
Stał przy oknie i patrzył na własne odbicie w szybie, a za nim na Natalię, która została przy stole. Złote kolczyki leżały obok jej telefonu. Jeden przewrócił się na bok i w świetle lampy rzucał na blat niewielki, nieruchomy cień.
„Zanim się pobraliśmy.”
To właśnie powiedziała.
Nie „zanim zaczęła się gra”. Nie „zanim pojawił się Tomasz”. Nie nawet „kiedy byłam z Adamem”.
Zanim się pobraliśmy.
Marek odwrócił się powoli.
Natalia siedziała z dłońmi splecionymi na kolanach. Po raz pierwszy od wielu tygodni nie wyglądała jak osoba prowadząca rozmowę. Nie obserwowała go z tą charakterystyczną czujnością, z jaką śledziła każdą jego reakcję. Wyglądała raczej jak ktoś, kto od dawna wiedział, że może nadejść chwila, w której będzie musiał coś powiedzieć na głos, a teraz odkrył, że wszystkie przygotowane wcześniej zdania są bezużyteczne.
— Co było pierwszym kłamstwem? — zapytał Marek.
Natalia spojrzała na niego.
— Musimy to zrobić dzisiaj?
— Sama powiedziałaś, że po siódmym będzie cała prawda.
— Powiem ci.
— Więc powiedz.
Nie podniósł głosu. Właśnie dlatego zabrzmiał twardziej.
Natalia wzięła jeden ze złotych kolczyków i przez chwilę obracała go pomiędzy palcami.
— Kiedy się poznaliśmy, nie byłam całkiem wolna.
Marek poczuł najpierw zdziwienie, dopiero później sens tych słów.
— Adam.
— Tak.
— Mówiłaś, że wszystko między wami skończyło się wcześniej.
— W praktyce się skończyło.
— Co znaczy „w praktyce”?
Natalia uniosła wzrok.
— Że on wyjechał. Ja zostałam. Wiedziałam, że za nim nie pojadę. Nie byliśmy już parą w zwyczajnym znaczeniu tego słowa.
— Ale?
Przesunęła kciukiem po gładkiej powierzchni kolczyka.
— Ale nigdy nie powiedzieliśmy sobie naprawdę: „to koniec”.
Marek powoli usiadł naprzeciwko.
Przypomniał sobie ich pierwsze tygodnie. Małą włoską restaurację, do której zabrał Natalię na drugą randkę. Wieczór, kiedy prawie dwie godziny siedzieli już przy pustych talerzach, bo żadne nie chciało kończyć rozmowy. Pamiętał nawet kelnera, który trzy razy pytał, czy podać coś jeszcze.
Pamiętał również pytanie.
— Zapytałem cię wtedy, czy z kimś jesteś.
Natalia skinęła głową.
— Wiem.
— Pamiętasz, co powiedziałaś?
— „Nie. Jestem sama.”
— A nie byłaś.
— Chciałam być.
— To nie to samo.
— Wiem.
Marek patrzył na nią.
— To było jedno z siedmiu?
— Nie. Tamta gra jeszcze nie istniała.
— Więc zwyczajne kłamstwo.
— Tak.
To słowo zabrzmiało gorzej od wszystkich ponumerowanych kłamstw, bo tamte miały zasady. To nie miało żadnych.
— Pisałaś z nim wtedy?
— Tak.
— Jak długo?
— Przez pierwsze miesiące naszej znajomości.
Marek odchylił się na krześle.
— Miesiące?
— Nie codziennie. Czasami przez tydzień nic. Potem kilka wiadomości.
— O czym?
Natalia zawahała się, ale po chwili sama zmusiła się do odpowiedzi.
— O jego pracy. O tym, że tęskni za Polską. O mnie.
— O mnie?
— Też.
Marek zacisnął szczękę.
— Wiedział, że się spotykamy?
— Tak.
— Od początku?
— Prawie.
— Co o mnie wiedział?
Natalia spojrzała w blat.
— Że mi się podobasz.
To zabolało Marka w osobliwy sposób. Nagle w jego własnych wspomnieniach pojawił się niewidoczny człowiek. Pierwsze randki, pierwszy pocałunek, chwile, które przez osiemnaście lat należały wyłącznie do niego i Natalii, teraz miały gdzieś na obrzeżu Adama czytającego ich skróconą wersję.
— Powiedziałaś mu o naszym pierwszym pocałunku?
Natalia podniosła oczy.
— Tak.
Marek wstał.
