Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

4. Zanim mnie poznałeś.

4. Zanim mnie poznałeś.Przez większą część soboty Marek próbował zachowywać się tak, jakby imię Adam nie zajmowało mu w głowie więcej miejsca niż każde inne.

Nie wychodziło mu najlepiej.

Natalia również mu tego nie ułatwiała. Od rana była zupełnie zwyczajna: zrobiła zakupy, przez pół godziny rozmawiała z córką o szkole, nastawiła pranie, później usiadła przy stole z laptopem i odpowiadała na wiadomości. Ani razu nie wspomniała o wieczorze. Adam nie pojawił się w żadnym zdaniu, a telefon Natalii leżał na blacie ekranem do góry, jakby nie było w nim niczego, co należałoby przed Markiem ukrywać.

Właśnie ta zwyczajność działała najgorzej.

Kilka razy miał ochotę zapytać, kim właściwie jest Adam, ale za każdym razem przypominał sobie własną kolację z kobietą, której nie było. Natalia nie zapytała go wtedy o nazwisko, nie próbowała zatrzymać, nie domagała się wyjaśnień przed wyjściem. Zostawiła mu przestrzeń, w której sam zbudował historię. Teraz robiła dokładnie to samo jemu.

Około siedemnastej usłyszał na piętrze przesuwane drzwi szafy.

Przez chwilę siedział jeszcze w salonie z książką otwartą na tej samej stronie od dobrych dziesięciu minut. W końcu ją zamknął i poszedł na górę.

Drzwi sypialni były uchylone.

Natalia stała przed lustrem tyłem do wejścia. Miała na sobie ciemną, prostą sukienkę, której Marek nie widział od dawna. Nie była szczególnie odważna: miękki materiał kończył się nieco nad kolanami, dekolt pozostawał niewysoki, rękawy odsłaniały tylko przedramiona. A jednak coś w niej od razu wydało mu się inne.

Może dlatego, że nie przypominała stroju wybranego po to, żeby zrobić wrażenie.

Przypominała coś, w czym dobrze czuła się sama.

Natalia zobaczyła go w lustrze.

— Co?

Marek oparł się o framugę.

— Nic.

— Patrzysz.

— Mam oczy.

Kącik jej ust uniósł się lekko. Wzięła z komody niewielką butelkę perfum i rozpyliła zapach najpierw przy szyi, później na nadgarstku. Marek poczuł go po chwili: nie ten sam, którego użyła do Oranżerii. Ten był lżejszy, chłodniejszy, z czymś cytrusowym w pierwszej chwili i miękkim, pudrowym śladem później.

— Inne — powiedział.

Natalia przyłożyła nadgarstki do siebie.

— Co?

— Perfumy.

Spojrzała na niego przez lustro.

— Pamiętasz?

— Najwyraźniej ostatnio dużo rzeczy pamiętam.

Nie odpowiedziała. Odstawiła flakon i sięgnęła po cienki złoty łańcuszek. Próbowała zapiąć go na karku, ale włosy wciąż wpadały jej pod palce.

Po dwóch próbach odwróciła się częściowo.

— Pomożesz?

Marek zawahał się tak krótko, że sam prawie tego nie zauważył.

Podszedł.

Natalia zebrała włosy w jedną dłoń i uniosła je z karku. Stanął za nią na tyle blisko, że poczuł ciepło jej pleców przez materiał sukienki, choć jeszcze jej nie dotykał. Na skórze szyi pozostała drobna wilgoć po perfumach. W świetle lampy widział kilka bardzo cienkich włosków przy linii karku i niewielkie znamię, które znał od lat, a na które dawno przestał zwracać uwagę.

Wziął końce łańcuszka.

Zapięcie było małe. Za pierwszym razem wysunęło mu się spod palców.

— Drżą ci ręce — powiedziała Natalia.

Jej głos dochodził z bliska, ale patrzyła w lustro.

— Nie.

— Trochę.

Marek spróbował ponownie. Tym razem zapięcie zaskoczyło z ledwie słyszalnym kliknięciem.

Nie odsunął dłoni od razu.

