
Natalia spała obok, odwrócona na bok, z dłonią wsuniętą pod poduszkę. Przez chwilę patrzył na jej twarz i próbował przypomnieć sobie, kiedy ostatnio budził się z taką świadomością wszystkiego, czego o własnej żonie nie wiedział.
Jeszcze kilka tygodni wcześniej powiedziałby, że zna ją lepiej niż kogokolwiek.
Teraz wiedział, że chce ponownie zobaczyć Tomasza.
Wiedział, że kiedyś kochała Adama.
Wiedział, że Marta znała Adama z życia, o którym on sam nie miał pojęcia.
Wiedział też, że zostało Natalii jedno kłamstwo.
Najdziwniejsze było to, że wcale nie chciał wrócić do dawnej pewności.
Chciał tylko wiedzieć, czy to, co zaczęli, nadal prowadzi ich do siebie.
Natalia otworzyła oczy.
Przez sekundę wyglądała tak, jakby nie wiedziała, dlaczego Marek na nią patrzy.
Potem pamięć wróciła.
— Która godzina?
— Za wcześnie.
Przymknęła oczy.
— To czemu nie śpisz?
— Myślę.
— Niedobrze.
Marek uśmiechnął się.
— O siedemnastej?
Otworzyła oczy ponownie.
— Nadal chcesz jechać?
— Nadal nie chcę, żebyś się z nim spotykała.
Natalia patrzyła na niego.
— To nie była odpowiedź.
— Pojadę.
Skinęła głową.
Nie podziękowała.
I dobrze.
* * *
Około południa telefon Natalii zawibrował na kuchennym stole.
Marek nie spojrzał na ekran.
Natalia przeczytała wiadomość i odłożyła urządzenie.
— Tomasz potwierdził.
— Gdzie?
— Ta sama restauracja przy hotelu, o której mówiłam.
— O siedemnastej?
— Tak.
Marek mieszał kawę, choć nie wsypał do niej cukru.
— Powiedziałaś mu, że będę?
— Że mnie przywieziesz.
— I?
— Odpisał „dobrze”.
— Tylko?
Natalia uniosła brwi.
— Czego oczekiwałeś? „Pozdrawiam męża”?
— Byłoby uprzejmie.
Przez moment wyglądała, jakby chciała się uśmiechnąć.
— Marek.
— Mhm?
— Nie wiem, jak ta rozmowa się skończy.
Łyżeczka zatrzymała się w filiżance.
— Co to znaczy?
— Dokładnie to.
— Zamierzasz z nim skończyć?
Natalia przyglądała mu się.
— Chcę się dowiedzieć, czy jest co kończyć.
Marek poczuł napięcie w karku.
— Po pocałunku nadal nie wiesz?
— Pocałunek nie tworzy związku.
— Ale tworzy problem.
— Tak.
Nie próbowała tego łagodzić.
Marek odłożył łyżeczkę.
— Czego od niego chcesz?
Natalia potrzebowała chwili.
— Żeby powiedział mi, dlaczego wtedy mnie pocałował.
— Bo ty pocałowałaś jego.
— Później.
Marek zrozumiał.
Pierwszy pocałunek należał do Natalii.
Drugi był odpowiedzią Tomasza.
— I to jest dla ciebie ważne?
— Tak.
— Dlaczego?
— Bo chcę wiedzieć, czy przez cały ten czas widział we mnie kobietę, czy tylko czyjąś żonę, która nagle zrobiła coś nieprzewidywalnego.
Marek popatrzył na nią.
— Nadal potrzebujesz, żeby obcy facet potwierdził, że jesteś kobietą?
Natalia nie obraziła się.
To było gorsze.
— Chyba już nie.
— Więc po co jedziesz?
— Żeby się upewnić.
Marek pokręcił głową.
— Nienawidzę tej odpowiedzi.
— Ja też.
* * *
Wieczorem padało.
Nie mocno, ale wystarczająco, żeby światła samochodów rozpływały się na szybie w czerwonych i białych smugach.
