Konie cz.V

Nowe, nie publikowane jeszcze odcinki!

Opowiadania niniejszego cyklu były już od paru lat publikowane na dwóch portalach. Niestety nigdy nie udało się zamieścić wszystkich części – portale znikały, lub ograniczały publikowanie opowiadań. Poprzednio wysyłałem króciutkie odcinki (numeracja cyframi arabskimi), obecnie łączę po dwa (co najmniej) i stosuję numerację cyframi rzymskimi. W tekście dokonuję jedynie korekty literówek, reszta pozostaje bez zmian – choć być może, obecnie inaczej bym coś napisał.  

Opowiadanie to, jak cały cykl, jest bajką dla dorosłych, może czasem straszną... Trudno zakwalifikować te opowiadania do któregoś z działów. Jest tu przemoc, seks grupowy, elementy BDSM, lesbijskie, momentami nawet EXTREME.  


Zatem osoby nie lubiące klimatów przemocy w seksie powinny - będąc ostrzeżone - zrezygnować  
z lektury, a jeżeli zdecydują się na czytanie - nie zgłaszać pretensji do Autora i/lub portalu.


Konie V  


- Marto! Przyjdź do mnie najszybciej jak załatwisz najpilniejsze sprawy! Są nowe wiadomości od Wasyla.- jako, że ma pomocnica nie odbierała telefonu, ani krótkofalówki zostawiłem jej taką wiadomość na poczcie głosowej.
Zacząłem opracowywać program wizyty Wasyla wraz z jakimś szejkiem, czy też zaufanym szejka z krajów nad Zatoką Perską. Arab chciał zobaczyć nasze zaprzęgi "ponygirl", zadawał Ukraińcowi masę szczegółowych pytań, aż w końcu Wasyl zapytał mnie telefonicznie, czy zgodzę się pokazać swe rancho ciekawskiemu, zmiana planów w związku z przyjazdem Araba dawała nam dodatkowy tydzień na zorganizowanie wszystkiego. Wasyl ręczył za gościa, że nie będzie żadnych problemów z nim, wystarczy dać mu jedną lub dwie chętne dziewczyny, tłumacza, pokazać zarówno konie wierzchowe jak i wyszkolone dziewczyny. Ów szejk tak napalił się na wyjazd do mojej stadniny,  
że zaprosił Wasyla do siebie i mają z Emiratów przylecieć do Katowic prywatnym odrzutowcem.  
Wasyl obiecał mu jedną ze swych panienek jako "damę do towarzystwa całodobowego" i liczył, że ja dam drugą, aby miał namiastkę haremu.
Zastanawiając się nad zorganizowaniem zarówno egzaminu zaprzęgu na Wschód, jak i rozmów z Arabem zareagowałem dopiero na trzeci lub czwarty dzwonek mej komórki:
- Panie, właśnie skończyłam, będę za trzy minuty! - Marta jak zwykle podawała precyzyjnie czas przyjścia, wiedziała, że o pracy i tak będzie rozmowa podczas uzgodnień, więc nie ma sensu zaczynać rozmowy telefonicznej na ten temat.
Za chwilę dziewczyna weszła do mego gabinetu, stając w rozkroku zameldowała:
- Panie, jestem na Twe żądanie.
- Marto, czy Olga jest jeszcze w kuchni? Jeżeli tak, niech niezwłocznie przyjdzie!
Marta wyszła na moment i wróciła z pokojówką-kucharką.
- Olgo, przygotuj kawę w termosie, podaj jakieś przekąski i zrób kilka kanapek dla nas. Dziś posiedzimy nad papierami parę godzin. Jutro od rana włóż strój pokojówki, w którym zrobiłaś takie wrażenie na panu X! Wszystko jasne?
- Tak, proszę Pana!
Po wyjściu Olgi przekazałem Marcie informacje otrzymane od Wasyla i zadałem pytania:
- Marto, mamy do zorganizowania tłumacza z angielskiego, nałożnicę dla szejka (lub prawie-szejka), chcę mu dać lekki powozik dwuosobowy, aby z tłumaczem mógł być w miarę swobodny na naszym terenie. Na organizację mamy powiedzmy siedem dni. Słucham twych propozycji.
- Panie, ja mówię po angielsku... - zaczęła Marta
- Wróć!- przerwałem jej.- Dla Wasyla, Araba i każdego innego interesanta jesteś moją partnerką! Masz, jak zwykle mawiano o kobietach "z towarzystwa", pięknie wyglądać, pięknie pachnieć i być oddaną partnerką! Abyś zaś nie zapomniała co oznacza dla mnie "partnerstwo" przebierz się odpowiednio do pory i przyjdź tu za pięć minut.
W tym czasie Olga przygotowała lekką kolację, kawę i ustawiła wszystko ławie. Zwróciłem uwagę na jej blond włosy zaczesane do góry w rodzaj koku.
- Rozpuść włosy!
Olga była wyraźnie zaniepokojona.
- Ale ja, proszę Pana... - nie skończyła myśli, przewróciłem ją przez oparcie kanapy zadarłem spódniczkę do góry i wlepiłem kilka mocnych klapsów.
- Pamiętaj na przyszłość: nigdy nie dyskutuj z mymi poleceniami! Za karę przez trzy tygodnie nosisz strój pokojówki, ale bez majtek! Podaj palcat ze ściany i rozpuść włosy!
Dziewczyna ze łzami w oczach podała mi żądany przedmiot i wyjęła z włosów wsuwki podtrzymujące fryzurę.Potrząsnęła głową dla swobodnego ułożenia się jej włosów. Włosy miała wspaniałe: gęste, wypielęgnowane i długie aż do połowy pośladków.
