Konie cz. VIII

Nowe, nie publikowane jeszcze odcinki!

Opowiadania niniejszego cyklu były już od paru lat publikowane na dwóch portalach. Niestety nigdy nie udało się zamieścić wszystkich części – portale znikały, lub ograniczały publikowanie opowiadań. Poprzednio wysyłałem króciutkie odcinki (numeracja cyframi arabskimi), obecnie łączę po dwa (co najmniej) i stosuję numerację cyframi rzymskimi. W tekście dokonuję jedynie korekty literówek, reszta pozostaje bez zmian – choć być może, obecnie inaczej bym coś napisał.  

Opowiadanie to, jak cały cykl, jest bajką dla dorosłych, może czasem straszną... Trudno zakwalifikować te opowiadania do któregoś z działów. Jest tu przemoc, seks grupowy, elementy BDSM, lesbijskie, momentami nawet EXTREME.  


Zatem osoby nie lubiące klimatów przemocy w seksie powinny - będąc ostrzeżone - zrezygnować  
z lektury, a jeżeli zdecydują się na czytanie - nie zgłaszać pretensji do Autora i/lub portalu.


Konie cz.VIII




  Telefon szejka Ahmeda dzwonił praktycznie bez przerwy. Również telefon Omara często się odzywał. Nikt z gospodarzy nie chciał odbierać telefonu, który wyglądał jak urządzenie z przyszłej epoki. Domyślano się, że to jakiś gadget szyfrujący rozmowy i to dla wysoko postawionych osób. Domyślano się, że z pewnością ma sporo zabezpieczeń uniemożliwiających wykorzystanie go przez nieupoważnione osoby. Wojtek osobiście nadzorował poranek Ahmeda i Omara śpiących (o zgrozo!) w jednym łóżku, Jacek z ochrony opiekował się Wasylem i Tarasem, zaś lokaje z obu ekip pozostawali pod opieką masztalerza Adama. Pierwszy, zgodnie z oczekiwaniem oczy – w miarę przytomnie – otworzył, zaprawiony w takich bojach Wasyl. Poinformowany przez Jacka natychmiast przyszedł na piętro Wojtek i prawie siłą sprowadził Wasyla do sypialni Araba. Gdy Ukrainiec zobaczył tak umalowanych Arabów zaklął szpetnie i poprosił Wojtka o zostawienie go samego ze śpiącymi. Wojtek po krótkim wahaniu widząc, że Wasyl wyciąga ze swej kieszeni podobny telefon jak posiadany przez szejka, opuścił cicho sypialnię na parterze. Zdołał usłyszeć jedynie kilka słów wypowiedzianych przez Ukraińca po angielsku, z tak dobrym akcentem, o który nigdy by nie podejrzewał rubasznego znajomego. Po paru minutach Wasyl wyszedł z sypialni i powiedział do Wojtka:
- Przyjacielu, to co miało nastąpić za około tydzień przeżyjemy już dziś!
- Nie rozumiem o czym mówisz Wasylu! - Wojtek był przekonany, że jego znajomy nadal nie całkiem łapie co się wokół dzieje.
- Nie jestem już pijany, aż tak, aby nie wiedzieć, co oznacza informacja z Ambasady, że Konsul jest już w drodze od dwóch godzin.
- Wasyl, czyś ty całkiem urwał się z choinki? Jaki konsul? Z jakiej ambasady? - Wojtka aż zatkały takie wiadomości. - Bardzo Cię Wasylu przepraszam, ale nigdy nie chciałem bawić się w politykę, mieszkam tu z moimi dziewczynami, z końmi i z innymi czworonogami i naprawdę nie tęsknię do polityki, ani wielkiej, ani małej… no i do średniej też nie! - Wojtek powiedział to bardzo zdecydowanie.
Wasyl, jakby po raz kolejny przełamywał kaca giganta, podszedł do Wojtka i poklepał go po plecach:
- Wot ty mołojec! U tebia prekrasne diewoczki, to ty ich tu pilnujesz!
