wyczucia koni, ale zaproponowane przez ciebie konie tak oceniam: "Derwisz” dzikus, świszczypała, psotnik w najmniej oczekiwanych momentach. Znając cię pani, drugi musi być jego przeciwieństwem, ma na pewno charakterek i spodziewam się, że chętnie zrzuciłby mnie na ziemię… Lubię trudne wyzwania, chcę też pokazać szefowi i tobie, że potrafię sprostać trudnej sytuacji.
Po pierwszej przejażdżce i próbie sił Kaja pokazała swemu wierzchowcowi (i Marcie też), że nie tak łatwo pokonać ją i wysadzić z siodła, wiedziała oczywiście, że to dopiero pierwsza próba "Dunajca” w przejęciu kontroli nad jeźdźcem.

**************  


- Czy ja już zawsze będę traktowana jak tania dziwka? - rozżalenie Sabiny nie zmniejszało się od wczoraj pomimo dobrze przespanej nocy, bo bez filmów mówiących o jej szaleństwach. Zarówno Kuba jak i Łukasz poganiali ją od rana, jakaś damula chyba z biura po kąpieli (tym razem w ciepłej wodzie) natarła ciało "czarnej” dobrymi kosmetykami. Potem Łukasz dość obcesowo potraktował Sylwię podczas depilacji cipki i tyłka, sympatyczniejszy był natomiast układając jej włosy. Na koniec owa baba od Wojtka przyniosła jakieś krwistoczerwone szmaty, które pomimo swej długości do kostek więcej odsłaniały niż należało. Wojtek zauważył chyba, że jego podwładna chciała mnie ochronić przed wstydem pokazując się prawie nago i wysłał do mnie tę swoją lafiryndę Martę. Dziwka chciała odsłonić moje krocze, na co nie mogłam i nie chciałam się zgodzić. Ta podła dziwka chcąc podlizać się swemu kochasiowi zaczęła mnie łoić tą parszywą trzcinką. Na to przywlekły się dwie siksy z ochrony, skuły mi ręce na karku, a moją ochydną kieckę związały z tyłu tak, że cały przód do pasa w dół był na wierzchu. Na koniec – jakby tych krzywd było mało – ta podła dziwka Marta przypięła mi do obroży smycz mówiąc:
- To po to, abyś suko była dziś wreszcie zaspokojona! - zatem ja, Sabina, przestałam być kobietą, zostałam dziwką bez praw dla zabawy jakiś bambusów!
Chciałam jej coś odpowiedzieć, ale usłyszałam jak ochroniarz mówił do tego Wojtka:
- "Szefie! Przyszedł SMS od burmistrza, że jacyś obcokrajowcy szukają do nas drogi!”
Po chwili na plac przed domem podjechał samochód ochrony, a za nim kilka pięknych aut z zagranicznymi numerami rejestracyjnymi. Wojtek z uśmiechem podszedł do pierwszego z nich. Z samochodu wysiadł wysoki mężczyzna w stroju arabskim, a za nim rumiany facet obwieszony złotem jak choinka.  
- Witaj przyjacielu! - rumiany tubalnym głosem, z silnym rosyjskim akcentem, powitał gospodarza.
Wojtek uścisnął wyciągniętą ku sobie dłoń Araba, potem "na misia” przywitał się z drugim gościem. Z aut tymczasem wysiadła grupka gości trzymająca się na razie na uboczu i czekająca na przedstawienie gospodarzom. Arab i Wasyl (tak rumianego zwał gospodarz, z rozmowy wynikło, że jest Ukraińcem) przedstawili tylko swych sekretarzy-doradców i wskazali jedynie palcem, które pozostałe osoby należą do świty "szejka”, a które do Ukraińca.
Szef poprowadził przyjezdnych na taras, mężczyźni przechodząc obok mnie byli wyraźnie zainteresowani mym strojem i więzami.
- Ta hurysa należąca do mnie – wyjaśniał po polsku Wojtek, a jego słowa tłumaczyła na język angielski Kaja, którą dopiero teraz poznałam w eleganckich ciuchach dżokejki – i proponuję, jeżeli nasz szanowny gość to zaakceptuje, aby towarzyszyła panu Ahmedowi w chwilach odpoczynku i w nocy.
- Tak, tak! - śmiejąc się powiedział Wasyl. - Moja Tania już po trzech dniach nie mogła doczekać się nadejścia odsieczy z bratniej Polski, tak ją nasz drogi Ahmed eksploatował. Tania, chodź tu!
Na polecenie Wasyla z grupki przyjezdnych podeszła bardzo zgrabna blondynka, na pewno już kilka dobrych lat po trzydziestce.
- Poznajcie się! - polecił obwieszony złotem facet. - Tylko moje drogie bez przesady, proszę. Pamiętajcie, że waszym panem jest tutaj szejk Ahmed.
Na pytające spojrzenia Wojtka Wasyl wyjaśnił, że Ahmed jest młodszym synem szejka Abdullaha i przysługuje mu jako następcy tronu – drugiemu w kolejności – również tytuł szejka.