Natalia siedziała obok w ciemnym płaszczu. Nie założyła szmaragdowej sukienki z Oranżerii. Miała zwykłe czarne spodnie, cienki sweter i włosy związane nisko na karku.
Marek zauważył również kolczyki.
Srebrne.
Te z Pragi.
Nie skomentował.
Natalia zauważyła, że patrzy.
Nie powiedziała nic.
Restauracja znajdowała się przy niewielkim hotelu. Przez szerokie okna widać było sporą część sali.
Kiedy zaparkowali, Natalia nie wysiadła od razu. Odpięła pas i została z dłonią na klamce.
— Ile czasu potrzebujesz? — zapytał.
— Nie wiem.
— Godzinę?
— Może krócej.
— A jeśli dłużej?
Odwróciła głowę.
— Nie wchodź.
— Nie obiecuję.
Patrzyli na siebie kilka sekund.
Natalia przesunęła dłoń z klamki na jego kark i przyciągnęła go do siebie.
Pocałunek był krótki, ale pozbawiony zwyczajnej miękkości. Marek poczuł chłodne od deszczu palce na szyi i smak kawy na jej ustach.
Kiedy chciał przyciągnąć ją bliżej, odsunęła się.
— Po co to było?
Oddychała odrobinę szybciej.
— Żebym pamiętała, z kim wracam.
To mogło zabrzmieć romantycznie.
Nie zabrzmiało.
Właśnie dlatego zadziałało mocniej.
— A gdybyś zapomniała?
Natalia patrzyła na niego przez chwilę.
— Wtedy mielibyśmy większy problem niż Tomasz.
Otworzyła drzwi.
Marek zatrzymał ją jeszcze jednym pytaniem.
— Natalia.
Odwróciła głowę.
— Żadnego pocałunku?
— Żadnego.
— To prawda?
Patrzyła na niego spokojnie.
— Zostało mi jedno kłamstwo. Nie zamierzam go marnować na Tomasza.
Wysiadła.
* * *
Tomasz już czekał.
Marek widział go przez szybę restauracji pod niewielkim kątem. Wstał, kiedy Natalia podeszła do stolika.
Nie pocałował jej.
Dotknął krótko jej ramienia.
Natalia zdjęła płaszcz i usiadła.
Marek został w samochodzie.
Przez pierwsze minuty próbował nie patrzeć.
Włączył radio.
Wyłączył.
Odpisał na dwie wiadomości. Przeczytał trzy razy ten sam e-mail służbowy i za każdym razem po kilku zdaniach jego wzrok wracał ku oknu restauracji.
Tomasz mówił pierwszy.
Natalia słuchała.
Później sytuacja się odwróciła. Pochyliła się nad stołem i przez kilka minut mówiła niemal bez przerwy. Marek nie widział jej twarzy dokładnie, ale znał ruch dłoni, którym podkreślała zdanie, kiedy była naprawdę zdenerwowana.
Po kilkunastu minutach Tomasz odchylił się na krześle.
Potem powiedział coś, po czym Natalia znieruchomiała.
Marek automatycznie położył dłoń na klamce.
Nie wysiadł.
Natalia odpowiedziała.
Tomasz pokręcił głową.
Rozmawiali jeszcze kilka minut.
Żadnych telefonów położonych pomiędzy nimi.
Żadnych wiadomości od Adama.
Żadnej ukrytej sieci znajomości.
Po raz pierwszy Marek pomyślał, że być może właśnie tak powinno to wyglądać od początku.
Dwoje ludzi rozmawiających ze sobą.
Nie pionki przesuwane przez innych.
Po dwudziestu kilku minutach Natalia wstała.
Tomasz również.
Przez moment stali naprzeciwko siebie.
Marek poczuł, jak dłoń mocniej obejmuje klamkę.
Tomasz powiedział coś.
Natalia odpowiedziała.
Potem Tomasz uniósł rękę.
Zatrzymał ją na jej ramieniu.
Tylko tyle.
Natalia nie strąciła jego dłoni.
