Gorące Święta

Gorące ŚwiętaPaulina zaprosiła nas po odbiór zdjęć już po kilku dniach od niezwykłej sesji. Zanim do niej podjechałyśmy, udało mi się z nią skontaktować i wybrać jedno, które miało się znaleźć w medalionie dla Ani. Poprosiłam ją o dopasowanie formatu i wydrukowanie gotowej fotografii, żebym mogła umieścić ją już w odpowiednim miejscu. Nie było z tym żadnego problemu, a zdjęcia otrzymałam ukradkiem w kopercie, gdy Ania przeglądała pozostałe fotki. Miałyśmy z dziewczynami dużo frajdy, podziwiając pracę Pauliny i nie omieszkałyśmy komplementować wyjątkowości ujęć i profesjonalnego sznytu, jaki nadała zdjęciom. Najdziwniejsze było to, że za to wszystko nie chciała nawet grosza. Ania stwierdziła później, że musiałyśmy wywrzeć na niej bardzo pozytywne wrażenie, skoro tyle czasu poświęciła nam zupełnie za darmo.
     Dla mnie liczyło się jednak to, że dzięki sprawnym działaniom Pauliny, prezent na Święta dla Ani udało mi się zdobyć dużo wcześniej, niż początkowo zakładałam. Mając ogarniętą tak ważną sprawę, mogłam się skupić na innych rzeczach. Po pracy prawie codziennie jeździłam do rodziców i pomagałam im w przygotowaniach do zbliżającego się Bożego Narodzenia. Lepiłyśmy z mamą pierogi i uszka, piekłyśmy pierniki, a z tatą sprzątaliśmy i zaglądaliśmy w kąty, których normalnie nikt by nie odkurzał. W całym domu dało się czuć wyjątkową atmosferę. Do mieszkania wracałam potwornie wykończona, ale starałam się nie zaniedbywać Ani i naszej relacji.  
     Po jednym z takich długich dni czekała na mnie niemała niespodzianka. Wsadziłam klucz do zamka i nagle drzwi szybkim ruchem otworzyła mi moja dziewczyna.
- Gdzieś Ty była? – spytała – Dzwonię do Ciebie od godziny. Martwiłam się.
- Spokojnie – powiedziałam łagodnie i zerknęłam na telefon – Cholera, bateria mi padła – wyjaśniłam – Co się stało?
- Wygadałam się – spojrzała na mnie przerażona.
- A dokładniej?
- Wygadałam się o Tobie, o nas – jej oczy zaszkliły się od łez.
- Komu? – też udzieliła mi się lekka panika.
- Mamie... – odwróciła się i skryła twarz w dłoniach.
Podeszłam do niej i przytuliłam od tyłu. Objęłam ją ramionami i pocałowałam w szyję.
- Iii? Co powiedziała?
- Że musi z Tobą porozmawiać – jej głos lekko się łamał pod wpływem szlochania.
- Ale powiedziała tacie? Zrobiła Ci awanturę? – dopytywałam.
- Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu mnie wysłuchała i powiedziała, że...
- Że chce ze mną porozmawiać – uprzedziłam odpowiedź.
- Boże i co teraz? Co zrobimy? – coraz bardziej panikowała Ania.
- Skarbie... Przede wszystkim musisz się opanować i uspokoić – głaskałam ją po głowie.
- Łatwo Ci mówić. Twoi rodzice wiedzą o...
- Tak. Wiedzą, że jestem bi i że jesteśmy razem i bardzo nas wspierają.
- Boję się, że moi tacy nie są i to się źle skończy – dała się porwać pesymizmowi.
- Nic się nie skończy. Zaufaj mi – znowu cmoknęłam ją w szyję, a zaraz potem w policzek.
     Poczułam słone łzy spływające po jej ślicznej, delikatnej buzi. Szybko zaczęłam je spijać, coraz łapczywiej obsypując ją pocałunkami. Nie minęła chwila, jak nasze usta się zetknęły, a języki zaczęły tańczyć w swoim ulubionym tańcu miłości. Czułam, że Ania się rozluźnia i uspokaja. Miałam wrażenie, że przebywanie ze mną działa na nią tak samo kojąco, jak jej obecność na mnie.
- Wszystko będzie dobrze – szepnęłam, gdy nasze usta się rozłączyły.
- Jesteś tego pewna?
- Tak – uśmiechnęłam się do niej – Tylko nie płacz, proszę.
- Postaram się.
- Zuch dziewczyna – otarłam jej ostatnią, samotną łzę spływającą po policzku – A mama niech przyjdzie do mnie jutro, powiedzmy o 15:30.
- Powiem jej – znowu wyglądała, jakby czekała na skazanie.
- Spytaj, czy jej pasuje i daj mi znać Kochanie – pogłaskałam jej twarz – Będę czekała na wiadomość.
- OK, to lecę – wyszeptała i po chwili wyszła z mieszkania.
     Zostałam sama. Miałam teraz moment, żeby zdjąć z siebie płaszcz i ściągnąć buty, bo widząc roztrzęsienie Ani, nie miałam na to czasu. Nawet o tym nie pomyślałam. Przeszłam do pokoju i opadłam zmęczona na kanapę. Nie minęła chwila, a dostałam wiadomość od Ani:
A.: „Mamie pasuje 15:30 i powiedziała, że chętnie napije się kawy :*”.
Szybko odpisałam:
G.: „Super, to zapraszam na kawę :) Już jesteś spokojniejsza?”.
A.: „Tak, dziękuję. Mama mnie przytuliła i powiedziała, żebym się nie martwiła ;)”.
G.: „To chyba dobry znak :*”.
A.: „Tak mi się wydaje, ale zobaczymy jutro no i jest jeszcze kwestia taty :( ”.
G.: „Małymi kroczkami. Najpierw rozmowa z mamą, a później reszta świata :D”.
A.: „Kocham Cię :*”.
G.: „Ja też Cię Kocham :* Głowa do góry. Damy radę ;)”.
     Starałam się pocieszyć Anię za wszelką cenę. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że zareagowała tak emocjonalnie, bo zależy jej na mnie i na naszym związku. Mnie też bardzo zależało i liczyłam w głębi serca, że rozmowa z jej mamą przebiegnie pomyślnie i nasz związek zostanie chociaż zaakceptowany. Nikt nie musiał nas przecież od razu kochać, ale akceptacja była czymś, na czym bardzo nam zależało. Zwłaszcza u najbliższych.
     Cały kolejny dzień w pracy nie potrafiłam się na niczym skupić. Momentami czułam się, jakbym miała gorączkę. Sama zaczęłam siebie uspokajać i w końcu zaczęło to przynosić efekty. Jednak gdy wróciłam do domu, to wszystko znowu zaczęło do mnie wracać. Rozmyślałam o możliwych konsekwencjach i wyjściach, gdyby rozmowa nie poszła po naszej myśli.