Podczas tej rozmowy Tania zbliżyła się do mnie i udając poprawianie mi sukni na biuście boleśnie uszczypała mnie w brodawkę, dodatkowo wykręcając ją. Następnie, niby niechcący, nadepnęła mi na palce stopy sprawiając wrażenie, że to ja podstawiłam jej nogę. Zatoczyła się i łapiąc równowagę zdarła ze mnie suknię.
- Czemu mnie zaczepiasz? - Tania zapytała płaczliwym głosem z miną niewiniątka.
Stojąca najbliżej nas Marta mruknęła tylko przez zaciśnięte zęby "Podła blond wydra!”, to był pierwszy raz, gdy poczułam wsparcie tej – jak zawsze myślałam – nienawidzącej mnie kobiety.  
Ahmed ze swym sekretarzem zatopieni byli w jakiejś rozmowie. Marta zaś kazała Oldze podać biały obrus, którym mnie okryła uwalniając jednocześnie moje ręce z więzów na karku. Sądziłam, że najgorsze mam już za sobą. W tym momencie podszedł do nas Ahmed ze swym sekretarzem i zwrócił się do Kai z jakimś pytaniem po angielsku. Kaja odpowiedziała po francusku, gdyż tym językiem lepiej posługiwał się sługa Araba, a ja zrozumiałam "piąte przez dziesiąte”, że ów sekretarz ma do mnie jakieś pytania. Kaja zapytała mnie wskazując na młodego Araba:
- Sabino, czy poznajesz tego pana?
- Nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Pan Omar twierdzi, że jest prawie pewien, iż trzy lata temu spotkaliście się na statku wycieczkowym na Morzu Czerwonym. Omar był wówczas stażystą i odpowiadał za organizowanie turystom gier i zabaw. Podczas jakiegoś turnieju, który on organizował podeszła do niego piękna czarnowłosa kobieta i zaproponowała mu pięć dolarów za seks z nią. Omar zdecydowanie odmówił tak ze względu na obowiązujące go przepisy jak również, aby być w zgodzie z własnymi zasadami moralnymi. Czy to ty byłaś tą turystką Sabino?
Milczałam oszołomiona pytaniami Omara. Przy tak wielkiej ilości przygodnych partnerów trudno było ich wszystkich spamiętać. Nie mniej zapamiętałam swą wściekłość, gdy pewnego razu taki arabski szczyl odrzucił mą propozycję. Nawet potrojenie pierwotnej stawki nie zmieniło jego decyzji. Pamiętałam też swego męża pękającego ("tak bez powodu”) ze śmiechu i straconą "zieloną noc” na statku o pretensjonalnej nazwie "Świetlista Rafa Koralowa” czy też coś podobnego.
- Imię towarzyszącego ci mężczyzny było dla Omara nie do powtórzenia. - Kaja kontynuowała tłumaczenie kolejnych informacji Omara.
- Tak. "Krzysztof” to było daleko poza zasięgiem tubylców… - powiedziałam bezwiednie na głos.  
- No tak! Wy wszystkie takie! Jaśnie Pany! Jaśnie Panie a piczę za dwa piwa oddają! - Tatiana miała setny ubaw ze swych gospodarzy. Te uwagi nie były po myśli Wasyla, gdyż mogły utrudnić negocjacje z Wojtkiem. Wasyl podszedł do Marty, przeprosił ją i zabrał z jej ręki znienawidzoną przeze mnie trzcinkę. Jednym ruchem zdarł z Tani sukienkę odsłaniając jej nagie ciało i bil ją tak długo, aż połamał narzędzie dyscyplinowania. Widok pięknych wzorków na skórze Ukrainki sprawił mi sporą przyjemność a polecenie Wasyla:  
- Przynieś drugą! - sugerowało ciąg dalszy ustawiania blondyny.
Tania bez słowa pobiegła do samochodu i ze schowka przyniosła swemu szefowi nową trzcinkę.
Wasyl z dwornym ukłonem oddał oznakę władzy Marcie, która po kilku "śmignięciach” w powietrzu pochwaliła jej jakość.  
- Moi drodzy. Po tym zajściu będącym niejako w klimacie naszego spotkania proponuję przejść do przygotowanych dla Państwa pokoi celem odświeżenia się po podróży. Zapraszam na obiad za godzinę. Jeżeli szejk Ahmed wyrazi swą zgodę, będę wdzięczny za wypożyczenie mi Sabiny na czas podawania posiłków. - (To dziś już drugi raz usłyszałam swe imię! Nie zdawałam sobie sprawy, że takie rzeczy mogą aż tak cieszyć!)
- Wojciech! Pański kraj, Pański dom, Pańscy ludzie! Jestem szczęśliwy, że mogę tu być i poznawać tak ciekawe dla mnie tematy. Cieszę się na każdy przyszły dzień… i na każdą noc też. Zdążyłem zauważyć, że u Pana jak i u mojego drogiego Wasyla podstawą istnienia takich pięknych hacjend jest dyscyplina. W moim kraju jest analogicznie. Bez dyscypliny nie ma postępu. - zakończył Arab.
Panowie Wojtek i Wasyl ukłonili się bez słowa. Gośćmi zajęły się wcześniej wyznaczone osoby.

