Zniewolona cz.16

Zniewolona cz.16Nie wiem, ile czasu minęło, bo mimo chłodu, który coraz bardziej dawał mi się we znaki, przysnęłam. Wróciłam do żywych dopiero, jak poczułam brutalne szarpnięcie za włosy. Otworzyłam oczy i natychmiast ogarnęło mnie przerażenie – nic nie widziałam. Chwilę zajęło mi, aby otrzeźwić zmysły i zrozumieć, że to tylko ta cholerna opaska, kolejny raz okalająca moją twarz. I znowu gdzieś idziemy? Dokąd teraz? Znów będą jakieś tańce, czy tym razem jakaś inna, chora zabawa? Panikowałam w niewiedzy, gdyż z wszystkiego, co mógłby w stanie wymyślić Grey, już wolałam tańce i jego obleśny onanizm. To znałam, nie było zbyt niebezpieczne.
      Przydupas szarpnął mnie za kudły, zmuszona więc byłam wstać. Ślepa, stawiałam komicznie niezgrabne kroki, idąc na czuja przed siebie.
      – Ruszaj się! – syknął typ, popychając mnie do przodu. Osłupiałam, chłop umiał mówić!
      Kolejna wycieczka po schodach i jeszcze inny, przyjemny zapach. Spłynęła po mnie nadzieja, że może znowu jakaś kolacja? No i papieros? Niestety moje marzenia obróciły się w gruz, kiedy opaska zniknęła i mym oczom ukazała się... łazienka? Zdębiałam, gubiąc oddech. Upaplane we krwi, pokryte Bóg wie czym płytki, od razu walnęły zgrozą po oczach. Przydupas chwycił mnie za szyję, zmuszając do spojrzenia w lewo. Ujrzałam wiadro, szmatki i różnorakie płyny do czyszczenia. Co, do jasnej, to teraz będę sprzątaczką? W sumie to nic złego, ale ta krew... Bo to była krew, głupia nie jestem. Tylko czyja? Czy ludzka? Bo wątpię, aby zarzynali świniaka w toalecie. Choć patrząc na odchyły Christiana...? Co tu się dzieje? Ten "film" robił się coraz bardziej chory, Grey miał najwidoczniej szerszy wachlarz zainteresowań, niż można było sądzić. Najpierw thriller, później science-fiction, następnie komedia romantyczna, erotyk, dramat, i w końcu horror. Zaiste, godne podziwu; skąd mu się to brało w tej chorej czaszce?
      Przydupas wyszedł, wepchnął Terry do pomieszczenia i zatrzasnął drzwi. Spojrzałam na dziewczynę – stała skulona pod ścianą, równie przerażona widokiem, co ja. Zupełnie zgłupiałam, dlaczego nagle mam być pomocą domową, do tego w tak drastycznych warunkach? Wiem, kumam, o co mu chodzi, chce nas po prostu jeszcze bardziej nastraszyć, do cna wykręcić psychicznie. Za mało mu jeszcze? Chyba już pokazał, na co go stać, zadał nam cierpienie, wywołał lęk... Czy nie uważa, że dopiął swego i że mamy dość?  
      – Zróbmy to – rzekła nagle Terry, chwyciła gąbkę i zamoczyła w wiadrze.
      – Czy to ludzka krew? – wystękałam, mając nadzieję, że może współlokatorka zaprzeczy. W końcu była tu dłużej, może coś wiedziała.
      – Nie wiem – odparła dziewczyna. – Bierz się do roboty, nie chcę mieć przez ciebie kłopotów – dodała, jakże niepasującym do niej, pyskatym tonem.
      Żadnych rękawiczek, ani nic takiego? No jasne, durna babo, kto ci je da? Za dobrze by było. Nie po to każe nam sprzątać to masakryczne miejsce, żeby umilać nam pracę zbędnymi atrybutami.  
      Kolejny raz zerknęłam na Terry – stała przy oknie i zawzięcie szorowała ramę. OKNO! – Zakrzyknęłam w duchu, lecz radość szybko mi przeszła, gdy zobaczyłam kraty na zewnątrz. Odepchnęłam dziewczynę i wytężyłam wzrok. Niczego jednak nie dojrzałam, widać było tylko trawę, trawę i jeszcze raz trawę. Żadnych drzew, budynków, jedynie odludna głusza. Gdzie my, do cholery, jesteśmy? Niczym w "Cube" – jakiś obskurny kloc pośrodku niczego. A ja tak lubiłam ten film.
      Rozejrzałam się po wszystkich kątach i zakamarkach, i zdawałoby się, że nie było tu kamer. Nie wydało mi się prawdopodobne, aby nas nie obserwowali, aczkolwiek chwyciłam za klamkę i podjęłam próbę otwarcia okna. Nic z tego, było albo zamknięte na amen, albo tak stare, że "przymarzło", bo ani drgnęło. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wpadł sługus. Odskoczyłam od okna jak oparzona i już chciałam chwytać gąbkę, nie zdążyłam jednak, bo wielkolud chwycił mnie za włosy i zanurzył moją twarz w wiadrze. Nie wiem, ile czasu mnie przytapiał, ale kiedy wyjął moją głowę i rzucił mnie na glebę, umęczoną, byłam już na skraju. Miał wyczucie, jeszcze chwila, a by mnie utopił. Już "subtelnie" czułam, jak uchodzi ze mnie życie.
      A jednak są tu gdzieś te jebane kamery.


Tyran wyszedł, a ja, już bez kombinowania, wzięłam się za sprzątanie. Nie należałam do miękkich, pieszczących się dziewczyn, ale widok łazienki nadal wprawiał mnie w obrzydzenie. Kurwa, jeśli to naprawdę była ludzka krew, co musiało się tu rozegrać, skoro nawet sufit był czerwony? Kolejna produkcja, tym razem "Teksańska masakra..."?  
Dobra, C, nie dumaj, tylko bierz się za robotę. Rozmyślanie i tak nic nie da, może tylko wepchnąć w jeszcze większy, psychiczny dołek. Sprzątniemy i będzie po sprawie. – W końcu poszłam po rozum do głowy i z dużym oporem zaczęłam zmywać przeciwległą ścianę. Kilka minut później zasuwałam już jak w transie, szorowałam to cholerstwo, jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Nie przestałam jednak rozważać tego i owego, pomyślawszy w pewnej chwili, że obecny pomysł pojeba był dość głupi. Nagle wydał mi się strasznie infantylny. Mimo że chory i nieludzki, to dziwnie śmieszny i durny. Sprzątanie rzeźni – to się dopiero nazywa "mieć najebane".  
      Nawet nie wiem, kiedy pogrążona w dedukcjach skończyłam czyścić ścianę, dwa wiszące zlewy i ponad połowę podłogi. Terry w tym czasie umyła okno i dwie kabiny umieszczone po drugiej stronie łazienki. Wyprostowałam się – plecy zabolały niemiłosiernie. No nie dziwne, skoro byłam naga, zziębnięta i na kolanach szorowałam twardą jak kamień posadzkę.
      – Chyba jest w porządku – rzekła pytająco Terry, patrząc na mnie z miną zbitego psa.
      Złość już mi przeszła; widząc ją teraz, znów zrobiło mi się przykro. Zaczęłam dochodzić do wniosku, że jej chwiejne zachowanie to, po pierwsze – pobyt tutaj, po drugie – podsycany grom wie, jak mocnymi prochami. Przecież w tym kubku nie była jedynie woda, to bardziej niż pewne.
      – Mam nadzieję – odparłam, licząc, że pojeb nie każe nam sprzątać za chwilę podobnych rzeczy.  
      Nie wiedząc, co robić, usiadłam obok blondynki, która przykucnęła przy ścianie. I właśnie teraz sobie przypomniałam, że przecież chce mi się pić. Bałam się, jednak pragnienie było tak dokuczliwe, że zaryzykowałam i ruszyłam do kranu. Do jasnej, chyba mogę się po tym wszystkim napić wody, to chyba nie zbrodnia – warczałam, wcale nie będąc pewną, czy dobrze robię. Odkręciłam kurek, lecz woda nie leciała. Wściekłam się, jednak darowalam sobie obnażanie emocji, to i tak byłoby bez sensu.
      Sługus pojawił się minutę później, rozejrzał po wnętrzu i wyciągnął rękę z opaskami. Nie protestowałam, posłusznie zakryłam oczy, wciąż prosząc losu o kawałek nagrody. Tak, nagrody – zadrwiłam w myślach, czując, że w nagrodę mogę dostać jedynie kolejne wpierdol. Nadal jednak miałam nadzieję, że Grey się zlituje i doceni naszą pracę. W tej chwili nie wiedziałam, czy bardziej chce mi się palić, jeść czy pić. Uświadomiłam sobie, że musiało minąć kilka godzin, ponieważ znów zaczynał doskwierać mi głód, dlatego wciąż liczyłam na okazanie przez pojeba choć krzty serca i ofiarowanie nam czegoś... normalnego?
      Wyszliśmy z łazienki, aby niedługo potem wejść do jakiegoś ciepłego miejsca. Zdjęłam opaskę i od razu poczułam, że robi mi się mokro. Dosłownie!

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1381 słów i 7770 znaków, zaktualizowała 24 sty o 16:59.

Dodaj komentarz