- Abyś nie narzekała, że zlecam ci zbyteczną pracę połóż się na oparciu kanapy, podnieś spódniczkę, spróbujesz smaku palcata. Pamiętaj o podziękowaniu za mą troskę!
Olga drżąc cała i ze łzami w oczach wykonała polecenie.  
- Licz uderzenia!
- Jeden.... ojjj.. Dwa.... jejku, boli.... Trzy. - zakończyłem karanie pokojówki, a ona zdezorientowana czy to już koniec, czy też przerwa jedynie, nie wiedziała czy ma dziękować. Po chwili zdecydowała się.
- Dziękuję Panu za pańską troskę o mnie.
Gdy Olga wychodziła z gabinetu spotkała się w drzwiach z Martą, która bez trudu zorientowała się, że doszło do jakiejś drobnej scysji. Marta ubrana była jedynie w błękitną, prześwitującą niby pelerynkę, pas do pończoch i "opalone" cienkie pończochy. Na stopach miała szpilki pod kolor "ubrania". Nie chcąc zajmować się drobiazgami, gdy są do omówienia poważne problemy, rzuciłem tylko informacyjnie:
- Olga trzy tygodnie w stroju pokojówki, ale bez majtek. Jedzenie dla gości zamówisz w cateringu, pamiętaj o Arabie, u nich świnia jest "nieczysta", podawać będzie Olga, tylko zróbcie jej fryzurę pokazując długość włosów.
- Panie, jej włosy miały być prezentem dla Ciebie na Twe urodziny.
- Stop! Nigdy nie zaczniemy uzgodnień, jak będziemy zbaczać z tematu.- pomimo burkliwego tonu zrobiło mi się przyjemnie i radośnie, że Marta (a może też inne dziewczyny) darzą mnie sympatią pomimo mego trudnego charakteru i chcą sprawić mi miłą niespodziankę.
- Tłumacz? Propozycje? - zapytałem
- Może ktoś z zewnątrz...? - Marta była lekko zagubiona.
- To ostateczność i do tego niebezpieczna. Jesteśmy (mówiąc delikatnie) półlegalnym gospodarstwem... - odparłem.
- Marto, nakaż ochronie niezwłocznie przyprowadzić tu "flisaczki" i Czarną! - dziewczyna bez słowa połączyła się siecią wewnętrzną ze stajnią i ze szkoleniem i po paru minutach żądane kobiety były na miejscu. Gośkę kazałem wprowadzić do środka, Kaję i Sabinę zamknąć w "dybach parkingowych". (było to pięć stanowisk dybów, na tyłach mej rezydencji, w których zamykało się "niewolne" wezwane do biura, aby nie było kłopotu gdzie je przetrzymywać.)
Gośka po raz pierwszy wyszła z części szkoleniowej rancho do mieszkalnej. Jak wszystkie szkolone była naga, miała jedynie wysokie buty na nogach imitujące kopyta końskie i skórzany rękaw krępujący ręce na plecach. Jako, że przyszła na wezwanie nie założono jej uprzęży. Gośka nauczyła się już stawać w rozkroku, wykorzystałem to penetrując jej cipkę. Nie broniła się przed dotykiem, nie widać też było, aby sprawiał jej przyjemność. Ot, konieczność akceptacji fanaberii szefa!
- Marto, opowiedz o szkoleniu tej klaczy, jej wadach i zaletach.- zażądałem.  
- Kobyła trenuje najczęściej z Sylwią, stanowią ładną parę, podobny kolor włosów, wzrost, figura.
Po tak krótkim czasie jestem zadowolona z jej postępów, ale do poziomu Sylwii jest jej jeszcze daleko. - opowiadała Marta.
- W tył zwrot kobyło i pochyl się.- Gośka automatycznie wykonała polecenie. Widać było, że dryl wojskowy panujący podczas szkolenia zaprzęgów zmienił spojrzenie na świat Gośki, poruszanie się zaś w specjalnych butach po parkiecie stanowi dla szkolonej duży problem.
Z zestawu przypraw wziąłem oliwę i polałem rowek pomiędzy pośladkami byłej księgowej, a następnie zacząłem olejem nawilżać odbyt wsadzając początkowo jeden, następnie dwa palce.  
Gośka była na skraju paniki, ale starała się nie prowokować mnie do wymuszenia posłuszeństwa siłą.
- Kobyło, ilu miałaś partnerów i jaki seks uprawialiście?- zapytałem, wiedząc, że odpowiedź będzie dla niej wysoce krępująca, szczególnie gdy była gwałcona palcami w pupę.
- Yyyy... Panie.... dwóch... Jeden w liceum, a drugi po komersie... myślałam, że on na poważnie, ale... - Gośka była całą w pąsach mówiąc to mnie i w obecności Marty.
- Jaki seks kobyło! - powtórzyłem pytanie
- Tylko naturalny, Panie...- Gośka zaczęła łkać ze wstydu.
- Każdy seks jest "naturalny" dla tych co go lubią! Mam Marcie kazać wyjaśnić ci trzcinką treść pytania? Opisz co robiliście! - naciskałem kobietę.
- No... pozycja klas.. misjonarska.... i tyle... - wydusiła z siebie Gośka.
- Rany! Jeszcze chwilę i pobiję tę cnotkę chyba! - udawałem zdenerwowanie. - Loda robiłaś? Oni lizali ci cipę?Byliście oboje nadzy?
- Panie! Nie krzycz proszę! Nie było miłości francuskiej, a Arek, ten w liceum, podniósł mi stanik pod brodę. Drugi chciał szybko i do końca we mnie, ale bał się ciąży... nie interesowało go moje ciało poza... no.. Pan wie...