     Z tego wszystkiego rzuciłam się w wir sprzątania. Ogarnęłam całe mieszkanie przed wizytą mamy Ani i udało mi się jeszcze wziąć prysznic. Odświeżona i coraz bardziej pewna siebie, założyłam wygodne jeansy i sweter, żeby czuć się swobodnie. Na stole w kuchni postawiłam kupione wcześniej ciasteczka, włączyłam ekspres do kawy i w tej samej chwili usłyszałam otwieranie drzwi kluczem.
     Pobiegłam przywitać gości. Ania z mamą już zdążyły wejść do środka i zamknęły za sobą drzwi. Spojrzały na mnie i się uśmiechnęły na przywitanie. Odwzajemniłam uśmiech i zaprosiłam obie dalej do mieszkania. Weszłyśmy do kuchni, a Ania od razu zabrała się za robienie kawy. Dzięki temu ja mogłam usiąść przy stole z jej mamą.
- Gosiu, zapewne wiesz, dlaczego chciałam się z Tobą spotkać? – zaczęła mama Ani, przechodząc od razu do sedna.
- Domyślam się – odpowiedziałam spokojnie.
- Ania powiedziała mi, że... – zawiesiła na chwilę głos, jakby pewne słowa nie chciały przejść jej przez gardło – … że jesteście razem.
- Tak, to prawda – przytaknęłam.
- Domyślałam się tego – zaczęła tłumaczyć – Ania od jakiegoś czasu sporo przebywa u Ciebie, a nawet coraz częściej nocuje.
     Teraz to Ania wyglądała na zaskoczoną i patrzyła to na mamę to na mnie, a w jej oczach malowało się niewypowiedziane zdumienie. Widocznie nie podejrzewała swojej rodzicielki o taką dociekliwość. Mama Ani zrobiła nagle poważniejszą minę i spytała:
- Zdajesz sobie sprawę, że ona ma dopiero dziewiętnaście lat?
- Oczywiście, jestem tego świadoma, ale żadnej z nas nie przeszkadza różnica wieku – odpowiedziałam.
- Nie chcę być źle zrozumiana, bo nie mam absolutnie nic przeciwko Tobie, czy Wam. Po prostu boję się, jak zareagują sąsiedzi i rodzina, gdy zaczną się dowiadywać i czy nie będą Wam dokuczać – wypowiadała kolejne wątpliwości – I  najważniejsze, czy to nie zrani Ani.
- Niech sobie inni mówią, co chcą, a ja i tak kocham Gosię i nie wyobrażam sobie życia bez niej – wtrąciła się emocjonalnie Ania.
Jej mama uśmiechnęła się serdecznie na te słowa i miałam wrażenie, że jej oczy stały się jakby lekko wilgotne. Wzięła głęboki oddech i powiedziała:
- W takim razie życzę Wam szczęścia i wszystkiego, co najlepsze. Nie zamierzam stać Wam na drodze. Mam tylko nadzieję, że poradzicie sobie z wszelkimi oznakami nietolerancji, jakie mogą Was spotkać.
- Zawsze będę dla Ani ostoją i wsparciem. Razem postaramy się przejść przez wszystko i pokonać wszelkie przeciwności – zapewniłam.
     Po moich słowach zauważyłam dużą ulgę na twarzy mamy Ani. Wyglądało, jakby olbrzymi ciężar spadł jej z serca.
- Planujecie zamieszkać razem, skoro Ania ma już klucze? – spytała już zupełnie rozluźniona.
- Bardzo bym chciała, ale nie zamierzam jeszcze tak definitywnie się przeprowadzać – odezwała się Ania – Po prostu nie chcę już niczego ukrywać przed najbliższymi.
- To w takim razie kiedy chcecie powiedzieć o tym tacie?
Zapadła cisza na dłuższą chwilę. Pogrążyłyśmy się w rozmyślaniach i szukaniu rozsądnego wyjścia z sytuacji.
- To może podczas Wigilii? – wypaliła nagle Ania.
Jej mama o mało się nie udusiła, bo wzięła akurat łyk kawy. Po krótkiej chwili wybuchnęłyśmy wszystkie śmiechem.
- To mogłoby być wcale nie głupie, ale pod jednym warunkiem – znowu zamyśliła się mama Ani.
- Pod jakim? – spytałyśmy równocześnie.
- A pod takim, że koniecznie musisz być u nas na Wigilii – spojrzała na mnie z uśmiechem.
Nie ukrywam – zamurowało mnie, bo kompletnie się tego nie spodziewałam, ale w środku skakałam i szalałam wręcz ze szczęścia, że spędzę ten wyjątkowy w roku czas z Anią. Oczywiście zgodziłam się bez wahania pomimo sporego zmieszania. Widziałam radość malującą się na twarzy Ani. Coś mi mówiło, że ten pomysł bardzo jej się spodobał.
     Posiedziałyśmy jeszcze kilkadziesiąt minut i pogadałyśmy tak normalnie, jak sąsiadki – o wszystkim i o niczym, po czym mama Ani stwierdziła, że musi się już zbierać.  
- Na pewno chcecie teraz wszystko same obgadać – uśmiechnęła się, wstając – Bardzo dziękuję za kawę i ciasteczka. Miło się rozmawiało.
Najbardziej jednak zaszokowało mnie to, co zrobiła, gdy odprowadziłyśmy ją pod drzwi. Objęła mnie i mocno przytuliła na pożegnanie. Byłam w takim szoku, że o mało nie padłam. Dopiero słowa Ani wyrwały mnie z zamyślenia:
- Przyjdę pogadać za jakiś czas, bo mam coś do dokończenia na zajęcia.
- Jasne, nie ma sprawy. Przecież masz klucz – puściłam do niej oczko.
- Jak chcecie sobie dać buziaka, to mnie to nie przeszkadza – powiedziała nagle mama Ani i zaczęła schodzić po schodach.  
Stałyśmy obie jak słupy soli, nie dowierzając, aż w końcu Ania cmoknęła mnie w usta i pobiegła za mamą.
     Po tym dniu obie bardzo się uspokoiłyśmy. Wiedziałyśmy już, że mama Ani jest nam przychylna i to dawało duże poczucie komfortu. Często rozmawiałyśmy i rozmyślałyśmy o tym, jak poinformować jej tatę o naszym związku. W końcu stwierdziłyśmy, że planowanie nie ma większego sensu i postanowiłyśmy iść na żywioł. Co więcej, podczas jednej z moich wizyt w rodzinnym domu, moi rodzice też zaprosili nas do siebie. Obiecałam, że odwiedzimy ich w Pierwszy Dzień Świąt.
     W międzyczasie udało mi się kupić jeszcze jeden mały drobiazg, który zamierzałam dać Ani, gdy będziemy same. Razem wybrałyśmy też upominki dla naszych rodziców. Moi mieli dostać komplet satynowej pościeli, a Ania wybrała dla swoich cyfrową ramkę na zdjęcia. Do tego każdy z ojców miał otrzymać małą butelkę „wody ognistej”, a mamy – po zestawie kaw i herbat o nietypowych smakach i aromatach.
