
Nie zrobiła tego.
Po kolacji zachowywała się niemal zwyczajnie. Posprzątała kuchnię, przełożyła coś z jednej półki lodówki na drugą, dwa razy sprawdziła telefon i ani razu nie zapytała, co właściwie Marta mu powiedziała. Gdy mijała Marka w drzwiach, ich ramiona otarły się lekko o siebie, ale nawet wtedy nie zatrzymała się ani nie spojrzała mu w twarz.
Ta obojętność była zbyt staranna.
Marek siedział później w gabinecie z laptopem otwartym przed sobą, choć od kilkunastu minut nie czytał dokumentu widocznego na ekranie. Za oknem wiatr poruszał gałęziami drzew; od czasu do czasu jedna z nich ocierała się o parapet suchym, nierównym szelestem.
Usłyszał Natalię dopiero wtedy, kiedy stanęła w drzwiach.
Nie zapukała.
Miała na sobie długą, ciemną koszulę nocną, prostą i miękką, zapinaną z przodu na niewielkie guziki. Włosy były jeszcze wilgotne po kąpieli i ciemniejsze niż zwykle. Bez makijażu wyglądała młodziej, ale nie łagodniej.
— Pracujesz?
Marek spojrzał na ekran.
— Udaję.
Weszła do środka.
— Dobrze ci idzie?
— Coraz gorzej.
Natalia zatrzymała się po drugiej stronie biurka. Przez chwilę patrzyła na niego, później na telefon leżący przy jego prawej dłoni.
— Napisała jeszcze?
— Marta?
— Znasz jakąś inną kobietę, o którą mogłabym pytać?
Marek uniósł wzrok.
— Od niedawna podobno jedną.
Natalia przyjęła to bez uśmiechu. Podeszła do regału, przesunęła palcem po grzbietach kilku książek, chociaż Marek wiedział, że żadnej nie szuka.
— Podoba ci się? — zapytała.
Nie musiał pytać, o kogo chodzi.
— Już odpowiadałem.
— Odpowiedziałeś, że nie wiesz.
— Nadal nie wiem.
Natalia odwróciła się.
— To dziwne.
— Dlaczego?
— Zwykle wiesz od razu, czy kobieta ci się podoba.
Marek zamknął laptop.
Kliknięcie zatrzasku zabrzmiało w cichym pokoju ostrzej, niż powinno.
— Skąd wiesz?
— Znam cię.
Tym razem to on się uśmiechnął.
— Ostrożnie z tym zdaniem.
Przez sekundę wydawało mu się, że Natalia odpowie. Zamiast tego obeszła biurko i stanęła po jego stronie.
Blisko.
Nie na tyle, żeby dotknąć.
Wystarczająco, by poczuł świeży zapach jej włosów i ciepło skóry, które kontrastowało z chłodniejszym powietrzem gabinetu.
— Chciałeś ją pocałować? — zapytała.
Marek podniósł głowę.
Pytanie nie brzmiało jak żart.
Natalia miała dłonie opuszczone wzdłuż ciała. Nie bawiła się guzikiem koszuli, nie poprawiała włosów, nie wykonywała żadnego z drobnych gestów, które zwykle zdradzały, że chce kupić sobie kilka dodatkowych sekund.
Po prostu czekała.
— Nie.
Słowo wyszło spokojnie.
Zbyt spokojnie.
Natalia przyglądała mu się przez kilka sekund.
— Kłamiesz.
— Możliwe.
— Nie. Tym razem nie „możliwe”.
Przesunęła się o pół kroku bliżej.
Kolano Marka znalazło się między fałdami jej koszuli, choć wciąż jej nie dotykał.
— Widziałam cię dzisiaj — powiedziała.
Zmarszczył brwi.
— Gdzie?
— Kiedy wróciłeś. Zanim wszedłeś do domu.
— Patrzyłaś przez okno?
— Przez chwilę.
Marek próbował sobie przypomnieć, co wtedy robił. Siedział w samochodzie może minutę, patrząc w telefon. Później schował go do kieszeni, ale przed wyjściem jeszcze przez moment został za kierownicą.
— I co zobaczyłaś?
Natalia nie odpowiedziała od razu.
— Uśmiechałeś się.
— To już przestępstwo?
— Nie.
Jej głos ściszył się minimalnie.
— Tylko dawno nie widziałam, żebyś wracał od kogoś z takim uśmiechem.
To było bardziej odsłaniające niż wszystkie wcześniejsze pytania.
Marek zauważył to po sekundzie.
Natalia również.
