2. Pół kroku za N-ią, czyli: kobieta której nie znasz

2. Pół kroku za N-ią, czyli: kobieta której nie znaszPrzez następne trzy tygodnie nie wydarzyło się nic i właśnie to zaczęło Marka drażnić najbardziej. Spodziewał się prowokacji, drobnych tajemnic, może celowego pozostawienia jakiejś niejasności, tymczasem Natalia zachowywała się dokładnie tak samo jak przed weekendem nad jeziorem. Rano krzątała się po kuchni jeszcze zaspana, z luźno związanymi włosami i kubkiem mocnej kawy w dłoniach. Wieczorami czytała, oglądała seriale, sprawdzała dzieciom zadania i odkładała okulary w miejscach, których później przez pół godziny szukała.
Marek kilkakrotnie chciał sprowokować ją do gry, ale zrezygnował. W końcu zaczął podejrzewać, że dla Natalii rozmowa w hotelu była po prostu zabawnym epizodem, który dobrze brzmiał przy winie nad jeziorem, ale nie przetrwał powrotu do zwyczajnego życia.
Do czwartku.
Tego wieczoru wychodziła z koleżankami. Marek zobaczył ją w przedpokoju, kiedy poprawiała włosy przed lustrem. Miała czarną sukienkę kończącą się nieco nad kolanem, skrojoną tak, że bardziej podkreślała, niż odsłaniała. Włosy zostawiła rozpuszczone, makijaż zrobiła trochę ciemniejszy niż zwykle wokół oczu, a na nadgarstek założyła cienką bransoletkę. Pachniała perfumami, które miała na sobie podczas ich kolacji nad jeziorem.
Marek oparł się o framugę.
— Ładnie wyglądasz.
Natalia spojrzała na niego przez lustro.
— Wiem.
Powiedziała to bez uśmiechu, z tak naturalną pewnością siebie, że przez moment nie wiedział, czy żartuje. Otworzyła szkatułkę stojącą na komodzie i wyjęła długie srebrne kolczyki, które kiedyś kupił jej w Pradze.
Marek pamiętał ten wyjazd. Pamiętał nawet mały sklepik i Natalię mówiącą, że są zbyt długie.
Założyła pierwszy kolczyk, potem drugi.
— Nie czekaj — powiedziała.
— Nigdy nie czekam.
Ich spojrzenia spotkały się w lustrze.
— Oczywiście.
Podeszła, musnęła ustami jego policzek i wyszła. Pocałunek był krótki, zwyczajny, małżeński, a mimo to Marek jeszcze chwilę stał w przedpokoju, czując na skórze delikatny zapach pomadki zmieszany z jej perfumami.
Pierwszy raz spojrzał na zegarek o 23:46.
Drugi siedem minut później.
O północy telefon leżał już ekranem do góry na stoliku.
Napisał:
„Żyjesz?”
Odpowiedź przyszła po pięciu minutach.
„Tak.”
Bez emotikonu. Bez „zaraz będę”. Bez pytania, dlaczego sprawdza.
Nie odpisał.
O 00:18 usłyszał samochód.
Natalia weszła kilka minut później, najpierw cicho przekręcając klucz, potem odkładając torebkę na szafkę. Kiedy pojawiła się w drzwiach salonu, była boso. Na policzkach miała lekki rumieniec od chłodu, włosy odrobinę bardziej potargane niż przed wyjściem, a na skórze mieszały się jej perfumy, nocne powietrze, wino i zapach restauracji.
— Ty jeszcze nie śpisz?
— Czytam.
Spojrzała na zamkniętą książkę spoczywającą na jego kolanach.
— Widzę.
Podeszła bliżej i dopiero wtedy Marek zauważył jej kolczyki.
Nie srebrne.
Małe złote kółka.
Przez sekundę patrzył na nie bez słowa. Natalia dostrzegła jego spojrzenie i dotknęła jednego kolczyka palcem.
— Co?
Mógł zapytać.
Nie zrobił tego.
— Nic.
Mógł przysiąc, że na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.
— Dobranoc.
Odwróciła się i ruszyła na górę. Jeszcze przez moment w pokoju utrzymywał się jej zapach. Po chwili Marek usłyszał szum prysznica i został sam ze swoim pytaniem.
Gdzie podziały się srebrne kolczyki?
Mogła zdjąć je w restauracji, zgubić jeden, mieć drugą parę w torebce. Istniało kilkanaście całkowicie banalnych wyjaśnień i każde było bardziej prawdopodobne od tego, które podsuwała mu wyobraźnia.
Najgorsze było jednak to, że nie interesowało go żadne z tych rozsądnych.
Nie zapytał następnego dnia.
Ani kolejnego.
Z czasem pytanie zaczęło żyć własnym życiem i właśnie dlatego wolał go nie wypowiadać.
* * *
Tomasz pojawił się kilka dni później.
Najpierw tylko jako imię wypowiedziane podczas przygotowywania kolacji. Natalia stała przy kuchennym blacie w kremowym swetrze, z włosami spiętymi wysoko i niedbale, dzięki czemu odsłaniała smukłą linię karku. Kroiła czerwoną paprykę, gdy nagle powiedziała:
— Poznałam dzisiaj interesującego faceta.
Marek podniósł wzrok znad laptopa.
— Gdzie?
— W kawiarni.
— Przypadkiem?
— Podobno najlepsze rzeczy zdarzają się przypadkiem.
— Już brzmi podejrzanie.
Uśmiechnęła się.
— Jest architektem. Tomasz.
Marek zamknął laptop i odsunął go na bok. Natalia zauważyła ten gest.
— Oho.
— Co?
— Nic.
— Przystojny?
Nóż zatrzymał się nad deską może na pół sekundy.
— Nie.
— Czyli bardzo.
Natalia wolno przeniosła na niego wzrok.
— Zapytałeś. Odpowiedziałam.
Marek przyglądał jej się.
— Prawda?
Przez chwilę nic nie mówiła.
Potem odłożyła nóż.
