Konie cz. IX

Nowe, nie publikowane jeszcze odcinki!



Opowiadanie to, jak cały cykl, jest bajką dla dorosłych, może czasem straszną... Trudno zakwalifikować te opowiadania do któregoś z działów.  Jest tu przemoc, seks grupowy, elementy BDSM, lesbijskie, momentami nawet EXTREME.  

Zatem osoby nie lubiące klimatów przemocy w seksie powinny - będąc ostrzeżone - zrezygnować  
z lektury, a jeżeli zdecydują się na czytanie - nie zgłaszać pretensji do Autora i/lub portalu.


Konie  cz.IX


   Śniadanie zostało przygotowane na tarasie rezydencji Wojtka, a przybyłych obsługiwały dwie atrakcyjne kobiety: Olga i Sabina. Do stołu usiadło pięcioro: Konsul, Marta, Wasyl. tłumacz i Wojtek. Marta przeprosiła gości i weszła do domu na drugie piętro, skąd świetnie było widać plac do ćwiczeń kobyłek i zaprzęgów. Instruktorki właśnie zakończyły, sądząc z szyku ćwiczących, marsz krokiem paradnym i grupy podchodziły do przyrządów, aby poćwiczyć rozciąganie poszczególnych partii mięśni. Marta zauważyła też, że dziewczyny z giga mają jakiś inny trening. Nie chcąc nadużywać cierpliwości panów, skróciła maksymalnie swą nieobecność przy stole. Nie zdziwiło jej to, że wszyscy mężczyźni, no może pomijając Wojtka, wodzili oczami za kelnerkami. Kobiety w kwiecie wieku (powiedzmy tak z pewną galanterią dla dam), o pięknych włosach i ładnie uczesane, pokazujące z przodu głębokie dekolty, z tyłu zaś śmiało paradujące bez majteczek i wystawiające na widok publiczny swe kształtne pupy… Trzej przyjezdni panowie zastygali niekiedy w bezruchu kontemplując te cudowne widoki… Zdarzyło się też, że owa kontemplacja przerwała proces żucia kęsa wcześniej włożonego do ust.  
   Pod koniec posiłku Konsul odebrał telefon otrzymując jakieś polecenie. Żegnając się po zakończeniu śniadania przekazał prośbę swych mocodawców o zgodę na pozostanie w hacjendzie czterech żołnierzy ochrony pod dowództwem kapitana Aliego. Ludzie ci będą dysponować jedną z limuzyn. Ochrona dostała równocześnie jasne rozkazy, że wyjazdy dopuszczalne są jedynie w sytuacjach awaryjnych, a w ciągu pięciu dni ma zostać tu dostarczony samochód terenowy, model co najmniej pięcioletni.  
   Po pożegnaniu się, Konsul z tłumaczem i dwoma żołnierzami wyjechali z hacjendy, a pozostali jej mieszkańcy wrócili do swych zwykłych zajęć.

