Wersja robocza materiału.

10. Cała prawda. Kiedy kończą się kłamstwa

10. Cała prawda. Kiedy kończą się kłamstwaMarek nie odpowiedział na pytanie Natalii.

Nie dlatego, że nie potrafił wybrać pomiędzy „co zrobiłaś” a „dlaczego wróciłaś”. Przeciwnie. Wiedział dokładnie, czego chce najpierw, i właśnie dlatego przez kilka sekund nie był w stanie tego wypowiedzieć.

Na stole leżała biała koperta, list napisany dwa tygodnie przed ich ślubem i złote kolczyki, które przez ostatnie tygodnie zdążyły stać się symbolem tylu różnych historii, że Marek przestał już ufać przedmiotom równie mocno jak słowom.

Natalia siedziała naprzeciwko niego w szlafroku. Jeszcze godzinę wcześniej całował tę kobietę, czuł pod palcami jej skórę, słyszał jej przyspieszony oddech i był pewien, że w tamtej chwili nic poza nimi nie istnieje.

Teraz miał wrażenie, że pomiędzy nimi siedzi jeszcze jedna Natalia.

Młodsza o osiemnaście lat.

Świeżo po ślubie.

Czekająca na Adama.

— Co zrobiłaś — powiedział w końcu. — Najpierw chcę wiedzieć, co zrobiłaś.

Natalia skinęła głową.

— Wiedziałam od kilku dni, że Adam przyjedzie w piątek.

Marek uniósł wzrok.

— Czyli to nie było przypadkowe spotkanie?

— Nie.

— Umówiliście się?

— Tak.

— Co powiedziałaś mnie?

Natalia opuściła wzrok.

— Że jadę na dwudniowe szkolenie. W piątek i sobotę. Powiedziałam, że zostanę w hotelu i wrócę w niedzielę rano.

Wspomnienie przyszło do Marka natychmiast.

Hotel pod Warszawą. Dwie noce. Telefon w sobotę. Natalia mówiąca, że wszystko się przeciąga, że później mają kolację, że jest zmęczona.

— Szkolenie rzeczywiście było?

— Tak.

— Ile trwało?

Natalia spojrzała mu w oczy.

— Tylko w piątek. Skończyło się około szesnastej.

Marek milczał.

— Czyli sobotę przygotowałaś sobie wcześniej.

— Tak.

— Całą dobę.

— Tak.

Nie kłamała po fakcie.

Przygotowała kłamstwo przed zdradą.

Ta różnica bolała bardziej.

— Adam przyjechał w piątek wieczorem?

— Tak.

— Do tego samego hotelu?

— Tak.

— Miał pokój?

— Tak.

— Poszłaś do niego od razu?

— Nie. Spotkaliśmy się w barze.

Natalia mówiła spokojnie, ale Marek widział napięcie w jej dłoniach.

— Jak długo?

— Prawie cztery godziny.

— O czym?

— O nas. O nim. O tobie. O tym, co by się stało, gdybym wtedy pojechała.

— Flirtowaliście?

Zawahała się.

— Tak.

— Jak?

Natalia przesunęła dłonią po włosach.

— Najpierw prawie wcale. Właśnie to było najgorsze. Rozmawialiśmy normalnie, jakby minęło kilka tygodni, nie lata. Później zaczął przypominać rzeczy, których ja prawie nie pamiętałam. Miejsca. Zdania. Jedną sukienkę.

Marek poczuł ukłucie.

— Jaką?

— Białą. Miałam ją w Chorwacji.

— Powiedział ci, że ją pamięta.

— Tak.

— Podobało ci się?

Natalia spojrzała mu prosto w oczy.

— Bardzo.

Marek odwrócił wzrok.

Prawda bez możliwości ucieczki była bardziej brutalna niż wszystkie wcześniejsze kłamstwa.

— Dotknął cię przy stole?

— Raz.

— Gdzie?

— Dłoni.

— I?

— Nie cofnęłam.

Marek poczuł, że jego wyobraźnia natychmiast dopowiada więcej.

Natalia kontynuowała:

— Później wstałam. Powiedziałam, że powinnam iść do swojego pokoju.

— A on?

— Powiedział „dobrze”.

Marek spojrzał na nią.

— Nie zatrzymał cię?

— Nie.

— Więc jak znaleźliście się w windzie razem?

Natalia zamilkła.

