Konie III

Opowiadania niniejszego cyklu były już od paru lat publikowane na dwóch portalach. Niestety nigdy nie udało się zamieścić wszystkich części – portale znikały, lub ograniczały publikowanie opowiadań. Poprzednio wysyłałem króciutkie odcinki (numeracja cyframi arabskimi), obecnie łączę po dwa (co najmniej) i stosuję numerację cyframi rzymskimi. W tekście dokonuję jedynie korekty literówek, reszta pozostaje bez zmian – choć być może, obecnie inaczej bym coś  napisał.  

Opowiadanie to, jak cały cykl, jest bajką dla dorosłych, może czasem straszną... Trudno zakwalifikować te opowiadania do któregoś z działów.  Jest tu przemoc, seks grupowy, elementy BDSM, lesbijskie, momentami nawet EXTREME.  


Zatem osoby nie lubiące klimatów przemocy w seksie powinny - będąc ostrzeżone - zrezygnować z lektury, a jeżeli zdecydują się na czytanie - nie zgłaszać pretensji do Autora i portalu.





Konie cz. III

Odprowadziłem Krzysztofa do jego pokoju, ustaliliśmy jeszcze parę szczegółów szkolenia Sabiny   i poszedłem do siebie. Tuż za progiem pokoju oświetlonego chińskimi lampionami klęczały nago obie dziewczyny z opuszczonymi oczami. Wszedłem i zmęczony usiadłem na stołku w przedpokoju. Marta podeszła i na klęczkach, zdjęła mi buty i podała klapki domowe. W tym czasie Olga przygotowała kąpiel w dużej wannie narożnej. Rozebrałem się i z zadowoleniem wszedłem do wanny. Dziewczyny zaczęły mnie myć, robiły to wspólnie po raz pierwszy, lecz nie widać było nieporozumień. Wstałem, aby umożliwić umycie „strefy slipów” - trawersując słownictwo z reklam. Powstrzymałem Martę:
- Pozwól Oldze to zrobić! Świetnie zagrała nową panią X. - pokojóweczka z wyraźnym skrępowaniem namydliła gąbkę i zaczęła delikatnie myć me klejnoty.... - Dokładniej umyjesz dłońmi – rzuciłem, aby jeszcze bardziej ją zawstydzić.  
Wykąpany, wytarty przeszedłem do sypialni. Olgę gestem zaprosiłem, aby siadła u moich stóp, a Marcie wzrokiem wskazałem barek.
- Koniak, wino? - zapytała patrząc na mnie.
- Wybierz Olgo! - powiedziałem do zaskoczonej dziewczyny.
- Nie wiem, proszę pana..... - powiedziała coraz bardziej zaskoczona.
- Podaj suniu dwa koniaki i czekaj na następne polecenia! - moje słowa zaskoczyły Olgę, a i Marta zaczęła zdradzać zaniepokojenie.
- Opowiadaj o sobie młoda suczko – powiedziałem sadzając zaskoczoną Olgę na taborecie i przywołując gestem Martę – Wyliż ją!
Olga urywanym głosem zaczęła bredzić coś o szkołach itd.. Mówiła urywanymi zdaniami, widać było, że pieszczoty Marty wytrącają ją z równowagi. Ściskając w palcach sutek jej prawej piersi przerwałem spokojnie to bajdurzenie:
- Opowiedz o swych doświadczeniach erotycznych, to mnie interesuje w tej chwili.  
- Jestem dziewicą......... raz tylko byłam pieszczona przez kobietę....... pieściła moją pupę – Olga była wręcz purpurowa ze wstydu....
Zaczynałem kojarzyć pewne fakty..... układanka zaczynała być czytelna.  
- Marto, czy ładnie uwodzić i deprawować dziewice? - zapytałem klęczącej pomiędzy udami Olgi suni – Domyślam się zarówno przyczyn jak i twych planów. Nie potępiam inicjatywy, ale nikt nie będzie mnie uszczęśliwiał za moimi plecami! Olgo idź do siebie, nie jest to twoja wina. Suko! Wejdź w dyby i czekaj na mnie!
Olga spoglądając ze strachem na Martę i zasłaniając swe piersi i krocze, drobnym truchcikiem wybiegła z pokoju. W tym czasie Marta wyszła przed dom, zaświeciła światło i włożyła szyję i dłonie w dyby. Przyszedłem i bez sprawdzenia zablokowałem urządzenie. Byłem pewien, że zrobiła to dobrze.
- Posłuchaj! Masz tu i władzę i moje zaufanie. Jesteś moją sunią, moją kobietą..... Nie jesteś... może inaczej: do dziś twa pozycja nie była zagrożona! Widząc moje zainteresowanie panną M szkoloną w zeszłym roku przez dwa miesiące, sprowadziłaś wówczas nową dziewczynę do biura. Nie była zbyt rozgarnięta i zaproponowałaś ją jako pokojówkę-kucharkę. Parę razy stroiłaś ją wyzywająco i podsuwałaś mi pod nos.... Mamy sporo roboty, nie mam ochoty na dodatkową szarpaninę z tobą. W chwili obecnej masz już nie jedną a dwie żółte kartki i twoja przyszłość jest więcej niż niepewna! Teraz cię nie ukarzę. Do jutra, do 12, podasz mi propozycję swej kary (nie proponuj chłosty lub innych dupereli, bo wiesz, że nie o to chodzi). Jeżeli twa kara będzie dotkliwa, przyniesie mi korzyść i dodatkowo mnie pozytywnie zaskoczy, zostajesz. Jeżeli nie........... - nie dokończyłem zdania. Wyciągnąłem z kieszeni mój monogram WL na klipsie.  
- Oddasz mi go, gdy zaakceptuję twój pomysł – inaczej dostaniesz jeszcze kilka ozdób tego rodzaju – powiedziałem przypinając klips do sutka dziewczyny. Wszystkie szkolone przeze mnie klacze miały w sutkach i łechtaczce a niekiedy i w wargach sromowych kolczyki z literami WL.
Otworzyłem blokadę dybów i nie patrząc na dziewczynę poszedłem spać.