Wojtek odniósł jednak wrażenie, że jego gość jest trzeźwiejszy niż za jakiego chciałby uchodzić. Przestał się nad tym zastanawiać, gdyż ochrona przy bramie poinformowała o dwóch autach, których kierowcy prosili o wpuszczenie ich do gospodarstwa. Wraz z gośćmi podjechała też ma quadzie Patrycja, szefowa ochrony hacjendy.  
Wojtek z Wasylem wyszli na spotkanie niezapowiedzianym gościom. Z każdego z pojazdów wysiadło po czterech mężczyzn, z których sześciu z pewnością pełniło funkcję ochroniarzy, najstarszy z gości zaś był szefem, a najmłodszy z nich odezwał się do Wojtka mocno kulawą polszczyzną:
- Szanowni Pany. To jest mister pierwszy konsul naszej ambasady w Polska, my połuczyli info, co nasz szejk Ahmed u panów jest chory. My musi widzieć szejka. My prosi pany!
- Witam gości. U nas mawia się "Gość w dom, Bóg w dom”. - Wojtek przeszedł na język angielski, ku wyraźnemu zadowoleniu przyjezdnych. - Proponuję, aby pan Ekscelencjo wraz z Wasylem, jako znajomym szejka i gospodarzem wczorajszej uroczystości przeszli do apartamentu szejka Ahmeda. Tam Ekscelencja sam zadecyduje jakie dalsze kroki należy podjąć. Ja chciałbym tylko wydać polecenia mym ochroniarzom, aby nie dochodziło do przypadkowych konfliktów. Z oczywistych powodów chciałbym, aby przy tej rozmowie obecny był mówiący po polsku Wasyl.
- Co sądzisz o tym Wasylu? - zapytał konsul pokazując Wojtkowi, ze przywieziona na jago hacjendę ochrona jest – być może - wymierzona szczególnie przeciw niemu.
- Popieram zdanie gospodarza. - stwierdził tylko Ukrainiec.
- Patrycjo, pani ludzie aż do odwołania, zwolnieni są od opieki nad mieszkańcami "Myśliwskiego Domku”, do czasu powrotu Marty do mego domu, całością spraw kieruje Kaja. - Wojtek spokojnie wydał polecenia - przekaż to ludziom. - Patrycja skinęła głową udała się na strażnicę przy bramie wjazdowej, po chwili jechała już quadem w kierunku głównego domu.
- Szanowni panowie. Sądzę, że wszelkie ewentualne niejasności wyjaśnimy szybko. - Wojtek zwrócił się do przyjezdnych i Wasyla.
Konsul i Wasyl skinięciem głowy zaakceptowali stanowisko właściciela hacjendy. Teraz do głosu doszedł żołnierz kierujący ochroną przyjezdnych:
- Dwóch stanie przy drzwiach apartamentu, dwóch pod oknem, a ja z kolegą tu poczekamy z gospodarzem na jego Ekscelencję. - zadecydował szybko.
- Panowie pozwolą, że siądę na ławce? - Wojtek zapytał wskazując na zwykłą ogrodową ławkę, stojącą dwa metry od wejścia do "Domku Myśliwskiego”. Dowodzący ochroniarzami ruchem głowy nakazał swemu podwładnemu sprawdzenie tego sprzętu. Wojtek nawet nie mrugnął okiem, gdy, jak się przekonał, bardzo dobrze wyszkolony funkcjonariusz dwoma chwytami sprawdził autentyczność sprzętu ogrodowego. Widać było, że to są ochroniarze wysokiej klasy, kto wie czy nie byli żołnierze służb specjalnych. Dowódca zaprosił Wojtka do zajęcia miejsca na ławce. Po mniej więcej kwadransie Konsul i Wasyl wyszli przed dom. Konsul nakazał ochronie wydelegować dwóch mężczyzn do osobistej ochrony szejka i jego sekretarza a do gospodarza zwrócił się z pytaniem:
- Gdzie moglibyśmy porozmawiać bez obecności osób trzecich? Proszę zaproponować miejsce, które łatwo sprawdzić czy nie ma tam podsłuchów.
- Sądzę, – odparł zapytany – że pokoje mansardowe w tym domu spełniają pańskie wymagania, Ekscelencjo. Jeżeli wasi fachowcy by nie akceptowali tej propozycji, proponuję ambulatorium po odłączeniu w nim zasilania.