***************  

Marta chciała osobiście sprawdzić jak tymczasowo wyznaczona do prowadzenia zajęć Kaja radzi sobie z niełatwymi obowiązkami. Kobyłki z zasady były „twarde w pyskach”, czyli utrudniały pracę kadry szkolącej jak tylko mogły, a w dniu, w którym Ukrainki same wymierzyły sprawiedliwość Arabom, kierowanie „tabunem” około pięćdziesięciu kobyłek, było nie lada pracą.  
Sylwia uznała za punkt honoru wyprowadzić Kaję z równowagi. Bez przerwy krytykowała lub złośliwie komentowała jej polecenia. Instruktorki brały niby stronę tymczasowo kierującej ćwiczeniami dziewczyny, lecz nie chciały zrażać sobie tak zasiedziałej w hacjendzie „kobyłki” jak partnerka Gośki w gigu. Sytuacja stała się patowa: Kaja nigdy, z zasady nie preferowała przemocy; przełożona bez choćby trzcinki nie była tu słuchana, a Kaja dobrze wiedziała, że musi samodzielnie wymusić na Sylwii wykonywanie poleceń, gdyż ulegnięcie tak zdeterminowanej kobyłce, szczególnie po buncie Ukrainek, wyeliminowałoby Kaję na długo z kandydatek na funkcyjną w hacjendzie Wojtka. Kaja zaś pomału przyzwyczajała się do myśli, że życie w tej hacjendzie może być dla niej wymarzonym celem w życiu. Z nieoczekiwaną pomocą przyszła przyjaciółce Gośka: wskazała jej dyskretnie kulbaki wojskowe, czyli siodła typu wojskowego dla koni, z wiszącymi rzemiennymi trokami. Nie namyślając się wiele Kaja wyciągnęła z najbliżej wiszącego siodła dwa troki i uderzyła nimi kilkakrotnie w zadek pewną już zwycięstwa przeciwniczkę. Sylwia nie myśląc wiele skoczyła do prowadzącej ćwiczenia, chcąc ją przewrócić, Kaja będąc przygotowana na taki atak, uskoczyła w bok i popchnęła silnie atakującą. Następnie wskoczyła na plecy leżącej, wykręciła Sylwii ręce do tyłu i związała je trokami. W tym momencie na plac zza stajni wyszła Marta i sam jej widok uspokoił dziewczyny. Sylwia będąc pewną, że szefowa nie widziała całego zdarzenia zaczęła napastliwie i niezgodnie z prawdą opowiadać o zdarzeniu.
- Milcz Sylwio. - zakomenderowała Marta – Widziałam całe zdarzenie, Kaja była bardzo cierpliwa i nie reagowała na twe ataki, nie miała pomocy od instruktorek – wszystkie trzy do mnie na dywanik w przerwie obiadowej, omówimy dokładnie to zdarzenie – zrobiła co musiała zrobić (i byłam pewna, że mnie nie zawiedzie). Dziękuj Kaju wszystkim swym duchom... i duszkom... opiekuńczym. - dodała szefowa dłużej niż zwykle spoglądając w oczy młodej kobiecie. Kaja wiedziała już, że szefowa dokładnie widziała całe zdarzenie i zna udział Gośki w zwycięstwie Kai. - Kaju licz się ze spotkaniem z szefem dziś wieczorem. Sylwia zarobiła dziś natomiast pięćdziesiąt uderzeń batem i prawdopodobnie dalsze przyjemności. Rozejść się zgodnie z planem do następnych ćwiczeń, które do mojego przyjścia prowadzić będzie nadal Kaja. - Marta szybkim krokiem oddaliła się do swego biura.

