Konie cz. IV

Opowiadania niniejszego cyklu były już od paru lat publikowane na dwóch portalach. Niestety nigdy nie udało się zamieścić wszystkich części – portale znikały, lub ograniczały publikowanie opowiadań. Poprzednio wysyłałem króciutkie odcinki (numeracja cyframi arabskimi), obecnie łączę po dwa (co najmniej) i stosuję numerację cyframi rzymskimi. W tekście dokonuję jedynie korekty literówek, reszta pozostaje bez zmian – choć być może, obecnie inaczej bym coś  napisał.  

Opowiadanie to, jak cały cykl, jest bajką dla dorosłych, może czasem straszną... Trudno zakwalifikować te opowiadania do któregoś z działów.  Jest tu przemoc, seks grupowy, elementy BDSM, lesbijskie, momentami nawet EXTREME.  


Zatem osoby nie lubiące klimatów przemocy w seksie powinny - będąc ostrzeżone - zrezygnować z lektury, a jeżeli zdecydują się na czytanie - nie zgłaszać pretensji do Autora i/lub portalu.




Konie IV


- Jestem Panie! - Marta wbiegła do pokoju w dokładnie czternastej minucie. Dziewczyna była rzeczywiście odprężona i radosna.
- Podejdź tu suniu i postawa! - podeszła do mnie natychmiast, stanęła w sporym rozkroku i założyła ręce na kark.  
Podniosłem spódniczkę i wsadziłem palce w jej cipkę. Była świeżo wykąpana i pachnąca. W cipkę wcisnąłem zdalnie sterowane jajko.  
- Będziesz czuć wyraźniej co myślę. - dla próby włączyłem na maksimum wibracji, dziewczyna aż przykucnęła leciutko... - ciekawa reakcja! - stwierdziłem spokojnie.
- To prawie jak tornado, Panie! - głos Marty leciutko drżał jeszcze.
- A skąd suniu wiesz jak to jest mieć tornado w brzuchu? - zapytałem uśmiechając się uprzejmie.
- Nie wiem , panie! - Marta nie chciała najwidoczniej mnie prowokować, wiedząc z doświadczenia, że mogę wymyślić jakąś namiastkę tornada i będzie musiała sprawdzić jak to się czuje.  
- Zostawmy tornado między twymi nogami na razie w spokoju – wyraźnie zaakcentowałem słowa „na razie” - i pomyślmy jak urozmaicić czas naszym kursantkom. Przygotuj też egzamin dla czwórki klaczy na wschód. Tego nie ujęłaś w harmonogramie, a Wasyl mocno już dopytuje się o swoje dziewczęta!  
- Teoretycznie mają jeszcze dwa tygodnie szkolenia, panie.
- Dobrze, że wiem! Zrobimy im egzamin, jak zdadzą ładnie a Wasyl da premię za przyspieszenie szkolenia pojadą za dwa dni do niego. Mają tam jakieś party i nasz znajomy chce błysnąć przed kumplami. Dla nas to też dobra reklama, suniu.
- Panie, mamy problem z instruktorkami. Mamy dwie i one pracują na pełnych obrotach. - Marta była wyraźnie przejęta.
- Opracuj od nowa plan szkolenia na zupełnie nowej zasadzie: klacz nie nadążająca za grupą trafia do „karnej stajni” i tam jest specjalnie docierana. Mam jeszcze jeden pomysł: Zapłatą za szkolenie mogłaby być dodatkowa  „kursantka”. Przemyśl to pod tym kątem. Te dziewczyny dobrze się szkoli. Dla nich to jakieś ustawienie się w życiu!
- Przygotuję na jutro, Panie.
- Masz na to trzy dni. Masz wszechstronnie przeanalizować nasze możliwości co do zakwaterowania i szkolenia. Potrzebujemy jeszcze ochrony z dobrze wyszkolonych i wiernych dziewczyn. Poszukaj takich osób. A teraz odwiedzimy nasze nowicjuszki.  