Marek zrozumiał sekundę wcześniej.

— Ty za nim poszłaś.

— Tak.

To jedno słowo zmieniło wszystko.

— Dogoniłaś go?

— Przy windzie.

— Co powiedziałaś?

Natalia zamknęła oczy.

— „Nie chcę jeszcze kończyć tego wieczoru.”

Marek oparł dłonie o stół.

— Wiedziałaś już wtedy.

— Tak.

— Co?

— Że jeśli pojadę z nim na górę, prawdopodobnie nie skończy się na rozmowie.

— I pojechałaś.

— Tak.

***

W windzie nie dotykali się od razu.

Natalia pamiętała światło bardziej niż cokolwiek innego. Za jasne. Bezlitosne. Takie, w którym nie dało się udawać, że sytuacja jest romantycznym półmrokiem, w którym rzeczy po prostu się wydarzyły.

Adam stał obok.

Nie patrzył na nią.

To właśnie sprawiło, że spojrzała na niego.

— Bałam się ciszy — powiedziała Markowi. — Bo w barze mogliśmy mówić. W windzie nie było już o czym.

— Miałaś obrączkę?

Natalia spojrzała na swoją lewą dłoń.

— Tak.

— I wtedy ją zdjęłaś.

— Tak.

— Przy nim?

— Tak.

Marek poczuł skurcz żołądka.

— Powoli?

Natalia zrozumiała, dlaczego pyta.

— Tak.

— Patrzył?

— Dopiero kiedy zobaczył ją w mojej dłoni.

Marek wyobraził sobie ruch palców, metal przesuwający się po skórze i jasny ślad pozostawiony po obrączce.

— Co powiedział?

— „Nie rób tego.”

— A ty?

— Spytałam: „Czego?”

— I?

Natalia odetchnęła.

— Powiedział: „Nie zdejmuj jej dla mnie. Jeśli tu jesteś, bądź tutaj jako ty. Nie udawaj, że nie masz męża.”

Marek niemal znienawidził Adama za przyzwoitość tego zdania.

— Założyłaś?

— Nie.

— Dlaczego?

Natalia długo patrzyła na Marka.

— Bo wtedy chciałam właśnie tego, czego nie powinnam była chcieć.

— Czego?

— Przez kilka godzin nie czuć się niczyją żoną.

Marek odchylił głowę.

— Trzy miesiące po ślubie.

— Tak.

— Pięknie.

— Nie próbuję zrobić z tego czegoś pięknego.

— Więc co zrobiłaś z obrączką?

— Włożyłam ją do torebki.

***

Kiedy drzwi windy się otworzyły, Adam wyszedł pierwszy.

Natalia poszła za nim.

Korytarz pamiętała mniej dokładnie niż windę. Dywan. Ciepłe światło. Dźwięk ich kroków.

Przed pokojem Adam otworzył drzwi.

Nie wszedł.

Odwrócił się do niej.

— Zapytał, czy jestem pewna — powiedziała.

Marek patrzył na nią nieruchomo.

— I?

— Powiedziałam „tak”.

— Naprawdę byłaś?

— Nie.

— Więc skłamałaś.

— Nie w tym sensie. Nie byłam pewna, co będzie później. Ale byłam pewna, że chcę wejść.

Marek zacisnął szczękę.

— Chciałaś go.

Natalia nie uciekła spojrzeniem.

— Tak.

Marek wstał.

Przeszedł kilka kroków.

— Powiedz resztę.

— Marek...

— Nie szczegóły dla szczegółów. Chcę wiedzieć, czy to było coś, co ci się przydarzyło, czy coś, co zrobiłaś.

Natalia również wstała.

— Zrobiłam.

Odpowiedziała bez wahania.

To go zatrzymało.

— Weszłam. Adam zamknął drzwi. Przez kilka sekund staliśmy naprzeciwko siebie. On niczego nie robił.

— Czekał na ciebie.

— Tak.

— I?

Natalia przesunęła palcem po dolnej wardze, jakby sama pamięć pozostawiła tam ślad.

— Podeszłam.

Marek poczuł gorąco w karku.

— Ty.

— Ja.

— I pocałowałaś go.

— Tak.

— Jak Tomasza.

— Nie.

Marek spojrzał ostro.

— Co było inne?

Natalia zawahała się.

— Tomasza chciałam sprawdzić. Adama pamiętałam.

To było dużo gorsze.