**********

Wstał dzień wietrzny i spadł przelotny deszczyk. Podająca śniadanie Marta miała lekko zaczerwienione oczy, a pod cienką bluzeczką dumnie sterczały jej piersi – stanik nosiła od wielkiego dzwonu. Na lewej piersi wyraźnie odznaczał się klips.
- Jak szkolimy nowe: wioślarki i Sabinę – zapytała Marta.
- Weźmiemy wszystkie razem na obchód naszych atrakcji, potem Kaja do kołowrotu, Sabinę dasz do czyszczenia stajni  i ma tam być między końmi wiązana nago, stajenny może ją jedynie obmacywać i chłostać i niech robi to możliwie brutalnie wymagając każdorazowo podziękowania. Poobserwuj Gośkę. Czy ma szanse być dobra, czy tylko klaczą na odsprzedanie. - zakończyłem cicho.
- W parze ze mną? - równie cicho retorycznie zapytała dziewczyna.  

*********


- Ja w dybach, nago i z sinymi pręgami na całym ciele! - Sabina nie mogła wciąż uwierzyć i pogodzić się ze swą sytuacją. Delikatnie ugięła nogi w kolanach chcąc ulżyć stopom ....
- O ranyyyy, o booooo..!! - jak smagnięcie żywym ogniem odczuła porażenie prądem w brzuch, zarazem jej krzyk spowodował uderzenie prądem w szyję od zapiętej przez sukę-Martę obroży. Zatem musiała stać do czasu wyswobodzenia jej z dybów na palcach i nie wolno jej było wydać żadnego dźwięku.
- Dobrze, że chociaż nie sama cierpię! - czarnula pobita batem cichutko popłakiwała,  a ta mniejsza, dotychczas hołubiona z lekka przez koniucha rzucała się w dybach w rytm tak swych podnieceń jak i elektrowstrząsów blokujących orgazmy. W swej masce p-gaz wyglądała jak podrygujący w takt muzyki słoń, lub jakiś stwór przedpotopowy. Tak! Cierpienie innych koiło nieco ból duszy Sabiny!
Każde leciutkie zapomnienie się powodowało super bolesne porażenie jej delikatnej skóry w dole brzucha, lecz pilnowała się starannie, aby krzykiem nie potęgować cierpień i do rana jej obroża nie poraziła jej już więcej.
Sabina z wysiłku i ze zmęczenia popadała co chwilę w półsen, senne majaki ... Miała przed oczami i prawie czuła jak na jawie, zeszłotygodniowe szaleństwa z młodymi mężczyznami w domku weekendowym nad Soliną. Mężczyźni – całkowicie jej ulegli – w obrożach i często z korkami analnymi sterczącymi pomiędzy pośladkami, dogadzali jej w sposób przez nią wymyślony... Ostatnio Jakub i Rysiek wisieli na pergoli w ogrodzie zawieszeni na zgiętych w kolanach nogach i na takiej wysokości, ze ich fallusy były na wysokości jej twarzy. Podchodziła raz do jednego, następnie do drugiego i uczyła ich pieścić jej cipkę stosując się do poleceń przekazywanych przez nią poprzez przeginanie ich sterczących fiutów, tak jakby były to joysticki w konsoli gier. Rysiek szybciej połapał się w znaczeniu sygnałów, Kubę musiała kilkakrotnie obsikać po twarzy celem „przemycia styków dla lepszego kontaktu” jak mu mówiła. Aż przykucnęła leciutko  na te miłe wspomnienia... Ostry ból porażającego jej podbrzusze prądu przywrócił dawnej pani X poczucie rzeczywistości...
- Ja wiszę tu bojąc się ruszyć, a ten garkotłuk jest pieszczony, być może w moim łóżku, przez Krzycha... - pomyślała z żalem. - Dobrze nam niekiedy było, nie jest on co prawda wirtuozem w pieszczotach, ale rzetelnym rzemieślnikiem ujmującym dużą dozą czułości.... Może nie doceniła kiedyś tego spokoju, może strach przed starością, pojawiające się zmarszczki, pierwsze siwe włosy, może to wszystko spowodowało potworny głód seksu i to perwersyjnego i z bardzo młodymi partnerami.... Obraz jej męża pieszczącego ustami cipkę pokojówki i zachęcającego partnerkę do wzajemnych pieszczot poprzez ułożenie kochanków w pozycji 69 wywołał u Sabiny żal, złość i chęć zemsty..... kolejne „kopnięcie” w obolałą już skórę podbrzusza zaś, wprowadziło ją po raz pierwszy od wielu lat w stan załamania prawie i braku pomysłu na rozwiązanie obecnej sytuacji.