— Nie.
Marek zmarszczył brwi.
— Co „nie”?
— To było pierwsze.
Dopiero po sekundzie zrozumiał.
— Pierwsze kłamstwo?
Natalia skinęła głową.
— Czyli jest przystojny.
— Powiedziałam tylko, że „nie” było kłamstwem.
— Zaczynam nie lubić własnych zasad.
— Za późno.
Wróciła do papryki.
Marek obserwował jej profil, szukając w nim czegokolwiek: niepotrzebnego uśmiechu, zmiany rytmu oddechu, śladu zakłopotania. Wydawało mu się, że na policzkach widzi bardzo delikatny rumieniec, ale równie dobrze mogło to być ciepłe światło kuchni.
— Wolny?
— W separacji. Od ponad dwóch lat. Rozwód trwa.
— Powiedział ci przy pierwszej kawie?
— Rozmawialiśmy.
— Widzę.
Natalia uśmiechnęła się.
— Niczego przed tobą nie ukrywam.
— Tego jeszcze nie wiem.
— I chyba właśnie zaczyna ci się to podobać.
Marek nie odpowiedział.
To także zaczynało go irytować.
Tydzień później Tomasz zaprosił ją na kawę.
Natalia sama powiedziała o tym przy śniadaniu.
— Odmówiłam.
Marek odstawił filiżankę.
— Dlaczego?
Popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
— Naprawdę pytasz?
— Tak.
— Jestem mężatką.
— Mężatki nie piją kawy?
— Z obcymi facetami, którzy najwyraźniej są nimi zainteresowani?
— Tym bardziej jestem ciekawy.
Natalia zamilkła. Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, jakby próbowała ustalić, czy żartuje.
— Czego właściwie chcesz, Marek?
Pytanie było prostsze niż odpowiedź.
Chciał zobaczyć Natalię cudzymi oczami. Nie żonę przypominającą mu rano o rachunkach, nie matkę ich dzieci, nie kobietę, której obecność stała się naturalna jak dobrze znany pokój. Chciał zobaczyć ją tak, jak zobaczyłby ją mężczyzna siedzący po drugiej stronie stolika pierwszy raz: jej oczy, usta, sposób, w jaki odgarnia włosy, lekko zmarszczony nos, kiedy naprawdę się śmieje.
Chciał wiedzieć, czy ona również poczuje na sobie tamto nowe spojrzenie.
— Chciałaś się zgodzić? — zapytał.
Natalia patrzyła na niego.
— Nie.
Marek poczekał.
Już zaczynał rozpoznawać ciszę, która pojawiała się po niektórych odpowiedziach.
— Prawda?
Natalia opuściła wzrok na kawę.
— Drugie.
Poczuł znajome ukłucie.
— Chciałaś.
— Byłam ciekawa.
— To prawie to samo.
— Nie.
— Ale odmówiłaś.
— Tak.
— To idź.
Natalia podniosła głowę.
— Co?
— Idź z nim na kawę.
Zesztywniała.
— Serio?
— Serio.
— Pomyśl dobrze.
Nie brzmiała jak kobieta próbująca wymusić pozwolenie. Przeciwnie — w jej głosie było coś, co można było uznać niemal za ostrzeżenie.
— Pomyślałem.
Patrzyła na niego przez kilka sekund.
— Dobrze.
Spotkanie miało trwać godzinę.
O 19:30 Marek nalał sobie drinka. O 19:45 uruchomił film, a kwadrans później zdał sobie sprawę, że nie wie nawet, o czym jest.
Telefon leżał na stoliku.
O 20:17 spojrzał na niego pierwszy raz.
O 20:36 drugi.
O 20:51 trzeci.
W końcu napisał:
„Dobrze się bawisz?”
Cisza.
Minęło trzynaście minut. Potem siedem kolejnych.
O 21:17 telefon zawibrował.
„Jeszcze rozmawiamy.”
Marek przeczytał wiadomość trzy razy. Napisał „O czym?”, po czym skasował. Następnie „Kiedy wrócisz?” i również usunął.
W końcu wysłał:
„Ciekawy?”
Odpowiedź pojawiła się prawie natychmiast.
„Bardzo.”
Marek poczuł, jak coś zaciska mu się w żołądku.
O 21:42 ekran rozświetlił się ponownie.
„Nie czekaj.”
Przez kilka sekund patrzył na te dwa słowa.
Napięcie w jego ciele nie było czystym lękiem ani zwyczajną zazdrością. Gdyby było, wszystko okazałoby się znacznie prostsze. Była w nim ciekawość, niepokój, pobudzenie i niemal bolesna potrzeba wiedzy połączona z równie silną potrzebą pozostawania w niewiedzy.
I wtedy po raz pierwszy zrozumiał, że cała ta gra mogła nigdy nie dotyczyć kłamstw.
Mogła dotyczyć oczekiwania.
* * *
O 02:07 usłyszał samochód.
Siedział w ciemnej kuchni. Światło z przedpokoju przecięło podłogę ciepłym prostokątem, kiedy Natalia otworzyła drzwi.
Najpierw go nie zauważyła.
Zdjęła płaszcz powoli, odsłaniając czarną sukienkę, której materiał był lekko pognieciony na biodrach od długiego siedzenia. Dopiero po chwili podniosła wzrok.
— Miałeś nie czekać.
— Nie czekałem.
Spojrzała na zegar.
— Naturalnie.
Jej włosy były rozpuszczone, choć przed wyjściem starannie je spięła. Kilka miękkich pasm przykleiło się do policzka i szyi. Pomadka prawie zniknęła, pozostawiając tylko przygaszony kolor na dolnej wardze.
Marek poczuł jej zapach, zanim podeszła do blatu. Perfumy stały się cieplejsze i łagodniejsze, połączone z chłodem nocnego powietrza, winem i czymś obcym, co zapewne było tylko zapachem restauracji, ale czego jego wyobraźnia natychmiast nie chciała za takie uznać.
— Wody?
— Poproszę.
Nalał jej szklankę. Kiedy ją podawał, ich palce zetknęły się na moment. Dłoń Natalii była chłodna od nocy.
Wypiła kilka łyków.
— Jak było?
— Dobrze.
