5. Nie wszystko jest przeciwko tobie

5. Nie wszystko jest przeciwko tobieMarek nie zapytał Natalii, które dokładnie zdanie było jej piątym kłamstwem.
Nie tej nocy.
Leżała obok niego odwrócona plecami, a ciemność sypialni odcinała jej sylwetkę od jasnego prostokąta okna. Z ulicy dochodziło rozproszone światło latarni; wystarczało, żeby widział linię ramienia pod kołdrą i włosy rozsypane na poduszce. Od czasu do czasu materiał pościeli poruszał się lekko wraz z jej oddechem.
Mógł wyciągnąć rękę.
Odległość między nimi nie przekraczała kilkudziesięciu centymetrów.
Nie zrobił tego.
W głowie wracała jedna odpowiedź.
„Nie.”
Gdyby Adam wtedy nie wyjechał, zostałaby z nim?
Nie.
A chwilę później:
„To było piąte.”
Jeśli kłamstwem było „nie”, prawdą mogło być „tak”.
Ale nie musiało.
Mogła brzmieć „nie wiem”. Mogła brzmieć „może”. Mogła być dokładnie tym, co powiedziała później Natalia: nie da się uczciwie odpowiedzieć na pytanie dotyczące życia, którego nigdy się nie przeżyło.
Marek odwrócił głowę na poduszce.
Natalia leżała nieruchomo.
— Nie śpisz? — zapytał cicho.
Przez chwilę myślał, że nie odpowie.
— Śpię.
Prawie się uśmiechnął.
— Kłamiesz.
— To policz.
Jej głos był senny, stłumiony poduszką.
— Nie wiem już, co mam liczyć.
Natalia przesunęła się nieznacznie. Materiał kołdry zaszeleścił między nimi.
— Właśnie o to chodzi.
Marek patrzył na jej plecy.
— Na początku może tak.
Odwróciła głowę.
W słabym świetle widział przede wszystkim jej oczy.
— A teraz?
Położył dłoń na kołdrze pomiędzy nimi.
— Teraz czasami nie wiem, czy ty sama znasz odpowiedź.
Cisza, która po tym zapadła, była inna niż wcześniejsze.
Natalia powoli odwróciła się na plecy.
— To cię przeraża?
— Trochę.
— Wreszcie uczciwa odpowiedź.
Przez moment żadne z nich się nie poruszyło.
Potem jej dłoń przesunęła się po kołdrze. Palce zatrzymały się kilka centymetrów od jego.
Nie dotknęła go.
— Śpij — powiedziała.
Marek patrzył na przestrzeń między ich dłońmi.
— Natalia?
— Mhm?
— Gdyby Adam wtedy został...
Jej ręka cofnęła się.
Nie gwałtownie. Zaledwie kilka centymetrów.
Wystarczyło.
— Dobranoc, Marek.
Nie zapytał ponownie.
* * *
Obudziła go wibracja telefonu.
Nie dźwięk. Urządzenie leżało na stoliku nocnym wyciszone, a drżenie przeniosło się przez drewniany blat jako cichy pomruk.
Marek otworzył oczy.
Natalia już nie spała. Jej strona łóżka była pusta, a z łazienki dochodził szum prysznica.
Telefon zawibrował ponownie.
Nie znał numeru.
Sięgnął po urządzenie.
„Dzień dobry. Marta.”
Przez kilka sekund patrzył tylko na imię.
Druga wiadomość pojawiła się chwilę później.
„Żona Tomasza. Chociaż to określenie od ponad dwóch lat jest właściwie tylko formalnością.”
Marek usiadł.
Z łazienki nadal dochodziła woda.
Napisał:
„Skąd ma pani mój numer?”
Odpowiedź przyszła po chwili.
„Od Tomasza.”
Zanim zdążył zapytać dlaczego, pojawiła się kolejna wiadomość.
„Chciałabym z panem porozmawiać. Nie po to, żeby opowiadać panu o Natalii. Jest jedna rzecz, którą powinien pan wiedzieć ode mnie.”
Marek przeczytał wiadomość dwukrotnie.
„Jaka?”
Trzy kropki pojawiły się na ekranie i zniknęły.
„Nie przez telefon.”
Szum prysznica ustał.
Marek odłożył telefon ekranem do dołu.
Po kilkunastu sekundach drzwi łazienki otworzyły się i do sypialni napłynęło ciepłe, wilgotne powietrze. Natalia weszła z ręcznikiem owiniętym wokół ciała i drugim przewieszonym przez mokre włosy.
— Już nie śpisz?
— Telefon mnie obudził.
Nie skłamał.
Natalia podeszła do komody.
— Coś ważnego?
Marek patrzył na jej odbicie w lustrze. Kropla wody spłynęła po karku i zniknęła pod ręcznikiem.
— Jeszcze nie wiem.
Ich spojrzenia spotkały się w odbiciu.
Natalia przytrzymała rękę na uchwycie szuflady sekundę dłużej.
— Brzmi interesująco.
— Trochę.
Wyjęła bieliznę i zamknęła szufladę.
Nie zapytała.
Marek natomiast po raz pierwszy od rozpoczęcia ich gry poczuł coś nowego.