Odwróciła wzrok jako pierwsza.
Marek wstał.
Różnica wysokości zmieniła wszystko. Jeszcze chwilę wcześniej to ona górowała nad nim, stojąc przy fotelu; teraz znalazła się bardzo blisko jego klatki piersiowej. Nie cofnęła się.
— Byłaś zazdrosna? — zapytał.
— Nie.
— To kiepskie kłamstwo.
— Może nie kłamię.
— Natalia.
Podniosła głowę.
— Co?
Marek przyglądał się jej twarzy. Z tej odległości dostrzegał niewielką wilgoć przy linii włosów i pojedynczą kroplę, która zatrzymała się na szyi po kąpieli.
— Powiedz prawdę.
Kącik jej ust drgnął.
— Teraz nagle chcesz prawdy?
— Teraz tak.
— Dlaczego?
— Bo pierwszy raz pytam o coś, co dotyczy mnie.
Natalia patrzyła na niego długo.
— Byłam.
Nie potrzebował wyjaśnienia.
— Bardzo?
Przez chwilę wydawało się, że powie coś ironicznego.
Nie powiedziała.
— Bardziej, niż chciałam.
To zdanie uderzyło go nie tam, gdzie się spodziewał. Zamiast satysfakcji poczuł coś cieplejszego i znacznie mniej wygodnego.
Podniósł dłoń.
Zatrzymał ją przy jej policzku, zanim dotknął skóry.
Natalia zauważyła zawahanie.
Nie poruszyła się.
Dopiero po chwili Marek przesunął opuszkami po linii jej szczęki. Skóra była ciepła, jeszcze miękka po kąpieli. Natalia zamknęła oczy tylko na moment, po czym znów na niego spojrzała.
— A ty? — zapytała.
— Co ja?
— Byłeś zazdrosny o Tomasza?
Marek parsknął cicho.
— To chyba ustaliliśmy.
— Nie.
Położyła dłoń na jego nadgarstku. Nie zdejmowała jego ręki z twarzy; po prostu objęła go palcami.
— Ustaliliśmy, że patrzyłeś. Że cię to drażniło. Że chciałeś wiedzieć. Nie powiedziałeś mi nigdy, czy naprawdę byłeś zazdrosny.
Marek przesunął kciukiem po jej policzku.
— Byłem.
— Bardzo?
— Bardziej, niż chciałem.
Natalia uśmiechnęła się.
Tym razem bez zwycięstwa.
Ich odpowiedzi leżały między nimi niemal identyczne.
Marek poczuł lekki nacisk jej palców na nadgarstku.
— I co wtedy chciałeś zrobić? — zapytała.
— Kiedy?
— Kiedy patrzyłeś, jak z nim tańczę.
Przez chwilę nie odpowiedział.
W pamięci zobaczył zieloną sukienkę, dłoń Tomasza na jej plecach i Natalię patrzącą ponad jego ramieniem prosto na niego.
— Podejść.
— I?
— Zabrać cię.
— Dokąd?
Pytanie było ciche.
Marek zorientował się, że Natalia wciąż trzyma jego nadgarstek. Palce zacisnęły się nieco mocniej, jakby naprawdę czekała.
— Wszystko jedno.
Jej oddech zmienił się pierwszy.
Nie przyspieszył gwałtownie. Stał się tylko głębszy, a Marek poczuł jego ciepło na szyi.
— To dlaczego tego nie zrobiłeś?
— Bo patrzyłaś.
Natalia zmarszczyła lekko brwi.
— Właśnie dlatego.
Jej palce przesunęły się z jego nadgarstka na przedramię.
— Wiedziałem, że chcesz, żebym patrzył.
— I patrzyłeś.
— Tak.
— A teraz?
Marek nie odpowiedział.
Natalia zrobiła ostatni niewielki krok.
Miękka tkanina jej koszuli dotknęła jego ubrania na wysokości klatki piersiowej. Nie była to jeszcze pełna bliskość, raczej informacja, że nie ma już między nimi swobodnej przestrzeni.
— Teraz też patrzysz — powiedziała.
— Tak.
— Na co?
Pytanie prawie go rozbawiło.
— Wiesz.
— Chcę usłyszeć.
Marek przesunął wzrok po jej twarzy, zatrzymał go na ustach, potem wrócił do oczu.
Natalia śledziła ten ruch.
— Na ciebie.
— Tak jak wtedy?
— Nie.
— Dlaczego?
Marek opuścił dłoń z jej policzka.
Przesunął ją wolno wzdłuż szyi, zatrzymał na barku i dopiero stamtąd objął talię przez cienki materiał koszuli.
