Child Of Fate cz. 10

Dzisiaj taki krótki rozdział, miłego czytanie
ps: Jeżeli do środy nie napiszę 11 części to możecie mnie spalić na stosie :D


Rozdział 10
Dni, tygodnie, a później miesiące, które Richard spędził w domu Sirvana zlewały się w jedną całość, a to wszystko za sprawą monotonii. Każdego ranka razem z Sirvanem biegał po okolicy, aby wytrenować kondycję, co na początku nie szło mu zbyt dobrze, jednak wraz z upływem czasu zaczęło się to zmieniać. Po skończonych biegach siadali do stołu na śniadanie, a po nim czekał go dwugodzinny trening szermierki. Na początku jego szkolenia po każdym treningu walki mieczem był cały poobijany, jednak po tak długim czasie treningu ich walki stawały się coraz dłuższe i o wiele bardziej zacięte. Następnie do pory obiadu Ben próbował go nauczyć korzystania z magii i tu pojawiał się problem. Mianowicie chłopak ani trochę nie chciał uczyć się żadnych zabójczych zastosowań magii, a jedynie jej pozytywne strony studiował z zapałem. Pytany o to nigdy nie wyjaśnił przyczyn swojego postępowania, oni z kolei nie naciskali, ponieważ Ben powiedział, że to normalne i z czasem mu przejdzie. Po obiedzie zazwyczaj czekały go jedno godzinne ćwiczenia siłowe z Sirvanem, po których miał czas wolny aż do kolacji, w ten czas, aby uniknąć monotonii, chodził do lasu żeby spotkać się ze smokiem, który z resztą od czasu ich pierwszego spotkania urósł znacznie i zaczął mówić. Pierwszym słowem, które Richard usłyszał od smoka było "Ragot”, co później okazało się jego imieniem. Po tym jak urósł zaczął polować samotnie, a czasami nawet polował dla Richarda, wtedy najczęściej chłopak czekał na niego w jego kryjówce. Kilkukrotnie Ragot dawał się dosiąść Richardowi, jednak nigdy zbyt długo to nie trwało z powodu jego twardych i ostrych łusek, które obcierały mu nogi. Na dodatek dzięki temu, że Richard uratował mu życie, wytworzyła się między nimi silna więź dzięki której mógł się kontaktować ze smokiem myślami na odległość. Po odwiedzinach u Ragota wracał do domu na kolację, a później kładł się spać. Tak właśnie wyglądały przeciętny dzień w przeciągu trzech miesięcy, do czasu. Pewnego dnia w czasie porannych ćwiczeń szermierki Sirvan przerwał nagle ćwiczenia. Richardowi wydało się to bardzo dziwne, postanowił go o to spytać.
- Coś się stało Sirvan?
- Chyba tak, Lydia powinna już dawno wrócić z miasteczka, poszła przecież tylko po drobne rzeczy.
- Może po prostu coś ją zainteresowało i… No nie wiem, pewnie nic jej nie jest, nie ma się o co martwić.
- Nie byłbym taki pewien, tym bardziej, że lada chwila ma urodzić… mam jakieś dziwne przeczucie, że coś jest nie…
Dalszej części wypowiedzi Sirvana Richard nie usłyszał, gdyż w jego umyśle rozległ się głos Ragota
- PORWALI JĄ!!!- w pierwszej chwili nie wiedział w ogóle kto mówi i o kogo chodzi, ale po chwili zorientował się, że rozmawia z Ragotem
- Kogo porwali?
- Lydię kretynie, przecież kazałeś mi jej pilnować w drodze do miasteczka.
- Kto ją porwał?!
- Jacyś nieznani ludzie, chyba handlarze niewolników.
- Wiesz gdzie się udali?
- Mogę cię tam zabrać o ile uda ci się jakoś wyrwać.
- Nie dam sobie rady sam, muszę powiedzieć Sirvanowi.
- Sam mówiłeś, że nie mogą się dowiedzieć o moim istnieniu.
- Niby tak, ale myśle że jeżeli teraz nam pomożesz to nie spróbują cię zabić ani przepędzić.
- Nie byłbym taki pewien, ale niech ci będzie.
Cała ta rozmowa trwała dosyć krótko wystarczająca jednak długo aby Sirvan zauważył, że coś jest nie tak.
- Coś się stało Richardzie?- spytał
-… Coś mówiłeś?- spytał wyrwany z zamyślenia
- Tak, pytałem się czy coś się stało?
- W sumie to tak, ale nie wiem jak ci to powiedzieć.
- To znaczy?
-… Miałeś rację, że Lydii coś się stało…
- Że co?! Co się jej stało?!
- Jak na razie nie, ale porwali ją jacyś ludzie, chyba handlarze niewolników.
- Zaraz, skąd ty to wiesz?
- Powiedzmy, że powiedział mi to zaufany przyjaciel.
- Jaki przyjaciel? A z resztą nieważne, gdzie ona jest?
- Nie wiem, ale mój przyjaciel wie i może nas tam zabrać.
-… Prowadź- powiedział biorą konia.
- Koń nie będzie nam potrzebny.
- Przecież musimy jakoś się tam dostać, no chyba że twój przyjaciel umie latać
-… No właśnie umie.
- Że co!?
- Nie ma czasu, chodź.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 825 słów i 4479 znaków.

7 komentarzy

 
  • Thor

    ale fajowe. .... to nic ze krotkie ale dobre

  • Karou

    a więc czekam :>

  • Shruikan

    Chyba nie będzie potrzebna, bo dzisiaj w szkole sporo napisałem i teraz tylko dokończyć akcję mi zostało :)

  • Karou

    jutro środa, ide szukać zapalniczki :p

  • ;)

    Fajne,tylko szkoda ,że takie krótkie

  • xxv

    stos już naszykowany,  :)

  • Gabi14

    Mój Flippy, moja nowa postać z HappyTreeFriends którą tworzę zamorduje cię o wiele lepiej niż zwykłe spalenie na stosie :D w chust krótkie ale dobre