Czterech mężczyzn poszło na drugie piętro, aby zlustrować polecane przez Wojtka pomieszczenia. Fachowcy wytypowali jako najłatwiejsze do ochrony pokoje o numerach trzy i pięć, Konsul zapytał gospodarza, czy ma jakieś preferencje do tych pomieszczeń, po otrzymaniu odmownej odpowiedzi zdecydował, że rozmowy odbędą się w pokoju numer trzy.
- Zatem do wyznaczonego pokoju zapraszam (choć wiem, że to nie ładnie wobec gospodarza) pana Wojciecha, Wasyla i – na wstępną część narady – kapitana Alego. Zadecydował Konsul. Wymienieni mężczyźni wraz z konsulem udali się do wybranego pokoju zatrzymując się na moment na piętrze, gdzie Wojtek przekazał po angielsku wiadomość Andrzejowi opiekującemu się trzeźwiejącym lokajom, gdzie będzie i że przez conajmniej pół godziny będzie zajęty. Konsul poprosił gospodarza o pozostawienie swego telefonu u masztalerza, poinformował też, że telefony Arabów i Wasyla są najnowocześniejsze, lecz pomimo to też nie są wnoszone na rozmowy, w których ocekuje się dyskrecji. Aparaty zostały pozostawione jednemu z szoferów.
Po wejściu do pokoju kapitan jeszcze raz jakimś urządzeniem sprawdził pomieszczenie, zasunął zasłony i jako źródło światła zaświecił wyciągniętą z kieszeni latarkę ledową.
- Witam gospodarza, witam też Wasyla. - Zagaił Konsul. - Przepraszamy właściciela za najście i nasze zachowanie akceptowane niekiedy w służbach specjalnych i w policji, nigdy wśród gentlemanów. Chcę naświetlić zaistniałą sytuację osobom nie do końca orientujących się, o co tu chodzi. (mówiąc wprost, chcę aby pan Wojtek też orientował się w sytuacji). Przystępując do rzeczy:
Władcą naszego Emiratu jest szejk Abdullah mający dwóch synów, następców tronu: Nasera i Ahmeda. Starszy brat daje swemu ojcu i wszystkim poddanym wiele radości jako prawy muzułmanin, dobry syn i czuły na potrzeby poddanych książę. Młodszy zaś, pomimo równych jak u brata zdolności, potrafi tak zszokować ludzi, że mamy czasem do czynienia z zachowaniem, które może być trudne do zaakceptowania dla Rodziny jak i dla poddanych. Ahmed jest impulsywny, kochający radosne i beztroskie życie, nawet gdy jego czyny nie są akceptowane przez Rodzinę, rząd i poddanych. Szejk Abdullah chcąc dać młodszemu synowi zadania w miarę zgodne z jego zainteresowaniami, przydatne dla kraju, wysłał go pod opieką naszego przyjaciela Wasyla do Polski z delikatną misją. O tym porozmawiamy za chwilę, w mniejszym gronie. Zrozumiała radość Wasyla z udanego szkolenia zaprzęgu "ponygirl” przyjęła formy niekontrolowanej orgii, która porwała też młodego szejka i zostały przekroczone granice dobrego smaku. Twarze i ciała szejka i jego sekretarza zostały oszpecone na co najmniej dwa tygodnie. Ten czas oszpeceni winni zostać w tej hacjendzie i dodatkowo nosić ubiory i nakrycia głowy zasłaniające pomazane fragmenty ciała. Gospodarzowi za straty finansowe i koszty pobytu naszych obywateli w tym gospodarstwie pokryjemy w wysokości podwójnej kwoty fakturowej, prosząc jednocześnie o dołożenie wszelkich starań, aby paparazzi nie uwiecznili naszego księcia. Teraz kapitan Ali zapozna swych ludzi z sytuacją, poprosi pana Omara i księcia o pokazanie szpecących obu panów mazajów i poczeka do zakończenia narady, starając się, aby co najwyżej dwóch ludzi było widocznych przy autach. Kapitan zasalutował Konsulowi i wyszedł z pokoju. Konsul wyciągnął z walizeczki kilka kartek, przejrzał je szybko i ponownie schował do "dyplomatki”.