Nie satysfakcję z posiadania tajemnicy.
Raczej świadomość, że istnieje informacja, której Natalia naprawdę nie kontroluje.
Nie spodobało mu się, jak bardzo był jej ciekawy.
* * *
Marta napisała ponownie około dziesiątej.
„Jeśli nadal chce pan porozmawiać: kawiarnia w hotelu Park, 13.00.”
Marek siedział w samochodzie przed biurem.
Przez chwilę patrzył na wiadomość.
Mógł ją zignorować. Pokazać Natalii. Zadzwonić do Tomasza.
Zamiast tego odpisał:
„Będę.”
Dopiero po wysłaniu pomyślał, że właśnie zrobił coś, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej byłoby dla niego całkowicie nienaturalne.
Umówił się z obcą kobietą.
I postanowił nie mówić o tym żonie.
* * *
Marta wybrała niewielką kawiarnię w hotelu na obrzeżach miasta.
Nie restaurację. Nie centrum. Nie miejsce, do którego Marek mógłby przypadkiem trafić z Natalią.
Przyjechał kilka minut przed czasem.
W środku pachniało kawą, skórą foteli i drewnem rozgrzanym przez słońce wpadające przez wysokie okna. Przy dwóch stolikach siedzieli ludzie z laptopami, dalej starsza para dzieliła się kawałkiem ciasta.
Marek wybrał stolik przy ścianie.
Nie wiedział, jak Marta wygląda.
Rozpoznał ją jednak, zanim podeszła.
Była mniej więcej w wieku Natalii. Wysoka, szczupła, ubrana w jasne spodnie, białą koszulę i ciemną marynarkę. Włosy miała krótko przycięte, ciemne z pojedynczymi siwymi pasmami przy skroniach. Nie próbowała wyglądać młodziej.
Marek zauważył to od razu.
A zaraz potem zauważył, że jest atrakcyjna.
Ta druga obserwacja zirytowała go bardziej.
Marta zatrzymała się przy stoliku.
— Marek?
Wstał.
— Marta.
Podała mu rękę.
Jej dłoń była chłodna, uścisk krótki i zdecydowany.
— Dziękuję, że pan przyszedł.
— Jeszcze nie wiem, czy jest za co.
Uśmiechnęła się lekko.
— To uczciwe.
Usiedli.
Kelnerka podeszła niemal od razu. Zamówili po espresso.
Dopiero kiedy odeszła, Marek zapytał:
— Dlaczego pani do mnie napisała?
Marta przez chwilę układała serwetkę równolegle do krawędzi stolika.
— Bo znalazłam się w środku historii, do której nikt mnie nie zapraszał.
— Brzmi znajomo.
Spojrzała na niego.
— Domyślam się.
— Skąd miała pani numer Natalii tamtego wieczoru?
Marta skinęła głową, jakby spodziewała się tego pytania.
— Od Tomasza.
— Po prostu go pani dał?
— Zapytałam.
— Dlaczego?
Kelnerka postawiła przed nimi filiżanki.
Marta poczekała, aż kobieta odejdzie.
— Tomasz i ja jesteśmy w separacji od ponad dwóch lat. Nadal rozmawiamy. Mamy wspólne sprawy, znajomych, rzeczy, których nie da się przeciąć jednym podpisem.
— Wiem.
— Wie pan od Natalii.
— Tak.
Marta uniosła filiżankę.
— Tamtego wieczoru zadzwoniłam do Tomasza w zupełnie innej sprawie. Nie odebrał. Napisał, że jest na kolacji.
Marek czekał.
— Z Natalią i jej mężem.
— Podał nazwisko?
Marta spojrzała mu w oczy.
— Właśnie dlatego tu jesteśmy.
Marek poczuł lekkie napięcie pod mostkiem.
— Co było z nazwiskiem?
Marta odłożyła filiżankę.
— Znałam je.
Przez moment nie powiedział nic.
— Skąd?
— Od człowieka, z którym pracowałam wiele lat temu.
Marek patrzył na nią.
Coś zaczęło układać się w jego głowie jeszcze przed kolejnym zdaniem.
— Jak miał na imię?
Marta westchnęła cicho.
— Adam.
Marek znieruchomiał.
Nie spodziewał się, że imię wypowiedziane przez obcą kobietę zabrzmi inaczej niż w ustach Natalii.
Zabrzmiało.
— Adam? — powtórzył.
Marta natychmiast zauważyła jego reakcję.
— Czyli pan wie.
— Zależy co.
— Że istnieje.
Marek przesunął palcem po spodku.
— Natalia spotkała się z nim wczoraj.
Tym razem to Marta zamarła.
Nie teatralnie.
Po prostu na sekundę przestała oddychać.
— Wczoraj?
Marek spojrzał na nią uważniej.
To zaskoczenie było prawdziwe.
— Nie wiedziała pani?
— Nie.
Jedno słowo.
Bez przygotowania.
Marek poczuł nieoczekiwaną ulgę.
Marta nie wiedziała wszystkiego.
— Myślałem, że to pani ich skontaktowała.
— Nie.
— Ale zna pani Adama.
— Znałam.
— Jaka jest różnica?
— Kilkanaście lat.
Marta odchyliła się lekko na krześle.
— Pracowaliśmy razem przy jednym projekcie. Najpierw kilka miesięcy tutaj, później jeszcze przez pewien czas w Toronto. Nigdy nie byliśmy bliskimi przyjaciółmi, ale pracowaliśmy wystarczająco długo, żeby człowiek dowiedział się kilku rzeczy o cudzym życiu.
— I opowiadał pani o Natalii.
— Kilka razy.
— Co mówił?
Marta przez chwilę patrzyła na kawę.
— Tego właśnie nie chcę robić.
— Czego?
— Opowiadać panu o pańskiej żonie cudzymi słowami.
Marek poczuł irytację.
— To po co się spotkaliśmy?
— Żeby wyjaśnić, dlaczego napisałam do Natalii. I dlaczego Adam mógł nagle się pojawić.
To go zatrzymało.
— Pani mu powiedziała.
— Tak.
Marta nie próbowała zaprzeczać.
— Kiedy?
— Po Oranżerii.
— Czyli zadzwoniła pani do człowieka, którego nie widziała od kilkunastu lat, i powiedziała mu, że spotkała pani kobietę z jego przeszłości?
— Nie spotkałam Natalii.
— Więc?
— Tomasz podał mi jej nazwisko. Zapytałam, czy to Natalia, o której kiedyś opowiadał. Tyle.
Marek patrzył na nią.
— Co odpowiedział?
— „Tak.”
— I nic więcej?
— Zapytał, skąd wiem.
— Powiedziała pani?
— Tak.
— Że Tomasz ją poznał.
— Tak.
Marek oparł plecy o fotel.
Teraz rozumiał.
Przynajmniej część.
— A potem Adam napisał do Natalii.
Marta pokręciła głową.
— Tego nie wiem. Nie powiedział mi, co zamierza zrobić. Nie pytałam.
— I naprawdę mam uwierzyć, że nic więcej pani nie wie?
Spojrzała na niego spokojnie.
— Właśnie dlatego chciałam się z panem spotkać. Żeby nie udawać, że wiem.
Marek milczał.
To była pierwsza rzecz, którą tego dnia powiedziała, a która rzeczywiście odróżniała ją od całej reszty.
Nie próbowała wypełnić luk.
* * *
— Dlaczego napisała pani wtedy do Natalii?
Marta objęła filiżankę obiema dłońmi.
— Z dwóch powodów.
— Słucham.
— Pierwszy był banalny. Nie chciałam, żeby Tomasz przedstawiał się jako wolny człowiek, jeśli formalnie nadal jest moim mężem, bez wyjaśnienia sytuacji.
— Powiedział Natalii, że jest w separacji.
— Jak widać, tym razem powiedział prawdę.
— A drugi powód?
Marta spojrzała przez okno.
— Byłam ciekawa.
Marek uniósł brwi.
— Tylko tyle?
— Aż tyle.
Odwróciła wzrok od szyby.
— Człowiek, którego znałam dawno temu, kilka razy mówił o kobiecie z Polski. Nie znałam całej historii. Wiedziałam tylko, że była ważna i że czegoś między nimi nie zamknęli tak dobrze, jak oboje prawdopodobnie chcieli.
— A po kilkunastu latach pani mąż przypadkiem spotyka tę samą kobietę.
— Prawie były mąż.
— Nadal mąż.
Marta uśmiechnęła się.
— Formalnie.
Marek przypomniał sobie Natalię używającą dokładnie tego samego słowa.
— I dlatego napisała pani: „Czy kolacja się odbyła?”
— Tak.
— Bardzo osobliwe rozpoczęcie znajomości.
— Z perspektywy czasu przyznaję.
— Natalia pani odpisała?
— Dopiero następnego dnia.
— Co?
— „Kim jesteś?”
Marek nie zdołał powstrzymać uśmiechu.
Brzmiało jak Natalia.
— I?
— Wyjaśniłam.
— Rozmawiałyście?
— Kilka razy przez telefon. Trochę pisałyśmy.
— Spotkałyście się?
— Nie.
Marek spojrzał na nią uważniej.
— Ani razu?
— Ani razu.
To rozwiązywało jedną z rzeczy, których wcześniej nie potrafił zrozumieć.
— Natalia powiedziała pani o naszej grze?
Marta zawahała się.
— Później.
— Kiedy?
— Po Oranżerii. Kiedy zapytałam ją, po co właściwie spotyka się z Tomaszem razem z własnym mężem.
— I opowiedziała pani o siedmiu kłamstwach.
— W skrócie.
Marek poczuł znajome ukłucie.
— Dlaczego?
— Tego nie wiem.
— Nie zapytała pani?
— Zapytałam. Powiedziała, że dzięki temu przynajmniej zrozumiem, dlaczego normalni dorośli ludzie zachowują się jakby testowali granice własnego małżeństwa.
Marek parsknął krótkim śmiechem.
— To rzeczywiście brzmi jak ona.
— Wydaje mi się, że nie opowiedziała mi nawet połowy.
— Dobrze.
Marta uniosła wzrok.