Opuszki jego palców zostały przez moment przy podstawie jej szyi. Skóra była cieplejsza, niż się spodziewał. Natalia również się nie poruszyła. W lustrze widział jej twarz i własną tuż za jej ramieniem.

Dopiero po sekundzie opuściła włosy.

Przesunęły się po jego palcach i odcięły dotyk.

— Gotowe — powiedział.

— Dziękuję.

Marek cofnął się o krok.

Dopiero wtedy dostrzegł kolczyki leżące na komodzie.

Nie złote.

Małe srebrne z Pragi.

Natalia zauważyła kierunek jego spojrzenia.

— Nie pytasz?

— O co?

— Dlaczego nie zakładam tamtych.

Marek spojrzał na nią.

— Powiedziałaś, że nie wolno pytać o wszystko.

— Nigdy tego nie powiedziałam.

— Nie musiałaś.

Natalia przez chwilę przyglądała mu się uważniej, po czym wzięła srebrne kolczyki i założyła pierwszy.

Marek patrzył na jej odbicie.

— Kim jest Adam?

Nie zatrzymała ruchu. Drugi kolczyk wsunęła w ucho, zabezpieczyła zapięcie i dopiero później odpowiedziała:

— Wiedziałam, że w końcu zapytasz.

— Nie odpowiedziałaś.

— Studiowaliśmy razem.

— Tylko?

Natalia odwróciła się od lustra.

— Co znaczy „tylko”?

— Dokładnie to, o czym myślisz.

— Nie wiem, o czym myślisz.

Marek prawie się roześmiał.

— Oczywiście.

Podeszła do łóżka po niewielką torebkę.

— Znaliśmy się długo. Byliśmy blisko.

To ostatnie słowo zawisło między nimi znacznie dłużej niż pozostałe.

— Jak blisko?

Natalia sprawdziła coś w torebce.

— Marek.

— Pytam.

— Wiem.

Zasunęła zamek, po czym spojrzała na niego.

— Naprawdę chcesz przed moim wyjściem ustalać definicję słowa „blisko”?

— Zależy, ile definicji potrzebujesz.

Tym razem się uśmiechnęła.

Nie szeroko. Raczej jak ktoś, kto rozpoznał ruch przeciwnika.

— Był ważny — powiedziała.

Marek poczuł, jak coś twardnieje mu pod mostkiem.

— Był?

Natalia nie odwróciła wzroku.

— Jest człowiekiem, którego nie widziałam prawie dwadzieścia lat.

— To nie była odpowiedź.

— Wiem.

Przez chwilę oboje milczeli. Na dole ktoś zamknął drzwi do pokoju; dźwięk przeszedł przez dom stłumionym uderzeniem. Marek odruchowo spojrzał w stronę korytarza, a gdy wrócił wzrokiem do Natalii, stała już bliżej.

Nie na tyle, żeby go dotknąć.

Na tyle, żeby poczuł jej perfumy.

— Chcesz, żebym nie szła? — zapytała.

Pytanie było spokojne. Bez prowokacji, bez uśmiechu.

Marek patrzył na jej twarz.

Wystarczyłoby powiedzieć „tak”.

Nie powiedział.

— Nie. Idź.  

Natalia obserwowała go jeszcze przez chwilę, jakby sprawdzała nie samo słowo, lecz wszystko, co wydarzyło się wokół niego.

— Dobrze.

Minęła go.

Marek odwrócił się za nią.

— Natalia.

Zatrzymała się przy drzwiach.

— Co?

Nie wiedział, po co ją zatrzymał.

— Nic. Miłego wieczoru.

Jej dłoń pozostała przez sekundę na klamce.

— Tobie też.

Dopiero kiedy usłyszał jej kroki na schodach, zrozumiał, że „nie” było kolejnym kłamstwem.

I tym razem nie miał żadnych wątpliwości, że się liczy.

***

Postanowił nie pisać.

Przez pierwszą godzinę przychodziło mu to łatwo.