Natalia wciągnęła powietrze.
— Bo teraz mogę cię dotknąć.
Przez moment nie zrobiła nic.
Potem jej dłoń zsunęła się po jego przedramieniu i zatrzymała na dłoni obejmującej jej talię.
Nie odsunęła jej.
Przeciwnie.
Przycisnęła mocniej.
To był pierwszy ruch, który naprawdę odebrał Markowi resztę dystansu.
Pocałował ją.
Nie tak, jak całował ją rano przed wyjściem albo wieczorem na dobranoc. Nie było w tym małżeńskiego automatyzmu ani czułości wykonywanej niemal z pamięci.
Pierwszy kontakt był krótki. Usta Natalii ciepłe, jeszcze lekko wilgotne. Marek odsunął się o kilka centymetrów, bardziej z zaskoczenia własną reakcją niż dlatego, że chciał przerwać.
Natalia patrzyła mu w oczy.
Nie ruszyła za nim.
Czekała.
To właśnie sprawiło, że pocałował ją drugi raz.
Mocniej.
Jej palce wsunęły się w jego włosy przy karku, a drugą ręką chwyciła materiał koszuli na piersi. Marek poczuł nacisk jej ciała, zapach wilgotnych włosów i ciepło przebijające przez cienką tkaninę.
Przesunął dłoń z talii na jej plecy.
Natalia przywarła bliżej.
Pocałunek stał się głębszy, ale wciąż co chwilę przerywały go drobne zawahania, krótkie odsunięcia ust, jakby każde z nich sprawdzało, czy drugie nadal chce tego samego.
Marek poczuł pod palcami pierwszy guzik jej koszuli.
Zatrzymał rękę.
Natalia odsunęła usta od jego twarzy.
Oddychali zbyt szybko jak na ludzi stojących nieruchomo.
Spojrzała w dół na jego dłoń.
Potem znowu na niego.
— Dlaczego przestałeś?
— Nie wiem.
— Kłamiesz.
— Tym razem nie.
Natalia patrzyła jeszcze chwilę, po czym sama objęła guzik palcami.
Rozpięła go.
Nie patrząc w dół.
Potem drugi.
Marek obserwował jej twarz, nie ruch dłoni. To było trudniejsze.
Przy trzecim guziku Natalia się zatrzymała.
Pod ciemnym materiałem pojawił się wąski fragment nagiej skóry, jeszcze zaróżowionej po ciepłym prysznicu.
— Nadal chcesz wiedzieć, co Marta ci powiedziała? — zapytał.
Jej palce znieruchomiały.
Marek poczuł zmianę natychmiast.
— Teraz?
— Teraz.
Natalia prawie się roześmiała.
— Jesteś okropny.
— Uczę się.
Tym razem naprawdę się uśmiechnęła.
— Przestań mówić moimi zdaniami.
— Drażni cię to?
— Bardzo.
— Dobrze.
Pocałowała go pierwsza.
Tym razem nie było sprawdzania.
Marek cofnął się pod jej naporem o krok i poczuł krawędź biurka przy biodrach. Natalia zatrzymała się dopiero wtedy, kiedy nie miał już dokąd się przesunąć.
Między nimi znalazł się tylko cienki materiał ubrań.
Marek objął ją obiema dłońmi.
Poczuł pod palcami krzywiznę talii i napięcie mięśni pleców, kiedy uniosła twarz ku niemu. Natalia przesunęła usta wzdłuż jego policzka, zatrzymała je przy uchu.
— Chciałeś pocałować Martę? — zapytała ponownie.
Marek zamknął oczy.
— Nie.
Natalia cofnęła głowę.
Patrzyła na niego.
Marek wytrzymał jej spojrzenie przez kilka sekund.
— To było moje pierwsze — powiedział.
Nie od razu zrozumiała.
Potem jej twarz zmieniła się.
— Pierwsze kłamstwo?
Skinął głową.
Dłoń Natalii nadal spoczywała na jego karku.
— Czyli chciałeś?
Marek nie odpowiedział.
— Marek.
— Przez moment zastanawiałem się, jak by to było.
Palce na jego karku znieruchomiały.
To była drobna zmiana, ale poczuł ją natychmiast.
— Zastanawiałeś się.
— Tak.
Natalia patrzyła na niego tak blisko, że trudno było odczytać jej twarz jako całość. Widział tylko oczy, usta, delikatne napięcie przy szczęce.
— Kiedy?
— Przy końcu spotkania.
— Dlaczego?
