Child Of Fate cz. 2

A o to druga część, miłego czytania.

Rozdział 2
Pierwszą rzeczą jaką zobaczył po przebudzeniu, był "sufit” wykonany z gałęzi, drugą natomiast opierającą się o ścianę, jak się domyślił, szałasu Teyle z pół przymkniętymi powiekami.  
-Co się ze mną stało?- zapytał
Teyla drgnęła przebudzając się ze snu.
- Straciłeś przytomność podczas podróży, ale widzę że wszystko z tobą w porządku.- Wtedy to Richard spostrzegł, że sztylet Teyli leży na ziemi umazany krwią
- Wydarzyło się coś jeszcze?
- Można tak powiedzieć, twój brat zastawił na nas zasadzkę. Na szczęście nie docenił mojej siły i udało mi się ich wszystkich zabić.
- A ilu ich było właściwie?
- Tylko czterech, nie licząc piątego który po rzezi jaką urządziłam rzucił broń na ziemie i błagał o łaskę.
- I udzieliłaś jej mu?
- Oczywiście… że nie. Nie mogłam pozwolić, żeby doniósł twojemu bratu o tobie.
- Rozumiem, gdzie teraz jesteśmy i która jest godzina?
- Jesteśmy jakieś pięć staj (około 5, 4km) od miejsca zasadzki, a jest już późny wieczór. Nieprzytomny byłeś jakieś cztery godziny.
- Zaraz, zaraz, jakim cudem przeniosłaś mnie aż tutaj?
- Przecież jestem czarodziejką, przeniesienie Ciebie tutaj nie było zbytnim wysiłkiem, gorzej jak bym musiała przenieść kilkunastu takich jak ty. Wtedy mogłoby być ciężko.
- Nie wspominałaś wcześniej, że jesteś czarodziejką- zauważył Richard, ale zaraz wpadł mu do głowy inny pomysł- Jest jakaś szansa, że i ja mogę być czarodziejem?
- To jest nawet bardzo prawdopodobne, widzisz ród Devonów od zawsze był silnie powiązany z magią…
- Jaki ród?
- Ród Devonów, czyli ród z którego ty pochodzisz. Nie wspominałam o tym?
- Nie, nie wspominałaś. Po prostu jestem przyzwyczajony do innego nazwiska. Nie wspominałaś też jak ma na imię mój ukochany braciszek.
-….. Na imię mu Darken, oby Ciebie to imię nie przerażało tak samo jak mnie.
- Aż taki jest straszny?
- To mało powiedziane, jest niewiarygodnie sadystyczny i zły do szpiku kości… Możemy teraz o nim nie rozmawiać? Będę miała przez to koszmary, a muszę być jutro wypoczęta.
- Niech tak będzie… Jest coś do jedzenia? Bo strasznie jestem głodny.
- Jest, jak już cię tu ułożyłam, to zapolowałam na króliki i zrobiłam z nich gulasz. Według moich koleżanek z akademii to najlepszy gulasz jaki jadły.
- I pewnie mają rację- Po czym zabrał się za jedzenie gulaszu, tak jak mówiła był przepyszny. W międzyczasie dostrzegł jednak, że Teyla dziwnie posmutniała na wzmiankę o swoich koleżankach. Po skończonym posiłku postanowił ją zapytać o powód jej smutku, rozpłakała się po czym zaczęła mu opowiadać
- Darken je wszystkie wytropił, a następnie w bardzo bestialski sposób zamordował, jednak zanim to nastąpiło oddał je swoim żołnierzom, możesz sobie tylko wyobrazić jak bardzo cierpiały, kiedy te bestie raz po raz je…- tutaj rozpłakała się już całkowicie, na tyle mocno żeby nie mogła wypowiedzieć ani słowa.
- I jak zwykle coś spier*olisz-pomyślał- ona właśnie uratowała ci twoje żałosne życie i otworzyła zupełnie nową drogę, a ty musiałeś ją doprowadzić do płaczu.
Przysiadł obok niej i przytulił ją najczulej jak umiał, odpowiedziała mu schowaniem głowy w jego ramionach. Samoczynnie chciał ją jakoś pocieszyć, dodać otuchy, sprawić żeby już nie rozpaczała. Mimowolnie, bez najmniejszego zamiaru zaczął wnikać do jej umysłu niosąc przy tym spokój ducha. Oczy żarzyły mu się wtedy jasnym odcieniem fioletu. Po pewny czasie Teyla uspokoiła się.
- Tak, naprawdę jesteś jednym z Devonów, tylko oni mają takie wrodzone zdolności magiczne.
- To co zrobiłem to była magia?
- Tak i to z resztą nie należąca do najłatwiejszych.  
- Ja po prostu chciałem, żebyś nie była smutna przeze mnie.
- Nie wygłupiaj się, to nie przez ciebie byłam smutna tylko przez…
- Mogłabyś mi coś o magii opowiedzieć?- przerwał jej Richard, chcąc uniknąć powrotu jej smutku-  
- Oczywiście, od czego by tu zacząć?
- Najlepiej od podstaw.
- No więc tak, istnieją dwa rodzaje magii, które rozbijają się na poszczególne dziedziny. Pierwsza z nich to magia addykcyjna, a druga to subraktywna. Pierwsza z nich jest magią życia, pozwala na odtworzenie tego co było kiedyś, na przykład dzięki niej można uleczyć złamaną kość, powielić jakąś rzecz, lub przemienić w jakąś inną. Natomiast magia subratywna to magia śmierci, wszystko czego dotknie spotyka śmierć, chyba nie muszę dawać przykładów prawda? Na szczęście od kilkuset lat nie urodził się żaden człowiek z magią subraktywną.
- A nie da się jej jakoś nauczyć?
-… Można, ale to wymaga zawarcia paktu ze śmiercią, w zamian za duszę daje ona dostęp do swoich mocy, jednak cena za to jest straszliwa.
- Jak bardzo?
- Taka jak w przypadku tych, którzy odesłali cię do tamtego świata… my tu gadamy a już prawie północ dochodzi, jutro czeka nas długi dzień marszu, więc lepiej kłaść się już spać.
- No dobrze, w takim bądź razie dobranoc i miłych snów- po tych słowach położył się na miękkim posłaniu z gałęzi i usnął niemal natychmiast.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 974 słów i 5292 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    fajne :)

  • Gabi14

    Nieźle, nieźle :D