Zrobił sobie kawę, później uznał, że jest za późno i wypił tylko połowę. Próbował obejrzeć film, ale po kilkunastu minutach zauważył, że nie pamięta imienia żadnej postaci. Wyłączył telewizor i przeszedł do gabinetu.

Telefon zostawił w salonie.

Po pięciu minutach wrócił po niego.

Nie dlatego, że spodziewał się wiadomości. Przynajmniej tak sobie powiedział.

Było kilka minut po dwudziestej, kiedy ekran rozświetlił się po raz pierwszy.

Nie wiadomość.

Zdjęcie.

Marek otworzył je i przez chwilę nie rozumiał, na co patrzy.

Fotografia była stara, zeskanowana albo sfotografowana telefonem. Kolory wypłowiały; w jednym rogu papier miał jasne załamanie.

Natalia.

Musiała mieć dwadzieścia kilka lat.

Siedziała na drewnianym pomoście, boso, w jasnych spodniach podwiniętych do połowy łydek i dużym męskim swetrze. Włosy miała znacznie dłuższe niż teraz, rozrzucone przez wiatr. Nie patrzyła w obiektyw. Śmiała się do kogoś stojącego poza kadrem.

Marek powiększył fotografię.

Twarz była oczywiście jej.

A jednak nie znał tego wyrazu.

Nie chodziło o młodość. Miał setki zdjęć Natalii z tamtych lat. Widział fotografie z uczelni, wakacji, imprez, rodzinnych uroczystości. Na tej wyglądała inaczej — nie dlatego, że była szczęśliwsza albo piękniejsza. Była po prostu całkowicie nieświadoma aparatu.

Pod zdjęciem widniała wiadomość.

„Adam znalazł.”

Marek patrzył na fotografię jeszcze chwilę.

Napisał:

„On zrobił to zdjęcie?”

Odpowiedź przyszła szybko.

„Tak.”

Marek przesunął palcem po ekranie i ponownie przybliżył jej twarz.

„Gdzie?”

Tym razem czekał dłużej.

„W Chorwacji.”

Zmarszczył brwi.

Nie znał żadnej Chorwacji sprzed ich małżeństwa.

„Byłaś z nim w Chorwacji?”

Trzy kropki pojawiły się natychmiast.

Zniknęły.

Po chwili pojawiły się ponownie.

„Byłam ze znajomymi. On też był.”

Marek uśmiechnął się bez rozbawienia.

„Bardzo precyzyjna odpowiedź.”

Natalia odpisała dopiero po minucie.

„Uczę się od najlepszych.”

Odłożył telefon.

Przez chwilę chodził po gabinecie bez celu. Później wrócił, znów otworzył zdjęcie i zauważył coś, czego wcześniej nie dostrzegł.

Kolczyki.

Obraz nie był wystarczająco ostry, żeby mieć pewność, ale w lewym uchu Natalii błyszczało małe złote kółko.

Marek poczuł zmianę w oddechu, zanim jeszcze zdążył nazwać myśl.

Powiększył zdjęcie tak mocno, że obraz rozpadł się na piksele.

Złoty punkt nadal tam był.

Napisał:

„Masz na tym zdjęciu te kolczyki?”

Tym razem nie pojawiły się trzy kropki.

Minęła minuta.

Druga.

Marek położył telefon na biurku, ale nie odszedł.

Po prawie pięciu minutach urządzenie zawibrowało pod jego dłonią.

„Tak.”

Tylko tyle.

Usiadł.

Nagle kilka wcześniejszych scen ułożyło się inaczej. Natalia wyszła kiedyś z domu w srebrnych kolczykach i wróciła w złotych. Później powiedziała, że ma je od osiemnastu lat, a potem sama nazwała to czwartym kłamstwem.

Marek długo patrzył na jedno słowo.

W końcu napisał:

„Od niego?”

Nie odpowiedziała.

Dziesięć minut później nadal nic.

Po dwudziestu Marek przestał udawać, że zajmuje się czymkolwiek innym.

O dwudziestej pierwszej trzydzieści telefon zabrzęczał.

Nie odpowiedź na pytanie.

Kolejne zdjęcie.