- Zatem panowie. Zostałem upoważniony przez pana ambasadora do przeprowadzenia tej rozmowy. Rozumiem, że pan porucznik Jakub Kotwa... – po tych słowach Wojtek sprężył się cały, zachował się jak każdy ze świetnie wyszkolonych żołnierzy służb specjalnych, który nie wie czy nastąpi atak.
Konsul przelotnie spojrzał tylko na właściciela hacjendy, przerwa w rozmowie miała umożliwić Wojtkowi dojście do równowagi.
- Kontynuując: porucznik Kotwa był jednym z wiodących "komandosów” przeprowadzających na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia na terenie Iraku akcję SAMUM*, podczas której polskie siły specjalne, ze świeżo utworzonej w Polsce jednostki, umożliwiły ewakuację agentów USA z terenu Iraku. Akcja ta, należy do najsłynniejszych osiągnięć służb specjalnych, stanowi jedno z podstawowych działań omawiane na szkoleniach w wielu armiach. Po tej akcji kilku żołnierzy, w tym i porucznik Kotwa, zniknęli z zamkniętego świata najlepszych komandosów. Przez parę lat szukaliśmy ich śladów. Taka praca wyniszcza człowieka, życie w stresie, ciągłe oglądanie się za siebie, niekiedy (niestety) zejście ze szlachetnej drogi… Trudno było znaleźć odpowiadającego nam człowieka.
- Proszę wybaczyć, Ekscelencjo. - Wojtek wydawał się zupełnie spokojny, jedynie zaciśnięte palce wskazujące z kciukami, mogły spostrzegawczego rozmówcę poinformować o jego napięciu podczas tej rozmowy. - Przyjmijmy, że do tej pory omawiana była moja służba w wojsku. Nie chciałbym być zmuszony do żadnej działalności, której nie akceptuję. Proszę zatem o zadanie mi teraz pytania, które (jak sądzę) byłoby zadane na końcu tej rozmowy. Jako, że nie padły jeszcze żadne informacje, nie znam zatem pańskich propozycji, nie jestem zatem zobowiązany do żadnej odpowiedzi. Można, jak na pewno pan wie, tak zadać pytanie, że zapytany nie ma praktycznie wyboru.
- Doceniam pańską ostrożność i przenikliwość. - odparł Konsul, po krótkiej chwili zapytał: - Panie poruczniku Jakubie Kotwa, czy podejmie się pan stworzenia w pobliżu swej hacjendy ośrodka wczasowo-konferencyjnego dla gości z establishmentu krajów arabskich? Zezwolenia waszego kraju są w trakcie załatwiania.
- Jak duży byłby to obszar? Ilu gości rocznie? Ilu maksymalnie jednorazowo? Przez "gości” rozumiem wszystkich obcokrajowców: gości zaproszonych, ochronę (bo i taka będzie na pewno), służbę… - Wojtek chciał uściślić wizję Arabów.
- Pan wybaczy, poruczniku! - Konsul przerwał Polakowi. - Podałem informacje najistotniejsze, umożliwiające panu, jak sądzę, podjęcie decyzji. Wszystko ponadto to szczegóły dla pana i naszych ekspertów.
Wojtek nie odpuszczał potwierdzenia najistotniejszych kwestii:
- Gdy projekt będzie zaakceptowany przez władze polskie, gdy będzie projektem pokojowym według zasad ONZ, gdy będzie chronił środowisko i naturę w Polsce, gdy nie obciąży mnie
wydatkami ponad miarę, oraz gdy w przypadku nierozwiązywalnej różnicy naszych poglądów na prowadzenie tego projektu każda ze stron uprawniona będzie do rozwiązania zawartej umowy za wypowiedzeniem, wówczas moja zgoda będzie teoretycznie możliwa.