— Tylko dobrze?
Spojrzała na niego ponad krawędzią szklanki.
— Bardzo dobrze.
— Była kolacja?
— Była.
— Co jeszcze?
Natalia odstawiła szklankę.
— Marek.
Nie powiedziała tego ostro. Właśnie przeciwnie — jej głos był miękki, spokojny i dlatego natychmiast zdał sobie sprawę, że doskonale widzi jego napięcie. Co więcej, zaczynała rozumieć, jaki wpływ wywiera na niego każda odpowiedź.
— Pocałował cię?
Nie odpowiedziała od razu.
Dwie, może trzy sekundy wystarczyły, żeby Marek usłyszał szum lodówki, deszcz stukający o parapet i własny oddech.
— Tak.
Słowo było proste.
— Gdzie?
Natalia zmarszczyła brwi.
— Co gdzie?
— Gdzie cię pocałował?
Coś zmieniło się w jej spojrzeniu.
Natalia właśnie zrozumiała, że każda sekunda zwłoki jest dla niego równie znacząca jak sama odpowiedź.
— Przed restauracją.
— Oddałaś?
Przyglądała mu się chwilę.
— Tak.
Marek poczuł gorąco na karku.
— Podobało ci się?
Natalia lekko przygryzła wewnętrzną stronę dolnej wargi.
— Nie.
Odwróciła się i ruszyła w stronę schodów. Zrobiła dwa kroki, po czym zatrzymała się, nie oglądając za siebie.
— Marek?
— Tak?
— To było moje trzecie kłamstwo.
Poszła na górę.
Marek został sam przy kuchennym stole.
Pierwsze: Tomasz nie jest przystojny.
Drugie: nie chciała zgodzić się na kawę.
Trzecie: pocałunek jej się nie podobał.
Przynajmniej tyle wiedział.
Nie wiedział natomiast, które przeciwieństwa tych zdań były prawdą.
Po kilku minutach usłyszał na piętrze szum prysznica.
Kiedy wreszcie wszedł do sypialni, drzwi łazienki były lekko uchylone. Wypływało zza nich złotawe światło i ciepła, wilgotna para przesycona zapachem szamponu, kosmetyków oraz dobrze znanych perfum.
Natalia pojawiła się chwilę później.
Miała na sobie długi, perłowy szlafrok. Gładki materiał łapał światło lampy i przy każdym ruchu zmieniał kolor od mlecznej bieli do jasnego srebra. Mokre włosy, ciemniejsze niż zwykle, opadały na ramiona, a na skórze szyi i obojczyków pozostało kilka niewielkich kropli wody.
Marek znał ją taką od lat.
Widział ją po kąpieli setki razy.
A mimo to tym razem wpatrywał się w nią jak w kobietę, która dopiero co przekroczyła próg jego domu po raz pierwszy.
Natalia zatrzymała się przed nim.
Nie powiedziała nic.
Marek również milczał.
Stała tak blisko, że widział pojedyncze krople na jej skórze i słyszał delikatny szelest materiału przy każdym ruchu.
Wystarczyłoby wyciągnąć rękę.
Nie zrobił tego.
I nagle te kilkanaście centymetrów przestrzeni między nimi wydało mu się bardziej intensywne niż dotyk.
Natalia podeszła do łóżka.
— Dobranoc.
— Natalia.
Obejrzała się przez ramię.
Marek chciał zapytać o Tomasza, o pocałunek, o restaurację, o to, dlaczego wróciła dopiero po drugiej.
Ostatecznie zadał inne pytanie.
— Ile naprawdę wykorzystałaś?
Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
— Trzy.
Odpowiedziała tym razem bez gry.
Marek patrzył na nią.
— Na pewno?
— Na pewno.
Zgasiła lampkę.
Pokój pogrążył się w ciemności.
Marek długo jeszcze leżał obok niej, słuchając coraz spokojniejszego oddechu. Dzieliło ich może pół metra. Niewiele, a zarazem więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Jeszcze niedawno był przekonany, że zna tę kobietę niemal całkowicie.
Teraz po raz pierwszy od osiemnastu lat nie wiedział, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej i których szczegółów jeszcze nie znał.
Ku własnemu zaskoczeniu odkrył jednak coś jeszcze.
Nie chciał natychmiast odzyskać pewności.
Nieznana część Natalii fascynowała go znacznie bardziej niż wszystko, co wydawało mu się w niej znajome.
* * *
Następnego ranka Natalia smażyła jajka i właśnie ta zwyczajność okazała się dla Marka najtrudniejsza do zniesienia.
Miała na sobie jego starą granatową koszulkę. Po latach prania materiał zrobił się miękki i cienki; na niej sięgał do połowy ud. Włosy związała wysoko i kilka ciemnych pasm wymknęło się spod gumki, opadając na kark.
W kuchni pachniało masłem, świeżo zmieloną kawą i pieczywem ogrzewanym w tosterze.
Marek zatrzymał się w drzwiach.
Znał ten obraz tak dobrze, że mógłby odtworzyć go z pamięci: ustawienie kubków, ruch jej prawej dłoni, nawet moment, w którym odsunie patelnię od ognia.
Jeszcze niedawno minąłby ją, musnął przelotnie biodro i sięgnął po filiżankę.
Teraz patrzył na kilka ciemnych włosów przyklejonych do jej karku i zastanawiał się, czy Tomasz również je zauważył.
Ta myśl pojawiła się zbyt łatwo.
— Kawa jest w ekspresie — powiedziała Natalia, nie oglądając się.
— Dzięki.
Nie ruszył się od razu.
— Dzieci wstaną za dziesięć minut.
Dopiero wtedy podszedł do blatu.
— Wiem.
Nacisnął przycisk ekspresu.
Natalia przełożyła jajka na talerze. Dopiero wtedy się odwróciła.
— Źle spałeś?
— Świetnie.