Marek przestał słyszeć deszcz uderzający o dach samochodu.
Tomasz opuścił rękę.
Natalia wzięła płaszcz.
Nie pocałowali się.
Nie objęli.
Kilka sekund później wyszła z restauracji.
Marek puścił klamkę.
Dopiero wtedy zauważył, jak mocno ją ściskał.
* * *
Wsiadła do samochodu po trzydziestu czterech minutach.
Marek wiedział dokładnie.
Nie zamierzał się do tego przyznawać.
Natalia zamknęła drzwi, ale nie zapięła pasa. Na włosach miała kilka drobnych kropli deszczu.
— Jedziemy? — zapytał.
— Za chwilę.
Nie uruchomił silnika.
— I?
Natalia potarła dłonie.
— Miałeś rację.
To nie była odpowiedź, której się spodziewał.
— W czym?
— Że po pocałunku powinno być jasne, czy jest co kończyć.
Marek czekał.
— Jest?
Natalia spojrzała przez szybę na restaurację.
Tomasz wciąż stał przy stoliku.
— Nie.
Marek poczuł ulgę.
Nie ukrył jej wystarczająco szybko.
Natalia zauważyła.
— Nie ciesz się jeszcze.
— Dlaczego?
— Bo powiedział mi coś, czego nie chciałam usłyszeć.
— Co?
Przez chwilę obserwowała krople przesuwające się po szybie.
— Że od początku wiedział, że nie chodzi mi przede wszystkim o niego.
Marek zmarszczył brwi.
— Skąd?
— Zapytałam go, dlaczego odpowiedział na mój pierwszy pocałunek.
— I?
Natalia oparła głowę o zagłówek.
— Powiedział, że mu się podobałam.
Marek poczuł znajome ukłucie.
— To wszystko?
— Nie.
— Oczywiście.
Na jej ustach pojawił się słaby uśmiech.
— Powiedział, że gdy go pocałowałam, był przekonany, że chcę właśnie jego. Dlatego się cofnął i zapytał, czy jestem pewna.
— A potem?
— Potem mi uwierzył.
— I pocałował cię.
— Tak.
Marek spojrzał przed siebie.
— A kiedy zrozumiał, że nie chodzi o niego?
— W Oranżerii.
— Dlaczego?
Natalia przez moment milczała.
— Bo podobno przez cały taniec patrzyłam nie na niego.
Marek odwrócił głowę.
— Na mnie.
— Tak.
Coś w nim drgnęło.
— Powiedział ci to?
— Powiedział, że jeszcze nigdy nie tańczył z kobietą, która tak uważnie obserwowałaby własnego męża.
Marek nie potrafił powstrzymać krótkiego uśmiechu.
— Bardzo śmieszne.
— Mnie też nie było.
— Co jeszcze?
Natalia przesunęła dłonią po włosach.
— Że mu się podobałam. Nadal mu się podobam.
Uśmiech Marka zniknął.
— Ale nie chce w to wchodzić dalej.
— Dlaczego?
— Bo nie chce być narzędziem.
To słowo zostało między nimi.
Marek przyjrzał się Natalii.
— Zabolało?
— Tak.
— Bo ma rację?
— Trochę.
— Natalia...
— Powiedział: „Nie wiem, czy chciałaś mnie, czy chciałaś zobaczyć siebie w moich oczach”.
Marek nie odpowiedział.
Było to zdanie tak celne, że aż nieprzyjemne.
— I co mu powiedziałaś?
— Że sama nie wiem.
— Prawdę?
— Tak.
— A potem?
— Powiedział, że dopóki nie będę wiedziała, nie powinniśmy się spotykać.
Marek spojrzał ponownie ku restauracji.
— Rozsądny.
— Strasznie.
Tym razem naprawdę się uśmiechnęła.
Po chwili spoważniała.
— Przeprosił cię.
— Mnie?
— Pośrednio.
— Za co?
— Za to, że wszedł w coś, czego nie rozumiał.
Marek przez chwilę nic nie mówił.
— Powiedziałaś mu o grze?