Konsul uśmiechną się lekko:
- Sympatyczne, lecz i nie łatwe są negocjacje z panem, poruczniku Kotwa. Przekażę pańską odpowiedź wraz z taką moją opinią panu ambasadorowi i do Rządu. Acha, jeszcze jedno. Wasyl, którego pan zna od dłuższego czasu, jest jednym z żołnierzy, którzy współpracowali z waszym GROMEM w kilku akcjach. Nosił wówczas stopień sierżanta w armii USA, a nazywał się Igor Kolokolcik. Dalsze szczegóły jego drogi od Igora do Wasyla nie plamią jego honoru, lecz nie jest konieczne omawianie jej teraz. Po przedstawieniu porucznikowi nie znanego mu bliżej współtowarzysza broni aż się boję jak wielkie będą tu imprezy. Proszę jednak pamiętać, że książę Ahmed zostanie od chwili rozmowy, którą niebawem przeprowadzę, całkowitym abstynentem.
- Szanowny panie Konsulu, - Wojtek wpadł w słowo przedstawicielowi ambasady – sugerowałbym, aby do mojej hacjendy wysyłać tak ludzi jak i konieczne towary samochodami "średnich” marek, lub starszymi modelami. Takie auta mniej rzucają się w oczy, na czym obu stronom chyba bardzo zależy.
- Miałem prosić o to samo! - Wasyl odezwał się po raz pierwszy podczas narady.
- Zapisuję to jako jeden z głównych punktów do wykonania na dziś. - rzekł Konsul zapisując w notatniku.
- Sądzę, ze panowie nie mieli nawet czasu zjeść śniadania (podobnie jak my). - stwierdził Wojtek z uśmiechem. - Zapraszam zatem do mego domu na lekkie śniadanie.
- Proszę o chwilę na zorientowanie się w stanie szejka i Omara. - poprosił Konsul szybko wychodząc z pokoju.
- A tobie Wasylu należałaby się kocówa jaki kotu w jednostce! - Wojtek żartobliwie klepnął kamrata po plecach.
- Gdy byłem instruktorem w krajach arabskich, często pytano mnie o ciebie i jeszcze dwóch innych waszych komandosów. - Wasyl rozpoczął swą opowieść. - Tamtych dwóch namierzyli szybko. Jeden poszedł błyskawicznie w górę i był poza zasięgiem Arabów, drugi nie wytrzymał tempa życia komandosa, spalił się psychicznie, no i został jakimś nauczycielem wychowania fizycznego w szkole, czy kimś w tym rodzaju. Jedynie ty pozostałeś na placu boju… Zaskoczyło mnie, że osoba tak znana w środowisku nie pojawia się na żadnym apelu, spotkaniu, a nawet na żadnym pogrzebie.
Przypadkowo kiedyś zobaczyłem bardzo podobnego do znanego mi jedynie z fotografii żołnierza, w reportażu z wystawy psów rasowych. Można by rzec: "Ot i wsio...”
- A panowie tak zagadani, że nawet nie zwrócili uwagi na me wyjście! - Konsul nie darował sobie delikatnej uszczypliwości.
- My wiemy, że pan ma najlepszą z możliwych ochronę, więc czujemy się pod ich opieką całkowicie bezpieczni – powiedział Wojtek wstając z ławki. - Rozumiem, że dostąpię tego zaszczytu i pan da się zaprosić na śniadanie.
- Jestem zaszczycony! - Odparł Konsul.
- Witam Panów. - Marta z uśmiechem skłoniła głowę na powitanie Konsula.
- Ekscelencjo, przedstawiam panu mą wspólniczkę i partnerkę, którą z pewnością już nasi wspólni znajomi dokładnie panu opisali, – tu uśmiech skierowany do Wasyla – Martę, kierującą praktycznie całością tego gospodarstwa. O ile pańskie plany będą realizowane, będzie ona najlepszym partnerem dla waszych specjalistów.
- To jest temat przyszłościowy! Teraz zapraszam do stołu. - Wojtek zakończył prezentację swej współpracownicy.

*****************  

Kaja była kompletnie zaskoczona przekazanym jej przez Patrycję poleceniem Wojtka.
- I co ja mam teraz robić? – zapytała z popłochem w oczach.
- Głowa do góry Kaju! Bądź pewna, że twój awans był już "tam na górze” postanowiony w parę dni po waszym tu przyjściu. - Szefowa ochrony mówiła to z pełnym przekonaniem. - Zarówno Wojtek jak i Marta oceniają ludzi i ich predyspozycje bardzo trafnie. Ja przyszłam tu na staż w księgowości, a wylądowałam w tutejszej "policji”… Każ, na przykład, maszerować kobyłkom czwórkami krokiem paradnym, po pół godzinie, zmień ćwiczenia na jakieś rozciągające. Nie bój się! Dowodzić będziesz nie dłużej niż godzinę.
Podbudowana Kaja zaprosiła instruktorki, wydała im polecenia, zmieniając jedynie ćwiczenia dla Sylwii i Gośki na rozluźniający marsz na kołowrocie, ze względu na poprzednio dniową ciężką pracę w gigu.  
- Gośka, popatrz! Czy ja śnię? Twa kumpelka kieruje tu treningiem! Jak babcie-drybcie, cuda, lub ktoś tu zwariował! - Sylwia była niezmiernie zaskoczona – Hej, Kaja! Cho no tu, pogadamy!
- Kobyły nie gadają! - Kaja była wyraźnie zła za stawianie jej w tak niezręcznej sytuacji. - Jeszcze słowo, a każę Cię uciszyć! Przeszkadzasz Gośce prawidłowo wykonać ćwiczenia.
- Nie mędrkuj mała! Nic nie wiesz o życiu a się szarogęsisz! - Sylwia była zła, że nic jej nie wyszło z próby pochwalenia się przed koleżankami swymi znajomościami.
Kaja podchodząc do instruktorki poleciła:  
- Choć jedno słowo, to trzy uderzenia w zad. Nie tolerować niesubordynacji.
Instruktorka skinęła głową.
- I co Kaju? Poderwałaś szejka? Już w gigu… Auuu! Za co bijesz ty krowo! Poskarżę się Adamowi, a nawet Wojtkowi!
Kobyły nie gadają! - prawie równocześnie powiedziały instruktorka i Kaja.

*****************  

Sabina z niepokojem oczekiwała na spotkanie z Wojtkiem i z Martą. Wiedziała, że są jakieś kłopoty związane z Ukrainkami szejkiem i jego sekretarzem. Jak uprzednio chciała, wręcz pragnęła spotkać się i porozmawiać ze swymi właścicielami (jak sądziła), to obecnie chętnie schowałaby się mysią dziurę, aby zejść im z oczu. "Czarna” postanowiła, że nie wyda za nic Ukrainek. Ona sama była skuta i uwiązana do łóżka, więc nie można jej nic zarzucić, a na piętrze to była tylko radosna i wesoła zabawa (sądząc z odgłosów) i niczego nienormalnego nie usłyszała. Marcie może opowiedzieć o korku-bałwanie, Wojtkowi wstydziłaby się opowiadać takie wstydliwe zdarzenia. Zastanawiała się, czy dałaby radę współżyć z Ahmedem. Choć wstydziła się sama przed sobą, rozważając ten problem pojawialo się zawsze pytanie: "Za co?” w znaczeniu "Za ile?”. Nie chodziło o pieniądze, chciała mieć zapewnione pozostanie w Polsce, nawet u Wojtka, nawet jako nałożnica dla jego gości, ale pod jego (a może nawet "ich”) władzą i kontrolą… Krzysztof z rzadka  
pojawiał się w rozważaniach Sabiny. Zwykle z charakterze kogoś nierealnego, dobrego, lecz równocześnie niedostosowanego do dzisiejszego agresywnego świata, w którym bardziej ceni się mocne i sprawne łokcie niż dobre serce… Chciałoby się jednak, aby owe dziwolągi jednak istniały, żeby mając szczęście można było na któregoś trafić...
==============  
* SAMUM – fakt historyczny