- Marto. Na razie wstrzymaj sprzedaż tej kobyły do Arabów, zobaczymy jak będzie się dalej rozwijać, w tym tygodniu (o ile sytuacja, lub ona sama nas do tego nie zmuszą) popracuje w zaprzęgu z Sylwią. Oczywiście Sylwia wiodącą klaczą. Wezwij ochronę niech przyprowadzą drugą a ta do swego boksu.
- Panie! Błagam! Nie róbcie krzywdy Kai! Ona mnie tu wspiera jak siostrrraaa.... AUUU! Boli!- to prośbę Gośki przerwały uderzenia trzcinką.
- Pamiętaj, że kobyły nie gadają! - powiedziała chowając trzcinkę Marta. - Takimi nieprzemyślanymi zachowaniami możesz tylko pogorszyć swą lub koleżanki sytuację. Przemyśl to na spokojnie!
Gdy wezwana ochrona wyprowadziła płaczącą Gośkę, Marta kręcąc głową stwierdziła:
- Zmieniła się u nas ta pani księgowa! Zaczyna wykazywać odwagę próbując bronić swej kumpelki. Jest szansa, że dziewczyny będą kiedyś ważne na tym rancho...
- Gośka nie jest brzydka, jest w trzech czwartych dziewicą, no i jest chyba młodsza od ciebie suniu?
I co mam robić? Harem założyć, czy brać najmłodszą, potem zmieniać na jeszcze młodszą? - Marta nic nie odpowiedziała, bo właśnie dziewczyny z ochrony przyprowadziły Kaję.  
Kaja musiała zobaczyć zapłakaną Gośkę, gdyż nie panując nad sobą zaczęła pytanie:
- Czy coś... auuuu! - Marta nie dała jej nawet dokończyć zdania, moja zastępczyni spodziewała się takiej reakcji Kai.
- Czy ta kobyła zawsze musi po swojemu? - zapytałem. - Kobyła do mnie! W tył zwrot, wypnij zad!
Przejeżdżając palcami po wargach sromowych wyczułem wyraźną wilgoć. Nabrałem na palec śluz z cipki, nawilżyłem śluzem anus i wpakowałem w niego brutalnie dwa palce. Kaja jęknęła głośno. Pobawiłem się jej pupą przez chwilę, potem wyszedłem do łazienki umyć ręce. Liczyłem na to, że Marta załagodzi nieco sytuację. Niestety ta zmiana tematu rozmowy znów spadła na mnie. Zrobiłem więc ją po swojemu.
- Co sądzisz o seksie, kobyłko? - zapytałem Kai - Jakie masz doświadczenia, preferencje? Przyjadą do mnie panowie z różnych krajów i będę zobligowany do umilenia im pobytu.
W oczach Kai zobaczyłem strach.
- Nie pytaj o kumpelkę, bo nic nie zyskasz poza razami batem. Słucham cię kobyłko! -kontynuowałem
- Nie jestem dziewicą... do dziś miałam dziewiczą pupę... Lubię być pieszczona po francusku, choć ja sama nie odważyłam się na klasyczne robienie loda. Miałam czterech partnerów. Dwóch pierwszych z ciekawości, potem następni, by nie być wytykaną palcami...
- A z dziewczynami? Z Gośką? - dopytywałem się
- W żadnym wypadku! To nie moja bajka! Z Gochą znamy się od pięciu chyba lat, a pierwszy raz widziałam ją nagą tu na rancho.
- A gdybym to ja kazał ci z dwoma, trzema kobietami umilić mi wieczór, lub na przykład moje imieniny?
- Panie! Ty mnie możesz zmusić... - zaczęła Kaja
- Ale Kaju czy muszę? Czy przemoc byłaby konieczna? - Patrzyłem w oczy stojącej przy mnie dziewczyny oblanej ciemnym rumieńcem.
-Dla twej informacji Kaju: Gośka nie pójdzie do burdelu, może i ty się wymigasz. To oczywiście są prognozy krótkoterminowe! - powiedziałem z półuśmiechem na twarzy.
- Teraz poważnie: podaj dokładnie swe umiejętności! Wszystko! Studia, uprawnienia, kursy szybowcowe, uprawnienia nurka, prawo jazdy na ciągniki, przyczepy itp. Nie ma rzeczy nieważnych! - uściśliłem pytanie
Kaja zaczęła mówić: harcerstwo, jazda konna, pierwsza pomoc, studia na WSE, wspinaczka na skałkach, pilot wycieczek polskich i zagranicznych.
- Uściślij: jakie znasz języki i na jakim poziomie? - zapytała Marta
- Francuski i włoski w mowie i w piśmie sądzę, że na 5; angielski w mowie na 5, w piśmie na 3 może 4. - przekazała Kaja.
- Dokąd jeździłaś z wycieczkami? - drążyłem temat.
- Europa i basem Morza Śródziemnego - odpowiedziała Kaja.
- Czyli Egipt i kraje arabskie też, jak rozumiem? - zapytałem.
- Tak! - odpowiedź dziewczyny była jednoznaczna
- Zatem kobyłko, jak byłby gość - Arab, ty będziesz go oprowadzać/obwozić po terenie naszego rancha, masz być profesjonalnie grzeczna, ale twa cipka i pupa należy tylko do mnie! To ja będę decydować czy?, kiedy?, z kim?, jak?. Jakiekolwiek przekroczenie tej zasady przeniesie cię natychmiast i bezpowrotnie do kobiet wystawionych na sprzedaż. Wyrażam się chyba jasno? - zapytałem.
- Tak Panie! Dziękuję Panie - powiedziała kobyłka
- Marto! Niech ochrona przygna "Czarną" a odprowadzi tę kobyłkę!
- Już idą, Panie! - Marta była o tej porze wyraźnie zmęczona!
- Zjedz coś suniu, napij się nieco kawy, musimy jeszcze rozpracować Sabinę.  