Tym razem Natalia stała oparta o bok starego samochodu. Miała na sobie tę samą dużą bluzę, włosy związane niedbale, twarz odwróconą częściowo od aparatu.

Obok niej stał mężczyzna.

Adam.

Był młody, ciemnowłosy, szczupły. Nie obejmował jej. Ich ramiona prawie się stykały, ale pomiędzy nimi pozostawało kilka centymetrów przestrzeni.

Marek patrzył właśnie na te kilka centymetrów.

Znał je aż za dobrze.

Pod zdjęciem Natalia napisała:

„Nie znałeś mnie jeszcze.”

Przeczytał wiadomość dwukrotnie.

Nie odpisał.

Po chwili pojawiła się następna.

„To chyba cię najbardziej drażni.”

Marek zacisnął palce wokół telefonu, po czym odłożył go ostrożnie na blat.

Nie zamierzał dać jej odpowiedzi.

Minęło kilka minut.

Telefon zawibrował ponownie.

„Że istniałam przed tobą.”

Marek patrzył na ekran.

Tym razem odpisał.

„Nie.”

Wiadomość została odczytana prawie natychmiast.

Odpowiedź Natalii przyszła po kilkunastu sekundach.

„Kłamiesz.”

Marek poczuł niechciany uśmiech.

„Możliwe.”

Dłuższą chwilę nic się nie działo.

W końcu pojawiły się trzy kropki.

„Zaczynasz lubić to słowo.”

Marek odłożył telefon ekranem do dołu.

Nie odpowiedział już nic.

***

Było po północy, kiedy usłyszał samochód na podjeździe.

Nie czekał w kuchni.

Sam przed sobą podkreślał ten szczegół.

Siedział w salonie z książką na kolanach i lampą zapaloną przy fotelu. To, że od kilkunastu minut nie przewrócił strony, nie miało znaczenia.

Zamek w drzwiach przekręcił się cicho.

Marek nie poruszył się.

Najpierw usłyszał zdjęcie butów w przedpokoju, potem szelest płaszcza. Po chwili do salonu weszło chłodniejsze powietrze i razem z nim Natalia.

Zatrzymała się w drzwiach.

Marek podniósł wzrok.

Nie wyglądała tak, jak po spotkaniu z Tomaszem.

Włosy nadal miała ułożone tak samo jak przed wyjściem. Makijaż pozostał niemal nienaruszony. Nie było w niej żadnego szczegółu, na którym mógłby bezpiecznie oprzeć podejrzenie.

Tylko policzki miała lekko zaróżowione od zimna.

— Czytasz? — zapytała.

Marek spojrzał na otwartą książkę.

— Próbuję.

Natalia weszła do środka i usiadła na drugim końcu kanapy. Materiał sukienki napiął się lekko na kolanach, kiedy skrzyżowała nogi.

Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało.

— Jak było? — zapytał w końcu.

Natalia oparła głowę o kanapę.

— Dobrze.

Marek zamknął książkę.

— Tylko dobrze?

Spojrzała na niego.

Poznała własne pytanie.

— Bardzo dobrze.

Tym razem to Marek się uśmiechnął.

— Co robiliście?

— Jedliśmy. Rozmawialiśmy. Oglądaliśmy stare zdjęcia.

— Widzę.

Natalia uniosła brwi.

— Wysłałam ci dwa.

— Domyśliłem się, że nie były jedynymi.

— Nie były.

— Ile ich ma?

— Całe pudełko.

Marek przesunął palcem po krawędzi okładki.

— Przechowywał je przez dwadzieścia lat?

— Najwyraźniej.

— Romantyczne.

Natalia spojrzała na niego.

— To miało zabrzmieć obojętnie?

— Nie starałem się.

W pokoju zapanowała cisza. Z kuchni dochodził jednostajny pomruk lodówki, a gdzieś na piętrze drewno w konstrukcji domu strzeliło cicho pod wpływem temperatury.

Marek w końcu odłożył książkę na stolik.

— Złote kolczyki są od niego.

Natalia nie zaprzeczyła.