*************


W ambulatorium – zwanym tak ze względu na zabiegi przeprowadzane tam na koniach -
panowała ciężka atmosfera: wszystkie pensjonariuszki w dybach z tym, że Kaja dodatkowo w masce i z wibratorami a Sabina zmuszona do stania na palcach przez „elektrycznego pastucha” zamontowanego pod jej brzuchem. Kaja była już półprzytomna a Sabina dostawała chyba skurczy łydek i ud.  
Sabina zaczęła użalać się nad sobą i może byłaby się rozkleiła zupełnie, lecz z tego stanu wyrwało  ją wejście Wojtka i Marty...  
- Witam panie w tak pięknym dla was dniu. Marto wyłącz urządzenia Kai i Sabci, i zaprowadź kolejno do toalety. - polecenie „zaprowadź” było dość mylące, gdyż dyby połączone z podłogą z desek można było przepychać na małych kółkach. Same dyby – po odblokowaniu – obracały się na osi umożliwiając zakutej w nie osobie kucnięcie (w dość niewygodnej co prawda) pozycji. Otwór w podłodze dybów załatwiał sprawę do końca.
Z mojego tradycyjnego miejsca mogłem dokładnie obserwować załatwiające się kobiety, co sprawiało im dodatkową trudność. Było widać, że Kaja jest na skraju wyczerpania tak fizycznego jak i psychicznego. Poczekałem na załatwienie się wszystkich trzech pensjonariuszek, po czym poleciłem:
- Niech Sabina umyje dokładnie obie dziewczyny! Ma robić to delikatnie! Potem stosownie do jej działania umyj ją Marto! - me słowa wywołały wyraźne obrzydzenie w „damie X”, ale obroża oszczędziła mi wysłuchania jej komentarza. - Idę do biura, przyjdź tam jak skończysz z nimi. - poleciłem mej pomocnicy.


