
Marek usłyszał samochód na podjeździe, ale nie podszedł do okna. Siedział w salonie z książką otwartą na tej samej stronie od prawie pół godziny. Kiedy drzwi wejściowe się otworzyły, odruchowo spojrzał na zegarek.
23:05.
Najpierw usłyszał odkładane klucze, potem cichy szelest płaszcza.
Natalia pojawiła się w drzwiach.
Miała na sobie ciemne spodnie, jasną bluzkę i długi płaszcz przewieszony przez ramię. Włosy zostawiła rozpuszczone. Nie poprawiała makijażu przed powrotem; pomadka prawie zniknęła, a pod oczami widać było delikatne zmęczenie.
Marek zauważył jednak przede wszystkim kolczyki.
Złote kółka.
Te same, które od kilku tygodni pojawiały się między nimi częściej niż niektóre słowa.
Natalia zatrzymała się.
— Nie śpisz.
— Jak widzisz.
Spojrzała na książkę.
— Dużo przeczytałeś?
Marek zerknął na otwartą stronę.
— Bardzo ciekawy rozdział.
Na jej ustach pojawił się krótki uśmiech.
— Mogę usiąść?
— To też twój dom.
Natalia zdjęła płaszcz i położyła go na fotelu. Potem usiadła naprzeciwko.
Nie podwinęła nóg pod siebie, jak robiła zwykle. Nie sięgnęła po telefon. Położyła dłonie na kolanach i czekała.
Marek zamknął książkę.
— Kim jest Adam?
Natalia przez moment mu się przyglądała.
— Kimś, kogo znałam przed tobą.
— To już wiem.
— Studiowaliśmy razem.
— I?
Westchnęła cicho.
— Byliśmy blisko.
— Jak blisko?
— Bardzo.
Marek poczuł pierwsze napięcie pod żebrami.
— Byliście parą?
Natalia zastanawiała się nad odpowiedzią.
— Nie w takim prostym sensie.
— To znaczy?
— Byliśmy razem i nie byliśmy.
— Świetnie.
— Marek...
— Pytam poważnie.
— Ja też odpowiadam poważnie. Nigdy nie było momentu, w którym usiedliśmy i powiedzieliśmy: „od dzisiaj jesteśmy parą”. Ale spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Jeździliśmy razem. Wiedzieliśmy o sobie rzeczy, których nie wiedzieli inni. Była zazdrość. Były plany.
— Były pocałunki.
Natalia spojrzała mu w oczy.
— Tak.
— Jeden?
— Nie.
— Kilka?
Przez moment prawie się uśmiechnęła.
— Marek, nie liczyłam.
— Spałaś z nim?
Jej twarz znieruchomiała.
— Wtedy? Nie.
Marek wychwycił słowo natychmiast.
— „Wtedy”?
— Pytasz o czas sprzed naszego poznania.
— Pytam o Adama.
Natalia nie spuściła wzroku.
— W czasie studiów i zanim poznałam ciebie nie spałam z nim.
Odpowiedź była precyzyjna.
Zbyt precyzyjna, żeby jej nie zauważyć.
Marek przez kilka sekund nic nie mówił.
Nie miał jeszcze wystarczającego powodu, żeby naciskać właśnie na to jedno słowo.
— Kochałaś go?
Natalia opuściła wzrok na swoje dłonie.
— Chyba tak.
— Chyba?
— Miałam dwadzieścia kilka lat. Wtedy łatwiej jest wiedzieć, że się czegoś bardzo chce, niż wiedzieć, czym dokładnie to jest.
— Chciałaś jego?
— Tak.
Odpowiedziała bez gry.
Marek poczuł ukłucie zazdrości i natychmiast zirytował się na siebie. Przynajmniej na razie Adam należał w jego głowie do czasu, w którym on sam nie istniał jeszcze w życiu Natalii.
— Co się stało?
— Dostał pracę za granicą.
— Gdzie?
— Najpierw w Londynie. Później przeniósł się do Kanady.
— I tyle?
Natalia pokręciła głową.
— Chciał, żebym pojechała z nim.
— Do Londynu?
— Najpierw tak.
— Zgodziłaś się?
— Prawie.