Nie potwierdziła też.

Jej palce leżały luźno na kolanie.

— Tak? — zapytał.

— Tak.

Odpowiedź przyszła prosto, niemal bez wysiłku.

Marek spodziewał się ukłucia, gniewu, może nawet satysfakcji z rozwiązanej zagadki. Zamiast tego poczuł dziwną pustkę.

— Kiedy ci je dał?

— Wtedy.

— W Chorwacji?

— Tak.

— Czyli miałaś je dłużej niż osiemnaście lat.

Natalia spojrzała na niego.

— Dlatego tamto było kłamstwem.

— Dlaczego podałaś akurat osiemnaście?

Przez sekundę milczała.

— Bo tyle jesteśmy razem.

Marek poczuł, że coś w nim zatrzymuje się na tym zdaniu.

— Czyli chciałaś, żebym pomyślał, że pojawiły się mniej więcej wtedy, kiedy ja.

Natalia nie odpowiedziała.

Nie musiała.

Marek wstał i podszedł do okna. Za szybą ogród ginął w ciemności; pojedyncze krople osiadły na szkle po wieczornej mżawce.

— Dlaczego je zachowałaś?

— Bo je lubię.

Odwrócił się.

Natalia siedziała tak samo spokojnie.

— Tylko dlatego?

— Chcesz, żebym powiedziała coś innego?

— Chcę wiedzieć.

— Nie. Chcesz odpowiedzi, z którą łatwo będzie coś zrobić.

Marek wrócił kilka kroków w jej stronę.

— Czyli?

— Jeśli powiem, że są tylko biżuterią, będziesz mógł uznać Adama za nieistotnego. Jeśli powiem, że zachowałam je przez sentyment, będziesz mógł być zazdrosny. Obie wersje są prostsze niż prawda.

— Jaka jest prawda?

Natalia przez chwilę patrzyła na własne dłonie.

— Czasem rzeczy zostają z nami dłużej niż uczucia, które były z nimi związane. A potem po latach nie wiadomo już, czy przechowujesz przedmiot, czy pamięć o sobie z czasu, kiedy go dostałaś.

Marek usiadł naprzeciwko niej, tym razem na fotelu.

— Dlatego założyłaś je tamtego wieczoru?

— Między innymi.

— Kiedy spotkałaś Tomasza?

— Tak.

Marek pokręcił głową.

— Czyli to nigdy nie było o Tomaszu.

Natalia spojrzała na niego.

— Nie wszystko jest o mężczyznach, Marek.

To zdanie trafiło zbyt celnie, żeby odpowiedział od razu.

Natalia wstała z kanapy. Podeszła do stojącej przy ścianie konsoli i otworzyła torebkę.

Wyjęła niewielką kopertę.

Starą, lekko pożółkłą.

— Co to?

— Kilka zdjęć.

Podała mu ją.

Marek nie wyciągnął ręki.

— Nie chcę.

Natalia patrzyła na niego chwilę.

— Naprawdę?

— Tak.

Zawahała się.

Potem położyła kopertę na stole.

— Dobrze.

Marek patrzył na nią.

Kolejne kłamstwo.

Tym razem również wiedział o nim od razu.

Chciał otworzyć kopertę tak bardzo, że już sama jej obecność na stole przeszkadzała mu fizycznie.

Natalia zdjęła srebrny kolczyk. Potem drugi. Położyła oba obok koperty.

Marek zauważył, że nie ma przy sobie złotych.

— Nie założyłaś ich dla niego.

— Nie.

— Dlaczego?

Spojrzała na niego.

— Bo nie musiałam.

Nie zrozumiał od razu.

— Co to znaczy?

Natalia podeszła do fotela. Zatrzymała się przed nim tak blisko, że Marek musiał unieść głowę.

— Adam pamięta dziewczynę, która je dostała — powiedziała. — Nie muszę mu jej przypominać.

Marek patrzył na nią.

Dzieliło ich może pół metra.

Z tej odległości czuł chłód, który nadal został w jej włosach po wejściu do domu, i cieplejszy zapach skóry spod perfum.

