
— Dobrze.
Przez kilka sekund siedziała nieruchomo, jakby samo rozpoczęcie następnego zdania było trudniejsze niż wszystko, co powiedziała wcześniej.
Na stole leżała biała koperta, list napisany dwa tygodnie przed ich ślubem i złote kolczyki. Przedmioty z różnych momentów jej życia, które przez ostatnie tygodnie zdążyły obrosnąć tyloma znaczeniami, że Marek przestał już ufać przedmiotom niemal równie mocno jak słowom.
Patrzył na Natalię.
Jeszcze tego samego wieczoru trzymał ją w ramionach.
Teraz miał wrażenie, że siedzi naprzeciwko dwóch kobiet.
Tej, którą znał od osiemnastu lat.
I młodszej o osiemnaście lat Natalii, świeżo po ślubie, która przygotowała sobie całą sobotę, żeby spotkać Adama.
— Wiedziałam od kilku dni, że przyjedzie w piątek — powiedziała.
— Wiem. Powiedziałaś mi już o szkoleniu.
— Chcę, żebyś wiedział, że od początku wiedziałam również, po co zostawiam sobie sobotę.
Marek poczuł ucisk pod mostkiem.
— Czyli nie liczyłaś tylko na rozmowę.
Natalia nie odwróciła wzroku.
— Nie wiedziałam, co się wydarzy. Ale chciałam mieć możliwość, żeby nic nie zmuszało mnie do powrotu.
To było gorsze niż przypadek.
Nie kłamała po zdradzie.
Przygotowała kłamstwo wcześniej.
— Prawdziwe szkolenie skończyło się w piątek około szesnastej.
— Tak.
— A ja myślałem, że masz zajęcia jeszcze w sobotę.
— Tak.
— I że wrócisz dopiero w niedzielę rano.
— Tak.
Marek przesunął dłonią po twarzy.
— Czyli dałaś sobie ponad dobę.
— Tak.
— Z Adamem.
— Jeśli chciałabym zostać.
— Chciałaś?
Natalia potrzebowała chwili.
— Chciałam wiedzieć, że mogę.
To zdanie natychmiast połączyło się w głowie Marka z ostatnimi tygodniami.
Tomasz.
Siedem kłamstw.
Wszystko, co Natalia robiła teraz, miało korzenie znacznie starsze, niż przypuszczał.
Nie powiedział tego.
Jeszcze nie.
— Adam przyjechał w piątek wieczorem?
— Tak.
— Do tego samego hotelu?
— Tak.
— Miał swój pokój?
— Tak.
— Poszłaś do niego od razu?
— Nie. Spotkaliśmy się w barze.
— Jak długo tam byliście?
— Prawie cztery godziny.
— Cztery godziny.
— Tak.
— O czym rozmawialiście?
Natalia przesunęła palcami po krawędzi stołu.
— O wszystkim, czego wcześniej nie zamknęliśmy. O tym, że wyszłam za ciebie. O tym, że on wyjechał. O tym, co by się stało, gdybym wtedy pojechała z nim. O nas.
— O mnie?
— Też.
— Co mu powiedziałaś?
— Że cię kocham.
Marek zaśmiał się krótko, bez wesołości.
— Siedząc cztery godziny z mężczyzną, dla którego przygotowałaś sobie wolną sobotę.
Natalia przyjęła cios.
— Tak.
— Flirtowaliście?
Zawahała się.
— Tak.
— Jak?
— Na początku prawie wcale. Właśnie to było najgorsze.
— Dlaczego?
— Bo było zwyczajnie. Jakbyśmy nie widzieli się kilka tygodni, a nie tyle czasu. Potem zaczął przypominać rzeczy, których ja prawie już nie pamiętałam. Miejsca. Zdania. Jedną sukienkę.
Marek spojrzał na nią.
— Białą?
Natalia uniosła oczy.
— Skąd wiesz?
— Zdjęcia z Chorwacji.
Skinęła głową.
— Tę.
— Powiedział, że ją pamięta.
— Tak.
— Podobało ci się?
Nie próbowała szukać łagodniejszej odpowiedzi.
— Bardzo.
Marek odwrócił wzrok.
Właśnie to było inne po wykorzystaniu przez Natalię ostatniego kłamstwa.
Nie musiał zastanawiać się, czy „bardzo” oznacza „trochę”.
Prawda nie zostawiała już bezpiecznego marginesu.
— Dotknął cię?
— Raz przy stole.
— Gdzie?
— Dłoni.
— Cofnęłaś ją?
— Nie.
Marek poczuł, jak wyobraźnia próbuje natychmiast dopisać więcej.
Zmusił się, żeby zostać przy faktach.
— Co było później?
— Wstałam. Powiedziałam, że powinnam iść do swojego pokoju.
— A on?
— Powiedział „dobrze”.
Marek spojrzał na nią.
— Nie zatrzymał cię?
— Nie.
— Nie poprosił, żebyś została?
— Nie.
— Nie zaproponował swojego pokoju?
— Nie.
Cisza trwała kilka sekund.
— Więc jak znaleźliście się razem przy windzie?
Natalia nie odpowiedziała.
Marek zrozumiał.
— Ty za nim poszłaś.
— Tak.
To jedno słowo zmieniło temperaturę całej historii.
Nie Adam ją zatrzymał.
Nie sytuacja ją poniosła.
Natalia podjęła następny krok.
— Dogoniłaś go?
— Przy windzie.
— Co powiedziałaś?
Zamknęła oczy.
— „Nie chcę jeszcze kończyć tego wieczoru.”
Marek oparł dłonie o stół.
— Wiedziałaś już wtedy.
— Tak.
— Co wiedziałaś?
Otworzyła oczy.
— Że jeśli pojadę z nim na górę, prawdopodobnie nie skończy się na rozmowie.
— I pojechałaś.
— Tak.
* * *
W windzie nie dotknęli się od razu.
Natalia pamiętała przede wszystkim światło. Jasne, zimne, hotelowe. Nie było półmroku, w którym można byłoby sobie później wmówić, że wszystko wydarzyło się poza kontrolą.
Adam stał obok.
Nie patrzył na nią.
— Bałam się tej ciszy — powiedziała Markowi. — W barze mogliśmy rozmawiać. W windzie nie było już o czym.
Marek spojrzał na jej lewą dłoń.
— Miałaś obrączkę?
— Tak.
— I wtedy ją zdjęłaś.
Natalia przez sekundę patrzyła na własny palec.
— Tak.
Marek poczuł skurcz żołądka.
— Przy nim?
— Tak.
— Widziałaś, co robisz?
Zrozumiała pytanie.
— Tak.
— To nie było odruchowe.
— Nie.
— Zdjęłaś ją świadomie.
— Tak.
Marek wyobraził sobie metal przesuwający się po skórze. Jasny ślad obrączki na palcu kobiety będącej jego żoną od trzech miesięcy.
— Adam patrzył?
— Dopiero kiedy zobaczył ją w mojej dłoni.
— Co powiedział?
Natalia nabrała powietrza.
— „Nie rób tego.”
Marek prawie się roześmiał.
