Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

5. Nie wszystko jest przeciwko tobie

5. Nie wszystko jest przeciwko tobieMarek nie zapytał Natalii, które dokładnie zdanie było jej piątym kłamstwem.

Nie tej nocy.

Leżała obok niego odwrócona plecami, a ciemność sypialni odcinała jej sylwetkę od jasnego prostokąta okna. Z ulicy dochodziło rozproszone światło latarni; wystarczało, żeby widział linię ramienia pod kołdrą i włosy rozsypane na poduszce. Od czasu do czasu materiał pościeli poruszał się lekko wraz z jej oddechem.

Mógł wyciągnąć rękę.

Odległość między nimi nie przekraczała kilkudziesięciu centymetrów.

Nie zrobił tego.

W głowie wracała jedna odpowiedź.

„Nie.”

Gdyby Adam wtedy nie wyjechał, zostałaby z nim?

Nie.

A chwilę później:

„To było piąte kłamstwo.”

Marek próbował rozłożyć to na logiczne części, jakby chodziło o problem, który można rozwiązać, jeśli odpowiednio długo przestawia się elementy.

Jeśli kłamstwem było „nie”, prawdą mogło być „tak”.

Ale nie musiało.

Prawda mogła brzmieć „nie wiem”.

Mogła brzmieć „może”.

Mogła być czymś, czego w ogóle nie dało się zamknąć w jednym słowie.

Odwrócił głowę na poduszce.

Natalia leżała nieruchomo.

— Nie śpisz? — zapytał cicho.

Przez chwilę myślał, że nie odpowie.

— Śpię.

Marek prawie się uśmiechnął.

— Kłamiesz.

— To policz.

Jej głos był senny, stłumiony poduszką.

— Nie wiem już, co mam liczyć.

Natalia przesunęła się nieznacznie. Materiał kołdry zaszeleścił między nimi.

— Właśnie o to chodzi.

Marek patrzył na jej plecy.

— Nie. Chyba już nie.

Tym razem odwróciła głowę.

W słabym świetle nie widział dobrze jej twarzy, tylko oczy skierowane w jego stronę.

— Co masz na myśli?

— Na początku chodziło o to, żebyśmy przez chwilę nie wiedzieli, kiedy drugie mówi prawdę.

Natalia milczała.

— A teraz? — zapytała.

Marek położył dłoń na kołdrze pomiędzy nimi.

— Teraz czasami nie wiem, czy ty sama wiesz.

Cisza, która po tym zapadła, była inna niż wcześniejsze.

Natalia odwróciła się powoli na plecy.

Marek poczuł zmianę powietrza, zanim jej ramię znalazło się bliżej jego dłoni.

— To cię przeraża? — zapytała.

— Nie wiem.

— Ładna odpowiedź.

— Uczę się.

Przez moment żadne z nich się nie poruszyło.

Potem Natalia przesunęła rękę po kołdrze. Jej palce zatrzymały się kilka centymetrów od jego dłoni.

Nie dotknęła go.

— Śpij — powiedziała.

Marek patrzył jeszcze chwilę na przestrzeń między ich palcami.

— Natalia?

— Mhm?

— Gdyby Adam wtedy został...

Jej ręka cofnęła się.

Nie gwałtownie. Zaledwie kilka centymetrów.

Wystarczyło.

— Dobranoc, Marek.

Nie zapytał ponownie.

***

Obudziła go wibracja telefonu.

Nie dźwięk — urządzenie leżało na stoliku nocnym wyciszone. Drżenie przeniosło się przez drewniany blat, potem przez konstrukcję łóżka jako ledwie wyczuwalne brzęczenie.

Marek otworzył oczy.

Natalia już nie spała.

Jej strona łóżka była pusta, a z łazienki dochodził szum prysznica.

Telefon zawibrował ponownie.

Nie numer zapisany w kontaktach.

Marek sięgnął po urządzenie.

Wiadomość była krótka.

„Dzień dobry. Marta.”

Przez kilka sekund patrzył tylko na imię.

Druga wiadomość przyszła, zanim zdążył zdecydować, czy powinien odpowiadać.

„Żona Tomasza. Chociaż przypuszczam, że to określenie wymagałoby kilku przypisów.”

Marek usiadł.

Z łazienki nadal dochodziła woda.

Napisał:

„Skąd ma pani mój numer?”

Odpowiedź pojawiła się prawie natychmiast.

„Od Tomasza.”

Po chwili kolejna.

„Natalia o tym nie wie.”

Marek przeczytał zdanie dwa razy.

Szum prysznica ustał.

Odłożył telefon ekranem do dołu.