— Dlaczego?
— Bo przez chwilę zaczynałem się zastanawiać, czy jestem ostatnim człowiekiem, który czegoś nie wie.
— Nie jest pan.
— Skąd pani wie?
Marta wzruszyła ramionami.
— Bo do dzisiaj nie wiedziałam, że Adam naprawdę się z nią spotkał.
Marek patrzył na nią przez kilka sekund.
To było ważniejsze, niż się spodziewał.
Każde z nich naprawdę posiadało tylko fragment.
Tomasz znał Natalię z teraźniejszości.
Marta znała fragment Adama sprzed wielu lat.
Adam znał Natalię sprzed Marka.
Marek znał ją przez osiemnaście lat.
I najwyraźniej żadne nie znało całej historii.
* * *
— Tomasz panią zdradził? — zapytał po chwili.
Marta nie wyglądała na zaskoczoną zmianą tematu.
— Tak.
— Dlatego się rozstaliście?
— Nie.
— Nie?
Przesunęła kciukiem po krawędzi filiżanki.
— Rozstaliśmy się później. Zdrada była bardziej objawem niż chorobą.
Marek patrzył na nią.
— Co to znaczy?
— Że można przez lata być obok kogoś i coraz mniej być z nim. Potem nagle pojawia się ktoś, kto patrzy inaczej. I człowiekowi wydaje się, że problemem jest ta trzecia osoba.
— A nie jest?
— Czasami jest. Czasami tylko pokazuje, co wcześniej przestało działać.
Marek poczuł, że coś w jej odpowiedzi go drażni.
— Próbuje pani powiedzieć, że Tomasz nie jest naszym problemem?
Marta spojrzała na niego.
— Nie znam was wystarczająco, żeby cokolwiek takiego powiedzieć.
To go zaskoczyło.
— To dobrze.
— Co?
— Że pani nie próbuje.
— Zrobiłam już wystarczająco dużo, mówiąc Adamowi o Natalii.
Po raz pierwszy w jej głosie pojawiło się coś przypominającego wyrzut do samej siebie.
Marek zauważył.
— Żałuje pani?
— Nie wiem.
— Dlaczego mu pani powiedziała?
Marta zastanawiała się chwilę.
— Bo kiedy pracowaliśmy razem, raz powiedział mi, że największym błędem jego życia było pozwolić komuś odejść bez sprawdzenia, czy naprawdę chciała odejść.
Marek znieruchomiał.
— Mówił o Natalii?
— Nie powiedział imienia. Dopiero później skojarzyłam.
— Co jeszcze mówił?
Marta pokręciła głową.
— To właśnie granica.
— Wygodna.
— Konieczna.
— Dlaczego?
— Bo jeśli mam opowiedzieć panu całą wersję Adama, równie dobrze mogłabym zadzwonić do Natalii i zapytać, czy mogę opowiedzieć obcemu mężczyźnie wszystko, co powiedział mi jej dawny partner.
— Nie jestem obcym mężczyzną.
— Dla mnie jest pan nim od niecałej godziny.
Marek patrzył na nią.
Po chwili uśmiechnął się mimo woli.
— Punkt dla pani.
— Nie gramy.
— Wszyscy ostatnio tak mówią.
* * *
Rozmowa zaczęła się zmieniać.
Nie zauważył dokładnie kiedy.
Najpierw rozmawiali o Tomaszu, Natalii i Adamie. Potem o pracy Marty. Później o mieście, restauracjach, podróżach. Przez kilka minut ani razu nie padło żadne z imion, które sprowadziły ich do tego stolika.
I właśnie wtedy Marek zauważył coś niebezpiecznego.
Rozmawiało mu się z nią łatwo.
Nie dlatego, że była szczególnie dowcipna albo wyjątkowo podobna do niego.
Przeciwnie.
Była nowa.
Nie znała jego historii. Nie wiedziała, jakie zdanie wypowie za chwilę. Nie miała osiemnastu lat wspólnych odpowiedzi do porównania.
Kiedy coś mówił, patrzyła na niego tak, jakby rzeczywiście jeszcze nie wiedziała, kim jest.
Marek pomyślał o Natalii.
O tym, czego szukała przy Tomaszu.
Po raz pierwszy zrozumiał to nie intelektualnie.
Poczuł.
Marta odłożyła filiżankę.
— Co?
— Nic.
— Patrzy pan na mnie od kilkunastu sekund.
Marek odwrócił wzrok.
— Zamyśliłem się.
— O Natalii?
Pytanie było naturalne.
— Tym razem nie.
Marta nie zapytała o kim.
I właśnie to spodobało mu się bardziej, niż powinno.
Po chwili spojrzała na zegarek.
— Muszę wracać.
Marek dopiero wtedy zorientował się, że minęło prawie półtorej godziny.
Wstali.
Marta zarzuciła marynarkę na ramiona. Jeden kosmyk włosów zaczepił się o kołnierz; odsunęła go palcami.
— Powie pan Natalii, że się spotkaliśmy?
— Tak.
Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewał.
Marta również to zauważyła.
— Dobrze.
— Dlaczego?
