
Nie było wrzasku dzieci, warkotu motorówek ani rozgrzanych tłumów w ogródkach. Po dwudziestej hotel cichł i pozostawało w nim tylko kilka dyskretnie rozmawiających par, stłumiona muzyka, ciepłe światło bursztynowych lamp oraz miękkie brzęknięcia kieliszków dochodzące z restauracji.
Za wielkimi szybami rozciągała się czarna, niemal nieruchoma woda, lecz Marek nie patrzył na jezioro. Patrzył na odbicie Natalii. W ciemnej szybie siedziała naprzeciwko niego jak obca kobieta przy innym stoliku: smukła, spokojna, odrobinę niedostępna. Miała na sobie prostą grafitową sukienkę z miękkiej, ciężkiej tkaniny. Nie była to kreacja, którą ktokolwiek określiłby jako prowokującą.
Nie miała głębokiego dekoltu ani efektownego rozcięcia, a mimo to materiał układał się na jej sylwetce z tak naturalną miękkością, że wzrok Marka co pewien czas wracał do delikatnie zaznaczonej talii, linii ramion i gładkiej skóry szyi. Nie założyła naszyjnika. Zostawiła tylko nagie obojczyki, subtelne zagłębienie między nimi i cienką pulsującą żyłkę, którą widywał przez osiemnaście lat małżeństwa, lecz tego wieczoru z jakiegoś powodu zauważył ją jakby po raz pierwszy.
Natalia uniosła kieliszek. Smukłe palce zakończone krótkimi paznokciami pomalowanymi na przygaszone bordo objęły nóżkę szkła. Najpierw powąchała wino, jak zawsze, przymykając oczy na sekundę, potem pozwoliła sobie na mały łyk. Na brzegu kieliszka został ciemnoczerwony ślad pomadki. Marek patrzył na niego i pomyślał, że przecież zna tę kobietę doskonale.
Wiedział, jak odgarnia włosy za ucho podczas czytania, że na długiej trasie zdejmuje prawy but i wystukuje stopą rytm muzyki, że nie znosi kolendry, choć przez pierwsze lata znajomości z niewiadomych powodów upierała się, że jej nie przeszkadza. Rozpoznawał jej dwa rodzaje milczenia: zimne, kiedy była naprawdę zła, oraz miękkie, podszyte rozbawieniem, kiedy coś wiedziała i z przyjemnością odwlekała moment, w którym mu to powie.
Przynajmniej sądził, że rozpoznaje.
— Wiesz, co jest najgorsze w długim małżeństwie? — zapytał w końcu.
Natalia uniosła brwi.
— To, że mężowie zaczynają zadawać takie pytania przy dobrym winie?
Jej głos był niski, spokojny, odrobinę zachrypnięty od późnej godziny. Marek uśmiechnął się i pokręcił głową.
— Nie. To, że po pewnym czasie człowiek zaczyna wierzyć, że zna drugą osobę całkowicie.
— I uważasz, że mnie znasz?
— Prawie całkowicie.
— „Prawie” to bardzo niebezpieczne słowo.
— Dlaczego?
— Bo zwykle oznacza, że ktoś jest zbyt pewny siebie.
Marek parsknął cicho. Lubił ten ton. Natalia nigdy nie była kokietką w oczywisty sposób; nie potrzebowała przesadnych gestów ani słodkich słów. Zawsze bardziej działało na niego to, co pozostawiała niedopowiedziane.
— Wiem, co odpowiesz na większość pytań, zanim je zadam — powiedział.
Jej spojrzenie zatrzymało się na nim odrobinę dłużej.
— Spróbuj.
Marek oparł przedramiona o biały obrus.
— Gdybym zapytał, czy jesteś szczęśliwa, powiedziałabyś, że tak. Gdybym zapytał, czy czegoś ci brakuje, odpowiedziałabyś, że każdemu czegoś brakuje. A gdybym zapytał, czy czasami chciałabyś być inną kobietą...
Urwał. Natalia przestała się uśmiechać.
— Co bym odpowiedziała?
Marek poczuł niemal dziecinną satysfakcję.
— Że nie.
Przez krótką chwilę słyszeli tylko jednostajny deszcz uderzający o wielkie szyby oraz cichy trzask świecy na sąsiednim stoliku. Natalia odstawiła kieliszek bardzo powoli, prawie ostrożnie.