Po kilkunastu sekundach drzwi łazienki otworzyły się i do sypialni napłynęło ciepłe, wilgotne powietrze. Natalia weszła owinięta jasnym ręcznikiem, z drugim przewieszonym przez włosy.

— Już nie śpisz?

— Telefon mnie obudził.

Nie skłamał.

Natalia podeszła do komody.

— Coś ważnego?

Marek patrzył na jej odbicie w lustrze. Krople wody spływały jej po karku i znikały pod ręcznikiem.

— Nie wiem jeszcze.

Ich spojrzenia spotkały się w odbiciu.

Natalia trzymała rękę przy szufladzie sekundę dłużej.

— Brzmi interesująco.

— Może.

Wyjął z szuflady koszulkę.

Natalia zerknęła na niego przez lustro.

To było wszystko.

Nie zapytała.

Marek poczuł jednak, że pierwszy raz od wielu tygodni istnieje coś, czego ona naprawdę nie wie.

I ku własnemu zaskoczeniu nie miał ochoty natychmiast tego zmieniać.

***

Marta napisała ponownie około dziesiątej.

„Chciałabym z panem porozmawiać.”

Marek siedział w samochodzie przed sklepem. Na kolanach miał torbę z dokumentami, którą zamierzał zawieźć do biura, ale od kilku minut nie ruszał.

„O Tomaszu?”

Odpowiedź przyszła po chwili.

„Nie tylko.”

Marek poczuł, że to właśnie dwa ostatnie słowa zatrzymują go najbardziej.

Napisał:

„Natalia wie, że pani do mnie pisze?”

„Nie.”

„Tomasz?”

„Wie, że mam pański numer. Nie wie, że go użyłam.”

Marek wpatrywał się w ekran.

„Po co chce się pani spotkać?”

Trzy kropki pojawiły się niemal natychmiast, ale odpowiedź przyszła dopiero po kilkudziesięciu sekundach.

„Bo oni mają swoją wersję tej historii.”

Następna wiadomość pojawiła się chwilę później.

„Może dobrze byłoby, żebyśmy mieli własną.”

Marek oparł głowę o zagłówek.

Przez chwilę pomyślał, że powinien pokazać wiadomości Natalii. Nie dlatego, że czuł taki obowiązek. Raczej dlatego, że przez osiemnaście lat właśnie tak działali. Jeśli wydarzało się coś dziwnego, jedno mówiło drugiemu. Jeśli ktoś obcy pisał w nietypowej sprawie, pokazywali sobie ekran nad stołem albo w łóżku.

Ich małżeństwo miało tysiące takich małych automatyzmów.

Gra zaczęła je wyłączać jeden po drugim.

Marek napisał:

„Gdzie?”

***

Marta wybrała niewielką kawiarnię w hotelu na obrzeżach miasta.

Nie restaurację. Nie centrum. Nie miejsce, do którego Marek trafiłby przypadkiem z Natalią.

Ten szczegół zauważył od razu.

Przyjechał kilka minut przed czasem.

W środku pachniało kawą, skórą foteli i drewnem rozgrzanym przez słońce wpadające przez wysokie okna. Było spokojnie; przy dwóch stolikach siedzieli ludzie z laptopami, dalej starsza para dzieliła się kawałkiem ciasta.

Marek wybrał stolik przy ścianie.

Nie wiedział, jak Marta wygląda.

Zorientował się, że to ona, zanim podeszła.

Nie z powodu podobieństwa do kogokolwiek. Po prostu weszła, rozejrzała się raz po sali i ruszyła prosto w jego stronę.

Była mniej więcej w wieku Natalii. Wysoka, szczupła, ubrana w jasne spodnie i ciemną marynarkę. Włosy miała krótko przycięte, ciemne z pojedynczymi siwymi pasmami przy skroniach. Nie próbowała wyglądać młodziej.

To spodobało mu się natychmiast i właśnie dlatego od razu poczuł do własnej reakcji niechęć.

Marta zatrzymała się przy stoliku.

— Marek?

Wstał.

— Marta.

Podała mu rękę.

Jej dłoń była chłodna.

Uścisk krótki, zdecydowany.

— Dziękuję, że pan przyszedł.

— Jeszcze nie wiem, czy jest za co.

Uśmiechnęła się.

Nie szeroko.

— Natalia mówiła, że jest pan ostrożny.

Marek nie usiadł od razu.

— Natalia mówiła pani o mnie?

Marta zdjęła marynarkę.

— Sporo.

Położyła ją na oparciu krzesła i usiadła.

Marek również.

Przez chwilę patrzyli na siebie bez słowa.

— Od kiedy się znacie? — zapytał.