************  

   Wojtek z Wasylem ustalili, że sprawy pomiędzy Ukrainkami a szejkiem i jego sekretarzem rozstrzygać będzie Ukrainiec, gdyż żaden z Polaków (pomijając Sabinę nie biorącą w ogóle udziału „w puczu”), nie był zamieszany w te działania. Pozostała sprawa hurys dla szejka Ahmeda. Dziewczyna „ze stajni” Wasyla kategorycznie odmówiła swemu panu pójścia, choćby na kawę lub tańce z Arabem, nie traktującym kobiet jak ludzi. Również o Sabinie dotarły do Wojtka pogłoski, że książę traktował ją jak lalkę z sex-shopu, zmuszając do bardzo bolesnych dla kobiety praktyk. Panowie ustalili, że decydująca będzie rozmowa z „czarną” i jej zgoda, lub jej brak. Wojtek już podczas tej rozmowy z dawnym komandosem postanowił, że tą trudną rozmowę z panią X przeprowadzi Marta i w praktyce to ona zadecyduje o losie Sabiny. Jednak żaden z mężczyzn nie łudził się nawet, aby szejk Ahmed przeżył te kilkanaście czekających go w Polsce dni i nocy jako świątobliwy i unikający zbliżeń z kobietami mnich. Coś trzeba było dać mu w zamian Tani i Sabiny.  
  Marta, może nawet lepiej od byłych komandosów, rozumiała powstałe problemy i konieczność szybkiego ich rozwiązania. Postanowiła więc porozmawiać najpierw z Sabiną i z Sylwią, kobietami będącymi zawsze nieco indywidualistkami zatem trudno poddającymi się panującym w hacjendzie zasadom, przypominającym niekiedy dryl wojskowy. Los sprawił, że w drodze do stajni Sylwia znów sprawiała kłopoty nie wykonując poleceń, tym razem masztalerza Adama. Marta przerwała ustawianie krnąbrniej i dziś już  będącej w bojowym nastroju kobiety przez jej zwierzchnika i sama zajęła się jej sprawą.
- Sylwio, co to za nowe zwyczaje wprowadzasz u nas? Możesz wyjaśnić? - zapytała Marta spokojnie.
- To pani nie wie? Niech pani nie udaje tępaka! - wypaliła Sylwia. - Auuu..., o boże…., za co to bicie szefowo…? - razy trzcinką szybko ostudziły wściekłość (a może tylko okazywanie jej) przez szkoloną.
- Czy mam powtórzyć terapię „ugrzeczniania” cię, czy już zaczynasz rozumieć z kim teraz rozmawiasz, Sylwio? - Marta spokojnie zapytała ukaraną. - Nie jesteś dzieckiem, znasz zarówno życie na zewnątrz jak i zasady panujące u nas. Przypominam Ci, że trafiłaś na hacjendę na własną prośbę, gdy zaczął ci się palić grunt pod nogami po twych zeznaniach przeciw kibolom członkom mafii narkotykowej na Pomorzu… Mam teraz następujące wyjścia: wywalić cię od nas, wywalić cię informując o tym twych „przyjaciół”, sprzedać cię za granicę… jeżeli masz inne rozwiązanie, podaj mi je, przemyślimy to razem z szefem. W twą zmianę na lepsze po prostu nie wierzę. Masz dwie doby na przedstawienie swej propozycji, którą być może nasz szef zaakceptuje… Teraz ochrona weźmie cię do twej stajni i założą ci czułą obrożę antyszczekową, abyś nie zakłócała innym spokoju.
Sylwia bez słowa wyszła z wezwanymi dziewczynami z ochrony.
***************  