— On?
— Tak.
— Adam powiedział ci, żebyś nie zdejmowała obrączki.
— Tak.
— A ty?
— Zapytałam: „Czego?”
— I?
— Powiedział: „Nie zdejmuj jej dla mnie. Jeśli tu jesteś, bądź tutaj jako ty. Nie udawaj, że nie masz męża.”
Marek niemal znienawidził go za przyzwoitość tego zdania.
Znacznie łatwiej byłoby mu nienawidzić Adama, gdyby tamten zachowywał się jak człowiek, który świadomie odbiera cudzą żonę.
— Założyłaś ją z powrotem?
— Nie.
— Co z nią zrobiłaś?
— Włożyłam do torebki.
— Dlaczego?
Natalia długo patrzyła Markowi w oczy.
— Bo przez kilka godzin chciałam właśnie tego, czego nie powinnam była chcieć.
— Czego?
Jej głos ucichł.
— Nie czuć się niczyją żoną.
Marek odchylił głowę.
— Trzy miesiące po ślubie.
— Tak.
— Naprawdę szybko ci się znudziło.
Natalia zacisnęła usta.
— Nie znudziłeś mi się.
— Więc jak mam to nazwać?
— Nie wiem, czy wtedy sama umiałabym nazwać. Teraz umiem.
— Słucham.
— Chciałam sprawdzić życie, z którego zrezygnowałam.
Marek spojrzał na nią.
— Ciałem.
Natalia pobladła lekko.
— Ostatecznie tak.
* * *
Kiedy drzwi windy się otworzyły, Adam wyszedł pierwszy.
Natalia poszła za nim.
Korytarz pamiętała gorzej od windy. Dywan. Ciepłe światło. Numer pokoju. Dźwięk kroków.
Przed drzwiami Adam zatrzymał się i otworzył kartą zamek.
Nie wszedł.
Odwrócił się do niej.
— Zapytał, czy jestem pewna — powiedziała.
Marek siedział nieruchomo.
— I?
— Powiedziałam „tak”.
— Byłaś?
— Byłam pewna, że chcę wejść. Nie byłam pewna, co będę czuła później.
— To dwie różne rzeczy.
— Wiem.
— Chciałaś go.
Natalia nie spuściła wzroku.
— Tak.
Marek wstał.
Przeszedł kilka kroków i zatrzymał się przy oknie.
— Powiedz mi resztę. Ale nie chcę mechaniki dla samej mechaniki.
Natalia również wstała.
— Rozumiem.
— Chcę wiedzieć jedną rzecz.
Odwrócił się.
— Czy to było coś, co ci się przydarzyło, czy coś, co zrobiłaś.
Natalia odpowiedziała natychmiast.
— Zrobiłam.
To go zatrzymało.
Nie próbowała już budować bezpiecznej wersji.
— Weszłam do środka. Adam zamknął drzwi. Przez kilka sekund po prostu staliśmy.
— On coś zrobił?
— Nie.
— Czekał.
— Tak.
— Na ciebie.
— Tak.
Natalia przesunęła palcem po dolnej wardze, ale zaraz opuściła rękę, jakby sama zauważyła ten gest.
— Podeszłam pierwsza.
Marek poczuł gorąco na karku.
— Ty.
— Ja.
— I go pocałowałaś.
— Tak.
— Jak Tomasza.
— Nie.
Spojrzał ostro.
— Co było inne?
Natalia potrzebowała chwili.
— Tomasza pocałowałam, żeby sprawdzić coś o sobie. Adama... pamiętałam.
To było gorsze.
Marek poczuł to natychmiast.
— Co znaczy „pamiętałam”?
— Że przez pierwszą sekundę był prawie obcy. A potem przestał być.
Mówiła ciszej.
— Pamiętałam, jak całuje. Jak trzyma dłoń przy karku. Jego zapach. Sposób, w jaki się odsuwał na sekundę przed kolejnym pocałunkiem. To wszystko wróciło szybciej, niż się spodziewałam.
Marek spojrzał w bok.
— Chciałaś przerwać?
— Tak.
— Przerwałaś?
— Na chwilę.
— Kto wrócił?
Natalia milczała.
Nie musiała odpowiadać.
— Ty.
Skinęła głową.
— Ja.
— Dlaczego?
Jej oczy zaszkliły się.
— Bo wtedy już go chciałam.
Marek zacisnął szczękę.
— Nie wspomnienie.
— Nie.
— Nie zamknięcie historii.
— Nie.
— Jego.
— Tak.
Przez chwilę Marek nie potrafił odezwać się wcale.
Natalia nie próbowała mu pomagać.
— Pocałowałam go drugi raz inaczej — powiedziała po chwili.
— Jak?
Jej twarz lekko się zaróżowiła, co tylko pogorszyło sprawę.
— Jak mężczyznę, którego wtedy chciałam.
Marek odwrócił się od okna.
Zazdrość przeszyła go ostro.
A pod nią pojawiła się reakcja, której najbardziej nie chciał.
Obraz.
Ciepło.
To samo połączenie bólu i pożądania, które wcześniej pojawiało się przy Tomaszu.
Tyle że teraz nie było w tym zabawy.
— Dotykał cię?
— Tak.
— Chciałaś tego?
— Tak.
Natalia nie opisywała wszystkiego.
Powiedziała tylko o granicach, które przesuwali krok po kroku. O pocałunkach, które początkowo przerywali. O dłoniach pozostających przez chwilę w bezpiecznych miejscach, jakby każde z nich próbowało stworzyć ostatnią możliwość odwrotu.
W pewnym momencie Adam odsunął się.
— Zapytał, czy powinniśmy skończyć — powiedziała.
— I?
— Powiedziałam „nie”.
— Nie powinniście czy nie chciałaś?
— Nie chciałam skończyć.
Marek zamknął oczy.
— Dalej.
— Pocałował mnie w szyję. I wtedy naprawdę dotarło do mnie, że jeśli niczego nie zrobię, wydarzy się wszystko.
— Zrobiłaś coś?
Natalia spojrzała na niego.
— Tak.
— Co?
— Ułatwiłam mu.
Nie musiał pytać dokładniej.
Rozumiał.
— Rozbieraliście się.
— Tak.
— I nadal mogłaś się wycofać.
— W każdej chwili.
— On jeszcze pytał?
— Tak.
Marek spojrzał na nią.
— Kiedy?
— Kiedy było już jasne, co za chwilę się wydarzy.
— Co powiedział?
— Zapytał, czy ma przestać.
Marek czuł bicie własnego serca w szyi.
— A ty?
Natalia przez moment nie potrafiła odpowiedzieć.
Kiedy w końcu to zrobiła, głos miała cichy.
— Powiedziałam, żeby nie przestawał.
Cisza stała się ciężka.
Marek nie potrzebował więcej szczegółów.
— Uprawialiście seks.
Natalia skinęła głową.
— Tak.
Jedno krótkie słowo.
Osiemnaście lat.
— Raz?
— Tak.
— Pełny seks.
— Tak.
— Bez żadnego „prawie”.
— Bez.