Marek zawahał się.
— Bo była obca.
Natalia cofnęła głowę o kilka centymetrów.
— Tylko dlatego?
— Nie.
— Więc?
Marek wiedział, że właśnie tutaj najłatwiej byłoby skłamać ponownie.
Nie zrobił tego.
— Bo patrzyła na mnie tak, jakby jeszcze nie wiedziała, kim jestem.
Natalia przestała się poruszać.
To zdanie dotknęło jej mocniej niż informacja o samym pocałunku, którego przecież nie było.
Marek zobaczył to zbyt późno.
— Natalia...
— Nie.
Jej palce nadal tkwiły w jego włosach.
— Powiedz jeszcze raz.
— Co?
— Dlaczego ci się spodobała.
Marek milczał.
— Chcę usłyszeć.
— Nie powiedziałem, że mi się spodobała.
Natalia uśmiechnęła się krótko.
— Teraz już naprawdę kiepsko kłamiesz.
Marek westchnął.
— Podobało mi się, że niczego o mnie nie zakłada.
— Że cię nie zna.
— Tak.
Natalia spuściła wzrok.
Marek dostrzegł, że trzeci guzik jej koszuli wciąż pozostaje rozpięty, ale nagle cała fizyczna bliskość zeszła na drugi plan.
— Czyli dokładnie to samo — powiedziała.
— Co?
Podniosła oczy.
— Dokładnie to samo, czego chciałam ja.
Nie było w tym triumfu.
To zabrzmiało prawie jak przyznanie się do czegoś, czego oboje woleliby nie potwierdzać.
Marek dotknął jej policzka.
Natalia przez chwilę pozwalała mu trzymać dłoń przy twarzy.
Potem pocałowała wewnętrzną stronę jego nadgarstka.
Gest był tak nieoczekiwany, że Marek znieruchomiał.
Jej usta pozostały na skórze może sekundę.
Kiedy podniosła głowę, w jej spojrzeniu wróciło coś z wcześniejszej prowokacji, ale tym razem było w tym również coś innego — świadomość, że gra zaczyna dotykać miejsc, których żadne z nich nie planowało odsłaniać.
— Patrz na mnie — powiedziała.
Marek nie odwracał wzroku.
Natalia rozpięła kolejny guzik.
Powoli.
Nie kokieteryjnie.
Jakby każda sekunda miała służyć właśnie temu, żeby zobaczył zmianę.
Ciemny materiał rozsunął się nieco szerzej. Marek poczuł pod dłonią ciepło odsłoniętej skóry na jej plecach, gdy objął ją ponownie.
Natalia położyła palce na jego koszuli.
Rozpięła pierwszy guzik.
Potem następny.
Jej dłonie były spokojniejsze niż oddech.
Marek zauważył to i właśnie ta różnica działała na niego najmocniej.
Kiedy przesunęła palcami po jego klatce piersiowej, poczuł chłód opuszków kontrastujący z własną rozgrzaną skórą. Odruchem było przyciągnąć ją jeszcze bliżej, ale powstrzymał się na moment.
Natalia zauważyła.
— Co?
— Nic.
— Nie chcę dzisiaj „nic”.
Marek objął jej talię i odwrócił ich pozycję tak, że teraz to ona znalazła się przy krawędzi biurka.
Nie wykonał ruchu gwałtownie. Dał jej czas, żeby mogła się cofnąć.
Nie zrobiła tego.
Jej dłonie oparły się na blacie za plecami. Materiał koszuli rozsunął się nieco pod wpływem ruchu.
Marek pocałował ją w szyję.
Najpierw raz.
Lekko.
Poczuł pod ustami ciepłą skórę i delikatny zapach kosmetyku po kąpieli. Natalia przechyliła głowę, odsłaniając mu większy fragment szyi, ale nic nie powiedziała.
Pocałował ją ponownie, niżej.
Jej oddech urwał się na moment.
Dłoń Marka przesunęła się po jej talii na biodro, zatrzymała tam, jakby pytał o zgodę gestem.
Natalia odpowiedziała, przyciągając go bliżej nogami.
To było najbardziej jednoznaczne, co zrobiła od początku gry.
Marek uniósł głowę.
Spojrzała mu prosto w oczy.
— Nie przestawaj.
Nie musiała powtarzać.
Pocałował ją ponownie, a ona objęła go ramionami i przez chwilę nie było w nich nic z ostrożnej gry, którą prowadzili przez ostatnie tygodnie. Zostało ciepło, nacisk ciał, przyspieszony oddech i ten rodzaj bliskości, który znali przecież od lat, ale który nagle przestał być znajomy.
Natalia przesunęła dłonią po jego karku i przyciągnęła twarz Marka do swojej.
— Otwórz oczy.
Nie wiedział nawet, kiedy je zamknął.
Spojrzał na nią.
Była blisko. Włosy przykleiły się pojedynczymi pasmami do policzka, usta miała wilgotne, oddech nierówny.
— Nie uciekaj gdzieś indziej — powiedziała.
Marek wiedział, o czym mówi.
Marta.
Tomasz.
Adam.
Wszystkie obce twarze, które przez ostatnie tygodnie wprowadzili pomiędzy siebie.
Objął Natalię mocniej.
— Jestem tutaj.
Patrzyła na niego.
— To prawda?
— Tak.
Tym razem była.
Natalia pocałowała go wolniej. Zupełnie inaczej niż chwilę wcześniej. Jej dłoń przesunęła się po jego twarzy, jakby chciała sprawdzić kształt czegoś, co znała przecież od osiemnastu lat.
Marek poczuł coś nieoczekiwanego.
Nie zazdrość.
Nie podniecenie wynikające z Tomasza czy Marty.
Coś boleśnie znajomego.
Tęsknotę za własną żoną, stojącą pół metra od niego.
Objął ją, przyciągnął z krawędzi biurka i przez chwilę po prostu trzymał.
Natalia nie zaprotestowała.
Oparła czoło o jego ramię.
Ich oddechy stopniowo zwalniały.
Marek przesunął dłonią po jej mokrych włosach.
— Natalia?
— Mhm?
— Nie chcę, żebyś spotykała się z Tomaszem.
Poczuł, jak jej ciało lekko się napina.
Nie odsunęła się jednak.
— To prośba?
— Tak.
— Nie zakaz?
— Nie.
Po chwili uniosła głowę.
— Dlaczego teraz?
Marek spojrzał jej w oczy.
— Bo teraz już wiem, że mogę cię stracić.
Natalia patrzyła na niego długo.
— Nie chcę już widzieć Tomasza.
Ulga przyszła natychmiast.
Tak wyraźnie, że Marek prawie się zaśmiał.
Natalia zobaczyła ją na jego twarzy.
Przesunęła palcem po jego policzku.
— To było szóste.
Marek przestał się uśmiechać.
— Co?
— Moje szóste kłamstwo.
Powietrze pomiędzy nimi jakby nagle ostygło.
Marek cofnął głowę, ale nie odsunął rąk z jej talii.
— Które zdanie?
Natalia patrzyła na niego.
— Wiesz.
— Chcę, żebyś powiedziała.
— „Nie chcę już widzieć Tomasza.”
Marek puścił ją.
Nie gwałtownie.
Po prostu zdjął dłonie.
Natalia natychmiast poczuła zmianę. Wyprostowała się przy biurku i zaczęła zapinać rozpięte guziki, jeden po drugim.
Marek obserwował jej palce.
— Czyli chcesz się z nim spotkać.
— Nie powiedziałam tego.
— Natalia...
— To, że zdanie było kłamstwem, nie oznacza automatycznie, że jego przeciwieństwo jest prawdą.
— Przestań.
Pierwszy raz od dawna podniósł głos.
Nie mocno, ale wystarczająco, żeby Natalia zatrzymała rękę przy ostatnim guziku.
— Przestań robić z każdego zdania zagadkę.
Patrzyła na niego bez uśmiechu.
— Sam chciałeś tej gry.
— Nie chciałem nie wiedzieć, czy moja żona zamierza spotykać się z innym facetem.
— Naprawdę?
To jedno słowo zatrzymało go.
Natalia zapięła ostatni guzik.
— W Oranżerii powiedziałeś mi, żebym z nim zatańczyła. Wcześniej sam powiedziałeś, żebym poszła z nim na kawę. Kiedy pytałam, czy chcesz, żebym przestała, nigdy nie byłeś pewien.
— To było wtedy.
— A co się zmieniło?
Marek nie odpowiedział od razu.
Natalia patrzyła na niego.
— Marta?
Trafiła.
Marek poczuł to w tej samej chwili.
— Nie.
— Czyli jednak potrafisz kłamać bez numerowania.
— Nie chodzi o Martę.
— Więc o co?
Marek przesunął dłonią po twarzy.
— O to, że nagle przestało być teoretyczne.
Natalia milczała.
— Dopóki to był Tomasz, którego nie znałem, mogłem wyobrażać sobie wszystko. Mogłem się tym drażnić, nawet podniecać. A potem zobaczyłem go przy stole. Zobaczyłem ciebie z nim. Później poznałem Martę. I nagle wszyscy jesteście prawdziwi.
Natalia opuściła wzrok.
Marek mówił dalej, już ciszej:
— To nie jest fantazja, Natalia. To są ludzie, którzy rano wstają, piszą wiadomości, pamiętają twoje kolczyki, przechowują twoje zdjęcia. Mogą cię dotknąć naprawdę.
Natalia podniosła oczy.
— Właśnie dlatego ty też możesz.
Marek zmarszczył brwi.
— Co?
— Marta jest prawdziwa.
Przez chwilę żadne z nich się nie poruszyło.
— I to cię boli — dodała Natalia. — Bo kiedy wymyśliłeś kobietę, nad którą miałam być zazdrosna, wszystko kontrolowałeś. Teraz już nie.
Marek patrzył na nią.
Była brutalnie precyzyjna.
— A ty kontrolujesz Tomasza?
— Nie.
— Adama?
— Nie.
— Martę?
Natalia uśmiechnęła się słabo.
— Jej najmniej.
Marek już miał odpowiedzieć, kiedy jego telefon zawibrował na biurku.
Oboje spojrzeli.
Marta.
Tym razem Natalia nie próbowała udawać obojętności.
— Odbierz.
Marek wziął telefon.
Wiadomość brzmiała:
„Muszę sprostować jedną rzecz z dzisiaj.”
Po chwili pojawiła się następna.
„Wiadomość, którą wysłałam Natalii: ‘Powiedziałam mu’ — nie dotyczyła ciebie.”
Marek poczuł, że coś zimnego przesuwa mu się wzdłuż kręgosłupa.
Natalia zrobiła krok bliżej.
— Co napisała?
Nie odpowiedział.
Trzecia wiadomość.
„Chodziło o Tomasza.”
Marek przeczytał jeszcze raz.
— Marek?
Odwrócił ekran w stronę Natalii.
Przeczytała.
Na jej twarzy po raz pierwszy tego wieczoru nie zostało nic z gry.
— O czym mu powiedziała?
Telefon zawibrował ponownie, zanim Marek zdążył odpisać.
„O siedmiu kłamstwach.”
Natalia usiadła na krześle.
Nie dlatego, że dramatycznie zabrakło jej sił. Po prostu jakby nagle uznała, że nie chce już stać.
Marek napisał:
„Kiedy?”
Marta odpowiedziała po kilkunastu sekundach.
„Przed Oranżerią.”
Marek spojrzał na Natalię.
— Wiedziałaś?
— Nie.
Nie zawahała się.
— To prawda?
— Tak.
Marek uwierzył jej.
Być może właśnie dlatego, że nie próbowała niczego dodać.
Telefon znów zawibrował.
Marta:
„Dokładniej: przed waszą kolacją. Ale po pierwszym spotkaniu Natalii z Tomaszem.”
Marek przeczytał wiadomość na głos.
Natalia wpatrywała się w podłogę.
— Czyli podczas Oranżerii wiedział — powiedział.
— Tak.
— Kiedy pytał, dlaczego pozwoliłem ci z nim pójść...
Natalia podniosła głowę.
— Wiedział.
— Kiedy z tobą tańczył.
— Wiedział.
Marek poczuł gniew dopiero teraz.
Nie gwałtowny. Chłodny.
Każda scena z tamtego wieczoru zaczęła układać się inaczej.
Spokój Tomasza.
Jego pytania.
Sposób, w jaki obserwował Marka.
To, że podczas tańca powiedział Natalii: „On cały czas patrzy.”
Nie był przypadkowym mężczyzną wciągniętym w małżeńską grę.
Wiedział, że gra istnieje.
— Co ci powiedział wtedy podczas tańca? — zapytał Marek.
Natalia zmarszczyła brwi.
— Mówiłam ci.
— Wszystko?
Nie odpowiedziała.
Marek poczuł, że coś w nim się zaciska.
— Natalia.
Przez chwilę siedziała nieruchomo.
— Nie wszystko.
Marek odłożył telefon.
— Co jeszcze?
Natalia przejechała dłonią po włosach.
— Najpierw powiedział, że cały czas patrzysz.
— Wiem.
— Potem zapytał, czy zawsze tak na mnie patrzysz.
— To też wiem.
— A potem...
Zawahała się.
— Co?
— Powiedział: „Ciekawe, jak długo wytrzyma.”
Marek poczuł nieprzyjemne gorąco pod koszulą.
— Wiedziałaś, co miał na myśli?
— Myślałam, że chodzi o taniec.
— A teraz?
Natalia popatrzyła na telefon leżący na biurku.
— Teraz nie wiem.
Marek podniósł go ponownie.
Napisał do Marty:
„Powiedziałaś Tomaszowi przed Oranżerią. Wiedział o zasadach. Czy wiedział wcześniej, zanim Natalia go pocałowała?”
Przez kilkanaście sekund nie było odpowiedzi.
Potem pojawiły się trzy kropki.
Zniknęły.
Powróciły.
Natalia patrzyła na ekran razem z nim.
Marek czuł jej ramię przy swoim. Jeszcze pół godziny wcześniej ta bliskość miała zupełnie inne znaczenie.
Wiadomość pojawiła się.
„Tak.”
Natalia zesztywniała.
Marek przeczytał słowo drugi raz.
— Jak? — zapytał bardziej siebie niż ją.
Napisał natychmiast:
„Skąd?”
Odpowiedź Marty przyszła po minucie.
„Powiedziałam mu po pierwszej wiadomości Natalii. Zapytała mnie wtedy, czy Tomasz potrafi dochować tajemnicy. Powiedziałam, że tak. Potem wyjaśniła dlaczego.”
Marek odłożył telefon.
Natalia patrzyła przed siebie.
Jej twarz była blada.
— Czyli wiedział — powiedział Marek. — Kiedy siedzieliście w samochodzie.
Nie odpowiedziała.
— Kiedy go pocałowałaś, wiedział, że istnieje siedem kłamstw.
— Tak.
— I nic ci nie powiedział.
Natalia pokręciła głową.
— Nie.
Marek poczuł coś, czego się nie spodziewał.
Nie triumf.
Nie satysfakcję, że tym razem to Natalia została oszukana.
Złość w jej imieniu.
Tomasz nagle przestał być rywalem.
Stał się kimś, kto wszedł w ich grę, znając zasady, podczas gdy jedno z nich nie wiedziało, że je zna.
Marek spojrzał na żonę.
— Co zrobił po tym, jak go pocałowałaś?
Natalia milczała.
— Natalia.
— Najpierw nic.
Jej głos był cichszy.
— Co znaczy „nic”?
— Nie odpowiedział od razu.
Marek poczuł, że właśnie ten szczegół będzie ważny.
— Jak długo?
— Kilka sekund.
Natalia zamknęła oczy, jakby próbowała przywołać tamten moment dokładniej.
— Cofnął się trochę. Popatrzył na mnie. Myślałam, że zrobiłam z siebie idiotkę.
Marek słuchał.
— A potem?
Natalia otworzyła oczy.
— Zapytał: „Jesteś pewna?”
Marek poczuł chłód na karku.
— I co powiedziałaś?
— Tak.
— Prawdę?
Natalia spojrzała na niego.
— Wtedy tak.
Marek odwrócił wzrok.
Tomasz wiedział o siedmiu kłamstwach.
Wiedział, że Natalia eksperymentuje z prawdą i kłamstwem.
I mimo to przed odpowiedzią zapytał ją, czy jest pewna.
Nie pasowało to do wygodnego obrazu mężczyzny wykorzystującego sytuację.
To było gorsze.
Czyniło go bardziej realnym.
Natalia chyba pomyślała to samo, bo opuściła wzrok.
— Potem mnie pocałował — powiedziała.
Marek znieruchomiał.
— Mówiłaś, że to ty pocałowałaś jego.
— Pierwsza.
Spojrzała na niego.
— Ja pocałowałam jego pierwsza. Potem się cofnął, zapytał, czy jestem pewna. Powiedziałam, że tak. I dopiero wtedy on pocałował mnie.
Marek nie wiedział, dlaczego ten obraz okazał się trudniejszy od poprzedniego.
Może dlatego, że wcześniej pocałunek był eksperymentem Natalii.
Teraz miał drugą część.
Odpowiedź Tomasza.
— Jak? — zapytał.
Natalia uniosła brwi.
— Marek...
— Chcę wiedzieć.
— Nie.
— Dlaczego?
— Bo nie chcesz wiedzieć. Chcesz zobaczyć.
Marek nic nie powiedział.
Miała rację.
Natalia przyglądała mu się długo.
— To cię nadal podnieca?
Pytanie padło tak spokojnie, że przez moment udawał przed sobą, iż go nie zrozumiał.
— Co?
— Wiedza, że mnie pocałował.
Marek poczuł, że znowu zaczyna się ta sama niebezpieczna granica między zazdrością a czymś, czego znacznie trudniej było się przed sobą przyznać.
— Nie wiem.
— Wiesz.
— Natalia...
— Ja już powiedziałam ci rzeczy, których nie chciałam mówić.
Zbliżyła się o krok.
— Teraz ty.
Marek patrzył na nią.
— Tak.
Jej oddech stał się głębszy.
— Nadal?
— Tak.
Natalia podeszła jeszcze bliżej.
— Nawet teraz, kiedy wiesz, że on wiedział o grze?
Marek poczuł wstyd, zanim odpowiedział.
— Tak.
Przez chwilę nic nie mówiła.
Potem zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewał.
Uśmiechnęła się.
Nie drwiąco.
Prawie z ulgą.
— Dobrze.
— Co jest dobrze?
Natalia stanęła przed nim.
— Że przynajmniej w tym nie kłamiemy.
Położyła dłoń na jego klatce piersiowej.
Nie było już wcześniejszej gwałtowności.
Tylko ciepło dłoni przez materiał koszuli.
— Marek?
— Co?
— Chcesz wiedzieć, jak mnie pocałował?
Serce uderzyło mu mocniej.
Natalia to poczuła pod dłonią.
Ich oczy spotkały się.
Marek nie odpowiedział.
Natalia zbliżyła twarz do jego.
Nie pocałowała go od razu.
Zatrzymała usta kilka centymetrów od jego ust.
— Najpierw tak — powiedziała.
Czuł jej oddech.
— Patrzył, czy się cofnę.
Marek nie poruszył się.
— Cofnęłaś się?
— Nie.
Jej usta musnęły jego.
Bardzo lekko.
Natychmiast się odsunęła.
— Potem tak.
Pocałowała go ponownie.
Tym razem dłużej, ale bez pośpiechu.
Marek poczuł jej dłoń przesuwającą się z klatki piersiowej na kark.
Nie wiedział już, gdzie kończy się odtworzenie tamtego pocałunku, a gdzie zaczyna coś należącego wyłącznie do nich.
I właśnie to działało najmocniej.
Kiedy Natalia się odsunęła, oddychał szybciej.
— Dalej? — zapytała.
Marek patrzył na nią.
Rozsądek podpowiadał mu, żeby powiedział „nie”.
— Tak.
Natalia przez moment wyglądała, jakby właśnie tego się obawiała.
A może na to liczyła.
Podeszła ponownie.
Tym razem Marek nie czekał.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował tak, że całe odtwarzanie cudzej sceny skończyło się natychmiast. Natalia odpowiedziała równie mocno; jej dłonie zacisnęły się na jego koszuli, a Marek poczuł plecami krawędź biurka.
Kiedy przerwali, Natalia przycisnęła czoło do jego czoła.
— Tego nie zrobił — powiedziała.
Marek uśmiechnął się mimo przyspieszonego oddechu.
— Dobrze.
— Zazdrosny?
— Bardzo.
Natalia również się uśmiechnęła.
— Ja też.
I pierwszy raz od rozpoczęcia gry zazdrość nie oddzielała ich od siebie.
Przyciągała.
Telefon na biurku zawibrował ponownie.
Oboje zignorowali go.
Po kilku sekundach drugi raz.
Natalia odsunęła się pierwsza.
Marek spojrzał na ekran.
Marta.
Jedno zdanie.
„Jest jeszcze coś, czego Natalia nie wie o Tomaszu.”
Marek przeczytał wiadomość.
Natalia zauważyła zmianę na jego twarzy.
— Co?
Podniósł wzrok.
Telefon zawibrował po raz kolejny.
Druga wiadomość:
„Nie jest przypadkiem, że spotkał właśnie ją.”
Marek poczuł, jak wszystko w nim nieruchomieje.
Natalia wyciągnęła dłoń.
— Pokaż.
Marek podał jej telefon.
Przeczytała obie wiadomości.
Tym razem nie musiał pytać, czy wiedziała.
Jej twarz odpowiedziała przed nią.
Nie wiedziała.
Na ekranie pojawiła się trzecia wiadomość.
„Tomasz znał Adama wcześniej niż Natalię.”
Natalia usiadła.
Marek patrzył na nią, a wszystkie nitki, które dotąd wydawały się osobnymi historiami — Tomasz, Marta, stare zdjęcia, Adam, złote kolczyki — nagle przestały biec równolegle.
Gdzieś przed nimi łączyły się w jednym miejscu.
I po raz pierwszy od początku gry żadne z nich nie wiedziało gdzie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz