
Stał przy oknie i patrzył na własne odbicie w szybie, a za nim na Natalię, która została przy stole. Złote kolczyki leżały obok jej telefonu. Jeden przewrócił się na bok i w świetle lampy rzucał na blat niewielki, nieruchomy cień.
„Zanim się pobraliśmy.”
To właśnie powiedziała.
Nie „zanim zaczęła się gra”. Nie „zanim pojawił się Tomasz”. Nie nawet „kiedy byłam z Adamem”.
Zanim się pobraliśmy.
Marek odwrócił się powoli.
Natalia siedziała z dłońmi splecionymi na kolanach. Po raz pierwszy od wielu tygodni nie wyglądała jak osoba prowadząca rozmowę. Nie obserwowała go z tą charakterystyczną czujnością, z jaką śledziła każdą jego reakcję. Wyglądała raczej jak ktoś, kto przez lata wiedział, że może nadejść chwila, w której będzie musiał coś powiedzieć na głos, a teraz odkrył, że wszystkie przygotowane wcześniej zdania są bezużyteczne.
— Co było pierwszym kłamstwem? — zapytał Marek.
Natalia spojrzała na niego.
— Musimy to zrobić dzisiaj?
— Sama powiedziałaś, że teraz cała prawda.
— Powiem ci.
— Więc powiedz.
Nie podniósł głosu. Właśnie dlatego jego ton zabrzmiał twardziej.
Natalia wzięła jeden z kolczyków i przez chwilę obracała go pomiędzy palcami.
— Kiedy się poznaliśmy, nie byłam całkiem wolna.
Marek poczuł najpierw zdziwienie, dopiero później sens słów.
— Adam.
— Tak.
— Mówiłaś, że wszystko między wami skończyło się wcześniej.
— W praktyce się skończyło.
— Co znaczy „w praktyce”?
Natalia uniosła wzrok.
— Że on wyjechał. Ja zostałam. Wiedziałam, że nie pojadę za nim. Nie byliśmy parą w zwyczajnym znaczeniu tego słowa.
— Ale?
Przesunęła kciukiem po gładkiej powierzchni kolczyka.
— Ale nie powiedzieliśmy sobie jeszcze, że to koniec.
Marek powoli usiadł naprzeciwko.
Przypomniał sobie ich pierwsze tygodnie. Natalię w małej włoskiej restauracji, do której zabrał ją na drugą randkę. Wieczór, kiedy prawie dwie godziny siedzieli już przy pustych talerzach, bo żadne nie chciało kończyć rozmowy. Pamiętał nawet kelnera, który trzy razy pytał, czy podać coś jeszcze.
Pamiętał Natalię mówiącą wtedy, że nikogo nie ma.
— Zapytałem cię — powiedział.
Natalia skinęła głową.
— Wiem.
— Pamiętasz?
— Bardzo dobrze.
— Powiedziałaś: „Nie, jestem sama”.
— Tak.
Marek przyglądał jej się przez chwilę.
— I to było pierwsze kłamstwo?
— Nie z siedmiu.
— Wiem.
Natalia odłożyła kolczyk.
— Pierwsze ważne.
Marek poczuł nieprzyjemny ucisk pod mostkiem.
— Pisałaś z nim wtedy?
— Tak.
— Jak długo?
— Przez pierwsze miesiące naszej znajomości.
Marek odchylił się na krześle.
— Miesiące?
— Nie codziennie. Czasem przez tydzień nic. Potem kilka wiadomości.
— O czym?
Natalia zawahała się, ale natychmiast sama się poprawiła. Nie mogła już wybierać wygodniejszej wersji.
— O wszystkim. O jego pracy. O tym, że tęskni za Polską. O mnie.
— O mnie?
— Też.
Marek zacisnął szczękę.
— Wiedział, że się spotykamy?
— Tak.
— Od początku?
— Prawie.
— I co o mnie wiedział?
Natalia przez chwilę patrzyła w blat.
— Że mi się podobasz.
To zabolało Marka w osobliwy sposób. Nie dlatego, że Adam wiedział. Dlatego, że nagle w jego własnych wspomnieniach pojawił się niewidoczny obserwator. Wszystkie pierwsze randki, pierwszy pocałunek, pierwsza noc, poranki, w których wydawało mu się, że świat zaczyna się tylko pomiędzy nimi — gdzieś obok istniał człowiek otrzymujący później skrót tych wydarzeń.
— Powiedziałaś mu o naszym pierwszym pocałunku?
Natalia podniosła oczy.
— Tak.
Marek wstał.
Nie gwałtownie. Po prostu poczuł, że nie potrafi dalej siedzieć.
Przeszedł do kuchni i nalał sobie wody. Pił powoli, patrząc przez okno ponad zlewem. W szybie widział tylko ciemność.
Natalia nie ruszyła za nim.
To docenił.
— Co napisałaś? — zapytał.
— Nie pamiętam dokładnych słów.
— Sens.
Za plecami usłyszał jej oddech.
— Że mnie pocałowałeś. I że podobało mi się bardziej, niż powinno.
Odwrócił się.
— Dlaczego „niż powinno”?
Natalia patrzyła na niego z drugiego końca pomieszczenia.
— Bo jakaś część mnie nadal uważała wtedy, że jestem związana z Adamem.
Marek poczuł gorąco pod koszulą.
— A ze mną co robiłaś?
— Zakochiwałam się.
Powiedziała to bardzo spokojnie.
Marek prawie się roześmiał, ale nie było w nim niczego, co mogłoby zamienić się w śmiech.
— W dwóch facetach naraz?
— Nie wiem.
— Teraz już nie możesz mówić „nie wiem”, kiedy wiesz.
— Naprawdę nie wiem, czy to, co czułam wtedy do Adama, nadal było miłością. Dziś mogę nazwać to przywiązaniem, niedokończeniem, strachem przed zamknięciem czegoś ważnego. Wtedy nie umiałam.
Marek oparł biodra o kuchenny blat.
— Spałaś z nim, kiedy byliśmy już razem?
Natalia nie spuściła wzroku.
— Nie.
— Całowałaś go?
Tym razem przerwa była minimalna.
— Tak.
Marek poczuł zmianę w ciele natychmiast. Jakby ktoś jednym ruchem ścisnął mu żołądek.
— Kiedy?
— Trzy miesiące po naszej pierwszej randce.
Przez sekundę nic nie mówił.
— Gdzie?
— Przyjechał do Polski.
— Gdzie?
— W Warszawie.
— Pojechałaś do niego?
— Tak.
Marek zamknął oczy na krótką chwilę.
— Co powiedziałaś mnie?
— Że jadę spotkać się z koleżanką ze studiów.
Otworzył oczy.
— Pamiętam.
Natalia odwróciła wzrok.
To jedno słowo uderzyło ją mocniej niż wcześniejsze pytania.
— Pamiętasz?
— Pamiętam tę sobotę.
I rzeczywiście pamiętał.
Nie całą. Fragmenty. Natalia miała wrócić wieczorem. Napisała później, że spotkanie się przeciągnęło. Marek obejrzał wtedy sam film i zasnął na kanapie w swoim mieszkaniu.
Około pierwszej w nocy wysłała wiadomość.
„Już jestem. Dobranoc.”
Przez osiemnaście lat nie było w niej niczego szczególnego.
Teraz pamiętał ją słowo w słowo.
— Co się wydarzyło?
Natalia podeszła bliżej, ale zatrzymała się kilka kroków od niego.
— Spotkaliśmy się w hotelowym barze. Adam przyleciał na dwa dni. Miał potem lecieć dalej.
— Wiedział, że jestem?
— Tak.
— Dlaczego chciał się spotkać?
— Żebyśmy zdecydowali, co właściwie robimy.
Marek skinął głową.
— I zdecydowaliście pocałunkiem.
Natalia przyjęła cios bez obrony.
— Najpierw rozmawialiśmy prawie trzy godziny.
— A potem?
— Poszliśmy na spacer.
— A potem?
— Pocałował mnie.
— Oddałaś?
— Tak.
Marek poczuł, że każde pytanie pcha go w miejsce, do którego wcale nie chce dochodzić, a mimo to nie potrafił przestać.
— Jak długo?
— Marek...
— Cała prawda.
Natalia zamknęła oczy.
— Długo.
W kuchni zrobiło się bardzo cicho.
Marek patrzył na kobietę, z którą spędził prawie połowę życia, i próbował nałożyć jej dzisiejszą twarz na dziewczynę sprzed osiemnastu lat, stojącą nocą przed hotelem z innym mężczyzną.
Nie potrafił.
A jednak jego ciało reagowało na ten obraz niezależnie od niego.
Zazdrość znał już dobrze. W ostatnich tygodniach nauczył się rozpoznawać jej pierwsze fizyczne objawy: gorąco pod kołnierzem, napięcie szczęki, nieprzyjemną świadomość własnych dłoni.
Teraz było w tym również coś jeszcze.
To samo, czego wstydził się przy Tomaszu.
Obraz Natalii pożądanej przez kogoś innego działał na niego jednocześnie jak rana i bodziec.
Znienawidził tę reakcję.
— Chciałaś z nim pójść do pokoju?
Natalia patrzyła na niego.
Nie mogła już skłamać.
— Tak.
Marek przełknął ślinę.
— Poszłaś?
— Weszłam z nim do hotelu.
To było gorsze, niż się spodziewał.
— Do pokoju?
— Wjechaliśmy windą.
Marek odsunął się od blatu.
— Natalia.
— Wiem.
— Byłaś ze mną trzy miesiące.
— Wiem.
— Spałaś wtedy już ze mną.
— Tak.
— I pojechałaś do niego.
— Tak.
Każde jej „tak” odbierało mu możliwość złagodzenia historii.
— Weszłaś do pokoju?
Natalia pokręciła głową.
— Nie.
Marek patrzył.
— Doszliśmy do drzwi. Adam otworzył. Stałam tam może pół minuty i nie weszłam.
— Dlaczego?
— Bo pomyślałam o tobie.
Marek parsknął bez wesołości.
— Jak szlachetnie.
Natalia przyjęła także to.
— Nie próbuję zrobić z tego dobrej historii.
— To dobrze, bo kiepsko by wyszła.
Jej oczy zrobiły się wilgotne, ale nie odwróciła wzroku.
— Powiedziałam mu wtedy, że wybieram ciebie.
Marek zastygł.
— Co?
— Właśnie tam. Pod drzwiami jego pokoju.
— Trzy miesiące po naszej pierwszej randce zdecydowałaś, którego z nas wybierasz?
— Tak.
— A ja nawet nie wiedziałem, że uczestniczę w konkursie.
— Wiem.
Tym razem głos Natalii zadrżał.
Marek przeszedł obok niej do salonu i zatrzymał się przy kominku. Na czarnym ekranie telewizora odbijały się dwie sylwetki, jego bliżej i Natalii kilka metrów dalej.
— Kochaliśmy się następnego dnia — powiedział.
Natalia znieruchomiała.
— Pamiętasz?
— Teraz pamiętam.
To była niedziela. Przyjechała do niego rano. Przyniosła pieczywo i kawę. Nie chciała wychodzić z mieszkania prawie do wieczora.
Marek pamiętał tamten dzień jako jeden z momentów, kiedy zaczął wierzyć, że ich znajomość staje się czymś poważnym.
Natalia usiadła na krawędzi kanapy.
— Tak.
— Wiedziałem o nim wtedy?
— Nie.
— Dotykałem cię, a ty poprzedniej nocy całowałaś innego mężczyznę.
Natalia zamknęła oczy.
— Tak.
Marek poczuł ponownie tę nieznośną mieszaninę bólu i fizycznej reakcji.
Odwrócił się od niej.
— Nienawidzę tego.
— Wiem.
— Nie wiesz czego.
Natalia milczała.
Marek spojrzał na nią.
— Że kiedy mi to opowiadasz, część mnie chce wyjść z domu.
Podszedł bliżej.
— A druga chce podejść do ciebie.
Natalia powoli podniosła wzrok.
Nie wyglądała już na przestraszoną. Coś w jej twarzy zmiękło, ale nie było to zwycięstwo.
— Wiem.
— Skąd?
— Bo ja mam to samo z Martą.
Przez chwilę patrzyli na siebie bez słowa.
Marek znalazł się przed nią. Natalia nadal siedziała, więc musiała unieść głowę.
— Chciałaś, żebym ją pocałował? — zapytał.
— Nie.
Odpowiedziała natychmiast.
— Ale kiedy powiedziałeś, że to zrobiłeś...
Urwała.
Marek czekał.
— Co?
Natalia zacisnęła palce na krawędzi kanapy.
— Bolało.
— I?
Jej oczy pozostały na jego.
— I chciałam cię bardziej.
Marek poczuł, jak zdanie przechodzi przez niego niemal fizycznie.
— To jest popieprzone.
— Tak.
— Nas oboje.
— Tak.
Marek podniósł dłoń i dotknął jej policzka. Natalia przymknęła oczy i oparła twarz mocniej o jego rękę. Nie było w tym prowokacji. Właśnie brak gry sprawił, że gest stał się bardziej intymny niż wiele ich wcześniejszych pocałunków.
— Chciałaś dzisiaj pocałować Adama? — zapytał.
Otworzyła oczy.
Przez sekundę widział w nich opór.
Potem przypomniała sobie, że nie ma już gdzie się schować.
— Tak.
Marek poczuł ucisk w żołądku.
— Bardzo?
— Przez chwilę.
— Dlaczego tego nie zrobiłaś?
Natalia dotknęła jego nadgarstka.
— Bo wiedziałam, że jeśli go pocałuję, będę musiała wrócić i powiedzieć ci prawdę.
— Tylko dlatego?
— Nie.
Wstała.
Teraz dzieliło ich kilka centymetrów.
— Bo chciałam wrócić i powiedzieć ci, że chciałam go pocałować.
Marek patrzył na nią.
— Jaka jest różnica?
— Ogromna. Przez całe życie robiłam odwrotnie. Najpierw coś ukrywałam, a potem sama decydowałam, czy było wystarczająco ważne, żeby ci powiedzieć. Dzisiaj po raz pierwszy pomyślałam, że mogę wrócić z czymś brzydkim i po prostu ci to dać.
— Prawdę.
— Tak.
Marek poczuł jej oddech przy szyi.
— Nawet jeśli ci się nie spodoba.
— Nie podoba mi się.
— Wiem.
Jej palce przesunęły się wyżej, na jego kark.
— Ale nadal tu jesteś.
— Jeszcze.
To słowo zatrzymało Natalię.
Marek widział, jak dociera do niej możliwość, której dotychczas niemal nie dopuszczała.
Że on może odejść.
Nie Adam.
Nie ona.
On.
— Chcesz? — zapytała.
— Co?
— Ode mnie odejść.
Marek patrzył na nią długo.
Mógł powiedzieć prawdę.
Zamiast tego powiedział:
— Nie.
Natalia obserwowała jego twarz.
Marek poczuł znajome napięcie.
— To było moje drugie — dodał.
Jej dłoń opadła z jego karku.
Przez kilka sekund nie rozumiała.
Potem pojęła.
— Drugie kłamstwo?
Marek skinął głową.
Natalia cofnęła się o krok.
— Czyli chcesz odejść?
— Nie powiedziałem tego.
— Marek...
— Pamiętasz własne zasady? Przeciwieństwo kłamstwa nie musi być prawdą.
Pierwszy raz użył przeciwko niej dokładnie tej samej konstrukcji.
Natalia patrzyła na niego z niedowierzaniem.
— To okrutne.
— Wiem.
— Robisz mi to specjalnie?
Marek zastanowił się.
— Trochę.
— Dlaczego?
— Bo przez ostatnie tygodnie właśnie tak wyglądało moje życie.
Na jej twarzy pojawił się ból.
Marek natychmiast pożałował.
Nie słów.
Satysfakcji, którą poczuł przez ułamek sekundy.
Podszedł bliżej.
Natalia nie cofnęła się, ale również nie wyszła mu naprzeciw.
— Nie chcę teraz odejść — powiedział.
— To prawda?
— Tak.
— Skąd mam wiedzieć?
Marek nie odpowiedział.
I dopiero wtedy zrozumiał, co naprawdę zrobił.
Natalia zużyła wszystkie swoje kłamstwa. Od tej chwili każde jej zdanie miało być prawdą.
On nadal miał sześć.
To ona znalazła się teraz po ciemnej stronie ich umowy.
Marek pierwszy raz zobaczył, jak wyglądała gra z miejsca, w którym przez tygodnie stał sam.
Natalia spuściła wzrok.
— Podoba ci się?
— Co?
— Że teraz ja nie wiem.
Marek przez chwilę miał zamiar zaprzeczyć.
Nie zrobił tego.
— Trochę.
Natalia skinęła głową.
— Przynajmniej tyle jest prawdą.
Minęła go i ruszyła w stronę schodów.
Marek złapał ją za dłoń.
Nie mocno.
Zatrzymała się.
— Nie idź.
Nie odwróciła się.
— To też może być kłamstwo.
— Nie jest.
— Nie wiem.
Marek ścisnął jej palce.
Natalia stała przez kilka sekund plecami do niego.
Potem odwróciła się.
W oczach miała łzy.
— Widzisz? — zapytała. — Właśnie tego chciałam, a teraz tego nie znoszę.
— Czego?
— Nie wiedzieć, czy nadal mnie chcesz.
Marek przyciągnął ją do siebie.
Natalia przez moment pozostała sztywna, jakby ciało i rozsądek podejmowały różne decyzje. Później objęła go mocno.
Nie pocałowali się od razu.
Stali po prostu w salonie, przyciśnięci do siebie, a Marek czuł jej oddech przy szyi. Ręce Natalii zacisnęły się z tyłu jego koszuli tak mocno, że materiał napiął się na plecach.
Dopiero po chwili uniosła twarz.
Pocałunek zaczął się spokojnie, ale spokój trwał krótko. Natalia wsunęła dłonie pod jego marynarkę, jakby nagle sama bliskość przestała wystarczać. Marek odpowiedział mocniej, chwytając ją w talii i przyciągając tak, że zabrakło między nimi wolnej przestrzeni.
Natalia oderwała usta.
— Nie rób tego ze mną w ten sposób.
— Czego?
— Nie mów mi, że możesz odejść, a minutę później całuj mnie tak, jakbyś nie mógł.
Marek oparł czoło o jej czoło.
— Nie wiem jeszcze, co mogę.
— A czego chcesz?
Spojrzał jej w oczy.
— Ciebie.
Natalia wciągnęła powietrze.
— Teraz?
— Teraz.
— A jutro?
Nie odpowiedział.
To wystarczyło, żeby znów się napięła.
Marek pocałował ją, zanim zdążyła zadać kolejne pytanie. Tym razem w pocałunku było wszystko, czego przed chwilą nie umiał powiedzieć: złość, zazdrość, strach i pożądanie tak silne, że sam nie wiedział, gdzie jedno przechodzi w drugie.
Natalia odpowiedziała niemal natychmiast. Objęła go za kark, a Marek przesunął dłonie po jej plecach i biodrach, czując przez materiał napięcie ciała. Cofnęła się, dopóki plecami nie dotknęła ściany.
Zatrzymał się.
Nie dlatego, że przestał jej chcieć.
Właśnie przeciwnie.