Popatrzyła na niego odrobinę dłużej.
— Kłamiesz.
— Nie liczę.
— Wiem.
Marek napił się kawy.
Potem zobaczył jej uszy.
Złote kółka.
Te same, które pojawiły się po tamtym wyjściu z koleżankami.
— Natalia.
— Mhm?
— Skąd masz te kolczyki?
Dotknęła jednego.
— Pytałeś już wzrokiem.
— Teraz pytam ustami.
Przez kilka sekund między nimi były tylko radio i tykanie zegara.
— Od kogoś.
Marek patrzył.
— Od Tomasza?
— Nie.
— To prawda?
Natalia uśmiechnęła się ledwie zauważalnie.
— Jedno pytanie naraz.
— Od kogo?
Spojrzała na zegar.
— Obudź dzieci.
Minęła go i wyszła.
Poruszone jej przejściem powietrze przyniosło zapach balsamu i wilgotnych włosów.
Marek słuchał jej kroków na schodach.
Nie wiedział jeszcze, czy „od kogoś” było zwykłym unikiem, prawdą czy kolejnym elementem gry.
Wiedział tylko, że pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę chce się dowiedzieć.
* * *
Przez kolejne dwa tygodnie nazwisko Tomasza nie padło między nimi ani razu.
Marek także go nie wypowiedział.
Na początku traktował milczenie jak rodzaj dyscypliny. Nie chciał dać Natalii satysfakcji z wiedzy, że wraca myślami do tamtej nocy, że odtwarza jej wejście do kuchni po drugiej, rozpuszczone włosy i przygaszoną pomadkę, a czasem, kiedy wzrok zatrzymuje mu się na jej ustach, słyszy w pamięci jedno krótkie „tak”.
Po kilku dniach zrozumiał jednak, że brak pytań niczego nie zatrzymał.
Gra po prostu przeniosła się w drobiazgi.
Telefon Natalii leżący na blacie stał się przedmiotem, którego obecność rejestrował nawet wtedy, gdy świadomie omijał go wzrokiem. Znał już odgłos urządzenia przesuwającego się po drewnie podczas wibracji i tę szczególną sekundę po sygnale, kiedy Natalia jeszcze się nie poruszała, a on już wiedział, że zaraz po nie sięgnie.
Nie ukrywała telefonu.
Nie odwracała go ekranem do blatu, nie zabierała ze sobą do łazienki, nie wychodziła do innego pokoju, żeby odpisać.
Gdyby zaczęła zachowywać się jak kobieta ukrywająca romans, wszystko byłoby prostsze.
Tymczasem jadła z nim śniadania, przypominała o zakupach, zasypiała wieczorami nad książką, a czasami, przechodząc za jego krzesłem, kładła mu dłoń na karku dokładnie tak samo jak dawniej.
Dotyk trwał tyle samo.
Zmienił się tylko Marek.
Teraz czuł ciepło jej dłoni jeszcze po tym, jak ją zabierała.
W piątek kilka minut po czternastej telefon zawibrował mu w kieszeni.
Natalia.
„Bądź dziś o 20.00 w Oranżerii.”
Przeczytał wiadomość dwa razy.
„Po co?”
„Kolacja.”
„Z kim?”
Na ekranie pojawiły się trzy kropki.
Zniknęły.
Pojawiły się ponownie.
„Ze mną.”
Uśmiechnął się mimo woli.
Po chwili przyszła kolejna wiadomość:
„Załóż granatowy garnitur.”
„Ten, który lubisz?”
Nie odpowiedziała od razu.
„Ten, który ja lubię, czy ten, w którym podobasz się innym kobietom?”
Marek oparł plecy o fotel.
„To chyba ten sam.”
Odpowiedź pojawiła się niemal natychmiast.
„Właśnie dlatego granatowy.”
* * *
Oranżeria mieściła się w odrestaurowanym pałacyku otoczonym starym parkiem. Kiedy Marek wysiadł z samochodu, deszcz właśnie ustawał. Powietrze pachniało mokrymi liśćmi, ziemią i kamieniem; żwir chrzęścił pod podeszwami, a z koron drzew spadały jeszcze pojedyncze ciężkie krople.
W środku uderzyło go ciepło. Z sali restauracyjnej dochodził fortepian, stłumione rozmowy i delikatny brzęk szkła. Pachniało ciemnym drewnem, winem, świecami i rozgrzanym masłem.
Hostessa odebrała jego płaszcz.
— Pan Marek?
To, że znała jego imię, wystarczyło, żeby zatrzymał na niej wzrok sekundę dłużej.
— Tak.
— Proszę za mną.
Natalię zobaczył z daleka.
Siedziała tyłem, więc najpierw rozpoznał linię jej ramion i sposób, w jaki obejmowała palcami nóżkę kieliszka. Miała na sobie ciemnozieloną sukienkę z długimi rękawami. Krój był niemal zachowawczy, lecz miękka tkanina układała się na jej plecach i talii z precyzją, która nie potrzebowała odsłoniętej skóry.
Włosy upięła nisko.
Kiedy odwróciła głowę, w świetle lamp błysnęło złoto.
Te same kolczyki.
Dopiero wtedy zobaczył mężczyznę siedzącego naprzeciwko.
Tomasz.
Nie potrzebował przedstawienia.
Natalia wstała.
— Jesteś.
Podeszła. Marek poczuł jej perfumy chwilę wcześniej, niż usta Natalii musnęły jego policzek.
Pocałunek był zwyczajny.
Małżeński.
Tyle że Tomasz patrzył.
I przez tę świadomość Marek poczuł go wyraźniej niż od lat.
— Marek, Tomasz. Tomasz, Marek.
Tomasz wstał i podał mu rękę. Był wysoki, szczupły, mniej więcej w ich wieku. Pierwsza siwizna pojawiała się przy skroniach. Najbardziej rzucał się w oczy spokój.
Marek wolałby arogancję.
Coś, co pozwoliłoby mu szybko uznać Tomasza za człowieka śmiesznego albo irytującego.
Tamten nie dawał mu tej wygody.
— Miło cię poznać — powiedział.
— Wzajemnie.
Tomasz zerknął na Natalię.
— Sporo o tobie słyszałem.
— Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.
— W większości.
Natalia roześmiała się.
— Panowie, jeśli od pierwszych dwóch minut zamierzacie rozmawiać o mnie tak, jakbym tu nie siedziała, uprzedźcie. Zamówię sobie coś droższego.
Kelner nalał wino.
Przez pierwsze kilkanaście minut rozmowa była zaskakująco łatwa. Tomasz mówił o pracowni, Kopenhadze, projektach i nartach. Marek pytał, odpowiadał, kilka razy nawet roześmiał się zupełnie szczerze.
Tomasz nie zachowywał się jak człowiek wtajemniczony w ich małżeńską grę.
Bo nie był.
Nie wiedział o siedmiu kłamstwach.
Nie wiedział, że część zdań Natalii ma numery.
Dla niego była po prostu zamężną kobietą, która spotkała go przypadkiem, zgodziła się później na kawę i zrobiła coś, czego nie umiał jeszcze do końca nazwać.
Marek nie wiedział, czy ta niewiedza go uspokaja, czy niepokoi bardziej.
Jednocześnie obserwował Natalię.
Palec przesuwający się po nóżce kieliszka. Powieki przymykane przed pierwszym łykiem. Drobne zmarszczenie nosa, kiedy coś naprawdę ją bawiło.
Znał te gesty.
Tego wieczoru patrzył na nie z nowej pozycji: nie jak ktoś, kto posiada do nich wyłączny dostęp, lecz jak człowiek zmuszony zauważyć, że inny mężczyzna również może nauczyć się je czytać.
— Muszę cię o coś zapytać — odezwał się Tomasz.
Marek odstawił kieliszek.
— Pytaj.
— Naprawdę powiedziałeś jej, żeby poszła wtedy ze mną na kawę?
Natalia właśnie unosiła wino do ust. Ręka zatrzymała się w połowie ruchu.
— Powiedziała ci?
— Powiedziała.
Marek spojrzał na żonę.
— Tak.
— Dlaczego?
Przez chwilę obracał kieliszek między palcami.
— Byłem ciekawy.
— Czego?
Marek podniósł oczy.
Natalia patrzyła na niego bez ruchu.
— Jej.
Tomasz zamilkł.
— I czego się dowiedziałeś?
Marek nadal patrzył na żonę.
— Że chyba za szybko uznałem, że nie ma już czym mnie zaskoczyć.
Natalia nie uśmiechnęła się. Nie spuściła wzroku. Tylko nabrała odrobinę głębiej powietrza.
Wtedy Marek poczuł przy kostce lekkie muśnięcie.
Uznał je za przypadek i przesunął stopę.
Rozmowa trwała dalej.
Po chwili dotyk wrócił.
Wolniej.
Miękki bok buta Natalii zatrzymał się przy jego kostce.
Marek nie poruszył nogą.
Podniósł kieliszek, bardziej po to, żeby zająć czymś rękę, niż z pragnienia.
Spojrzał na Natalię.
Słuchała Tomasza z lekko przechyloną głową. Jej twarz pozostawała spokojna.
Pod obrusem stopa nadal dotykała nogi Marka.
Po chwili przesunęła ku niemu oczy.
Tylko oczy.
Na sekundę.
Wystarczyło.
Natalia cofnęła stopę.
Brak nacisku poczuł wyraźniej niż jego obecność.
Pianista zmienił utwór.
Melodia zwolniła.
Tomasz spojrzał w stronę instrumentu, potem na Natalię.
— Zatańczysz?
Jej palce znieruchomiały na kieliszku.
Najpierw spojrzała na Marka.
Nie jak kobieta prosząca o pozwolenie.
Dawała mu możliwość zatrzymania sceny.
Mógł zażartować, poprosić o rachunek, powiedzieć, że jest późno.
Jedno zdanie wystarczyłoby, żeby wieczór wrócił w granice, które znał.
Przesunął kciukiem po nóżce kieliszka.
— Idź.
Tomasz wstał.
Natalia również.
Kiedy przechodziła obok Marka, znalazła się na moment tak blisko, że przez warstwy ubrania poczuł ciepło jej ciała. Sukienka zaszeleściła, a w powietrzu pozostał zapach tych samych perfum, które znał z ich sypialni.
Tomasz poprowadził ją kilka metrów dalej.
Położył dłoń na jej plecach.
Poprawnie.
Nie za nisko.
Dokładnie tam, gdzie dłoń mężczyzny podczas tańca powinna się znajdować.
Marek patrzył na nią dłużej, niż chciał.
Gdyby Tomasz przekroczył granicę, wiedziałby, co robić.
Tymczasem tamten pozostawał dokładnie po właściwej stronie.
Natalia poruszała się spokojnie. Zielona tkanina miękko podążała za każdym krokiem, a w złotych kolczykach co chwilę zapalały się refleksy świec.
Między ich ciałami pozostawała niewielka przestrzeń.
Za duża, żeby taniec nazwać intymnym.
Zbyt mała, żeby patrzeć obojętnie.
Tomasz powiedział coś cicho.
Natalia się roześmiała.
Marek znał ten śmiech. Znał sposób, w jaki odchylała głowę i przymykała oczy, kiedy coś naprawdę ją bawiło.
A jednak nie pamiętał, kiedy ostatnio oglądał ten śmiech z kilku metrów, nie będąc jego przyczyną.
Po chwili Tomasz pochylił się ku jej uchu.
Palce Marka znieruchomiały na kieliszku.
Natalia przestała się uśmiechać.
Uniosła oczy ponad ramieniem Tomasza.
Znalazła Marka natychmiast.
Ich spojrzenia spotkały się ponad salą.
Fortepian nadal grał. Kelner przechodził z tacą. Ktoś przy sąsiednim stoliku się śmiał.
Natalia nie odwróciła oczu.
Marek również.
Ona wiedziała.
Wiedziała, że patrzy na dłoń Tomasza spoczywającą na jej plecach, że mierzy odległość między ich twarzami, że śledzi każdy drobny ruch jej ciała.
Mogła zwiększyć dystans.
Nie zrobiła tego.
Nie musiała.