Polecenie załatwienia się na oczach siedzącego jak w teatrze, ubranego i  radosnego mężczyzny była bardzo upokarzająca,  a i Marta postępowała z więźniarkami jak z rzeczami i ponaglała poszturchiwaniem do szybszego wypróżnienia się.  
- Wojtek wychodząc nakazał Marcie, abym podmyła te dwie debilki, dobra zrobię to, choć wyczuwam w tym poleceniu chęć upodlenia mnie! - pomyślała Sabina nie chcąc zaogniać sytuacji i wiedząc, że tutaj nie wygra z nimi... "teraz"... jak stale sobie powtarzała.
- No zaraz Marta mnie uwolni, poruszam rękami... - marzyła Sabina. Nie zdawała sobie sprawy jak się myli!
Marta po uwolnieniu jej rąk z dybów szybkim ruchem wykręciła je do tyłu i skuła na plecach kajdankami, następnie owinęła sobie długie włosy wokół ręki dla lepszego uchwytu i pociągnęła kobietę w kierunku Gośki. Opryskiwaczem do zraszania kwiatków lekko spryskała pośladki i krocze dziewczyny i poleciła Sabinie:
- Liż do czysta!
- Miałam myć! Tak Wojtek mówił! Nie jesteś tu bogiem, suko! - oburzenie Sabiny nie miało granic, słowa mówiła nienawistnie lecz szeptem, aby nie uruchomić obroży.
Świst trzcinki i piekący ból pleców, kilkanaście szybkich uderzeń... Sabina stłumiła okrzyk pamiętając o obroży... Usłyszała lekko łamiący się głos Marty:
- Nie dla ciebie jestem suką, a bogiem nigdy być nie chciałam... zaraz jednak wyliżesz do czysta obie panie i będziesz prosić o jeszcze, gdy zechcę! - w głosie Marty nie było nienawiści, słychać było zmęczenie, niepewność...
Sabina poczuła w pochwie zimny obły przedmiot, paski podtrzymujące zostały zapięte jak na kobyle... Klepnięcie w tyłek i spokojny głos Marty:
- „Próba mikrofonu, lizaczko”  
Znany, obezwładniający ból powalił Sabinę na beton.... TO TEN PARALIZATOR!! Kobieta znająca ten „wynalazek” wpadła w panikę!
- Teraz ładnie poprosisz o możliwość wylizania koleżanek! - spokojny głos Marty jeszcze nie zakończył zdania gdy kolejny elektrowstrząs obezwładnił Sabinę.
- Widzę, że wolisz stymulację cipki! Masz osobliwe upodobania, ale o gustach nie dyskutuję... - Marta ponownie nacisnęła guzik w pilocie.  
Sabina chciała coś powiedzieć, lecz nie mogła głosu z siebie wydobyć... Pragnąc ustrzec się przed kolejnymi wstrząsami, na kolanach i często padając na beton podeszła do Gośki, wdrapała się na platformę i szybko zaczęła długimi pociągnięciami języka lizać jej pupę...
- Widzisz? Umiesz i lubisz! - Głos Marty nie był nawet o ton cieplejszy. - Pamiętaj ździro, aby połykać gówienka, inaczej będziesz lizać posadzkę.
Sabina w pośpiechu lizała Gośkę, której zaczęło to chyba sprawiać przyjemność
- Rozszerz nogi! - wydusiła z siebie Sabina.  
Świst trzcinki, ból pleców i spokojny głos Marty:
- Gąbki nie gadają!
Po chwili Marta zapytała Gośkę:
- Czujesz się klaczko czysta? Nie pozacierasz się podczas treningu? Nie trzeba poprawić mycia?
Gośka gestem wyraziła zadowolenie z mycia. Przerażona sytuacją Sabiny bała się odezwać.
- Mądrzejesz kobyłko, to dobrze, zabawa dopiero zaczyna się! - Marta pogłaskała Gośkę po cipce. - Pan was chyba oskubie kombinerkami z tych piórek... A ty gównojadzie już się zmęczyłaś!? - znacznie mocniejszy niż poprzednio impuls rzucił Sabinę na podłogę. Pozbierała się nieporadnie i w popłochu podpełzła raczej niż podeszła do Kai.  
Mycie drugiej dziewczyny przebiegało spokojne, zażenowana Kaja starała się pomóc Sabinie wykonania jej pracy... Sabina skończyła, a Kaja na pytanie Marty potwierdziła jakość pracy „lizaczki”. Marta zaaplikowała jeszcze kolejne dwa wstrząsy Sabinie:
- No co mam jeszcze zrobić?? - załkała kobieta szeptem
Świst trzcinki, potworny ból cipki...  
- Kobyły też nie mówią! Jednak cieszy mnie twe zaangażowanie! Powiem Panu, on coś ci wymyśli! Marta znów uderzyła Sabinę trafiając w pierś.  
- Oj ra...... !- Urwany skowyt  Sabiny zabrzmiał w ambulatorium.
- Nie słyszałam podziękowania za moją troskę! - Marta wyraźnie „docierała” czarnowłosą damę.
- Dziękuję pani! - cichutko zachlipała szkolona...