Marek poczuł to fizycznie.

— Co znaczy „pamiętałam”?

— Że kiedy go pocałowałam, przez pierwszą sekundę czułam się obco. A później przestałam.

Natalia mówiła ciszej.

— Wiedziałam, jak przechyla głowę. Jak trzyma dłoń przy karku. Pamiętałam jego zapach. To wszystko wróciło szybciej, niż chciałam.

Marek spojrzał w bok.

— Chciałaś przerwać?

— Tak.

— Przerwałaś?

— Na chwilę.

— Kto wrócił?

Natalia milczała.

— Ty — powiedział Marek.

Skinęła głową.

— Ja.

Nie pytał już dlaczego.

Wiedział.

— Pocałowałam go drugi raz inaczej — powiedziała Natalia. — Nie jak człowieka z przeszłości.

Marek spojrzał na nią.

— Jak?

Jej twarz zaróżowiła się mimo całego ciężaru rozmowy.

— Jak mężczyznę, którego wtedy chciałam.

To zdanie przecięło go najmocniej.

I jednocześnie wywołało dokładnie tę reakcję, której nie chciał.

Wyobraźnia.

Ciepło.

Zazdrość zmieszana z pożądaniem.

Nienawidził tego.

— Dotykał cię?

— Tak.

— Chciałaś?

— Tak.

Natalia opowiedziała mu o pocałunkach, które na początku jeszcze przerywali, o dłoniach, które długo pozostawały na bezpiecznych miejscach, jakby oboje udawali przed sobą, że nadal istnieje granica. O chwili, kiedy Adam odsunął się i spytał po raz drugi, czy powinni skończyć.

— Powiedziałam „nie” — przyznała.

— Nie powinniście czy nie chciałaś skończyć?

— Nie chciałam skończyć.

Marek zamknął oczy.

— Dalej.

— Pocałował mnie w szyję. I wtedy chyba pierwszy raz naprawdę dotarło do mnie, że jeśli niczego nie zrobię, wydarzy się wszystko.

— I?

— Nie zrobiłam niczego, żeby go zatrzymać.

Natalia spojrzała na niego.

— Przeciwnie.

Marek poczuł dreszcz wzdłuż pleców.

— Rozbieraliście się.

— Tak.

— Powoli?

— Na początku.

Marek odwrócił twarz.

Natalia już wiedziała, czego potrzebuje: nie mechaniki, tylko świadomości.

— Nie było w tym nic przypadkowego — powiedziała. — Żadne ubranie nie „spadło”. Nikt mnie nie porwał. Każdy kolejny krok był decyzją.

Marek spojrzał na nią.

— Kiedy mogłaś się wycofać?

Natalia uśmiechnęła się gorzko.

— W każdej chwili.

— Nawet na końcu.

— Tak.

— I nie zrobiłaś tego.

— Nie.

Kiedy została prawie naga, Adam zatrzymał się jeszcze raz.

Natalia pamiętała jego wzrok i własny palec bez obrączki.

— Pomyślałaś o mnie?

— Tak.

— I nadal go chciałaś?

Łzy pojawiły się jej w oczach.

— Tak.

Marek odwrócił głowę.

To była prawda, której potrzebował.

I której nie chciał usłyszeć.

— Co zrobił?

— Zapytał, czy ma przestać.

— Co odpowiedziałaś?

Natalia przez moment nie potrafiła mówić.

Potem:

— Żeby nie przestawał.

Cisza stała się ciężka.

Marek nie potrzebował dalszych detali.

— Kochaliście się.

Natalia nie poprawiła słowa, choć przez chwilę wyglądała, jakby chciała.

— Uprawialiśmy seks.

Powiedziała to świadomie.

— Nie nazwę tego kochaniem się. Kochałam już ciebie.

Marek zaśmiał się krótko i gorzko.

— Fantastyczne rozróżnienie.

— Wiem, jak brzmi.

— Było ci z nim dobrze?

To pytanie zabolało oboje.

Natalia mogła już tylko odpowiedzieć prawdę.

— Tak.

Marek odwrócił się.

— Bardzo?

— Marek...

— Chcę wiedzieć.

— Tak.

Zacisnął oczy.

Natalia podeszła o krok.

— Ale nie tak, jak próbujesz to teraz ustawić.

— Nie ustawiaj mi mojej wyobraźni.

Zatrzymała się.