**************  
Kaja, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, zaprosiła do giga szejka Ahmeda, natomiast bagaże gościa pojechały samochodem pod "Domek Myśliwski”. Mylna jest nazwa tej budowli "domek”. Powierzchnia mieszkalna – na parterze i piętrze jedynie – to ponad dwieście metrów kwadratowych, do tego dochodzi jeszcze pięć pokoi na poddaszu – w sumie jest to grubo ponad ćwierć tysiąca metrów kwadratowych. Tak więc zarówno goście z Ukrainy jak i z Zatoki Perskiej mogli czuć się swobodnie. Odległość domku gościnnego od budynku zajmowanego przez właściciela nie przekraczała sześciuset metrów, nie stanowiło to problemów komunikacyjnych a jednocześnie zapewniało swobodę zarówno gospodarzom jak i gościom.
Gig był pojazdem nowoczesnym, lekkim, skonstruowanym z włókna szklanego, ale wykończonym na wzór pojazdów z okresu pierwszej wojny światowej. Skórzane siedzenia, mosiężne wykończenia i ozdoby, świetne wyważenie pojazdu, aby żadna z "kobyłek” nie niosła więcej niż siedem kilo (nacisku dyszlików na uprząż) oraz trzy kilogramy samej uprzęży i ozdób. Kobyłka wiodąca (w zaprzęgu Kai była to Sylwia) szła po lewej stronie. Kobiety będące siłą pociągową miały kategoryczny zakaz rozmów (powiedzenie Marty:”Kobyły nie gadają!”). Kaja powożąca zaprzęgiem z prawego siedzenia z zainteresowaniem obserwowała sposób poruszania się ciągnących pojazd kobiet. Gośka szła jak zwykle, starała się poruszać jak najbardziej normalnie, aby nie męczyć się niepotrzebnie. Sylwia zaś idąc kołyszącym krokiem wyraźnie kokietowała Ahmeda. Doprowadziła do tego, że szejk poprosił Kaję o wodze i bat i trzema mocnymi uderzeniami w zad Sylwii uspokoił zalotnicę. Arab uśmiechnął się do powożącej i oddając jej wodze powiedział:
- Powożący to też jest szef! Nie pozwalaj kobyłkom, choć byś była ich koleżanką, na żadne prywatne gierki, bo najczęściej ty będziesz ukarana w ogólnym rozrachunku!
Dojechali właśnie do pięknego, starego lasu liściastego. Rozłożyste dęby, strzeliste brzozy, buki o czerwonych liściach stanowiły wspaniały widok, jakże różniący się od okolicznych wzgórz porośniętych lasami sosnowo-świerkowymi z niewielką domieszką innych gatunków. Zafascynowany pięknem starodrzewia gość rozglądał się wokół siebie i nagle chwycił za rękę Kaję wskazując coś w przecince leśnej.
- To są łanie, samice jelenia. W naszym ogrodzeniu mamy też sarny, a nawet trzy łosie. Szef wystarał się o pozwolenie na trzymanie zwierzyny płowej. Kupujemy zwierzęta z krajowych ZOO, w których ładnie się mnożą, a nie spełniają warunków, aby wypuścić je na wolność. Będziemy mieli czas na zapolowanie z aparatem fotograficznym na naszych "lokatorów”. Teraz niestety mamy ograniczony czas, a ja odpowiadam za terminowy dowóz Pana na obiad. - powiedziała Kaja z miłym uśmiechem.
- Zatem w drogę do mej kwatery! - Zakomenderował szejk. - A pani miewa kiedykolwiek wolne? Ewentualny wypad na kawę? Przecież taka piękna dama nie samą tylko pracą żyje...
- Ekscelencjo, Pan wybaczy! Jestem teraz w pracy u pracodawcy, którego wybrałam sama i lojalność nie pozwala mi prowadzić takich rozmów. - odpowiedź Kai była spokojna i dobitnie wygłoszona. Ahmed nie przeoczył reakcji kobiety ciągnącej powozik z prawej strony. Wydawało mu się, że ta klaczka jakby zakrztusiła się nagle podczas ostatniej wypowiedzi tłumaczki. Sylwia nie rozumiejąc angielskiego również uważnie spojrzała na Gośkę.
Dotarli właśnie do kwatery gości, gdzie czekała na nich Marta.
- Brawo Kaju! Jesteś bardzo punktualna! - pochwaliła szefowa. - Wracaj do domu szefa, przekaż zaprzęg Adamowi lub komuś, kto będzie na was tam czekał, ogarnij się też przed obiadem w pokoju nr 9 na górze, który będziesz dzielić z dziewczynami z ochrony i bądź na tarasie za dwadzieścia pięć minut.