— Nie wcześniej. Dopiero dzisiaj.
Marek spojrzał na nią ostrzej.
— Całej?
— Że istnieje. Nie mówiłam, które kłamstwo było które.
— I co powiedział?
— Że teraz rozumie jeszcze mniej.
Marek parsknął śmiechem.
Natalia również.
Napięcie puściło na kilka sekund.
Potem Marek zapytał:
— A to na końcu? Kiedy dotknął cię w ramię?
Natalia spojrzała na niego.
— Widziałeś.
— Tak.
— Powiedział: „Wracaj do męża”.
— I musiał cię przy tym dotknąć?
— Marek.
— Pytam.
Na jej twarzy pojawił się cień dawnej prowokacji.
— Chciałeś wysiąść?
— Tak.
— Naprawdę?
— Jeśli przesunąłby rękę wyżej.
Natalia popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
Potem zaczęła się śmiać.
— Co?
Zasłoniła na chwilę oczy dłonią.
— Nic.
— Śmieszy cię?
— Trochę.
— Fantastycznie.
Śmiech zniknął równie szybko, jak się pojawił.
Natalia spojrzała na niego.
— Właśnie tego chciałam.
Marek przestał się poruszać.
— Czego?
— Żebyś kiedyś naprawdę chciał wysiąść.
Powiedziała to bez uśmiechu.
— Mogłaś po prostu powiedzieć.
Pokręciła głową.
— Nie.
— Dlaczego?
— Bo gdybym powiedziała: „Marek, chcę, żebyś znowu był o mnie zazdrosny”, zrobiłbyś wszystko, żeby mi to dać. Przez tydzień. Może dwa. Patrzyłbyś na mnie przy kolacji, częściej dotykał, zabrał gdzieś na weekend, a potem wszystko wróciłoby na swoje miejsce.
Marek poczuł, że trafia dokładnie w część ich małżeństwa, której nie chciał oglądać zbyt dokładnie.
— Więc potrzebowałaś Tomasza.
— Nie.
— Nie?
— Potrzebowałam czegoś, czego nie kontrolujesz.
— To był Tomasz.
— Przypadkiem.
— A teraz?
Natalia oparła głowę o zagłówek.
— Teraz wiem, że to nie chodziło o niego.
Marek długo na nią patrzył.
— Czyli o co?
— O możliwość.
— Jaką?
— Że mogę jeszcze zrobić krok poza to, kim jestem dla ciebie.
— I zrobiłaś.
— Tak.
— Warto było?
Natalia zamknęła oczy.
— Nie wiem.
Po chwili je otworzyła.
— Ale gdybym tego nie zrobiła, pewnie dalej siedzielibyśmy obok siebie przekonani, że wszystko jest dobrze.
Marek nie miał odpowiedzi.
Natalia zapięła pas.
— Jedźmy.
* * *
Nie wrócili od razu.
Kilka kilometrów dalej Marek skręcił w boczną drogę prowadzącą w stronę lasu. Natalia zauważyła to, ale nic nie powiedziała.
Po chwili asfalt skończył się na niewielkim parkingu, pustym o tej porze. Po jednej stronie rosły wysokie sosny, po drugiej ciemniało pole, którego granicy nie było widać przez deszcz.
Wyłączył silnik.
W kabinie natychmiast zrobiło się ciszej. Został tylko deszcz bębniący o dach i pojedyncze trzaski stygnącego metalu.
Natalia odpięła pas.
— Dlaczego się zatrzymałeś?
Marek odwrócił się w jej stronę.
— Nie chcę jeszcze wracać do domu.
— Po tym wszystkim?
— Właśnie dlatego.
Patrzyła na niego kilka sekund.
Potem zdjęła płaszcz i rzuciła go na tylne siedzenie.
Ruch był zwyczajny, ale odsłonił cienki sweter przylegający do ciała. Marek poczuł, jak obraz sprzed restauracji — ręka Tomasza na jej ramieniu — zaczyna ustępować czemuś znacznie bliższemu.