— A mnie musiałaś?

Natalia nie odpowiedziała natychmiast.

Przesunęła dłonią po oparciu fotela, tuż obok jego ramienia.

— Tobie chciałam.

To było gorsze.

I lepsze.

Marek poczuł, że oddech zmienia mu rytm, zanim zdążył się nad tym zastanowić.

Natalia również to zauważyła. Jej wzrok przesunął się krótko na jego usta, ale nie przybliżyła się.

— Pocałował cię? — zapytał.

Nie planował tego pytania.

Po prostu padło.

Natalia spojrzała mu prosto w oczy.

— Dzisiaj?

Jedno słowo wystarczyło, żeby całe pytanie zmieniło znaczenie.

Marek wyprostował się w fotelu.

— Dzisiaj.

— Nie.

Odpowiedziała bez zawahania.

Marek poczuł, że ciało reaguje szybciej niż rozsądek; barki rozluźniły mu się nieznacznie.

Natalia obserwowała to z bliska.

— Ale kiedyś tak — powiedział.

To nie było pytanie.

Natalia przesunęła językiem po dolnej wardze.

— Tak.

Marek patrzył na nią przez kilka sekund.

— Raz?

— Marek...

— Raz?

— Nie.

To jedno słowo wywołało w jego wyobraźni więcej niż wszystkie fotografie.

Odwrócił wzrok.

Natalia cofnęła się o krok, jakby dopiero teraz uznała, że odległość między nimi stała się zbyt mała.

— Byliście razem?

— Nie tak, jak próbujesz to teraz nazwać.

— To znaczy?

— To znaczy, że mieliśmy dwadzieścia kilka lat. Byliśmy głupi, wolni, bardzo blisko siebie i przez pewien czas nie wiedzieliśmy, czy jesteśmy przyjaciółmi, czy już czymś innym.

— Spaliście ze sobą?

Natalia zamilkła.

Marek poczuł, że pytanie zabrzmiało ostrzej, niż chciał.

— Nie musisz odpowiadać — dodał.

— Wiem.

Przeszła obok niego i zatrzymała się przy oknie.

Marek widział teraz jej odbicie w szybie.

— Nie — powiedziała.

Odczekał.

— To prawda?

Natalia spojrzała na niego przez odbicie.

— Tak.

Nie wiedział, dlaczego ta odpowiedź przyniosła mu mniej ulgi, niż powinna.

Może dlatego, że fizyczna granica nagle przestała być najważniejsza.

— Kochałaś go?

Natalia zamknęła oczy na krótką chwilę.

— To było bardzo dawno temu.

— Nie o to pytam.

— Wiem.

Odwróciła się od szyby.

— Miałam dwadzieścia trzy lata. Wtedy wiele rzeczy wydawało mi się miłością.

— To nadal nie jest odpowiedź.

Natalia przyjrzała mu się długo.

— Tak. Chyba go kochałam.

Marek poczuł, jak język przykleja mu się do podniebienia.

Nie spodziewał się, że prawda zabrzmi tak zwyczajnie.

Żadnego dramatycznego wyznania. Żadnej łzy. Po prostu kilka słów wypowiedzianych przez kobietę stojącą kilka metrów od niego w ich własnym salonie.

— Co się stało?

Natalia usiadła ponownie, tym razem na brzegu kanapy.

— Wyjechał.

— Gdzie?

— Najpierw do Niemiec. Potem do Kanady.

— I dlatego się skończyło?

— Między innymi.

— Chciał, żebyś pojechała?

Jej palce przesunęły się po materiale sukienki.

— Tak.

Marek spojrzał na kopertę ze zdjęciami.

— Chciałaś?

Natalia nie odpowiedziała.

— Chciałaś pojechać z nim?

— Przez jakiś czas.

Marek odchylił się w fotelu.

Nie chodziło już o pocałunki.

Nie o kolczyki.

Nie nawet o Adama siedzącego dziś wieczorem naprzeciwko niej.