Wystarczyło, że pozwalała mu patrzeć.
I wtedy Marek pojął, że Tomasz nie jest w tej scenie jedynym mężczyzną, którego obecności Natalia jest świadoma.
Być może nawet nie najważniejszym.
* * *
Tomasz wyszedł przed jedenastą.
Przy pożegnaniu podał Markowi rękę, potem zwrócił się do Natalii.
— Dobranoc.
Nie pocałował jej.
Nawet w policzek.
— Dobranoc — odpowiedziała.
Marek patrzył przez szklane drzwi, jak Tomasz idzie mokrą alejką, aż w końcu zniknął pomiędzy drzewami.
— Rozczarowany?
Głos Natalii odezwał się blisko za jego plecami.
Odwrócił się.
Stała z płaszczem przewieszonym przez przedramię.
— Czym?
— Tomaszem.
— Dlaczego miałbym być?
Podeszła o krok.
— Wyobrażałeś go sobie inaczej.
— Skąd wiesz?
— Znam cię.
Marek uśmiechnął się krótko.
— Ostatnio ten argument działa tylko w jedną stronę.
Na zewnątrz było wyraźnie chłodniej. Deszcz ustał, lecz z drzew wciąż spadały pojedyncze krople.
Marek otworzył samochód pilotem.
Natalia zatrzymała się przy drzwiach pasażera.
— Podobało ci się?
— Co?
— Patrzenie.
Marek wsunął dłonie do kieszeni płaszcza.
— Nie.
Kącik jej ust drgnął.
— Kiepsko kłamiesz.
— A tobie?
— Co?
— Podobało ci się, że patrzę?
Nie odpowiedziała od razu.
Oddech Natalii pojawił się na moment w chłodnym powietrzu jako blada para.
— Bardzo.
Dopiero wtedy otworzyła drzwi.
* * *
W samochodzie pachniało wilgotną wełną, skórzaną tapicerką i Natalią. Po uruchomieniu silnika nawiew zaszumiał cicho.
Przez pierwsze kilka kilometrów jechali bez słowa.
— Co ci powiedział? — zapytał Marek.
— Kiedy?
— Wiesz kiedy.
— Podczas tańca?
— Kiedy pochylił się do ciebie.
Przez sekundę ważyła odpowiedź.
— Powiedział, że cały czas patrzysz.
— Co odpowiedziałaś?
— Że wiem.
— Tylko tyle?
— Nie.
— Co jeszcze?
Przed nimi zapaliło się czerwone światło.
— Zapytał, czy zawsze tak na mnie patrzysz.
Marek spojrzał na nią.
— I?
Natalia również spojrzała na niego.
— Powiedziałam, że nie.
Światło zmieniło się na zielone.
Marek nie ruszył od razu.
Dopiero klakson samochodu za nimi wyrwał go z bezruchu.
Znał ciało Natalii. Wiedział, gdzie ma niewielką bliznę, jak zbiera włosy przed snem, w jaki sposób szuka stopą chłodniejszego miejsca pod kołdrą.
Znał tysiące szczegółów.
I właśnie dlatego któregoś dnia przestał je zauważać.
— Prawda? — zapytał.
Natalia odwróciła twarz ku oknu.
— Tak.
Bez triumfu.
Bez wyrzutu.
Przez następne kilkaset metrów znów milczeli.
— Zatrzymaj się — powiedziała.
— Tutaj?
— Tutaj.
Zjechał na niewielki leśny parking. Kiedy wyłączył silnik, pozostało tylko tykanie stygnącego metalu oraz krople spadające z gałęzi na dach.
Natalia odpięła pas.
Nie otworzyła drzwi.
Odwróciła się do niego.
— Chcesz wiedzieć o pocałunku?
Marek poczuł, że oddycha płycej.
— Tak.
— Na pewno?
— Tak.
Patrzyła na niego długo.
— Nie pocałował mnie przed restauracją.
Marek milczał.
Po kilku sekundach zauważył, że ramiona lekko mu opadły.
— Czyli skłamałaś.
— Tak.
— Ulżyło mi.
— Widzę.
Oparł głowę o zagłówek.
— Czyli w ogóle cię nie pocałował.
Nie odpowiedziała.
Sekunda.
Może dwie.
Wystarczyło.
Marek odwrócił głowę.
— Natalia.
— Nie powiedziałam tego.
— Więc gdzie?
Jej paznokcie przesunęły się po pasku torebki.
— W samochodzie.
— Jego?
— Tak.
— Tamtego wieczoru?
— Tak.
— To on cię pocałował?
Natalia podniosła wzrok.
Pewność zniknęła z jej twarzy.
— Nie.
— Jak to nie?
Nabrała powietrza.
— To ja pocałowałam jego.
Marek znieruchomiał.
— Ty.
— Tak.
— Dlaczego?
Natalia opuściła wzrok.
— Chciałam sprawdzić, czy potrafię.
— Co?
— Zrobić coś, czego sama się po sobie nie spodziewam.
— I?
Spojrzała na niego.
— Potrafię.
Marek odwrócił twarz ku przedniej szybie.
— Co zrobił?
— Przez kilka sekund nic.
Marek spojrzał na nią.
— Cofnął się?
— Trochę.
— I?
— Popatrzył na mnie.
— Co powiedział?
Natalia zaczerpnęła powietrza.
— „Jesteś pewna?”
Marek znieruchomiał.
— I co odpowiedziałaś?
— „Tak.”
— Wiedział o grze?
— Nie.
Odpowiedziała natychmiast.
— Nic mu wtedy o niej nie powiedziałam.
— I potem?
Natalia opuściła wzrok.
— Potem on pocałował mnie.
Marek poczuł nieprzyjemne napięcie pod żebrami.
— Podobało ci się?
Natalia spojrzała na niego.
— W kuchni już mnie o to pytałeś.
— I powiedziałaś „nie”.
— Tak.
— Trzecie.
— Tak.
— Więc jaka jest prawda?
Natalia przyglądała mu się.
— Nadal próbujesz zmusić mnie do odpowiedzi, której nie będziesz musiał interpretować.
Marek milczał.
Po chwili jego wzrok przesunął się na złoty kolczyk.
— A teraz powiedz mi o nich.
Natalia dotknęła jednego kółka.
— Co chcesz wiedzieć?
— Skąd je masz.
— Już odpowiedziałam.
— „Od kogoś”.
— Tak.
— To było kłamstwo?
Natalia patrzyła na niego przez chwilę.
— Tak.
— Zwykłe?
Pokręciła głową.
— Czwarte.
Marek poczuł, jak coś układa się na właściwym miejscu.