     Przez natłok obowiązków nawet się nie obejrzałam, gdy nadszedł tak długo wyczekiwany dzień. Od rana chodziłam jak podminowana. Emocje we mnie buzowały i nie potrafiłam się uspokoić. Z każdą mijającą chwilą coraz bardziej obawiałam się reakcji taty Ani. Do mojej świadomości wdzierały się przeróżne scenariusze, z których kilka przyprawiało mnie o gęsią skórkę i niemałego doła. Niemal jak mantrę powtarzałam sobie w głowie: „będzie dobrze, będzie dobrze”, ale nie przynosiło to oczekiwanego skutku.
     Kolacja Wigilijna miała się zacząć po szesnastej. Nie zamierzałam się spóźnić. Już dawno na stole w kuchni stały talerze z pierogami i krokietami oraz pudełko pierników, które przygotowywałyśmy razem z mamą. Do ostatniej chwili starałam się zająć głowę pisaniem wiadomości do znajomych i oglądaniem durnych seriali w telewizji. Liczyłam, że choć na chwilę pozwoli mi to zapomnieć o nerwowo skręcającym się żołądku, ale na próżno.
     W końcu rzuciłam się w wir przygotowań. Naga weszłam do łazienki i zrobiłam lekki makijaż, podkreślając nieco mocniej oczy. Włosy starannie upięłam w ciasny kucyk. Miejsce za uszami i pomiędzy piersiami delikatnie posmarowałam swoimi ulubionymi perfumami, po czym przeszłam do pokoju. Tu czekały na mnie przygotowane wcześniej ubrania. Długo zastanawiałam się, co na siebie założyć na tak wyjątkową okazję. Mój wybór padł na czarne koronkowe majtki, czarne, samonośne pończochy oraz czerwoną sukienkę z długimi rękawami. U góry mocno przylegała do nagiego ciała, a od pasa w dół opadała swobodnie, zasłaniając nogi do połowy ud. Całości dopełniały czarne szpilki na czerwonej od dołu podeszwie oraz dodatki w postaci srebrnych kolczyków i łańcuszka z wielką literą „A”, który dostałam od Ani.
     Dochodziła szesnasta, więc zabrałam z kuchni potrawy, a z przedpokoju torebkę z telefonem i dwoma zapakowanymi dla Ani prezentami i wyszłam z mieszkania, zamykając drzwi na klucz. Wolno zeszłam po schodach, starając się nie zawadzić obcasem o stopnie. Stanęłam w końcu przed drzwiami mieszkania Ani i wzięłam kilka głębszych oddechów. Dopiero po chwili nacisnęłam dzwonek i czekałam. Przez kilka wyjątkowo długich sekund nie działo się nic. Wreszcie usłyszałam szybkie kroki. Ktoś bardzo sprawnie otworzył zamek i energicznie nacisnął na klamkę. Drzwi otworzyła mi uśmiechnięta i rozradowana Ania. Też miała na sobie sukienkę, ale coś mi mówiło, że to jeszcze nie jest ta, w której zamierzała usiąść do Wigilijnej Kolacji. Rzuciła się na mnie i przytuliła mocno, o mało nie wytrącając mi z rąk jedzenia.
- Wyglądasz prześlicznie – skomplementowała mój wygląd i cmoknęła mnie w usta.
Chciałam, żeby ten pocałunek potrwał odrobinę dłużej, ale Anie się odsunęła i wzięłam mi z ręki jedną z toreb.  
     Weszłyśmy do środka, a Ania zamknęła za nami drzwi. Zabrała drugą torbę i szybkim krokiem poszła do kuchni, zalotnie kołysząc biodrami. Odłożyłam torebkę na szafkę w przedpokoju i podążyłam jej śladem. Już po chwili stałam w pachnącym jedzeniem pomieszczeniu, gdzie krzątała się jej mama, ale samej Ani już nie było. Przywitała mnie serdecznie z uśmiechem i uścisnęła.
- Ślicznie wyglądasz – rzuciła od razu.
- Bardzo dziękuję.
- Ja przebiorę się później. Sama rozumiesz...
- Oczywiście. Szkoda byłoby poplamić kreację na wieczór.
- Dokładnie. Napijesz się czegoś? Kawa? Herbata? – spytała.
- Może lepiej woda, bo ciśnienie i tak już mam za wysokie – odpowiedziałam, szukając odrobiny wsparcia.
- Nie martw się Gosiu – pocieszyła mnie – Wierzę, że wszystko się ułoży.
- Tak Pani myśli?
- Daj spokój z tą „Panią”. Jestem Basia – wyciągnęła do mnie rękę.
- Wiem, ale nie śmiałam...
- Dlatego to ja proponuję – puściła do mnie oczko i otworzyła jeden z garnków, żeby w nim przemieszać.
- Wobec tego niegrzecznie byłoby odmówić – rozpogodziłam się nieznacznie.
- Mądra decyzja...
- Dzień dobry – usłyszałam za sobą niski, męski głos.
Szybko do mnie dotarło, że to tata Ani. Odwróciłam się i dygnęłam, odpowiadając i witając się z gospodarzem.
- Dzień dobry.
- Miło, że sąsiadka zgodziła się do nas przyjść. W taki wieczór nikt nie powinien być sam, a i nam będzie milej i weselej – zagadnął bardzo oficjalnie tata Ani.
- Na pewno będzie niezwykle – odpowiedziałam, a mama Ani aż zakrztusiła się próbowaną potrawą.
- Coś się stało? – spytał mąż.
- Nie, wszystko dobrze. Zgadzam się z Gosią, że to będzie niezwykły wieczór – puściła do mnie oczko.
Wtedy do kuchni weszła Ania. Rozejrzała się uważnie, po czym złapała mnie za rękę i przyciągnęła mnie do siebie.
- Chodź na chwilę do mojego pokoju – powiedziała cicho.
- Okej, już idę. Bardzo przepraszam – powiedziałam do jej rodziców i poszłam za nią, ciągle mocno trzymana za dłoń.
     Puściła mnie, dopiero gdy byłyśmy u niej w pokoju i zamknęła drzwi. Objęła mnie wtedy i zaczęła całować. To było bardzo przyjemne. Tego właśnie mi brakowało. Błogość rozchodziła się po moim ciele niczym kręgi na wodzie po wrzuceniu kamienia.  
- Wyglądasz tak seksownie, że chętnie zerwałabym z Ciebie wszystko i przeleciała – powiedziała, przesuwając dłońmi po bokach mojego ciała.
- Nie miałabym nic przeciwko – odpowiedziałam szczerze.
Niestety obie wiedziałyśmy, że na takie zabawy nie było teraz czasu. Jednak Ania i tak bardzo miło mnie zaskoczyła. Uklęknęła przede mną, wsunęła dłonie pod sukienkę i jednym płynnym ruchem zdjęła mi majtki.