W jego głowie pojawiła się zupełnie inna wersja własnego życia: Natalia na lotnisku, dwadzieścia lat młodsza, z walizką przy nodze. Natalia w obcym mieście, z innym mężczyzną. Dom, dzieci, ich wspólne wakacje, wszystkie poranki przy kuchennym stole — rzeczy istniejące tylko dlatego, że kiedyś podjęła inną decyzję.

— Dlaczego nie pojechałaś?

Natalia spojrzała na niego.

— Bałam się.

— Czego?

— Wszystkiego. Jego. Siebie. Tego, że pojadę i za pół roku okaże się, że zbudowałam życie na czymś, co było piękne tylko dlatego, że nie zdążyło stać się zwyczajne.

Marek milczał.

— A potem poznałaś mnie?

Na jej twarzy pojawiło się coś bardzo delikatnego.

— Kilka miesięcy później.

To „kilka miesięcy” nie powinno niczego zmieniać.

Zmieniło.

Marek przeniósł wzrok na jej twarz.

— Powiedziałaś mu dziś o mnie?

— Oczywiście.

— Co?

Natalia założyła nogę na nogę.

— Dużo.

— Na przykład?

— Że jesteśmy razem osiemnaście lat. Że mamy dzieci. Że czasem doprowadzasz mnie do szału.

— Miło.

— Powiedziałam też, że ostatnio znowu zaczynasz na mnie patrzeć.

Marek podniósł wzrok.

— Powiedziałaś mu to?

— Tak.

— Po co?

Natalia wzruszyła lekko ramionami.

— Zapytał, czy jestem szczęśliwa.

Marek poczuł nieprzyjemne ciepło pod kołnierzem.

— I co odpowiedziałaś?

— Że to głupie pytanie.

— Dlaczego?

— Bo po osiemnastu latach „szczęśliwa” nie znaczy jednej rzeczy.

Marek patrzył na nią.

— A później?

— Zapytał inaczej.

— Jak?

Natalia przez chwilę milczała.

— Czy nadal cię wybieram.

Marek nie spodziewał się tego.

Przesunął dłonią po kolanie.

— I?

Jej spojrzenie pozostało na nim.

— Powiedziałam, że tak.

Powinien poczuć ulgę.

Poczuł coś zupełnie innego.

— To prawda?

Kącik ust Natalii uniósł się minimalnie.

— Właśnie dlatego ci to mówię.

Marek patrzył na nią dłuższą chwilę.

— A on?

— Co on?

— Po co chciał się z tobą spotkać?

— Bo wrócił do Polski. Znalazł zdjęcia. Był ciekawy, kim jestem teraz.

— Tylko?

Natalia odetchnęła wolno.

— Nie wiem.

— Nie zapytałaś?

— Nie.

— Dlaczego?

Tym razem odpowiedź była natychmiastowa.

— Bo nie chciałam wiedzieć przed spotkaniem.

— A teraz?

Natalia przesunęła wzrok na kopertę.

— Teraz wiem trochę więcej.

Marek poczuł, że znów wraca to samo nieprzyjemne uczucie niepełnej odpowiedzi.

— Chce się z tobą zobaczyć jeszcze raz?

Nie było to pytanie.

Natalia poprawiła brzeg sukienki na kolanie.

— Tak.

— A ty?

Nie odpowiedziała.

Marek czekał.

— Nie wiem — powiedziała w końcu.

Nie było w jej głosie gry. Właśnie dlatego dwa słowa zabrzmiały mocniej niż wszystkie wcześniejsze „może”.

Marek wstał.

Podszedł do stołu i wziął kopertę.

Natalia obserwowała go, ale nic nie powiedziała.

Rozchylił papier.

Pierwsze zdjęcie przedstawiało Natalię siedzącą na kamiennym murku nad morzem. Drugie — tę samą plażę, wieczór, grupę ludzi. Na trzecim stała obok Adama. Nie dotykali się. Ona patrzyła w obiektyw, on patrzył na nią.

Marek zatrzymał fotografię.

Ten szczegół był znacznie gorszy niż jakikolwiek pocałunek, który mógł sobie wyobrazić.

— Patrzył na ciebie — powiedział.