Natalia zauważyła jego spojrzenie.
— Znowu.
— Co?
— Patrzysz.
Marek przesunął wzrok z jej twarzy na usta i z powrotem.
— Sama tego chciałaś.
— Chciałam.
— To nie narzekaj.
Uśmiechnęła się ledwie zauważalnie.
— Nie narzekam.
Pochyliła się pierwsza.
Marek spotkał jej usta w połowie drogi.
Tym razem nie było w pocałunku Tomasza. Nie odtwarzała niczego, nie sprawdzała reakcji. Jej dłoń wsunęła się pod jego kark i przyciągnęła go bliżej, a Marek obrócił się w fotelu, szukając dla nich miejsca w ciasnej przestrzeni.
Pas zatrzymał go, kiedy próbował przysunąć się jeszcze bardziej.
Natalia odsunęła usta i roześmiała się cicho przy jego policzku.
— Romantycznie.
Marek nacisnął klamrę.
Pas cofnął się z szelestem.
— Teraz?
— Trochę lepiej.
Pocałowała go ponownie.
Wolniej.
Jej palce wsunęły się pod kołnierz koszuli i przesunęły po skórze karku. Dłoń Marka znalazła jej talię, potem plecy, wyczuwając przez cienki materiał każde niewielkie napięcie.
W samochodzie robiło się coraz cieplej.
Szyby zaczęły zachodzić mgłą.
Natalia przerwała pocałunek, dopiero kiedy oboje potrzebowali oddechu.
— O czym myślisz?
— O tobie.
— Nie o Tomaszu?
— Nie.
— Marcie?
— Nie.
— Adamie?
Marek przesunął kciukiem po jej policzku.
— Natalia.
— Co?
— Zamknij się.
Jej oczy rozbłysły.
— To rozkaz?
— Prośba.
— Szkoda.
Pocałowała go ponownie.
Marek objął ją mocniej, a resztki ostrożności zaczęły znikać.
Przez chwilę bardziej walczyli z wnętrzem samochodu niż ze sobą. Kolano Marka uderzyło o konsolę i Natalia ponownie parsknęła śmiechem.
Ten śmiech zmienił wszystko.
Nie byli dwojgiem ludzi odgrywających niebezpieczną fantazję.
Byli małżeństwem od osiemnastu lat, które całowało się w zaparowanym samochodzie trochę nieporadnie, trochę zbyt zachłannie i z uczuciem, jakby nagle wróciło do nich coś znacznie młodszego.
Marek odsunął się.
— Tył?
Natalia popatrzyła na niego sekundę.
— Chyba jednak czegoś się nauczyłeś.
Przesiedli się.
Na tylnym siedzeniu było niewiele wygodniej, ale nic nie dzieliło ich pośrodku.
Natalia usiadła pierwsza. Marek zamknął drzwi i przez chwilę po prostu na nią patrzył. W półmroku jej twarz oświetlało słabe światło deski rozdzielczej. Włosy wysunęły się z upięcia i opadały na ramiona.
Uniósł dłoń i odsunął jedno pasmo z jej policzka.
— Co? — zapytała.
— Nic.
— Znowu „nic”.
— Tym razem naprawdę.
— Nie wierzę ci.
Przybliżyła twarz, ale Marek zatrzymał ją dłonią na karku kilka centymetrów przed swoimi ustami.
— Poczekaj.
Zmarszczyła brwi.
— Dlaczego?
Patrzył jej w oczy.
— Chcę cię zobaczyć.
Coś na jej twarzy zmieniło się natychmiast.
— Teraz?
— Teraz.
Natalia nie odwróciła wzroku.
Marek przesunął dłonią po jej policzku, szyi i ramieniu. Dotykał jej bez pośpiechu, jakby naprawdę sprawdzał coś, czego przez lata nie oglądał wystarczająco uważnie.
Natalia położyła dłoń na jego piersi.
— Wiesz, że to jest nieuczciwe?
— Co?
— Że robisz dokładnie to, czego chciałam, dopiero kiedy wszystko prawie się rozsypało.
