Child Of Fate cz. 6

Powracam po dosyć długiej przerwie, jednak tylko na chwilę, gdyż w następnym tygodniu mam egzaminy. Chciałem tylko podziękować Gabi, za "przypomnienie" mi o tym opowiadaniu.

Rozdział 6
Teyla nie wiedziała co ją bardziej zaskoczyło. To, że Richard użył bardzo silnej magii aby zabić asasyna, czy sam fakt, że wyczuła go poprzez swoją magię dopiero wtedy, gdy był już tuż tuż. Dosłownie na ułamek sekundy przed atakiem zdołała go wyczuć, jednak zanim cokolwiek zrobiła Richard już celował do niego z łuku, a w jego krwisto czerwonych oczach widziała błyski iskier magii. Chwilę po tym powietrzem wstrząsnęła eksplozja, która miała swoje źródło z wielkiej kuli ognia wokół napastnika. Wtedy to usłyszała bardzo dobrze jej znany głos. Głos kogoś, kto nauczył ją po mistrzowsku władać sztyletami i innymi rodzajami oręża. Jej nauczyciel, mistrz szermierki Sirvan.
-Teyla, nic ci się nie stało?!- wykrzyknął pytająco Sirvan zsiadając jednocześnie z konia.
- Mnie nic, ale Richard stracił przytomność-odkrzyknęła- Trzeba go szybko zawieść do Bena
- To on jest tym, którego mam uczyć?
- Tak, ale to nie czas na takie rozmowy. Jak będziemy na miejscu to ci wszystko opowiemy, a teraz weź go na konia i gnaj do Bena!
- Nie- odrzekł spokojnym głosem- ty z nim pojedziesz, ja sprawdzę czy w okolicy nie roi się więcej asasynów… No i przy okazji przyniosę naszą przyszłą kolacje.
Pomógł Teyli umiejscowić nieprzytomnego Richarda w siodle, a następnie usadowił tam również dziewczynę.
- A teraz jedź moja księżniczko.
- Mówiłam ci żebyś mnie tak nie nazywał.- odparła buntowniczo Teyla- Nie jestem księżniczką, już nie.
- Dla mnie zawszę nią pozostaniesz. I nie interesuję mnie to, że się za nią nie uważasz, w twoich żyłach płynie królewska krew, od tego się nie wymigasz- ostatnie kilka słów dosłownie wykrzyczał, gdyż Teyla odjechała w pełnym galopie.
***
Dryfował w bezkresnej pustce nie pamiętając kim jest i co właściwie robi. Z oddali słyszał niewyraźną rozmowę dwóch osób, jednak nie zwrócił na to uwagi i po chwili nastała cisza. Nie trwała jednak długo, gdyż zakłócił ją jeszcze inny głos od którego Richardowi zjeżyły się włosy. Znowu stał pośrodku Sali tronowej swojego rodu i tak jak ostatnio na tronie siedział jego brat Darken. Tym razem jednak rozmawiał z jednym ze swoich żołnierzy.
- Tym razem wyślij tam cały batalion, starca i mojego brata mogą zabić, ale dziewczynę mają sprowadzić żywą i nietkniętą… wiesz o czym mówię.
- O… oczywiście lordzie Devon.
- Przekaż im też, że jeżeli któryś z nich nie powstrzyma swoich popędów, to osobiście mu coś urżnę. Natomiast starca i mojego brata mogą torturować do woli, byle by zgin…- urwał w połowie zdania gdy zobaczył widmo Richarda- Ach, czyli asasyn już załatwił sprawę jak trzeba.  
- Nie drogi bracie-odrzekł Richard, który odzyskał pełną jasność umysłu- twój asasyn zawiódł, został zabity przeze mnie, więc nie ciesz się tak.
- To dlaczego tu jesteś skoro jesteś żywy… I jakim sposobem?
- Nie mam pojęcia, żałuje jednak, że jestem tu jako duch. Gdybym miał ciało własnoręcznie bym cię udusił- w jego oczach zatańczyły czerwone iskierki gniewu, które chwilę później przerodziły się w furię.
- Jednak jesteś tu jako duch i nie możesz mi nic zrobić… Ale ja tobie mogę i to dużo!  
Z tymi słowami wyrzucił przed siebie ręce z których wystrzeliły pioruny zmierzające ku duchowi. We wnętrzu Richarda znowu obudziło się coś potężnego, coś niesamowitego. Owo coś pokierowało przepływem mocy wewnątrz niego tworząc tarczę przeciw atakowi Darkena. Chłopak jednym ruchem ręki odbił zmierzające ku niemu błyskawice, które trafiły w jedną z rzeźb rozkruszając ją na pył. Drugą ręką natomiast zogniskował ciepło z otoczenia w kulę ognia, a następnie rzucił nią w kierunku brata. Ten z kolei gestem dłoni przywołał wodę z dzbana i wyrzucił ją w kierunku kuli ognia. Można było usłyszeć nieco stłumioną eksplozję i syk parującej wody, wszystko wokół okrywała para. Richard nie doczekał się kontynuacji pojedynku, ponieważ coś zaczęło go stamtąd wyciągać.  
***
- Richard obudź się- powiedziała błagalnie Teyla
- Ughhh, gdzie ja jestem- spytał zdezorientowany
- U Bena, przywiozłam cię tutaj kilka godzin temu.
- … Nie pamiętam tego…  
- A co pamiętasz przed tym jak zemdlałeś?
- Pamiętam… Pamiętam, że coś w moim wnętrzu się przebudziło i zabiło asasyna- w jednej chwili przypomniał sobie walkę ze swoim bratem- Musimy szybko stąd uciekać!
- Dlaczego?
- Darken wysłał tutaj cały batalion wojsk, wkrótce tu będą.
- Skąd ty niby to wiesz? –Zapytał zdziwiony Ben
- Ja… znowu miałem wizję, tym razem usłyszałem jak Darken rozmawia z jakimś generałem i wydaje mu polecenia. Później zorientował się, że mu się przysłuchuje i zaczęliśmy walczyć
- Że co?! Jak niby mogłeś z nim walczyć, skoro cały czas leżałeś tutaj?!
- Sam nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć… Co nie zmienia faktu, że lepiej się stąd wynosić.
W tej samej chwili do środka wpadł zdyszany Sirvan.
- Musicie stąd uciekać… i to jak najszybciej-wydyszał
- Co się stało Sirvan?
- Żołnierze… Mnóstwo żołnierzy… idą tutaj.
W jednej chwili każdy rzucił się do pakowania rzeczy i w niecałe 15 minut byli gotowi do drogi.
CDN

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1009 słów i 5529 znaków.

5 komentarzy

 
  • Gabi14

    Boskie jak zawsze <3 Nie ma za co xD

  • Ahrii

    LOVE *.*

  • Shruikan

    Po egzaminach, ewentualnie w trakcie może coś napisze.

  • xxv

    kiedy next ?

  • ;)

    Fajne nawet ,pisz dalej :-)