- Chcę mieć świadomość, że ich nie masz – uśmiechnęła się, patrząc na mnie z dołu.
Zaczęła delikatnie masować moją cipkę. Momentalnie zrobiłam się mokra i zaczęłam cicho jęczeć, domagając się więcej pieszczot. Ku mojemu rozczarowaniu Ania przestała się mną bawić i oblizała mokre od moich soków palce z głośnym cmoknięciem.
- Pomożesz mi wybrać sukienkę na kolację? – spytała, wstając.
     Podeszłam do jej szafy i chwilę przeglądałam ubrania. Starałam się znaleźć coś wyjątkowego i chyba mi się to udało. Wybrałam dla niej najkrótszą spódniczkę, jaką miała. Była na tyle krótka, że gdyby Ania się przychyliła, to odsłoniłaby zdecydowanie zbyt wiele. Beżowy, gruby, sztruksowy materiał zdobiło kilka czarnych guzików. Obok spódniczki rzuciłam na łóżko czarny, sznurowany z przodu top z długimi rękawami.
     W międzyczasie Ania uczesała się w dwa kucyki. Miała pełną świadomość, jak na mnie działa taka dziewczęca fryzura. Wyglądała przeuroczo.
- Mam wyjść, żebyś mogła się przebrać? – spytałam.
Na to Ania parsknęła śmiechem. Zsunęła ramiączka sukienki i pozwoliła jej opaść na podłogę. Stała przede mną zupełnie naga. Przez zdenerwowanie i pośpiech nawet nie zauważyłam, że miała na sobie tylko sukienkę. Byłam zła na siebie i obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie przegapię takiej sytuacji.  
- Jesteś śliczna – powiedziałam.
- Dziękuję – odpowiedziała mi z lekkimi wypiekami na twarzy.
     Zgrabnie wyminęła mnie i podeszła do komody z szerokimi szufladami. Wysunęła jedną i zaczęła przegrzebywać w poszukiwaniu jakiegoś kompletu bielizny pasującego do wybranych przeze mnie ubrań. Zaszłam ją od tyłu, objęłam w pasie i szepnęłam do ucha:
- Jeśli ja nie mam bielizny, to i Ty nie będziesz jej dzisiaj miała.
Odwróciła się do mnie, przytuliła i patrząc mi w oczy, pomachała przed twarzą beżowymi, samonośnymi pończochami.
- Grzeczna dziewczynka – pochwaliłam ją.
- Z Tobą wolę być niegrzeczna – odpowiedziała i ponownie zgrabnie mnie wyminęła.
     Stanęła przy łóżku. Jedną nogę podniosła do góry i nachylając się, zaczęła zakładać pończochy. Co chwilę spoglądała na mnie, jakby chciała się upewnić, że na nią patrzę. A było na co. Przez pozycję, w jakiej stała, mogłam podziwiać jej wypięte pośladki i coraz bardziej kuszące dziurki. Gdy obie nogi były już okryte cienką warstwą nylonu, założyła spódniczkę, a na samym końcu czarny top, który pomogłam jej zawiązać. Obie zgodnie stwierdziłyśmy, że w nie widać, żeby którejś z nas czegokolwiek brakowało w garderobie.
- Masz prezent dla rodziców? – spytałam.
- Tak, już jest pod choinką. Położyłam, gdy tata był wcześniej w łazience – wyjaśniła.
- Mam coś dla Ciebie – powiedziałam, stając na tyle blisko, żeby czuć ciepło jej oddechu.
- A co takiego?
- Pierwszą część prezentu.
- To będzie tego więcej?
- Jeśli byłaś grzeczna...
- A jak byłam niegrzeczna?
- Zobaczymy, co da się zrobić – puściłam jej oczko.
     Otworzyłam drzwi i na moment wyszłam. Z torebki, którą zostawiłam w przedpokoju, wyjęłam dwa pudełka. Mniejsze podrzuciłam do pozostałych prezentów, pod stojącą w salonie choinkę, a większe zabrałam ze sobą. Szybko wróciłam z większym pakunkiem do pokoju mojej dziewczyny. Ania stała dokładnie tam, gdzie była, zanim wyszłam.
- Proszę – podałam jej pakunek.
- Jaki duży! – wyraźnie zawstydziła się Ania.
- Mam nadzieję, że będzie pasował – wyszczerzyłam się do niej.
- A co to jest?
- Otwórz i przymierz – powiedziałam.
Ania nie czekała nawet sekundy dłużej. Zaczęła mocować się z opakowaniem pudełka. Gdy zdjęła ozdobny papier, to zaniemówiła. Stała z szeroko otwartą buzią i wpatrywała się w trzymany w dłoni prezent.
- Gosia, ale to jest...
- Masażer.
- Ta, jasne – spojrzała na mnie podejrzliwie – Pewnie jeszcze do pleców?
- Nie, do cipki – wyjaśniłam rzeczowo, chociaż obie wiedziałyśmy, co to jest.
- I Ty chcesz, żebym to przymierzyła?
- Chętnie to zobaczę – nie umiałam ukryć uśmiechu.
     Ania nie kazała mi jakoś długo czekać. Otworzyła pudełeczko i wyjęła z niego niewielkich rozmiarów owalny kształt z cienkim ogonkiem.
- Jaki delikatny – zachwycała się.
- Bo do masowania delikatnych miejsc.
- A to? – spytała, wyjmując drugi mniejszy przedmiot z opakowania.
- A to dla mnie – wyjaśniłam i zabrałam jej z dłoni małą rzecz.
- Dla Ciebie? – spytała niepewnie.
- Tak, to jest pilot do tego, co trzymasz w dłoni.
- I możesz nim sterować?
- Tak – odpowiedziałam krótko – No przymierz – ponaglałam.
Patrząc mi w oczy, podniosła przód spódniczki. Stanęła w niewielkim rozkroku i powoli wsunęła do swojego wnętrza zabaweczkę. Jej usta rozchylały się coraz bardziej, gdy różowy, owalny masażer rozpychał jej kobiecość. Jęknęła cicho, gdy cały wszedł do środka, a na zewnątrz wystawał tylko jego ogonek, ułatwiający wyciągnięcie.
- Pasuje? – spytałam zaciekawiona.
- Chyba tak...
- Chyba?
- Muszę się przyzwyczaić, ale wydaje się idealny, dziękuję – powiedziała i cmoknęła mnie w usta.
- To skoro tak, to trzeba jeszcze zrobić jedną rzecz...
     Sięgnęłam pomiędzy uda Ani i złapałam za wystający z jej cipki ogonek urządzenia. Nacisnęłam i przytrzymałam chwilę jego końcówkę i wtedy zabaweczka wewnątrz mojej dziewczyny ożyła. Ania pisnęła cicho i złapała się mocno mojego ramienia.
- Gosia... On...
- Podoba się?
- Wyłącz, bo zwariuję – patrzyła na mnie maślanymi z podniecenia oczami.
- Jeszcze mogę robić tak...