— Masz rację.

Marek spojrzał na nią.

— Było lepiej niż ze mną?

— Nie.

— Prawda?

— Prawda.

— Więc co było w tym takiego?

Natalia mówiła powoli.

— Intensywność. Zakaz. Wspomnienie. To, że przez lata nie wiedziałam, co by było, gdybym wtedy poszła za nim. I przez kilka godzin pozwoliłam sobie udawać, że mogę znaleźć odpowiedź.

— Znalazłaś?

— Tak.

Marek patrzył.

— Jaką?

Natalia otarła policzek.

— Że nadal mogłam go pragnąć.

Marek poczuł ukłucie.

— I?

— Że to nie znaczyło, że chciałam z nim żyć.

***

Została w jego łóżku po wszystkim.

Nie uciekła natychmiast do własnego pokoju.

Marek chciał to wiedzieć.

— Przytulał cię?

Natalia skinęła głową.

— Tak.

— Ty jego?

— Przez chwilę.

— Całowaliście się jeszcze?

— Tak.

— Po seksie?

— Tak.

Ten szczegół zabolał go bardziej niż sam seks.

Bo był czułością.

Nie tylko pożądaniem.

— Powiedział ci coś?

Natalia spuściła wzrok.

— Że nadal może kupić ten drugi bilet.

Marek pamiętał bilet z pudełka.

„Następny kupię dla ciebie.”

— I?

— Przez kilka sekund wyobraziłam sobie, że mówię „tak”.

— Po tym, jak właśnie zdradziłaś męża.

— Tak.

— Pięknie.

— Marek...

— Ile sekund?

Natalia prawie się uśmiechnęła przez łzy.

— Nie liczyłam.

— Ale chciałaś.

— Chciałam wiedzieć, jak wyglądałoby tamto życie.

— To nie odpowiedź.

— Przez moment chciałam pojechać.

Marek skinął głową.

— Dobrze.

— Dobrze?

— Wreszcie naprawdę boli.

Natalia zamknęła oczy.

***

Nie zasnęła.

Adam zasnął obok.

Natalia leżała i patrzyła na sufit. Jego dłoń spoczywała przy jej biodrze. Po jakimś czasie delikatnie ją zdjęła.

Wstała.

Zebrała ubrania.

I wtedy zobaczyła obrączkę.

Leżała w bocznej kieszeni torebki.

— Założyłaś ją przy nim? — zapytał Marek.

— Tak.

— Obudził się?

— Tak.

Adam obserwował ją, gdy zapinała bluzkę.

Nie próbował jej zatrzymać.

— Spytał, czy żałuję.

— Co powiedziałaś?

— „Ciebie nie. Tego tak.”

Marek milczał.

— Potem zaproponował, żebym została przez sobotę. Wiedział, że według ciebie jestem na szkoleniu.

— Mogłaś zostać.

— Tak.

— Cały dzień.

— Tak.

— Mogliście znowu...

Nie dokończył.

Natalia odpowiedziała mimo to.

— Tak.

— Chciałaś?

— Przez chwilę bardzo.

Marek poczuł kolejne ukłucie.

— Bardzo.

— Tak.

— I wyszłaś.

— Tak.

— Dlaczego?

Natalia spojrzała na obrączkę na swojej dłoni.

— Bo gdybym została, to przestałaby być jedna noc, której nie potrafiłam zamknąć. Stałaby się wyborem drugiego życia.

— A seks nie był wyborem?

— Był.

— Więc różnica jest wygodna.

— Może.

Natalia przyjęła cios.

— Ale wtedy właśnie tak to poczułam.

Marek siedział długo bez słowa.

— Co zrobiłaś potem?

— Pojechałam do domu.

— W sobotę rano.

— Tak.

— Chociaż według mnie miałaś jeszcze cały dzień szkolenia.

— Tak.

— Co powiedziałaś?

— Że szkolenie skrócono i chciałam zrobić ci niespodziankę.

Marek pamiętał.

Natalia stojąca w przedpokoju z torbą.

Jego radość.

Pocałował ją wtedy na powitanie.

Ta myśl przyszła nagle.

— Pocałowałem cię.

Natalia zbladła.

— Tak.

— Gdzie?

— W przedpokoju.

— Odpowiedziałaś?

— Tak.

Marek wstał gwałtownie.

— Kilka godzin po nim.

— Tak.

— I nic nie zauważyłem.

