Odebrane Życie cz.1

Budzik wybił szóstą trzydzieści. Z trudem otworzyłem oczy, ale nastawiłem go nieco wcześniej, żeby podziękować żonie za miłą noc. Byliśmy małżeństwem od dziesięciu lat, co dla mnie samego było dość dużym zaskoczeniem. Będąc jeszcze chłopcem przeżyłem kilka wspaniałych związków, o ile szkolne miłości można nazwać poważnymi relacjami. Wtedy nawet nie chciałem sobie wyobrażać całego życia u boku jednej kobiety. Po prostu trąciło mi to nudą. Wszystko zmieniło się jednak, kiedy poznałem Olgę. W czasach podstawówki czy gimnazjum było się znacznie odważniejszym niż później. Łatwiej nawiązywało się znajomości, które przeradzały się w coś poważniejszego. Choć kilka z nich to były zwykłe manipulacje dziewczyn, żeby pokazać byłemu brak smutku i łatwość w znalezieniu kogoś nowego to ja bawiłem się przy tym świetnie zbierając swoje doświadczenie. Dziewczyna sama cię całowała i dawała złapać za pośladek czy pierś dosyć często i to na oczach byłego. Nie wiem jak się czuł taki typ, ale ja byłem zadowolony z obrotu sytuacji. Wszystko miało swój początek i koniec. Moja natura nie pozwalała mi na rozpaczanie. Gdy dochodziło do zmiany rozstawałem się bez żalu. Potem starałem się już tylko unikać danej dziewczyny, żeby nie postawić się na miejscu gościa, który był przede mną. Nie było tego za, wiele ale kilka cennych lekcji na przyszłość wyciągnąłem.

Olgę poznałem w bardzo nietypowy sposób, który pamiętam bardzo szczegółowo. Byłem już po piątej rozmowie kwalifikacyjnej, której wynik raczej nie zapowiadał sukcesu. Padło na niej kilka dziwnych pytań i standardowa formułka na koniec, że mają moje dane i się odezwą jak przejdę proces rekrutacji. Co z tego, że miałem ukończone technikum elektroniczne i dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe na wysokim poziomie jak nie posiadałem tak wymaganego przez wszystkich kilkuletniego doświadczenia. Co było absurdem skoro rok temu ukończyłem szkołę.  
Blondynka z niebieskimi oczami siedziała naprzeciwko mnie w autobusie dwadzieścia dwa. Po słuchawkach w uszach i po to tym jak zamykała oczy i coś szeptała domyślałem się, że ona jest na tym samym etapie, co ja. Biała koszula z krótkim rękawem i czarna spódniczka do zestawu mogły sugerować, że i ona może mieć przed sobą rozmowę kwalifikacyjną. Dopóki miała zamknięte oczy wpatrywałem się w nią jak w obrazek. Na twarzy nie miała ani grama makijażu, wyglądała na zwykłą dziewczynę. Co było wtedy jak mi się wydawało dość abstrakcyjnym widokiem pośród świata pełnego sztuczności i bycia zupełnie kimś innym niż u siebie w domu we własnym łóżku. Niebo za oknem było zakryte przez szare, ołowiane chmury. Deszcz był już tylko kwestią minut i nie zapowiadało się na lekką mżawkę. Ja parasol miałem, bo jeszcze przed wyjściem z domu został mi wciśnięty przez matkę. Obejrzała prognozę pogody poprzedniego dnia sugerując, żebym go zabrał. Zjawiając się na rozmowie kwalifikacyjnej przemoczony przy takiej pogodzie wykazałbym się brakiem przewidywania sytuacji i totalną nieodpowiedzialnością. Szkoda, że na żadnej rozmowie nikt tego nie docenił. Zaraz jak przejechaliśmy mostem przez Wisłę z nieba lunął deszcz. Ogromne krople rozbijały się z hukiem na szybach autobusu a ulice błyskawicznie wypełniły się wodą. Nikt nie był gotowy na taką ulewę a dziewczyna siedząca naprzeciw mnie wcale. Nie miała ani kurtki, ani parasola. Dopiero, kiedy wyrwała się ze swojego seansu i spojrzała przez szybę dostrzegła, co się dzieje. Szczęka jej dosłownie opadła a oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem. I choć nie wiedziałem, gdzie jedzie i w jakim celu to obiecałem sobie, że zrobię wszystko, aby chociaż jej się udało. Wstała z siedzenia, żeby wysiąść na Rapackiego. Podążyłem za nią, ale trzymałem dystans. Kiedy drzwi autobusu się uchyliły biegiem wyleciała schować się na przystanku. Rozłożyłem parasol i po chwili dołączyłem do niej. Szeptała coś pod nosem przeklinając cicho, że nie zdąży. I wtedy włączył mi się ten tryb bohatera bez peleryny.
– Przepraszam?
Uniosłem parasol, żeby sprawdzić czy mnie usłyszała. Dostrzegając, że na nią patrzę wyjęła słuchawki z uszu.
– Tak?
– Czekasz na kolejny autobus?
– Nie, czekam aż przestanie padać. Nie chcę być mokra a mam pilną rozmowę za kilka minut.
Zerknąłem spod parasola oceniając sytuację.
– Nie zapowiada się, żeby miało przestać. To może potrwać.
– Ale ja głupia jestem, nie posłuchałam matki.
Uśmiechnąłem się pod nosem słysząc ten tekst. Ja swojej posłuchałem.
– A gdzie ta rozmowa?
– Na Podmurnej. Jak tam dojdę to będzie widać, co mam pod spodem. Rozumiesz?
Moja wyobraźnia już zaczęła pracować. Nie byłem inny, więc mój umysł wyświetlił swoje propozycje niczym Google, gdy czegoś w nich szukasz.
– Masz. Weź go – podałem jej parasol.
– Co?
– Weź i leć, bo się spóźnisz.
– A jak go zwrócę?
– Zatrzymaj – wypchnąłem ją z przystanku.
Oglądała się jeszcze kilka razy, ale w końcu ruszyła zdecydowanym krokiem. Ja miałem ochotę na kebaba, więc poszedłem na Szeroką. Postanowiłem się nie zjawiać na kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej. Mokry i z takim pechem nie dawałem sobie żadnych szans w starciu z rekruterem.

Kiedy wróciłem późnym wieczorem do domu parasol matki już się suszył. Zapytałem jej, w jaki sposób wrócił beze mnie, ale ona odpowiedziała tylko uśmiechem.  
– Ładna była.
– Kto? – zapytałem zdziwiony.
– Olga. Nie pamiętasz komu go pożyczyłeś?
– Nie pytałem o imię. Tylko go jej dałem.
– I oddała. Bardzo miła dziewczyna.
– Ale jak?
Matka przyniosła parasol i pokazała mi karteczkę. Była lekko mokra, ale były na niej inicjały M jak Maria i W jak Wolska oraz numer jej telefonu. No tak. Podpisała swoją własność.  
– A skąd wiesz, że ma na imię Olga?
– Przedstawiła się i kazała mi dać ci to.
Wskazała wzrokiem leżącą na moim biurku złożoną kartkę.  
– Co to jest?
– Powiedziała, że masz zadzwonić. Chciała ci osobiście podziękować.
– Za co?
– Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Sam sprawdź.  
Rozłożyłem kartkę. Oprócz dziewięciu cyfr zawierała jeszcze imię Olga napisane bardzo ładnym pismem. Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu a potem wysłałem sms, że nie ma, za co dziękować i poszedłem pod prysznic. Jeszcze przed spaniem oddzwoniła do mnie, że dostała tę pracę i dobrze wypadła, bo nie dotarła tam mokra. W ramach podziękowania zaprosiła mnie na pizzę i tak zaczęliśmy się spotykać. Kartkę z numerem zgrzałem folią i schowałem do prywatnego pudełka z pamiątkami. Po dwóch latach wzięliśmy ślub cywilny, na którym była jeszcze moja matka. Odeszła przed końcem roku po trudnej walce z nowotworem dołączając do ojca, który nawet nie doczekał ukończenia przeze mnie szkoły średniej. Będąc na początku życiowej drogi mieliśmy niewiele a kasy na huczne wesele nie było wcale. Obiecaliśmy sobie, że kiedyś dopniemy ten ostatni guzik w tej kwestii.  
Pochyliłem się nad nią i pocałowałem w policzek. Jej jasna cera odzwierciedlała skromność i wrażliwość, którą okazywała nie tylko mi, ale też obcym ludziom czy zwierzętom. Mocno przeżywała krzywdę innych dzieci czy zwierząt, gdy coś wyczytała w prasie lub zobaczyła w telewizji. Wiedziałem, że posiadając takie cechy nie skrzywdzi mnie nigdy a ja będę mógł się jej odwdzięczyć za to wszystko w najlepszy możliwy sposób. Przysłoniłem rolety, żeby namolne słońce nie świeciło jej w oczy. Chciałem, żeby pospała jeszcze te pół godziny spokojnie bez konieczności przewracania się na drugi bok. Przykryłem jej nagie ramiona kocem i cicho zamknąłem za sobą drzwi.

dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 1438 słów i 7964 znaków, zaktualizował 24 sie o 22:06. Tagi: #rodzina #zycie #dziecko #związek #walka

Dodaj komentarz