Dwie kelnerki dla trzech osób! Toż to jedynie w najlepszych lokalach się zdarza! A tak właśnie wyglądał obiad na rancho Wojtka. Arabowie byli nieobecni i chyba nadal chorzy po serdecznym ugoszczeniu ich przez Ukraińców, Taras też nie czuł się zbyt mocnym, wolał delikatnie tłumić kaca piwem, więc przy stole zasiadł Wasyl, Marta i Wojtek. Obiad minął bez żadnych zaskoczeń, dopiero gdy biesiadnicy wstali od stołu Sabina podeszła do Marty prosząc ją o chwilę rozmowy, najchętniej w cztery oczy. Marta wyraziła zgodę i kazała „czarnej” przyjść za chwilę do jej biura. Widać było, że czarnowłosa kobieta zmaga się z jakimś ogromnym stresem.
Po chwili ktoś delikatnie zapukał do drzwi biura szefowej.  
- Proszę! - Marta niezwłocznie zaprosiła spodziewaną kobyłkę. - Widzę, że jesteś zdenerwowana, ale postaraj się zachowywać tak, jak cię szkolono, Sabino!
Polecenie nie dotarło chyba do świadomości „czarnej”, gdyż ta przybliżyła się do pomocnicy Wojtka, uklękła przy jej biurku, i łamiącym się głosem zaczęła błagać Martę, aby nie sprzedawać jej Arabom. Marta przeczekała pierwsze, słowa spanikowanej kobiety, pogłaskała ją delikatnie po twarzy, podała chusteczki jednorazowe i poprosiła Sabinę:
- Przysuń sobie taboret i siądź naprzeciw mnie.- gdy pani X siedziała już, Marta poprosiła ją – mów teraz, mamy czas, nie denerwuj się tak bardzo.  
Sabina miała wrażenie, że śni! Ta groźna i niedostępna Marta sprawia teraz wrażenie normalnej, sympatycznej i życzliwej kobiety! Sabina nie zastanawiała się nad przyczyną takiej zmiany, wystarczyło jej to, że po miesiącach całkowitego ostracyzmu ze strony swych przełożonych wreszcie może z kimś porozmawiać.
- Ustalmy fakty – zaproponowała szefowa. - Jesteś „czarna” teraz zupełnie inną kobietą, niż ta, którą szkoliliśmy parę miesięcy temu. Twa przemiana następowała bardzo wolno i tylko uporowi i doświadczeniu szefa zawdzięczasz to, że kilka osób (w tym i ja) poświęcaliśmy tobie i twojej przemianie masę czasu i pracy. Dziś nie grozi ci już sprzedaż za parę dolarów, nie wiem nawet, czy nasz szef w ogóle zgodziłby się na taką transakcję. Wiem, że przeżyłaś wczoraj chwile grozy, jeżeli jesteś w stanie, opowiedz mi o tym, proszę.
- To szefowo, bardzo bolesna fizycznie, jak i uwłaczająca mi jako kobiecie opowieść. Chcę ci ją opowiedzieć, ale jeżelibym nie była w stanie jej dokończyć, wybacz mi…
Po chwili zastanowienia Sabina przypomniała Marcie groźbę szefa o sprzedaży jej za pięćdziesiąt dolarów „komukolwiek” gdyby bruździła w interesach. Potem słowa zaczęły już płynąć potokiem: incydent z Tatianą, rozpoznanie Sabiny przez sekretarza szejka, traktowanie przez Omara jak sukę i zmuszanie jej do przybierania wyzywających póz, sposób egzekwowania swych praw przez szejka, użycie pluga analnego u nie przygotowanej kobiety powodujące potworny ból, zmuszenie do samodzielnego przyjęcia jeszcze większego korka pod groźbą oparzenia gorącym żelazem… została zgwałcona tak podczas seksu klasycznego jak i analnego, o przełożenie tego drugiego prosiła, błagała z powodu bólu pupy po wciśnięciu tam wielkiego korka…  
Martę najbardziej zaskoczyła końcowa część wypowiedzi „czarnej”. Prosiła ona już nie o powierzenie jej innego zajęcia niż hurysa służąca Wojtkowi i jego gościom, ale o ludzkie traktowanie, dobre słowo… Sabina liczyła też na jakąś formę więzi i wsparcia przez jej właścicieli: Martę i Wojtka.
- Przekażę naszą rozmowę szefowi, chroniąc twe smutne tajemnice i na pewno wkrótce porozmawiamy o twych problemach i ich rozwiązaniu. Dziś masz wolne do rana, zatrzymasz się chwilowo u Olgi.
- Dziękuję najserdeczniej jak umiem… Co prawda już wiele lat nikomu tak szczerze nie dziękowałam, pani Marto. Do widzenia pani.