Patrzył na nią z bliska. Miała rozchylone usta, przyspieszony oddech i włosy rozsypane przy twarzy. Nie było w niej nic z kontrolującej każdy gest Natalii z Oranżerii.
— Co? — zapytała.
— Powiedz, żebym przestał.
Jej wzrok zatrzymał się na nim.
— Nie chcę.
— Prawda?
Natalia prawie się roześmiała.
— Teraz już tylko prawda.
Marek pocałował ją ponownie.
Jego dłonie przesunęły się pod jej bluzkę. Natalia wciągnęła powietrze, kiedy dotknął rozgrzanej skóry pleców, po czym sama uniosła materiał, pomagając mu go zdjąć. Bluzka opadła gdzieś obok, zupełnie nieważna.
Przez chwilę Marek tylko patrzył.
Natalia zauważyła.
— Nie przestawaj.
— Patrzeć?
— Tak.
To jedno słowo miało między nimi własną historię.
Marek przesunął dłonie po jej bokach, wolniej niż wymagało tego napięcie. Natalia śledziła jego twarz, jakby sprawdzała, czy wciąż jest naprawdę przy niej. Kiedy pochylił się do jej szyi, odchyliła głowę i zacisnęła palce na jego ramionach.
Każdy gest miał podwójne znaczenie. Marek dotykał żony, a jednocześnie wiedział, że jeszcze kilka godzin wcześniej chciała pocałować Adama. Natalia przyciągała go do siebie, wiedząc, że jego usta niedawno należały przez chwilę do Marty.
Żadne nie próbowało już usuwać tych obrazów.
Przeciwnie.
Ich obecność podnosiła temperaturę wszystkiego, co robili.
Marek poczuł jej palce przy guzikach koszuli. Natalia rozpięła je jeden po drugim, tym razem bez pośpiechu. Przy ostatnim uniosła wzrok.
— Marta dotykała cię tutaj?
Jej dłoń spoczęła na jego piersi.
Marek poczuł skurcz pod żebrami.
— Natalia.
— Pytam.
— Nie.
— A chciałaś?
Pytanie wyrwało mu krótki śmiech.
— Pytasz mnie, czy chciałem, żeby dotykała?
— Tak.
Marek przez chwilę patrzył jej w oczy.
— Tak.
Natalia zamknęła powieki.
Nie cofnęła dłoni.
Przesunęła ją wolniej po jego skórze.
— Nienawidzę tej odpowiedzi.
— Wiem.
— I właśnie dlatego...
Urwała.
— Co?
Natalia spojrzała na niego.
— Właśnie dlatego nie przestawaj.
Marek przyciągnął ją mocniej i pocałował.
Tym razem nie było już miejsca na ostrożność. Natalia objęła go nogą, skracając resztę dystansu, a jego dłoń znalazła się na jej udzie. Przez materiał czuł ciepło i napięcie mięśni, kiedy przycisnęła go do siebie.
Przesunęli się w stronę kanapy.
Nie elegancko. Natalia zahaczyła nogą o stolik i zaklęła cicho, Marek parsknął śmiechem, a ona natychmiast przyciągnęła go za koszulę i pocałowała jeszcze mocniej, jakby chciała ukarać go za rozbawienie.
Upadli na kanapę bardziej niż na niej usiedli.
Przez kilka sekund śmiali się oboje.
Potem Natalia spojrzała na niego.
Śmiech zniknął.
— Marek?
— Co?
— Jeśli teraz pomyślisz o niej, powiedz mi.
Zastygł.
— Po co?
— Chcę wiedzieć.
— To nie jest dobry pomysł.
— Wiem.
Dotknęła jego twarzy.
— Ale chcę.
Marek pochylił się nad nią.
— A ty powiesz mi, jeśli pomyślisz o Adamie?
Natalia nie uciekła wzrokiem.
— Tak.
Ta umowa była bardziej niebezpieczna niż siedem kłamstw.
Marek pocałował ją wolniej. Jego dłoń przesuwała się po jej ciele, a Natalia reagowała coraz mniej kontrolowanie. Gdy przyciągnęła go bliżej, poczuł drżenie w jej udach, choć twarz nadal próbowała zachować spokój.
— Patrz — powiedziała.
Marek spojrzał jej w oczy.
— Jestem.
— Nie o to chodzi.
Natalia chwyciła jego dłoń i poprowadziła ją po swoim ciele, jakby sama chciała pokazać mu Natalię, której przestał zauważać.
Nie dziewczynę Adama.
Nie kobietę całowaną przez Tomasza.
Nie żonę, którą znał na pamięć.
Ją.
Marek poczuł, że oddech przyspiesza mu równie mocno jak jej.
Ubrania znikały stopniowo, bez pośpiechu, ale również bez wcześniejszej nieśmiałości. Byli razem zbyt długo, żeby udawać zawstydzenie, a jednocześnie po raz pierwszy od lat każde odsłonięcie ciała wydawało się odkryciem czegoś nowego.