Marta spojrzała na kartę, ale jej nie otworzyła.

— Z Natalią?

— Tak.

— To zależy, co rozumie pan przez „znamy”.

— Nie zaczynajmy od tego.

Kącik jej ust lekko drgnął.

— Dwa tygodnie.

Marek poczuł, że plecy same odsuwają mu się od oparcia.

— Dwa tygodnie?

— Pierwszy raz napisała do mnie mniej więcej dwa tygodnie temu.

— Natalia?

— Tak.

Kelnerka podeszła do stolika. Marta zamówiła espresso, Marek automatycznie poprosił o to samo. Dopiero kiedy kobieta odeszła, wrócił wzrokiem do Marty.

— Skąd miała pani numer?

— Tomasz podał jej nazwisko. Reszta nie jest szczególnie trudna.

— Dlaczego do pani napisała?

Marta przez chwilę patrzyła mu w oczy.

— Myślę, że powinien pan zapytać ją.

— Pytam panią.

Marta przesunęła palcem po brzegu serwetki.

— Chciała wiedzieć, czy Tomasz jest naprawdę wolny.

Marek nic nie powiedział.

— Nie czy formalnie — dodała. — Napisała dokładnie: „Czy on jest wolny naprawdę?”

Kelnerka postawiła przed nimi filiżanki. Zapach mocnej kawy na moment wypełnił przestrzeń między nimi.

Marek poczekał, aż odejdzie.

— Co pani odpowiedziała?

Marta uniosła filiżankę, ale nie napiła się.

— Że tak.

— Mimo że jesteście małżeństwem?

— Nasze małżeństwo skończyło się znacznie wcześniej niż dokumenty.

Marek popatrzył na nią.

Nie widział żalu.

Przynajmniej nie takiego, którego szukał.

— I nie przeszkadza pani, że spotyka się z Natalią?

Marta odstawiła espresso.

— To jest pytanie męża Natalii czy mężczyzny, który chce wiedzieć, czy powinien być zazdrosny?

Marek poczuł, jak język przesuwa mu się po wewnętrznej stronie policzka.

— Jest różnica?

— Ogromna.

— Proszę mnie oświecić.

Marta oparła przedramiona o stół.

— Mąż chce wiedzieć, co się wydarzyło. Zazdrosny mężczyzna chce wiedzieć, jak daleko mogło się wydarzyć.

Marek spojrzał na filiżankę.

— Natalia dużo pani powiedziała.

— Nie wszystko.

— Co dokładnie?

— O grze.

Podniósł wzrok.

Marta nie odwróciła oczu.

— O siedmiu kłamstwach?

Skinęła głową.

Marek poczuł coś chłodnego w żołądku.

— Kiedy?

— Przy drugiej rozmowie.

— Po co?

— Tego nie wiem.

Marta upiła kawę.

— Może chciała mi wyjaśnić, dlaczego zadaje dziwne pytania. Może chciała zobaczyć, co zrobię. Może po prostu potrzebowała kogoś spoza waszego małżeństwa.

Marek siedział nieruchomo.

— Jakie pytania?

Marta odłożyła filiżankę.

— Na przykład czy Tomasz kłamie.

— I?

— Czasami.

— O czym?

— Jak każdy.

Marek niemal się roześmiał.

— Zaczynacie mnie wszyscy męczyć tymi odpowiedziami.

— Rozumiem.

— Nie sądzę.

Marta patrzyła na niego kilka sekund.

— Myślę, że rozumiem pana lepiej, niż pan zakłada.

To zdanie zabrzmiało zbyt intymnie jak na kobietę, którą znał od kilku minut.

Marek oparł się o krzesło.

— Dlaczego?

— Bo byłam po tej stronie.

— Jakiej?

— Tej, po której ktoś zaczyna sprawdzać, czy nadal potrafi być kimś innym niż osoba, którą zna współmałżonek.

Marek patrzył na nią uważniej.

— Tomasz?

Marta skinęła głową.

— Kilka lat temu.

— Zdradził panią?

Marta uniosła brwi.

— To zależy, gdzie postawi pan granicę.

— Fizycznie.

— Tak.

Odpowiedziała bez teatralnej pauzy.

Marek poczuł się niemal zawiedziony prostotą odpowiedzi.

— I dlatego się rozstaliście?

— Nie.

Przesunęła kciukiem po filiżance.

— Rozstaliśmy się później. Kiedy zrozumiałam, że zdrada była skutkiem, nie przyczyną.

Marek milczał.

Marta przyglądała mu się.

— Natalia też to rozumie.

— Co dokładnie?

— Że Tomasz nie jest waszym problemem.