Dziewczyny z ochrony przyprowadziły dawną panią X. traktując ją dość obcesowo. Marta siadła do jedzenia stawiając uprzednio przede mną talerzyk z kanapkami. Czarna obserwowała nas zaniepokojona kompletnym ignorowaniem jej osoby. Po zjedzeniu przez nas posiłku zapytałem Martę w czym leży problem z Sabiną.
- Panie, teraz jest gorzej niż było na początku. Wtedy stawiała się, myśleliśmy, że gdy zrozumie, że nie tędy droga, zacznie z nami współpracować. Ona wyraźnie nie potrafi być kobietą! Podnieca ją chyba wyłącznie gnojenie partnera... nie spotkałam dotąd takiego indywiduum!
- Marto przynieś zestaw, duży zestaw, BDSM, dodatkowo różne zabawki do wkładania paniom...- moje polecenie lekko zaskoczyło pomocnicę, pomimo to, w ciągu pięciu minut, przyniosła żądane przedmioty.  
- Miałaś ciężki dzień suniu! Wybierz sobie swoje ulubione zabawki i postaraj się przy ich pomocy nieco wyluzować. Ja natomiast sprawdzę po raz ostatni Czarną, jak się nie powiedzie sprzedam ją Arabom lub Turkom za pięćdziesiąt dolców. Znudził mnie już temat starej prukwy nie zdatnej do niczego!
Marta ułożyła się tak, aby była dla Sabiny widoczna w lustrze i zaczęła swą zabawę z wibratorami, kulkami gejszy i innymi najdziwniejszymi przyrządami z sexshopu. Czarną podwiesiłem w futrynie drzwi za skrępowane ręce, tak by jej spore, ale już nie tak jędrne piersi zwisały swobodnie. Każdą z nich okręciłem niezbyt mocno sznurem do krępowania, biust poniżej sznura zaczynał przybierać siną barwę. Następnie przewiązałem jej oczy czarną chustą. Marta w tym czasie była już bardzo podniecona, poszedłem do niej, aby uczestniczyć w jej zabawie, wywołało to głośne jęki mej dziewczyny. Na koniec zrobiłem jej minetkę, którą tak uwielbiała, a nie często był czas na taki pełen luz.
Marta powoli dochodziła do siebie, ja zaś zacząłem delikatnie, piórem ptasim bawić się sutkami Czarnej. Liczyłem na to, że zupełnie inne postępowanie z dojrzałą kobietą, przesyconą dominacją i perwersyjnym seksem może coś w Sabinie przełamać. Po chwili dołączyła do mnie Marta, pieszcząc równie delikatnie cipkę, anus i brzuch byłej pani X. Początkowo czarnowłosa dama odbierała nasze zabiegi obojętnie, lecz gdy do piórka dodałem delikatne dmuchanie na brodawki jej oddech wyraźnie przyspieszył...
- Panie! Nie przestawaj, błagam! Ohhh... jeszcze... - Sabina zdawała się być mocno podniecona. Nie byliśmy z Martą pewni, czy to nie jest jakaś ściema, mająca ją osłonić przed sprzedażą, nakazałem na migi mej zastępczyni przygotować trzcinkę, sam wziąłem mocne klipsy do akt i na sygnał równocześnie zacisnąłem klipsy na sutkach Sabiny, a Marta z wielką wprawą uderzyła trzcinką kilkukrotnie cipkę Czarnej. Kobyła wydała okrzyk ni to bólu, ni to strachu zakończony jakby jodłowaniem, po czym zawisła wyczerpana na wygiętych do tyłu i związanych rękach. Dopiero po dobrej chwili zaczęła wracać do rzeczywistości prosząc cichym głosem;
- Pić.... Proszę, pić....
Marta podała jej wodę w kubku a Czarna wypiła łakomie całość.
Po zdjęciu przepaski z oczu i zluzowania wykręconych ramion sprawdziłem cipę opornej kobyły, polecając Marcie również skontrolowanie stopnia podniecenia Sabiny. Naszym zdaniem postęp był wyraźny. Zamocowałem sztucznego fallusa na drzwiach szafki, na odpowiedniej wysokości i kazałem Sabinie pokazać jak robi loda.  
Po tych wszystkich sprawdzianach poinformowałem kobyłę:
- Jak wiesz jesteś moją własnością, więc nie muszę się przed tobą tłumaczyć z niczego. Mam rzeczywiście propozycję sprzedaży ciemnowłosej niewolnicy w średnim wieku dla młodego faceta, którego stać na takie sondażowe fanaberie. Moim zdaniem nie rokuje to zbyt ciekawie dla kobiety. Nie chcąc mieć na sumieniu rodaczki (abstrahując od twych szaleństw), odmówiłem mu na chwilę obecną, gość jednak przyjedzie i ty pójdziesz do niego "do grzania mu pościeli". Facet otrzyma do zabawy też drugą kobietę z innej firmy. Jakakolwiek twa wpadka, a szczególnie przeszkadzająca w mych interesach zakończy naszą znajomość.  
- Marto! Wezwij ochronę i niech wyprowadzą tę dziwkę!  
Po wyjściu Sabiny ze strażniczkami zapytałem Marty:
- Czy aby panienka nie jest mi coś winna?  
Ona zaś pozwoliła zsunąć się swej szatce na podłogę, klęknęła przede mną i zaczęła pięknie pieścić mnie po francusku. Z radością obserwowałem jej błyszczące oczy wpatrzone w mą twarz, jej niespokojne ręce raz pieszczące me pośladki, innym razem ściskające palcami twarde jak kamyczki sutki jej sporych piersi. Długo nie wytrzymałem fachowych działań mej kochanki. Pomimo gwałtownego i obfitego wytrysku Marta zdążyła połknąć cały ładunek spermy chwycony w usta.