Nie gwałtownie. Po prostu nie potrafił już siedzieć.
Przeszedł do kuchni i nalał sobie wody. Pił powoli, patrząc przez ciemne okno ponad zlewem.
Natalia za nim nie poszła.
Docenił to.
— Co mu napisałaś?
— Nie pamiętam dokładnych słów.
— Sens.
Usłyszał jej oddech.
— Że mnie pocałowałeś. I że podobało mi się bardziej, niż powinno.
Odwrócił się.
— Dlaczego „niż powinno”?
Natalia patrzyła na niego z drugiego końca pomieszczenia.
— Bo jakaś część mnie nadal uważała wtedy, że jest związana z Adamem.
Marek poczuł gorąco pod kołnierzem.
— A ze mną co robiłaś?
— Zakochiwałam się.
Powiedziała to spokojnie.
— We mnie, kiedy nadal pisałaś do niego?
— Tak.
— Kochałaś nas obu?
Natalia potrzebowała chwili.
— Nie wiem, czy to, co wtedy czułam do Adama, nadal było miłością. Dzisiaj nazwałabym to przywiązaniem, niedokończeniem, może strachem przed zamknięciem czegoś ważnego. Wtedy nie umiałam tego rozdzielić.
— Ale wiedziałaś, że nie jestem tylko kolejnym facetem.
— Wiedziałam.
— I mimo to pisałaś do niego o mnie.
— Tak.
Marek odstawił szklankę.
— Przed ślubem, kiedy byliśmy już razem, spałaś z Adamem?
Natalia nie spuściła wzroku.
— Nie.
— Ani razu?
— Przed naszym ślubem nie.
Dopiero to doprecyzowanie sprawiło, że Marek spojrzał na nią uważniej.
— Dlaczego powiedziałaś „przed naszym ślubem”?
Natalia wytrzymała jego wzrok.
— Bo powiedziałam, że dzisiaj nie będę już odpowiadała szerzej ani węziej, niż brzmi prawda.
W Marku odezwał się pierwszy niepokój, ale jeszcze nie wiedział, dokąd prowadzi.
— Całowałaś go, kiedy byliśmy już razem?
Tym razem przerwa była minimalna.
— Tak.
Poczuł natychmiastowy skurcz żołądka.
— Kiedy?
— Trzy miesiące po naszej pierwszej randce.
Przez sekundę nic nie mówił.
— Gdzie?
— W Warszawie.
— Przyjechał do Polski?
— Tak.
— Pojechałaś do niego?
— Tak.
Marek zamknął oczy na krótką chwilę.
— Co powiedziałaś mnie?
— Że jadę spotkać się z koleżanką ze studiów.
Otworzył oczy.
— Pamiętam.
Natalia odwróciła wzrok.
To jedno słowo uderzyło ją mocniej niż wcześniejsze pytania.
— Pamiętasz?
— Pamiętam tę sobotę.
I rzeczywiście pamiętał. Nie całą. Fragmenty. Natalia miała wrócić wieczorem. Później napisała, że spotkanie się przeciągnęło. Marek obejrzał wtedy sam film i zasnął na kanapie w swoim mieszkaniu.
Około pierwszej w nocy dostał wiadomość:
„Już jestem. Dobranoc.”
Przez osiemnaście lat nie było w niej niczego szczególnego.
Teraz pamiętał ją słowo w słowo.
— Co się wydarzyło?
Natalia podeszła bliżej, ale zatrzymała się kilka kroków od niego.
— Spotkaliśmy się w hotelowym barze. Adam przyleciał na dwa dni. Później miał lecieć dalej.
— Wiedział o mnie?
— Tak.
— Dlaczego chciał cię zobaczyć?
— Żebyśmy wreszcie zdecydowali, co właściwie robimy.
Marek skinął głową.
— I zdecydowaliście pocałunkiem.
Natalia przyjęła to bez obrony.
— Najpierw rozmawialiśmy prawie trzy godziny.
— A potem?
— Poszliśmy na spacer.
— A potem?
— Pocałował mnie.
— Oddałaś?
— Tak.
Każde następne pytanie pchało Marka w miejsce, do którego nie chciał dochodzić, a jednak nie potrafił się zatrzymać.
— Jak długo?
— Marek...
— Cała prawda.
Natalia zamknęła oczy.
— Długo.
W kuchni zrobiło się bardzo cicho.
Marek próbował nałożyć dzisiejszą twarz Natalii na dziewczynę sprzed osiemnastu lat, stojącą nocą przed hotelem z innym mężczyzną.
