Child Of Fate cz. 9

Przepraszam, że tak długo się zeszło, ale coś weny nie miałem. Miłego czytania.

Rozdział 9
-Jak myślisz, nic mu nie jest?- spytała Teyla Bena
-Nic a nic. Pewnie musiał przemyśleć całą tą sprawę i wolał zostać na noc w lesie.
-A jak mu się coś stało?
-Teyla… kilka dni temu zabił asasyna otoczonego potężnymi zaklęciami, z którymi nawet ja miałbym problem, to co spotka w lesie nie będzie stanowić dla niego większego problemu.
-No a ten smok, którego wczoraj słyszeliśmy?
-Powiem tak, chłopak ma wystarczająco dużo oleju w głowie żeby się nie pokazywać smokowi na oczy.
-No to w takim bądź razie dlaczego jeszcze nie wrócił?
-Może jeszcze nie przemyślał dokładnie wszystkiego?... Jest jeszcze jedna sprawa, zanim wróci musisz wyjechać gdzieś.
-Dlaczego?!- krzyknęła oburzona Teyla
-Ponieważ, nadal coś do ciebie czuję i zamiast na treningu, będzie się skupiał na zaimponowaniu tobie. Wiem, że będzie ci ciężko się z nim rozstać, ale to jest wyższa konieczność.
-I gdzie według ciebie miałabym pojechać co?
-Do swojego królestwa.
-Nie-odparła zimno  
-Dlaczego nie chcesz jechać?
-Bo to nie jest moje królestwo, wyrzekłam się go dawno temu.
-Ty się go wyrzekłaś, ale twoi poddani nadal widzą w tobie ich królową.
-Nawet jeśli tak, to przecież Darken bardzo szybko dowie się gdzie jestem i przyśle po mnie swoich żołnierzy.
-Masz wojsko, a z tego co pamiętam każdy z osobna składał przysięgę, że będzie bronił kraju do ostatniego tchu.
-I o to mi właśnie chodzi, jeśli tam pojadę bardzo dużo ludzi ucierpi w mojej obronie, a i tak wojska Darkena pokonają wojska mojego królestwa. Poza tym jak ty sobie to wyobrażasz, od tak wejdę do pałacu i ogłoszę się ich królową?
-Oni sami rozpoznają w tobie królową, a już tym bardziej jeżeli okażesz im ten pierścień-to mówiąc wyjął zza pasa złoty pierścień z osadzonym na nim rubinem, na którym były wygrawerowane jakieś słowa- To pierścień który nosił każdy władca tej krainy przed tobą. Został mi powierzony przez twojego ojca zanim zginął.
-To ty tam byłeś?
-Tak, byłem, ale to nie czas i miejsce żeby ci to opowiadać.
-Czyli oni do samego końca we mnie wierzyli?-spytała ze łzami w oczach
-Tak, według słów ojca byłaś ostatnią nadzieją dla królestwa… Więc jaka jest twoja decyzja?
-… Jeżeli tak będzie lepiej dla wszystkich, to odejdę-powiedziała przez łzy-, ale co powiesz Richardowi kiedy wróci?
-Powiem, że miałaś obowiązki wobec swoich poddanych i…
-Nie, nie mów mu tak.
-Dlaczego?
-Bo nie chcę żeby wiedział, że pochodzę z królewskiej rodziny.
-I znowu, dlaczego?
-Bo kiedy znowu się z nim spotkam, a on o tym będzie wiedział, to zacznie mnie traktować jakbym była ze szkła. Powiedz mu, że zostałam wezwana przez królową mojego kraju w jakiejś ważnej sprawie.
-Niech będzie-odparł po chwili zastanowienia-… Będzie tu bardzo pusto kiedy odejdziesz.
-Możesz coś dla mnie zrobić?
-Tak
-Powiedz Richardowi, że gdyby to nie była taka ważna sprawa, to wolałabym zostać tu razem z nim.
-Dobrze, przekażę. A teraz już lepiej zacznij się pakować, bo lada chwila może wrócić
***
Obudziły go niezidentyfikowane piski, które okazały się popiskiwaniem czarnego smoka, którego najwidoczniej coś zaniepokoiło. Rozejrzał się po lesistej okolicy zdezorientowany- leżał pod tym samym drzewem, pod którym wczoraj zasnął, a piszczący smok niepewnie spoglądał w górę. Chłopak wstał i przeciągnął się rozglądając się za łukiem. Nagle z góry spadł na niego cień. Chwilę później wylądowało przed nim stworzenie z głową lwa, ciałem kozła i długim ogonem węża. Zaskoczony nie wiedział co zrobić, natomiast potwór zaczynał zbliżać się do niego. Wtedy to smok rzucił się z zębami na wroga, został jednak odrzucony przez uderzenie dwoma ogonami-wężemi. Na ten widok Richarda ogarnęła furia, w jego głowie rozszalało się niesamowite inferno. Poprowadził cały ten ognisty zamęt przez swoją rękę, a następnie uwolnił poprzez wystawioną w kierunku potwora dłoń. Chwilę później monstrum zostało spowite kokonem ognia, z którego dochodziły odgłosy agonii. Utrzymywał płomienie kilka sekund zanim jego gniew wygasł, następnie podszedł do kompletnie zwęglonych zwłok, był przerażony tym co zobaczył. To co przed chwilą było przerażającym potworem, teraz było jedynie spalonymi do granic możliwości zwłokami. Stał tam kilka sekund i nagle przez jego umysł przebiło się wspomnienie o tym co wywołało u niego taką furie. Szybko podbiegł do leżącego nieopodal smoka i zaczął sprawdzać jak poważne są obrażenia. Jednak jego obawy okazały się niesłuszne, gdyż pisklakowi nic nie było poza tym, że był lekko ogłuszony. Z ulgą przyjął te wiadomości, a następnie udał się w kierunku domu Sirvana.
***
Smok szedł za nim, dopóki Richard nie kazał mu zostać w bezpieczny miejscu. Z dostępnych wokół materiałów zrobił pisklakowi schronienie, a następnie upolował dla niego jelenia. Kiedy zbierał się żeby odejść smok przyjrzał mu się uważnie.
-Musisz to zostać.
Odpowiedziało mi spojrzenie lodowato błękitnych oczu. Z niewiadomych przyczyn chłopak sięgnął myślami do świadomości smoka i powtórzył bardziej odczuciami niźli słowami
-Musisz tu zostać, albo ktoś może ci coś zrobić.
Ku jego zdumieniu smok tak jakby odpowiedział mu zrozumieniem. Zaczął się oddalać. Po przejściu kilku metrów obejrzał się przez ramię i z ulgą zobaczył, że smok wygląda na niego ze zbudowanego prze zeń schronienia.
***
-Richard, gdzieś ty tak długo był?!- spytał Ben
-Poszedłem się przewietrzyć i mi się usnęło w lesie.
-Od tak po prostu?
-Nooo tak, nagle mnie senność ogarnęła i położyłem się pod drzewem. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem.
-No dobra… Nie widziałeś po drodze jakiegoś smoka?
-Nie, a co?
-Po prostu wczoraj słyszeliśmy jego ryk i martwiliśmy się o ciebie… Co ty taki blady się zrobiłeś?
-… Znowu magii użyłem- odpowiedział wymyśloną na poczekaniu wymówką-… to chyba dlatego.
-A z jakiego powodu jej użyłeś?
-Hmmm, zaatakował mnie jakiś potwór z głową lwa, i ogonami węża… Co to…
-Masz wielkie szczęście, że żyjesz. To była chimera… powiedz mi, miała długie ogony, czy jeden krótki, jeden długi?
-Obydwa długie. A co?
-No to masz jeszcze większe szczęście. Spotkałeś chimerę długoogoniastą, jeżeli byś spotkał pół ogoniastą, było by z tobą o wiele gorzej.
-A to dlaczego?
-Bo one są większe, silniejsze i sprytniejsze niż te drugie.
-Teyla jeszcze śpi?- zapytał lekko zdziwiony.
-Nie, nie śpi…
-… Coś się jej stało?
-Nie, nie, nic się jej nie stało, ale…
-Ale co?
-Ale musiała wyjechać w jakiejś ważnej misji.
-Że co?! W jakiej misji?!
-Nie wiem… i nie krzycz na mnie- upomniał go Ben
-…Przepraszam, ale gdzie ona wyjechała… i kto w ogóle jej zlecił tą misję?
-Wiem tylko, że wyruszyła do królestwa Blodring na rozkaz swojej królowej.
-Ale ona mówiła, że jest sierotą i nie wie nawet skąd pochodzi.
-Rusz głową, mogła przecież zostać wychowana w którymś z sierocińców w królestwie-odpowiedział próbując wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
-… O tym nie pomyślałem. Ale dlaczego nie poczekała z wyjazdem do mojego przyjazdu?
-Musiała udać się tam natychmiast, więc bardzo się śpieszyła. A teraz koniec tego gadania, jeżeli jeszcze nic nie jadłeś, to idź do kuchni i zjedz coś, a następnie idź na tył domu, tam Sirvan czeka już na ciebie.
***
Obolały Richard usiadł przy stole żeby zjeść kolację. Cały pozostały poranek o południe spędził na ćwiczeniach z Sirvanem polegających głównie na bieganiu, dźwiganiu ciężarów i różnych innych ćwiczeń wyrabiających mięśnie i kondycję. Następnie po południu spędzał czas z Benem ucząc się o magii, jednak mając w pamięci obraz zniszczenia jaki wywołał dzisiaj w lesie nie mógł wykrzesać z siebie ani odrobiny magii. Tym bardziej, że nie za bardzo wiedział jak. Wczesnym wieczorem wrócił na tyły domu, aby z Sirvanem poćwiczyć szermierkę, na początku jednak musiał przebrnąć przez żmudny proces wyboru miecza. Koniec końców wybrał półtora ręczny miecz i tarczę, a następnie stanął do walki ze swoim nauczycielem. Zanim to jednak nastąpiło Ben rzucił na ich bronie zaklęcie sprawiające, że miecze stawały się tępe, a wokół nich utworzyło się coś w rodzaju pola ochronnego. Richard nigdy wcześniej nie walczył mieczem, toteż po kilku chwilach klęczał z przyłożonym do gardła mieczem Sirvana. Kolejne próby nie przyniosły lepszego rezultatu i koniec końców chłopak był cały w sińcach. Teraz nawet podniesienie ręki sprawiało ból w mięśniach i kościach.
***
Po zjedzonym posiłku składającego się z kilku kromek chleba i ogromnej porcji mięsa, Richard poszedł do lasu, aby zobaczyć się ze smokiem. Kiedy dotarł na miejsce z ulgą znalazł go zwiniętego w kłębek w schronieniu. Gdy tylko pisklak zobaczył chłopaka natychmiast się ożywił i skoczył mu w objęcia, najwidoczniej zadowolony z towarzystwa. Długo do niego mówił opowiadając mu o przeżyciach minionego dnia, on patrzył tylko na niego i co jakiś czas trącał go łebkiem. Po jakimś czasie smok usnął, a Richard udał się z powrotem do domu Sirvana.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1724 słów i 9527 znaków.

7 komentarzy

 
  • Thor

    ale fajne i jeszze ten smoczek

  • Ahrii

    Faaajne

  • xxv

    ładnie, zbieraj wene na next

  • Gabi14

    Ooo... Dziękuję <3

  • Shruikan

    Specjalnie dla ciebie :)

  • Gabi14

    W końcu xD najlepszy moment z zwłokami :3

  • ;)

    Ciekawe... Pisz dalej.