Zniewolona cz.2

Zniewolona cz.2Więzy wkurwiały coraz bardziej, trąc boleśnie skórę, poruszyłam więc dłońmi, próbując choć trochę zluzować uścisk. Moje wysiłki, niestety, okazały się bezskutecznie, skurwiel tak mocno zacisnął pęta, jakby chciał poucinać mi łapy. No co za dupek, czy nie mógł nieco lżej? Przecież i tak nie ucieknę, do cholery. Jak mam uciec, dokąd, skoro nawet nie mam pojęcia, gdzie jestem, z kim i jak długo tu jestem? Nic nie wiem.
      Mając chorą, paranoicznie-durną nadzieję, podjęłam kolejną próbę, wierzgając i szarpiąc się z liną. Machając jak głupia na wszystkie strony, w końcu z rezygnacją zaśmiałam się w głos, wyobrażając sobie, jak przekomicznie muszę wyglądać, tańcząc gołym tyłkiem bo betonie; przypadkowy obserwator pomyślałby pewnie, że jestem psychiczna, mam halucynacje lub oblazły mnie pchły.  
      Piekło niemiłosiernie, lecz nie rezygnowałam i po dłuższej nierównej walce zostałam nagrodzona – sznur nieco ustąpił. Cała mokra z wysiłku z dziką satysfakcją uśmiechnęłam się pod nosem i pół minuty później dłonie miałam już wolne. Od razu zabrałam się za nogi, lecz naszły mnie wątpliwości. A co będzie, jak zobaczy, że się uwolniłam? Jak zareaguje, co zrobi, czy będę miała jeszcze większe kłopoty? Nie wiem przecież, co to za psychol i co może mu strzelić do łba. Na wyciąganie wniosków było jednak za późno, przecież i tak na powrót nie skrępuję sobie już rąk, więc…?
      Pchnięta tą smutną prawdą po zażartej bitwie wyswobodziłam też stopy i przeplatana jednocześnie przerażeniem i ulgą, spróbowałam wstać. Zdrętwiałe kończyny, niestety, odmawiały posłuszeństwa i gdy tylko uniosłam się na rękach, zaraz znowu klapnęłam na dupę. Postanowiłam odczekać, rozmasowując nogi i opłacało się – powoli odzyskiwałam w nich władzę. Gdy już poczułam się pewniej, korzystając z gościnności ściany, powoli się podniosłam. Ogarnęło mnie głupkowate szczęście, w końcu… STAŁAM! Cóż za wspaniałomyślność losu!  
      Było ciemno, lecz mimowolnie skierowałam wzrok w kierunku strużki światła pod drzwiami i wstrzymując oddech, zaczęłam bacznie nasłuchiwać. W głuchej ciszy poza znanym mi już pomrukiem radia nie doszły do mnie żadne inne dźwięki, pochopnie wywnioskowałam więc, że faceta nie ma. Dla pewności posłuchałam jeszcze chwilę i nieporadnie zaczęłam człapać w stronę wyjścia, nie odrywając ręki od ściany. Lazłam jak pijak po konsumpcji taniego, wykręcającego trunku, co było kolejnym powodem do wybuchu debilnej radości. Nie trwało to jednak długo, zmęczenie po wysiłku powoli zaczęło znikać, pot wysychał i znowu zrobiło mi się cholernie zimno. Oczy przyzwyczaiły się do mroku i mogłam zobaczyć już nieco więcej, nie oddalałam się jednak od ściany, czując się przy niej bezpieczniej.
      Zmachana, dotarłam w końcu do drzwi i przyłożyłam doń ucho – cisza jak makiem zasiał. Pociągnęłam za klamkę – zamknięte. A co myślałaś, kretynko? – zadrwiłam w bezsilności, rozbawiona własną głupotą, po czym ruszyłam dalej; do odkrycia została przecież prawa strona krypty.  
Gdy jeszcze siedziałam związana, prawie niewidzącym wzrokiem udało mi się dojrzeć, że coś tam stoi, nie wiedziałam tylko, co. Czarne jak smoła kształty nie dawały mi zbyt wielu odpowiedzi, mogłam się jedynie domyślać, że to jakiś mebel lub inny, nieprzydatny rupieć.
      Ciekawość cnotą każdej baby, nie mogłam więc odpuścić i musiałam sprawdzić. Wolniutko, aby nie skaleczyć się w bose stopy, po omacku dotarłam do "stwora” i przewidywania okazały się słuszne – dotknęłam starego, wilgotnego, zapleśniałego stołu. Skrzywiłam usta w niesmaku, aczkolwiek dłoni nie odrywałam. Na meblu stały jakiś skarby, które bezzwłocznie należało zbadać. Pomacałam – butelka z jakimś płynem, sterta kartek i małe pudełeczko. W okamgnieniu poznałam, co to za pudełeczko i ogarnęła mnie przemożna radość. Migiem otworzyłam opakowanie i radość urosła do rangi zachwytu – trzy papierosy wewnątrz! Podświadomość szybko mnie jednak schłostała – "a masz ogień”?  
      Kurwa – wściekłam się; przez to, gdzie się obecnie znajduję, przez strach i niepewność zupełnie zapomniałam, że zaliczam się do osób palących, teraz jednak wszystko inne zniknęło i dałabym wszystko za zapalniczkę. Wszystko… nawet dupy.      
      Zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego leżą tu te papierosy i skąd się wzięły? Czyżby ten gnój wiedział, że palę i postanowił mnie w tak chamski sposób jeszcze bardziej wkurwić? Czy nie wystarczająco mnie już wystraszył i zdołował? Tak, to była celowa złośliwość, skurwiel na pewno ma teraz nie lada ubaw. No co za koleś, co on sobie wyobraża? – zrugałam, wkurzona do granic, czując bolesne rozczarowanie i niesprawiedliwość.
      Strach na chwilę zamienił się w złość, a następnie wściekłość, ta jednak bardzo szybko uleciała, gdy mych uszu doszły ciche szmery zza drzwi. Zamarłam w bezruchu, spanikowana, szybko się jednak ogarnęłam i nie patrząc już, czy w tych egipskich ciemnościach nie wybiję sobie zębów, migiem wróciłam pod ścianę i na powrót prowizorycznie oplotłam nogi zdjętą liną.  
      Zatrzeszczał klucz w zamku i drzwi się otworzyły, jęcząc niemiłosiernie, tak, jak moje wymięte, poszarpane w tej chwili emocje. Zastygłam w przerażeniu, chowając ręce za plecy…

446 czyt.
100%63
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1011 słów i 5542 znaków, zaktualizowała 9 gru o 11:01.

3 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 5 października

    Bardzo sprytnie i logistycznie rozpracowała teren. Tylko czy porywacz nie obserwował ją ? Dalej zaskakujesz i nie odpowiadasz na najważniejsze tajemnice.  

    Pozdrawiam ciepło

  • Indragor

    Indragor · 4 października

    Akcja płynie wartko, nie sposób się nudzić przy czytaniu

  • AnonimS

    AnonimS · 4 października

    Ciekawi mnie reakcja oprawcy. Chyba ze debil nie zauwazy ze panienka sznury zdjęła