************
- Pani! Mam prośbę! Czy zechcesz wysłuchać?- cichy choć wyraźny głos Kai zwrócił na nią uwagę Marty.
- Mów, choć to niezgodne z zasadami!
- Poproś, błagaj Pana w moim imieniu, aby zechciał mnie wysłuchać! Ja wiem, że ty wiele możesz! - głos Kai był proszący, nie było to jednak skomlenie przestraszonego i zagnanego w kąt kundelka...
- Przekaże panu, lecz więcej nic nie mogę obiecać! - We wzroku Marty można było wyczuć uznanie dla postawy Kai.
***********
Po dłuższej chwili Marta przyszła do mnie i zatrzymała się w drzwiach.  
- Nasza „dama” nadal uważa, że stworzona jest do wyższych celów, nie chciała myć dziewczyn, musiałam zastosować paralizator w cipce... i tak była oporna! - powiedziała spokojnie Marta, z jej oczu wyzierał smutek. - Proponuję przełożyć Kai kołowrót na popołudnie, teraz jest zupełnie wyczerpana. Prosiła o rozmowę z panem. Gośka ma wyrzuty sumienia, że jej załamanie i chęć pomocy jej przez koleżankę ściągnęły karę na niewinną... jest za słaba psychicznie, aby zgłosić się do odbycia tej kary, ale widać ich silną więź psychiczną.
- Lesbijki? - zapytałem
- Nie. Na pewno nie, lecz zżyte ze sobą kumpelki ...
Dochodziło południe.  
- Rozbierz się do naga, na kolana i przedstaw swą propozycję. Pamiętaj, że masz nikłe szanse wyjść stąd   tak jak weszłaś. - Życzyłem Marcie świetnego pomysłu, bez jej pomocy cała robota i trzymanie „za twarz” załogi spadnie na mnie. Nie mogłem jednak pozwolić jej na działania mające sterować mymi decyzjami.
- Panie. Masz słuszne pretensje do swej niewolnicy. Twa suka  tak cię kocha, tak boi się stracić ciebie, że postąpiła głupio i niegodnie chcąc być stale przy tobie. - dziewczyna mówiła to lekko drżącym głosem i ze łzami w oczach. - Tamta dziewczyna była niebezpieczna, ale winnam wiedzieć, że zawsze mój pan da sobie radę. On będzie decydować kogo chce mieć przy sobie. Dlatego też racz wysłuchać do końca mej propozycji i wtedy ocenić czy jest ona dla ciebie panie korzystna i czy stanowi wystarczającą karę dla twej wiarołomnej suki. Pracy na farmie jest coraz więcej, twa suka pracując stworzyła jednoosobową, trudno zastępowalną jednostkę będącą zarówno decydentem w drobniejszych, codziennych sprawach (o których często nie wiesz, bo nie są na tyle ważne) jak i twymi oczami i uszami w sprawach istotnych. Dla bezpieczeństwa zarówno przedsiębiorstwa jak i twego, zarazem w celu ukarania suki i pozbawienia jej obecnej pozycji proponuję wprowadzić drugą osobę będącą konkurencją, zabezpieczeniem ciągłości pracy niezależnie od obecności lub nie twej suki. Jednocześnie dla umożliwienia ci panie ciągłej i natychmiastowej możliwości panowania-karania suki proponuję wszystkie niewolne osoby pracujące tu jako nadzór wyposażyć w nowy model paralizatorów w kształcie ozdobnych naszyjników lub bransolet. - Marta na chwilę zamilkła.
- Kto miałby być twym dublerem? - zapytałem
- Kaja, panie. Nie teraz już, ale stopniowo proponuję wprowadzać ją w całość spraw. Jest mądra, lojalna i odważna...... jest też młodsza ode mnie i ładniejsza....- ostatnie słowa Marta powiedziała cichutko i z dużym smutkiem w głosie.
- Zadanie wypełniłaś. Czy je zaakceptuję.... nie wiem. Załóż to nowe ustrojstwo – pokazałem na paralizator wyglądający jak naszyjnik z dużym znakiem zodiaku, no może na nieco za krótkim łańcuszku – bielizny nie nosisz, komórkę zostawiasz na biurku..... a zamiast majtek załóż tego figlarnego motylka z dwoma penisami.- wiedziałem, że Marta z trudem akceptuje tą zabawkę.  
- Przyprowadź tu Kaję i idź do siebie opracować dokładny plan postępowania z nowymi...
Z oczu dziewczyny biła radość i ufność.
- Panie, twa suka spełni każde twe życzenie! - a potem cichutko – tak bardzo panie cię kocham!
- Acha! Sabcię w dyby na podworcu nago. Każdy przechodzący ma ją klepnąć pomacać uszczypnąć... pożądane  pejoratywne określenia jej osoby. - Poleciłem wychodzącej.

***************



Po chwili weszła Kaja. Dziewczyna była blada i widać, że nocne atrakcje dobrze dały jej się we znaki, gdyż szła powoli szeroko stawiając nogi.
- Chciałaś ze mną mówić. - powiedziałem obojętnym głosem przeglądając papiery – Podejdź tu, i stań w rozkroku (ręce dziewczyny były spięte w rękawie klaczy na plecach). Traktuj zgodę na rozmowę jako szczególne wyróżnienie i nie licz na możliwość dalszych takich zdarzeń. Mów! Masz dwie minuty, chyba, że mnie zainteresujesz...- Odłożyłem papiery i zlustrowałem stojącą w sporym rozkroku kobietę.
- Panie! Nie wiem co z nami będzie, nie wiem jak długo tu będziemy, ale proszę cię popatrz przychylniej na Gośkę. Ona zawsze była świetnie traktowana przez życie, zawsze to ona szefowała, wszyscy jej słuchać musieli. Tu wiem, że to nic nie znaczy, wiem, że tu to ona ma słuchać i służyć. Gosię można tego nauczyć, lecz proszę o nieco cierpliwości i o umożliwienie mi, o zezwolenie mi na wytłumaczenie koleżance naszej sytuacji i konieczności podporządkowania się panujących tu zasad.
- Słuchaj! - powiedziałem dotykając delikatnie jej owłosionego krocza – Panujące tu zasady wymagają pełnej depilacji, to jedno; a jako drugą informację przyjmij to, że przez wiele minut właśnie twa sprawa była omawiana dziś, a nie Gośki. Jej sytuacja jest jasna, twa nie!
Dziewczyna leciutko zbladła, lecz po chwili opanowała się i spokojne odpowiedziała:
- Co do depilacji, nie mamy możliwości jej wykonać, nie mamy wolnych rąk. Co do mojej sytuacji, to wiem, że nie ode mnie zależą teraz moje losy i mogę jedynie prosić los, abym miała siły przetrzymać próby, które mnie czekają. - w jej spokojnym głosie zabrzmiała nutka dumy – Proszę jedynie o umożliwienie mi podtrzymania Gośki na duchu. To przyniesie jej ulgę, ja będę miała poczucie spełnionego obowiązku, a pan mniejszy problem ze szkoleniem jej.  
- A szkolenie ciebie? - zapytałem wciąż bawiąc się jej kędziorkami. Zauważyłem, że ten dotyk odbiera jako podniecające pieszczoty.
- Jestem wytrzymała i silna, powinnam fizycznie wytrzymać....
- A psychika? - Zapytałem patrząc jej w oczy.
Kaja uciekła z oczami i miałem wrażenie, że delikatnie zarumieniła się.
- Nie potrafię odpowiedzieć, panie! - powiedziała zduszonym głosem.
Jej cipka stawała się wyraźnie wilgotna.
- Marto! - zawołałem głośno – tę klacz do kołowrotu, szybkość 8, obciążenie 3, elektrowstrząsy 3, czas 4. Potem przyjdź do mnie z planem.
  
**********




- Zdziro na miejsce! Przyjaciela w cipie ci zostawię, bo wzmaga on twą inteligencję – tak ton głosu jak i spojrzenie na Sabinę świadczyły o pogardzie Marty dla tej „damy”. Po zamknięciu Sabiny w dybach Marta wyszła z pomieszczenia...
- Może i ja mogłabym z tym Wojtkiem porozmawiać – zastanawiała się Sabina – zobaczymy co wskóra Kaja.
Po paru minutach weszła Marta w nowym uniformie i wyprowadziła Kaję...... po kolejnych paru minutach weszła ponownie i spojrzała na mnie mówiąc:
- Pan cię lubi! Zapewnił ci sporo rozrywek! - rozkuła mnie z dybów, ręce tradycyjnie skuła na plecach i delikatnie szturchając trzcinką pognała nago na dziedziniec. Zakuła mnie w dyby na środku podworca i w zębach kazała trzymać kartkę: SŁUP OGŁOSZENIOWY! PRZYPNIJ WIADOMOŚĆ CZYM CHCESZ!. W miseczce pod  brodą – tak, abym dobrze to widziała, były klipsy, pineski, igły.....
Zaraz też podszedł facet z ochrony i wsadził mi w cipkę zwiniętą gazetę po uprzednim sprawdzeniu „drożności uchwytu” palcem. Potem kolejni zainteresowani zawieszali na mnie swe karteczki z upodobaniem stosując do ich zamocowania klipsy.... Przyszła i Olga.. Zamocowała do mego sutka karteczkę igłą do strzykawki mówiąc z uśmiechem:
- Likwiduję tu moje sprawy, mam parę rzeczy do sprzedania. Na takim długim cycku dobrze będzie moją ofertę widać! - mówiąc to boleśnie pociągnęła mnie za sutki....