Zaczęłam pstrykać przyciskami na pilocie, co zmieniało tryby wibracji owalnego cudeńka w cipce Ani. Ta coraz bardziej wiła się przede mną. Jej oddech był coraz płytszy i szybszy, a z ust raz po raz wydobywały się niekontrolowane jęki. W końcu wyłączyłam wibrującą zabaweczkę. Ania spojrzała na mnie jakby jednocześnie wdzięczna za rozkosz i zasmucona końcem pieszczot.
- Później się pobawimy – obiecałam jej i pocałowałam delikatnie w wyschnięte z podniecenia usta.
Ania drżącymi rękami sięgnęła pod spódniczkę i chciała wyciągnąć prezent, ale stanowczo jej tego zabroniłam.
- Będziesz mogła wyjąć, dopiero gdy Ci pozwolę, albo sama wyjmę.
Spojrzała na mnie podejrzliwie, ale po chwili uśmiechnęła się i poprawiła materiał spódniczki. Powachlowała dłońmi twarz, żeby ochłonąć po naszej małej zabawie. Gdy wypieki na jej buzi nieco się zmniejszyły, mogłyśmy wyjść z pokoju.
     Schowałam pilota za manszetę pończochy i już miałyśmy wychodzić, więc podeszłam do drzwi. Złapałam za klamkę, ale nagle Ania podbiegła do mnie i od tyłu wsunęła dłoń pod moją sukienkę. Wymacała moje pośladki i wykorzystując moje zdezorientowanie i błogość wywołaną jej dotykiem, wsadziła mi do cipki palec i chwilę mnie nim posuwała.
- Podoba się? - spytała, ale doskonale wiedziała, że tak.
Chwilę mnie tak pieściła i niespodziewanie przestała, zabierając dłoń. Znowu usłyszałam, jak ssie palec, który jeszcze chwilę temu baraszkował w moim wnętrzu. Obróciłam się w jej stronę i uśmiechając się, zbliżyłam swoje usta do jej. Na rozkoszną chwilę połączył nas namiętny, mokry pocałunek i nasze serca znowu zabiły mocniej.
- Wiesz, że uwielbiam, gdy się mną bawisz – szepnęłam po chwili.
- Ja też lubię nasze zabawy – przyznała.
Przytuliłyśmy się do siebie jeszcze na moment, po czym wyszłyśmy z pokoju.
     Można powiedzieć, że zrobiłyśmy to w idealnym momencie, bo właśnie wtedy mama Ani nas zawołała. Szybko przeszłyśmy do kuchni.
- Ślicznie wyglądasz córeczko – powiedziała.
- Gosia pomogła mi wybrać – szybko wyjaśniła moja dziewczyna.
- Masz świetny gust – zostałam pochwalona.
- Bardzo dziękuję, ale jak ma się taką ładną modelkę, to raczej nie da się dobrać czegoś źle – przeniosłam uwagę na Anię.
Jednocześnie pomyślałam, że gdyby mama Ani wiedziała dokładnie, co ma, a raczej czego nie ma na sobie jej córka i co ma w sobie, to mogłaby już tego tak nie pochwalać. Zachowałam jednak tę uwagę dla siebie i tylko uśmiechnęłam się do swoich myśli.
     Pomogłyśmy nakładać potrawy na przygotowane wcześniej talerze i półmiski. Później zostało już tylko przeniesienie wszystkiego do pokoju i ustawienie na stole. Kolację zaczęliśmy od modlitwy i złożenia sobie życzeń. Wszystko tak pięknie pachniało, że każdy myślał już tylko o tym, żeby w końcu coś zjeść. Potrawy znikały ze stołu w okamgnieniu, a toczące się rozmowy i podejmowane tematy umilały posiłek. Co chwilę patrzyłyśmy z Anią na siebie i się uśmiechałyśmy. Nie uszło to uwadze jej mamy, ale na razie jej tata niczego nie dostrzegł.     
     W końcu, gdy wszyscy się najedli, przyszedł czas na prezenty. Tata Ani został komisyjnie wybrany Mikołajem, więc stanął przy choince i miał za zadanie wręczyć każdemu paczkę. Ania zgłosiła się na Elfa i szybko uklęknęła przy świątecznym drzewku. Stwierdziłam, że jest to niezła okazja do zabawy. Wyjęłam zza manszety pilot do wibrującej zabawki i uruchomiłam ją. Zaskoczona dziewczyna aż podskoczyła, gdy poczuła drganie w cipce. Momentalnie spojrzała na mnie i zagryzła dolną wargę. Starała się z całych sił zachować kamienną minę. Wyraźnie walczyła, żeby nie dać nic po sobie poznać, ale ja wiedziałam, że z każdą mijającą chwilą rozkosz, jaką odczuwa, jest coraz większa. Kwestią czasu było, kiedy nie da rady zapanować nad podnieceniem.
- Podaj pierwszy prezent – odezwał się nagle jej tata.
Ania półprzytomnym wzrokiem spojrzała w stronę paczek i wybrała jedną, którą szybko podała naszemu Mikołajowi.
- Basia! - przeczytał.
Mama Ani wstała i odebrała swój prezent.
- Gosia – usłyszałam swoje imię.
Wstałam zdziwiona i zanim odebrałam paczkę, to wcisnęłam trzy razy przycisk na pilocie, zwiększając siłę drgań wibratora. Ania pisnęła cicho i mocniej zacisnęła nogi, ale przyniosło to zupełnie odwrotny skutek. Jeszcze mocniej poczuła ruchy zabaweczki w swoim wnętrzu.
     Ostatkiem sił podniosła i podała tacie kolejną paczkę. Ten wziął pakunek z jej trzęsących się dłoni i przeczytał głośno napis na karteczce:
- Mama i tata – wyraźnie sam był zaskoczony, ale oddał prezent żonie i wyciągnął dłoń po kolejną paczkę.
Ania starała się coraz szybciej podawać prezenty spod choinki, jakby nagle zaczęło jej się spieszyć. Bałam się przesadzić, ale zaryzykowałam i wcisnęłam przycisk na pilocie jeszcze raz. Moja dziewczyna spojrzała na mnie i przewróciła oczami od odczuwanej rozkoszy.
- Zbyszek – przeczytał z dumą i odłożył swój prezent na fotel.
- Aniu, coś się dzieje? - spytała nagle mama.
- Nie, wszystko dobrze – starała się załagodzić sytuację.
- Nie wyglądasz najlepiej – mama nie dawała za wygraną.
- Może odrobinę za dużo zjadła – wtrąciłam.
- Tak, tak, to na pewno to – Ania z ulgą podchwyciła wymówkę, podając tacie kolejną paczkę.
Podobała mi się walka, jaką toczyła ze swoim podnieceniem. Niestety dla niej, była na z góry przegranej pozycji i tylko kwestią czasu było, kiedy skapituluje. Jednak trzymała się dzielnie i walczyła o każdą sekundę siedzenia w naszym towarzystwie.