— Nie — powiedziała.
Marek uśmiechnął się triumfalnie.
— Widzisz?
— Nie powiedziałabym „nie”.
Uśmiech zniknął mu z twarzy.
Natalia przesunęła opuszkiem palca po chłodnym szkle.
— Czasami chciałabym.
— Kim?
— Inną kobietą.
— Jaką?
Odwróciła twarz ku jezioru. W ciemnej szybie jej profil wyglądał ostrzej, dojrzalej, niemal obco.
— Taką, której nie znasz.
Zdanie pozostało między nimi na dłużej, niż wymagałaby tego zwykła rozmowa. Kelner przyniósł kawę i na chwilę aromat świeżo zmielonych ziaren zmieszał się z zapachem czerwonego wina, wosku i mokrego powietrza wpadającego przez drzwi restauracji. Marek obserwował Natalię i po raz pierwszy od dawna poczuł lekkie ukłucie niepewności. Było nieprzyjemne, ale zarazem zaskakująco ożywcze.
— Zagrajmy w coś — powiedział.
Natalia westchnęła.
— Wiedziałam, że coś wymyślisz.
— Siedem kłamstw. Każde z nas przez następne pół roku może siedem razy świadomie wykorzystać kłamstwo jako część gry.
Spojrzała na niego tak, jak patrzyła zawsze, gdy przedstawiał jej pomysł, który uważała jednocześnie za głupi i intrygujący.
— Oficjalnie legalizujesz kłamstwo w małżeństwie?
— Z ograniczeniami. Dzieci, pieniądze i zdrowie są poza grą. Reszta dowolna.
— A zwykłe kłamstwa? Takie, które ludzie mówią sobie bez żadnej gry?
Marek uśmiechnął się.
— Nie liczą się, dopóki ktoś z nas nie zdecyduje, że właśnie wykorzystuje jedno ze swoich siedmiu.
Natalia zmrużyła oczy.
— Czyli sam wybierasz, które kłamstwo się liczy?
— Dokładnie.
— A skąd będziemy wiedzieli, że właśnie je wykorzystałeś?
— Dopóki sam tego nie powiem, nie będziesz wiedziała.
Natalia zaśmiała się cicho.
— Więc to nie jest gra. To przepis na paranoję.
— Być może. Ale kiedy któreś z nas powie: „to było jedno z siedmiu”, wtedy zaczyna się liczyć. A po siódmym trzeba powiedzieć całą prawdę.
Jej twarz spoważniała.
— Całą?
Marek zawahał się może przez pół sekundy.
— Całą.
Natalia podparła podbródek dłonią i przez chwilę mu się przyglądała. Potem pochyliła się odrobinę nad stołem. Do Marka dotarł jej zapach: ciepłe, kobiece perfumy, lekko drzewne, odrobinę waniliowe, lecz na jej skórze dawno przestały pachnieć jak zawartość flakonu. Były po prostu Natalią.
— Wiesz, gdzie popełniasz błąd? — zapytała.
— Już zdążyłem?
— Myślisz, że najbardziej będziesz się bał chwili, kiedy skłamię.
— A czego powinienem?
Jej głos stał się trochę cichszy.
— Chwili, kiedy powiem prawdę, a ty uznasz ją za kłamstwo.
2 komentarze
Sapphire77
Jest intetesujące. Tajemnica zawsze jest taka. Dzicku nie daje sie zapałek kiedy sie bawi w stole a juz napewno granatu. Niektorzy mèżczyźni są chłopcami do konca życia a tylko zmieniają zabawki. Tak naprawdę nie prób9wałem się dowiedzieć kiedy mowiła prawdè a kiedy nie. Gdybym zaczął, byłbym jak Marek. A nie jestem. Moja żona jest mądra. Nigdy by nie zgodziła siè na taką grę, a ja z całą pewnoscią bym jej nie zaczynał.
JorgDeJoong
No przyjacielu …. Zrobiłeś mi wieczór tym opowiadaniem …
Jakub
@JorgDeJoong miło słyszeć
JorgDeJoong
@Jakub super pomysł ….
Jakub
@JorgDeJoong spróbuj w realu..
JorgDeJoong
@Jakub nie mam z kim kto by się podjął 😜
Jakub
@JorgDeJoong z zoną 7 kłamstw...
JorgDeJoong
@Jakub nie nie to nie aktualne takie gry