*****************  

Ahmed prowadzony przez Martę dotarł do swojego apartamentu. Przed wejściem zapytał Martę co zaszło pomiędzy jego kobietami na tarasie u Wojtka. Marta wyjaśniła która z pań sprowokowała zajście, nie zagłębiała się w "rozliczenie” Wasyla z Tatianą nadmieniając jedynie, że to jakaś ich wewnętrzna sprawa. Szejk podziękował Marcie, która skinęła głową i skierowała się ku wyjściu z "Domku Myśliwskiego”. Kobieta zdawała sobie sprawę, że letnia sukienka w ciemnym korytarzu oświetlonym od strony wyjścia, pozwala gościowi ocenić jej sylwetkę. Marta czuła się dowartościowana i podziwiana jako kobieta i partnerka Wojtka, nie przeszkadzało jej zatem lekkie kokietowanie Araba. Po zakończeniu tego przedstawienia jak w chińskim teatrze cieni Ahmed ocknął się z zamyślenia i wszedł do swego apartamentu. Zgodnie z umową Sabina pozostała w domu Wojtka i pomagała Oldze w przygotowaniach do obiadu. Szejk postanowił, że towarzyszyć mu podczas obiadu będzie jedynie Omar, obie kobiety i służący-lokaj zjedzą dostarczony im (zgodnie ze zwyczajem) posiłek w apartamencie. Ahmed polecił Omarowi wydanie takich dyspozycji, które zapewniłyby spokój i brak incydentów pomiędzy Sabiną i Tatianą. Kobiety miały być przypięte do ścian w sypialni swego pana, w takim oddaleniu od siebie, aby rękoczyny były niemożliwe.  
Ahmed odświeżył się pod prysznicem, z zadowoleniem zlustrował swój wygląd w wielkich lustrach zamontowanych w łazience. Pomimo, a może właśnie dzięki temu, że był wychowany w luksusie, uprawiał wiele sportów i jego ciało trzydziestolatka przypominało znane mu rzeźby z kolekcji europejskich muzeów. Po wytarciu się, ubraniu bielizny wezwał służącego, aby podał mu przygotowane na dzisiejsze spotkanie szaty: tradycyjne białe khandura dishsdasha, białą też chustę zakładaną na głowę (guthra) oraz agal, czarny okrąg trzymający guthrę. Była to tradycyjna szata mieszkańców Emiratów. Strój Omara był podobny, z tym że jego guthra była czerwona, gdyż pochodził z Arabii Saudyjskiej.  
Mężczyźni postanowili spacerem przejść do domu właściciela, gdyż większość dnia spędzili siedząc w samolocie i samochodzie. Idąc pieszo podziwiali ilość zajęcy i dzikich królików skubiących trawę kilkanaście metrów od uczęszczanej ścieżki, jak też kury bażantów i kuropatw prowadzące po kilka lub kilkanaście piskląt. Widać było, że na tej hacjendzie człowiek żyje w przyjaźni z naturą.
Dochodząc do tarasu zobaczyli rozentuzjazmowanego Wasyla biegającego wokół dużego powozu zaprzęgniętego w cztery dziewczyny. Obok stał mały wóz chłopski i sanie z tradycyjnym rosyjskim zaprzęgiem - "trojką”.
- Ahmed, przyjacielu! Popatrz co Wojtek zrobić potrafi! Cztery miesiące temu dostał osiem zupełnie zielonych dziewczyn do nauki, myślałem, że tu nauczą je jak stać udając zaprzęg. A on co? Mam teraz dwa zaprzęgi do bryczki, zaprzęg "trojkę” z dwiema – do wymiany – środkowymi… Na moją prośbę zintensyfikował szkolenie i jak wszystko pójdzie dobrze, to już w tym tygodniu biorę swe dziewczyny do domu. Znajomi u nas na Ukrainie zzielenieją z zazdrości! I popatrz ty! Pobieżnie sprawdzałem, popytałem dziewczyny: żadnej ciała nie popsuł! Ja mu pozwoliłem zmuszać oporne na wszelkie sposoby!