Natalia zatrzymała go, kiedy znaleźli się już bardzo blisko.
— Pomyślałeś?
Marek wiedział, o co pyta.
— Nie.
— Prawda?
— Tak.
Pocałowała go.
— Ja też nie.
Marek poczuł ulgę tak wyraźną, że niemal go zawstydziła.
Ich zbliżenie zaczęło się wolniej niż poprzedniej nocy. Bez gwałtownego pośpiechu. Natalia patrzyła mu w oczy tak długo, aż Marek poczuł, że ta bliskość jest trudniejsza niż seks wynikający z czystej zazdrości.
Kiedy połączyli się ze sobą, Natalia zacisnęła palce na jego karku.
Przez chwilę pozostali nieruchomo.
Marek czuł jej oddech na ustach, ciepło ciała i sposób, w jaki przestawała nad sobą panować po każdym kolejnym ruchu.
— Nadal? — zapytała.
— Co?
— Nadal chcesz odejść?
Marek zatrzymał się.
Pytanie w tej chwili było niemal okrutne.
— Nie wiem.
Natalia zamknęła oczy.
— Nie zamykaj — powiedział.
Otworzyła je.
Marek przyciągnął ją bliżej.
— Powiedziałem „nie wiem”, nie „tak”.
— W twojej grze to może znaczyć wszystko.
— Wiem.
Natalia dotknęła jego policzka.
— W takim razie spraw, żebym przez chwilę przestała pytać.
Nie potrzebował drugiego zaproszenia.
Pocałował ją i ich ruchy stały się szybsze, mocniejsze, coraz mniej kontrolowane. Natalia przyciągała go do siebie, jakby chciała zlikwidować nawet tę niewielką możliwość odsunięcia, która pozostawała pomiędzy każdym ruchem. Marek czuł jej paznokcie na plecach, oddech urywający się przy jego uchu, cichy dźwięk, którego nie próbowała tłumić.
Nie trwało to długo.
Nie mogło.
Napięcie narastało w nich od wielu dni.
Kiedy Natalia straciła rytm oddechu i zacisnęła dłonie na jego ramionach, Marek zwolnił na moment, obserwując jej twarz. To właśnie spojrzenie doprowadziło ją do granicy bardziej niż wszystko inne.
— Nie odwracaj wzroku — wyszeptała.
Nie odwrócił.
Przez kilka sekund nic poza nią nie istniało.
Później Marek sam przestał kontrolować własne ciało, objął ją mocniej i schował twarz przy jej szyi.
Długo pozostali spleceni na kanapie.
Natalia pierwsza uspokoiła oddech.
Marek przesuwał dłonią po jej plecach.
— Pomyślałaś o nim? — zapytał.
— Nie.
— Ani razu?
— Ani razu.
Marek uśmiechnął się.
Natalia uniosła głowę.
— A ty?
— Nie.
Patrzyła na niego chwilę.
— Cieszysz się.
— Tak.
— Jak idiota.
— Trochę.
Pocałowała go lekko.
— Ja też.
Przez kilka minut leżeli w ciszy. Nie było w niej niezręczności. Po raz pierwszy od dawna nie czuli potrzeby natychmiastowego analizowania tego, co się wydarzyło.
Marek pomyślał, że właśnie w takim momencie powinno się zakończyć trudną rozmowę.
Oczywiście się nie zakończyła.
***
Pół godziny później Natalia przyniosła z garderoby niewielkie pudełko.
Marek widział je wcześniej setki razy. Ciemnogranatowe, kartonowe, z wytartym jednym narożnikiem. Stało na najwyższej półce pomiędzy albumami i starymi dokumentami.
Nigdy nie pytał, co jest w środku.
Teraz Natalia położyła je na stole.
Miała na sobie tylko długi szlafrok. Marek zdążył założyć spodnie i koszulę, ale nie zapinał jej do końca. Ta nieformalność kontrastowała z powagą pudełka pomiędzy nimi.
— To wszystko? — zapytał.
— Nie wszystko.
— Świetny początek pełnej prawdy.
— Wszystko, co zachowałam.
Otworzyła wieko.
W środku leżały fotografie, kilka biletów, kartki pocztowe i koperty. Nie było ich dużo.
Marek usiadł.
Natalia wyjęła jedno zdjęcie.
Adam i ona.
Młodsi o niemal dwadzieścia lat.
Nie przytulali się. Stali na nabrzeżu, a Natalia miała twarz odwróconą ku niemu. Adam patrzył w obiektyw.
— Chorwacja?
— Tak.
Pod spodem leżał stary bilet lotniczy.
Marek wziął go do ręki.
Nazwisko Adama.
Nie Natalii.
— To jego.
— Dał mi go.
— Po co?
— Powiedział, że następny kupi dla mnie.
Marek odłożył bilet.
Kolejna była złożona kartka, zapisana ręcznie.
Natalia nie podała mu jej od razu.