Marek nie odpowiedział od razu.
— Może musiało się poruszyć.
— Nie mów, że musiało się rozsypać.
— Dobrze.
— Bo jeszcze uwierzę, że było warto.
Pocałował ją.
Tym razem powoli.
Długo.
Bez potrzeby udowadniania czegokolwiek.
Jej dłonie przesuwały się po nim spokojniej niż oddech. Jego dotyk odpowiadał na każdy jej ruch, ale nie próbował już niczego przyspieszać.
Natalia co jakiś czas zatrzymywała go spojrzeniem.
Za każdym razem, gdy jego oczy uciekały na bok, dotykała jego twarzy.
— Tutaj — powiedziała raz.
Marek spojrzał na nią.
— Jestem.
— Wiem.
Z każdą kolejną chwilą bliskość przestawała być odpowiedzią na Tomasza.
Przestawała być odpowiedzią na Martę.
Nie należała również do Adama.
Należała do nich.
Kiedy napięcie wreszcie zaczęło opadać, przez dłuższą chwilę siedzieli przytuleni, słuchając deszczu.
Natalia pierwsza się roześmiała.
Cicho, zmęczona.
— Co? — zapytał.
— Mamy duży dom.
Marek parsknął śmiechem.
— I?
— I siedzimy półnadzy na tylnym siedzeniu samochodu jak dwudziestolatkowie.
— Narzekasz?
Spojrzała na niego.
— Ani trochę.
Po chwili przesunęła palcem po jego ramieniu.
— Wiesz, co jest najgorsze?
— Co?
— Że chyba właśnie o to mi chodziło.
— O samochód?
— Idiota.
Uśmiech zniknął powoli.
— O to, żebyś znowu nie był pewien, co ze mną zrobić. Żebyś mnie chciał i jednocześnie trochę się mnie bał. Żebyś patrzył, zanim dotkniesz, zamiast dotykać z pamięci.
Marek milczał.
— Głupio to brzmi — powiedziała.
— Nie.
— Trochę.
— Nie.
Spojrzała na niego.
— Podoba ci się?
— Co?
— To, że znowu mnie nie znasz.
Zastanawiał się dłużej, niż chciał.
— Czasami.
— A czasami?
— Czasami mam ochotę, żebyś po prostu powiedziała mi wszystko.
Natalia skinęła głową.
— Ja też.
— Ty też co?
— Chciałabym powiedzieć.
To zabrzmiało tak, jakby sama odpowiedź była problemem.
Marek wziął jej dłoń.
— To powiedz.
Natalia spojrzała na ich splecione palce.
— Zostało mi jedno.
Jedno kłamstwo.
Siódme.
Ostatnie.
— Wiem.
— Boję się go.
Pierwszy raz powiedziała to tak bezpośrednio.
— To go nie używaj.
Pokręciła głową.
— Wtedy gra się nigdy nie skończy.
— Może nie musi.
— Musi.
— Dlaczego?
Spojrzała na niego.
— Bo zaczynam nie wiedzieć, czy czegoś chcę naprawdę, czy tylko chcę zachować jeszcze jedną rzecz, której ci nie powiedziałam.
Marek nie znalazł odpowiedzi.
Natalia ścisnęła jego dłoń.
— Nie chcę tak zostać.
— Jak?
— W połowie zdania.
* * *
Do domu wrócili po północy.
Natalia poszła pierwsza na górę. Marek został w kuchni, nalał sobie wody i wypił prawie całą szklankę przy blacie.
Nadal czuł na skórze jej zapach.
Po kilku minutach usłyszał jej kroki.
Natalia stanęła w drzwiach kuchni.
Miała na sobie szlafrok, włosy rozpuszczone na ramionach.
W dłoni trzymała telefon.
— Adam napisał.
Marek odstawił szklankę.
Nie spodziewał się, że powie mu to od razu.
— Co?
Podeszła i położyła telefon na wyspie kuchennej ekranem ku niemu.