Marek przetarł twarz dłońmi.
— Było ci z nim dobrze?
Pytanie zraniło ich oboje.
Natalia mogła odpowiedzieć tylko prawdę.
— Tak.
Marek odwrócił wzrok.
— Bardzo?
— Marek...
— Chcę wiedzieć.
— Tak.
Zacisnął oczy.
Natalia zrobiła pół kroku w jego stronę, ale się zatrzymała.
— Nie próbuję tego porównywać.
— To ja pytam.
— Wiem.
— Było lepiej niż ze mną?
— Nie.
Spojrzał na nią.
— Prawda?
— Prawda.
— Więc co było w tym takiego?
Natalia mówiła powoli.
— Intensywność. Zakaz. Wspomnienie. To, że przez lata nie wiedziałam, co by było, gdybym wtedy pojechała z Adamem. Przez kilka godzin zachowywałam się tak, jakbym mogła znaleźć odpowiedź.
— Znalazłaś?
— Tak.
— Jaką?
Otarła policzek.
— Że nadal mogłam go pragnąć.
Marek poczuł kolejne ukłucie.
— I?
— Że pragnąć go nie znaczyło chcieć z nim żyć.
* * *
Po wszystkim nie uciekła od razu.
To również powiedziała.
Marek chciał wiedzieć.
— Zostałaś w jego łóżku.
— Tak.
— Przytulał cię?
— Tak.
— Ty jego?
— Przez chwilę.
— Całowaliście się jeszcze?
— Tak.
— Po seksie?
— Tak.
Ten szczegół zabolał Marka mocniej, niż się spodziewał.
Nie był już samym pożądaniem.
Była w nim czułość.
— Rozmawialiście?
— Tak.
— O czym?
Natalia opuściła wzrok.
— Adam powiedział, że oferta nadal jest aktualna.
— Jaka oferta?
— Drugi bilet.
Marek pamiętał stary bilet z pudełka.
„Następny kupię dla ciebie.”
— Po tym wszystkim nadal proponował ci, żebyś z nim wyjechała.
— Tak.
— A ty?
Natalia spojrzała mu w oczy.
— Przez kilka sekund wyobraziłam sobie, że mówię „tak”.
Marek poczuł, że to boli jeszcze bardziej niż seks.
— Po tym, jak właśnie zdradziłaś męża.
— Tak.
— Chciałaś pojechać?
— Przez moment tak.
— Naprawdę?
— Tak.
— Zostawić mnie?
Natalia zamknęła oczy.
— Przez moment wyobraziłam sobie tamto życie. Nie pakowanie walizek. Nie rozmowę z tobą. Po prostu możliwość, że zostaję przy nim i nie wracam następnego dnia.
— To jest bardzo eleganckie rozróżnienie.
— Wiem.
Marek patrzył na nią.
— Chciałaś zostać.
— Przez moment bardzo.
— Bardzo?
— Tak.
Skinął głową.
— Dobrze.
Natalia spojrzała na niego.
— Dobrze?
— Wreszcie naprawdę boli.
Zamknęła oczy.
* * *
Nie zasnęła.
Adam zasnął obok.
Natalia leżała i patrzyła w sufit. Jego dłoń spoczywała przy jej biodrze.
Po jakimś czasie delikatnie ją zdjęła.
Wstała.
Zebrała ubrania.
I wtedy zobaczyła obrączkę w bocznej kieszeni torebki.
— Założyłaś ją przy nim? — zapytał Marek.
— Tak.
— Obudził się?
— Tak.
Adam obserwował ją, gdy się ubierała.
Nie próbował jej zatrzymać.
— Zapytał, czy żałuję.
— Co odpowiedziałaś?
Natalia zacisnęła dłonie.
— „Ciebie nie. Tego tak.”
Marek milczał.
— Co to znaczyło?
— Że nie żałowałam, że Adam istniał w moim życiu. Żałowałam tego, co właśnie zrobiłam tobie.
— Chwilę wcześniej chciałaś z nim wyjechać.
— Tak.
— A potem żałowałaś.
— Jedno nie wyklucza drugiego.
Marek pokręcił głową.
— Nienawidzę, kiedy masz rację w takich momentach.
Natalia nic nie odpowiedziała.
— Zaproponował, żebyś została?
— Tak. Przez sobotę.
— Wiedział, że według mnie jesteś na szkoleniu.
— Tak.
— Czyli mogłaś zostać cały dzień.
— Tak.
— Całą noc też.
— Gdybym chciała.
— Moglibyście znowu...
Nie dokończył.
Natalia odpowiedziała mimo to.
— Tak.
— Chciałaś?
— Przez chwilę bardzo.
Kolejne ukłucie.
— I wyszłaś.
— Tak.
— Dlaczego?
Natalia spojrzała na obrączkę na swojej dłoni.
— Bo wtedy po raz pierwszy naprawdę zobaczyłam różnicę między sprawdzeniem, czy nadal mogę otworzyć tamte drzwi, a wybraniem życia za nimi.
Marek spojrzał na nią chłodno.
— Seks był tylko „sprawdzeniem”?
— Nie.
Pokręciła głową.
— Nie będę go tak usprawiedliwiać. Seks był wyborem. Zdjęcie obrączki było wyborem. Pójście za nim było wyborem. Wszystko było moim wyborem.
Zaczerpnęła powietrza.
— Ale pozostanie następnego dnia oznaczałoby, że wybieram to życie dalej. Wtedy wiedziałam już, że tego nie chcę.
— Wygodna granica.
— Być może.
— Ale właśnie tak to sobie wtedy poukładałaś.
— Tak.
— O której wyszłaś?
— Przed siódmą.
— Chociaż miałaś przede mną całą sobotę.
— Tak.
— Co zrobiłaś?
— Pojechałam do domu.
— Do mnie.
— Tak.
Marek pamiętał.
Nagle bardzo dokładnie.
Natalia stojąca w przedpokoju z torbą.
Jego zaskoczenie.
Radość.
— Powiedziałaś, że szkolenie skrócono.
— Tak.
— I że chciałaś zrobić mi niespodziankę.
— Tak.
— Ucieszyłem się.
Natalia spuściła wzrok.
— Wiem.
— Nie mów „wiem”.
— Pamiętam.
To było jeszcze gorsze.
— Pocałowałem cię.
Natalia zbladła.
— Tak.
— W przedpokoju.
— Tak.
— Kilka godzin po nim.
— Tak.
— Odpowiedziałaś.
— Tak.
Marek wstał gwałtownie.
— Jak mogłaś?
Natalia nie odpowiedziała.
— Jak mogłaś wejść do domu, pocałować mnie, przytulić się do mnie i nic nie powiedzieć?
Łzy spłynęły jej po policzkach.
— Nie wiem.
— To już nie wystarczy.
— Wtedy byłam przerażona.
— Sobą?
— Tym, co zrobiłam. Tym, że jeśli ci powiem, stracę cię. Tym, że jeśli nie powiem, będę musiała z tym żyć.
— Wybrałaś drugie.
— Tak.
Marek przeszedł kilka kroków.