Marek poczuł, jak coś napina mu się pod żebrami.

— Nie zna pani naszego małżeństwa.

— Oczywiście, że nie.

— Więc proszę nie diagnozować.

— Nie diagnozuję.

Marta pochyliła się odrobinę nad stołem.

— Powtarzam coś, co powiedziała pańska żona.

Marek nie poruszył się.

— Co?

Marta zawahała się pierwszy raz od początku spotkania.

— Nie wiem, czy powinnam.

— Skoro już się spotkaliśmy bez nich, trochę późno na skrupuły.

Przez moment patrzyła na niego tak, jakby właśnie to zdanie potwierdziło coś, czego się spodziewała.

Potem sięgnęła po telefon.

— Nie pokażę panu całej rozmowy.

— Nie proszę.

— Ale jest jedna wiadomość, którą powinien pan zobaczyć.

Odblokowała ekran, przesunęła palcem kilka razy i położyła telefon na stole.

Nie przesunęła go całkiem do Marka.

Zostawiła urządzenie dokładnie pośrodku.

Żeby przeczytać, musiał pochylić się w jej stronę.

Zrobił to.

Poczuł jej perfumy dopiero wtedy — bardzo lekkie, suche, z czymś ziołowym. Zupełnie inne od Natalii.

Na ekranie znajdowała się wiadomość.

Natalia.

„Najgorsze jest to, że on myśli, że robię to wszystko dlatego, że chcę Tomasza.”

Marek przeczytał raz.

Niżej:

„A ja chyba po prostu chcę sprawdzić, czy Marek jeszcze potrafi mnie stracić.”

Nie odsunął się od razu.

Czuł bliskość Marty obok, jej przedramię przy krawędzi stołu, zapach kawy między nimi, ale wszystko to docierało do niego jak z oddali.

Przeczytał wiadomość trzeci raz.

— Kiedy to napisała?

— Tydzień temu.

Marek wyprostował się.

— Przed Oranżerią?

— Tak.

Patrzył na Martę.

— Wiedziała pani o kolacji?

— Tak.

— Tomasz powiedział?

Marta pokręciła głową.

— Natalia.

To słowo zmieniło coś w całej scenie.

Marek poczuł chłód na karku mimo ciepła kawiarni.

— To ona poprosiła panią, żeby napisała tamtego wieczoru?

Marta nie odpowiedziała od razu.

— Nie.

Marek patrzył.

— Więc dlaczego pani napisała?

— Bo sama chciałam.

— Akurat wtedy?

— Wiedziałam, że jesteście we troje.

— Skąd?

Marta uśmiechnęła się bez rozbawienia.

— Tomasz wysłał mi zdjęcie.

Marek poczuł, że coś przestaje mu się zgadzać.

— Jakie zdjęcie?

Marta przesunęła dłonią po telefonie, ale nie odblokowała go.

— Stolika.

— Byliśmy na nim?

— Nie. Kieliszki. Fragment sali. Natalia w tle, niewyraźnie.

— Po co?

Marta wzruszyła ramionami.

— Tomasz i ja od dawna nie jesteśmy parą. To nie znaczy, że przestaliśmy ze sobą rozmawiać.

Marek patrzył na nią.

— Czyli wszyscy wiedzieli poza mną?

Marta pokręciła głową.

— Nie.

— Tak to brzmi.

— Tomasz nie wiedział, że Natalia do mnie pisze. Natalia nie wiedziała, że Tomasz wysłał mi zdjęcie. Pan nie wiedział o żadnym z tych dwóch.

Marek opuścił wzrok na stół.

Trzy osoby.

Trzy oddzielne wersje.

I on w środku, przekonany dotąd, że największą niewiadomą jest pocałunek.

Marta przesunęła telefon w swoją stronę.

— Dlatego chciałam się spotkać.

— Żeby co?

— Żeby pan wiedział, że nie wszystko, co dzieje się poza pana wzrokiem, jest przeciwko panu.

— Pocieszające.

— Nie miało być.

Przez chwilę pili kawę w milczeniu.

Marek zauważył, że Marta patrzy na niego inaczej niż na początku. Nie jak na męża kobiety interesującej jej męża.

Jak na człowieka, którego zachowanie ją ciekawi.

To było subtelne.

Niepotrzebne.

I nieprzyjemnie przyjemne.

— Natalia powiedziała pani o mojej kolacji? — zapytał.

Marta uniosła brwi.

— Z kobietą?

Marek poczuł, że odpowiedź przyszła za szybko.

— Powiedziała.

— Co?

— Że pierwszy raz od początku gry nie wie, czy pan naprawdę z kimś był.

