Child Of Fate cz. 8

Kolejna część z dedykacją dla Ahrii. Ma nadzieję, że się spodoba.


Rozdział 8
Środek ciemnej nocy, jeden potężnie zbudowany mężczyzna śpi przy dogasającym ognisku, a nieopodal oparci o pień drzewa śpią chłopak i dziewczyna. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie tajemnicza postać zbliżająca się w ich stronę. Postać ta szła dosyć pewnym krokiem i już po chwili znalazła się przy nich, przykucnęła obok chłopaka, położyła palce wskazujące na jego skroniach i zaczęła coś szeptać. Następnie szturcha dziewczynę, która budzi się zaskoczona.
-Musimy porozmawiać Teyla-powiedział poważnym tonem Ben- i to natychmiast
- Coś się stało?-spytała
- To się dopiero okaże- po czym odeszli jakiś kawałek od miejsca gdzie spał Richard- No, to co masz mi do powiedzenia?
- O co ci chodzi Ben?
- Dobrze wiesz o co mi chodzi, a może już zapomniałaś o swojej bardzo lekkomyślnej decyzji z dzieciństwa?
- A, o tym mówisz- mówiąc to bardzo posmutniała- Przecież ten urok nie obejmuję przyjaźni z innym chłopakiem inaczej…
- Przyjaźni nie, ale miłość do innego chłopaka niż Darken już tak. Widziałem jak się z nim całowałaś i dobrze ci radzę, wycofaj się z tego zanim będzie za późno. On jest naszą jedyną nadzieją na wyzwolenie się spod tyranii tego potwora.
- Jak mam się niby wycofać? Przecież wszystko będzie pamiętał, a ani ja, ani ty nie mamy w sobie ani cząstki magii subraktywnej żeby usunąć te wspomnienia.
- Zawsze możesz mu wmówić, że to był tylko sen.- odparł po chwili namysłu
- Myślisz, że w to uwierzy?- spytała ze łzami w oczach szlochając
- Póki co to nasza jedyna możliwość.
- Ale ja go naprawdę pokochałam- powiedziała i rozpłakała się się w ramionach Bena.
- Wiem kruszyno, wiem, ale póki co nie jest możliwe żebyście byli razem. A teraz chodź, zaniesiemy go do śpiwora żeby to co jutro powiesz było bardziej wiarygodne.
***
Pierwszą rzeczą jaką zauważył Richard po przebudzeniu była zmiana miejsca spanie. Z tego co pamiętał musiał zasnąć pod drzewem, kiedy pełnił warte z Teylą.
- Czyżby to był sen-pomyślał- oby nie, bo…
- Patrzcie, wstał nasz śpioch- powiedziała radośnie Teyla- Nie ociągaj się tak, tylko wstawaj. Zostało nam jeszcze tylko dziesięć staj (około 10, 8km) od domu Sirvana.
- Dlaczego jestem w śpiworze? Przecież siedziałem z tobą na warcie i…
- Taaa, kiedy tak siedzieliśmy to ci się usnęło-przerwała mu-, a ja nie miałam serca cię budzić. Za pomocą magii dotargałam cię do śpiwora i dalej pełniłam warte.
- Na pewno tak było? Bo pamiętam coś innego, chociaż… może to był tylko sen.
- A co takiego pamiętasz?
- … Nieważne- odparł zmieszany
- Skoro tak uważasz- odpowiedziała z lekkim rozbawieniem, jednak w głębi czuła ból- Musimy się już zbierać, jeżeli wyruszymy zaraz powinniśmy być na miejscu pod wieczór.
***
Tak ja przewidziała Teyla, na miejsce dotarli w okolicach późnego wieczora. Żona Sirvana rzuciła mu się w ramiona, a następnie zaprosiła gości do środka na kolację, podczas której Lydia- czyli żona Sirvana- z uwagą słuchała opowieści o tym jak Richard znalazł się w tym świecie. On jednak chciał tylko jednego, jak najszybciej pobyć sam, iść do lasu znajdującego się nieopodal i pomyśleć. Wyszedł ze środka pod pretekstem pooddychania świeżym powietrzem, wziął łuk, a następnie udał się do lasu. Spacerując pomiędzy drzewami znalazł się wkrótce na sporych rozmiarów polanie, gdzie zastał dziwny widok. Instynktownie schował się za najbliższy głaz, bowiem zobaczył… smoka. I to nie jakiegoś małego, ale wielkiego jak jeden z większych domów. Jako ze Richard nigdy nie widział smoka postanowił mu się dobrze przyjrzeć. Całe jego ciało pokrywały czerwone łuski, które na grzbiecie były o wiele ciemniejsze, niż na brzuchu. Wzdłuż kręgosłupa wyrastały szpikulce, które ciągnęły się od głowy, do końcówki ogona. Podczas tych wnikliwych oględzin dojrzał kręcące się niedaleko czarne jak noc pisklę, chwilę po tym nocną ciszę przedarł ryk.
- Achhh, to na nic- warknął smok- jesteś za słaby żeby przeżyć, nawet na takie głupie zwierze jak sarna nie potrafisz zapolować- znowu ryknął- Od dzisiaj radzisz sobie sam, opuszczam cię i nie obchodzi mnie czy dasz sobie radę, będziesz silny o przeżyjesz, a jak nie to będziesz martwy- i z tymi słowami odleciał zostawiając żałośnie popiskujące pisklę.
Richard obserwował całą tą scenę z niedowierzaniem. Przez całe życie nie widział żadnego smoka, a jak już spotkał to na dodatek mówiącego. Patrzył przez chwilę na czarne smoczątko zastanawiając się co zrobić, po czym w przypływie litości postanowił go zabić, aby biedak nie męczył się powolną śmiercią z głodu. Wychodząc zza głazu przez przypadek nastąpił stopą na gałązkę, która pękła z donośnym trzaskiem. Na ten dźwięk mały smok odwrócił się w jego stronę, kiedy zobaczył Richarda z łukiem w rękach, w jego błękitnych oczach pojawił się strach. Chłopak stanął jak wryty, w głowie odbiły się echem słowa czerwonego smoka "Jesteś za słaby żeby przeżyć”.
Czyż nie tak samo mówił mi Tommy?- pomyślał- On podobnie jak ja został odrzucony przez swoich… Z resztą kim ja niby jestem, żeby decydować kto ma żyć, kto nie.
Po czym zdjął strzałę z cięciwy i ruszył w stronę domu Sirvana. Pisklę przez chwilę stało niepewnie, po czym nie wiadomo dlaczego podreptało za chłopakiem. Kiedy tylko Richard to zauważył odwrócił się do niego i powiedział
- Po co za mną idziesz? Nie mogę ci pomóc.
Smok tylko przechylił lekko łepek w międzyczasie podchodząc bliżej.
- Idź sobie- powiedział po czym zaczął się wycofywać kiedy spostrzegł, że smok jest już bardzo blisko. Potknął się jednak o wystający z ziemi korzeń i runął na plecy. Spodziewał się, że pisklę zaraz się na niego rzuci, jednak ono podeszło do niego i wsunęło się pomiędzy ręke, a tułów. Chłopak spojrzał zaskoczony na smoka, a w jego głowie myśli zaczęły składać plan, w którym to zaopiekuję się nim do czasu, aż będzie mógł samodzielnie polować. Wstał, wziął smoka na ręce i posadził na ramieniu, po czym ruszył w miejsce gdzie widział jakieś sarny. Kiedy już wypatrzył jedną posadził pisklę na ziemie i powiedział:
- Zaczekaj tu, postaram się coś dla ciebie upolować.
Smok przekrzywił głowę, ale posłuchał i nie ruszył się nawet o centymetr. Zadowolony Richard zaczął skradać się w kierunku sarny i już po chwili był na miejscu gotowy o wypuszczenia strzały. W chwili skupienia kiedy celował czas zwolnił, zupełnie jak wtedy kiedy zabił asasyna. Teraz jednak w okolicy wyczuwał jedynie smoka i kilka saren wokół. Jego jednak interesowała ta jedna przed nim, "przywołał cel”, sprawił że obraz się przybliżył, odnalazł w powietrzu odpowiednie miejsce i wystrzelił. Strzała zabrzęczała jak szerszeń, a następnie trafiła sarnę w sam środek głowy. Richard krzyknął triumfalnie, a następnie zawołał smoka, który zaskakująco szybko przybiegł. Pokazał mu gdzie znajduję się jego kolacja, a sam usiadł pod drzewem i patrzył jak młody smoczek się zajada. Po kilku minutach skończył jeść i podszedł do Richarda, zwinął się w kłębek na jego kolanach i usnął, podobnie z resztą jak chłopak.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1355 słów i 7539 znaków.

5 komentarzy

 
  • Gabi14

    Jak zawsze świetne :D

  • Shruikan

    @xxv
    Egzaminy myśle dobrze poszły, przynajmniej matma i polski (chyba), a co do reszty nie mam pewności.
    @Ahrii oczywiście, że będe pamiętał, nie martw się.

  • Ahrii

    Spisałeś się, dostaniesz obiecaną nagrode ^^. Ale pamiętaj co ma się "dalej wydarzyć" ;P

  • xxv

    Jak poszły egzaminy?

  • ;)

    Bardzo fajna część , z tym smokiem to fajnie wymyśliłeś.