- Gosia – znowu przeczytał tata Ani i muszę przyznać, że zdębiałam, ale wstałam i odebrałam swój drugi już prezent.
- I dwa ostatnie chyba możesz przeczytać razem – powiedziała mama Ani.
Mikołaj wziął z coraz bardziej trzęsących się rąk Ani dwie ostatnie paczki i po cichu przeczytał karteczki.
- Faktycznie – zaczął – Oba prezenty są dla Ani. Proszę nasz Elfie – podał jej pakunki z szerokim uśmiechem.
- Dziękuję Mi... Mikołaju – odpowiedziała drżącym głosem.
     Wszyscy zaczęli rozpakowywać prezenty, tylko Ania siedziała dalej pod choinką z coraz bardziej zaciśniętymi nogami. Doskonale wiedziałam, co teraz dzieje się w jej głowie i ciele. Była na skraju orgazmu.  
- Przepraszam, ale muszę do łazienki – podniosła głowę, wstała i wybiegła z pokoju.
Usłyszeliśmy po chwili trzaśnięcie drzwi i spojrzeliśmy wszyscy po sobie.
- Mam nadzieję, że nic jej nie zaszkodziło – odezwała się mama Ani.
- Myślę, że nie – pocieszyłam ją – Było przepyszne. Sprawdzę, co u niej.
Wstałam i ruszyłam śladem Ani. Stanęłam pod drzwiami i wsłuchiwałam się chwilę w odgłosy dobiegające z łazienki. Wyraźnie słyszałam tłumione jęki, posapywanie i piski. Postanowiłam nie pukać, tylko od razu nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
     To, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ania w samych pończochach wiła się z rozkoszy na środku podłogi, pocierając rozgrzaną do czerwoności cipkę. Przy każdym potarciu tryskała z niej fontanna soczków. Druga dłoń mocno ściskała na zmianę piersi i sterczące do granic możliwości sutki. Nigdy bym nie przypuszczała, że nasza mała, niewinna zabawa może dostarczyć jej aż tylu przyjemnych wrażeń i doprowadzić ją do takiego stanu. Całe szczęście to ja weszłam do łazienki, a nie jej rodzice.
     Szybko wyłączyłam wibrującą w jej cipce zabaweczkę i uklęknęłam przy niej, obejmując i przytulając mocno. Głaskałam jej głowę i starałam się uciszyć i uspokoić jej rozdygotane ciało.
- Ciii... Już dobrze. Jestem przy Tobie – szeptałam.
Ania starała się złapać oddech, ale średnio jej to wychodziło. Dopiero po dłuższej chwili zaczęła się uspokajać.
- Wszystko w porządku? - spytałam.
- Po... Podobało Ci się?
- Ty zawsze mi się podobasz – odpowiedziałam bez namysłu.
- Nawet, jak nie potrafię się opanować i robię takie rzeczy?
- Wtedy jeszcze bardziej – powiedziałam szczerze.
Spojrzała na mnie z ciągle widoczną rozkoszą w oczach.
- Rób mi tak częściej – poprosiła z uśmiechem i uroczymi wypiekami na twarzy.
- Jak często?
- Kiedy tylko będziesz chciała. Jestem cała Twoja – wyszeptała.
     Na rozkoszną małą chwilkę nasze usta połączył delikatny pocałunek. Języki musnęły się nieśmiało, jakby dawno tego nie robiły. Dłonie zaczęły błądzić po naszych ciałach, wywołując przyjemne dreszcze zarówno u mnie, jak i u Ani. Nagle usłyszałyśmy pukanie do drzwi i głos zaniepokojonej mamy:
- Aniu kochanie, wszystko dobrze?
- Tak – zapiszczała lekko zachrypnięta Ania – Wszystko dobrze, zaraz wyjdę!
- Na pewno nic Ci nie jest?
- Udało się ogarnąć sytuację – odpowiedziałam pewnym głosem.
- W porządku, to czekamy w pokoju na Was – powiedziała mama Ani i zniknęła zza drzwi.
     Chwilę siedziałyśmy w całkowitej ciszy. Zupełnie, jakbyśmy bały się poruszyć, bo to oznaczałoby wykrycie nas przez kogoś. W końcu Ania zaczęła chichotać, a zaraz potem ja.
- Boże, ale było blisko kompromitacji – odezwała się pierwsza.
- Czemu?
- Jakby to weszła moja mama, a nie Ty to spaliłabym się ze wstydu – wyjaśniła.
- No faktycznie byłoby średnio – zgodziłam się z nią – Ale przynajmniej mogłam sobie popatrzeć, jak dochodzisz.
- I co Ci po tym patrzeniu?
- Mam to w pamięci i mogę się zachwycać w każdej chwili.
- Nie ma czym – pokazała mi język.
- Tobą, twoim ciałem, orgazmem, po prostu wszystkim – pogłaskałam ją po twarzy.
- Przesadzasz.
- Po prostu wiem, co mnie kręci.
- Czyli?
- Ty!
- A Ty cholernie kręcisz mnie – przyznała Ania i znowu się pocałowałyśmy.
     Minęło kilka chwil, które z nieukrywaną przyjemnością spędziłyśmy na podłodze łazienki Ani w swoich objęciach. Pocałunek był niezwykle słodki i miły, ale trzeba było wracać do czekających w pokoju rodziców.
- Musimy wracać – szepnęłam.
- Wiem. Pomożesz mi wstać?
- Jeszcze pytasz? Jasne! - odpowiedziałam.
- Sama nie dałabym chyba rady.
- Daj, to wyjmę zabaweczkę – zaproponowałam.
- Niech zostanie.
- Jesteś pewna?
- Tak, tylko włącz na mniejsze wibracje, bo nie mam ochoty odlecieć przy rodzicach.
- Domyślam się – przyjęłam jej decyzję ze zrozumieniem – Tym bardziej że zostało nam coś bardzo ważnego do zrobienia.
- Pamiętam – odpowiedziała krótko Ania.
- Boisz się?
- Przy Tobie? Nigdy!
     Pomogłam się Ani ubrać i wytarłam podłogę po jej cudownym orgazmie. W międzyczasie ona poprawiła fryzurę i makijaż. Jak mnie prosiła – włączyłam zabaweczkę na minimalne wibracje i wyszłyśmy w końcu z łazienki. Rodzice spojrzeli się zatroskani na swoją córkę, gdy weszłyśmy do pokoju.
- Nic Ci nie jest? - spytała mama.
- Coś Ci zaszkodziło? - zawtórował tata.
- Nie, po prostu wzruszyłam się atmosferą i tymi prezentami i nie chciałam się przy Was wszystkich rozpłakać – wyjaśniła.
Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem. Nigdy nie wpadłabym na takie wyjaśnienie, a znając sentymentalność Ani, miałam pewność, że rodzice jej uwierzyli.
- Siadajcie i rozpakujcie swoje prezenty – odezwał się nasz dzisiejszy Mikołaj.
- Najpierw chciałyśmy Ci coś powiedzieć – zaczęła moja dziewczyna .