Marek odchylił się.

— I co pani jej odpowiedziała?

Marta uśmiechnęła się.

— Że jeśli nie wie, to może lepiej nie sprawdzać.

— Dlaczego?

Marta przez chwilę obracała filiżankę.

— Bo czasem podejrzenie działa tylko tak długo, jak długo nie ma twarzy.

Spojrzała na niego.

— Teraz już ma.

Marek potrzebował sekundy.

Potem zrozumiał.

Marta.

Kobieta siedząca naprzeciwko niego.

Realna.

Atrakcyjna.

Znająca szczegóły gry.

Pierwsza kobieta, z którą naprawdę spotkał się bez wiedzy Natalii.

Poczuł, jak coś w jego ciele reaguje na tę myśl szybciej niż rozsądek.

Marta musiała to zobaczyć, bo jej spojrzenie na moment zeszło niżej, ku jego dłoni spoczywającej na stole.

— Nie o to mi chodziło — powiedział.

— Nic nie powiedziałam.

— Pomyślała pani.

— Tego jeszcze nie możecie sobie zakazać.

Marek parsknął śmiechem.

Pierwszy raz od wejścia do kawiarni naprawdę.

Marta również się uśmiechnęła.

I właśnie wtedy zrobiło się niebezpiecznie.

Nie przez dotyk.

Nie przez flirt.

Przez łatwość.

Przez to, że przez kilka sekund siedział naprzeciwko kobiety, która nie wymagała od niego żadnej roli. Nie był dla niej mężem, ojcem, człowiekiem, którego zna od osiemnastu lat. Był kimś nowym.

Dokładnie tym, czego Natalia szukała dla siebie.

Ta symetria była tak oczywista, że aż nieprzyjemna.

Marta sięgnęła po marynarkę.

— Powinnam już iść.

Marek spojrzał na zegarek. Minęło prawie półtorej godziny.

Nie zauważył kiedy.

Wstali.

Marta zarzuciła marynarkę na ramiona. Jeden kosmyk włosów zaczepił się o kołnierz; odsunęła go palcami.

— Powie pan Natalii?

Marek spojrzał na nią.

— O spotkaniu?

— O wszystkim.

Marek wsunął ręce do kieszeni.

— Nie wiem.

Marta skinęła głową.

— Dobra odpowiedź.

— Też się pani uczy?

— Nie.

Uśmiechnęła się lekko.

— Ja już kiedyś grałam w podobną grę.

Odwróciła się, ale po dwóch krokach zatrzymała.

— Marek?

— Tak?

— Jedna rzecz.

Poczekał.

Marta spojrzała mu prosto w oczy.

— Natalia nigdy nie zapytała mnie, czy Tomasz jest dobrym kochankiem.

Marek poczuł, że ciało napina mu się odruchowo.

Marta zauważyła.

— Ani razu — dodała. — Za to trzy razy zapytała, czy zauważa szczegóły.

Marek patrzył na nią.

— Jakie szczegóły?

Marta wzruszyła ramionami.

— Ubrania. Biżuterię. Zapach. Zmianę fryzury. Takie rzeczy.

Dopiero wtedy wszystko połączyło się w jedną linię.

Srebrne kolczyki.

Złote.

Perfumy.

Włosy.

Sukienka.

Marek.

Nie Tomasz.

Od początku nie chodziło o to, czy Tomasz ją zauważy.

Chodziło o to, czy zauważy ją Marek.

Marta poprawiła pasek torebki na ramieniu.

— Dobrego dnia.

Odeszła.

Marek został przy stoliku.

Przez szybę widział, jak wychodzi z hotelu, zatrzymuje się na chwilę na chodniku, po czym znika za zaparkowanymi samochodami.

Na stole stały dwie puste filiżanki.

Marek spojrzał na nie.

Jeszcze wczoraj skłamał Natalii, że spotkał się z kobietą.

Dzisiaj naprawdę to zrobił.

***

Do domu wrócił późnym popołudniem.

Natalia była w kuchni. Kroiła warzywa na kolację, a z głośnika stojącego przy oknie cicho grała muzyka. Miała na sobie dżinsy i jasną koszulę z podwiniętymi rękawami.

Marek zatrzymał się w drzwiach.

Spojrzała na niego.

— Jesteś.

To samo słowo, którym przywitała go w Oranżerii.

— Jestem.

Zdjął kurtkę i przewiesił przez krzesło.

Natalia wróciła do krojenia.

— Jak dzień?

— Ciekawy.

Nóż zatrzymał się nad deską tylko na chwilę.

— Coś się stało?

Marek podszedł do blatu.

— Spotkałem się z kimś.