Marek zmarszczył brwi.
— Jak można się prawie zgodzić?
— Można przez kilka tygodni sprawdzać loty, zastanawiać się, co zrobić ze studiami, liczyć pieniądze i każdego dnia mówić sobie, że jutro podejmie się decyzję.
— Kupiłaś bilet?
— Nie.
— On kupił?
— Swój. Powiedział, że następny może kupić dla mnie.
Marek oparł się o fotel.
— I nie pojechałaś.
— Nie.
— Dlaczego?
Natalia przez chwilę szukała słów.
— Bo w pewnym momencie zrozumiałam, że nie chcę budować całego swojego życia wokół czyjegoś planu. Nawet jeśli bardzo chcę tego człowieka.
— Czyli nie kochałaś go wystarczająco.
— Nie wiem, czy miłość da się mierzyć w ten sposób.
— Pojechał.
— Tak.
— A ty zostałaś.
— Tak.
— I kilka miesięcy później poznałaś mnie.
Tym razem Natalia zawahała się.
— Tak.
Marek zauważył.
— Co?
— Nic.
— Natalia.
Spojrzała na niego.
— Kiedy poznałam ciebie, uważałam, że historia z Adamem jest skończona.
Marek wychwycił kolejne słowo.
— Uważałaś?
— Tak.
— A była?
Natalia odetchnęła powoli.
— Sądziłam, że była.
Cisza zrobiła się cięższa.
Marek nie wiedział jeszcze, co dokładnie kryje się za tą odpowiedzią, ale po raz pierwszy poczuł, że historia Adama nie kończy się tam, gdzie wygodnie byłoby ją zakończyć.
Nie naciskał.
Jeszcze.
— Dlaczego spotkałaś się z nim dzisiaj?
— Bo napisał.
— To nie jest odpowiedź.
— Byłam ciekawa.
— Jego?
— Tak.
— Czy siebie?
Natalia spojrzała na niego uważniej.
— Też.
— Dlaczego odezwał się właśnie teraz?
— Nie wiem.
— Nie zapytałaś?
— Zapytałam. Nie odpowiedział wprost.
— Co powiedział?
— Że niedawno coś przypomniało mu o mnie i że po latach przestał mieć ochotę udawać, że nigdy się nie znaliśmy.
— Co mu przypomniało?
— Tego właśnie nie powiedział.
— Romantyczne.
— Trochę.
— Podobało ci się?
— Nie.
Marek patrzył na nią.
Natalia uniosła brwi.
— To nie jest jedno z siedmiu.
— W takim razie dlaczego nie?
— Bo brzmiało jak zdanie przygotowane wcześniej.
Marek prawie się uśmiechnął.
— A jednak poszłaś.
— Poszłam.
— Ile trwała kolacja?
— Prawie cztery godziny.
— Cztery.
— Tak.
— O czym można rozmawiać przez cztery godziny z kimś, kogo nie widziało się osiemnaście lat?
Natalia spojrzała na niego.
— Właśnie wtedy można rozmawiać najdłużej.
Marek zacisnął szczękę.
— Przytulił cię?
— Na powitanie.
— Ty jego?
— Tak.
— Jak?
Natalia zmarszczyła brwi.
— Normalnie.
— To nic nie znaczy.
— Objęliśmy się.
— Długo?
— Kilka sekund.
— Poczułaś coś?
Nie odpowiedziała od razu.
— Tak.
— Co?
— Pamięć.
Marek popatrzył na nią z niedowierzaniem.
— Pamięć?
— Nie wszystko musi od razu być pożądaniem.
— A było?
Natalia zamilkła.
Marek poczuł odpowiedź zanim ją usłyszał.
— Przez moment — powiedziała.
— Chciałaś go pocałować?
— Przez moment tak.
Szczerość zabolała mocniej niż kłamstwo.
— A on?
— Nie wiem.
— Nie próbował?
— Nie.
— Ani razu?
— Nie.
— Ty też nie.
— Nie.
Marek odwrócił głowę.
— Dlaczego?
— Dlaczego go nie pocałowałam?
— Tak.
Natalia pomyślała chwilę.