— Weszłaś potem do naszego łóżka.
— Tak.
— Przytuliłaś się do mnie.
— Tak.
— Dlaczego?
Natalia nie próbowała już ukrywać łez.
— Bo kiedy cię zobaczyłam, zrozumiałam, że prawie zniszczyłam jedyną rzecz, której naprawdę nie chciałam stracić.
Marek zaśmiał się gorzko.
— To ma brzmieć romantycznie?
— Nie.
Natalia pokręciła głową.
— Ma brzmieć paskudnie. Bo najgorszą rzecz, jaką ci zrobiłam, zrobiłam właśnie wtedy, kiedy ostatecznie zrozumiałam, że chcę życia z tobą.
— Wielka miłość po cudzym łóżku.
— Nie rób z tego taniego zdania.
Jej głos nagle stał się twardszy.
Pierwszy raz od początku wyznania.
Podeszła bliżej.
— Nie oczekuję, że zdrada stanie się piękna tylko dlatego, że potem wróciłam.
Marek patrzył na nią.
Natalia mówiła dalej:
— Zdradziłam cię. Świadomie. Chciałam innego mężczyzny. Sama poszłam za nim do windy. Sama zdjęłam obrączkę. Sama weszłam do pokoju. Sama go pocałowałam. Sama powiedziałam, żeby nie przestawał. Było mi z nim dobrze. Po wszystkim zostałam przy nim. Przez chwilę chciałam nawet nie wracać.
Każde zdanie było jak osobny cios.
— A potem wróciłam do ciebie. Nie dlatego, że z Adamem było źle. Właśnie to jest najtrudniejsze. Było dobrze i mimo tego wróciłam.
Marek nie znalazł od razu odpowiedzi.
— I już nigdy?
— Nigdy.
— Nigdy się z nim nie spotkałaś?
— Aż do teraz. Do tego spotkania po osiemnastu latach.
— Przez pierwsze lata pisał?
— Kilka razy.
— Odpowiadałaś?
— Krótko. Na początku tak. Potem coraz rzadziej.
— Widzieliście się?
— Nie.
— Ani razu?
— Ani razu.
Marek przyglądał jej się długo.
— Dlaczego nie powiedziałaś mi przez osiemnaście lat?
Natalia usiadła.
— Na początku ze strachu.
— A później?
— Im więcej lat mijało, tym bardziej prawda wydawała się czymś, co może zniszczyć znacznie więcej niż na początku.
— Czyli im dłużej kłamałaś, tym bardziej opłacało się kłamać dalej.
Zamknęła oczy.
— Tak.
— Wygodne.
— Straszne.
— Dla ciebie.
— Dla nas. Tylko ty o tym nie wiedziałeś.
— Właśnie.
Natalia spuściła głowę.
— Wiem.
Tym razem Marek jej nie poprawił.
* * *
Później Natalia pokazała mu wiadomość, którą wysłała do Adama w sobotę wieczorem, już po powrocie do domu.
Miała ją zachowaną nie w telefonie, lecz na starym wydruku korespondencji schowanym w pudełku.
Marek czytał:
„To, co wydarzyło się wczoraj, było prawdziwe. Właśnie dlatego nie może wydarzyć się nigdy więcej. Kocham Marka. Jeśli kiedyś napiszę do ciebie, że zmieniłam zdanie, nie odpowiadaj.”
Poniżej odpowiedź Adama:
„A mnie?”
I Natalia:
„Ciebie też kiedyś kochałam. Ale z nim chcę się zestarzeć.”
Marek przeczytał ostatnie zdanie trzy razy.
Nie przyniosło ulgi.
Nie mogło.
Ale pierwszy raz tej nocy zobaczył również kobietę z sobotniego poranka nie tylko jako kogoś, kto zdradził i wrócił, lecz kogoś, kto podjął następny wybór i później się go trzymał.
Nie wiedział jeszcze, co to zmienia.
Być może nic.
Odłożył kartkę.
Wstał.
Natalia natychmiast podniosła głowę.
— Dokąd idziesz?
— Nie wiem.
— Wrócisz?
Marek założył kurtkę.
— Nie wiem.
Natalia przyjęła odpowiedź bez protestu.
Tym razem prawdziwe „nie wiem” nie było grą.
Marek wyszedł.
* * *
Przez pierwsze pół godziny jeździł bez celu.
Potem zaparkował.
Nie pamiętał nawet, w którym momencie wyjął telefon.
Nazwisko Marty było kilka ruchów kciuka dalej.
Mógł napisać.
„Nie śpisz?”
„Mogę przyjechać?”
Albo niczego nie tłumaczyć.
Wystarczyło jej imię.
Chciał pamiętać jej pocałunek.
Chciał przypomnieć sobie obcość jej ust, sposób, w jaki pachniała, i tę krótką chwilę, kiedy nie był mężem Natalii, tylko mężczyzną, którego ktoś jeszcze nie zdążył poznać.
Przez kilka minut siedział z telefonem w dłoni.
Nie napisał.
Nie dlatego, że przestała mu się podobać.
Właśnie dlatego, że nadal mu się podobała.
Gdyby pojechał do niej tej nocy, Marta nie byłaby już możliwością.
Stałaby się odpowiedzią na zdradę Natalii.
A Marek nie chciał, żeby pierwszą rzeczą, którą zrobi po poznaniu prawdy, było stworzenie własnego sekretu.
Schował telefon.
Do domu wrócił po dwóch i pół godzinach.
* * *
Natalia nadal siedziała w salonie.
Nie przebrała się.
Nie położyła.
Na stole stała zimna herbata, której prawie nie tknęła.
Kiedy wszedł, podniosła wzrok.
— Byłeś u niej?
Marek zdjął kurtkę.
— Nie.
— Chciałeś?
— Tak.
Natalia przyjęła odpowiedź.
— Bardzo?
— Wystarczająco, żeby przez kilka minut siedzieć z telefonem w dłoni.
Opuściła wzrok.
— Dlaczego nie napisałeś?
Marek usiadł naprzeciwko.
— Bo nagle zrozumiałem ciebie bardziej, niż chciałem.
Spojrzała na niego.
— I nie chcę użyć tego zrozumienia jako usprawiedliwienia dla siebie.
Natalia milczała.
Marek oparł dłonie o kolana.
— Zostało mi pięć.
Jej twarz zmieniła się.
Wiedziała, co ma na myśli.
Pierwsze kłamstwo wykorzystał przy Marcie.
Drugie, kiedy powiedział, że nie chce odejść.
Teraz zostało pięć.
— Nie musisz — powiedziała.
— Muszę.
— Dlaczego?
— Bo ty już nie masz żadnego. A ja mógłbym przez następne pół roku powiedzieć ci cokolwiek i zostawić cię z pytaniem, czy właśnie użyłem jednego z pozostałych.
Natalia patrzyła na niego.
— Chcesz zakończyć grę.
— Tak.
— Teraz?
— Teraz.
Usiadł głębiej.
— Trzecie.
Natalia wstrzymała oddech.
Marek spojrzał jej prosto w oczy.
