Zniewolona cz.7

Zniewolona cz.7Facet ruszył krokiem jakiegoś pojebanego modela i z taką samą gracją usiadł naprzeciwko mnie, na drugim końcu stołu. Nie wypowiedział ani słowa, ja również, gdyż sparaliżowana szokiem nie byłabym w stanie otworzyć gęby. Jasne, chciałam wyjaśnień, czegokolwiek na temat mojej obecnej sytuacji, ale się bałam, kurewsko bałam się, że zawyję mu prosto w twarz. Obcinając kolesia go od góry do dołu i tak miałam problem z utrzymaniem śmiechu na wodzy. No bo…
      Szary garnitur (projektanta nie znam, nie jestem jasnowidzem, a metki mi nie pokazał), buty od Armaniego czy innego Kleina, i – co najdziwniejsze – maska. Tak, cholera, porąbana srebrna maska, zakrywająca pół jego parszywej gęby. Co, do chuja, bal przebierańców czy jakaś kiepska podróbka Greya? Poza tym Grey mi się nie podobał, mogli się bardziej postarać w kwestii wyboru aktora. No ale jedźmy dalej.  
      Na palcu prawej dłoni niezbyt gruby złoty sygnet, na lewym nadgarstku robiona na wzór obręczy z cierniami bransoleta, na szyi także złoto, cieniutki łańcuszek z krzyżykiem. Pewnie, że obcykałam go całego, może to pomoże mi czegokolwiek się o nim dowiedzieć, domyślić się chociaż. Lubi pieniądze, to na pewno, i lubi…? Hmm…
      O kurwa, a może gdzieś tam, w piwnicy, też ma jakiś pokoik do zaspokajania chorych żądz? Wiadomo to? Typ nie wygląda na całkiem zdrowego, choć i na chorego też do końca nie. Gdyby nie to zachowanie, mógłby być całkiem do rzeczy… ma ładne usta. Ale te wszystkie zabawki na dole, które na pewno nie kosztowały mało i wymagały dużo pracy, sukienka i cała ta akcja z kolacją? No bo to chyba będzie kolacja, prawda?
      – Mogę? – zmęczona ciszą zagadałam w końcu, kładąc dłoń na fajkach.
      Bez słowa skinął głową, więc szybko zapaliłam.
      – Czy możesz mi wyjaśnić, gdzie jestem i dlaczego tu jestem? I po co ta maska? – w przypływie niespodziewanej odwagi parsknęłam śmiechem.
      No kurwa, nie mogłam się powstrzymać, i tak siedziałam już na dupościsku. Facet jednak milczał i gapił się jak ciele na malowane wrota, co mnie ostro drażniło.
      – Powiesz coś? – ponowiłam próbę.
      Gówno, nadal siedział jak głaz, przecinając mnie niebieskimi oczyma. W końcu nie wytrzymałam.
      – Kurwa, pojebie, powiedz coś wreszcie, do jasnej cholery! Cokolwiek! – wydarłam się, agresywnie podnosząc tyłek z krzesła.
      Bum! – poczułam ból policzka i migiem znalazłam się na podłodze. Olbrzym już wisiał nade mną, przygotowany do drugiego strzału.
      – Nie! – usłyszałam wreszcie wypindrzonego jegomościa, więc przydupas posłusznie podniósł mnie jak lalkę i posadził na miejscu. No ja pierdolę, cóż za pieprzony zaszczyt.
      Wytarłam ręką sączącą się z nosa krew. Nie minęła sekunda, jak na stole pojawiło się pudełko chusteczek. Oooo tak, bardzo ci, kurwa, dziękuję – burknęłam w myślach, biorąc miękki listek. O fuck, a chusteczki różowe, koleś ma naprawdę bardziej niż źle z głową. Bo kobiety raczej nie ma. A może ma? Kurde, dlaczego się nie odzywa, jest niemową? Nie, nie jest.
      Ogarniała mnie coraz większa irytacja, podkręcana intensywnymi zapachami. Byłam już tak głodna, że miałam wrażenie, że żołądek przykleił mi się do pleców. Mr. Grey wyjął czerwone Marlboro i także zapalił. Ha, przynajmniej to robił po męsku. Ciekawe, jak wygląda gęba psychopaty? – dumałam. Pod tą nieszczęsną maską nie widać zbyt wiele, ale chyba jest przystojny... to znaczy ładny, nie? CHYBA. No mam nadzieję, bo jeśli naprawdę, nie daj Boże, do czegoś dojdzie, to już wolę, żeby jako tako wyglądał; gwałcona przez jakiegoś paskudnego fagasa nie czułabym się dobrze. Fuj! – ironizowałam, kolejny raz uciekając przed nieciekawą rzeczywistością.  
      Z obłędu wyrwał mnie wjeżdżający na stół talerz. Poznałam od razu – polędwica w sosie truflowym, ziemniaki w mundurkach i zapiekane warzywa – moje ulubione danie. Skąd wiedział? Nie, nie było pytania.
Lord natomiast dostał jesiotra w śmietanie i jakąś białą breję, coś na wzór rozgotowanego ryżu. Wciąż miał zamkniętą gębę, więc gdy przydupas nalał mi czerwonego wina, bez słowa zabrałam się za jedzenie. Byłam jednak tak głodna, że jedzeniem nazwać by tego raczej nie można, żarciem bardziej, wpierdalaniem. Pochłaniałam mięso tak szybko, że o mało się nie zadławiłam, a w najlepszym przypadku nie dostałam czkawki.
      Kilka błogich minut i talerz był pusty. Wciąż jednak nie czułam się syta, no ale przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia, prawda? No właśnie, więc jestem usprawiedliwiona. Poza tym trzymał mnie chuj wie ile czasu tam, na dole, głodną, więc niech mi tylko spróbuje nawijać o manierach.  
      Spojrzałam na Christiana – jadł spokojnie, popijając winem. Gdy tylko skończył, sługus zabrał talerze i przyniósł dwa pucharki z jakimś kolorowym deserem. Tu także miałam pole do popisu, wchłonęłam owocowy sorbet w okamgnieniu. No co? Czy to moja wina, że tak kocham słodkości? Dziwne, że nie nabrałam jeszcze wszerz, chociaż i wtedy nie byłoby biedy, są przecież modelki XXL. Facjaty nie mam najgorszej, więc może zatrudniłby mnie jakiś podrzędny brukowiec… chociażby do reklamy mydła czy innego dezodorantu – drwiłam, zapomniawszy na chwilę o moim parszywym położeniu.  
      Znów luknęłam na gospodarza – kończył deser, wiosłując nieśpiesznie łyżeczką. Kolejny raz nie potrafiłam utrzymać radości na wodzy, typ naprawdę wyglądał jak jakiś pieprzony arystokrata na pieprzonym bankiecie dla snobów.
      – Mogę zapalić?
      Kolejne kiwnięcie głową. Oparłam się o królewskie krzesło i z pełnym namaszczeniem odpaliłam Westa. Zaciągałam się z pełną elegancją i robiąc dziwne minki, bezczelnie przedrzeźniałam pojeba . Grey także zapalił, nie odrywając ode mnie wzroku. Czyżby nie zajarzył, że robię sobie z niego jaja, nie chciał zauważyć, czy po prostu miał to w dupie? Jasne, że zdawałam sobie sprawę, że stąpam po bardzo cienkim lodzie, ale to było silniejsze ode mnie. Nie wiem, czy w taki sposób broniłam się przed smutnymi faktami, czy taka jest moja natura, ale robiłam to i za nic nie mogłam się powstrzymać. No bo co może mnie jeszcze spotkać? Jeśli stanie się coś strasznego, to i tak się stanie, nie mam na to wpływu. Choć może lepiej nie wywoływać wilka z lasu? No tak, o tym nie pomyślałam, głupia.
      Zgasiłam peta i czekałam… czekałam na chuj wie, co. Christian także skończył, podniósł się z miejsca i ruszył w moją stronę. Struchlałam. On jednak nie zrobił niczego złego, okrążył mnie tylko dookoła, oglądając z każdej strony, po czym otworzył drzwi i ręka zasugerował, abym ruszyła tyłek z miejsca.
Wystraszyłam się, dowcipkowanie nie było mi już w głowie. Sparaliżowana niewiedzą, gdzie i po co, nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Znów ktoś zasłonił mi oczy, przydupas pojawił się za moimi plecami nie wiadomo, skąd. Szarpnięcie, i już szłam przed siebie, wbrew własnej woli. Głupia, naiwna suka. Przecież mogłam sama, w końcu dostałam „zaproszenie”.
      Schodziłam po schodach. Nie, kurwa, tylko nie znowu do tego grobowca – prosiłam losu, choć miałam świadomość, że idę w zupełnie innym kierunku… a tak mi się przynajmniej wydawało. Kilka chwil później poczułam miły, owocowy zapach i opaska zniknęła. Zamrugałam kilka razy i od razu zdębiałam! Rura! Ciemnowiśniowy pokój, trzy stojące po okręgu kanapy i rura, pierdolony, srebrny pal rodem z burdelu. Co do chuja? Czy wyglądam na pannę Steel?
     – Zatańczysz – rzekł nagle beznamiętnie Grey i posadził tyłek na kanapie.
      Że co?!

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1407 słów i 7816 znaków, zaktualizowała 9 gru 2019.

4 komentarze

 
  • AlexAthame

    Co będzie tańczyć? Poloneza? O rurze nie ma słowa... Coś tu nie gra. Przeciągasz, mała.. :nunu:

  • Iga21

    No świetnę :) Tylko ciekawe kiedy i czy w ogóle odpowie na jej pytania bo nie powiem mnie też interesuje w jakim celu ją porwał i traktuje jak szmatę i dame w jednym. Czekam na cd.

  • agnes1709

    @Iga21 Szczerze? Sama jeszcze nie wiem:lol2: Dzięki za odwiedki:kiss:

  • Duygu

    Maska to jakiś hit  :lol2:  Kocham  <3  Cudowneee  :bravo:

  • agnes1709

    @Duygu Chociaż jeden zamysł spełniony, w innych opowiadaniach jakoś nie wychodzi:lol2: Dziękuję:przytul:

  • agnes1709

    @Duygu P.s. Możemy zaczynać. Czy Pani coś napisała?:D

  • Duygu

    @agnes1709 Ojeeej... Być może zacznę w weekend coś szkicować, wasza wysokość  :D  Myślę o tym dniami i nocami, tylko... czasu brak  :shrug:

  • agnes1709

    @Duygu Ok, ja poczekać;)

  • AnonimS

    Że co ? Że taķ :P ... Pan  karze suka  musi  :whip: . Pozdrawiam

  • agnes1709

    @AnonimS Pan każe, sługa dęba staje. Bo pan jest flegmatykiem? A może nie? :P Pozdro.

  • AnonimS

    @agnes1709 staje dęba . Ale czy to rozsądne ?

  • agnes1709

    @AnonimS Nie wiem:D