„Chciałbym cię jutro zobaczyć. Tym razem bez dwudziestu lat pomiędzy zdaniami.”
Marek przeczytał.
— Odpisałaś?
— Jeszcze nie.
— Chcesz się z nim spotkać?
Natalia patrzyła na niego.
— Tak.
Odpowiedziała od razu.
Bez „może”.
Bez pauzy.
— Dlaczego?
— Bo mam jeszcze coś do zamknięcia.
Marek poczuł nieprzyjemne napięcie.
— Z nim?
— Ze sobą.
Przez chwilę oboje patrzyli na telefon.
Potem Natalia sięgnęła do uszu.
Dopiero wtedy Marek zauważył, że po powrocie zmieniła kolczyki.
Srebrne z Pragi leżały na komodzie w przedpokoju.
W uszach znowu miała małe złote kółka.
Dotknęła jednego.
— Jest jeszcze coś, co chcę ci powiedzieć dzisiaj.
Marek patrzył na nią.
— O kolczykach?
Skinęła głową.
— Kupiłam je sama.
Przez chwilę nie zrozumiał.
— Co?
— Te złote.
— Sama?
— Tak.
— Kiedy?
Natalia wzięła głębszy oddech.
— W Chorwacji.
Marek znieruchomiał.
— Z Adamem?
— Rano po tym, jak powiedziałam mu, że z nim nie wyjadę.
Marek patrzył na kolczyki.
Nagle wszystkie wcześniejsze obrazy wróciły jednocześnie.
Pierwszy wieczór.
Srebrne kolczyki z Pragi.
Złote po powrocie.
Stare zdjęcie.
Adam.
Pytania, których odpowiedzi dopisywał sam.
— Dlaczego je kupiłaś?
Natalia oparła dłonie o blat.
— Bo tamtego ranka pierwszy raz naprawdę zrozumiałam, że mogę wybrać coś dla siebie, nawet jeśli ten wybór będzie bolał.
— Adama?
— Nie.
Pokręciła głową.
— Siebie.
Marek nic nie powiedział.
— Zachowałam je nie dlatego, że przypominały mi jego. Przypominały mi dziewczynę, która stała rano sama przed małym sklepem, wiedząc, że kilka godzin wcześniej powiedziała „nie” człowiekowi, którego kochała.
— I potem założyłaś je tamtej nocy, kiedy wyszłaś z koleżankami.
— Tak.
— Żeby mnie sprowokować.
— Tak.
— A kiedy zapytałem, powiedziałaś „od kogoś”.
Natalia skinęła głową.
— Czwarte.
Marek pamiętał.
Czwarte kłamstwo.
Wreszcie dostało całą prawdę.
— Dlaczego?
Natalia patrzyła mu w oczy.
— Bo chciałam sprawdzić, czy łatwiej zobaczysz we mnie kobietę, jeśli pomyślisz, że te kolczyki mogą mieć jakąś historię, której nie znasz.
— Mogłaś powiedzieć, że kupiłaś je sama.
— Wtedy byłyby tylko kolczykami.
Marek prawie zaprotestował.
Nie zrobił tego.
Bo wiedział, że miała rację.
To on wypełnił pustą przestrzeń.
Nie Natalia.
— Przez cały czas pozwalałaś mi myśleć, że mogą być związane z Adamem.
— Tak.
— To też było kłamstwo.
— Nie.
— Natalia...
— Nie powiedziałam ci, że dał mi je Adam. Sam to podejrzewałeś.
Marek przypomniał sobie własne pytania.
Rzeczywiście.
Natalia zostawiała drzwi otwarte.
To on za każdym razem wchodził.
— To jest okropnie wygodne.
— Wiem.
— I trochę podłe.
Jej twarz stężała.
— Wiem.
Nie broniła się.
To odebrało mu część złości.
— Dlaczego mówisz mi teraz?
Natalia zdjęła jeden złoty kolczyk i położyła go na blacie.
Potem drugi.
— Bo jutro spotkam się z Adamem.
— I?
— I nie chcę tam pójść w czymś, o czym ty nadal będziesz myślał jako o jego śladzie.