— Co to?
— List.
— Od niego?
— Nie.
Patrzyła na papier przez chwilę.
— Ode mnie.
Marek wyciągnął rękę.
Natalia nadal trzymała list.
— Nigdy go nie wysłałam.
— Do Adama?
Skinęła głową.
— Kiedy go napisałaś?
— Dwa tygodnie przed naszym ślubem.
Marek poczuł, jak coś zaciska mu się w brzuchu.
— Dwa tygodnie?
— Tak.
— Przeczytam.
Nie zapytał o zgodę.
Natalia podała mu kartkę.
Papier był cienki. Charakter pisma rozpoznał natychmiast — taki sam jak na starych kartkach urodzinowych, które przez lata odkładał do szuflady.
Zaczął czytać.
Nie było tam wielu zdań.
Natalia pisała, że bierze ślub.
Że Marek jest dobrym człowiekiem.
Że przy nim czuje spokój, którego wcześniej nie znała.
Marek czytał coraz wolniej.
Potem zobaczył zdanie, które sprawiło, że musiał wrócić wzrokiem do początku akapitu.
„Najgorsze jest to, że gdybyś teraz przyjechał i powiedział mi, żebym pojechała z tobą, nadal nie wiem, co bym zrobiła.”
Marek uniósł wzrok.
Natalia siedziała naprzeciwko.
Nie próbowała niczego wyjaśniać.
Wrócił do listu.
Ostatnie zdanie brzmiało:
„Dlatego nie przyjeżdżaj.”
Marek odłożył kartkę bardzo powoli.
— Kochałaś mnie?
— Tak.
— Dwa tygodnie przed ślubem?
— Tak.
— I mimo to napisałaś to?
— Tak.
Marek przesunął palcem po krawędzi stołu.
— Dlaczego go nie wysłałaś?
— Bo bałam się, że przyjedzie.
Marek patrzył na nią długo.
— A chciałaś, żeby przyjechał.
Natalia zamknęła oczy.
— Część mnie chciała.
— Duża część?
— Wtedy? Wystarczająco duża, żeby napisać list.
Marek poczuł ból tak czysty, że przez kilka sekund cała zazdrość przestała mieć w sobie cokolwiek erotycznego.
— Byłem twoim bezpiecznym wyborem?
Natalia natychmiast podniosła głowę.
— Nie.
— Spokojnym, dobrym Markiem po Adamie.
— Nie.
— Sama napisałaś, że przy mnie czujesz spokój.
— To nie znaczy, że cię nie pragnęłam.
— Nie o to pytam.
Marek wstał.
— Gdyby przyjechał dwa tygodnie przed naszym ślubem, wyszłabyś za mnie?
Natalia nie odpowiedziała od razu.
Nie mogła skłamać.
Właśnie dlatego cisza zrobiła się tak ciężka.
— Natalia.
Jej oczy zaszkliły się.
— Nie wiem.
Marek odwrócił głowę.
— To jest odpowiedź.
— Nie. To właśnie brak odpowiedzi.
— Po osiemnastu latach różnica jest dość akademicka.
Natalia również wstała.
— Marek, ja za ciebie wyszłam.
— Bo nie przyjechał.
— Nie.
— Skąd wiesz?
Zatrzymała się.
Marek pokazał list.
— Sama napisałaś, żeby nie przyjeżdżał, bo bałaś się własnej decyzji.
Natalia patrzyła na niego długo.
— Masz rację.
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
— Co?
— Masz rację.
Podeszła bliżej.
— Nie dam ci teraz pięknej wersji, w której powiem, że nawet gdyby stanął przed drzwiami, bez wahania wybrałabym ciebie. Nie wiem tego. Dwadzieścia lat później chciałabym wierzyć, że tak. Ale tamta dziewczyna nie była mną dzisiaj.
Marek poczuł, jak gniew ustępuje miejsca czemuś bardziej bolesnemu.
— Więc przez osiemnaście lat myślałem, że wybrałaś mnie bez wahania.
Natalia pokręciła głową.
— Wybrałam cię.
— Ale nie bez wahania.
— Nie.
To jedno słowo zmieniło coś w jego własnej historii.
Nie zniszczyło osiemnastu lat.
Ale przesunęło ich początek.
Jak zdjęcie powieszone odrobinę krzywo, które dopiero po latach ktoś poprawił i nagle okazywało się, że całe życie patrzyło się na nie pod złym kątem.
Marek opadł na krzesło.
Natalia nie podchodziła.
— Czy Adam wiedział o liście?
— Nie.
— Nigdy?
— Nigdy go nie wysłałam.
— Tomasz?
— Nie.
— Czyli pierwszy raz jestem pierwszym mężczyzną, któremu to powiedziałaś.
Na jej twarzy pojawił się niemal niewidoczny uśmiech.
— Tak.
Marek również poczuł coś, czego się nie spodziewał.
Nie ulgę.
Coś bliskiego niej.