— Bo nie chciałabym, żeby moje pierwsze prawdziwe wejście do waszej historii było kolejnym sekretem.
Marek przez moment patrzył na nią.
— A Tomasz?
— Co z nim?
— Wie o tym spotkaniu?
— Nie.
— Czyli jednak sekret.
Marta uśmiechnęła się.
— Tomasz i ja nie mamy gry siedmiu kłamstw.
— Może powinniście byli.
Uśmiech zniknął.
— Nie. My zaczęliśmy kłamać znacznie wcześniej.
To zdanie zostało z nim, kiedy wychodziła.
Marek stał jeszcze przez chwilę przy stoliku.
Na blacie zostały dwie puste filiżanki.
Wczoraj wiedział, że jego kolacja z kobietą była fikcją.
Dzisiaj naprawdę spotkał się z kobietą, o której Natalia nic nie wiedziała.
I niepokoiło go nie samo spotkanie.
Tylko to, że przez ostatnie pół godziny prawie zapomniał, dlaczego do niego doszło.
* * *
Do domu wrócił późnym popołudniem.
Natalia była w kuchni. Kroiła warzywa na kolację, a z głośnika stojącego przy oknie cicho grała muzyka. Miała na sobie dżinsy i jasną koszulę z podwiniętymi rękawami.
Marek zatrzymał się w drzwiach.
Spojrzała na niego.
— Jesteś.
— Jestem.
Zdjął kurtkę i przewiesił ją przez krzesło.
Natalia wróciła do krojenia.
— Jak dzień?
— Ciekawy.
Nóż zwolnił.
— Coś się stało?
Marek podszedł do blatu.
— Spotkałem się z kimś.
Natalia dokończyła cięcie papryki i dopiero wtedy odłożyła nóż.
— Służbowo?
— Nie.
Podniosła wzrok.
— Z kim?
Marek przez moment pozwolił ciszy zostać między nimi.
— Z kobietą.
Nie poruszyła się.
Tym razem to była prawda.
I właśnie dlatego zabrzmiała inaczej.
— Rozumiem — powiedziała.
— Nie zapytasz?
— Kim była?
— Na przykład.
Natalia ponownie sięgnęła po nóż.
— Jeśli będziesz chciał, powiesz.
Marek obserwował jej dłoń.
Ostrze przecięło paprykę odrobinę wolniej niż wcześniej.
— Ładna? — zapytała.
Marek niemal się uśmiechnął.
To samo pytanie.
Tylko tym razem kobieta istniała.
— Tak.
Nóż zatrzymał się.
— Bardzo?
— Tak.
Natalia odłożyła go ponownie.
— Podobała ci się?
Marek pomyślał o krótkich ciemnych włosach Marty, spokojnym głosie i łatwości, z jaką przez kilkanaście minut rozmawiali o rzeczach niezwiązanych z żadnym z ich małżeństw.
— Tak.
Natalia nie spodziewała się tej odpowiedzi.
Widział to.
Jej palce mocniej oparły się o krawędź deski.
— To przynajmniej uczciwe.
— Chcesz wiedzieć, jak ma na imię?
Teraz spojrzała na niego.
— Chcę.
Marek zrobił krótką pauzę.
— Marta.
Strumień wody z kranu nadal płynął, choć Natalia przestała płukać dłonie.
Powoli go zakręciła.
— Jaka Marta?
— Żona Tomasza.
Natalia znieruchomiała.
Nie było w tym niczego przygotowanego.
— Spotkałeś się z Martą?
— Tak.
— Dzisiaj?
— Tak.
— Dlaczego?
Marek podszedł bliżej.
— Napisała do mnie.
— Skąd miała twój numer?
— Od Tomasza.
Natalia zmarszczyła brwi.
— Tomasz dał jej twój numer?
— Tak.
— Po co chciała się spotkać?
Marek przyglądał się jej przez chwilę.
— Bo zna Adama.
Natalia przestała oddychać na sekundę.
To była najczystsza reakcja, jaką widział u niej od początku gry.
— Co?
— Marta zna Adama.
— Skąd?
— Pracowali razem wiele lat temu.
Natalia patrzyła na niego.
— Gdzie?
— Między innymi w Toronto.
Teraz naprawdę ją zaskoczył.
Marek zobaczył, jak jej wzrok przesuwa się gdzieś poza jego twarz, jakby próbowała ustawić kilka dawnych faktów obok siebie.
— Adam nigdy mi o niej nie mówił.
— Najwyraźniej nie wiedział, że osiemnaście lat później będzie istotna.
Natalia oparła dłonie o blat.
— To Marta powiedziała mu o mnie?
— Tak.
Cisza.
— Kiedy?
— Po Oranżerii.
Natalia zamknęła oczy na sekundę.
Kiedy je otworzyła, coś zrozumiała.
— Dlatego napisał.
Marek poczuł zimno pod żebrami.
— Czyli sama nie wiedziałaś, dlaczego odezwał się właśnie teraz?
— Nie.
— Myślałaś, że przypadek?
— Adam powiedział tylko, że niedawno usłyszał moje nazwisko.
— Nie zapytałaś od kogo?
— Zapytałam.
— I?