— Nie boli mnie to już.
Nie odwrócił wzroku.
— To trzecie kłamstwo.
Natalia zacisnęła palce.
— Wiem.
— Nie. Nie wiesz, jak bardzo boli.
— Masz rację.
Marek skinął głową.
— Czwarte.
Zrobił krótką pauzę.
— Marta nic dla mnie nie znaczyła.
Natalia zamknęła oczy.
— Czwarte kłamstwo?
— Tak.
Otworzyła je.
— Co znaczyła?
Marek pomyślał o kawiarni. O pocałunku. O telefonie trzymanym kilkadziesiąt minut wcześniej.
— Możliwość. Kobietę, która mi się spodobała. Którą chciałem pocałować i pocałowałem. Z którą przez chwilę chciałem sprawdzić, jak daleko potrafię pójść.
Natalia nie przerywała.
Marek wziął oddech.
— Piąte.
Patrzył na nią.
— Nigdy nie wyobraziłem sobie życia bez ciebie.
Jej twarz zmieniła się.
— Piąte kłamstwo?
— Tak.
— Wyobraziłeś.
— Dzisiaj.
— Jak wyglądało?
Marek potrzebował chwili.
— Ciszej.
Natalia spuściła wzrok.
— I przez moment łatwiej.
To zabolało.
Dodał:
— A potem strasznie pusto.
Podniosła oczy.
Marek mówił dalej.
— Szóste.
Już wiedziała.
Bała się odpowiedzi.
— Wybaczyłem ci.
Natalia pobladła.
— Kłamstwo?
— Tak.
Łzy ponownie stanęły jej w oczach.
— Nie wybaczyłem ci.
— Rozumiem.
— Nie wiem, czy jutro będę bliżej wybaczenia, czy dalej.
— Rozumiem.
Marek poczuł złość.
— Przestań mówić, że rozumiesz.
Natalia skinęła głową.
— Dobrze.
Prawie się uśmiechnął.
Zostało jedno.
Oboje wiedzieli.
Natalia pierwsza przerwała ciszę.
— Nie musisz używać ostatniego.
— Muszę.
— Dlaczego?
— Bo jeśli zostawię choć jedno, będziesz się zastanawiać przy każdym trudnym zdaniu, czy właśnie je wykorzystałem.
Przesunął krzesło bliżej.
Teraz siedzieli naprzeciwko siebie.
Bez stołu między twarzami.
Marek patrzył jej prosto w oczy.
— Nie kocham cię.
Natalia znieruchomiała.
Pierwsza łza przesunęła się po policzku.
Potem druga.
Marek nie odwrócił wzroku.
Pozwolił temu zdaniu istnieć.
Pozwolił jej je usłyszeć dokładnie tak, jak przez ostatnie tygodnie sam słyszał jej kłamstwa.
— Siódme? — zapytała w końcu.
— Siódme.
Natalia zamknęła oczy.
Marek odetchnął.
Skończyło się.
Nie było już żadnych kłamstw, które można było wykorzystać zgodnie z regułami.
Teraz zostały tylko rzeczy prawdziwe albo zwyczajne oszustwo.
I oboje wiedzieli, że na to drugie nie ma już miejsca.
— Prawda jest taka — zaczął — że jestem wściekły.
Natalia otworzyła oczy.
— Widzę cię w tej windzie. Jak zdejmujesz obrączkę. Widzę, jak idziesz za nim, chociaż mogłaś wrócić do pokoju. Widzę, jak sama go całujesz. I prawdopodobnie przez długi czas będę widział rzeczy, których nigdy nie widziałem.
Natalia słuchała.
— Prawda jest taka, że Marta mnie pociągała. I nadal nie jestem pewien, czy gdybym godzinę temu do niej napisał i ona otworzyłaby mi drzwi, potrafiłbym odejść.
Twarz Natalii drgnęła.
— Prawda jest taka, że ci nie wybaczyłem.
Marek wziął jej dłoń.
Nie cofnęła jej.
— Ale najgorsza prawda jest taka, że nadal cię kocham.
Natalia zasłoniła usta wolną dłonią.
— Kocham cię bardziej, niż w tej chwili chciałbym cię kochać. I właśnie dlatego to tak boli.
Jej palce zacisnęły się na jego.
— Przez osiemnaście lat myślałem, że kocham całą ciebie, bo wszystko o tobie wiem. Teraz okazuje się, że znałem tylko tę część, którą mi pokazałaś.
Pochylił się trochę.
— A mimo wszystko chcę poznać resztę.
Natalia zaczęła płakać.
Nie próbowała się odwrócić.
— Zostaniesz? — zapytała.
Marek nie odpowiedział natychmiast.
Jeszcze kilka godzin wcześniej pewnie powiedziałby „tak” tak, żeby znaczyło „zawsze”.
Teraz wiedział, że nie ma prawa składać obietnicy tylko dlatego, że oboje jej potrzebują.
— Dzisiaj tak.
Natalia przełknęła ślinę.
— A jutro?
— Jutro wybiorę jeszcze raz.
— A pojutrze?
Marek przesunął kciukiem po jej dłoni.
— Jeśli będziemy mieli szczęście, znowu.
Nie była to obietnica wieczności.
I właśnie dlatego Natalia mu uwierzyła.
* * *
Pocałowała go pierwsza.
Marek początkowo nie odpowiedział.
Nie chciał, żeby ich ciała stały się szybkim sposobem na zamknięcie rozmowy, której nie dało się zamknąć jednej nocy.
Natalia wyczuła zawahanie.
Odsunęła się.
— Nie musisz.
Marek patrzył na jej twarz.
— Wiem.
— Jeśli dotkniesz mnie teraz tylko po to, żeby udowodnić sobie, że nadal jestem twoja...
— Nie jesteś moja.
Natalia znieruchomiała.
Marek uniósł dłoń i dotknął jej policzka.
— Właśnie tego nauczyłaś mnie w najbardziej bolesny możliwy sposób.
Przesunął kciukiem po wilgotnej skórze.
— Możesz tylko wybierać, że jesteś ze mną.
Natalia patrzyła na niego przez łzy.
— Wybieram.
Marek milczał.
— Teraz — dodała. — Nie chcę ci obiecywać całego życia jednym zdaniem tylko dlatego, że boję się tej nocy. Wybieram ciebie teraz.
To zabrzmiało uczciwiej.
Pocałował ją.
Bez pośpiechu.
Natalia objęła go za kark, ale Marek po chwili ponownie się odsunął.
— Nie chcę seksu na zgodę.
— Ja też.
— Ani seksu przeciwko Adamowi.
— Nie.
— Ani przeciwko Marcie.
— Nie.
— Ani po to, żebyśmy jutro mogli udawać, że już wszystko jest dobrze.
Natalia pokręciła głową.
— Nie jest.
Dotknęła jego ust palcami.
— Chcę ciebie po wszystkim, co właśnie powiedzieliśmy. Nie zamiast tego.
Marek patrzył na nią jeszcze sekundę.
Potem pocałował ją ponownie.
Dłużej.
Tym razem odpowiedziała bez gwałtowności. Nie próbowali zagłuszyć bólu. Pozwalali mu istnieć obok pragnienia.
Marek przesunął dłonią po jej karku.
Natalia odsunęła się odrobinę.
— Na kogo teraz patrzysz?
Znał to pytanie.
Cała historia ostatnich miesięcy mieściła się w tych kilku słowach.
— Na ciebie.
— Którą?
Marek dotknął jej włosów.
— Tę, która kupiła sobie złote kolczyki. Tę, która kiedyś doszła z Adamem pod drzwi pokoju i nie weszła. Tę, która później weszła. Tę, która zdjęła obrączkę. Tę, która wróciła. Tę, która przez osiemnaście lat bała się powiedzieć mi prawdę. I tę, która dzisiaj w końcu ją powiedziała.
Natalia przymknęła oczy.
— I nadal mnie chcesz?
Marek przesunął twarz bliżej.
— Właśnie teraz najbardziej mnie przeraża, jak bardzo.
Pocałowała go.
Nie było w tym ulgi.
Była potrzeba upewnienia się, że po wszystkich słowach nadal potrafią być blisko bez udawania, że nic się nie wydarzyło.
Kiedy ruszyli w stronę sypialni, Natalia zatrzymała się przy drzwiach.
— Marek.
— Co?
— Światło.
Spojrzał na lampę.
— Zostawić?
— Tak.
— Dlaczego?
Natalia patrzyła mu prosto w oczy.
— Bo nie chcę już niczego robić po ciemku.
To zdanie zatrzymało go mocniej niż dotyk.
Skinął głową.
Światło zostało.
Przez chwilę stali naprzeciwko siebie bez ruchu.
Nie byli ludźmi pogodzonymi.
Nie byli małżeństwem, które właśnie zamknęło kryzys.
Byli dwojgiem ludzi, którzy wiedzieli o sobie więcej niż rano i mniej niż kiedykolwiek byli skłonni przyznać.
Marek dotknął jej twarzy.
Natalia oparła policzek o jego dłoń.
— Bałaś się, że po tym, co mi powiesz, już nigdy cię tak nie dotknę?
Skinęła głową.
— Tak.
— Że odejdę?
— Tego też.
— Co było gorsze?
Natalia odpowiedziała po chwili.
— Że zostaniesz i przestaniesz mnie pragnąć.
Marek zrozumiał.
To był strach leżący pod całą ich grą.
Nie tylko samotność.
Niewidzialność.
Bycie kochaną jak część domu, którego już się nie ogląda.
— Widzisz mnie? — zapytała.
— Tak.
— Całą?
Marek zbliżył twarz do jej.
— Tyle, ile naprawdę mi pokażesz.
Natalia patrzyła na niego długo.
— To lepsze niż „całą”.
— Wiem.
Uniósł brwi.
Natalia prawie się uśmiechnęła.
— Tym razem możesz.
Pocałował ją.
Reszta przyszła bez pośpiechu.
Nie próbowali udowadniać niczego ciałem.
Każdy dotyk był raczej pytaniem, czy nadal mogą być przy sobie po tym, czego właśnie się dowiedzieli.
Mogli.
Przynajmniej tej nocy.
Kiedy później leżeli obok siebie, Natalia przez dłuższą chwilę milczała.
W końcu przesunęła dłonią po jego ramieniu.
— Wybaczyłeś mi?
Marek uniósł głowę.
Nie miał już żadnego kłamstwa.
— Nie.
Natalia zamknęła oczy, ale skinęła głową.
— Dobrze.
— Dobrze?
— Wolę prawdziwe „nie” niż piękne „tak”, które miałoby tylko sprawić, że zasnę spokojniej.
Marek patrzył na nią.
— Nie wiem, kiedy wybaczę.
— Wiem.
Uniósł brwi.
Natalia westchnęła.
— Dobrze. Nie wiem, czy wybaczysz.
— Lepiej.
Po chwili dodał:
— Ale nadal cię chcę.
Na jej twarzy pojawił się bardzo lekki uśmiech.
— To akurat widzę.
Marek parsknął cicho.
Po raz pierwszy od wielu godzin śmiech nie zabolał.
* * *
Nad ranem obudził się pierwszy.
Przez kilka minut leżał nieruchomo.
Natalia spała obok.
Światło poranka było szare i chłodne. Na stoliku nocnym leżały złote kolczyki.
Marek wziął je do ręki.
Jeszcze niedawno były dla niego niemal dowodem.
Nie wiedział czego.
Innego mężczyzny.
Ukrytej historii.
Cudzego dotyku.
Teraz znał prawdę.
Natalia kupiła je sama.
W Chorwacji.
Rano po tym, jak powiedziała Adamowi, że nie wyjedzie z nim.
Kiedy wrócił do łóżka, otworzyła oczy.
— Co robisz?
Wyciągnął dłoń.
Na jego skórze leżały dwa niewielkie złote kółka.
— Załóż.
Spojrzała na niego zaskoczona.
— Teraz?
— Teraz.
Wzięła pierwszy.
Potem drugi.
Marek patrzył, jak zapina kolczyki.
— Co? — zapytała.
Dotknął jednego.
— Przez tygodnie byłem przekonany, że są ważne, bo jakiś mężczyzna miał z nimi coś wspólnego.
Natalia lekko się uśmiechnęła.
— A nie są ważne?
— Są.
— Dlaczego?
Marek przesunął dłoń na jej kark.
— Bo kupiłaś je sama.
Patrzyła na niego.
— I?
Zastanowił się.
— I chyba przez cały czas patrzyłem w złym kierunku.
— To znaczy?
Marek oparł głowę o poduszkę.
— Tomasz był lustrem.
Natalia milczała.
— Adam był wspomnieniem. I pytaniem, którego nigdy nie zamknęłaś.
Przesunął palcami po jej karku.
— Marta była możliwością dla mnie.
— A ja?
— Ty byłaś problemem od początku.
Natalia uniosła brwi.
— Dziękuję.
Marek uśmiechnął się.
— Nie w tym sensie.
— Mam nadzieję.
— Przez cały czas próbowałaś sprawdzić, czy kiedy przestaniesz być tylko moją żoną, matką naszych dzieci i kobietą, której ruchy znam na pamięć, nadal zobaczę ciebie.
Natalia spoważniała.
— Udało się?
Marek patrzył na nią.
— Nie wiem jeszcze, kim jesteś.
— Po tym wszystkim?
— Właśnie po tym wszystkim.
Przez chwilę nic nie mówiła.
— I to cię nie przeraża?
— Przeraża.
— Bardzo?
— Bardzo.
— A jednak zostałeś.
Marek objął ją.
— Dzisiaj tak.
Natalia położyła głowę na jego ramieniu.
Po chwili zapytała:
— Gdybyś mógł wrócić nad jezioro i jeszcze raz zaproponować siedem kłamstw, zrobiłbyś to?
Marek zastanowił się.
— Nie.
Natalia odsunęła głowę i przyglądała mu się podejrzliwie.
Marek uśmiechnął się.
— Tym razem naprawdę.
Pocałowała go krótko.
Potem ponownie ułożyła głowę na jego ramieniu.
Marek patrzył w sufit.
Nie wiedział, czy wybaczy Natalii za tydzień.
Za miesiąc.
Za rok.
Nie wiedział, czy obraz hotelowej windy nie wróci któregoś dnia bez ostrzeżenia.
Nie wiedział również, czy samo pozostanie razem wystarczy.
Ale po raz pierwszy od osiemnastu lat nie próbował pomylić miłości z pewnością.
Spojrzał na Natalię.
Ona spojrzała na niego.
Przez osiemnaście lat kochał ją między innymi dlatego, że wydawało mu się, iż ją zna.
Teraz wiedział o niej więcej niż wczoraj.
A jednocześnie znał ją mniej niż kiedykolwiek.
I może właśnie dlatego po raz pierwszy od bardzo dawna naprawdę patrzył.
Natalia nie odwróciła wzroku.
On również nie.
5 komentarzy
Marigold
Ta historia to trochę taki teatr, a scena należy przede wszystkim do Natalii i Marka. To na nich skupiają się światła reflektorów, a pozostali bohaterowie, Adam, Marta i Tomasz, choć również ważni, pełnią raczej rolę statystów. To dzięki nim główna para zaczyna zdzierać kolejne maski i odkrywać to, co do tej pory pozostawało ukryte. Mamy tutaj bardzo kameralne opowiadanie, skupione na kobiecie, mężczyźnie i całej gamie emocji, które pojawiają się między nimi.
Przyznam, że podczas czytania czułam się trochę jak podglądaczka. Jakbym siedziała gdzieś w kącie pokoju i obserwowała niezwykle intymne chwile, w których właściwie nie powinnam uczestniczyć. I wcale nie chodzi o dosłowną erotykę, której tutaj nie ma. I bardzo dobrze, bo moim zdaniem tylko zepsułaby atmosferę. Autor świetnie buduje napięcie za pomocą słów, dialogów, przemilczeń i niedopowiedzeń. Nie odpuszcza ani na chwilę. Z każdą kolejną częścią coraz bardziej dokręca śrubę, aż w końcu przekręca ją tak mocno, że wszystko wybucha. A czytelnik zostaje zszokowany. Ja byłam!
Cała historia zaczyna się od pewności Marka. Mężczyzna, znudzony codziennością i przekonany, że zna swoją żonę lepiej niż własną kieszeń, proponuje jej pewną grę. Przecież po osiemnastu latach wspólnego życia trudno sobie wyobrazić, że druga osoba może jeszcze czymś zaskoczyć. A jednak! Gra nagle przestaje być grą, a staje się czymś niezwykle poważnym.
Bardzo podobało mi się obserwowanie przemiany Marka. Z pewnego siebie męża, który jest przekonany, że doskonale rozumie swoją żonę, stopniowo staje się człowiekiem z kompletnym chaosem w głowie. Każda kolejna informacja zmienia jego spojrzenie na Natalię, ale też na samego siebie i ich wspólne życie. Co ciekawe, kiedy w końcu wie już o żonie niemal wszystko i nie pozostają między nimi żadne tajemnice, patrzy na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. I właśnie w tym tkwi największy paradoks tej opowieści.
To również bardzo ciekawe spojrzenie na małżeństwo z dłuższym stażem. Myślę, że wiele osób może odnaleźć tutaj cząstkę siebie.
Ogromnym atutem opowiadania są dialogi i sposób, w jaki autor prowadzi całą historię. Tutaj każde słowo ma znaczenie, a czasami jeszcze więcej mówi to, co nie zostaje wypowiedziane. Jest intymnie, kameralnie i bardzo blisko bohaterów. Napięcie towarzyszy czytelnikowi niemal przez cały czas, a kolejne części sprawiają, że trudno odłożyć tekst i spokojnie zająć się czymś innym. Autor naprawdę umiejętnie bawi się słowem i emocjami, stopniowo prowadząc nas do finału.
A końcówka? Istny rollercoaster! Kiedy wydaje się, że Marek wie już wszystko, a bohaterowie odsłonili przed sobą wszystkie karty, następuje zwrot, który potrafi nieźle namieszać w głowie. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale mnie zakończenie naprawdę zaskoczyło. I co najważniejsze, zostawiło z mnóstwem myśli i pytań. Bo przecież poznanie prawdy nie oznacza automatycznie, że wszystko staje się prostsze. Zaufanie nie wraca na zawołanie, a miłość, nawet jeśli nadal istnieje, nie rozwiązuje wszystkich problemów.
Bardzo mi się podobało! To jedna z tych historii, które zostają w głowie na dłużej. Nie potrzeba wielu bohaterów, rozbudowanej fabuły ani wielkich wydarzeń, żeby stworzyć coś tak emocjonującego. Wystarczy dwoje ludzi, ich małżeństwo i niewinna (na pozór) gra.
Za jakiś czas wrócę do tego opowiadania, tym razem wyłapując różne „smaczki”.
Pozdrawiam autora i życzę nieustającej weny oraz kolejnych tak dobrych historii!
Jakub
@Marigold dziękuję za tak piękny i bogaty komentarz. I to od uznanej, wyjątkowej autorki.
Marigold
@Jakub ani uznana, ani wyjątkowa. Ot zwykła dziewczyna z fantazją
JP
Nie będę się rozpisywał bo już wszystko prawie wszystko przedmówcy powiedzieli.
Po prostu Epickie.
Nigdy ale to nigdy czegoś równie dobrego nie czytałem co by wpływało na moje samopoczucie, nastrój, emocje i przemyślenia.
Nie będę cię porównywał ale talent równy do Remigiusza Mroza.
Proszę o więcej.
Jakub
@JP dziękuję za miły komentarz. Cieszę się że się podobało
Jakub
@JP a co do Remigiusza, to myślę że zatrudnił masę ludzi, którzy za niego chylkuja.. ale kto to wie… pierwsze książki miał genialne
JP
Masz z pewnością rację.
Zaczytuje się w jego opasłych tomach czy to Forsta, Zaorskiego, Langera. Jedne są lepsze inne nieco gorsze ale i tak wciągaja alei tak jak mówisz nie sposób jest wydawać co miesiąc jakiś tom, różnych serii i nie stracić spójności i na pewno przerosło by to jedną osobę.