*************

Od następnego poranka rozpoczęła się gonitwa w stadninie. Szef na bieżąco pilnował porządku i nie przepuścił żadnego bałaganu, nawet maszyny i powozy musiały w wiatach być ustawione pod sznurek. Wstałam dziś o świcie, aby mieć pół godziny dla siebie przygotować memu Panu śniadanie takie jak lubi oraz dorwać Łukasza. Nasz fryzjer to dobry pracownik, ale mając tyle kobiet pod opieką - ponygirl, biuro, ochrona - oraz co bardziej zalotnych facetów, odnaleźć go po śniadaniu jest bardzo trudno.
Wybrałam numer komórki Łukasza, po chwili zgłosił się:
- Dzień dobry pani Marto. Słucham Szefową!
- Co robisz Łukaszu około ósmej, w pół do dziewiątej?
- Na razie nie mam żadnych planów. A jest coś ciekawego dla mnie?
- Bądź u mnie, ale punktualnie! Dowiesz się!
- Będę! Już jestem ciekaw.
- Zatem czekam na ciebie.
W tym momencie do stołowego wszedł mój Pan.
- Witaj suniu! Nie za wcześnie na ciężką pracę skarbie? O widzę, śniadanie już gotowe! Jesteś przewspaniała Maleńka!
Wojtek zaczął nakładać porcję na talerzyk, przerwał i spojrzał na mnie wyczekująco.
- A ty Marto nie jesz? Zjadłaś wcześniej?  
- Nie Panie. Wiesz przecież, że zawsze czekam na wspólny posiłek, o ile jest to możliwe...
- Nie marudź, siadaj, teraz mamy za wiele do zrobienia! Zauważyłem większy ruch na rancho. Czy to twa zasługa?
- Zatrzymałam nocną zmianę na dwie dodatkowe godziny, aby sprzątnęli dokładnie swe rejony i zgłosili do mnie ewentualne braki, uszkodzenia itp. Także poranna zmiana dwie godziny ma na sprawdzenie uszkodzeń i braków w pozostałych miejscach, trzy kobiety wysłałam do Myśliwskiego Domku, aby wytarły kurze i sprawdziły całość. Chcę mieć pod koniec tygodnia jedynie odkurzenie i wstawienie kwiatów w pokojach gościnnych. Na ósmą ma przyjść Łukasz, przedyskutuję z nim uczesanie Olgi i Czarnej. Czy Pan ma jakieś zalecenia w tej sprawie?
- Wiesz, że nie bardzo wiem o czym mówię. Moja wizja: bez ścinania włosów, Olga może w stylu Gessler, Sabina z ostrym makijażem jak hurysa jakaś lub dama z haremu. Ma być niezapomniana, jeżeli przez wulgarny wygląd, to mnie to nie przeszkadza. Ma się Arabowi i Wasylowi podobać! Kobiet w zaprzęgach nie udziwniajcie: na głowach końskie ogony, w zadkach plugi z naturalnymi włosami właścicielek, musicie coś dla Gośki wymyślić.
- Acha, Marto! Kto będzie szkolił Kaję na przewodnika? - zapytał Wojtek po chwili milczenia.
- Panie, chciałam to osobiście Kai przekazać... Wiesz Panie, że są tematy, których nie powinna poruszać, chciałam ją na to uczulić i odsyłać z pytaniami do Pana lub do mnie, z racji, że jest tu krótko i nie wszystko wie.
- Bardzo mądrze... Tylko bądź tak miła i bierz tego Araba na siebie... - w oczach Wojtka pojawiły się znane też z polityki "kurwiki" - a spróbuj tylko mu na to pozwolić!
Serdecznie roześmialiśmy się oboje. Jak ja mam nie kochać tego człowieka?
Po śniadaniu Pan poszedł na plac ćwiczeń, gdzie trenowały zarówno dziewczyny ze Wschodu jak i nasze rodzime kursantki. Obecność szefa jak zwykle podnosiła zarówno wymagania instruktorek jak i zaangażowanie kursantek. W grupie początkujących kobyłek była też Czarna.