Łza spłynęła Natalii po policzku.

— Nie.

— Weszłaś potem do naszego łóżka.

— Tak.

— Przytuliłaś się do mnie.

— Tak.

— Dlaczego?

Natalia nie próbowała już ukrywać łez.

— Bo kiedy cię zobaczyłam, zrozumiałam, że prawie zniszczyłam jedyną rzecz, której naprawdę nie chciałam stracić.

— To ma być romantyczne?

— Nie.

Natalia pokręciła głową.

— To ma być paskudne. Bo najgorszą rzecz, jaką ci zrobiłam, zrobiłam właśnie wtedy, kiedy ostatecznie zrozumiałam, że ciebie wybieram.

Marek patrzył na nią.

— Wielka miłość po cudzym łóżku.

— Nie.

Jej głos nagle stał się twardszy.

— Nie rób z tego taniego zdania. Nie oczekuję, że zdrada stanie się piękna tylko dlatego, że potem zostałam z tobą.

Podeszła bliżej.

— Zdradziłam cię. Chciałam innego mężczyzny. Sama weszłam do jego pokoju. Sama go pocałowałam. Sama powiedziałam mu, żeby nie przestawał. Było mi z nim dobrze. Przez chwilę chciałam nawet zostać.

Marek patrzył na nią nieruchomo.

Nigdy wcześniej nie powiedziała tego tak brutalnie.

— A potem wróciłam do ciebie. Nie dlatego, że z Adamem było źle. Właśnie to jest najtrudniejsze. Wróciłam, mimo że mogłam zostać.

Przez sekundę zabrakło mu odpowiedzi.

— I już nigdy?

— Nigdy.

— Przez osiemnaście lat?

— Ani razu.

***

Później zobaczył wiadomość wysłaną Adamowi tamtego wieczoru.

„To, co wydarzyło się wczoraj, było prawdziwe. Właśnie dlatego nie może wydarzyć się nigdy więcej. Kocham Marka. Jeśli kiedyś napiszę do ciebie, że zmieniłam zdanie, nie odpowiadaj.”

Adam zapytał:

„A mnie?”

Natalia odpisała:

„Ciebie też kiedyś kochałam. Ale z nim chcę się zestarzeć.”

Marek przeczytał zdanie trzy razy.

Potem wyszedł.

***

Wrócił po drugiej.

Nie pojechał do Marty.

Chciał.

To było najgorsze.

Chciał pamiętać jej pocałunek, obcość jej ciała, możliwość życia przez kilka godzin poza całym ciężarem Natalii.

Nie zrobił tego.

Kiedy wszedł, Natalia siedziała w salonie.

— Byłeś u niej? — zapytała.

— Nie.

— Chciałeś?

— Tak.

Przyjęła odpowiedź.

— Bardzo?

Marek zdjął płaszcz.

— Wystarczająco, żeby przez kilka minut siedzieć z telefonem w dłoni.

Natalia opuściła wzrok.

— Dlaczego nie napisałeś?

— Bo nagle zrozumiałem ciebie bardziej, niż chciałem.

Spojrzała na niego.

— I nie chcę jutro użyć tego zrozumienia jako usprawiedliwienia.

Usiadł.

— Chcesz wiedzieć, co było moim trzecim?

Natalia znieruchomiała.

— Tak.

— Nie boli mnie to już.

Spojrzał jej w oczy.

— Trzecie kłamstwo.

Natalia wciągnęła powietrze.

— Czwarte: Marta nic dla mnie nie znaczyła.

Zamknęła oczy.

— Znaczy?

— Możliwość. Kobietę, która mi się spodobała. Którą naprawdę chciałem pocałować. Z którą chciałem sprawdzić, jak daleko potrafię pójść.

Natalia nie przerwała.

— Piąte: nigdy nie wyobraziłem sobie życia bez ciebie.

Jej twarz zmieniła się.

— Wyobraziłeś.

— Dzisiaj.

— Jak wyglądało?

— Ciszej.

Natalia spuściła wzrok.

Marek patrzył na nią długo.

— I strasznie pusto.

Podniosła oczy.

— Szóste — powiedział. — Wybaczyłem ci.

Natalia pobladła.

— Kłamstwo?

— Tak.

Łzy znów stanęły jej w oczach.

— Nie wybaczyłem.

— Rozumiem.

— Nie wiem, czy jutro będę bliżej.

— Rozumiem.

— Przestań mówić, że rozumiesz.

— Dobrze.

Marek prawie się uśmiechnął.

Zostało jedno.

Oboje wiedzieli.

— Nie musisz używać ostatniego — powiedziała Natalia.

— Muszę.

— Dlaczego?

— Bo inaczej do końca życia będziesz się zastanawiać, czy właśnie go użyłem.

Usiadł naprzeciwko niej.

Patrzył jej prosto w oczy.

— Nie kocham cię.

Natalia znieruchomiała.

Łza przesunęła się po policzku.

Druga.

Marek nie odwrócił wzroku.

Pozwolił temu zdaniu istnieć przez kilka sekund.

— Siódme? — zapytała wreszcie.

— Siódme.

Natalia zamknęła oczy.

Teraz on również nie mógł już się schować.

— Prawda jest taka, że jestem wściekły. Że gdy mówiłaś o Adamie, naprawdę chciałem wyjść. Że widzę cię w tej windzie, jak zdejmujesz obrączkę. Widzę, jak idziesz za nim. Jak sama go całujesz. I prawdopodobnie długo będę widział rzeczy, których nigdy nie widziałem.

Natalia słuchała.

— Prawda jest taka, że Marta mnie pociągała. Nadal nie jestem pewien, czy gdybym dzisiaj do niej pojechał i ona otworzyłaby drzwi, potrafiłbym odejść.

Twarz Natalii drgnęła.

— Nie wybaczyłem ci.

Marek wziął jej dłoń.

— Ale najgorsza prawda jest taka, że nadal cię kocham.

Natalia zasłoniła usta dłonią.

— Kocham cię bardziej, niż w tej chwili chciałbym cię kochać. I dlatego właśnie tak bardzo mnie to niszczy.

Jej palce zacisnęły się na jego.

— Przez osiemnaście lat myślałem, że kocham całą ciebie, bo wszystko o tobie wiem. Teraz okazuje się, że znałem tylko wersję, którą dostałem.

Marek nachylił się.

— I mimo wszystko chcę poznać resztę.

Natalia zaczęła płakać.

— Zostaniesz?

— Dzisiaj tak.

— A jutro?

— Jutro wybiorę jeszcze raz.

Nie była to obietnica.

I właśnie dlatego uwierzyła.

***

Pocałowała go pierwsza.

Marek początkowo nie odpowiedział.

Chciał poczuć, czy robi to dlatego, że naprawdę jej pragnie, czy dlatego, że potrzebuje zagłuszyć obrazy z hotelu.

Natalia wyczuła zawahanie.

Odsunęła się.

— Nie musisz.

Marek patrzył na jej usta.

— Wiem.

— Jeśli teraz mnie dotkniesz tylko po to, żeby udowodnić sobie, że nadal jestem twoja...

— Nie jesteś moja.

Natalia znieruchomiała.

Marek uniósł dłoń i dotknął jej twarzy.

— Właśnie tego nauczyłaś mnie w najbardziej bolesny możliwy sposób.

Przesunął kciukiem po jej policzku.

— Możesz tylko wybrać, że jesteś ze mną.

Natalia patrzyła na niego przez łzy.

— Wybieram.

Marek pocałował ją.

Tym razem inaczej.

Bez pośpiechu, ale głęboko. Natalia objęła go za kark, a kiedy pocałunek się pogłębił, jej ciało zaczęło stopniowo tracić wcześniejsze napięcie.

Marek odsunął się na chwilę.

— Nie chcę seksu na zgodę.

— Ja też.

— Ani seksu przeciwko Adamowi.

— Nie.

— Ani Marcie.

— Nie.

Natalia dotknęła jego ust palcami.

— Chcę ciebie po wszystkim.

To wystarczyło.

Pocałował ją ponownie.

Dłużej.

Natalia przesunęła dłonie pod jego koszulę. Ciepłe palce dotknęły skóry, a Marek poczuł gwałtowną reakcję ciała, której tym razem nie towarzyszyła zazdrość.

Tylko ona.

Rozpiął jej koszulę nocną.

Jeden guzik.

Drugi.

Przy trzecim zatrzymał się.

— Patrz na mnie — powiedziała.

Spojrzał.

Natalia nie opuszczała wzroku, kiedy materiał rozsuwał się coraz bardziej. Nie było w tym pokazu. Raczej zgoda na bycie zobaczoną bez kolejnej wersji historii.