**********

- No panienko! Twa pierwsza randka z kołowrotem! Zapoznaj się z nim i polub go, bo to będzie stały twój partner u nas! - głos Marty jak i jej postępowanie z Kają nie zmieniły się ani o jotę w odczuciu dziewczyny.
- Za co ona mnie nie lubi? - przemknęło przez głowę Kai....
- Nie muszę ci tego tłumaczyć, ale mam dobry humor więc zapamiętaj: parametry podane dla ciebie przez pana oznaczają: szybkość 8 to 80% teoretycznej szybkości piechura (5 km/h) czyli 4 km/h; obciążenie 3 odpowiada obciążeniu pchania lekkiego wózka spacerowego; elektrowstrząsy 3 – 30% wydajności (czyli sporo); czas zaś podawany jest w godzinach: zasuwasz 4 godziny. Moja rada: przed oczami na dyszlu masz szybkościomierz: nie szarżuj! Nie chodzi tu o szybkość średnią, lecz o chwilową. Trzymaj się na poziomie 4,05 km/h.... i jeszcze jedno: rejestrowane i karane są spadki szybkości trwające powyżej trzech sekund! Miłej przebieżki! - po raz pierwszy leciutki uśmiech i ciepły błysk w oczach zakończył monolog Marty.

**********


- Jestem Panie. Plan przygotowany- Marta podała mi dwie kartki papieru z harmonogramem i opisem.
- Plan na teraz: prysznic 3 minuty, przynieś paski ... za 5 minut tutaj!
- Tak Panie! - Marta szybkim krokiem wyszła.
Przeglądnąłem przyniesiony plan. Poprawiłem parę punktów, na żółto zaznaczyłem punkty wymagające omówienia.
- Jestem panie! - cichy głos klęczącej w progu nagiej dziewczyny wyrwał mnie z zamyślenia.
- Podejdź i podaj mi kasetę.
Patrzyłem z przyjemnością na nagie ciało: naszyjnik z rybami i monogram na sutku... Wyjąłem drugi klips z monogramem i przypiąłem na drugiej piersi. Dziewczyna zbladła!
- Czy to..... - szarpnięcie za wisiorki przerwało pytanie
- 15 batów za rozprzężenie! Zakładaj skóry i na leżankę! Na wznak!
Po chwili podszedłem do leżącej i unieruchomiłem ją rozkrzyżowaną na leżance. Korbką wyregulowałem wysokość podnosząc dodatkowo znacznie wyżej nogi dziewczyny a opuszczając głowę. Naga, otwarta cipka i spore piersi „podniesione” w tej pozycji podobały mi się bardzo.  
- Licz suko! - powiedziałem uderzając  wąskim palcatem dokładnie w cipkę Marty. Dziewczyna liczyła głośno i wyraźnie, ja zaś biłem systematycznie miejsce koło miejsca, tak że po chwili całe krocze było równomiernie czerwone. Następnie włożyłem w odbyt suki korek analny z możliwością nadmuchiwania, pompkę dałem jej w dłoń,  a sam zająłem się penetracją palcami jej już bardzo wilgotnej cipki.  
- Nadmuchaj tak korek, aby cipa była ciasna jak u dziewicy! - poleciłem, wiedząc, że jest bardzo czuła na wielkość przedmiotów w pupie. - Abym ja miał też jakąś radość ze szkolenia ciebie zrób mi dobrze. - To mówiąc rozpiąłem suwak spodni i stanąłem nad nią. Marta musiała maksymalnie podnieść głowę i obrócić ją tak, aby nie dość, że dostać do mojego krocza to jeszcze zębami ściągnąć slipy..... Nie wierzyłem, że może tego dokonać i liczyłem na możliwość ukarania jej za niechęć do współpracy. Nowe polecenie odwróciło uwagę dziewczyny od pompki w dłoni, więc na jej rozwartą cipkę spadło kilka mocnych klapsów ze słowami:
- Pompuj, bo teraz i czołg bez problemu by się tu zmieścił! Ugniatanie twardej pompki spowolniło próby uwolnienia mego fallusa ze slipów, a to z kolei za skutkowało dość mocnymi uderzeniami w twarz i słowami: "Pan jest starszy, to nie ma chęci pieszczenia go po francusku?"  
Dziewczyna opanowała ogarniającą ją panikę  i zaczęła tak sprytnie operować głową (nie zapominając o rytmicznym pompowaniu korka), że po chwili główka mego prącia była już wylizywana zwinnym językiem Marty a do cipki z trudem wchodziły dwa palce!
Nie za długo musiała pracować ustami: jej ciało i blask jej oczu bardzo działały na mnie! Marta łakomie spiła całe nasienie, delikatnie wylizała bardzo czułą na dotyk po podnieceniu żołądź i cicho powiedziała :
- Panie! Twa suka jest szczęśliwa!
Odpinając jej ręce uśmiechnąłem się do mej kochanki. Bez niej nie miałbym siły tyle dokonać! Nie powiedziałem jednak nic ponadto:
- Pozbieraj się, umyj, za 15 minut u mnie! Klipsy też włóż do kasety!
Marta chwyciła wolnymi rękoma moją dłoń i przycisnęła ją do ust!
- Panie, dziękuję! Tak obawiałam się Twej decyzji! Kocham Cię bardzo i jestem Twoja jak nigdy dotąd!