— Bo chciałam zobaczyć, co czuję, kiedy tylko z nim siedzę. Bez sprawdzania tego w najprostszy możliwy sposób.
— Przy Tomaszu nie miałaś takich oporów.
Twarz Natalii lekko się napięła.
— Tomasz jest kimś innym.
— Wiem. Wszystko jest inne.
— Bo jest.
— Więc jaka jest różnica?
Natalia oparła się o fotel.
— Tomasz mnie nie zna.
— Adam zna.
— Znał.
— I to jest lepsze?
— Nie powiedziałam, że lepsze.
— Więc?
Spojrzała na niego.
— Tomasz patrzy na mnie i widzi kobietę, o której niczego nie wie. Adam patrzy i pamięta kobietę, którą już nie jestem.
Marek nie odpowiedział.
— A ty? — dodała.
— Co ja?
— Ty znasz kobietę, którą jestem teraz.
— Chyba.
Natalia wychwyciła to.
— Właśnie.
* * *
Po chwili sięgnęła po telefon.
— Chcę ci coś pokazać.
Marek spodziewał się wiadomości.
Zamiast tego na ekranie pojawiło się zdjęcie.
Potrzebował sekundy, żeby rozpoznać Natalię.
Miała może dwadzieścia dwa albo dwadzieścia trzy lata. Stała na drewnianym pomoście, boso, z nogawkami spodni podwiniętymi do połowy łydek. Wiatr rozwiewał jej długie włosy. Miała na sobie za duży jasny sweter i śmiała się do osoby stojącej za aparatem.
Nie pozowała.
Właśnie dlatego zdjęcie działało tak mocno.
Wyglądała swobodnie, młodo, prawie bezczelnie szczęśliwie.
— Gdzie to?
— Chorwacja.
— Byłaś tam z Adamem?
— Tak.
Marek przybliżył fotografię.
— To jego sweter?
— Tak.
Oczy Marka zatrzymały się przy twarzy Natalii.
A potem nieco z boku.
Przy uchu.
Małe złote kółko.
Przy drugim takie samo.
Spojrzał na Natalię siedzącą naprzeciwko.
Miała w uszach dokładnie te same kolczyki.
— To te?
Dotknęła jednego.
— Tak.
— Adam zrobił zdjęcie?
— Tak.
— Dał ci kolczyki?
Natalia opuściła telefon.
— Pamiętasz moje czwarte kłamstwo?
Marek pamiętał.
„Od kogoś.”
— Tak.
— Wtedy nie dostałeś prawdy.
— Nadal jej nie dostaję.
— Jeszcze nie.
— Czyli dał ci je Adam.
— Nie powiedziałam tego.
— Natalia.
— Powiedziałam tylko, że „od kogoś” było czwartym kłamstwem.
— To można bardzo łatwo wyjaśnić.
— Można.
— Więc wyjaśnij.
Natalia patrzyła na niego przez kilka sekund.
— Nie dzisiaj.
— Dlaczego?
— Bo historia tych kolczyków nie jest historią o Adamie.
— Tylko?
Dotknęła własnej piersi opuszkami palców.
— O mnie.
Marek parsknął bez wesołości.
— Oczywiście.
— Wiem, jak to brzmi.
— Jak bardzo wygodne zdanie.
— Być może.
Nie broniła się.
To odbierało mu część satysfakcji ze złości.
— Powiem ci prawdę — dodała. — Ale nie dzisiaj.
Marek ponownie spojrzał na fotografię.
— Dlaczego założyłaś je na spotkanie z nim?
Natalia nie uciekła wzrokiem.
— Bo pamiętał mnie właśnie w nich.
— Chciałaś, żeby zobaczył tamtą Natalię.
— Nie.
— Prawda?
— Prawda.
— Więc po co?
Natalia wzięła telefon i przez chwilę sama patrzyła na zdjęcie.
— Chciałam ją zobaczyć ja.
Marek nie odpowiedział.
— Kiedy Adam pokazał mi to zdjęcie, pierwszą rzeczą, o której pomyślałam, nie był on.
— Tylko?
— Że prawie nie pamiętam tej dziewczyny.
— Przecież to ty.
— Wiem.
— Więc czego nie pamiętasz?
Natalia spojrzała na fotografię.
— Tego, jak bardzo była pewna, że świat jeszcze może pójść w dowolnym kierunku.
Marek poczuł lekkie ukłucie.
— I teraz nie może?
— Może. Tylko im dłużej żyjesz, tym więcej kierunków już wybrałeś.
— Żałujesz naszych?
Natychmiast podniosła oczy.
— Nie.
— Na pewno?
— Tak.
Tym razem nie było pauzy.
Marek uwierzył.
— Więc czego szukasz?
Natalia wygasiła ekran.
— Nie wiem, czy czegoś szukam.
— Tomasz. Adam. Gra. Kolczyki.
— Ty.
Marek spojrzał na nią.
— Co ja?
— Ty też jesteś częścią tego.
— Świetnie.
— Przestałeś mnie pytać, kim jestem.
— Jesteśmy razem osiemnaście lat.
— Właśnie.
Natalia wstała.
— Wiesz, co jest chyba najłatwiejsze w długim małżeństwie?
Marek przypomniał sobie ich rozmowę nad jeziorem.
— Słucham.
— Pokochać człowieka tak bardzo, że przestaje się zauważać, że on nadal się zmienia.
Marek patrzył na nią.
— Uważasz, że przestałem cię zauważać.
— Nie.
Podeszła bliżej.
— Uważam, że oboje przestaliśmy czasem patrzeć.
— To dlatego Tomasz?
— Tomasz patrzy, bo mnie nie zna.
— A Adam?
— Adam pamięta, kim byłam.
— A ja?
Natalia zatrzymała się przed nim.
— Ty możesz znać wszystkie wersje.
— Jeśli mi je pokażesz.
Jej twarz złagodniała.
— Właśnie próbuję.
* * *
Później Natalia stanęła przed toaletką w sypialni.
Marek siedział na brzegu łóżka.
Najpierw zdjęła jeden złoty kolczyk.
Potem drugi.
Położyła oba obok flakonu perfum.
W niewielkich kółkach odbiło się światło lampki.
— Naprawdę ich nie pamiętam — powiedział Marek.
Natalia spojrzała na niego w lustrze.
— Wiem.
— Nosiłaś je, kiedy byliśmy już razem?
Jej dłoń zatrzymała się na szczotce do włosów.
— Tak.
— Często?
— Dawno temu częściej.
— A ja nie pamiętam.
— Nie.
Nie było w jej głosie wyrzutu.
Marek wstał i podszedł bliżej.
Ich odbicia znalazły się obok siebie.
— To ma być dowód, że przestałem patrzeć?
— Nie potrzebuję dowodów przeciwko tobie.
— Czasami mam inne wrażenie.
Natalia odwróciła się.
— Gdybym chciała cię ukarać, ta gra wyglądałaby zupełnie inaczej.
— Pocieszające.
— Marek.
— Co?
— Ja też przestałam patrzeć.
To go zatrzymało.
— Na mnie?
— Tak.
— Kiedy?
Natalia uśmiechnęła się smutno.
— Nie zauważa się momentu, kiedy coś takiego się dzieje. Właśnie na tym polega problem.
Przez chwilę stali blisko siebie.
Marek przesunął wzrok na kolczyki.
Potem znowu na Natalię.
— Podobało ci się dzisiaj, że Adam pamięta kobietę, której ja nie znałem?
— Tak.
— Bardzo?
— Tak.
— Dlaczego?
Natalia zawahała się.
— Bo przez chwilę zobaczyłam siebie poza tobą.
Marek poczuł ukłucie.
— To ma być dobra rzecz?
— Nie wiem.
— Znowu.
— Wiem.
— A ja gdzie w tym wszystkim jestem?
Natalia podniosła dłoń i dotknęła jego policzka.
— Tutaj.
— Bardzo konkretne.
— Chcesz konkretnie?
— Tak.
— Kocham cię.
Marek patrzył na nią.
— I jednocześnie lubisz, że inny mężczyzna pamięta cię sprzed naszego życia.
— Tak.
— Chciałaś go dzisiaj przez moment pocałować.
— Tak.
— I nadal mnie kochasz.
— Tak.