— Powiedział, że kiedy się spotkamy, wyjaśni.
— Wyjaśnił?
Natalia pokręciła głową.
— Rozmawialiśmy o innych rzeczach.
Marek patrzył na nią.
— O was.
— Tak.
To jedno słowo wystarczyło.
* * *
— Rozmawiałaś wcześniej z Martą? — zapytał.
Natalia skinęła głową.
— Po Oranżerii.
— Tylko wtedy?
— Pisałyśmy. Dwa razy rozmawiałyśmy przez telefon.
— Spotkałyście się?
— Nie.
Marek poczuł, jak napięcie, którego nawet nie zauważał, trochę słabnie.
— Powiedziałaś jej o naszej grze.
Natalia patrzyła na niego uważniej.
— Powiedziała ci?
— Tak.
— Co jeszcze?
W jej głosie pojawiła się ostrożność.
Marek zauważył ją.
— Niewiele.
— Marek.
— Naprawdę.
— Pokazywała ci moje wiadomości?
— Nie.
Natalia wyglądała na zaskoczoną.
— Żadnej?
— Żadnej.
Przez chwilę milczała.
— Dobrze.
— Dlaczego?
— Bo pisałam do niej rzeczy, których nie pisałam po to, żeby później czytał je mój mąż.
— To brzmi rozsądnie.
— Ostatnio różnie z tym u nas bywa.
Marek oparł biodro o blat.
— Dlaczego właściwie powiedziałaś jej o siedmiu kłamstwach?
Natalia przesunęła dłoń po włosach.
— Zapytała, po co poszłam z Tomaszem do Oranżerii razem z tobą.
— I uznałaś, że najlepiej opowiedzieć prawie obcej kobiecie o naszej grze?
— Nie opowiedziałam jej wszystkiego.
— Ale wystarczająco dużo.
Natalia westchnęła.
— Bo była po drugiej stronie czegoś podobnego.
— Tomasz ją zdradził.
Podniosła wzrok.
— Powiedziała ci.
— Tak.
— To jej historia. Mogła.
Marek spojrzał na żonę.
— A co ty jej powiedziałaś?
Natalia przez kilka sekund nic nie mówiła.
— O Tomaszu?
— O mnie.
To pytanie zatrzymało ją.
Nóż leżał na desce między nimi.
Zwyczajny przedmiot w zwyczajnej kuchni.
— Powiedziałam jej, że cię kocham.
Marek nie spodziewał się właśnie tego.
— Tylko tyle?
Natalia uśmiechnęła się słabo.
— Nie.
— Co jeszcze?
Wzięła głębszy oddech.
— Że chyba przestałam być pewna, czy potrafisz się jeszcze bać, że mnie stracisz.
Marek poczuł napięcie pod mostkiem.
— To dlatego Tomasz?
Natalia spojrzała mu prosto w oczy.
— Tomasz nie był planem.
— Adam?
— Tym bardziej.
— Więc?
Przez chwilę szukała słów.
— W hotelu powiedziałeś, że mnie znasz. Prawie całkowicie. Pamiętasz?
— Tak.
— I chyba wtedy zrozumiałam, że sama zaczynam w to wierzyć. Że wszystko, czym jestem, mieści się już w tym, co wiesz.
Marek nie odrywał od niej wzroku.
— Chciałaś mi udowodnić, że się mylę.
— Na początku może.
— A później?
Natalia przesunęła palcami po brzegu blatu.
— Później chciałam zobaczyć, czy jeszcze potrafisz mnie stracić.
— Co to właściwie znaczy?
— Czy sama możliwość wystarczy, żebyś znowu zaczął patrzeć.
Marek poczuł złość.
I coś gorszego od złości.
Bo wiedział, że to zadziałało.
— Wystarczyło powiedzieć.
— Co?
— „Marek, przestałeś na mnie patrzeć.”
Natalia uśmiechnęła się bez radości.
— I co byś zrobił?
Chciał odpowiedzieć natychmiast.
Nie potrafił.
— Kupiłbyś kwiaty? Zabrał mnie na weekend? Przez trzy tygodnie patrzyłbyś uważniej, a potem wszystko wróciłoby na swoje miejsce?
— Nie wiesz.
— Nie.
Zbliżyła się o krok.
— Dlatego chciałam sprawdzić.
* * *
Dzielił ich mniej niż metr.
Marek czuł zapach pokrojonej papryki, mydła na jej dłoniach i perfum, które zostały na skórze jeszcze od rana.
— I sprawdziłaś?
Natalia patrzyła mu w oczy.
— Tak.
— Zadowolona?
— Nie.
Odpowiedź pojawiła się natychmiast.
— Dlaczego?
— Bo nie przewidziałam, że kiedy ty znowu zaczniesz patrzeć na mnie, ja zacznę patrzeć na ciebie inaczej.
— W jakim sensie?
Jej wzrok przesunął się po jego twarzy.
— Jak na mężczyznę, którego też mogę stracić.
Marek nic nie powiedział.
Natalia podeszła jeszcze bliżej.
Ich ciała nie stykały się, ale wystarczyłby niewielki ruch.
— Marta ci się podobała — powiedziała.
Nie było w tym pytania.
— Tak.
— Dobrze ci się z nią rozmawiało.
— Tak.
Teraz w jej oczach pojawiło się coś, czego od dawna próbował u niej znaleźć.
Zazdrość.
Nie przedstawienie zazdrości.
Nie gra.
Prawdziwa.
— Chcesz ją zobaczyć jeszcze raz? — zapytała.
Marek pomyślał o Marcie stojącej przy stoliku. O jej spojrzeniu. O tym, że nie zapytała, o kim myślał.
— Nie wiem.
Natalia zacisnęła usta.
— Nienawidzę tej odpowiedzi.
— Wiem.
— Robisz to specjalnie?
— Nie.
Tym razem naprawdę nie.
Natalia spojrzała mu w twarz, próbując zapewne zdecydować, czy wierzyć.
Marek pozwolił jej patrzeć.
— I jak? — zapytał.
— Co?
— Dobrze się czujesz po tej stronie?
Nie odpowiedziała.
Marek podszedł o pół kroku bliżej.
Teraz materiał jej koszuli lekko dotknął jego klatki piersiowej.
Natalia nie cofnęła się.
— Przez kilka tygodni zostawiałaś mnie z pytaniami — powiedział cicho. — Tomasz. Pocałunek. Kolczyki. Adam. „Może”. „Nie wiem”. „Nie powiem ci jeszcze”.
— Wiem.
— Dzisiaj ja wypiłem kawę z atrakcyjną kobietą i przez półtorej godziny nie musiałem zastanawiać się, czy znam ją od osiemnastu lat.
Natalia nabrała powietrza.
— Podobało ci się?
Marek spojrzał na jej usta, potem wrócił do oczu.
— Tak.
Przez moment wyglądała, jakby ta odpowiedź fizycznie ją dotknęła.
— Bardzo?
— Wystarczająco.
— Żeby co?
To pytanie zatrzymało go.
Natalia czekała.
Marek mógł powiedzieć „nic”.
Mógł dać jej ulgę.
Nie zrobił tego.
— Żeby zrozumieć trochę lepiej ciebie.
Jej twarz zmieniła się.
— To znaczy?
— To, co daje ktoś, kto jeszcze niczego o tobie nie wie.
Natalia milczała.
— Tomasz właśnie to ci dawał?
— Między innymi.
— Adam?
— Adam jest odwrotnością Tomasza.
— Bo wie za dużo?
— Bo pamięta kogoś, kim już nie jestem.
Marek patrzył na nią.
— A ja?
Natalia podniosła dłoń.
Jej palce zatrzymały się na jego karku.
Ciepłe.
Nie zacisnęły się.
Po prostu zostały.
— Ty jesteś jedynym człowiekiem, który może poznać wszystkie wersje.
— O ile mi pozwolisz.
— Próbuję.
— W dość niebezpieczny sposób.
Kciuk Natalii przesunął się raz po skórze pod jego włosami.
— Ty teraz też.
Marek poczuł ten mały ruch aż między łopatkami.
— Uważaj — powiedziała.
— Na co?
Jej głos obniżył się.
— Żebyś nie odkrył, że łatwiej pożądać kobiety, której jeszcze nie znasz, niż na nowo zobaczyć tę, którą znasz od osiemnastu lat.
Marek nie odsunął się.
— A jeśli właśnie jedno prowadzi do drugiego?
Palce Natalii znieruchomiały.
— Co masz na myśli?
— Marta sprawiła, że przez chwilę poczułem dokładnie to, czego ty szukałaś przy Tomaszu.
Natalia patrzyła na niego.
— I?
— I wróciłem do domu i pierwsze, czego chciałem, to sprawdzić, czy będziesz zazdrosna.
Przez sekundę nic się nie wydarzyło.
Potem Natalia uśmiechnęła się bardzo lekko.
Nie z rozbawieniem.
— Jestem.
Jedno słowo.
Tak proste, że Marek poczuł je mocniej niż większość jej ostatnich kłamstw.
— Dobrze — powiedział.
— Dobrze?
— Tak.
— Dlaczego?
— Bo już myślałem, że tylko ja zwariowałem.
Dopiero wtedy się uśmiechnęła.
Prawdziwie.
Krótko.
Marek uniósł dłoń i dotknął jej policzka.
Pierwszy raz od dłuższego czasu żadne z nich nie używało dotyku jako prowokacji.
Skóra była ciepła.
Natalia przymknęła oczy.
Marek pochylił się.
Nie pocałował jej.
Zatrzymał się kilka centymetrów od jej ust.
Jej oddech zmienił rytm.
— Marek.
— Mhm?
— To też jest część gry?
Pokręcił głową.
— Nie.
I właśnie dlatego Natalia przesunęła się ostatnie kilka centymetrów sama.
Pocałunek był krótki.
Bez pośpiechu.
Nie miał nic wspólnego z Tomaszem, Martą ani Adamem.
A jednak wszyscy troje byli gdzieś na jego obrzeżach, bo bez nich prawdopodobnie nie staliby teraz w kuchni i nie czuli zwykłego małżeńskiego pocałunku tak wyraźnie.