Po uprzątnięciu kuchni wyszłam na zewnątrz sprawdzając dokładność sprzątania, nakazałam uprzątnąć dwie stare beczki plastikowe służące za pojemniki na odpady w warsztacie mechanicznym. Na miejsce tej pięcioletniej chyba prowizorki wydałam z magazynku nowy pojemnik metalowy. Spostrzegłam Łukasza biegnącego w moim kierunku. Odruchowo spojrzałam na zegarek. No tak! Dochodziła już 8.30.
Weszliśmy do biura. Przechodząc obok kuchni zawołałam kucharkę:
-Olgo! Pokaż się jak wyglądasz!
Po chwili dziewczyna cała w pąsach wyszła do nas.
- Obróć się! Chcę wiedzieć, czy nie pomyliłaś się podczas ubierania. Pochyl się i złap się za kostki!
Łukasz z doświadczenia wiedział, że lepiej się nie odzywać w niejasnych sytuacjach. Na widok kształtnej gołej pupy Olgi gwizdnął tylko cicho, po czym spojrzał na mnie z niepokojem.
- Widzę, że wszystko zgodnie z poleceniem. Bez majtek, właściwa sukienka. Jest OK!
Po sprawdzeniu wykonania polecenia przez Olgę zwróciłam się do fryzjera:
- Łukaszu, wziąłeś ten swój przemądry tablet ze sobą? - zapytałam.
- Mam. Chyba domyślam się w czym problem. Czy chodzi o Olgę? - zapytał łepski fryzjer.
- Nie tylko. O Czarną też! - odpowiedziałam i przekazałam Łukaszowi treść rozmowy z pryncypałem. Chłopak włączył swój tablet i pokazał mi na nim kilka propozycji uczesania Olgi. Po dyskusji wybraliśmy wersję z włosami spiętymi z tyłu głowy i swobodnie spadającymi na plecy dziewczyny. Chodziło o to, aby fryzura nie przeszkadzała Oldze w podawaniu posiłków.
Sprawa z Sabiną była bardziej skomplikowana. Przygotowaliśmy cztery propozycje, które chciałam skonsultować z Panem. Obawiałam się co prawda, że szef powie "Od tego jesteś suniu, aby zadecydować, ja się na tym nie znam i nie chcę się znać!".
Przeglądnęłam jeszcze raz nasze propozycje. Zdecydowałam się na dwie fryzury. Do pomocy Oldze Sabina będzie uczesana do góry w ten sposób, że praktycznie jednym ruchem może rozpuścić swe włosy, na wieczór zaś - dość pretensjonalną fryzurę - rozpuszczone włosy i nad uchem wpięte żywe kwiaty. Ostateczną decyzję przekazałam Łukaszowi.
Tradycyjnie o dziesiątej Pan przychodził na kawę, jako, że dochodziła już ta pora włączyłam ekspres do kawy.
- Jakie wyniki konferencji z Łukaszem? Co ustaliliście ostatecznie suniu? - zapytał Pan.
Przekazałam nasze pomysły, pokazałam symulacje komputerowe wyglądu obu kobiet. Szef chwilkę zastanawiał się i w końcu powiedział:
- Marto wiesz czego mi brakuje niekiedy u ciebie?
Pokręciłam zakłopotana głową nie spodziewając się tak zaskakującej zmiany tematu. Zrobiło mi się bardzo przykro. Pan zauważył łzy pojawiające się w mych oczach, przyciągnął mnie do siebie i serdecznie pocałował.  
- W tym towarzystwie ideałem jestem jedynie ja! - mówiąc to uśmiechał się w charakterystyczny dla siebie sposób, gdy udało mu się wyprowadzić kogoś w pole. - Ty, Maleńka jesteś PRAWIE doskonała. Czasem chciałbym, abyś miała długie warkocze, za które bym trzymał podczas naszego zbliżenia "na pieska"! Ależ wspaniale mógłbym wtedy kierować twym zachowaniem! A tak poważnie. Niech Łukasz zrobi symulację komputerową Sabiny z warkoczami (oj będą grubaśne, bo włosy ma piękne), a Ty zapytasz... albo nie! Lepiej będzie, gdy ja zapytam Araba co sądzi o takim powożeniu.
- Podaj suniu swemu staremu panu wreszcie tę kawę, bo wchodzisz na jakieś dziwne tematy a pan czeka i czeka!
Znów jak zwykle wyszło na to, że wszystko to moja wina, że nie dbam o Pana... ale niech tam! I tak chcę być z nim!

