Child Of Fate cz. 7

I o to kolejna część, jednak udało mi się coś napisać przed egzaminami. Końcówka mogła mi z lekka nie wyjść i z góry za to przepraszam, ale niezbyt wiele czytam takich miłosnych opowiadań i nie wiem jak rozwinąć "akcję".


Rozdział 7

Szybko wybiegli z domu, kiedy to Ben krzyknął do nich:
- Zaczekajcie chwilę!-po czym stanął przed chatą rozrzucając ręce na boki, powietrze wokół zaczęło buczeć i dudnić. Stał tak kilka sekund po czym rzekł- No, gotowe.
- Co zrobiłeś- spytał Sirvan
- Zostawiłem im małą niespodziankę
-Jakiego rodzaju niespodziankę- zapytał Richard
- Śmiercionośną… i to bardzo.
- Czyżby czar światła?- spytała Teyla
- A i owszem. Już słyszę ten wściekły ryk Darkena, kiedy się dowie, że stracił cały batalion.
- A właściwie dokąd my teraz pójdziemy?- zapytał Richard
- Do mnie- odpowiedział Sirvan- Zanim coś powiesz Ben i tak chciałem go zabrać do siebie. Na miejscu mam dużo sprzętu i miejsca do wyćwiczenia chłopaka. Tym bardziej, że na miejscu jest moja ciężarna żona, której nie chce opuszczać, a z tego co pamiętam jak ostatnio u nas byłeś to bardzo Tobie zasmakowała jej kuchnia.  
- … Niech będzie-odparł po chwili namysłu- Ruszajmy zatem, zanim pobliski teren zostanie zrównany z ziemią.
Ze względu na Bena i jego wiek, oraz na Richarda i jego osłabienie szli dosyć powolnie, jednak na tyle szybko żeby nie zostać dogonionym przez żołnierzy. Każdy upierał się, żeby Richard jechał na koniu Sirvana. Długo się upierał, jednak pod ich wspólnym naporem zgodził się dosiąść cienistego- czyli konia Sirvana-, ale tylko pod warunkiem, że Teyla będzie z nim siedziała. Według chłopaka był to dosyć naiwny sposób na porozmawianie z nią, jednak nie miał innego pomysłu.
- Co to jest ten czar światła?- zapytał
- Dosyć ciężko to wytłumaczyć, ale postaram się to jak najwierniej przedstawić- odpowiedziała po chwili namysłu- Ten czar polega na zebraniu energii słońca i skumulowaniu ciepła, aby później wyzwolić całą tą energię. Zazwyczaj taki czar potrzebuje kilka godzin, żeby się naładować, więc Ben dosyć roztropnie zrobił.
- A jakie są skutki tego zaklęcia?
- Jak już mówiłam. Po naładowaniu zaklęcie wyzwala energię, niewyobrażalne ilości ciepła, które smażą żywcem wszystkie istoty żywe w pobliżu. Cała woda na danym terenie wyparowuje. Teraz zrozumiałeś?
- Tak, dzięki. Rzucenie tego zaklęcia pewnie nie jest proste nie?
- Potrzeba do tego bardzo dużego doświadczenia i wiedzy. Jeden błąd, nawet najmniejszy i zaklęcie nie zadziała tak jak potrzeba. Może zamiast wrogów spopielić tylko Ciebie, ewentualnie w ogóle nie zadziała.
- Mogłabyś mnie w drodze pouczyć trochę?
- To jest zadanie Bena, nie moje. Poza tym jestem beznadziejną nauczycielką.
- Oj nieeee, tu się nie zgodzę. Z łuku mnie nauczyłaś strzelać bezbłędnie.
Odpowiedziała mu przeuroczym uśmiechem.
***
Słońce chyliło się już ku zachodowi, kiedy to na niebie zapłonęło niesamowicie białe oślepiające światło. Następnie tuż za rozbłyskiem nadeszła fala uderzeniowa, która szarpała koronami drzew.
- Co to było- zapytał przerażony Richard
- Moja śmiercionośna niespodzianka- odparł z rozbawieniem Ben
- Ehh, nigdy się do tego nie przyzwyczaję- powiedział Sirvan
Teyla tylko przewróciła oczami.
***
Późną nocą rozbili obóz pod nawisem skalnym, chroniących ich przed wiatrem i deszczem. Wartę jako pierwsza miała objąć Teyla, następny był Richard, później Sirvan i na końcu Ben. Chłopak długo się wiercił w śpiworze nie mogąc zamknąć, w końcu poszedł potowarzyszyć Teyli.
- Dlaczego nie śpisz?- spytała
- Coś nie mogę zasnąć.
- Z jakiegoś konkretnego powodu, czy od tak sobie?
- Sam nie wiem. Po części bez powodu, ale z drugiej strony trochę obawiam się zasnąć. Ostatnim jak spałem walczyłem z Darkenem i ledwo z tego pojedynku uszedłem z życiem. A co jeśli tym razem on okaże się silniejszy niż ja?
- Nie wydaje mi się, żebyś znowu się tam przeniósł- odparła ostrożnie po chwili namysłu- Z tego co mówiłeś przenosiłeś się tam tylko wtedy, gdy użyłeś magii, a od dzisiejszego poranka nie użyłeś jej ani razu, więc bardzo mało prawdopodobne żeby ci się to znowu przytrafiło.
- Może masz rację, ale tak czy inaczej chciałbym tu z tobą posiedzieć.
- Dlaczego?
- Po prostu lubię twoje towarzystwo. W sumie pierwszy raz w życiu pojawił się ktoś, kogo mogę nazwać przyjacielem i to na dodatek bardzo…-ugryzł się w język zanim powiedział coś dalej
- Bardzo co?
- Bardzo inteligentnego- odpowiedział nie mogąc znaleźć innej wymówki.
- Taaaak? Skoro jestem taka inteligentna to nie rób ze mnie idiotki i powiedz co chciałeś powiedzieć.- odparła zadziornie.
- No ten… ja chciałem powiedzieć…
- Nooo, powiedz
- Chciałem powiedzieć, że na dodatek bardzo ładnego przyjaciela.- po powiedzeniu tego zapadła niezręczna cisza.
- Czyli po prostu ci się podobam tak?
- No… t-tak- odparł trzęsącym się głosem.
Chwilę później Teyla przysunęła się do niego, położyła dłonie na jego twarzy i złączyła swoje usta z jego. Siedzieli tak złączeni pocałunkiem, który dla Richarda był wręcz magiczny. Dziewczyna odchyliła głowę i spojrzała mu w oczy
- To teraz przynajmniej wiem, co oznaczał ten zielony kolor oczu.
Po czym znowu go pocałowała, a następnie wtuleni w siebie dalej pełnili wartę.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1008 słów i 5537 znaków.

3 komentarze

 
  • ;)

    Fajne

  • Gabi14

    OMG <3 <3 kocham to <3 końcówka mogłaby być bardziej romantyczna... NIE skreśl poprzednie zdanie, jest ****, bo to przygodówka :D

  • Ahrii

    <3 <3 Pisz dalej i to szybkooo! <3