— Czyli „od kogoś” było czwartym kłamstwem.
— Tak.
— Kupiłaś je sama?
Natalia lekko uniosła brwi.
— Nie powiedziałam tego.
— Od mężczyzny?
— Nie odpowiem.
— Od Tomasza na pewno nie.
— Nie.
— Miałaś je przed nim.
— Tak.
— Przede mną?
Tutaj zawahała się dłużej.
— Tak.
Marek próbował odnaleźć je w pamięci.
Nie potrafił.
— Nigdy ich na tobie nie widziałem.
— Nosiłam.
— Nie pamiętam.
— Wiem.
To „wiem” zabrzmiało spokojnie, ale trafiło celniej niż zarzut.
Natalia otworzyła torebkę i wyjęła niewielkie etui.
— Otwórz.
W środku leżały srebrne kolczyki z Pragi.
Marek dotknął jednego.
— Dlaczego zmieniłaś je tamtej nocy?
Natalia patrzyła na jego palec przesuwający się po srebrze.
— Chciałam sprawdzić, czy zauważysz.
— Zauważyłem.
— Wiem.
— I czekałaś miesiąc, aż zapytam.
— Tak.
— Po co?
Natalia spojrzała przed siebie.
— Pamiętasz hotel nad jeziorem?
— Tak.
— Powiedziałeś, że znasz mnie prawie całkowicie.
Marek czekał.
— I wtedy pierwszy raz pomyślałam, że naprawdę w to wierzysz.
— Co w tym złego?
Natalia przesunęła kciukiem po pasku torebki.
— Stałam się dla ciebie kimś, kogo nie trzeba już odkrywać. Żoną. Matką. Natalią od dzieci, zakupów, rachunków, wakacji i twoich koszul. Wiedziałeś, co zamówię. Jak odpowiem. Czego nie zrobię.
— I dlatego pocałowałaś Tomasza?
— Nie dlatego.
— A dlaczego?
— Bo zorientowałam się, że sama siebie też już przestałam zaskakiwać.
Marek patrzył na jej profil.
— Dlatego siedem kłamstw?
Na jej ustach pojawił się słaby uśmiech.
— Siedem kłamstw wymyśliłeś ty.
— Więc co zrobiłaś ty?
Natalia przesunęła się minimalnie w jego stronę.
— Potraktowałam cię poważnie.
— A Tomasz?
— Co z nim?
— Spotkasz się z nim jeszcze?
— Może.
— Chcesz?
Znów krótka pauza.
— Może.
Marek wypuścił powietrze.
— Nienawidzę tej odpowiedzi.
— Wiem.
— Dlatego jej używasz?
— Nie tylko.
— Co to znaczy?
— Że „może” zostawia coś, czego „tak” i „nie” nie zostawiają.
— Co?
— Możliwość.
Marek nic nie powiedział.
— Gdybym powiedziała teraz, że nigdy więcej go nie zobaczę, poczułbyś ulgę.
— Oczywiście.
Natalia patrzyła na niego.
— Tylko ulgę?
Zaprzeczenie pojawiło mu się na języku.
Nie wypowiedział go.
Natalia nie potrzebowała odpowiedzi.
Przesunęła się bliżej.
Tak niewiele, że Marek najpierw poczuł zmianę temperatury, a dopiero potem uświadomił sobie, jak mała przestrzeń została między nimi.
Spojrzała na jego usta.
Marek znieruchomiał.
Pochyliła się.
Jej oddech musnął jego dolną wargę.
Zatrzymała się.
Nie dotknęła go.
Tykanie silnika.
Kropla na dachu.
Jej oddech.
Jego własny.
Kilka centymetrów przestrzeni stało się nagle najbardziej odczuwalnym miejscem w samochodzie.
— Widzisz? — powiedziała cicho.
— Co?
— Jeszcze miesiąc temu byłbyś pewien, czego chcę.
Nie odsunął się.
— A ty jesteś?
Patrzyła mu w oczy.
— Nie.
Tym razem nie było w tym gry.
Natalia odsunęła się i zapięła pas.
— Jedźmy.
* * *
Przejechali może kilometr, kiedy jej telefon zawibrował.
Raz.
Po kilku sekundach drugi.
Natalia otworzyła torebkę i wyjęła urządzenie. Chłodne światło ekranu rozjaśniło jej twarz.
Najpierw zmarszczyła brwi.
Potem przeczytała wiadomość ponownie.
Tym razem się nie uśmiechnęła.
— Tomasz? — zapytał Marek.
— Nie.
— Kto?
Natalia przez chwilę patrzyła na ekran.
— Jego żona.
Noga Marka sama zeszła z pedału gazu.
— Żona?
— Tak.
— Mówiłaś, że są w separacji i trwa rozwód.
— Bo tak mi powiedział.
— Znasz ją?
Natalia pokręciła głową.
— Nie.
— Jak ma na imię?
— Marta.
Marek spojrzał na nią.
— Skąd ma twój numer?
— Nie wiem.
— Tomasz jej podał?
— Nie wiem.
— Wiedziała o dzisiejszej kolacji?
Natalia jeszcze raz spojrzała na ekran.
— Najwyraźniej.
— Co napisała?
Przez moment się wahała.
Potem odwróciła telefon w jego stronę.
Jedno zdanie:
„Czy dzisiejsza kolacja się odbyła?”
Marek przeczytał je dwa razy.
— O co jej chodzi?
— Nie wiem.
— Naprawdę?
Natalia schowała telefon do torebki.
Tym razem w jej głosie nie było prowokacji.
— Naprawdę.
— I nie wiesz, skąd ma twój numer.
— Nie.
— Nie znałaś jej wcześniej.
— Nie.
— Nigdy z nią nie rozmawiałaś?
— Nigdy.
Marek patrzył na drogę.
Pierwszy raz tego wieczoru miał wrażenie, że Natalia jest równie zaskoczona jak on.
Po chwili spojrzał na jej dłonie.
Złote kolczyki leżały w jednej z nich.
— Odpowiesz?
— Nie teraz.
— Dlaczego?
Natalia spojrzała przez boczną szybę.
— Bo najpierw chcę wiedzieć, dlaczego kobieta, która podobno od ponad dwóch lat jest z Tomaszem w separacji, ma mój numer i pyta mnie bezpośrednio o naszą kolację.
Marek nic nie odpowiedział.
To pytanie było wystarczająco dobre.
I po raz pierwszy od rozpoczęcia gry nie zastanawiał się, które zdanie Natalii jest kłamstwem.
Zastanawiał się, kto właściwie wszedł właśnie do ich historii.