- Mili goście! Do interesów – jak będziecie chcieli – przejdziemy później. Teraz proszę do stołu! - to gospodarzowi wreszcie udało się, wykorzystując przerwę w potoku słów Wasyla, zaprosić chyba już nieco zgłodniałych gości, do stołu. Kaja też była wdzięczna za przerwę w tłumaczeniu, gdyż paroletnia przerwa w pracy tłumaczki nie ułatwiała jej sytuacji.
Po zajęciu przez gości miejsc zgodnie z wizytówkami przy talerzach zaczęto podawać przystawki. Obie podające (Olga i Sabina), choć o tak różnej urodzie, będąc ubrane w strój pokojówki z sex-shopu – z tym, że bez majteczek, posiadając piękne włosy, elegancko uczesane przyciągały męskie spojrzenia. Olga cały czas była ze wstydu mocno zarumieniona, Sabina zaś rumieniła się ilekroć spotkały się ich spojrzenia z Omarem. Ta doświadczona kobieta wstydziła się publicznie zadawanych jej aż tak intymnych pytań. Nie wiedziała też jak obecnie może zareagować ten młody Arab, kiedy to on, a nie ona, jest górą… A co na to powie Wojtek? Perspektywa wyjazdu do Arabii Saudyjskiej, lub innego kraju arabskiego zawisła nad Sabiną jak przysłowiowy miecz Damoklesa.
Wasyl znał dobrze kuchnię polską, boć to przecież i sąsiad zza miedzy i losy naszych narodów splatały się zarówno w pięknych jak i ponurych historiach. Ucieszył się zatem sporą ilością dań z dziczyzny, zrazami zwijanymi, wszelakimi kluskami. Gospodarz zapytał Ahmeda, czy reflektuje do deseru na jakiś alkohol, na co szejk odpowiedział, że będąc w tradycyjnym stroju swego narodu chce zachowywać również tradycyjne zasady postępowania.  
Po objedzie, przy kawie panowie swobodniej zaczęli rozmawiać "w podgrupach”. Wasyl był całkowicie poza zasięgiem innych tematów niż jego własne zaprzęgi i powozy. Nie mógł darować sobie, że odmówił Wojtkowi, gdy ten proponował sprzedaż na Ukrainę powozów robionych obecnie na wzór stuletnich zabytków muzealnych. Wojtek oczywiście zamówił pomimo sprzeciwu kontrahenta ze wschodu po parę sztuk i obecnie planuje zaproponować klientowi pojazdy "za godziwą cenę”.  
Sabina poszła zjeść obiad oraz przebierać się w przygotowane ciuchy odpowiednie do roli, którą obecnie będzie spełniać. Wojtek poradził Ahmedowi, aby wykorzystując wiadomość o molestowaniu Omara to właśnie jemu nakazał na smyczy prowadzić do "Domku Myśliwskiego” "Czarną”. Przy okazji wezwany przez pryncypała Łukasz pokazał szejkowi wygląd Sabiny w różnych uczesaniach, również z włosami zaplecionymi we dwa warkocze. Ahmeda zachwyciła taka fryzura i prosił Wojtka, aby fryzjer uczesał tak czarnowłosą i zaproponował jakąś fryzurę dla Tatiany.  
Gdy chłopak zbierał swe "zabawki” podeszła do niego Marta i w kilku słowach opowiedziała zdarzenie podczas "zapoznawania się” mini haremu Ahmeda. Po chwili nadeszła Sabina, Omar gwizdnął na nią i przywołał ją do siebie palcem, co wywołało mocny rumieniec na twarzy i dekolcie nałożnicy. Jej strój głównie uszyty z tiuli i mocno prześwitujących tkanin w jasnych, choć jesiennych barwach, ze złotymi krążkami na sutkach i niby herbową tarczą zakrywającą jej srom, przypominał amerykańskie filmy z akcją na Bliskim Wschodzie. Mężczyźni wraz z Sabiną pożegnali gospodarza, a Wojtek miał nieodparte wrażenie, że "Czarna” pragnie z nim porozmawiać, lecz boi się…  