Natalia podeszła bliżej.

Stanęła przy jego ramieniu. Ich ręce prawie się stykały.

— Wiem.

Marek przesunął palcem po krawędzi zdjęcia.

— Ty patrzyłaś w aparat.

— Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że patrzy.

— A później?

Natalia pochyliła się nad fotografią. Jej włosy dotknęły na moment jego policzka, zostawiając chłodny zapach perfum.

— Później już wiedziałam.

Marek odłożył zdjęcie.

— I podobało ci się?

Natalia spojrzała na niego z bliska.

— Tak.

Nie było w tym żadnej kokieterii.

Marek poczuł, jak coś nieprzyjemnie znajomego zaciska mu się w brzuchu. Oranżeria. Tomasz. Natalia tańcząca kilka metrów od niego i świadoma jego spojrzenia.

To nie zaczęło się z Tomaszem.

Nie zaczęło się nawet z Markiem.

To była część niej, której przez lata po prostu nie widział.

Natalia wyciągnęła rękę po fotografię. Jej palce zetknęły się z jego dłonią na krawędzi papieru.

Żadne z nich jej od razu nie zabrało.

Kontakt był niewielki — boczna powierzchnia palca przy jego kciuku — ale trwał o sekundę za długo, żeby uznać go za przypadek.

Marek podniósł oczy.

Natalia była bardzo blisko.

— Żałujesz? — zapytał.

— Czego?

— Że nie pojechałaś?

Jej palce nadal dotykały jego dłoni.

Marek poczuł ciepło w miejscu kontaktu.

Natalia nie odpowiedziała.

Dopiero po chwili zabrała zdjęcie.

— Czasami zastanawiałam się, jak wyglądałoby tamto życie.

— To nie jest odpowiedź.

— Wiem.

Marek obserwował, jak wkłada fotografię z powrotem do koperty.

— Gdyby wtedy nie wyjechał — powiedział — zostałabyś z nim?

Natalia zatrzymała rękę.

W pokoju było bardzo cicho. Gdzieś na zewnątrz przejechał samochód; jego światła przesunęły się na moment po suficie i zniknęły.

Marek czekał.

Natalia zamknęła kopertę.

— Nie.

Powiedziała to bez zawahania.

Spojrzała na niego.

Przez krótką chwilę Marek poczuł ulgę tak wyraźnie, że aż się jej zawstydził.

Natalia widziała.

Oczywiście, że widziała.

Podeszła o krok bliżej, ale tym razem pomiędzy nimi nie było niczego prowokacyjnego. Żadnego uśmiechu, gry wzrokiem, świadomego zbliżenia ust.

Tylko cisza.

— Marek?

— Co?

Natalia trzymała kopertę przy sobie.

— To było piąte kłamstwo.

Nie poruszył się.

Najpierw próbował zrozumieć, które zdanie właśnie przestało obowiązywać. Potem sens dotarł do niego w całości.

— Czyli gdyby został...

Natalia podniosła dłoń i położyła mu dwa palce na ustach.

Dotyk był lekki.

Nie pozwoliła mu dokończyć.

— Nie pytaj mnie o życie, którego nie przeżyłam.

Przez sekundę jej palce pozostały na jego ustach, ciepłe i nieruchome.

Potem je zabrała.

Marek nie zatrzymał jej.

Patrzył, jak odchodzi w stronę schodów z kopertą w dłoni.

Tym razem najbardziej niepokoił go nie Adam.

Ani to, że Natalia mogła dwadzieścia lat temu wybrać inaczej.

Najbardziej niepokoiła go świadomość, że po raz pierwszy od rozpoczęcia gry naprawdę nie chciał wiedzieć, jaka była prawda.

Jakub

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 4385 słów i 26104 znaków, zaktualizował 7 paź o 16:51.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Masz talent do pisania opowiadań czekam na jeszcze

    5 godz. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Pumciak dziękuję

    5 godz. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Pumciak w sumie jest około 10 części

    5 godz. temu

  • Użytkownik Pumciak

    @Jakub super

    5 godz. temu