************

Gośkę obudził niezwykły poranny ruch w stajni szkolonych. Masztalerze w raz ze stajennymi sprawdzali dokładnie przypisane im rejony, zapisywali wszelkie braki i uszkodzenia. Adam - masztalerz opiekujący się rejonem, w którym przebywały flisaczki, Sylwia i pięć innych kobiet -
wszedł na korytarz oddziału głośno witając dziewczyny:
- Kobyłki witajcie w tym wspaniałym dniu! Wszystko sprawne? Macie jakieś uwagi?
Sylwia w swym stylu odparła natychmiast:
- Same problemy! Ręce związane, piczka swędzi, nie ma chętnego ani do podrapania, ani do okładów z języka!
- Zaraz ci chłopcy suchego jałowca przyniosą, skończysz wreszcie ten temat erotomanko! - odpowiedział bez zastanowienia Adam.
- Panie Adamie. Górne okna nie otwierają się. Zerwana jest chyba zawleczka, lub kołek przy dźwigni na ramie okna. - Kaja spokojnie opisała uszkodzenie dające się dziewczynom we znaki podczas upałów.
- Pokaż, gdzie to uszkodzenie jest? - polecił masztalerz.
- Górne okno pomiędzy Gośką a Sylwią.
- Widzę! Patryk! - zawołał stajennego. - Nie zauważyłeś tej awarii? - wskazał na uszkodzone okno.
- Eeee tam! Taki drobiazg! Są inne okna do otwierania przecież! - Chłopak był znany z lenistwa oraz z predyspozycji do znajdowania wymówek.
- Kochanieńki! - zwrot ten w ustach Adama świadczył o bliskim wybuchu gniewu. - Masz trzy minuty na ostateczną naprawę. Żadne tam sznurki, gwoździe czy spinacze biurowe. Osobiście sprawdzę! Za każdą kolejną minutę leci ci część premii!
- Co oni wszyscy tak świrują? - Sylwia zwróciła się z pytaniem do Gośki.
- Do końca nie wiem. - Gocha mówiła prawdę. - Wygląda na przyjazd jakiś VIP-ów. Może Kaja potrafi coś więcej powiedzieć? Była po mnie i siedziała chyba dwa razy dłużej niż ja.
- Przyjeżdżają amatorzy ponygirl z Ukrainy i z Emiratów Arabskich. Wygląda na to, że wy dwie - spojrzała na koleżankę i jej partnerkę w zaprzęgu - będziecie służyć za taryfę dla Araba na terenie rancha. Mają przylecieć za parę dni prywatnym odrzutowcem Araba.
- Skąd to tak dokładnie wiesz? Robisz za konsultantkę Wojtka? - w głosie Sylwii była i kpina i niedowierzanie.
- Gocha pytała, odpowiedziałam jej. Nie byłam zobowiązana do zachowania tajemnicy, mówiłam więc wam wszystkim. - Kaja dała do zrozumienia, że zachowanie Sylwii jest dla niej obraźliwe.
- Zaraz, zaraz! - Sylwia zwróciła dopiero teraz na coś uwagę. - To ten Arab jest tak ładowany, że lata swym własnym odrzutowcem? A kochanki lub żony nie potrzebuje przypadkiem?
- Za późno zaskoczyłaś. Casting na "panią arabową" już się odbył. Jury wybrało dwie kobiety. - Kaja nie darowała sobie drobnej złośliwostki.  
- Powiedz Kaju, które będą go zaspakajać? - Sylwia była wielce zainteresowana tym tematem.
- Kochana! Nie jestem upoważniona do opowiadania o tym, co przypadkowo usłyszałam w biurze, sama nie puszczę się z Arabem (chyba, że pod przymusem). - Kaja niechętnie odpowiadała Sylwii.
- Cisza dziewczyny! Słychać was za granicą! Kaju zbieraj się! Trening pod wodzą szefowej! Nie zbłaźnij się tylko przed panią Martą! - Adam mówiąc to zapinał Kai wszystkie niezbędne paski uprzęży. Dziewczyna była nieco zdezorientowana. Spodziewała się wspólnego spaceru a nie pracy w zaprzęgu.
- Miłej przebieżki Kaju! - to Gośka życzyła kumpelce powodzenia
- Ode mnie też! - Sylwia dołączyła się do życzeń - Dowiedz się czegoś więcej w wiadomej sprawie!
- To ja wam powiem! - zaśmiał się Adam - Będziecie ćwiczyć w gigu z obciążeniem stu sześćdziesięciu kilogramów "w wiadomej sprawie"! Wysikać się, ćwiczenie może trwać do zmroku.

************

Po wieczornym spotkaniu z Wojtkiem i tą zdzirą nie mogę zasnąć. Nie było dla mnie ani jednego dobrego słowa, nikt nie zwrócił się do mnie po imieniu "Sabino". Ten cały szef potraktował mnie jak tanią dziwkę, dziurę do wsadzania... a nawet jeszcze gorzej! Potem ta informacja, może ostrzeżenie... W krajach arabskich bywaliśmy z Krzysztofem praktycznie co roku. Są tam wspaniali, piękni i sprawni kochankowie, za parę zielonych zrobią wszystko czego zapragniesz... Ale jechać tam jako... no jako kto? Kochanka, dziwka, cichodajka? Nie ma się żadnych praw. Mężczyzna może zrobić co chce, zgłosić na ichną policję, zawsze znajdą jakiś paragraf, aby wsadzić do więzienia... Można się wyłgać, tylko to kosztuje... A za mnie nikt nie zapłaci... Ten Wojtek na początku wymyślał mi, ale stale był gdzieś na horyzoncie. A dziś co? Pół godziny wisiałam w drzwiach a on jadł, potem pieścił tę swą lafiryndę... Chłop wie jak to się robi! Mnie praktycznie nie dotknął palcem, potrafił po raz pierwszy od wielu lat dać mi orgazm. Miewałam kiedyś mocniejsze, potem spotykałam się okazjonalnie z facetami na szybki seks bez zobowiązań... Potem był Krzysztof, którego nie doceniłam... Wariactwa w ostatnich latach nie chcę nawet wspominać... Kupił mnie ten Wojtek, na co mu jestem potrzebna? Nie pojmuję! Robiłam wszystko, aby mnie znienawidził, a on uparł się jak muł jakiś... Z sześć osób zajmowało się mym kroczem, wymyślali jakieś maszyny... Teraz sam szef wziął się za mnie, doprowadził mnie do orgazmu, chciałam jego ciepła, choć jednego dobrego słowa... Wodę podała mi jego dupa, a on sam nazwał i potraktował mnie jak dziwkę i zagroził sprzedaniem za pięćdziesiąt dolarów... Czy to jest normalne?
- "Czarna" a ty co? Jak zwykle masz wszystko... w... dupie? - Kuba aż zapowietrzył się z nerwów. - Wszyscy latają jak wojsko przed przysięgą a ta niedojda leży i przez sen płacze!

c.d.n.

Autor: Ramol

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5670 słów i 31873 znaków, zaktualizował 20 paź 2016.

4 komentarze

 
  • agness

    Wow, teraz rozumiem o czym mówiłeś ;) pozwól, że skorzystam z Twoich własnych słów - drani czerpiących radość z cierpienia bliźnich, no fiołkiem to rzeczywiście nie jesteś, a nawet rosiczką ;)  Ogólnie niezłe :lol2:

  • Szarik

    Świetne. Sprzedaję butelki i buduję stadninę, zainspirowałeś mnie. Przy pierwszej części byłem przeciwny przemocy, ale z każdą kolejną zmieniam spojrzenie na ten temat, ale w Twoim wydaniu. Pisz dalej.