Marek pokręcił głową.
— To powinno się wzajemnie wykluczać.
— Dlaczego?
— Bo byłoby łatwiej.
Natalia lekko przesunęła kciukiem po jego policzku.
— Prawdziwe rzeczy rzadko są najłatwiejsze.
Opuścił wzrok.
I wtedy pojawiło się pytanie.
Proste.
Brutalne w swojej prostocie.
Być może właśnie dlatego zadał je bez przygotowania.
— Gdyby Adam wtedy nie wyjechał, zostałabyś z nim?
Dłoń Natalii znieruchomiała przy jego twarzy.
Nie cofnęła się.
Patrzyła Markowi prosto w oczy.
— Nie.
Ulga przyszła natychmiast.
Tak silna, że niemal fizyczna.
Marek wypuścił powietrze.
— Jesteś pewna?
Natalia nie odrywała wzroku.
— Tak.
Przez jedną krótką chwilę Marek naprawdę uwierzył, że dostał odpowiedź, której potrzebował.
Natalia opuściła rękę.
— To było piąte.
Ulga zniknęła.
— Co?
— Moje piąte kłamstwo.
Marek cofnął się o pół kroku.
— „Nie” było kłamstwem.
— Tak.
— Czyli zostałabyś z nim.
Natalia pokręciła głową.
— Nie powiedziałam tego.
— Przeciwieństwem „nie” jest „tak”.
— W prostych pytaniach.
— To było proste pytanie.
— Nie było.
— Natalia.
— Marek, nie wiem, co zrobiłaby dziewczyna, którą byłam wtedy.
— Ale „nie” było kłamstwem.
— Bo nie mam prawa udawać, że wiem, że na pewno bym z nim nie została.
Marek patrzył na nią.
— Więc czego jesteś pewna?
Natalia odwróciła głowę ku toaletce. Złote kolczyki leżały obok siebie na jasnym blacie.
— Że bardzo chciałam z nim jechać.
— Jak bardzo?
— Wystarczająco, żeby przez długi czas wyobrażać sobie, że to zrobię.
— Ale zostałaś.
— Tak.
— Dlaczego?
Jej oczy wróciły do niego.
— Bo bardzo chciałam też zostać.
Marek przez chwilę próbował odnaleźć w tej odpowiedzi sprzeczność.
Nie znalazł.
— Można naprawdę chcieć dwóch przeciwnych rzeczy?
— Można.
— I co wtedy?
Natalia spojrzała na niego.
— Wybierasz jedną.
— Ty wybrałaś.
— Tak.
— I nigdy nie zastanawiałaś się później, co by było, gdybyś wybrała drugą?
Tym razem zawahała się.
Nie wyglądało to jak przygotowanie kłamstwa.
Wyglądało gorzej.
— Zastanawiałam się.
— Nawet po tym, jak poznałaś mnie?
Natalia nie odpowiedziała.
Marek poczuł pierwszy naprawdę zimny dreszcz tego wieczoru.
— Natalia?
Spojrzała na niego.
— Piąte kłamstwo wystarczy na jedną noc.
— To nie jest odpowiedź.
— Wiem.
— Zostały ci dwa.
— Wiem.
Marek patrzył na nią jeszcze przez chwilę.
Potem na dwa złote kolczyki leżące przy lustrze.
Jeszcze rano Adam był dla niego tylko imieniem.
Wieczorem stał się człowiekiem, który znał śmiech Natalii sprzed osiemnastu lat, fotografował ją boso na chorwackim pomoście, pożyczał jej sweter i kiedyś prawie zabrał ją do innego życia.
To powinno być najgorsze.
Nie było.
Najgorsza była świadomość, że część tej historii mogła nie skończyć się w chwili, w której zaczęła się historia Marka.
Natalia zgasiła lampkę przy toaletce.
Złote kolczyki zniknęły w ciemności.
Pytanie nie.
2 komentarze
JorgDeJoong
Tak napiecie rośnie emocje też …. Klasa
Pumciak
Masz talent do pisania opowiadań czekam na jeszcze
Jakub
@Pumciak dziękuję
Jakub
@Pumciak w sumie jest około 10 części
Pumciak
@Jakub super