3 komentarze

 
  • Użytkownik Sapphire77

    Nie bez powodu powiedziano, że kobieta jest z innej planety. Facet, taki przeciętny nie ma szanas w potyczkach słownych z kobietą, taką trochę wiecej niż przeciętną. To prawda, że opowiadnko interesujące. Niestety większość tego co piszą pisarze lola jest o tym samym. Wiadomo o czym.  

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Sapphire77 a o czym chciał byś poczytać opowiadanie? Masz rację, ale dla mnie lol to flirt erotyzm zmysłowość.

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Sapphire77

    @Jakub O czym? Chciałbym przeczytać erotyczne. Na razie, według mojej oceny tylko jeden pisarz na tej stronie się do tego zbliżył. Chyba Ci napisałem w wiadomościach, kto. Po ilości odwiedzin widać, że są ludzie, którzy czytają rzeczy wymagajace.

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Sapphire77 Erotyka to pojęcie chyba szersze - na pewno obejmuje dosłowność ale też i niedosłowność. A między tym a tym wielka różnica..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik JorgDeJoong

    @Sapphire77 kogo masz na myśli chętnie poznam jego twórczość

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Marigold

    Niezwykłe opowiadanie, napisane w wyśmienity sposób, które czyta się jednym tchem. Niby nic się nie dzieje, a napięcie jak u Hitchcocka. Dawno nie było tutaj tak ciekawej historii. Emocje między małżonkami aż wibrują. Czekam na ciąg dalszy. Niecierpliwie.

    3 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Marigoldeneye dziękuję Ci za miły komentarz, ale chyba opowiadanie nie dorasta to Twoich słów opinii..

    3 tyg. temu

  • Użytkownik JorgDeJoong

    @Marigold zgadzam się że czyta się fajne i wciąga a erotyzm jest też ciekawy ten niedosłowny …

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Marigold

    @JorgDeJoong Moim skromnym zdaniem taki niedosłowny erotyzm w opowiadaniach jest najlepszy. Wyobraźnia ma pole do popisu ;)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik JorgDeJoong

    @Marigold tez lubię niedopowiedzenie … czasem jedno słowo mniej znaczy więcej niż dziesięć za dużo …

    2 tyg. temu

  • Użytkownik JorgDeJoong

    To jest super … mega gra … mega pomysł aż Ci go zazdroszczę

    3 tyg. temu