***************  

Adam wszedł do „izolatki”, w której kazał umieścić Sylwię.
- Co cię dziś opętało? - Adam był wyraźnie zdenerwowany -  Kaja jest spokojną dziewczyną…
- … i ze zgrabną dupką, która ci się tak podoba! - dokończyła Sylwia.
- To w tej chwili jest drobiazgiem. Widzę, że i Marta cię dociera! - Adam bawił się z uśmiechem świeżo założoną obrożą. - Słychać, że nasi z Arabami mają tu coś budować. Rozumiesz idiotko co to oznacza? Prześwietlą wszystkich do piątego pokolenia wstecz, jak nie nasi, to arabska bezpieka! Zaczynasz rozumieć, co mam na myśli?
Adam podszedł do dziewczyny, mocno chwycił ją za włosy na karku chcąc sprawić ból kobiecie, popatrzył w oczy i powiedział półgłosem:
- Zostawiam ci pół wiadra ciepłej wody, mydło i ręcznik tam gdzie zwykle, podmyj się i zmień swój humor, lub humorki, bo chcę cię mieć chętną jak wrócę! - popatrzył raz jeszcze w oczy Sylwii i szybko wyszedł z jej boksu.
Za chwilę słychać już było jego poganianie stajennych i rubaszne odzywki do „kobyłek”. Sylwia była w rozterce, Adam był tu jej jedynym ogniwem łączącym ją z poprzednim życiem, jedyną (jak sądziła) osobą życzliwą jej w tej hacjendzie. Marzył jej się jakiś układ, którego formy prawnej nie była sobie w stanie wymyślić, polegający na zajęciu miejsca u boku na przykład tego szejka arabskiego, do którego śmiały się oczy wielu kobiet. Nawet to, że ten facet uderzył ją mocno batem w zadek podczas pierwszego przejazdu gigiem odebrała jako dowód uznania dla jej krągłych pośladków, którymi tak zmysłowo dla niego kręciła.  
Bez seksu Sylwia nie wyobrażała sobie życia. Układ, którego oboje z Adamem starali się przestrzegać, zakładał, że powstrzymają się przynajmniej od pokazywania ostentacyjnej fascynacji jakąkolwiek trzecią osobą. W zamkniętym (praktycznie) świecie hacjendy, gdzie ludzie przebywali razem przez całą dobę, każda najdrobniejsza nawet zmiana była widoczna i długo komentowana. Sylwia miała zatem wiele szczęścia, że incydent z uderzeniami batem po jej tyłku, miał miejsce w obecności Gośki i Kai nieskorych do obmawiania bliźnich. Partnerka Gośki zamyśliła się nad swą przyszłością, ze szczególnym uwzględnieniem roli młodego szejka w jej życiu. Poczuła charakterystyczne „motylki w podbrzuszu” na samą myśl o ich ewentualnych wzajemnych pieszczotach…
- No mała choć szybko! - powiedział radośnie masztalerz wchodząc do boksu Sylwii. - Roboty moc, ale przecież jestem coś winien mej dziewczynie, a ona mi… Nie myłaś się jeszcze? Co się stało?
- Nie, nic… takie tam… przeżywam jeszcze ten całodniowy stres…- Sylwia odpowiadała pokrętnie, rzucało się to w oczy.
- Posłuchaj dziwko! Humory i migreny zostaw jako tłumaczenia dla wykształciuchów! Mnie tego nie wciskaj! Nie chcesz być pieszczona, twój wybór!… - Widać było, że Adama omal nie trafił szlak. Tam, w głównej części stajni zaczął przekomarzać się z Gośką, kumpelką Kai, odniósł wrażenie, że dziewczyna zwraca na niego uwagę. „Wróble w hacjendzie ćwierkają”, że Gośka w ślad za Kają pójdzie ostro w górę w hierarchii. Adam zostawił taką pannę i przyszedł do dawnej dziewczyny, z którą czasami spali „w cywilu”, tu zaś – u Wojtka -  dał jej jakąś pozycję, a ta wręcz kpi sobie z niego! Już on pokaże czym grożą kpiny masztalerza Andrzeja!
- Na kolana szmato! - polecenie zostało poparte uderzeniem palcata – nic nie mów, kobyły nie gadają! Wypnij dupę i rozsuń dłońmi półdupki! Nie opieprzaj się! Muszę sprawdzić, czy jesteś domyta i nie obetrzesz się podczas treningu! - Adam pokazywał kto tu rządzi. - Zaraz idziesz na kołowrót!
- Adam, my mamy teraz… Auuu…wolne... Oj… do jutra!... Nie bij tak mocno! Proszę, nie biiij! Zrobię co karzesz… O boże... nie po piersiach, to niesamowicie boli… Ajjj…
Ból od uderzeń batem potęgowany był bolesnymi uderzeniami prądu powodowanymi zalożoną obrożą „antyszczekową”.
- Dziwko! Stul pysk! Dla mnie jesteś nikim! Martw się sama o swą dupę… - Andrzej w nerwach krzyczał coraz głośniej, nie zważając na otoczenie.
- Na plecy ścierwo! Wczołgaj się między kolana twego pana! Podnieś szmato swój zakuty łeb i rób loda! Złap się za swe cyce, może wydoisz z nich choć trochę! - jej partner ubliżał jej wciąż, kobieta nie wiedziała jak zakończyć to poniżenie, jak uciec od bicia i wulgarnych komentarzy, od bólu i strachu zadawanego przez kogoś przecież w końcu bliskiego. Przełykając ślinę niechcący Sylwia lekko dotknęła zębami prącia Adama. Był to dla mężczyzny pretekst do przeklinania swej partnerki w najbardziej ordynarnych słowach i biciu palcatem, stylem wideł, wszystkim co miał pod ręką.
Sylwia łkała już tylko przerażona napadem furii swego mężczyzny, bała się, że nie wyjdzie żywa z rąk Adama.
- Andriusza, czy cię szerszeń uciął w torbę? Ryczysz jak słoń podczas orgazmu. - Łukasz wszedł do boksu i z zainteresowaniem analizował co tu zaszło. To, że uczestnicy awantury byli parą, wiedział każdy kot w hacjendzie, to że „kto się lubi, ten się czubi” wie też każdy. Problemem natomiast jest dlaczego pyskata, lecz zrównoważona zwykle Sylwia zachowuje się dziś jak furiatka? Tu miał dowód, że ten stan psychiczny może być zaraźliwy! Andrzej, krewki chłop, który nie dał sobie w kaszę dmuchać, często pierwszy wyciągał rękę do zgody, „aby dobrze nam się razem pracowało”.
Łukasz uznał, że był świadkiem jakiejś niejasnej scysji między osobami do tej pory traktowanymi jako para. Wiedział, że dla wspólnego bezpieczeństwa i dobra winien zgłosić ten konflikt do Wojtka. Fryzjer był jednak odważniejszy w rozmowach z Martą niż w kontaktach z szefem, choć Wojtek zwykle z zainteresowaniem wysłuchiwał uwag Łukasza, a „wizyty na dywaniku” w razie zawalenia roboty przez chłopaka wyjaśniał szybko i bez istotnej przyczyny nie wracał do nich więcej.
Łukasz wstrząśnięty widokiem twarzy pobitej dziewczyny połączył się z szefową przez  Walkie-Talkie i wezwał ją do separatki w północnej części stajni.      