cdn

Autor: Ramol

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 4895 słów i 27475 znaków.

2 komentarze

 
  • nefer

    Gratuluje pomysłowości i, oczywiście, wykonania.

  • Ramol

    @nefer nie bawiąc się w fałszywą skromność - Tobie nie dorównam - jestem umysłem ścisłym, pracowałem w przemyśle, z domu wyniosłem sporo wiadomości, ale to na zasadzie: "O rzeczach różnych i niektórych ważnych". Do udawania mądrego podczas dyskusji u cioci na imieninach wystarcza, aby oprzeć na tym jakieś opowiadanie za mało!

  • nefer

    @Ramol Liczy się fantazja i ta "iskra" która zapali całość. Reszta to rzemiosło (język, ortografia itp.). Pierwsze elementy masz w obfitości, rzemiosło także. Powinien je zresztą opanować lepiej lub gorzej każdy, kto do szkoły chodził (a jeżeli nie opanował i coś pisze tu to dostaje baty od N. i powinien korzystać z tej nauki). :spanki:

  • Ramol

    @nefer to jest piękna proza życia! Każdy element z osobna i wszystkie razem wzięte! Nadal zdobywam książki Bunscha, choć ciężko go czytać, aby poznać nieco klimat w krainie naszych przodków...

  • nefer

    @Ramol Kiedyś sporo go czytałem, potrafi być interesujący chociaż to już inna technika pisania iż dzisiaj

  • Ramol

    @nefer - wiem, to znajomy mych Rodziców, może mniej towarzysko, bardziej interesownie... niski, siwy starszy pan, interesująco opowiadał, ja byłem za smarkaty, aby więcej wynieść z tych spotkań...

  • nefer

    @Ramol Czyli nasiąkałeś Literaturą od wczesnych lat

  • Ramol

    @nefer chyba jestem 'nienasiąkliwy'... lub przynajmniej trudno wchłaniam niektóre tematy...

  • nefer

    @Ramol Już sam fakt, że piszesz świadczy o czymś przeciwnym, a raz jeszcze to powiem, piszesz bardzo udanie.

  • Ramol

    @nefer dzięki za Twą - tak pozytywną  - opinię. Staram się nie schodzić poniżej pewnego poziomu (choć pojęcie "pewien poziom" ewoluuje niekiedy znacznie), jako że się nie golę, nie muszę co rano patrzeć w ślepia temu łochowi z lustra. Miewam zatem również miłe dni.

  • nienasycona

    Noooo, aleś mnie zaskoczył. Taki do rany przyłóż, a tutaj... Super:) Kiedyś ktoś mi powiedział, że największym zaszczytem dla Suni, jest tresowanie adeptek dla Pana...coś w tym jest:)

  • Ramol

    @nienasycona - no... no... no! Ależ Ty masz wiedzę! Strach się bać!

  • nienasycona

    @Ramol , a chciałam Ci wysłać zdjęcie kotka, który się przypałętał. Nie, to nie. Okropnik

  • Ramol

    @nienasycona czy ja cokolwiek na temat "przypałętanego kotka pisałem, mówiłem, albo też myślałem? "Chopy" sOM wolne od tej choroby (myślenie), niektórzy zapadli na podobną: "myślistwo"...

  • nienasycona

    @Ramol, nie ale to jest kara, idę zapalić i chyba popłakać trochę