Nie potrafił.
A jednak ciało reagowało na ten obraz niezależnie od niego.
Zazdrość znał już dobrze. W ostatnich tygodniach nauczył się rozpoznawać jej pierwsze objawy: gorąco pod kołnierzem, napięcie szczęki, nieprzyjemną świadomość własnych dłoni.
Teraz było w tym również coś jeszcze.
To samo, czego wstydził się przy Tomaszu.
Obraz Natalii pożądanej przez kogoś innego działał jednocześnie jak rana i bodziec.
Znienawidził tę reakcję.
— Chciałaś z nim pójść do pokoju?
Natalia patrzyła na niego.
— Tak.
Marek przełknął ślinę.
— Poszłaś?
— Weszłam z nim do hotelu.
— Do pokoju?
— Wjechaliśmy windą.
Marek odsunął się od blatu.
— Natalia.
— Wiem.
— Byłaś wtedy ze mną.
— Tak.
— Spaliśmy już ze sobą.
— Tak.
— I pojechałaś do niego.
— Tak.
Każde jej „tak” odbierało mu możliwość złagodzenia historii.
— Weszłaś do pokoju?
Natalia pokręciła głową.
— Nie.
— Na pewno?
— Tak. Doszliśmy do drzwi. Adam je otworzył. Stałam tam może pół minuty i nie weszłam.
— Dlaczego?
— Bo pomyślałam o tobie.
Marek parsknął bez wesołości.
— Jak szlachetnie.
Natalia przyjęła także to.
— Nie próbuję zrobić z tego dobrej historii.
— To dobrze.
Jej oczy zrobiły się wilgotne, ale nie odwróciła wzroku.
— Powiedziałam mu wtedy, że wybieram ciebie.
Marek zastygł.
— Co?
— Właśnie tam. Pod drzwiami jego pokoju.
— Trzy miesiące po naszej pierwszej randce zdecydowałaś, którego z nas wybierasz?
— Tak.
— A ja nawet nie wiedziałem, że uczestniczę w jakimkolwiek wyborze.
— Wiem.
Tym razem głos Natalii zadrżał.
Marek przeszedł obok niej do salonu i zatrzymał się przy kominku. Na czarnym ekranie telewizora odbijały się dwie sylwetki: jego bliżej, Natalii kilka metrów dalej.
— Kochaliśmy się następnego dnia — powiedział.
Natalia znieruchomiała.
— Pamiętasz?
— Tak.
To była niedziela. Przyjechała do niego rano. Przyniosła pieczywo i kawę. Nie chciała wychodzić z mieszkania prawie do wieczora.
Marek pamiętał ten dzień jako jeden z momentów, kiedy zaczął naprawdę wierzyć, że ich znajomość staje się czymś poważnym.
— Wiedziałem wtedy o Adamie?
— Nie.
— Dotykałem cię, a ty poprzedniej nocy całowałaś innego mężczyznę.
Natalia zamknęła oczy.
— Tak.
Marek poczuł ponownie tę nieznośną mieszaninę bólu i fizycznej reakcji.
Odwrócił się od niej.
— Nienawidzę tego.
— Wiem.
— Nie wiesz czego.
Natalia milczała.
Marek spojrzał na nią.
— Tego, że kiedy mi to opowiadasz, część mnie chce wyjść z domu.
Podszedł bliżej.
— A druga chce podejść do ciebie.
Natalia powoli podniosła wzrok.
Nie było w jej twarzy zwycięstwa.
— Ja miałam to samo, kiedy powiedziałeś mi o Marcie.
Przez chwilę patrzyli na siebie.
— Chciałaś, żebym ją pocałował?
— Nie.
Odpowiedź przyszła natychmiast.
— Ale kiedy dowiedziałaś się, że to zrobiłem?
Natalia zacisnęła palce na krawędzi kanapy.
— Bolało.
— I?
Jej oczy pozostały na jego.
— I chciałam ciebie bardziej.
Marek poczuł to zdanie niemal fizycznie.
— To jest popieprzone.
— Tak.
— Nas oboje.
— Tak.
Podniósł dłoń i dotknął jej policzka. Natalia przymknęła oczy i oparła twarz mocniej o jego rękę. Brak gry sprawił, że gest stał się bardziej intymny niż wiele wcześniejszych pocałunków.
— Chciałaś dzisiaj pocałować Adama? — zapytał.
Otworzyła oczy.
Nie mogła już zasłonić się kolejnym kłamstwem.
— Tak.
Marek poczuł ucisk w żołądku.
— Bardzo?
— Przez chwilę.
— Dlaczego tego nie zrobiłaś?
Natalia dotknęła jego nadgarstka.
— Bo tym razem chciałam wrócić do ciebie z prawdą, a nie z kolejnym faktem, o którym sama później zdecyduję, czy był wystarczająco ważny, żeby ci powiedzieć.
— To jedyny powód?
— Nie.
Wstała.
Teraz dzieliło ich kilka centymetrów.
— Chciałam go pocałować. Ale bardziej chciałam wrócić i powiedzieć ci, że chciałam.
Marek patrzył na nią.
— Jaka jest różnica?
— Dla mnie ogromna. Przez całe życie robiłam odwrotnie. Najpierw coś ukrywałam, a potem sama decydowałam, czy zasługujesz na prawdę. Dzisiaj po raz pierwszy pomyślałam, że mogę przynieść ci coś brzydkiego i po prostu ci to oddać.
— Prawdę.
— Tak.
Marek poczuł jej oddech przy szyi.
— Nawet jeśli mi się nie spodoba.
— Nie podoba mi się.
— Wiem.
Jej palce przesunęły się wyżej, na jego kark.
— Ale nadal tu jesteś.
— Jeszcze.
To słowo zatrzymało Natalię.
Marek zobaczył, jak dociera do niej możliwość, której dotąd niemal nie dopuszczała.
Że to on może odejść.
Nie Adam.
Nie ona.
On.
— Chcesz? — zapytała.
— Co?
— Ode mnie odejść.
Marek patrzył na nią długo.
Mógł odpowiedzieć dokładnie.
Zamiast tego powiedział:
— Nie.
Natalia obserwowała jego twarz.
Marek poczuł znajome napięcie.
— To było moje drugie — dodał.
Jej dłoń opadła z jego karku.
— Drugie kłamstwo?
Skinął głową.
Natalia cofnęła się o krok.
— Czyli chcesz odejść?
— Nie powiedziałem tego.
— Marek...
— Sama mnie nauczyłaś, że przeciwieństwo kłamstwa nie musi być pełną prawdą.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem.
— To okrutne.
— Wiem.
— Robisz mi to specjalnie?
Zastanowił się.
— Trochę.
— Dlaczego?
— Bo przez ostatnie tygodnie właśnie tak wyglądało moje życie.
Na jej twarzy pojawił się ból.
Marek natychmiast pożałował satysfakcji, którą poczuł przez ułamek sekundy.
Podszedł bliżej.
Natalia nie cofnęła się, ale również nie wyszła mu naprzeciw.
— Nie chcę teraz odejść — powiedział.
— To prawda?
— Tak.
— Skąd mam wiedzieć?
Marek nie odpowiedział.
I dopiero wtedy naprawdę zobaczył asymetrię, którą sam stworzył.
Natalia wykorzystała już wszystkie siedem kłamstw. Od tej chwili, jeśli chciała dotrzymać umowy, nie miała za czym się schować.
On właśnie wykorzystał drugie.
Pozostało mu pięć.
To ona znalazła się teraz po ciemnej stronie ich gry.
Marek po raz pierwszy zobaczył, jak wyglądała z miejsca, w którym przez tygodnie stał sam.
Natalia spuściła wzrok.
— Podoba ci się?
— Co?
— Że teraz ja nie wiem.
Miał zamiar zaprzeczyć.
Nie zrobił tego.
— Trochę.
Natalia skinęła głową.
— Przynajmniej tyle jest prawdą.
Minęła go i ruszyła w stronę schodów.
Marek złapał ją za dłoń.
Nie mocno.
Zatrzymała się.
— Nie idź.
Nie odwróciła się.
— To też może być kłamstwo.
— Nie jest.
— Nie wiem.
Marek ścisnął jej palce.
Natalia stała przez kilka sekund plecami do niego.
Potem się odwróciła.
W oczach miała łzy.
— Widzisz? — zapytała. — Właśnie tego chciałam, a teraz tego nie znoszę.
— Czego?
— Nie wiedzieć, czy nadal mnie chcesz.
Marek przyciągnął ją do siebie.
Przez moment pozostała sztywna, jakby ciało i rozsądek podejmowały różne decyzje. Później objęła go mocno.
Nie pocałowali się od razu.
Stali po prostu w salonie, przyciśnięci do siebie, a Marek czuł jej oddech przy szyi. Ręce Natalii zacisnęły się z tyłu jego koszuli tak mocno, że materiał napiął się na plecach.
Dopiero po chwili uniosła twarz.
Pocałunek zaczął się spokojnie, ale spokój trwał krótko. Natalia wsunęła dłonie pod jego marynarkę, jakby sama bliskość nagle przestała wystarczać. Marek odpowiedział mocniej, chwytając ją w talii i przyciągając tak, że zabrakło pomiędzy nimi wolnej przestrzeni.
Natalia oderwała usta.
— Nie rób tego ze mną w ten sposób.
— Czego?
— Nie mów mi, że możesz odejść, a minutę później całuj mnie tak, jakbyś nie mógł.
Marek oparł czoło o jej.
— Nie wiem jeszcze, co mogę.
— A czego chcesz?
Spojrzał jej w oczy.
— Ciebie.
Natalia wciągnęła powietrze.
— Teraz?
— Teraz.
— A jutro?
Nie odpowiedział.
To wystarczyło, żeby znów się napięła.
Marek nie próbował przykryć pytania kolejnym kłamstwem.
— Jutro chcę obudzić się i nadal próbować zrozumieć, czy potrafimy przez to przejść. Tylko tyle mogę ci teraz uczciwie powiedzieć.
Natalia patrzyła na niego przez chwilę.
— To wystarczy.
Pocałowała go pierwsza.
W pocałunku była złość, zazdrość, strach i potrzeba bliskości tak silna, że trudno było powiedzieć, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.
Cofnęła się, dopóki plecami nie dotknęła ściany.
Marek zatrzymał się.
— Co? — zapytała.
— Powiedz, żebym przestał.
Jej wzrok zatrzymał się na nim.
— Nie chcę.
— Prawda?
Na ustach Natalii pojawił się smutny uśmiech.
— Teraz już tylko prawda.
Marek pocałował ją ponownie.
Dotyk przestał być prowokacją. Nie próbowali odtwarzać Marty, Tomasza ani Adama. Żadne z nich nie udawało jednak, że te osoby zniknęły.
Były częścią tego, co się między nimi wydarzyło.
Nie powinny być częścią tej chwili.
Natalia uniosła twarz.
— Patrz na mnie.
Marek nie odwrócił wzroku.
To jedno zdanie miało pomiędzy nimi własną historię.
Przez ostatnie tygodnie właśnie o to prosiła.
Nie o zazdrość.
Nie o innego mężczyznę.
O uwagę.
O świadomość, że stoi przed nim kobieta, której nadal nie zna do końca.
Marek przesunął dłonią po jej boku. Natalia śledziła jego twarz, jakby sprawdzała, czy naprawdę jest obecny.
— Jestem — powiedział.
— Wiem.
Ich bliskość stała się spokojniejsza. Nadal głodna, nadal naładowana wszystkim, czego nie potrafili jeszcze nazwać, ale mniej przypominała walkę.
Kiedy później leżeli obok siebie na kanapie, Natalia miała głowę na jego ramieniu.
Przez kilka minut milczeli.
— Pomyślałeś o Marcie? — zapytała.
— Nie.
— Ani razu?
— Ani razu.
Natalia uniosła głowę.
— Prawda?
— Tak.
— Ja też nie myślałam o Adamie.
Marek poczuł ulgę tak wyraźną, że prawie go zawstydziła.
— Cieszysz się — powiedziała.
— Tak.
— Jak idiota.
— Trochę.
Pocałowała go lekko.
— Ja też.
Przez kilka kolejnych minut nie czuli potrzeby analizowania niczego.
Oczywiście ten stan nie trwał długo.
* * *
Pół godziny później Natalia przyniosła z garderoby niewielkie pudełko.
Marek widział je wcześniej setki razy. Ciemnogranatowe, kartonowe, z wytartym jednym narożnikiem. Stało na najwyższej półce pomiędzy albumami i starymi dokumentami.
Nigdy nie pytał, co jest w środku.
Teraz Natalia położyła je na stole.
Miała na sobie długi szlafrok. Marek zdążył założyć spodnie i koszulę, ale nie zapinał jej do końca. Ta zwyczajna niedbałość kontrastowała z powagą pudełka pomiędzy nimi.
— To wszystko? — zapytał.
— Wszystko, co zachowałam.
Otworzyła wieko.
W środku leżały fotografie, kilka biletów, kartki pocztowe i koperty. Nie było ich dużo.