Natalia odłożyła nóż.

Nie natychmiast.

Najpierw dokończyła cięcie papryki, przesunęła kawałki na bok i dopiero wtedy położyła ostrze płasko na desce.

— Służbowo?

Marek poczuł niemal fizycznie powrót tamtej rozmowy na schodach.

— Nie.

Natalia uniosła wzrok.

— Z kim?

Marek oparł dłonie o blat.

Dzielił ich niecały metr.

— Z kobietą.

Nie poruszyła się.

Tym razem to była prawda.

Właśnie dlatego zabrzmiała inaczej.

— Rozumiem — powiedziała.

Marek patrzył na jej twarz.

— Nie zapytasz?

— O co?

— Kim była.

Natalia sięgnęła po nóż.

— Jeśli będziesz chciał, powiesz.

Marek obserwował jej dłoń. Ostrze przesunęło się przez kolejną paprykę trochę wolniej niż wcześniej.

— Ładna? — zapytała po chwili.

To samo pytanie.

Tylko teraz kobieta istniała.

Marek poczuł coś pomiędzy winą a ciekawością.

— Tak.

Nóż znów zatrzymał się na moment.

— Bardzo?

Marek patrzył na Natalię.

— Tak.

Tym razem odpowiedź nie była częścią wymyślonej historii.

Natalia odłożyła nóż.

Oparła obie dłonie o blat i przez chwilę patrzyła na pokrojoną paprykę.

— Podoba ci się?

Pytanie zabrzmiało ciszej niż ostatnio.

Marek nie odpowiedział od razu.

Marta naprawdę mu się podobała.

Nie wiedział jeszcze w jaki sposób. Fizycznie, na pewno. Rozmowa również. Jej spokój. Brak wspólnej historii. To, że patrzyła na niego, nie wiedząc, jaki będzie za minutę.

Wystarczyłoby powiedzieć „nie”.

Natalia podniosła wzrok.

Czekała.

Marek poczuł, że właśnie tutaj zaczyna się jego własna gra.

— Nie wiem.

Powtórzył dokładnie to samo co poprzednim razem.

Ale teraz nie było to unikiem.

Natalia zrozumiała różnicę.

Widział to.

Jej palce mocniej oparły się o krawędź blatu.

— Spotkasz się z nią jeszcze?

Marek pomyślał o Marcie odchodzącej od stolika.

O jej ostatnim spojrzeniu.

O tym, że nie wymienili żadnej wiadomości po spotkaniu.

— Możliwe.

Natalia zamknęła oczy na sekundę.

Kiedy je otworzyła, na jej twarzy pojawił się bardzo spokojny uśmiech.

— Szybko się uczysz.

Marek nie odwzajemnił uśmiechu.

— Od najlepszych.

Przez chwilę stali naprzeciwko siebie w zwyczajnej kuchni, pomiędzy deską do krojenia, miską warzyw i zapachem cebuli, który zaczynał szczypać w oczy.

Natalia podeszła do zlewu i umyła dłonie.

Marek obserwował wodę spływającą po jej palcach.

— Jak ma na imię? — zapytała.

Nie patrzyła na niego.

To było pierwsze pytanie, którego nie zdołała już zatrzymać.

Marek poczuł, jak odpowiedź układa mu się na języku.

Mógł skłamać.

Mógł wymyślić dowolne imię.

Mógł zostawić ją dokładnie tam, gdzie ona zostawiała jego.

Nie zrobił tego.

— Marta.

Strumień wody nadal płynął.

Natalia nie poruszyła się.

Przez kilka sekund jedynym dźwiękiem w kuchni była woda uderzająca o stalowy zlew.

Potem zakręciła kran.

Odwróciła się bardzo powoli.

Na jej twarzy nie było już uśmiechu.

— Jaka Marta?

Marek patrzył na nią.

Pierwszy raz od początku gry naprawdę ją zaskoczył.

— Żona Tomasza.

Natalia znieruchomiała.

Nie teatralnie.

Po prostu przestała robić wszystko.

Marek słyszał krople spadające z jej palców do zlewu.

Jedna.

Druga.

Trzecia.

— Spotkałeś się z Martą?

— Tak.

— Dzisiaj?

— Tak.

— Dlaczego?

Marek poczuł, że właśnie to pytanie jest ważniejsze od wszystkich poprzednich.

Nie „co powiedziała”.

Nie „co wie”.

Dlaczego.

— Bo napisała do mnie.

Natalia patrzyła na niego w taki sposób, jakby po raz pierwszy nie potrafiła zdecydować, czy kolejne pytanie chce naprawdę zadać.

— Co ci powiedziała?

Marek milczał.

— Marek.

W jej głosie pojawiło się coś, czego nie słyszał od dawna.

Nie kontrola.

Nie gra.

Obawa.

Podszedł o pół kroku bliżej.

— Wiesz, co jest dziwne?

Natalia czekała.

— Przez kilka tygodni robiłaś wszystko, żebym nie wiedział, które zdanie jest prawdą.

Stała bez ruchu.

— A teraz pierwszy raz naprawdę chcesz, żebym ci coś powiedział.

Jej wzrok zsunął się z jego twarzy na usta, potem wrócił do oczu.

— Tak.

Jedno słowo.

Bez gry.

Marek poczuł ciężar tej odpowiedzi.

Podszedł jeszcze odrobinę.

Dzieliło ich może pół metra. Czuł zapach świeżo pokrojonej papryki, wody i jej skóry.

Natalia nie cofnęła się.

— Powiem ci — powiedział.

Na jej twarzy coś puściło.

Minimalnie.

Marek widział to.

— Ale nie dzisiaj.

Zmiana była natychmiastowa.

Nie w wyrazie twarzy.

W oddechu.

Natalia nabrała powietrza głębiej, zatrzymała je przez sekundę, po czym wypuściła powoli.

— Robisz to specjalnie.

— Tak.

Marek sam zdziwił się własnej szczerości.

Natalia patrzyła na niego długo.

Potem zrobiła coś, czego się nie spodziewał.

Podeszła.

Nie zatrzymała się pół metra od niego.

Stanęła tak blisko, że jej koszula dotknęła jego klatki piersiowej.

Marek poczuł ciepło jej ciała przez materiał.

Jej dłoń uniosła się powoli i zatrzymała na jego karku.

Nie ścisnęła.

Po prostu tam została.

— Uważaj — powiedziała cicho.

— Na co?

Jej kciuk przesunął się raz po skórze tuż pod jego włosami.

Marek poczuł ten niewielki ruch aż w ramionach.

Natalia patrzyła mu prosto w oczy.

— Żebyś nie odkrył, że bardziej podoba ci się nieznana kobieta niż nieznana żona.

Przez chwilę żadne z nich się nie poruszyło.

Marek czuł jej oddech, ciepło dłoni na karku i nacisk ciała, minimalny, lecz wystarczający, żeby nie mógł udawać, że stoją po prostu obok siebie.

Mógł ją pocałować.

Wiedział, że ona również o tym wie.

Nie zrobił tego.

— A jeśli już odkryłem? — zapytał.

Dłoń Natalii znieruchomiała.

To był blef.

Przynajmniej tak powiedział sobie w tej samej chwili.

Jej oczy zmieniły się jednak na tyle, że przez ułamek sekundy pożałował.

Natalia cofnęła rękę.

Nie odsunęła się od razu.

— To które kłamstwo? — zapytała.

Marek patrzył na nią.

Po raz pierwszy to ona pytała o numer.

Uśmiechnął się bardzo lekko.

— Nie wolno pytać.

Natalia stała jeszcze sekundę.

Potem odsunęła się.

Marek poczuł brak jej ciepła natychmiast.

Wróciła do deski, ale nie sięgnęła po nóż.

— Marek?

— Mhm?

Patrzyła na pokrojoną paprykę.

— Marta jest piękną kobietą.

Marek zmarszczył brwi.

— Wiem.

Natalia podniosła wzrok.

— Nie.

Krótka pauza.

— Jeszcze nie wiesz.

I dopiero wtedy Marek zrozumiał, że Natalia i Marta spotkały się wcześniej.

Nie pisały tylko wiadomości.

Widziały się.

Na jego twarzy musiało pojawić się coś czytelnego, bo Natalia zamknęła oczy na moment.

— Kiedy? — zapytał.

Nie odpowiedziała.

— Natalia.

Milczenie trwało wystarczająco długo.

— Kiedy spotkałaś się z Martą?

Natalia wyprostowała się.

— Dzień przed Oranżerią.

Marek poczuł, jak wszystkie wcześniejsze obrazy przesuwają się w głowie o jedno miejsce.

Marta wiedziała, jak wygląda Natalia.

Natalia wiedziała, jak wygląda Marta.

Marta pisała podczas kolacji.

Tomasz wysyłał jej zdjęcia.

A Marek siedział przy stoliku przekonany, że jest jedynym człowiekiem próbującym zrozumieć sytuację.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Natalia patrzyła na niego.

— Bo nie zapytałeś.

To zdanie powinno go rozwścieczyć.

Zamiast tego prawie się roześmiał.

Tak bardzo było jej.

— Co robiłyście?