  • Ramol

    @Szarik - wszystkim nie dogodzisz! Spójrz poniżej: tak ważna osoba nie ma ochoty nawet na "wczasy pod gruszą" w mym rancho! Jestem na skraju załamania!!! :sad:

  • Szarik

    @Ramol myślę, że to tylko kokieteria. Można powoli pomyśleć o sieci ośrodków wczasowych ;)

  • Ramol

    @Szarik - to jest przednia myśl! prezesurę rady nadzorczej oraz zostanie twarzą  Może Pani Miłościwie nam Panującej zaproponować prezesurę Rady Nadzorczej i aby została Twarzą Przedsiębiorstwa...  :bravo:

  • Szarik

    @Ramol tylko nie mów głośno, że zgodnie z zasadami korpo, w pakiecie jest darmowy turnus, zostaw to na punkt z gwiazdką. W końcu należy znać firmę od podszewki ;)

  • nienasycona

    @Szarik, Chłopaki, o to za szepty za moimi plecami? Hę? :D

  • Szarik

    @nienasycona Jakie szepty? Otwarta wymiana poglądów :D

  • nienasycona

    @Szarik, o mnie beze mnie?:P Godzi się?:)Łobuzy i tyle:)

  • Anonim-nie-do-końca

    @Ramol Nie pierwszy raz.

  • Szarik

    @nienasycona ech, za dobre serca łobuzy ... ranisz nas do głębi. Traumę mieć będziemy, że naszych wysiłków, w zapewnieniu Ci satysfakcji nie doceniasz.

  • Anonim-nie-do-końca

    @Szarik I koniec.

  • nienasycona

    @Szarik, lubię Was obu, więc mi tu nie marudzić, tylko rozpieszczać mnie dalej:P

  • Szarik

    @nienasycona też proponujemy darmowy turnus :D a w bonusie posadę w zarządzie :D

  • nienasycona

    @Szarik, mam swoje warunki...

  • Szarik

    @nienasycona ależ oczywiście, pozwolimy otworzyć Ci na licencji ośrodek o przeciwnych proporcjach ;)

  • nienasycona

    @Szarik, ja się na dominę chyba nie nadaję...

  • Szarik

    @nienasycona po szkoleniu, kto wie ... ;) Czyli na kiedy zarezerwować Ci miejsce?

  • nienasycona

    @Szarik, ale to ranczo Ramola, co się tak szarogęsisz?:P

  • Szarik

    @nienasycona otwieram drugie, bliżej Ciebie jakby co, podjąłem samorzutnie negocjacje w jego imieniu, myślę, że nie będzie miał mi tego za złe, gdy się stawisz w progu :D

  • nienasycona

    @Szarik, załatw mi, by pozwolił mi rozpuścić Shoguna jak dziadowski bicz i stoi:P

  • Szarik

    @nienasycona zapewne wymagasz niemożliwego by zniechęcić w działaniu, rękę pomocną odtrącasz ...

  • Ramol

    @nienasycona - WRRRRRRRRRRRRR!!!! :whip: Niedoczekanie Twoje! Za to dwa komplety myszek i jedną na wpół zżartą przez kocięta łasiczkę mogę zaraz Ci wysłać!

  • nienasycona

    @Ramol, właśnie się zastanawiałam, czy gdybym z gniazda podprowadziła małą kunę, to dałaby się oswoić...jak myślisz?

  • Ramol

    @nienasycona - każdego ze stworów można oswoić (mając cierpliwość, wiedzę, czas i osobnika w odpowiednim wieku). Doszły mnie słuchy, że niektóre Panie chwalą się rzekomym sukcesem w oswajaniu facetów. W to jednak nie wierzę! Problemy: zakaz pozbawiania wolności dzikich zwierząt (trzy generacje żyjące w niewoli >w hodowli< jak wolisz, dopiero pozwalają czwartej żyć w hodowli bez uzyskania zezwoleń od władz); Kuna jako średni drapieżnik jest dość niewdzięczny w oswajaniu, może też narobić sporo szkód (ptactwo, koty, małe psy, króliki itp). W średniowieczu (koty były uznawane za kumpli szatana i czarownic) z myszami walczyły chyba dobrze - łasiczki. Stąd też słynna "Dama z łazuką" (jak twierdziły dzieci w szkole.

  • nienasycona

    @Ramol, hmm, mój mówi, że z tymi moimi przeczuciami, ongiś spalono by mnie na stosie, więc coś w tym jest:P Ale masz rację- nie wolno mi przygarnąć takiego stworzonka.

  • nienasycona

    Bardzo  mi się  podobało. Znakomicie sobie poradziłeś z narracją Szefowej. Ja chyba bym się  nie nadawała do takiej stadniny- sine piersi i koszmar-nie dyskutuj. Cóż -wsi spokoja....

  • Ramol

    @nienasycona z radością czytam, że podobało Ci się o Pani! Nie znam takiego kamikadze, który odważyłby się zaproponować Ci chociażby wczasy w takiej stadninie...  :drool:

  • nienasycona

    @Ramol, ja też nie znam:P

  • nefer

    Sceny z codziennego życia stadniny, plus "malowanie trawy"  :rotfl:  Zabawne i takie żywe. Czekam na przyjazd tych VIP-ów.

  • Ramol

    @nefer - chyba każda hodowla (może poza hodowlą gupików) wymagająca współpracy wielu ludzi musi opierać się na wzorach wojskowych. A gdy chcemy tam dodatkowo wpuścić uczennice lub raczej powiedzmy "studentki" z racji wieku, to hierarchia wojskowa traci swą elastyczność i funkcjonalność! Mówi się przecież: "Gdzie diabeł nie może..." itd. "Malowanie trawy" lub wycinanie "mleczy" na zieleńcach niezbędnikami to dla pań nic zaskakującego...