**********


Sabina zakuta w dybach na środku podworca pomalutku zaczynała popadać w rozpacz z powodu niewyobrażalnego dla niej poniżenia, cierpień fizycznych i braku pomysłu na wyjście z sytuacji. Ludzie przychodzili z brudnymi od gnoju rękami i kazali jej zlizywać zaschnięty brud, próba odmowy lub też niewystarczające zaangażowanie w czyszczeniu skutkowało policzkowaniem, szarpaniem za piersi lub krocze, albo co gorsze – zabawą pilotem tkwiącego w jej ciele paralizatora. Widok radosnej, czyściutkiej i pachnącej Olgi – a nie omieszkała pokazać się jej w czerwonej sukni – dodatkowo pogłębiał jej załamanie.
- No! Widzę, że nasza nowa znajoma wspaniale potrafi eksponować swe dziurki! - głos Wojtka poderwał opadającą głowę Sabiny. - Pysk już nie tak wypacykowany i obwisłe cyce..... Nie jest to dobry interes dla nas, Marto. Spaprałem transakcję! Poszukaj jakiś wariatów lubiących takie stare prukwy, może zminimalizujemy straty. - Wojtek obchodził ją dookoła, macał ciało podniósł za włosy głowę... z wyrazu twarzy widać było obrzydzenie i zniechęcenie....
- Wojtku, słuchaj... - Sabina zaczęła mówić.  
Równoczesne uderzenie w pierś trzcinką przez Martę jak i policzek wymierzony jej przez Wojtka przerwał ledwo rozpoczęte zdanie.
- Zaknebluj tą sukę i codziennie 10 pasów za całkowity brak wyczucia. Za głupotę jej nie bij. Mam dostać dziś materiały od Krzysztofa, będziesz je jej puszczać pomiędzy pierwszą a czwartą w nocy: snów nie będzie mieć kolorowych, niech przynajmniej wie dlaczego! - Polecenia pana spotęgowały jeszcze panikę dawnej pani X.
- Do stajni z nią. Uwiązać pomiędzy Arą a Gontyną. Pamiętajcie o szczotkowaniu włosów , to jest jej jedyna zaleta, i utrzymujcie sprawność wszystkich dziur. Ma przyjmować swobodnie rozmiary XXL! - tych poleceń Sabina nawet nie próbowała zrozumieć.  
Po chwili podeszły dwie wysokie dziewczyny ubrane podobnie jak szkolone klacze w skórzane body z odkrytymi piersiami i krokiem, nie miały krępowanych z tyłu rąk. Rozkuły Sabinę i brutalnie postawiły na nogi. Ból nie pozwalał jej wyprostować się, więc jedna ze strażniczek kolanem oparła się o Sabiny tyłek i mocno pociągnęła ją za ramiona. Potworny ból przeszył „zastane” plecy kobiety lecz już była wyprostowana. Druga ze strażniczek sprawnie założyła jej kantar i wędzidło i poprowadziły ją jak kobyłę do odległej o kilkaset metrów stajni. Przed wprowadzeniem do boksu założyły jej strój klaczy składający się z plątaniny pasków i rzemyków a ręce zasznurowały z tyłu w specjalny rękaw. Strój klaczy odkrywał zarówno piersi jak i krocze. Podczas treningu i potem w zaprzęgu u sutków podwieszano ozdobne chwościki a w obie dziury wchodziły wibratory. Wówczas w kroku widać było szeroki pas zakrywający cipkę lub też okrągły element wchodzący pomiędzy wargi sromowe. Wojtek stosował to drugie rozwiązanie pomimo konieczności dłuższego przyuczania klaczy do takiej uprzęży.  
Do boksu Sabiny przyszedł masztalerz – starszy mężczyzna o pooranej zmarszczkami twarzy, z paroma jedynie żółtymi od tytoniu zębami i spracowanymi rękoma.  
- Nastąp się czarna! No rusz dupę kobyło – poleceniu towarzyszył siarczysty klaps w zadek. - Na twoje lata dupa jeszcze całkiem, całkiem! Poczekam, aż znudzisz się panu i wydzierżawię sobie ciebie na parę tygodni! Będziesz chodzić jak przedwojenny kłusak! Noga! - mężczyzna nogą w gumofilcu rozszerzył nogi przywiązanej do żłobu kobiecie – Masz suchą cipę! Jeżeli chcesz tu przeżyć zmień podejście do życia! Dla zimnych suk jest kurs wyrównawczy: zapina się taką na krzyżak i wszystkie pragnące baby okoliczne łaziki mogą je używać od zmroku do świtu w dowolny sposób, bez kaleczenia jedynie. Suki posuwane są wszystkim od dłoni poczynając na kabaczkach kończąc.- rewelacje stajennego lekko przeraziły Sabinę.  
Po chwili mężczyzna wniósł do jej boksu dziwne urządzenie. Był to słup drewniany z dużą ilością otworów na całej wysokości. Otwory o średnicy 2-3 cm oddalone były od siebie o ok 3 cm.  
- Panienka Marta przysyła to dla ciebie. Wieczorem zaczniecie szkolenie – Powiedział z dziwnym uśmiechem. - A teraz kobyłko czas na obrok.  
Masztalerz nasypał do żłobu ze dwie garście czegoś z wiadra, zdjął Sabinie wędzidło i rozsznurował jej długie aż do kolan buty.
- Ściągaj buty czarna! No szybciej bo wezmę bat!  
Kobieta stanęła boso na drewnianej podłodze pokrytej warstwą sieczki. Zbliżyła się do żłobu..
- Stój czarna! - ostre polecenie mężczyzny zatrzymało jej chęć zaspokojenia głodu. - Masz tu czysto! Brudź na tyle mądrze, aby nie dodawać mi za wiele roboty! Każde moje wejście dla sprzątania uprzyjemnisz mi nadziewaniem się na styl od wideł. Ja będę chwytem dłoni określał ile masz w siebie przyjąć! Na tych widłach znaczyłem głębokość już 14 kobył. Ty jesteś piętnasta!
Kobieta ze strachem popatrzyła na gruby, wyślizgany dłońmi masztalerza, trzonek wideł, na którym widniały karby nacięte nożem. Mężczyzna podsunął jej widły pod nos.
- Twój znak będzie rekordowo daleko, czarna! Ty jesteś elegancka baba a takie lubią się ruchać i robią to klawo! - na twarzy robotnika pojawił się lubieżny uśmieszek i przejechał dłońmi po jej zmaltretowanych piersiach i odsłoniętej cipce. - Widzę, że czeka cię jeszcze golenie cipy.... a może ci ją opalą jak jednej co stawiała się jak ty?
Sabina chciała, aby ją już zostawił samą, aby mogła coś zjeść.... żeby przestał ją straszyć... żeby jej nie dotykał.... Mężczyzna złapał ją za włosy i docisnął jej głowę do swojego torsu. Palcami drugiej ręki ścisnął  mocno jej policzki zmuszając do otwarcia ust. Zajrzał jej jak kobyle w zęby palcem sprawdził stan dziąseł, potem zwolnił uścisk i klepnął ją w zadek mówiąc:
- No, no! Stara dupa a prawie wszystkie własne ząbki i to w dobrym stanie!
Tym drobnym incydentem przepełnił jej czarę goryczy. Sabina opadła na kolana i skuliła się na sieczce a z jej oczu łzy zaczęły płynąć ciurkiem...  
- Pobecz se, czarna! Nie zapomnij o żarciu, bo jak przyjdą do ciebie to nie będziesz mieć na nic czasu, a później i ochoty.... - w głosie masztalerza zabrzmiało coś, jakby szorstka troska o powierzone jego opiece zwierzę. Sabina bezbłędnie wyłapała ten pierwszy od paru dni objaw ludzkiej życzliwości i jej rozżalenie nad własnym losem wywołało wybuch głośnego płaczu.
- Wariatka, jak każda baba! - krótko skomentował mężczyzna i wyszedł z boksu zamykając za sobą drzwi na klucz.
Po jakimś czasie do jej boksu wszedł młody chłopak taszcząc dwie kostki sprasowanej słomy.  
- Wstawaj kobyło, już, już! - i trącił nogą w bok leżącej kobiety.  
Spłoszona Sabina poderwała się na nogi, lecz upadła nie mogąc podeprzeć się rękoma. Chłopak chwycił ją mocno za ramię i szarpnięciem postawił na nogi.
- Rozkrok, stara! Cipa do przeglądu! - przejechał dłonią po jej kędziorkach w kroku. - No tak! Pozbędziesz się tych soboli! Przewrócił Sabinę na sprasowaną słomę każąc jej szeroko rozłożyć nogi. Zachętą do szybkiego i dokładnego wykonania polecenia było mocne uderzenie kablem w uda.  
- Nie będziesz golona, bo nikt się tobą nie interesuje. Mam ostrzyc cię maszynką. - Chłopak niezwłocznie wziął się do roboty, naciągając jej ciało dla lepszego dojścia maszynką wsadzał palce do jej cipki. - Mieli rację! Suka jest sucha jak pieprz! ...... a może lubi jak ją się na sucho pieprzy! - Fryzjera rozśmieszył jego własny dowcip, gra słów. Powtórzył ponownie ostatnie zdania kończąc strzyżenie krocza Sabiny.
- Nie wstawaj! - powstrzymał kobietę chcącą podnieść się z kostek słomy. - Mam ci umyć głowę!
Młody rozwiązał jej kok, delikatnie palcami rozczesał długie i miękkie włosy. Wyszedł na korytarz i przyniósł dużą plastikową miednicę z ciepłą wodą. Fachowo umył jej włosy, spłukał dużą ilością ciepłej wody z węża, naniósł odżywkę i wtarł we włosy i skórę głowy. Sabina zauważyła, że stosowany szampon i odżywki należą do kosmetyków „z górnej półki”. Chłopak widząc jej spojrzenie potwierdził:
- Pani Marta kazała kupić je specjalnie dla twoich włosów. Inwestują w ciebie..... co wcale nie musi oznaczać dla ciebie niczego dobrego........
- Łukasz! Po raz kolejny starasz się robić za psychoterapeutę? - chłopak poderwał się na głos Wojtka.
- Znajdziesz mu Marto ciekawe zajęcie na dwa dni. Coś takiego, aby docenił swą podstawową pracę fryzjera! Oczywiście nadal odpowiada za jakość włosów tej kobyły. - Wojtek dawał wszystkim wyraźnie odczuć, że Sabina jest mu wysoce nie miła. - Teraz gaduło kończ z jej włosami i spływaj stąd!
- Minimum pół godziny, szefie! - w głosie Łukasza słychać było szacunek i strach.
- Masz trzy kwadranse i ma być wykonane fachowo. Włosy upnij tak, aby przylegały do głowy i kobyła mogła intensywnie trenować. Za ile następne mycie głowy? - gospodarz zapytał Łukasza.  
- Przy treningu musi być za trzy dni. Inaczej będzie śmierdzieć!
- Śmierdzenie mi nie przeszkadza, nikt poza końmi nie będzie jej wąchał! A jej powinno to też być obojętne..... a z resztą jej poglądy są tu najmniej ważne. Jeżeli Marta nie ma innych planów co do niej, niech będzie za trzy dni.
- Panie, mnie nie przeszkadza. Teraz będzie szkolenie wstępne. Niech pan popatrzy, jak ją Kuba nazwał! - mówiąc to Marta podała Wojtkowi kawałek tektury z nagryzmolonym kulfonami napisem  
„czarna”.
- Brawo! Niech tak się nazywa. ..... i nie zmieniać tej kartki! Jak będzie lepsza, dostanie wizytówkę normalną! - Wojtek zaaprobował zarówno treść jak i formę.
Po chwili powiedział do Marty:
- Monitor założyć pod żłobem, aby czarna leżąc mogła oglądać te historie. - podchodząc do kobyłki polecił – Rozkrok! - Sabina odruchowo rozszerzyła kolana, Wojtek włożył jej dwa palce do cipki.  
- Marto! Ona jest sucha! Ma się to zmienić w ciągu tygodnia!
- Zrobimy wszystko co możliwe, panie! - Zaczęła Marta.
- Źle! - Wojtek przerwał ostro. - Czarna BĘDZIĘ kobyłą chętną,  czyli wilgotną w ciągu tygodnia. Jeżeli nie, sprzedaję ją do burdelu a ty wraz z ekipą odpracujecie ciałami moje straty! .... tydzień czasu! - powtórzył wychodząc!

**********


Kaja rytmicznie chodziła w kołowrocie usiłując stosować się do zaleceń Marty. Podświadomie czuła szacunek i sympatię do tej oschłej i służbistej kobiety. Dokładnie wyczuwała jej pełne, wprost sucze oddanie szefowi, doceniała też precyzję jej poleceń i konsekwencję w egzekwowaniu ich wykonania. Tachometr stale wskazywał około 4,1 km/h a taka szybkość dla długonogiej i wysportowanej dziewczyny nie była problemem. Trudność sprawiało utrzymanie stałego tempa oraz nuda kręcenia się w kółko. Rozmyślania o sytuacji w jakiej się znalazły obie z Gosią uznała za mało produktywne. Pomoc mogłaby przyjść jedynie z zewnątrz a na to żadna z nich nie miała wpływu. Z drugiej strony zaczynała rozumieć oddanie Marty tak „sprawie” jak i Wojtkowi. Parokrotnie uchwyciła ciepłe spojrzenia właściciela skierowane na Martę, rozumiała, że tych dwoje łączy o wiele więcej niż tylko wspólna praca. Przez moment zastanawiała się czy chciałaby być na miejscu Marty... Nie kryła przed sobą, że szef imponował jej a jego dotyk powodował dziwne drżenie jej ciała.... Kątem oka zauważyła, że szybkość jej marszu wzrosła do ponad 5 km/h... Czyżby temat Wojtka i Marty był dla niej aż tak podniecający?? Martwiła się o koleżankę... Gocha była kiedyś jej szefową, teraz..... raczej ostatnio były kierowniczkami na równorzędnych stanowiskach.... Musi jej pomóc, musi ją ustawić jakoś psychicznie... Tyle razy Gocha pomagała jej w dżungli księgowości, tylu wpadek uniknęła dzięki życzliwej pomocy koleżanki... Musi jej pomóc! Znów przyspieszyła! Prawie 5,5 km/h! Cieszyło ją, że kondycja jej dopisuje, Kaja żałowała, że nigdzie nie ma zegara na którym mogłaby kontrolować czas, wiedziała jednak, że to jest dodatkową dolegliwością dla szkolonych.  
Zamyślona nad swoimi problemami i skoncentrowana na utrzymaniu tempa marszu nie zauważyła nadejścia Pana z asystentką. Kontrolujący na komputerze sprawdzili przebieg ćwiczenia: cały czas wykres prędkości marszu znajdował się znacznie powyżej wymaganej linii i charakteryzował się kilkunastominutowymi okresami powolnego przyspieszania a następnie obniżaniem skokowym prędkości do ok 4,0-4,5 km/h i ponownym stopniowym jej wzroście. Wojtek z uznaniem patrzył na sprężysty krok i całkowity brak oznak zmęczenia ćwiczącej kobiety. Mijała właśnie czwarta godzina jej spaceru, przeszła więc około 20 km.  
- Zatrzymaj ją Marto i przyprowadź do mnie – polecenie Pana przerwało myśli Kai.  
Oswobodzenie kobiety z uprzęży trwało jedynie kilka chwil, po paru minutach stanęła przed szefem. Szturchnięcia trzcinką przypomniały jej o konieczności stania w rozkroku.
- Minął twój pierwszy dzień ćwiczeń, twa Gośka ćwiczyła razem z innymi klaczami. Straciłaś z powodu kary cały dzień ćwiczeń specjalistycznych. Tamte klacze będą miały teraz odpoczynek, a ty musisz pięknie wydepilować Gośkę i siebie. Normalnie robi to fryzjer, ale obecnie jest zajęty czym innym. Każde skaleczenie przy depilacji karane będzie w dotkliwy sposób. Masz zgodę moją na mówienie do Gośki. Ona zostanie zakneblowana na czas depilacji. Zaobserwujemy efekt twych działań i zostaniesz oceniona zgodnie z nim. Podejdź bliżej i szerszy rozkrok! - Wojtek przejechał palcami po kroku Kai, popatrzył jej w oczy i wsadził palce w jej wnętrze... - Podnieca cię to kobyłko? Muszę jutro zapoznać cię z palcatem i batem.... może też ci się spodobają?
- Marto, weź ją do stajni i przypilnuj wykonania polecenia. Potem przyjdź do naszej „czarnej”
Po wyjściu Wojtka, Marta zapięła Kai uwiąz i jak klaczkę zaprowadziła do ambulatorium. Na środku korytarza stał sprzęt podobny do fotela ginekologicznego a na nim, z przypiętymi do uchwytów kończynami, siedziała Gośka zupełnie pozbawiona ubrania. Miała zasłonięte oczy, w uszach zatyczki i knebel. Marta rozebrała Kaję z uprzęży i nagiej dziewczynie założyła na szyję dziwny naszyjnik zapinając go na zamek, identyczny do tego, który sama nosiła.
- Słuchaj uważnie! To jest paralizator, zrobiony tak, że nie zabije ale będziesz długo czuć, że życie nie zawsze jest piękne. Działania nie mogę ci pokazać, bo sama też bym swój uruchomiła. Usuwając tę wkładkę włączam zasilanie twego naszyjnika i teraz tylko specjalny klucz serwisowy może go wyłączyć.- Marta mówiąc to ze szczeliny wisiora wyciągnęła pasek tekturki,  czerwona dioda zaczęła delikatnie mrugać – identycznie mrugała dioda w wisiorze Marty.
- To ty...... To Pani też..... - Kaja ze zdziwienia zapomniała o zasadach.
- Milcz! Kobyły nie gadają! - uderzenie trzcinką w uda nie było zbyt dotkliwe – Pamiętaj o zasadzie: Nie wszystko musisz wiedzieć, nie wszystko rozumieć. - Marta mówiła to bez złości, Kaja odniosła wrażenie, że asystentka Wojtka była jakby zamyślona.....
- Przy ścianie masz wszystko do depilacji. Tamtej – wskazała głową na Gośkę – nie wolno ci oswobadzać ani odkneblowywać. Jesteście obserwowane przez kamery, rozmowy są nagrywane. Masz pół godziny od mojego wyjścia na depilację siebie i tej drugiej. Nie licz specjalnie na dalsze możliwości rozmowy z Gośką, szef był wyjątkowo dobrze do was nastawiony. - Marta mówiła to suchym tonem jednocześnie zdejmując Gośce zasłonę z oczu i wyjmując jej z uszu zatyczki.
- Pół godziny Kaju – Marta po raz pierwszy zwróciła się do niej po imieniu.
- Serdeczne dzięki za wszystko, szefowo! - szczerość Kai nie budziła wątpliwości.
Gosia słysząc końcówkę tej rozmowy z niepokojem patrzyła na swą koleżankę. Jej pytające jednocześnie spojrzenie skłoniło Kaję do wyjaśnień.
- Posłuchaj Gocha! Uprosiłam szefa, a Marta chyba mi w tym pomogła, abyśmy mogły się skontaktować. Mam wydepilować ciebie i siebie i mam te pół godziny na rozmowę – raczej monolog. Nie wolno mi wyjąć ci knebla, nie mówiono zaś nic o zakazie zadawania ci pytań. - Kaja prowadząc ten monolog zaczęła przygotowywać się do depilacji Gośki. Pozostawiony jej zestaw do golenia zawierał przyzwoitej jakości damskie golarki i komplet niezbędnych kosmetyków.
- Mam nas gładziutko wygolić. Za każde skaleczenie będę karana. Zwykle – ponoć – robi to fryzjer, ale jest zajęty. Mam nadzieję, że zgodzisz się, abym ja niegodna zajęła się goleniem twej myszki. -  Kaja zaczęła mówić w swym zwykłym stylu, co wywołało leciutki uśmiech na ustach jej koleżanki.
- Nie rzucaj się Gocha, a ja goląc cię będę nawijać! Zatem po pierwsze: ucieczka stąd jest raczej niemożliwa, podpadnięcie zaś Wojtkowi może spowodować sprzedanie każdej z nas do domu publicznego. Co nas tu czeka? Nie wiem, widzę że  szef jest lojalny dla swych pracowników, choć bardzo wymagający, dlatego sądzę, że będąc dobrymi,czyli atrakcyjnymi dla niego, „pracownicami”..... - Gośka zaczęła gwałtownie protestować – Wiem, Gocha. Jesteśmy niewolnicami, ponygirl, nałożnicami, gdy zechce.... To też  praca... Szef nie gnoi dla przyjemności... albo inaczej: nawet jak upokarza, chłoszcze nie widzę w tym sadyzmu... Chce coś osiągnąć... No, twa cipka nabiera coraz więcej uroku! - popatrzyła z uśmiechem na przyjaciółkę. - Czy zdajesz sobie sprawę, że znając się tyle lat, po raz pierwszy widzę i nawet dotykam twą muszelkę? - Kaja uśmiechnęła się do koleżanki i delikatnie pogładziła jej krocze. - Gocha, cipka wygolona i gładziutka, teraz spróbuję cię podnieść na tym madejowym łożu i golimy dupcię. - Dziewczyna kręcąc korbkami ustawiła tak koleżankę na fotelu, że miała dobry dostęp do jej pupy.
- Ja, Gosiu, chcę przeżyć tą przygodę możliwie najmniej boleśnie. Chcę współpracować z Wojtkiem i Martą, tak aby mój pobyt był tu możliwie miły. Nie będę, nie chcę robić niczego podłego... Nie chcę i już! - Kaja zaczęła zdawać sobie sprawę z możliwych dylematów moralnych.  
- No Gocha, twa pupa jeszcze piękniejsza niż łono! Miałaś kiedykolwiek taką sesję w salonie piękności? I to za darmo? Ustawię cię tak, aby ci było wygodnie. - Kaja kręciła korbkami ustawiając pozycję fotela, gdy Gośka kiwnęła głową zablokowała korbki i przytuliła się do przyjaciółki, pocałowała ją w policzek.  
- Gocha musimy się razem trzymać, musimy się wspierać, musimy być silne! Nie stawiaj się niepotrzebnie, staraj się wypełniać polecenia, o ile dajesz radę i twe zasady na to pozwalają. - powiedziała patrząc jej w oczy – Teraz ja biorę się za siebie. Muszę dorównać ci urodą cipki! - Mówiąc to już pokryła kremem do golenia swe łono.  
Po paru minutach była też ładnie wygolona. Niestety, tylko z przodu. Kaja chciała jeszcze przytulić się do przyjaciółki, ale drzwi się otwarły i weszła Marta.
- Jak tam? Dziewczyny już eleganckie? - zapytała z leciutkim uśmiechem. - Nie skaleczyła cię? - Zapytała Gośkę, a gdy ta zaprzeczyła sprawdziła dłonią gładkość krocza. - Jest OK.
- Kaju, cipka do przeglądu! - Marta z przyjemnością stwierdziła, że dziewczyna przyjęła prawidłową postawę.
- Proszę o pomoc i wygolenie mnie z tyłu. - poprosiła Kaja, gdy kontrola depilacji łona wypadła dobrze.  
Marta wprawnymi ruchami wygoliła okolice odbytu Kai.  
- Sądzę, że nagadałyście się za wszystkie czasy. Efekty zobaczymy wkrótce. Kobyłki marsz do własnych boksów!- mówiąc to Marta oswobodziła Gośkę z fotela i zdjęła jej knebel.  
W boksach dziewczyny znalazły posiłek i jakiś napar z ziółek do picia.


********************

Sabina, nie już nie Sabina X a kobyła „czarna” przeżyła swój chyba najgorszy dzień. Wczoraj, po wyjściu Wojtka Marta zaczęła w stajni szaleć: wezwani elektronicy błyskawicznie pod żłobem w boksie „czarnej” założyli monitor i podprowadzili jeszcze jakieś kabelki, następnie sama lokatorka została zapoznana z zastosowaniem stojącego w jej boksie słupa z otworami. Zadaniem Sabiny było włożenie do kolejnych otworów sztucznego fallusa a fakt włożenia  potwierdzał przerwany papier w danym otworze. Miała włożyć na początek do 15 otworów, a system więzów umożliwiał jej jedynie operowanie jej dziurkami w kroku. Wielkość sztucznego penisa praktycznie wykluczała użycie kakaowego oczka. Pomimo próśb (Sabina potrafiła już błagać nawet) nikt nie nawilżył elementu, który miała przekładać cipką z otworu do otworu. Praktycznie pół nocy zajęła jej ta gimnastyka i zdołała jedynie przedziurkować 8 lub 9 otworków. O godzinie pierwszej w nocy zgasło światło w boksie i rozległ się przeraźliwy pisk. Na monitorze pod żłobem zaczęła się projekcja jakiegoś filmu. Zmęczona kobieta nie miała ani siły, ani ochoty na oglądanie.... ponowny piekielny pisk poderwał ją z posłania... Na ekranie zobaczyła siebie nago. Po chwili stwierdziła, że jest to film z przed 2-3 lat z ich domu... zobaczyła siebie jak nago ujeżdża dwóch biegających na czworaka chłopaków. Wierzchowce też były nagie... Nie pamiętała ich imion, lecz tylko że nie byli zbyt sprawnymi kochankami. Skąd te filmy tu w tej stajni. Po chwili na ekranie ukazał się prawnik prowadzący jej sprawy i odczytał list jej męża jak i oświadczenie firmy ochroniarskiej opiekującej się ich domem. Była filmowana od jej pierwszej „przygody”, mieli też sfilmowane rozmowy jej męża i  zaprzeczenia Sabiny.... Pozna wszystkie filmy... zobaczy swych wszystkich kochanków..... a to zabawne oświadczenia z umowy przedmałżeńskiej o oddaniu się w niewolę rzekomo upoważniło pana X – jej męża do oddania jej Wojtkowi. To teraz on ma – zgodnie z odczytanym jej listem męża – pełną władzę i wszystkie prawa do niej.
Sabina była załamana! Teraz zaczęła się rzeczywiście bać sprzedaży do domu publicznego. Wojtek mając tyle pięknych i młodych kobiet wokół siebie nie musi interesować się jej osobą, w dodatku gdy ona nie chce współpracować...  

***********************


Rano stajenny obudził ją uderzeniem w tyłek, kazał klęknąć i zgodnie z zapowiedzią wepchnął jej końcówkę styla wideł do cipki... Z bólu Sabinie zaczęły kapać łzy, jej suche wnętrze nie mogło przyjąć takiego „wkładu”.
- Oj! Nie pożyjesz tu czarna długo.... Pójdziesz pod czerwone latarnie... jesteś sucha i nie chcesz współpracować! Zobaczysz co ci panienka Marta powie o słupie. Tylko 8 dziur! - stajenny był wyraźnie zmartwiony... - Chodź na gnój, załatwisz się tam spokojnie.  
Gnojowisko będące na tyłach stajni było widoczne ze wszystkich stron i czarna nie wiedziała, czy propozycja stajennego była rzeczywiście spowodowana jego życzliwością, ale zmęczenie po nieprzespanej nocy i strach zniechęciły ją do protestów. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych została podmyta tradycyjnie wężem i uwiązana do żłobu.
- Żarcie dostaniesz po decyzji panienki. Nie licz na wiele, nie spisałaś się ze słupem! - stajenny kręcąc głową wyszedł z boksu.
Sabinie zaczynało już być wszystko jedno. To, że jej mąż wszystko wiedział, miał pełną dokumentację jej zdrad, miał nagrane swoje rozmowy i prośby zaniechania szaleństw uzmysłowiło jej, że nie ma szans na jakiekolwiek pieniądze w razie rozwodu... Zdawała sobie sprawę, że jest atrakcyjna – jako bogata kobieta – dla młodych kochanków, ale jej szanse znalezienia nowego pana X jak również znalezienia pracy gwarantującej choćby najmniejszą stabilizację gdy ma jedynie skończony ogólniak graniczy z cudem. I jeszcze to, że jest obecnie niewolnicą i to niechcianą Wojtka. Ten pan wyręcza się zwykle Martą, a ta nie cierpi jej od początku znajomości. Sabina przypomniała sobie przyjazd do tego rancho. Była wściekła na męża za zakłócenie jej planów erotycznych, teraz domyślała się, że mogło to być spowodowane planowaną balangą z Metysem. Będąc wściekła na męża usiłowała zepsuć mu humor obrażając jego znajomych: Wojtka i Martę... Wpadła zatem idiotycznie i na wstępie pogrążyła się w ich oczach.
- Nastąp się czarna! - ostry głos Marty przerwał te niewesołe myśli. - Pokaż swe dokonania... Czyś ty idiotko zupełnie straciła instynkt samozachowawczy? Nie chce ci się zupełnie słuchać? Miałaś zrobić tylko 15 dziur, zrobiłaś 8. Koniec pieszczenia się z tobą czarna. Żreć nie dostaniesz nic, pić tylko wodę z węża. Kuba czarna na bieżnię i kłusem na Kasprowy..... Pomagaj jej batem. Ma biec do mojego powrotu, jakby padła niech ją bieżnia wlecze!
- Już robię panienko! - Stajenny wszedł szybkim krokiem.
- Kuba, chodź ustawimy bieżnię – przy bieżni Marta zbliżyła się do stajennego i szepnęła mu – Nie szalej, ona ma się bać, ale ma żyć! - Stajenny kiwnął głową.
Kuba wrócił do boksu odpiął czarną od żłobu i wyprowadził na korytarz gdzie stała bieżnia. Zapiął odpowiednie paski do poręczy wziął w rękę bat i lekko „przycinając” uderzył kobietę w pośladek. Sabina poderwała się jak rasowa klaczka
- To tak na zachętę, czarna! Postaraj się klaczko inaczej zatłuką cię lub sprzedadzą. Panienka jest wściekła na ciebie.- to mówiąc włączył bieżnię.  
Sabina ruszyła powoli, zgodnie z tempem ruchu taśmy. Tempo marszu stopniowo wzrastało. Po chwili zaczęła truchtać..... Jak tylko zostawała nieco z tyłu dostawała batem od Kuby. Bieżnia automatycznie zaczęła się podnosić do góry, Sabina nie będąc wysportowana nie nadążała za jej tempem, uderzenia bata dostawała raz za razem, Kuba nieznacznie obniżył bieżnię.
- Nawet ta chabeta łazić nie potrafi!? - głos Marty smagnął lepiej niż bat – Rusz się czarna, bo pójdziesz do agencji!!
Spocona Sabina z trudem chwytała oddech, Marta wyłączyła program w sterowniku bieżni i ta zgodnie z zasadami treningu powoli wyhamowała tempo pozwalając kobiecie na spokojnie przejście od wielkiego wysiłku do spoczynku.  
- Dostaniesz do zadka zatyczkę z imbiru. Kuba wyjmie ci ją za pół godziny. Dla treningu przejdziesz w godzinę minimum 5 km. Kuba nauczy cię jak sterować bieżnią. Pamiętaj jednak: nie wykonasz normy, agencja cię dziś przywita. - Marta wcisnęła w odbyt Sabiny plug wycięty z kłącza imbiru.  
- Daj jej wody, pokaż sterowanie i w drogę – Kuba otrzymał polecenie.
- Jasne panienko! - odpowiedział poważnie
Działanie imbiru odczuła Sabina już po paru chwilach jako promieniujące ciepło. Gdy Kuba kończył pokazanie jej jak regulować szybkość bieżni pieczenie w pupie stawało się dokuczliwe. Gdyby nie imbir napojona kobieta pewnie bez większych problemów pokonałaby w godzinę te 5 km. Pieczenie rozchodzące się z odbytu i jej ruch na bieżni powodowały dziwną mieszaninę dyskomfortu i podniecających bodźców. Powodowało to szczególny sposób chodzenia polegający na mocnym ściskaniu ud. Dla obserwatora widoczne było silne kręcenie pupą. Widok ten mocno zadziałał na Kubę.
- No czarna, weź się w garść, zasuwaj klaczko, szkoda by cię było do burdelu.- stajenny dopingował Sabinę.  
Kuba sprawdzał szybkość jej marszu i przebytą trasę. Pięć minut przed czasem wyjął jej imbir, bo nie miała szans na wypełnienie normy. Kuba nie wiedział, że jest obserwowany przez Wojtka i Martę poprzez podłączone kamery, szefostwo jednak z zadowoleniem przyjęło jego postępek. Widać było wręcz heroiczny wysiłek Sabiny, aby wypełnić limit, co również zdaniem Wojtka było problematyczne. Oboje rozważali jak nie popuszczając cugli zaliczyć Sabinie tę próbę.  
Wojtek z Martą weszli do stajni w 58 minucie spaceru Sabiny. Po 60 minutach komputer pokazał 4.965 m i ocenę: NIE WYKONANO ZADANIA! Sabina ze szlochem padła na kolana.  
- Panie błagam cię! Zrobię wszystko co zechcesz! Nie wysyłaj mnie tam! Błagam cię! - ta dumna i arogancka kobieta zaczęła histeryzować!
- Spokój czarna! Kobyły nie gadają! - Wojtek wyglądał na wściekłego – To twoja Marto próba, oceń ją i podejmij decyzję. Mnie jest to obojętne jak zadecydujesz, ale decyzja musi być zgodna z zasadami! - mówiąc to wyszedł ze stajni.
Oczy czarnej i Kuby skierowały się na Martę. Ta podeszła do Sabiny, podniosła ją za włosy na nogi, trzcinką zmusiła do rozkroku i bezceremonialnie sprawdziła wilgotność cipki. Po raz pierwszy kobieta była lekko wilgotna.  
- Lepiej czarna! Warunkowo zaliczam, ale masz codziennie wykonywać normę dziurkowania słupa! Niewykonanie tego choć raz w tym tygodniu spowoduje pożegnanie się ostateczne. Kuba daj jej miarkę żarcia, przebiegła się trochę. Jutro rano już normalna porcja. Będzie zgłodniała po dzisiejszym odcinku swej seks sagi – marnowali kiedyś sporo jedzenia.
Marta wyszła ze stajni nie patrząc nawet na Sabinę.  
- Wróciłaś z dalekiej podróży czarna.... a ja chyba z tobą – Kuba ze strachem popatrzył na kamery umieszczone poprzedniego dnia w pomieszczeniach stajni.

**********

- No Marto, udało nam się chyba złamać jej pancerz! Walka jeszcze nie skończona, ale pierwsze efekty są! - Wojtek był wyraźnie zadowolony.
- Przynieś wino i dwa kieliszki. Musimy uczcić ten mały, ale znaczący sukces.


cdn.

Autor: Ramol

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5863 słów i 33213 znaków.

3 komentarze

 
  • nienasycona

    Wśród  przeczytanych  odcinków  tej serii, ten jest dla mnie najlepszy. Być  może  jest to kwestia rozbudowania fabuły. Nie do końca  potrafię  wyobrazić  tę  deskę i kołek, ale pomysł  niebanalny:)

  • nefer

    Czekam co dalej, zwłaszcza w sprawie Sabiny. Bardzo sprawnie napisane.

  • Szarik

    Kolejny bardzo dobry odcinek.  Na poczatku bylem nastawiony sceptycznie,  ale zmieniam zdanie.

  • Ramol

    @Szarik - Szczerze? Zastanawiałem się czy nie zmienić zdecydowanie dwóch ostatnich odcinków łagodząc treść... Te "łagodniejsze" były jak letnie piwo do popicia letniego żurku. Zatem następny problem: przypominać niektórym, czy liczyć, że zapomnieli? Raz kozie śmierć: napisałem, krąży po necie, jest dla czytelników dorosłych... niech ludzie czytają, może ktoś zrozumie co mnie zaintrygowało w opisanych wydarzeniach. A Tobie Szariku dziękuję za dobre słowo!   :D

  • Lucjan

    @Ramol Niech czytają i wdrażają w życie ... :devil:

  • Ramol

    @Lucjan - głupich nie sieją, a wygrane obecnie w Lotku wyższe... Są greckie wyspy do kupienia i to mnie nieco uspokaja...

  • Szarik

    @Ramol dobrze,  że zostawiłeś tę wersję. Dzieki temu utrzymałeś spójność serii,  a to co się dzieje w tle jest najciekawsze przecież ;)

  • Ramol

    @Szarik dlatego (i z lenistwa wrodzonego   :devil:  ) tak zrobiłem!