c.d.n

Autor: Ramol

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3453 słów i 20656 znaków, zaktualizował 30 paź 2016.

4 komentarze

 
  • merlin

    Ciekawy zwrot akcji. ;) nawet zaskakujący. :question:

  • nefer

    Hej. Zupełnie nowy zwrot akcji, Opowieść kieruje się w stronę polityki, ciekawe, co z tego wszystkiego wyjdzie... Ale ten wybryk "kobyłek" nie może przecież pozostać bezkarny...

  • Ramol

    @nefer Hejka! W twej sadze były już dwa bunty rebelia, agresja... Nie wypomina się jednak kronikarzowi, tego że żył w ciekawych czasach... Nie wiadomo komu/czemu służy osłabienie pozycji pretendentów do władzy... Jestem jedynie obserwatorem i nie zdziwiłoby mnie zbytnio, gdyby te osiem Ukrainek nagle zostało żonami Ahmeda... Miałby dopiero chłop ubaw po pachy!

  • nefer

    @Ramol Jeżeli żonami, to musiałby się podzielić z Omarem  :rotfl:

  • Ramol

    @nefer Między "zalecany" a "dopuszczalny" bywa różnica. Również klasyk imć Chyła śpiewał ciekawą piosenkę "Imiona mojej starej"... A tak serio, Ahmed jest tak skacowany, że na każde pytanie odpowiada jednym słowem:"Pić!" wydoił już pół wiadra wody z kapusty kiszonej, prosząc, aby nikt mu nie opowiadał jak powstaje ten cudowny lek... :drool:

  • nefer

    @Ramol Polacy to lekarze z konieczności, Ukraińcy zapewne też.  ;)

  • Ramol

    @nefer i tu jest pies pogrzebany... Jest powiastka, zamiast pisać o życiu rozumnych ślimaków wyścigowych na planecie Vega, lub o wampirach czosnkolubnych w jaskiniach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, wybrałem sobie obraz Beskidów, Ukraińców i Arabów... Nie zamierzam jednak pisać pracy naukowej o tych regionach. Wyszukuję interesujące anegdoty, staram się obalać egzystujące mity i przybliżać nam Polakom państwa i ludy, które zawsze istniały w naszym pobliżu z wszelkimi konsekwencjami takiego sąsiedztwa... Jak mnie to znudzi, może napiszę coś zatytułowane: "Eskimos na słoniu a sprawa Polska" co może być na prawdę zaskakujące... :jupi:

  • Ramol

    @nefer - Podziwiam Twą sagę, dopieszczenie szczegółów i piękny język, który sprawia, że widzę te opisywane przez Ciebie sceny. Uwagi w uwadze "tu jest pies pogrzebany" nie dotyczą Twego wpisu Zbyszku!

  • nefer

    @Ramol  I ta swojskość tła bardzo się chwali oraz nadaje specyficzny smak Twoim opowiadaniom. A co do mnie, to ja także widzę najpierw te obrazy w głowie, a ich przelewanie na papier/klawiaturę sprawia mi przyjemność. Jednego i drugiego życzę wszystkim Autorom bawiącym się słowami.

  • Szarik

    Dobre, dające szansę na dalszy dynamiczny rozwój interesu. Popraw proszę: Jak duża byłby to obszar ;) I trzymam kciuki za ciąg dalszy. Sabina mnie zaskakuje.

  • Juliaaajl

    Nareszcie! Biorę się do czytania.