Marek przesunął dłonią po jej odkrytym ramieniu.

Natalia zadrżała.

— Na kogo teraz patrzysz? — zapytała.

Znał to pytanie.

Cała ich historia mieściła się w tych kilku słowach.

— Na ciebie.

— Którą?

Marek dotknął jej karku.

— Tę, która kupiła sobie złote kolczyki. Tę, która stała pod drzwiami Adama i nie weszła. Tę, która później weszła. Tę, która zdjęła obrączkę. Tę, która wróciła. Tę, która mnie okłamywała. Tę, która dzisiaj powiedziała mi wszystko.

Natalia przymknęła oczy.

— I nadal mnie chcesz?

Marek przesunął twarz bliżej.

— Właśnie teraz najbardziej mnie przeraża, jak bardzo.

Pocałowała go gwałtownie.

Tym razem napięcie rosło znacznie szybciej. Natalia zsunęła jego koszulę z ramion, Marek objął ją w talii. Ich ciała znalazły się blisko, lecz żadne nie próbowało przyspieszyć samego końca.

Było coś niemal zachłannego w pocałunkach.

Jakby po całym wieczorze słów potrzebowali wreszcie upewnić się, że ciało drugiej osoby nadal istnieje tu, a nie osiemnaście lat wcześniej.

Marek całował szyję Natalii.

Jej palce zacisnęły się na jego plecach.

— Nie przestawaj — wyszeptała.

Podniósł głowę.

— Prawda?

Natalia roześmiała się przez łzy.

— Już tylko taka.

Przesunęli się w stronę sypialni, zatrzymując po drodze kilka razy tylko po to, by znowu się pocałować. Nie mieli cierpliwości do elegancji. Ubrania zostawały tam, gdzie akurat przestały być potrzebne.

W sypialni Natalia zatrzymała się przy łóżku.

Światło nadal się paliło.

Marek wyciągnął rękę do lampy.

— Nie — powiedziała.

Zatrzymał dłoń.

Natalia patrzyła na niego.

— Zostaw.

— Dlaczego?

— Bo nie chcę już niczego robić po ciemku.

Zdanie zatrzymało go mocniej niż dotyk.

Marek podszedł.

Pocałował ją jeszcze raz, tym razem niemal czule. Natalia odpowiedziała spokojniej, ale jej dłonie zdradzały rosnące napięcie.

Kiedy znaleźli się w łóżku, przez chwilę nie robili nic.

Leżeli naprzeciwko siebie.

Nadzy, a jednak największa nagość wydarzyła się wcześniej przy stole.

Marek przesunął palcami po jej twarzy.

— Bałaś się, że po tym, co powiesz, już nigdy cię tak nie dotknę?

Natalia skinęła głową.

— Tak.

— Bardzo?

— Bardziej niż tego, że odejdziesz.

Zmarszczył brwi.

— Dlaczego?

— Bo mogłeś zostać i już nigdy mnie nie pragnąć.

Marek zrozumiał.

To był jej najgłębszy strach od początku gry.

Nie samotność.

Niewidzialność.

Pocałował ją.

Powoli przesunął dłonią po jej ciele, obserwując każdą reakcję. Natalia nie odwracała wzroku. Przy głębszym dotyku jej oddech się zmieniał, ale tym razem nie próbowała tego ukrywać.

— Widzisz mnie? — zapytała.

— Tak.

— Całą?

Marek zbliżył twarz do jej.

— Tyle, ile mi pokażesz.

To była lepsza odpowiedź niż „całą”.

Oboje to wiedzieli.

Kiedy ich bliskość stała się pełna, Natalia objęła go mocno i przez moment żadne się nie poruszyło. Patrzyli na siebie z odległości kilku centymetrów, jakby po tylu latach właśnie tego trzeba było nauczyć się od początku.

Potem napięcie zaczęło rosnąć.

Nie gwałtownie.

Coraz mocniej.

Natalia przyciągała Marka za każdym razem, gdy próbował zwolnić. Jej oddech stawał się nierówny, palce zaciskały się na jego ramionach, a z czasem cała wcześniejsza kontrola przestała mieć znaczenie.

Marek nie odrywał od niej wzroku.

— Nie patrz tak — wyszeptała w pewnym momencie.

— Jak?