Natalia odsunęła się pierwsza.
Oparła czoło o jego.
— Nienawidzę Marty — powiedziała cicho.
Marek parsknął śmiechem.
— Nawet jej nie spotkałaś.
— Tym gorzej.
— Myślałem, że jesteś ponad to.
— Nigdy tak nie powiedziałam.
— To prawda.
Po chwili Natalia spoważniała.
— Marek?
— Tak?
— Co dokładnie powiedziała ci o Adamie?
— Niewiele.
— Naprawdę?
— Naprawdę.
— Co wiedziała?
— Że kiedyś był ktoś o imieniu Natalia. Że była dla niego ważna. Nie znała całej historii.
Natalia odsunęła głowę.
— A teraz wie, że spotkałam się z nim wczoraj?
— Tak.
Jej brwi uniosły się.
— Powiedziałeś?
— Tak.
— Jak zareagowała?
— Była zaskoczona.
Natalia patrzyła na niego kilka sekund.
— Czyli naprawdę nie wiedziała.
— Nie.
— Dobrze.
— Dlaczego?
— Bo przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy wszyscy wiedzą o moim życiu więcej ode mnie.
Marek niemal się roześmiał.
— Witaj po mojej stronie.
Natalia pokręciła głową.
— Nie podoba mi się tutaj.
— Mnie też nie.
* * *
Telefon Natalii zawibrował na blacie.
Oboje spojrzeli.
Marta.
Natalia nie sięgnęła po urządzenie od razu.
Ekran rozświetlił się ponownie.
Wiadomość.
Marek odruchowo cofnął wzrok.
— Możesz przeczytać — powiedziała Natalia.
— Nie muszę.
— Wiem.
Podniosła telefon.
Przeczytała wiadomość.
Jej twarz nie zdradziła prawie niczego.
— Co napisała? — zapytał Marek.
Natalia podała mu telefon.
Tym razem wziął go bez wahania.
Na ekranie znajdowało się jedno zdanie:
„Powiedziałam Markowi tylko to, co dotyczyło mnie, Tomasza i Adama. Reszta należy do was.”
Marek przeczytał raz.
Potem oddał urządzenie.
Natalia patrzyła na ekran.
— Lubię ją coraz mniej.
— A ja trochę bardziej.
Podniosła na niego oczy.
— To nie było zabawne.
— Wiem.
— Marek.
Uśmiechnął się.
Natalia próbowała zachować powagę jeszcze przez sekundę.
Nie udało się.
Odłożyła telefon.
— Wiesz, co jest najgorsze?
— Co?
— Że ona ma rację.
— W czym?
Natalia podeszła ponownie.
Tym razem nie dotknęła go.
— Nie wszystko, co dzieje się poza twoim wzrokiem, jest przeciwko tobie.
Marek spojrzał na nią.
— Powiedziała ci to?
— Nie.
— Więc skąd?
Natalia wzruszyła ramionami.
— Właśnie to próbuję sobie wytłumaczyć.
Marek pomyślał o Tomaszu, który przypadkiem spotkał Natalię.
O Marcie, która przypadkiem rozpoznała nazwisko.
O Adamie, który po kilkunastu latach dostał informację, że kobieta z jego przeszłości znów pojawiła się na obrzeżu cudzego życia.
I o sobie siedzącym naprzeciwko atrakcyjnej kobiety, z którą przez kilkanaście minut rozmawiał tak łatwo, że przestał myśleć o żonie.
Żadne z tych wydarzeń nie było częścią planu.
Właśnie to czyniło je groźniejszymi.
Natalia sięgnęła po nóż i wróciła do warzyw.
Marek został po drugiej stronie blatu.
— Natalia?
— Mhm?
— Gdybyś wiedziała, że Marta zna Adama, spotkałabyś się z Tomaszem?
Nóż zatrzymał się.
Długo.
Potem ruszył dalej.
— Nie wiem.
Marek czekał.
Natalia spojrzała na niego.
— I tym razem naprawdę nie wiem.
Po raz pierwszy od początku gry Marek uwierzył jej natychmiast.
Nie dlatego, że nauczył się rozpoznawać prawdę.
Dlatego, że wreszcie zobaczył coś ważniejszego.
Natalia również przestała kontrolować wszystkie konsekwencje tego, co zaczęli.
Gra, którą wymyślili po to, żeby na chwilę przestać się znać, zaczynała odsłaniać rzeczy, których żadne z nich wcześniej nie planowało zobaczyć.
A Marta nie była już kobietą stojącą z boku i popychającą cudzą historię.
Była tylko kolejną osobą, która przypadkiem otworzyła drzwi.
Za nimi stał Adam.
I Marek po raz pierwszy pomyślał, że najważniejsze pytanie nie brzmi już, dlaczego wrócił.
Tylko co Natalia zrobi teraz, kiedy przeszłość naprawdę zapukała do ich życia.

Jakub

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 5351 słów i 32702 znaków, zaktualizował 7 paź o 20:17.

1 komentarz

 
  • Użytkownik JorgDeJoong

    Potrafisz opowiadać potrafisz budować emocje ….

    2 tyg. temu