— Piłyśmy kawę.

— Rozmawiałyście o Tomaszu?

— Trochę.

— O mnie?

Natalia milczała.

Marek przestał się uśmiechać.

— O mnie?

— Tak.

— Co jej powiedziałaś?

Natalia oparła się biodrem o blat.

— Dużo.

— Na przykład?

Przez kilka sekund patrzyła na niego tak samo jak przed chwilą on na nią.

Ważyła, ile powiedzieć.

— Że cię kocham.

Marek nie spodziewał się tego słowa.

Właśnie dlatego zabrzmiało niemal obco.

Natalia mówiła dalej, zanim zdążył odpowiedzieć.

— I że czasem mam ochotę zrobić coś głupiego tylko po to, żeby sprawdzić, czy jeszcze potrafisz się mnie bać.

Marek poczuł, że powietrze w kuchni zrobiło się cięższe.

— Bać?

— Stracić.

Nie patrzyła teraz na niego.

Marek podszedł.

Tym razem to on zmniejszył odległość.

Zatrzymał się blisko, ale jej nie dotknął.

— Natalia.

Podniosła wzrok.

— Nie musisz robić niczego głupiego.

— Dlaczego?

— Już się boję.

Przez chwilę jej twarz pozostawała nieruchoma.

Potem coś w niej zmiękło.

Nie uśmiech.

Nie ulga.

Coś bardziej kruchego.

Marek uniósł dłoń i dotknął jej policzka.

Pierwszy dotyk od dłuższego czasu, którego żadne z nich nie używało jako narzędzia.

Skóra była ciepła.

Natalia przymknęła oczy.

Przez sekundę Marek myślał, że właśnie tutaj gra się skończy.

Że ją pocałuje, ona przyciągnie go bliżej i cała konstrukcja kłamstw, Tomasza, Adama i Marty rozsypie się pod ciężarem czegoś prostszego.

Natalia otworzyła oczy.

— Co Marta ci pokazała?

Marek nie zabrał dłoni.

— Wiadomość.

— Moją?

— Tak.

Jej policzek pod jego dłonią stał się nieruchomy.

— Którą?

Marek przesunął kciukiem raz po jej skórze.

— Tę o tym, że chcesz sprawdzić, czy jeszcze potrafię cię stracić.

Natalia zamknęła oczy.

Tym razem nie z powodu dotyku.

Marek poczuł to.

Odsunął dłoń.

— Nie miała ci tego pokazywać.

— Wiem.

Natalia otworzyła oczy.

— I co teraz?

Marek patrzył na nią.

— Teraz wiem, że nie chodzi o Tomasza.

— Nigdy nie chodziło tylko o Tomasza.

— O Adama?

Pokręciła głową.

— Nie.

— O Martę?

Po raz pierwszy uśmiechnęła się.

Bardzo słabo.

— Jeszcze mniej.

— Więc o co?

Natalia patrzyła na niego długo.

— O nas.

Marek już miał odpowiedzieć, kiedy jej telefon zawibrował na blacie.

Oboje spojrzeli na ekran.

Marta.

Imię było widoczne z miejsca, w którym stali.

Natalia nie sięgnęła po telefon.

Marek również się nie poruszył.

Urządzenie przestało drżeć.

Po kilku sekundach ekran rozświetlił się ponownie.

Wiadomość.

Natalia spojrzała na Marka.

— Przeczytasz?

Pytanie go zaskoczyło.

— Twój telefon.

— Wiem.

— Natalia...

— Przeczytaj.

Marek zawahał się.

Potem sięgnął po urządzenie.

Nie odblokowała go. Podgląd wiadomości był widoczny na ekranie.

Marta:

„Powiedziałam mu.”

Marek poczuł, jak palce przestają mu się poruszać.

Natalia patrzyła na wiadomość.

Potem na niego.

— Co ci powiedziała? — zapytała.

Marek nadal trzymał jej telefon.

Wiedział już, że odpowiedź może zmienić więcej niż wszystkie dotychczasowe kłamstwa.

Mógł powiedzieć jej prawdę.

Mógł skłamać.

Mógł też zrobić coś, czego żadne z nich dotąd nie zrobiło.

Odłożył telefon ekranem do dołu.

— Nie wiem, czy chcę ci powiedzieć.

Natalia wpatrywała się w niego.

Marek przesunął telefon w jej stronę.

— Teraz twoja kolej zgadywać.

I po raz pierwszy od początku gry to Natalia została sama z pytaniem, na które naprawdę nie znała odpowiedzi.

Jakub

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 4926 słów i 29541 znaków, zaktualizował 7 paź o 16:45.

Dodaj komentarz