JorgDeJoong
Super opowiadanie ciekawy pomysł prowadzenie akcji utrzymywanie napięcia jest tu wszystko niczym w dreszczowców sapohire77 ma rację jest bardzo dobre ale czy będzie popularne. Chciał bym ale za mało tu mięsa by było popularne dla mnie jedtcto czysta erotyka bez grama porno to co uwielbiam ale sprzedaje się porno . Gratulacje za całość i każdy odcinek z osobna . Dla mnie osobiście jedno z lepszych tu . Pozdrawiam i czekam na kolejne
Sapphire77
Bardzo interesujące opowiadanie. Moim zdaniem porusza wiele kwesti. Miłości, zazdrości, strachu, przebaczenia, porozumienie, zrozumienia i innych. Jak już wspomniałem w poprzednim komentarzu od wieków jest kwestia zrozumienia kobiety przez mężczyznę. Mówię o dwóch heteroseksualnych osobach. Opowiadanie ma ciekawy pomysł. Mężczyzna wymyślił grę, ale podczas grania przeżył swoje i prawdopodobnie w pewnym momencie pożałował, ale jak to w bajkach się dzieje, wszystko dobrze się skończyło. Z pewnością dostanie kilka dobrych komentarzy, ale nie będzie popularne, w sensie ilości czytających. Oczywiście nie jest to winą autora, że tak będzie. W końcu jakość się liczy, a nie ilość. Miłość jest bardzo dziwną rzeczą. Piszę od siebie i nie jest dla mnie ważne czy ktoś się z tym zgodzi co przedstawię, czy nie. Opowiadanie, mam na myśli całość, ma tą zaletę, że pozostawia czytelnikowi własną interpretację. Jak już wielokrotnie napisałem w swoich tekstach, drogi miłości są bardziej zawiłe niż scieżki w tajemniczym lesie Aokigahara blisko góry Fuji w Japonii. Ile ludzi, tyle może być spojrzenia i rozumienia czym milość jest a czym nie. Jak mogliśmy przeczytać w opowiadniu coś innego jest ważne dla przeciętnego mężczyzny, a co innego dla kobiety, jeśli chodzi o miłość. Tu oczywiście zazębia się sprawa zazdrości i zdrady. Kłamstwa, przebaczenia i zrozumienia. Dla faceta jest zwykle najważniejsze czy ona z nim spała. Dla kobiety jest to również ważne, ale nie zawsze najważniejsze. Zaczyna się to już w młodzieńczym wieku. On szuka seksu w związku, ona uczucia. Są różne trędy czy można wybaczyć zdradę czy nie. Oczywiście w zależności od danej osoby, ta konkretna wie czym zdrada dla niej jest. W tym wypadku, tego opowiadania, bardziej on poznał ją po dowiedzeniu się prawdy. Gdyby nie ta cała gra, która okazała się bardzo poważna, może Marek by żył do końca życia nie znając do końca swojej żony. Przy okazji opowiadania nasuwa się kolejne pytanie. Czy bardziej nas definiuje, jacy jesteśmy, kiedy robimy coś dobrego czy raczej złego. Oczywiście znowu pojęcie dobra i zła jest indywidualne. Nie ma ludzi doskonałych i w związku poza miłością i zaufniem jest ważne wbaczenie i porozumienie i tolerancja. Jak nam zostało przedstawione nie zawsze dokonujemy najlepszych wyborów. Ktoś może przeczytać to opowiadanie i pomyśleć o sobie. Co ja bym zrobił gdybym się dowiedział, że ona z nim spała? Czy bym wybaczył? Podobno wybaczenie jest najwyższą formą miłości. Nie każdego faceta stać na ten krok. Nie każdy mężczyzna przyzna, że być może jej zdrada ( spanie z drugim) jest trochę jego winą, bo w czymś uchybił. Tu napisano nie o zwykłym przespaniu z powodów skoku w bok, pod wpływem urody, alkoholu, rewanżu. Jej związek był bardziej pełny niż jego z Martą. Czy ona ryzykowała mówiąc mu prawdę? Z pewnością. Jednak mogła mieć nadzieję, bo trochę go znała, czyli nie była bez szans. Autor nam przedstawił, że faceta bardziej boli kiedy ona z tym drugim ma fizyczny kontakt. Kobietę nie zawsze boli to samo. Być może więcej cierpi kiedy on pokocha tą drugą niż gdyby tylko się z nią przespał. Są rózne reguły. Osobiście słyszałem, że zdrada w małżeństwie ( w sensie seksu) może być wybaczona, natomiast w narzeczeństwie nie. I znowu nie jest ważne w co ktoś wierzy. Dopiero jak stanie przed faktem, decyduje. O ile może, bo w tych sprawach jest również emocja. Zwykle pod jej wpływem podejmujemy złe decyzje. Niestety nie zawsze można naprawić pomyłki. Zaletą opowiadania był klimat. Napięcie między bohaterami. Nie było strzelaniny, walki na noże. Był rzut oka na kolczyki. I to wystarczyło. Założenie obrączki i jej zdjęcie. Pamiętam jak mi opowiadał kolega z pracy o zdradzie innego znajomego. Tamten chciał wiedzieć, czy facet z którym żona go zdradziła miał większy sprzęt. Dość prymitywny sposób widzenia, ale przecież ludzki. Myślę, że opowiadnie jest przeznaczone dla ludzi dojrzałych i prawdopodobnie ze starzem małżeńskim lub partnerskim, bo nie wszyscy wierzą w instytucję małżeństwa. Nie twierdzę, że ktoś młody kiedy przeczyta ten cykl bedzie z pewnością nie tak specjalnie usatysfakcjonowany. Prawdopodobnie. Opowiadnie jest na poziomie. Nie jest opisany związek dwóch niepoważnych ludzi. Co prawda czasem się zdarza, że jedna z osób w związku jest poważna a druga nie. I to jest tragedia. Lecz z powodu dzieci taki związek trwa. Nie gloryfikuje z zasady kobiet, ale uważam, że generalnie kobieta jest lepszą istotą i mądrzejszą niż mężczyzna. Nie wiem jak jest z kobietami w tym względzie, ale wiem jak jest z mężczyznami. Jest cztery typy facetów i tylko jeden jest dobrym typem na męża, ojca. Niestety jeden typ jest popularny. To tym chłopca. Nie twierdzę, że najgorszy. O ile nie trafi na na kobietę typu matki, to taki związek jest tragedią. On tylko zmienia zabawki i nigdy nie dorośnie. Napisałem, że to bajka, bo skończyło się dobrze. W realu facet by pewnie nie wybaczył. Powtórzę. Dobre opowiadanie i zmusza do myślenia. Powodzenia w następnych, autorze.
Jakub
@Sapphire77 serdecznie dziękuję za tak piękny komentarz i głęboką analizę. Pokazujesz, że znasz życie. Znasz naturę ludzką i różnicę między kobietą a mężczyzną. Dziękuję!
Sapphire77
@Jakub Nie ma za co. Znam i co z tego? Pcham tę kulkę pod górę a ona i tak spada. Nie mówię, że jest tragicznie. Mogłoby być lepiej, ale jest jak jest. Życie jest bardzo ciekawe. Najważniejsze moim zdaniem jest poznać siebie. Nie ją i nie życie i nie innych. Siebie.
Jakub
@Sapphire77 co by było gdybyś wybrał inaczej.. życie to codzienne wybory
Sapphire77
@Jakub Ja wierzę w przeznaczenie, nie mogłem wybrać inaczej. Masz rację, życie to codzienne wybory. Zajrzę później i poczytam inne komentarze.
Pumciak
Mam pytanie czy ty sam wymyśliłeś gre w 7 kłamstw
Jakub
@Pumciak myślę że tak, ale może ktoś też to wymyślił..w końcu to tylko gra małżeńska