- Ten Omar może być szefie nawet lepszym lekiem dla Sabiny, niż ty z piórkiem i dmuchaniem! – całkiem poważnie Marta podsumowała zaistniałą sytuację.
- Jestem pewien, że inni… - sorry…- INNE - wynagrodzą mi tą klęskę! Młodość to wielki handikap w tych sprawach. - Wojtek pomimo poważnej miny wydawał się ubawiony wymianą zdań ze swą Martą.
Wasyl podszedł do stojącej na tarasie pary:
- Wojtek, bracie! Postaw litra… no ostatecznie połówkę! - widać było, że Ukrainiec rzeczywiście usycha z braku alkoholu.- Będę szczery: są dwa tematy. Pierwszy to moja głupota, jak proponowałeś mi powozy. Drugi – taż te moje "wsie diewoczki” chciałby ja pieścić i pieścić… One sprawią, że mnie koledzy będą szanować i uważać…
- Hola, hola! - to Marta wtrąciła się do rozmowy, czego praktycznie nigdy nie czyniła. - Alkohol… no ostatecznie po lampce, choćby po dwie. Powozy, teraz drogie, ciężko kupić, ale to nie moja sprawa. Natomiast pieszczenie twych Wasylu ośmiu mołodnic… jak nie chcesz mi podpaść, to nie poruszaj takich tematów!
Wojtek od rozpoczęcia przemowy przez Martę spodziewał się takiej konkluzji. Bez słowa podszedł do chłodziarki i wyciągnął z niej dobrze schłodzoną butelkę wódki. Na pytające spojrzenie na swą zastępczynię skinęła ona lekko głową, zatem gospodarz nalał trunek do trzech kieliszków, a przed kobietą postawił wodę do przepicia.  
Potem Wojtek wyjął z lady chłodniczej trzy litrową butlę wódki i transporterek puszek z colą. Zawołał ochronę, aby to zawieźli do "Domku Myśliwskiego” na piętro. Wydał też dyspozycje, że szkolone Ukrainki będą nocować u Wasyla, z którym uzgodnił założenie dziewczynom czujników lokalizujących ewentualną uciekinierkę.
Ahmed z Łukaszem i Omar z Sabiną dotarli spacerowym krokiem do miejsca noclegu. W apartamencie na parterze dało się wyczuć jakieś napięcie. Służący kończył już swój posiłek, Tatiana zaś kucała pomiędzy ścianą a łożem zajmującym środek sali. Podłoga była sprzątnięta, lecz stan posiłku na tacy nie zachęcał do konsumpcji. Ahmed nie zwykł zajmować się humorami służby. U siebie w pałacu miał specjalistów, którzy błyskawicznie i bez nagłaśniania incydentów likwidowali w zarodku wszelkie waśnie.  
- Hassanie, wyjaśnij co tu się stało! - głos Omara był spokojny, lecz lekkie drżenie powieki świadczyło o jego zdenerwowaniu.
- Szejku, mój panie. Ta hurysa całe popołudnie krzyczała, wołała o pomoc twierdząc, że ją biję. W wielki szał wpadła, gdy tutejsza służba oznajmiła nam, że przyniesione jedzenie jest dla nas dwojga, bo druga piękność zje w dużym domu. Posprzątałem co mogłem, ale drugiej porcji, którą zamówiłem rzekomo dla siebie, jeszcze nie donieśli.
Ahmed telefonicznie połączył się z gospodarzem i poprosił o pomoc w izolowaniu ukraińskiej nałożnicy. Wojtek polecił Marcie przygotowanie tradycyjnego miejsca nauki dobrych manier w ambulatorium. Dyżurni pracownicy ochrony bezceremonialnie rozebrali Tatianę do naga i wyprowadzali z apartamentu. Urodnica zwróciła się do Sabiny:
- Ty polska cipo! Uważaj na tego bambusa, bo cię za**bie przez dwie noce.