Marek usiadł.
Natalia wyjęła jedno zdjęcie.
Adam i ona.
Młodsi o niemal dwadzieścia lat.
Nie przytulali się. Stali na nabrzeżu, a Natalia miała twarz odwróconą ku niemu. Adam patrzył w obiektyw.
— Chorwacja?
— Tak.
Pod spodem leżał stary bilet lotniczy.
Marek wziął go do ręki.
Nazwisko Adama.
Nie Natalii.
— To jego.
— Dał mi go.
— Po co?
— Powiedział, że następny kupi dla mnie.
Marek odłożył bilet.
Kolejna była złożona kartka zapisana ręcznie.
Natalia nie podała mu jej od razu.
— Co to?
— List.
— Od niego?
— Nie.
Patrzyła na papier przez chwilę.
— Ode mnie.
Marek wyciągnął rękę.
Natalia nadal trzymała kartkę.
— Nigdy go nie wysłałam.
— Do Adama?
Skinęła głową.
— Kiedy?
— Dwa tygodnie przed naszym ślubem.
Marek poczuł, jak coś zaciska mu się w brzuchu.
— Dwa tygodnie?
— Tak.
— Chcę przeczytać.
Natalia podała mu kartkę.
Papier był cienki. Charakter pisma rozpoznał natychmiast — ten sam co na starych kartkach urodzinowych, które przez lata odkładał do szuflady.
Zaczął czytać.
Nie było wielu zdań.
Natalia pisała, że bierze ślub.
Że kocha Marka.
Że przy nim czuje spokój, którego wcześniej nie znała.
Potem Marek zobaczył zdanie, przez które musiał wrócić do początku akapitu.
„Najgorsze jest to, że gdybyś teraz przyjechał i powiedział mi, żebym pojechała z tobą, nadal nie wiem, co bym zrobiła.”
Podniósł wzrok.
Natalia siedziała naprzeciwko.
Nie próbowała niczego wyjaśniać.
Wrócił do kartki.
Ostatnie zdanie brzmiało:
„Dlatego nie przyjeżdżaj.”
Marek odłożył list bardzo powoli.
— Kochałaś mnie?
— Tak.
— Dwa tygodnie przed ślubem?
— Tak.
— I mimo to napisałaś coś takiego?
— Tak.
Marek przesunął palcem po krawędzi stołu.
— Dlaczego go nie wysłałaś?
— Bo bałam się, że przyjedzie.
Patrzył na nią długo.
— A chciałaś, żeby przyjechał.
Natalia zamknęła oczy.
— Część mnie chciała.
— Duża część?
— Wystarczająco duża, żebym napisała ten list.
Marek poczuł ból tak czysty, że na kilka sekund zazdrość przestała mieć w sobie cokolwiek erotycznego.
— Byłem twoim bezpiecznym wyborem?
Natalia natychmiast podniosła głowę.
— Nie.
— Spokojnym, dobrym Markiem po Adamie.
— Nie.
— Sama napisałaś, że przy mnie czujesz spokój.
— I że cię kocham.
— To nie jest odpowiedź.
Marek wstał.
— Gdyby Adam przyjechał dwa tygodnie przed naszym ślubem, wyszłabyś za mnie?
Natalia nie odpowiedziała od razu.
Teraz, kiedy wykorzystała już siódme kłamstwo, cisza miała inne znaczenie.
— Natalia.
Jej oczy zaszkliły się.
— Nie wiem.
Marek odwrócił głowę.
— To jest odpowiedź.
— Nie. To właśnie brak odpowiedzi.
— Po osiemnastu latach różnica jest dość akademicka.
Natalia również wstała.
— Marek, ja za ciebie wyszłam.
— Bo on nie przyjechał.
— Nie.
— Skąd wiesz?
Zatrzymała się.
Marek podniósł list.
— Sama napisałaś, żeby nie przyjeżdżał, bo bałaś się własnej decyzji.
Natalia patrzyła na niego długo.
— Masz rację.
Nie spodziewał się tego.
— Co?
— Masz rację.
Podeszła bliżej.
— Nie dam ci teraz pięknej wersji, w której powiem, że nawet gdyby stanął przed drzwiami, bez wahania wybrałabym ciebie. Nie wiem tego. Dzisiaj chciałabym wierzyć, że tak. Ale tamta Natalia nie była mną dzisiaj.
Marek poczuł, jak gniew ustępuje miejsca czemuś bardziej bolesnemu.
— Więc przez osiemnaście lat myślałem, że wybrałaś mnie bez wahania.
Natalia pokręciła głową.
— Wybrałam ciebie.
— Ale nie bez wahania.
— Nie.
To jedno słowo przesunęło początek ich wspólnej historii.
Nie zniszczyło osiemnastu lat.
Ale sprawiło, że Marek zaczął oglądać ich początek pod innym kątem.
Usiadł.
Natalia pozostała po drugiej stronie stołu.
— Adam wiedział o tym liście?
— Nie.
— Nigdy?
— Nigdy go nie wysłałam.
— Marta?
— Nie.
— Tomasz?
— Nie.
— Czyli pierwszy raz komuś go pokazujesz.
— Tak.
Marek spojrzał na kartkę.
— Dziwnie mi z tym dobrze.
Na ustach Natalii pojawił się ledwie widoczny uśmiech.
— Rozumiem.
— Dziękuję, że nie powiedziałaś „wiem”.
Uśmiech zniknął, ale w jej twarzy pojawiło się odrobinę ciepła.
Marek jeszcze raz spojrzał na zawartość pudełka.
— To wszystko sprzed ślubu?
Natalia nie odpowiedziała.
Natychmiast to zauważył.
— Natalia.
Jej wzrok opadł na pudełko.
— Nie.
Marek poczuł, jak całe ciało ponownie się napina.
— Co jeszcze?
Natalia wyjęła spod fotografii niewielką białą kopertę.
Była wyraźnie nowsza od pozostałych.
— Adam napisał do mnie po ślubie.
Marek wpatrywał się w kopertę.
— Kiedy?
— Trzy miesiące później.
To określenie uderzyło go swoją dokładnością.
Trzy miesiące.
Nie „jakiś czas później”.
Nie „w pierwszym roku”.
Natalia pamiętała.
— Co napisał?
Przesunęła kopertę po stole w jego stronę.
— Przeczytaj.
Marek nie wziął jej od razu.
— Odpisałaś?
Natalia patrzyła mu prosto w oczy.
— Tak.
— Co?
Jej dłoń pozostała jeszcze przez chwilę na kopercie.
— Tego nie ma w pudełku.
— Dlaczego?
Powoli cofnęła palce.
— Bo moją odpowiedź ma Adam.
Marek poczuł, że coś w pokoju zmienia temperaturę.
— Co mu napisałaś?
Natalia nabrała powietrza.
— Że jestem szczęśliwa.
Marek czekał.
Zdanie było prawdziwe.
Ale już nauczył się słyszeć, kiedy prawda się nie kończy.
— I?
Natalia patrzyła na niego.
— I że czasami nadal myślę o tym, co by było, gdybym wtedy pojechała.
Marek nie poruszył się.
— Trzy miesiące po naszym ślubie?
— Tak.
— Będąc ze mną?
— Tak.
— Kochając mnie?
— Tak.
Każde kolejne „tak” było gorsze od poprzedniego.
Natalia odezwała się ciszej:
— Ale to jeszcze nie jest najgorsza część.
Marek poczuł chłód na karku.
— Co jest najgorszą częścią?
Spojrzała na białą kopertę.
— Że Adam wtedy przyjechał.
Marek przestał oddychać na moment.
— Tutaj?
— Do Polski.
— Po naszym ślubie?
— Tak.
— Po tym liście?
— Po swojej wiadomości i mojej odpowiedzi.
— Przyjechał do ciebie?
Natalia uniosła oczy.
— Przyjechał do Polski. A ja zgodziłam się go zobaczyć.
Marek patrzył na nią.
— Sama?
— Tak.
— Wiedziałem?
Powoli pokręciła głową.
— Co mi powiedziałaś?
Natalia zamknęła oczy na sekundę.
— Że mam dwudniowe szkolenie.
Marek poczuł coś dziwnie znajomego.
Fragment dawnego weekendu wrócił bez zaproszenia.
— Piątek i sobota?
— Tak.
— Pamiętam.
Natalia otworzyła oczy.
— Szkolenie naprawdę było.
— Co?
— W piątek. Do mniej więcej szesnastej.
Marek patrzył na nią.
— A sobota?
— Soboty nie było.
Dopiero teraz zrozumiał.
— Powiedziałaś mi, że szkolenie trwa dwa dni.
— Tak.
— Żeby mieć sobotę.
— Tak.
— Dla Adama.
Natalia przez chwilę nie odpowiedziała.
— Żeby mieć czas, w którym nie musiałabym tłumaczyć ci, gdzie jestem.
To zabrzmiało jeszcze gorzej.
— Czyli to nie był przypadek.
— Nie.
— Zaplanowałaś sobie alibi.
Jej oczy zaszkliły się.
— Tak.
Marek odsunął od siebie kopertę.
Przez kilka sekund nie chciał jej dotykać.
— Kiedy przyjechał?
— W piątek wieczorem.
— Do tego samego hotelu?
— Tak.
Marek poczuł, jak obraz zaczyna układać się sam.
Piątek. Koniec szkolenia. Hotel. Adam.
Sobota, o której on był przekonany, że Natalia nadal siedzi na zajęciach.
— A wróciłaś...
Urwał.
Pamięć zrobiła resztę.
— W sobotę rano.
Natalia skinęła głową.
— Przed siódmą wyjechałam z hotelu.
— A miałaś być do niedzieli.
— Tak.
— Mogłaś zostać z nim cały dzień.
— Mogłam.
Marek patrzył na nią.
— Nie zostałaś.
— Nie.
Pierwszy raz od kilku minut pojawiło się coś, czego chciałby się uczepić.
Nie pozwolił sobie jeszcze.
— Dlaczego?
Natalia opuściła wzrok na dłonie.
— Do tego właśnie próbuję dojść.
— Nie.
Marek pokręcił głową.
— Teraz nie będziemy zaczynać od zakończenia. Powiedz mi, co się wydarzyło.
Natalia pobladła.
Wiedział.
Nie znał jeszcze szczegółu, ale zobaczył odpowiedź w jej twarzy.
— Natalia.
Nie odezwała się.
— Spałaś z nim?
Jej usta rozchyliły się, ale przez kilka sekund nie padło żadne słowo.
Marek poczuł, że wszystko w nim czeka na jedno „nie”.
Jedno.
Tym razem prawdziwe.
Natalia spojrzała mu w oczy.
I właśnie wtedy zrozumiał, że go nie dostanie.
— Zanim odpowiem — powiedziała — chcę, żebyś wiedział jedną rzecz.
Marek poczuł narastający gniew.
— Nie. Żadnych warunków.
— To nie jest warunek.
— Więc odpowiedz.
Natalia zacisnęła dłonie.
— Jeśli powiem ci, że trzy miesiące po naszym ślubie zrobiłam coś, po czym dzisiaj miałbyś pełne prawo odejść...
Głos zadrżał jej po raz pierwszy.
Marek nie poruszył się.
— ...to chcesz najpierw wiedzieć, co zrobiłam?
Przesunęła palcami po białej kopercie.
— Czy chcesz najpierw wiedzieć, dlaczego następnego ranka założyłam obrączkę, wróciłam do ciebie i przez osiemnaście lat już nigdy nie spotkałam się z Adamem?
Marek patrzył na nią.
Wiedział, że odpowiedź znajduje się kilka sekund dalej.
I po raz pierwszy od rozpoczęcia gry nie chciał jej przyspieszać.
Jeszcze tego samego wieczoru trzymał Natalię w ramionach, czując jej oddech i wierząc, że ich największym zagrożeniem są ludzie, którzy pojawili się w ostatnich tygodniach.
Tomasz.
Marta.
Adam wracający po latach.
Teraz zrozumiał, że prawdziwy finał tej historii nie zaczyna się od pytania, czy Natalia może zdradzić go dzisiaj.
Być może zaczyna się od odkrycia, że granica została przekroczona osiemnaście lat wcześniej.
I że Natalia przez cały ten czas znała odpowiedź.
Marek usiadł naprzeciwko niej.
— Najpierw co zrobiłaś.
Natalia zamknęła oczy.
Po policzku spłynęła jej pierwsza łza.
Kiedy ponownie na niego spojrzała, nie było już żadnej gry.
— Dobrze — powiedziała.
I Marek po raz pierwszy naprawdę bał się prawdy bardziej niż kłamstwa.
2 komentarze
JorgDeJoong
Czytam i się zachwycam szukam i nie ma powodu by się czepiać emocje wibrują świat się wali człowiekowi a my wciąż nie mamy pewności czy skończy się tak jak myślimy
Jakub
@JorgDeJoong dziękuję
Pumciak
Przeczytałem 10 części i jestem zachwycony całą serją jest przepięknie napisana
Jakub
@Pumciak dziekuje, jeszcze koryguję bo są drobne nieścisłości. Ale wielkie dzięki za miłe słowa!