Wtedy dotarło do mnie, że nie ma już odwrotu i jakbyśmy się nie bały, to musiałyśmy wyznać, co nam leżało na sercach.
- A co się stało? - z podejrzeniem popatrzył na nas mężczyzna.
- Tato, bo Gosia... – zaczęła Ania i wzięła głęboki wdech.
- Jesteśmy parą – wyrzuciłam z siebie, patrząc ukradkiem na mamę Ani, która z serdecznym uśmiechem starała się dodać nam otuchy.
- Bardzo się kochamy i chcemy być razem – dokończyła Ania.
     Na twarzy taty mojej dziewczyny zaczęły się malować różne emocje. Od zaskoczenia poprzez zdziwienie, niezrozumienie, zakłopotanie, a skończywszy jakby na częściowej akceptacji. To, co usłyszał, na pewno było dla niego niemałym szokiem. Muszę jednak przyznać, że zniósł to lepiej, niż się spodziewałyśmy.
- Tato... powiesz coś? - dopytywała Ania.
On potrzebował jednak kolejnej chwili, żeby przetrawić usłyszaną nowinę.
- No odezwij się, bo dziewczyny nam zejdą na zawał – wstawiła się za nami mama Ani.
- Cóż... - zaczął – Ty wiedziałaś? - spojrzał się na żonę.
- Od niedawna – wyjaśniła spokojnie.
- Dziewczyny... to duża wiadomość.
- Jeśli chcesz to przemyśleć...
- Nie córeczko. Nie muszę – spojrzał na nią łagodnym wzrokiem – Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa.
     Ania zalała się łzami i pobiegła przytulić się do taty. Na nasze szczęście stała tyłem do mnie, więc tylko ja mogłam podziwiać jej wspaniałe nagie pośladki i lśniącą od wilgoci cipkę.
- Kocham Cię tato – powiedziała.
- Bo udusisz ojca – odezwała się mama Ani – Daj mu odetchnąć.
Ania puściła tatę i wróciła na swoje miejsce pod choinką, gdzie czekały jej prezenty. Wtedy spojrzenie mężczyzny padło na mnie, ale nie było w nim niczego złego, żadnej niechęci, a raczej zrozumienie i względny spokój. Posłałam mu ciepły uśmiech i szybko zmieniłam temat:
- Jak się podobają prezenty?
- Bardzo – wesoło zaszczebiotała mama Ani.
- Bardzo dziękuję. Nie spodziewałem się.
- No chłopie odezwij się i rusz, bo ta dziewczyna faktycznie nam zaraz padnie – ponagliła go żona.
- Muszę przyznać, że to dla mnie wielkie zaskoczenie – powiedział tata Ani, wstając.
Podszedł do mnie i spojrzał z góry prosto w oczy.
- Jeśli obiecasz kochać moją córkę...
- Obiecuję! - rzuciłam odruchowo.
- To mi wystarczy – uśmiechnął się w końcu i uściskał mnie serdecznie.
     Po tych słowach i geście zeszło ze mnie ciśnienie. Łzy same napłynęły do moich oczu i nie umiałam nad nimi zapanować. Chciałam krzyczeć ze szczęścia, śmiać się, biegać, skakać, ale byłam w stanie tylko stać i pozwalać łzą lecieć po moich policzkach. Szybko obok mnie znalazła się Ania, która mnie objęła i ocierała z twarzy słone krople. Dopiero po chwili i dzięki jej obecności udało mi się uspokoić.
- To może skosztujemy tego mojego prezentu? - zapytał z uśmiechem tata Ani, zmieniając temat.
- No po jednym, to by wypadało – odezwała się jej mama.
- Jak jednego to i ja nie odmówię – zgodziła się Ania.
- Przyda mi się – przyznałam.
     Usiedliśmy znowu do stołu. Postanowiłam dać odpocząć Ani i wyłączyłam jej wibrujący prezent. Uśmiechnęła się do mnie i puściła oczko. Zaczęliśmy rozmawiać. Już na spokojnie opowiedziałyśmy o tym, jak zakochałyśmy się w sobie. Rodzice Ani słuchali i widziałam, że z każdą chwilą są spokojniejsi i pewniejsi, że ich córka jest bardzo szczęśliwa. Udało nam się też w końcu rozpakować prezenty. Ania od rodziców dostała nowy, długo wyczekiwany laptop, a mnie bardzo mocno przytuliła za naszyjnik z naszym wspólnym zdjęciem. Ja od rodziców Ani dostałam piękny, długi, ciepły sweter, który mógł być równie dobrze sukienką, a od mojej dziewczyny bransoletkę z naszymi imionami i symbolem nieskończoności.
     Czas mijał bardzo szybko, ale w tak przyjaznej atmosferze nie było to niczym dziwnym. Pomogłam posprzątać ze stołu i wspólnie z Anią włożyłyśmy naczynia do zmywarki. W końcu stwierdziłam, że czas na mnie i podziękowałam za gościnę i wsparcie. Odprowadzili mnie do drzwi całą rodziną. Czułam się po prostu cudownie.
- Dobranoc Gosiu – pożegnała mnie mama Ani.
- Spokojnej nocy – życzył mi jej tata.
- Choć stary, bo one chcą na pewno porozmawiać – pociągnęła męża za rękaw i zniknęli w pokoju.
Zostałyśmy z Anią same. Wpadłyśmy w swoje objęcia i tuliłyśmy się do siebie najmocniej, jak tylko umiałyśmy.
- Mogę iść z Tobą? – spytała Ania.
- A to jest jakaś inna opcja?
- Mamo! Idę do Gosi! – krzyknęła uradowana dziewczyna, wsuwając buty na stopy.
- Wrócisz?
- Będę rano!
- Okej! Bawcie się... – odkrzyknęła jej mama i to ostatnie, co zrozumiałam, bo Ania wypchnęła mnie z mieszkania i zatrzasnęła drzwi.
     Śmiejąc się, szybko wbiegłyśmy na górę do naszego mieszkania. Przez całą drogę czułam na pośladkach dłonie Ani, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Byłam spragniona jej dotyku, pocałunków i czułości. Wpadłyśmy sobie w ramiona, gdy tylko zamknęłam za nami drzwi na zamek. Ubrania szybko znalazły się na podłodze, a my w łóżku. Nowa zabaweczka Ani zaspokajała nas na zmianę. Kochałyśmy się do późnej nocy, używając innych gadżetów, aż w końcu nagie i wtulone w siebie zasnęłyśmy z wycieńczenia. Ostatni czas, a zwłaszcza miniony dzień był dla nas bardzo stresujący i wyczerpujący. Potrzebowałyśmy odrobinę regeneracji i odpoczynku. Jeszcze przez jakiś czas nie mogłyśmy uwierzyć, że wszystko układa się po naszej myśli i nasi najbliżsi są przychylni łączącym nas uczuciom. Z takim wsparciem nie było dla nas rzeczy niemożliwych.

7 komentarzy

 
  • Czytelnik123

    Jak zwykle ciekawy pomysł i świetne wykonanie. Opisy i dialogi wyjątkowo realistyczne i na bardzo dobrym poziomie.  

    Podpytam tylko, czy w świecie dziewczyn ktoś się jeszcze pojawi? Czy to historia tylko tych dwóch bohaterek?

    4 dni temu

  • gosiak89

    @Czytelnik123 Dziękuję za miłą opinię.

    Czy ktoś się pojawi? Myślisz, że kogoś potrzebują? ;)

    3 dni temu

  • oniona4

    @gosiak89 Trzeciej do zabawy? ;)

    3 dni temu

  • gosiak89

    @oniona4 A co? Piszesz się? :p

    2 dni temu

  • oniona4

    @gosiak89 No ba ;)

    Przedwczoraj

  • iskra957

    @oniona4 Nie zapomniałyście o kimś? ^^

    Przedwczoraj

  • oniona4

    @iskra957 No to Gosia ma teraz o czym i o kim pisać :D

    Przedwczoraj

  • gosiak89

    @oniona4 Dziewczyny jesteście kochane :) Ale plany mam inne :p

    Przedwczoraj

  • andkor

    Super opowiadanie u czytając poczuło się ,,Cud Wigilijnej Nocy" Pozdrawiam i każdy szczęśliwy związek jest cudowny.

    12 lipca

  • gosiak89

    @andkor Dzięki za miłe słowo 😉

    12 lipca

  • abigail

    :przytul:

    8 lipca

  • gosiak89

    @abigail Dzięki ;)

    10 lipca

  • iskra957

    Kochanie, cieszę się, że udało Ci się wrzucić kolejne opowiadanie. Napisałaś bardzo pięknie. Stylistyka jak zwykle bez zarzutu, a treść o szczęśliwej relacji pozwala rosnąć sercu. ;)

    7 lipca

  • gosiak89

    @iskra957 :*

    10 lipca

  • oniona4

    Piękne. Po prostu piękne. Jak dobrze czytać, że komuś układa się tak, jak on sobie tego życzy  :przytul:

    6 lipca

  • gosiak89

    @oniona4 Dziękuję 😉

    6 lipca

  • Marta1991

    Jejku jak ja na to czekałam!! Coś pięknego! 🥰🥰
    A ile śmiechu było przy czytaniu  :lol2:

    5 lipca

  • gosiak89

    @Marta1991 Cieszę się, że udało Ci się doczekać :D

    6 lipca

  • Marta1991

    @gosiak89 ledwo ledwo...🤭 Ale w oczekiwaniu na Twoje opowiadanie, skupiłam się na opowiadaniach iskra957 i też było przyjemnie 😁🤭😉

    6 lipca

  • Erotusia

    Cóż za emocjonująca końcówka roku u Was  :bravo: Fantastycznie móc czytać tak spójne opowiadania pełne pozytywnego przekazu i emocji :)

    5 lipca

  • gosiak89

    @Erotusia Faktycznie działo się dużo i było wiele emocji 😉

    6 lipca