c.d.n.  


Autor: Ramol

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3246 słów i 18731 znaków.

7 komentarzy

 
  • Ramol

    @BimBam - Odcinek na ukończeniu... Może się uda... Nie jestem najmłodszy, nie mogę zdyscyplinować mego serca i oczu...Pozdrawiam. R.

  • BimBam

    jestem lookerem, ale brakło mi cierpliwości, kiedy dalszy ciąg?

  • likeadream

    Dobre.

  • fabian

    Za malo scen tortus i sexu a zwlaszcza opisu szczegolow doznqn klaczy w zaprzegach i opisu ich nagosci

  • Ramol

    @fabian - Jak kiedyś poszedłem do kiosku z kebabem i dawano tam "cuś" bez smaku - więcej ich nie odwiedzałem. Moje powiastki są zgodne z moim gustem, mam tyle lat, że wiem jak kobieta jest zbudowana (fizycznie) i jak bywa wrażliwa psychicznie. Staram się być strawnym i dla płci pięknej jak i dla tzw. "panów Ziemi i całej galaktyki ("Drogi mlecznej";). Innymi słowy: dziękuję za Twe uwagi,  lecz - po ich analizie - nie wdrożę ich w mych pisaninkach! Sorry!

  • Mr.K

    Pozwolę sobie zadać pytanie, wiadomo za ile mniej więcej będzie kolejna część?

  • Szarik

    Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Kropka Ci się wkradła w miejsce przecinka na początku ;) Czekam na kolejną część, bo ciekawie rozgrywasz emocje kobyłek.

  • Ramol

    @Szarik i pomyśleć, że na maturze pisemnej z języka polskiego, dostałem "głupawki" nie mogąc po sobie doczytać się w brudnopisie. Dopiero czytając szeptem, zrozumiałem (usłyszałem), że słowo sprawiające kłopoty to zwykłe "drzwi", lecz pisane na wzór "dżemu". Nauczyło mnie to szacunku do zdających wszelakie egzaminy!    :smh:

  • Szarik

    @Ramol a ja uratowałem zawodnika, który chciał zaliczyć dzieła Sołżenicyna do literatury polskiej. Pęd twórczy jest super, tylko czasem się zdarza coś przeoczyć ;)

  • nefer

    Hej. Styl nowych odcinków różni się od poprzednich (moim zdaniem). Pojawiają się coraz liczniej wzajemne relacje i uczucia, a ranczo "uczłowiecza się" na całego. Z jednej strony daje to nowe, ciekawe możliwości - które trafnie wykorzystujesz. Pamiętajmy jednak, że to nie "resort spa". Czy może Wojtek "mięknie" na "stare lata"?  ;) . Buntownicze Ukrainki zasługują przecież na jakąś pomysłową karę.  :blackeye:  Pozdrawiam ciepło.

  • Ramol

    @nefer,  Ależ jesteś krwiożerczy w stosunku do sąsiadek ze wschodu. Nie pragnę, aby nasz kraj został "światowym żandarmem", "czort znajet" kto na wschodzie straszy, a kogo się bać, chętnie zobaczę jak Wasyl utemperuje swój tabunik, lub tabunik ten jak ustawi swego figuranta. Dla mnie ciekawsze sprawy dzieją się w kręgu osób: Marta, Sylwia, Sabina, Adam... może jeszcze Olga... Nie zapominaj też o nieobecnych... o Kai i o Gośce. A z resztą, nie wiem co oni myślą, zaskakują mnie wciąż. A zmiana stylu... na pewno jest. Pisaninka była pomyślana na dwa-trzy odcinki, a hacjenda wlazła mi na głowę i to oni mną rządzą!

  • nefer

    @Ramol To ostatnie znam doskonale  :smh: Przeciwko sąsiadom ze wschodu czy zachodu (zresztą jakimkolwiek innym) nic nie mam. Tym bardziej przeciwko nadobnym przedstawicielkom narodowości wszelakich.  Osobiscie to najchętniej tego szejka potraktowałbym wiadomym bałwankiem i niech się wtedy dobrze bawi,  ale tu mamy inną konwencję. Po prostu zauważyłem, że z  Wojtka - dawniej surowego i raczej szorstkiego - zrobił się ostatnio "ludzki pan". Nigdy nie był sadystą-okrutnikiem ale miał zdecydowane poglądy i egzekwował zasady. Teraz "kobyłki" włażą mu na głowę i wkrótce - kto wie - może sam zacznie w kieracie chodzić.  :rotfl:

  • Ramol

    @nefer - sądzę, że Twa ocena Wojtka jest za surowa, więc i niesprawiedliwa. W trakcie dwóch, trzech odcinków powinno się wyjaśnić nad czym pracują obaj dawni komandosi i po co z emiratów wysłano do Polski młodego szejka. "Jebaków" u nas przecież dostatek. Wojtek ma swe "szczypce": Martę, być może Kaję... Właśnie słychać go na podwórzu... Muszę kończyć, aby nie dostać po uszach!    :hi:

  • nefer

    @Ramol Ależ z mojego punktu widzenia to ocena bardzo pozytywna, staje się bardziej ludzki, podatny na uczucia.  :)

  • Ramol

    @nefer - Chwała Bogu! Lubię tego gościa i już!  :yahoo: