Odebrane Życie cz.9

Powiedzieć, że byłem załamany to jak nic nie powiedzieć. Jedynym określeniem podsumowującym to wszystko to zwykłe słowo koniec, koniec mojego życia. Ten pusty dom, ta cisza nie miały sensu bez nich. A co za tym szło moje życie również.  

Podczas jazdy autem długo biłem się z myślami, długo walczyłem z poczuciem niesprawiedliwości. Plan zemsty miał być prosty, ale każda osoba, która stawała mi na drodze od momentu, gdy dowiedziałem się o wypadku została wpisana na moją potencjalną listę ludzi do ukarania. Nie wiedziałem jeszcze dokładnie, jak będą wyglądały poszczególne stopnie kar, ale ważniejsze od tego było tylko osiągnięcie odrobiny dumy, że nie zawiodłem Olgi i Natalki.  

Wziąłem szybki i prysznic i wylądowałem w naszym łóżku. Wciąż pachniało moją żoną, delikatnie, lecz z nutą tajemniczości. Ten zapach koił, ale jednocześnie prowokował umysł do rozważań na mnóstwo tematów. Ile jeszcze moja żona posiada talentów, ile nieodkrytych przeze mnie cech charakteru. Teraz te rozważania nie miały sensu, bo jej już nigdy nie będzie a ja nigdy się tego nie dowiem.

Poranek zacząłem z ciężkim bólem głowy, nawet mocna kawa nie pozwoliła przyćmić go chociaż na moment. Zaciskałem i rozluźniałem pięści składając mój plan zemsty punkt po punkcie. Nie potrzebowałem nic notować. Żadne dowody przeciwko mnie nie były potrzebne, poza tym mógłbym się narazić na zdemaskowanie, gdyby jakiś ciekawski kominiarz czy hydraulik zauważyłby coś podejrzanego. Tego, co siedziało w mojej głowie nie mógł dostrzec nikt i tylko tam ta wiedza była bezpieczna. Trochę czasu mi zajęło doprowadzenie się do akceptowalnego przeze mnie stanu. Nie mogłem tylko zamaskować podkrążonych od niewyspania oczu, bo nie stosowałem żadnego makijażu.  

Z kluczykami do auta w ręku i dżinsową kurtką przewieszoną przez ramię wyszedłem z mieszkania do pracy. Tam na pewno nie wiedzieli jeszcze, co przeszedłem. Musiałem rozmówić się z szefem.
Parking przed firmą był wyjątkowo pusty. Mogłem zająć nawet trzy miejsca i wciąż mogłoby tu zaparkować wielu innych. To było dziwne uczucie, jakby wszyscy stracili pracę i nie przyjechali.
W recepcji siedziała dobrze mi znana Agata. Pracowała w firmie ochroniarskiej od ponad dwudziestu lat, ale ile miała konkretnie lat nie byłem w stanie stwierdzić. Mogłem tylko szacować, że pomiędzy czterdzieści a pięćdziesiąt.  
– Cześć – wysiliłem się na uśmiech.
– Hej.
Przewracała coś w papierach ignorując mnie kompletnie. Nasze powitanie zawsze wyglądało podobnie. Spoglądaliśmy na siebie z uśmiechem a teraz coś zupełnie odmiennego. Totalna zmiana zachowania.  
– Coś się stało?
– Nic nie zauważyłeś?
– A powinienem? – zmarszczyłem brwi wyraźnie zdziwiony, ale coś podświadomie czułem, nie wiedziałem jeszcze co.
– Nie za dużo miałeś miejsc do parkowania?
– No i?
– Nic nie przychodzi ci do głowy?
Spora liczba wolnych miejsc mocno mnie zdziwiła, ale dlaczego tak pusto nie miałem pojęcia.  
– To jakiś quiz czy kalambury?
Agata wzruszyła ramionami bezradnie.
– Spytaj szefa. Kazał ci przyjść, jak się zjawisz.
Moje tętno przyspieszyło, choć nie wiedziałem, dlaczego.
– Kurwa! Aga! To jakaś zabawa?
Dopiero po chwili ugryzłem się w język. Nigdy nie używałem wulgaryzmów w miejscu pracy, a szczególnie w obecności kobiet.
– Przepraszam – wycedziłem przez zęby pokornie.
– Nie gniewam się. Jestem silną kobietą.
Cóż mogłem jej odpowiedzieć w tej sytuacji? Nic. Lepiej było milczeć. Źle dobrane słowa mogły wywołać jeszcze gorszy efekt. A ja nigdy nie miałem na celu skrzywdzić żadnej kobiety. Nigdy świadomie.
W końcu Agata wyszła zza swojego biurka, chwyciła mnie pod rękę i odciągnęła w kierunku drzwi wyjściowych.
– Olałeś ważnego klienta i szef się wściekł.
– Na co? Przecież zamknąłem temat.
– Tak, ale to była podobno sprawa dużej kasy. Niby zwiększenie obrotu o jedną trzecią…
– Ile?
– Dokładnie tyle, ile usłyszałeś. Pójdziesz do niego czy nie?
Nie odpowiedziałem tylko ruszyłem do gabinetu szefa. Korytarze w tym biurowcu były wyjątkowo długie a latanie z papierkami między konkretnymi działami potrafiło wyrobić kondycję każdemu. Większość z pracujących tutaj pań to były głównie chudzinki, przynajmniej w mojej opinii.
Stuknąłem w mahoniowe drzwi a na słowo wejść pozwoliłem sobie je uchylić.
– Ach, to Ty… – usłyszałem zrezygnowany głos.
– Mogę wejść?
Szef wzruszył bezradnie ramionami. Nasze stosunki były neutralne od zawsze. Znał mnie z imienia i nazwiska, jak większość ludzi. To był mały interes, bo umówmy się setka ludzi to nie jest jakieś wielkie korpo.  
Darek Wróblewski nie wyglądał na jakiegoś typa z wyższych sfer. Normalna, zaczesana do tyłu fryzura ozdobiona siwymi nitkami, wąski i zadarty do góry nos oraz okulary robiły z niego przedsiębiorcę z kasą, ale bez przesady. Fakt, że zawsze pojawiał się w garniturze. Żadnych dżinsów czy dresu, szanował po prostu klasykę w biznesie. Wybitnie wysoki też nie był, ale za to szczupły. Wielu facetów w jego wieku ma już do dźwigania przed sobą niemały balast, on żadnego. Teoretycznie nie wyglądał na pięćdziesięciolatka, ale to raczej zawdzięczał braku konieczności wykonywania fizycznej pracy. Oczywiście przejął interes po ojcu, ale poradził sobie w chudych latach i dlatego był w tym gabinecie nie bez powodu.
– Wchodzisz? Nie marnuj mojego czasu.
Zaniepokoił mnie trochę jego ton, ale skinąłem głową i zamknąłem za sobą drzwi. Wróblewski pożegnał swojego rozmówcę po drugiej stronie słuchawki i złożył ręce na stole. Patrzył na mnie z wyższością, że nawet brewka mu nie drgnęła, gdy mu nie odpuściłem wzrokiem.
– Mam przez ciebie mnóstwo kłopotów.
– Kłopotów? Jakich?
Westchnął ciężko i odchylił się na swoim krześle. Było masywne i pewnie kosztowało krocie, bo nawet nie jęknęła sprężyna, gdy sprawdzał jego możliwości robocze.  
– Załoga się zbuntowała.
– I jaki to ma związek ze mną?
– Milcz! – podniósł głos i walnął otwartą dłonią w stół.
Nie poderwałem się, nie zadrżałem nawet na chwilę. Od wczoraj nie bałem się niczego. Nie było rzeczy, która mogła mnie przestraszyć. Gdybym był bucem tego samego poziomu, co on pewnie bym się odgryzł jakimś wulgaryzmem i wyszedł trzaskając drzwiami. Chciałem jednak usłyszeć z jego ust, dlaczego załoga się zbuntowała i dlaczego przeze mnie.  
– W sumie nie wiem, dlaczego jeszcze tutaj jesteś…
– Bo?
– Wczoraj cię zwolniłem.
– Mnie? Za co? Przecież załatwiłem podobno niezły kontrakt dla pańskiej firmy.
– Może i załatwiłeś, ale olałeś klienta i nie zakończyłeś wszystkich formalności. Wyręczyłeś się koleżanką.
Teraz nie wiedziałem czy sam klient się poskarżył szefowi czy koleżanka nagadała na mnie, że musiała odwalić moją fuchę.
– Miałem pilną sprawę. Przecież się wytłumaczyłem Adze…
– W pracy masz się skupić na pracy a sprawy rodzinne pozostaw sobie na czas po pracy.  
– Ale moja rodzina…
Podniósł rękę zakazując mi mówić.  
– Skończyłem. Możesz opróżnić swoje biurko.
– Ale, jak to?
– Chcesz, żeby ci ochrona pomogła?
Miałem ochotę mu przywalić. Rozkwaszając mu ten nos, pozbawiając jego gębę tego przebiegłego uśmieszku triumfu, ale odpuściłem. I jego dopadnie karma, a jak nie ona to sam wpiszę go na swoją czarną listę. Przy stale rosnącej liczbie nazwisk jedno więcej nie robiło różnicy. Obiecałem sobie, że będę równie bezwzględny, co osoby, które stają się moimi wrogami.  
– Żegnam…
Obróciłem się na pięcie i wyszedłem. Nie trzasnąłem drzwiami. Nie miałem zamiaru dać mu jakiejkolwiek satysfakcji.  
Ze swojego biura nie zabrałem nic. Nie zdążyłem jeszcze przynieść sobie ramki ze zdjęciem mojej rodziny. Reszta przedmiotów jak przybory do pisania, meble czy elektronika były już w tej chwili zwykłymi śmieciami, niegodnymi mojej uwagi.
– Doszliście do porozumienia? – zapytała Agata, kiedy znalazłem się w holu.
– W jakiej sprawie?
– Nie zaproponowałeś żadnego rozwiązania, żeby ludzie wrócili?
Kompletnie nie miałem pojęcia, o czym ona mówiła. Szef nie dał mi nawet dojść do słowa.
– Mało mnie to interesuje.  
– Nie przejmujesz się losem kolegów?
– A niby dlaczego miałbym się nim przejąć?
– Ty naprawdę nie wiesz niczego?
Miałem już dosyć tych zgadywanek i podchodów.
– Powiesz mi, co się do cholery dzieje? – niebezpiecznie podniosłem na nią głos, ale moje emocje osiągały wysokie progi graniczne.
– Szef cię zwolnił, bo olałeś bardzo ważnego klienta. Nie przyjął argumentów, że twoi bliscy odeszli.
– Skąd wiesz, że straciłem rodzinę…
Agata milczała przez chwilę.
– Po tym jak cię potraktował wielu odmówiło przyjścia do pracy. Każdy mówił, że rodzina jest najważniejsza, ale to co zrobił tobie nie zaważając na twoją tragedię przelało czarę goryczy w jeszcze większej ilości ludzi. Dlatego dzisiaj tak pusto.
– Ale jak?
– Większość stanęła murem za tobą.  
– I, co ja mam z tym zrobić?
– Nie wiem.  
– Mogłabyś, coś dla mnie zrobić?
Agata kiwnęła głową akceptująco.  
– Daj mi jakąś kartkę i długopis.  
Napisałem kilka słów podziękowań, ale kazałem się im pozbierać. Nie chciałem, żeby mieli przeze mnie problemy.  
– Przeczytasz im to?  
– A dlaczego nie ty?
– Ja już tutaj nie pracuję…
Obróciłem się jeszcze za siebie, gdy mijałem automatyczne drzwi. To było ostatnie spojrzenie. I ten etap został również zamknięty.

dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda i kryminalne, użył 1719 słów i 9831 znaków. Tagi: #utrata #praca #złość #walka #zemsta

2 komentarze

 
  • shakadap

    Brawo.
    Czekam na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AlexAthame

    Widac, ze zemsta jest jedynym powodem do zycia glownego bohatera. Zobaczymy ja bedzie sie zmienial, bo stara natura i tak zwyciezy. Mozna zmienić wszystko ale nie swoje prawdziwe ja. Jednak bede obserwował jego losy,  tylko musze czekac dosc długo.