— Dziwnie mi z tym dobrze — przyznał.
— Wiem.
— Nie mów „wiem”.
— Dobrze.
Marek spojrzał jeszcze raz na list.
— To wszystko przed ślubem?
Natalia nie odpowiedziała.
Natychmiast to zauważył.
— Natalia.
Jej wzrok opadł na pudełko.
— Nie.
Marek poczuł, że całe ciało ponownie się napina.
— Co jeszcze?
Natalia wyjęła spod fotografii niewielką białą kopertę.
Znacznie nowszą od pozostałych.
— Adam napisał do mnie po ślubie.
Marek wpatrywał się w kopertę.
— Kiedy?
— Trzy miesiące później.
— Co napisał?
Natalia przesunęła kopertę po stole w jego stronę.
— Przeczytaj.
Marek nie wziął jej od razu.
— Odpisałaś?
Natalia patrzyła mu prosto w oczy.
— Tak.
— Co?
Jej dłoń pozostała na kopercie.
— Tego nie ma w tym pudełku.
— Dlaczego?
Natalia powoli cofnęła palce.
— Bo moją odpowiedź ma Adam.
Marek poczuł, że coś w pokoju zmienia temperaturę.
— Co mu napisałaś?
Natalia nabrała powietrza.
— Że jestem szczęśliwa.
Marek czekał.
Znał już ten sposób mówienia. Zdanie było prawdziwe, ale niepełne.
— I?
Natalia patrzyła na niego.
Nie mogła już skłamać.
— I że czasem nadal myślę o tym, co by było, gdybym pojechała.
Marek nie poruszył się.
Natalia dodała ciszej:
— Ale to jeszcze nie jest najgorsza część.
Marek poczuł zimno w karku.
— Co jest najgorszą częścią?
Natalia spojrzała na białą kopertę.
— Że Adam wtedy przyjechał.
Marek przestał oddychać na moment.
— Tutaj?
— Do Polski.
— Po naszym ślubie?
— Tak.
— Spotkałaś się z nim?
Natalia podniosła oczy.
Tym razem nie było już żadnej gry, żadnej możliwości zasłonięcia się numerem kłamstwa ani niedopowiedzeniem.
— Tak.
Marek patrzył na nią.
— Sama?
— Tak.
— Wiedziałem?
Natalia powoli pokręciła głową.
Marek spojrzał na pudełko, list sprzed ślubu, stare zdjęcia i złote kolczyki leżące kilka centymetrów dalej.
Wszystko, co przez ostatnie tygodnie uważał za historię o tym, czy Natalia może zdradzić go teraz, nagle wyglądało jak pytanie zadane osiemnaście lat za późno.
— Co się wtedy wydarzyło? — zapytał.
Natalia nie odwróciła wzroku.
— To jest następna część prawdy.
Marek poczuł narastający gniew.
— Nie. Powiedziałaś, że powiesz wszystko.
— Powiem.
— Teraz.
Natalia milczała przez moment.
Potem skinęła głową.
— Dobrze.
Przesunęła krzesło i usiadła naprzeciwko niego.
Szlafrok rozchylił się lekko przy kolanie. Jeszcze godzinę wcześniej ten widok wystarczyłby, żeby Marek przypomniał sobie jej ciało na kanapie.
Teraz prawie go nie zauważył.
Prawie.
I właśnie to było najgorsze.
Nawet teraz jakaś część jego ciała nadal pamiętała jej ciepło.
Natalia położyła dłonie na stole.
— Ale zanim ci powiem, chcę, żebyś odpowiedział mi na jedno pytanie.
Marek patrzył na nią.
— Jakie?
Natalia przez moment wyglądała, jakby naprawdę rozważała, czy ma siłę wypowiedzieć następne zdanie.
— Jeśli powiem ci, że trzy miesiące po naszym ślubie zrobiłam coś, po czym dzisiaj miałbyś prawo odejść...
Urwała.
Tym razem nie dla efektu.
Zabrakło jej głosu.
Marek poczuł, że serce zaczyna bić szybciej.
Natalia spojrzała mu w oczy.
— ...to chcesz najpierw wiedzieć, **co zrobiłam**?
Przesunęła palcami po białej kopercie.
— Czy chcesz najpierw wiedzieć, **dlaczego następnego ranka wróciłam do ciebie, weszłam do naszego łóżka i przez osiemnaście lat już nigdy nie spotkałam się z Adamem**?
Marek nie odpowiedział.
Nie potrafił.
Przed chwilą kochał się z tą kobietą tak, jakby ich ciała mogły unieważnić wszystkie obce imiona.
Teraz zrozumiał, że prawdziwy finał tej historii nie zacznie się od pytania, czy Natalia zdradzi go z Tomaszem albo Adamem.
Być może zacznie się od odkrycia, że najważniejsza zdrada wydarzyła się osiemnaście lat temu.
I że przez wszystkie te lata spał obok kobiety, która znała odpowiedź.
Wersja robocza materiału.