Natalia próbowała odpowiedzieć, ale kolejny pocałunek odebrał jej zdanie.

Dopiero później, kiedy odzyskała oddech, powiedziała:

— Jakbyś naprawdę widział mnie pierwszy raz.

Marek przyłożył usta do jej skroni.

— Może widzę.

Natalia objęła go mocniej.

Tempo ich bliskości rosło, aż rozmowa całkowicie przestała być możliwa. Zostały spojrzenia, krótkie dźwięki, dłonie i ruchy, w których nie było już miejsca dla Adama, Tomasza ani Marty.

Wszystko, co wydarzyło się wcześniej, nadal istniało.

Ale po raz pierwszy nie znajdowało się pomiędzy nimi.

Kiedy napięcie Natalii doszło do granicy, Marek zobaczył chwilę, w której chciała zamknąć oczy.

Nie powiedział „patrz”.

Nie musiał.

Sama je otworzyła.

I właśnie wtedy przestała nad sobą panować.

Marek trzymał ją blisko, dopóki drżenie nie zaczęło ustępować. Kilka chwil później sam stracił ostatnią kontrolę, wtulając twarz w jej szyję.

Natalia objęła go obiema rękami.

Przez dłuższy czas żadne nie mówiło.

Ich oddechy stopniowo się uspokajały.

W końcu Natalia przesunęła palcami po jego włosach.

— Wybaczyłeś mi?

Marek uniósł głowę.

Mógł skłamać.

Nie miał już żadnego kłamstwa.

— Nie.

Natalia przyjęła odpowiedź.

— Dobrze.

— Dobrze?

— Wolę prawdziwe „nie” niż kolejne piękne „tak”.

Marek patrzył na nią.

Potem pocałował ją w czoło.

— Ale nadal cię chcę.

Natalia uśmiechnęła się bardzo lekko.

— Wiem.

Marek uniósł brwi.

Zorientowała się.

— Przepraszam.

Tym razem roześmiali się oboje.

***

Nad ranem Marek obudził się pierwszy.

Natalia spała obok.

Na stoliku leżały złote kolczyki.

Wziął je do ręki.

Kiedy wrócił do łóżka, Natalia otworzyła oczy.

— Co robisz?

Wyciągnął dłoń.

— Załóż.

Spojrzała na niego zaskoczona.

— Teraz?

— Teraz.

Wzięła pierwszy kolczyk.

Potem drugi.

Marek patrzył, kiedy zapinała małe złote kółka.

— Co? — zapytała.

Dotknął jednego.

— Przez tygodnie myślałem, że są ważne dlatego, że dostałaś je od jakiegoś mężczyzny.

Natalia uśmiechnęła się.

— A nie są?

— Są.

— Dlaczego?

Marek przesunął dłoń na jej kark.

— Bo kupiłaś je sama.

Natalia patrzyła na niego.

— I?

— I chyba wreszcie rozumiem, że przez cały czas patrzyłem w złym kierunku.

— To znaczy?

Marek zastanowił się.

— Tomasz był tylko lustrem. Adam wspomnieniem. Marta możliwością. A ty przez cały czas próbowałaś sprawdzić, czy kiedy przestaniesz być wyłącznie moją żoną, nadal będę umiał zobaczyć ciebie.

Natalia nie odpowiedziała od razu.

— Umiesz?

Marek przyciągnął ją bliżej.

— Uczę się.

Pocałowała go.

Krótko.

— Gdybyś mógł wrócić nad jezioro i jeszcze raz zaproponować siedem kłamstw, zrobiłbyś to?

Marek pomyślał.

— Nie.

Natalia czekała.

Marek uśmiechnął się.

— Tym razem naprawdę.

Położyła głowę na jego ramieniu.

Nie wiedział, czy jej wybaczy za tydzień, miesiąc czy rok. Nie wiedział, czy pewnego dnia obraz hotelowej windy nie wróci bez ostrzeżenia. Nie wiedział nawet, czy samo pozostanie razem będzie wystarczające.

Ale po raz pierwszy od osiemnastu lat nie próbował pomylić miłości z pewnością.

Spojrzał na Natalię.

Ona spojrzała na niego.

Przez osiemnaście lat kochał ją między innymi dlatego, że wydawało mu się, iż ją zna.

Teraz znał ją mniej niż kiedykolwiek.

I po raz pierwszy widział naprawdę.

Żadne z nich nie odwróciło wzroku.