Child Of Fate cz. 3

Rozdział 3

Tej nocy Richard nie spał za dobrze, ciągle miał koszmary o tym, że wrócił do świata w którym się wychował. A także o tym, że znowu znajduję się w bibliotece i Tommy tłucze go niemiłosiernie. Kilkukrotnie budził się w nocy zlany potem, by potem nie móc zasnąć. W końcu niedługo przed świtem zapadł w płytki sen, znowu jednak śniło mu się miejsce w którym tyle wycierpiał, wtedy to nagle obraz snu rozbił się niczym lustro, w które rzucono kamieniem. Obraz zamigotał, po czym powrócił bardziej wyraźny niż normalny sen. Po pełnym uformowaniu obrazu Richard zobaczył śpiącego na tronie chłopaka w wieku 16 lat, który był bardzo podobny do niego samego z tą różnicą, że tamten miał włosy blond i prosty nos, a nie skrzywiony w wyniku pobicia. Jako, że Richard uznał to za sen postanowił podejść do niego, niestety przez przypadek zawadził nogą o podwinięty dywan i upadł. Na ten dźwięk chłopak, który siedział na tronie przebudził się, spojrzał na Richarda swoimi lodowato błękitnymi oczami i przemówił.
- Nieźle, naprawdę nieźle czarodzieju, sprowadziłeś do mnie mojego widmowego sobowtóra, a jednak spartaczyłeś robotę, mam inny kolor włosów i oczu, ale i tak gratuluje pomysłowości.
- Ale realistyczny ten sen, zupełnie jak normalny świat- Na te słowa drugi chłopak pobladł momentalnie.
- Nie może być, to niemożliwe, ty nie możesz być NIM!!
- Znaczy kim?- spytał Richard ciągle uważając to za sen.
- Moim największym koszmarem "drogi” bracie- słowa te uderzyły w Richarda niczym młot, w wyniku czego obraz stracił na ostrości, by później rozpaść się na kawałki. Nic mu się już nie śniło tej nocy, jednak w głowie ciągle odbijały się echem słowa Darkena.
***
- Wstawaj Richard, już pora ruszać.
- Coooo?
- Musimy się zbierać… i to natychmiast!
Richard nagle oprzytomniał, przy okazji przypominając sobie swój niecodzienny sen, i zaczął jak najszybciej zbierać rzeczy Teyli, która podczas jego snu zdążyła przebrać się w strój podróżny. Po dosłownie kilku sekundach już byli na zewnątrz i biegli ile sił w nogach w wybranym przez nią kierunku.
- Dlaczego uciekamy?!
- Jakimś cudem Darken na wytropił i wysłał za nami bojówkę.
- Czyli?
- Czyli grupę morderców… A teraz nie gadaj tylko biegnij, tak jakby cię sama śmierć goniła!
Richard nie do końca wiedział ile tak uciekali, jednak przed południem nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Potknął się o wystający z ziemi korzeń i nie miał siły się podnieść. Teyla równie zmęczona co on, gdy tylko to zauważyła zawróciła i starała pomóc mu wstać, jednak i pod nią nogi się ugięły. Leżeli tak dwadzieścia minut próbując złapać oddech i odpocząć na tyle, żeby móc się podnieść.
- Chyba… chyba ich zgubiliśmy- powiedział Richard
- Chyba… ale lepiej się nie zatrzymywać… mamy nad nimi tylko… niewielką przewagę.
- Możemy jeszcze… poczekać kilka minut… zanim ruszymy?
- Dobra… chcesz się napić?
- Oj tak, chętnie.
Leżeli jeszcze dziesięć minut zanim jako tako mogli ustać na nogach, a następnie ruszyli w tylko znanym Teyli kierunku.
- Gdzie my w ogóle idziemy co?
- Do mojego mistrza, to on nauczył mnie wszystkiego co teraz wiem o magii. Mam nadzieję, że zgodzi się uczyć także Ciebie.
- A mówiłaś, że uczyłaś się w akademii… I właściwie dlaczego miałby się nie zgodzić?
- Uczyłam się do czasu przejęcia przez Darkena władzy, później mój mistrz zabrał mnie w bezpieczne miejsce. A może się nie zgodzić ze względu na twoje podobieństwo do Darkena.
- E tam, on ma blond włosy, a nie czarne jak ja. Poza tym on podobnie jak ty ma niebieskie oczy, a nie zmienne…
- Skąd to wiesz?!-spytała podniesionym głosem Teyla- Przecież nigdy ci go nie opisałam!
- Ja… miałem pewien sen w którym go zobaczyłem.-odparł Richard
-… Możesz mi go opisać?- powiedziała już trochę uspokojona.
I tak przez kilka minut Richard opowiadał o swoim dość nietypowym śnie, który snem według Teyli być nie mógł. Pod koniec dodała.
- Mam kilka wyjaśnień, jednak wolałabym je powiedzieć kiedy indziej.
***
Późnym wieczorem po bardzo długim marszu, znaleźli sobie niewielką jaskinię, gdzie rozbili obóz. Po rozłożeniu śpiworów, rozpaleniu ogniska i zjedzeniu kolacji Richard rozpoczął rozmowę.
- Mogłabyś teraz podać swoje teorie dotyczące mojego snu?
- Nie chcę cię wprowadzać w błąd, powiem to co mi powiedziałeś mistrzowi, on ci to o wiele lepiej wyjaśni.
- Ale dlaczego…
- Po prostu mi zaufaj, a teraz chodźmy spać.
***
Obudziło go szturchnięcie czymś ostrym w okolice twarzy.
-Wstawaj, tylko bez żadnych numerów bo inaczej twoja urocza przyjaciółka oberwie.
Richard rozejrzał się oszołomiony i ujrzał w jaskini kilku mężczyzn uzbrojonych po zęby. Dwóch strzegło wejścia do jaskini, dwóch trzymało wyrywającą się Teyle, z czego jeden dosyć blisko jej szyi trzymał sztylet. Dwóch kolejnych szykowało się do unieruchomienia Richarda i ostatni który go obudził. Był zbyt zaskoczony całą tą sytuacją, więc w mgnieniu oka tych dwóch krzepkich żołnierzy trzymało go w żelaznym uścisku nie pozwalając się ruszyć.
- No no no, niezłe sobie towarzystwo wybrałeś młodzieńcze. Zbuntowana czarodziejka, która nie raz zaszła za skórę lordowi Devonowi, to nie jest zbyt dobre towarzystwo. Co do niej lord Devon wyraził się jasno, zabić, ale chyba się nie obrazi jeśli trochę się z nią zabawimy. Co nie chłopcy?!
- Oczywiście, że nie kapitanie.
Richard spojrzał na Teyle, w jej niebieskich oczach zobaczył niewyobrażalny strach przed tym co nastąpi. Dwóch mężczyzn trzymających wyrywającą się Teyle zaczęło się do niej dobierać, najpierw zerwali z niej górną część stroju odsłaniając jej smukłe i sterczące piersi, następnie zaczęli ją po nich obmacywać jednocześnie próbując ściągnąć dolną połowę stroju. Na ten widok w Richardzie rozszalała się straszliwa burza gniewu, jego oczy zapłonęły krwistą czerwienią i nagle czas jakby się zatrzymał. W jego wnętrzu rozbudziła się jakaś nieznana mu potężna i tajemnicza moc, która natychmiast musiała znaleźć ujście inaczej by go rozsadziło. Najpierw pomyślał o trzymających go mężczyznach, ukierunkował tą moc do ich wnętrza i w ułamek sekundy później wybuchli obryzgując wszystkich krwią i wnętrznościami. Zanim ktokolwiek zareagował, skierował moc ku tym którzy trzymali Teyle, chwilę później padli na ziemie trzymając się za krocza, na których szybko rosła czerwona plama. Ostatni z bojówki został z nieludzką siłą odrzucony w stronę ściany jaskini, o którą z resztą rozbił sobie czaszkę. Całość nie trwała nawet trzech sekund, po których Richard padł twarzą na ziemię wyczerpany. Teyla chwilę tkwiła w miejscu z powodu oszołomienia, po czym rzuciła się w kierunku Richarda.
- Richard, nic ci nie jest ?!- krzyknęła odwracając go
-… Teyla…
- Nic nie mów, oszczędzaj siły.
- Teyla… może byś… coś na siebie… założyła?- powiedział z trudem Richard
Dopiero teraz sobie przypomniała, że nie tylko jest pokryta krwią, ale też naga od pasa w górę. Zaklęła cicho i pośpiesznie naciągnęła na siebie górną połowę swojego nieco podartego stroju podróżnego, a następnie wróciła do Richarda, który zemdlał z powodu wysiłku CDN.

Shruikan

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1369 słów i 7524 znaków.

3 komentarze

 
  • Anonim

    Great :)

  • Ahrii

    Love

  • Gabi14

    Genialne <3