c.d.n.

Autor: Ramol

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5081 słów i 29456 znaków, zaktualizował 20 paź 2016.

4 komentarze

 
  • nefer

    Doczekalismy sie kontynuacji po dluuugiej przerwie i licze, ze Autor oszczedzi nam kolejnych. Tym bardziej, ze otwiera nowe watki.

  • Ramol

    @neferze - na me dobre serce, że oszczędzę czytelnikom tego portalu (jak i konkurencyjnych) nerwów zaprzestając publikacji swych opowieści, NIE MASZ CO LICZYĆ!  :devil:  Jestem i będę tu, dokuczny i czepiający się jak rzep psiego ogona. Cieszę się, że znów - wróciwszy z wyjazdów - jesteś tu, jak sądzę kolejna część Twej sagi już pcha się na monitor. Pozdrawiam!

  • nefer

    @Ramol Tymczasem pcha się do głowy.  ;)  Ja również życzę zdrowia i dobrego serducha.

  • Szarik

    Jak miło znów cieszyć się tym opowiadaniem. Czekać będę na ciąg dalszy oczywiście. :)

  • Ramol

    @Szarik  - a jak postępy w zbieraniu butelek? Wciąż liczę na naszą wspólną inwestycję i stworzenie może nawet Księstwa Miłośników Krągłości!

  • Szarik

    @Ramol Pierwszy budynek stoi i czeka na drobny remont dachu - mógłby pomieścić stajnię letnią. Z butelkami jest drobny problem, bo przybywa tych co się do skupu nie nadają ;)

  • Ramol

    @Szarik - popatrz, popatrz! Pachnie mi to jakimiś moralizatorskimi ruchami dam trzeciej młodości! No cóż musimy zatem nadal żyć w diasporze!   :pissed:

  • Szarik

    @Ramol ależ dlaczego? Butelki przez czas krótki mieszczą trunki godziwego procentu :D

  • Ramol

    @Szarik  :yahoo:  racja!

  • Szarik

    @Ramol a te kanciaste ciężko w skupie wcisnąć jako te po occie :D Las za to blisko i będzie można zajęcia w terenie prowadzić :D

  • Ramol

    @Szarik my będziemy praworządni! Żadnych kantów, nawet na szkliwie nie planujmy!

  • Szarik

    @Ramol czyli rano uczciwie na taśmę,  drobne w końcu będą potrzebne. ;)

  • merlin

    No niezłe masz stadko,życzę Ci dalszego rozwoju hodowli. Mam nadzieję na dalsze publikacje. ;)

  • Ramol

    @merlin, Nie na moje nerwy byłby tabunik takich kobyłek! Co innego kilkanaście wałachów. Lecz niestety same wałachy nie wystarczą na stado rozrodcze.  :sad2:

  • Obserwator

    Lubię takie smaczki :whip:

  • Ramol

    @Obserwator - ja też. Zawsze jednak się obawiam, że bajka zamiast dla niegrzecznych panienek będzie odpowiednia jedynie dla kiboli. Strach się bać swej wyobraźni!   :O