Marek spojrzał na dwa niewielkie złote kółka.
— Założysz srebrne?
— Nie wiem.
— Znowu.
Uśmiechnęła się słabo.
— Tym razem naprawdę.
Marek wziął jeden kolczyk do ręki.
Był lekki.
Zwyczajny.
Przez kilka tygodni ważył w jego głowie więcej niż wszystkie rozmowy.
— Adam nie miał z nimi nic wspólnego.
— Nie.
— Tomasz też nie.
— Nie.
— Nikt ci ich nie dał.
— Nie.
Marek podniósł wzrok.
Natalia patrzyła na niego.
— Kupiłaś je sama.
— Tak.
I właśnie to okazało się najprostszą odpowiedzią w całej historii.
Marek odłożył kolczyk obok drugiego.
— Odpiszesz Adamowi?
Natalia sięgnęła po telefon.
— Tak.
Napisała przy nim:
„Jutro. Kawa. Porozmawiamy.”
Adam odpowiedział po chwili.
„Dobrze.”
Marek przeczytał wiadomość.
— Tylko kawa?
Natalia spojrzała na niego.
— Taki jest plan.
— A czego chcesz?
To pytanie zatrzymało ją dłużej.
W końcu odpowiedziała:
— Chcę zobaczyć, kim jestem przy nim teraz.
Marek poczuł chłód w żołądku.
— To brzmi znajomo.
— Wiem.
— Tomasz już ci nie wystarczył?
— Tomasz pokazał mi teraźniejszość. Adam pokazuje mi przeszłość.
— A ja?
Natalia podeszła bliżej.
— Ty jesteś człowiekiem, do którego chcę wrócić po obu.
Nie był pewien, czy ta odpowiedź go uspokaja.
Może właśnie dlatego była uczciwa.
— I nadal zostało ci jedno kłamstwo — powiedział.
— Tak.
— Nie użyłaś go teraz?
Natalia pokręciła głową.
— Nie.
— Skąd mam wiedzieć?
Na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech.
— Nie możesz.
To była przecież istota całej gry.
Marek spojrzał na złote kolczyki leżące pomiędzy nimi.
Przez wiele tygodni myślał, że stanowią ślad jakiegoś mężczyzny.
Najpierw nieznanego.
Później Tomasza.
Potem Adama.
A tymczasem od początku były śladem Natalii.
Nie kobiety należącej kiedyś do kogoś innego.
Kobiety, która kiedyś sama podjęła decyzję i przez dwadzieścia lat nosiła jej mały złoty dowód.
Marek przesunął jeden kolczyk w jej stronę.
— Jutro je załóż.
Natalia spojrzała na niego zaskoczona.
— Dlaczego?
— Bo są twoje.
Przez kilka sekund nic nie mówiła.
Potem wzięła oba.
— Jesteś pewien?
Marek spojrzał jej prosto w oczy.
— Nie.
Na jej ustach pojawił się uśmiech.
— Dobra odpowiedź.
— Uczę się.
Natalia pokręciła głową.
— Przestań mówić moimi zdaniami.
Marek podszedł i pocałował ją krótko.
— Idź spać.
— Przyjdziesz?
Spojrzał na telefon leżący na blacie.
Na wiadomość Adama.
Na kolczyki zamknięte w dłoni Natalii.
Potem na nią.
— Tak.
Tym razem nie zastanawiał się, czy to kłamstwo.
Nazajutrz Natalia miała spotkać człowieka, którego mogła kiedyś wybrać zamiast całego życia, jakie zbudowała później.
Zostało jej jedno kłamstwo.
Marek po raz pierwszy naprawdę bał się nie tego, że je usłyszy.
Bał się prawdy, która będzie musiała przyjść zaraz po nim.
1 komentarz
JorgDeJoong
Podoba mi się ta wersja … dialogi są ciekawsze … a historia wciąż wciąga mimo ze wydawać by się mogło że już wszystko jasne …
Jakub
@JorgDeJoong dzięki!