Wybacz, ale inaczej nie Potrafię cz.23

Wybacz, ale inaczej nie Potrafię cz.23Marek miał rację. Nie interesowało mnie to, co chciał powiedzieć, nie interesował on. Chociaż był tak bardzo podobny do Pawła, chociaż tak bardzo mi go przypominał, był dla mnie obcy. Nie wiedziałam jak śmiał mówić mi takie rzeczy? kto dał mu prawo do pouczania mnie? za kogo się miał? nic nie wiedział o Pawle, nic nie wiedział o moim życiu. Żałowałam tylko jednego, zbyt późno pojawił się w naszym życiu, zbyt późno by poznać brata, zbyt późno by mnie poznać. Miał w pewnym sensie rację, najwyższy czas ruszyć do przodu. Musiałam iść do przodu, ruszyć z miejsca, zacząć żyć. Przecież miałam dla kogo. Był Sławek, mężczyzna który w pewnym sensie uratował mnie, wybawił od uczucia nienawiści, wybawił od uczucia strachu i bólu, pokazał, że można przecież inaczej żyć, nauczył wybaczać. Była Suzy, która tak wiele poświęciła w imię miłości. Zrezygnowała z marzeń, zrezygnowała z własnego życia, robiła to co robiła by pomóc mnie i naszym rodzicom.Suzy, która nie długo będzie potrzebowała mojej pomocy, która urodzi dziecko, a ja zrobię wszystko by chociaż w minimalnym stopniu odwdzięczyć się za to co dla nas zrobiła. Byli też nasi rodzice, którzy mieli już swoje lata, którzy lada moment będą nas potrzebować, którym przebaczyłam. Miałam okazję, szansę by naprawić z nimi relację, by zbliżyć się do nich dopóki jeszcze mogłam. Życie bywa takie kruche i nie przewidywalne, ja najlepiej to wiedziałam. Najpierw utraciłam dziecko, a potem tak nagle, brutalnie odebrano mi Pawła. Pawła, którego przecież tak bardzo kochałam. Nie znalazłam czasu by powiedzieć mu to co chciałam, nie znalazłam czasu, by prosić go o wybaczenie. Skoro miałam wszystkich, ukochanego mężczyznę, rodziców, siostrę to dlaczego wciąż czułam tak ogromną pustkę? dlaczego wciąż miałam wrażenie, że moje serce jest puste? dlaczego tak cierpiałam?  
- Ja też kogoś utraciłem. Rozumiem twój ból, proszę mi wierzyć, ale czas ruszać dalej - usłyszałam cichy głos Marka. Zatrzymaliśmy się pod domem rodziców i wysiadłam z jego samochodu. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, chciałam odezwać się chociaż słowem, ale nie mogłam. Wielka gula w gardle zablokowała każdy mój szept. - On by tego nie chciał. Nie pozwoliłby żebyś się zadręczała! Kaju wystarczy już! Słyszysz!? musisz iść do przodu i pogrzebać przeszłość- wykrzyknął. Podbiegłam w ramiona Sławka i rozpłakałam się


W rodzinnym domu spędziliśmy trzy dni. Trzy dni pełne miłości, ciepła, młodzieńczych wspomnień. Chyba dopiero teraz, gdy byłam tuż obok nich zrozumiałam jak bardzo mi ich brakowało, jak bardzo cierpiałam odrzucona przez rodziców, jak bardzo za nimi tęskniłam. Marek wyjechał, bo musiał wracać do pracy. Poczułam ulgę, że nie muszę go oglądać, chociaż sama nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że tak bardzo przypominał mi Pawła, a może dlatego, że miał zupełnie inny charakter niż on. Paweł był ciepły, delikatny, wrażliwy. Był moim ideałem faceta a Marek? o Marku nic nie wiedziałam.
- Mamo może pojedziecie z nami? i tak lada moment Suzy zacznie rodzić? - po raz setny próbowałam namówić rodziców by się zgodzili. Widziałam jak bardzo się postarzeli przez ten czas, jak bardzo zmizernieli i jak bardzo są zmęczeni. Chciałam chociaż minimalnie odciążyć ich, ale wciąż słyszałam tą samą wymówkę.
- Dobra, ale w następnym tygodniu. Musimy z ojcem wszystko pozałatwiać. - obiecała mama. Tata nic się nie odzywał, siedział w jednym miejscu i patrzył w jeden punkt, kompletnie nic sobie nie robiąc z tego, że ja z Sławkiem wciąż jesteśmy w pomieszczeniu.
- Idę się przejść - powiedział w końcu wstając z fotela. Chciałam iść za nim, ale mama złapała mnie za rękę. Miała rację, on tak samo jak my potrzebował pobyć przez chwilę sam. Odczekałam piętnaście minut i wyszłam za nim na dwór. Chciałam porozmawiać z nim, przekonać, że to będzie najlepsze wyjście.
- Tato wiem, że jest Ci ciężko, ale wy sobie już tu z trudem radzicie - powiedziałam ciepło. Dom był w ładnym stanie, ale widać było, że nie jest odpowiednio zadbany. Mieli już swoje lata i trudno im na pewno by było tu samym.  
- Nie byłem dobrym ojcem Kaju. Nie byłem sprawiedliwy. Odtrąciłem Cię gdy tak bardzo mnie potrzebowałaś - powiedział patrząc mi w oczy. Spuściłam wzrok. Chciałam coś powiedzieć, chciałam zagłuszyć jego poczucie winy, jego wyrzuty sumienia, ale chyba tak naprawdę nie potrafiłam.  
- Tato miałeś prawo. Ja w tamtym okresie sama siebie nienawidziłam. Więc dlaczego Ty miałeś mnie kochać? - wyznałam przerażona swoją szczerością. Ojciec chwilę na mnie popatrzył, a jego twarz zrobiła się niemal przezroczysta.
- Boże dziecko kochane - powiedział drżącym głosem. Jego drżąca dłoń zatrzymała się na moim policzku, a ja zamknęłam oczy.Tak wiele razy wyobrażałam sobie tę scenę, pragnęłam by chociaż raz, chociaż na sekundę potraktował mnie, popatrzył na mnie jak na swoją córkę.
- Nigdy nie pytałam Cię dlaczego tato i teraz też nie mam zamiaru - wypowiedziałam bliska płaczu. - Jednak tak bardzo chciałabym wiedzieć dlaczego mnie wciąż odtrącałeś - dodałam. - Bo czułem się winny. Bo wciąż miałem dziwne wrażenie, że czegoś nie zrobiłem - wyszeptał.
- Ty ojcze? Ty czułeś się winny? - popatrzyłam na niego zbita z tropu. Położyłam swoją dłoń na jego ramieniu i pokiwałam głową. Chciałam coś powiedzieć, zaprzeczyć, ale nie pozwolił mi.
- Wysłuchaj mnie do końca, bo nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek znajdę sobie odwagę by do tego wrócić. Córciu kochałem Cię. Przez całe życie strasznie Cię kochałem, ale wolałem stać się zimny i zgłuszyć wyrzuty sumienia. Puściłem Cię tam samą, nie zauważyłem twojego dziwnego zachowania, wiedziałem, że dzieje się z Tobą coś dziwnego, coś niepokojącego, ale zignorowałem to. Matka wiele razy błagała mnie bym z Tobą porozmawiał, bym okazał Ci wsparcie, ale nie zrobiłem tego. Tak bardzo pogrążyłem się w rozpaczy, że spotkało to moją córkę, że zapomniałem o tym, że to spotkało Ciebie a nie mnie. Potrzebowałeś mnie a ja zawiodłem. Potem, gdy na rozprawie zostałaś skazana, poczułem nie do opisania ból. Ubrałem maskę obojętności, skryłem się pod twardą skorupę i odtrącałem Cię na każdym kroku. Czy kiedyś mi to wybaczysz? - usłyszałam. Gdy ojciec skończył mówić oboje mieliśmy w oczach łzy. Nie sądziłam, że tak bardzo dotknęło go to wszystko, że tak bardzo cierpiał.Było w tym też trochę mojej winy, bo ani razu nie odważyłam się z nimi na szczerą rozmowę. Żyłam z nimi, a tak jakby obok nich. Miałam swoje cele, plany, które krok po kroku realizowałam a zapomniałam o bliskich. Oboje w naszej relacji popełniliśmy mnóstwo błędów, ale teraz mieliśmy okazję je naprawić.
- Kocham Cię tato - wyznałam cicho i wpadłam w jego ramiona. Kołysana przez ojca, jak za starych dobrych czasów nim wydarzyło się to wszystko byłam już inną osobą. Dorosłam może zbyt szybko, zbyt gwałtownie. Może i żałowałam niektórych spraw, ale miałam szansę by móc wszystko naprawić, by żyć tak jak powinnam...

Chociaż tak bardzo nie chciałam wracać, Sławek miał do załatwienia parę spraw więc czas działał na moją niekorzyść. Obiecałam im, że będę codziennie dzwonić, a w następnym tygodniu a właściwie już w weekend postanowiliśmy przyjechać po nich i na jakiś czas zabrać ich do siebie. Chociaż wiedziałam jak bardzo trudne jest to dla nich, jak bardzo trudno im przenieść się do innego miasta, domu musiałam. Przecież Suzy z całą pewnością będzie ich potrzebować, z całą pewnością ucieszy się, że mama jest przy niej. I ja będę spokojniejsza kiedy będziemy mieć na nich oko.
- Kocham Was, uważajcie na siebie - rzekłam na pożegnanie. Wsiadłam do samochodu i jeszcze raz pomachałam im na do widzenia. Po czym Sławek włączył silnik i ruszyliśmy przed siebie.
- Zatrzymać się przed cmentarzem? - usłyszałam jego głos. Pokiwałam głową i zamknęłam oczy. Mimo ogromnego starania nie potrafiłam się odprężyć. Kwadrans później wysiadłam z samochodu Sławka. Poprosiłam go by dał mi chwilę, bo chciałam załatwić to sama. Od pobytu tutaj przychodziłam na cmentarz codziennie, nie było dnia bym nie spędziłam nad ich grobami chociaż godziny, ale teraz nie miałam nawet tyle czasu. Z czerwonymi różami w ręce wchodziłam na teren cmentarza i drogę znałam już na pamięć. Wiedziałam, że będę starała się często odwiedzać to miasto, ich grób, ale mimo to poczułam jakąś tęsknotę. Położyłam nowe kwiaty, zapaliłam znicze i uklękłam przy grobie.  
- Kochanie pewnie wiesz co dzieje się teraz w moim życiu, pewnie też wiesz, że tak bardzo za Tobą tęsknie Pawełku. Chciałam Cię prosić o coś, ale nie wiem czy mam do tego prawo. Kochanie czy będziesz miał coś przeciwko, gdy wreszcie ruszę z miejsca? czy to będzie zdrada, gdy ułożę sobie życie ze Sławkiem. Poznałeś go. Mam nadzieje, że uznałeś, że jest wystarczająco dobry dla mnie, bo zależy mi na Twoim błogosławieństwie. Sama już nie wiem co mówię. Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni, kocham Cię, ale nie chce rezygnować z życia. Dość ofiar, dość łez i żalu. Życie musi toczyć się dalej i Ty, Ty najdroższy gdybyś tu był powiedziałbyś dokładnie to samo. Proszę daj mi jakiś znak, jakikolwiek bym mogła spać spokojnie i bym wiedziała, że związując się z Sławkiem na poważnie nie zdradzam naszej miłości. Kocham Cię, słyszysz? zawsze będę Cię kochała - Zatrzymałam się i spojrzałam na napis na grobie. Jeszcze raz przeczytałam jego imię i poczułam jakby ktoś zdjął ze mnie wielki ciężar. Nagle zerwał się delikatny wiatr i przenikł moje ciało. Poczułam na plecach coś dziwnego i nagle poczułam jakże znajomy zapach. Zapach, którego nigdy nie zapomnę. Paweł. Wiedziałam, że to on. - Dziękuję Ci - wyznałam patrząc ku górze i poczułam na policzkach łzy. - Dziękuję - powiedziałam na głos i po chwili kucnęłam obok drugiego grobu. Postawiłam kolejnego misia i zapaliłam znicz w kształcie aniołka.
- Mój mały aniele - powiedziałam na głos. Byłam już tak bardzo zmęczona, tak bardzo obolała w środku. - Czy układanie sobie życia, to nie zdrada miłości do dziecka? czy nie poczujesz się zdradzona, skoro nie dotrzymam danego Ci słowa mój malutki aniołku? - zapytałam. - Nie ma dnia bym nie płakała, nie ma dnia bym nie czułam się winna. Nie ma dnia, bym nie chciała być na twoim miejscu. Jakie teraz byś było moje dzieciątko? czy byłoby podobne do mnie? może do Pawła. Ah już nigdy się tego nie dowiem. Kocham Cię. Opiekuj się mną na górze, opiekuj się tatą i niech tata zaopiekuję się Tobą kruszynko. Mój ty osobisty, najdroższy Aniołku - wyszeptałam. Postałam jeszcze chwilę nad grobem dziecka i po krótkiej chwili niechętnie ruszyłam dalej. Jeszcze raz odwróciłam się w stronę cmentarza jeszcze raz pomyślałam o nich ciepło i zamknęłam oczy. - Czas ruszyć dalej - pomyślałam wsiadając do samochodu Sławka.

Usiadłam jeszcze mokra po szybkim prysznicu na tapczanie i patrzyłam na zamyśloną twarz Sławka. Od dwóch i pół godziny byliśmy już na miejscu, chociaż rozmawialiśmy przez drogę, nie poruszaliśmy tego co się wydarzyło,ani nagłej obecności Marka.
- To przykre,że odnalazł się dopiero teraz, gdy Paweł nie żyje - odezwał się zamyślony Sławek. Pokiwałam głową. Podniosłam się i usiadłam obok niego. Przytuliłam się do ciepłych ramion ukochanego mężczyzny i zamknęłam oczy.
- To były ciężkie trzy dni. Jednak dziękuję,że pojechałeś tam ze mną i za to,że zawsze mogę na Ciebie liczyć - powiedziałam cicho. Sławek przyciągnął mnie do siebie i namiętnie, czule pocałował.
- Stęskniłem się za Tobą. Chociaż byłaś cały czas, nie mieliśmy okazji by pobyć sam na sam. Co powiesz na kolację dziś wieczorem? - usłyszałam. Kiwnęłam głową. - Jesteś pewna,że chcesz dziś tam jechać? może poczekamy do jutra, jesteś padnięta. - szepnął Sławek zatroskanym głosem.
- Chcę jechać tam dziś - powiedziałam z naciskiem. Po chwili znikłam z salonu i poszłam szykować się do wyjścia....

Pół godziny później zatrzymaliśmy się przed szpitalem. Sławek zadzwonił do przyjaciela a po chwilę zobaczyłam rozpromienioną twarz mężczyzny.
- Jesteście! Moja córka wypytywała o Aniołów, którzy uratowali jej życie - usłyszałam.
- Nie my. Uratowali ją lekarze, nie my - powiedziałam ciepło. Mężczyzna uśmiechnął się. Szliśmy białym, pustym korytarzem do sali w której po operacji dochodziła do siebie córka Sławka kolegi. Córka mężczyzny, który zrobił na mnie tak dobre wrażenie,że z całych sił zapragnęłam pomóc.
- To oni - zwrócił się do żony. Kobieta podeszła do nas i przytuliła mnie, a ja poczułam jak na sercu robi mi się ciepło.  
- Do końca życia będę pani wdzięczna. Uratowała  pani życie mojego dziecka - wyznała zapłakana. Przytuliłam ją i po chwili podeszłam bliżej dziewczynki. Mała była śliczna. Leżała wciąż osłabiona, ale czuła się co raz lepiej. A to dodawało nam wszystkich sił.  
- To pani jest moim aniołem? - zapytała dziewczynka.  
- Nie. Jestem tylko kobietą, która chciała pomóc. Też miałam dziecko i wiem co oznacza strata - powiedziałam cicho.
- To dziecko, które pani straciła? - zapytała dziewczynka. Spojrzałam na Sławka, a mężczyzna złapał mnie mocno za rękę. Rodzice dziecka wciąż w oczach mieli łzy.
- Majka cicho - skarciła ją matka.
- Ale mamo to prawda! Ja widziałam to dziecko. Pani córka jest teraz Aniołkiem. Kazała pani przekazać,że musi pani iść dalej. Ma pani ich błogosławieństwo cokolwiek to oznacza - powtórzyła dziewczynka.
- Co? - szepnęłam oszołomiona. Poczułam jak robi mi się słabo. Poczułam jak uginają mi się nogi.  
- Dziecko prosiłam byś tego nie mówiła. Maleńka - szlochała mama.
- Ale mamo to prawda! Widziałam ją. Przyszła do mnie w śnie. Musicie mi uwierzyć - zapłakała.  
- Już dobrze, dobrze wierzymy Ci - uspokoił ją ojciec.  
- Zdrowiej aniołku - powiedziałam cicho. Dziecko było zmęczone więc opuściliśmy jej sale. Postaliśmy chwilę na korytarzu, porozmawialiśmy z jej ojcem, a po chwili postanowiliśmy się  zbierać.
- Proszę wybaczyć mojej córce. Tak wiele przeszła - powiedział cicho. Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się. Pożegnaliśmy się z nimi i opuściliśmy teren szpitala. Dopiero po chwili mogłam przestać udawać. Doskonale wiedziałam,że to co powiedziała ta mała dziewczynka to czysta prawda, przecież jeszcze kilka godzin temu stałam nad grobem dziecka i prosiłam ich o błogosławieństwo i pozwolenie. Byłam w szoku.  
- Jesteś wykończona - zauważył Sławek. - Chciałem by to wyglądało inaczej, chciałem zabrać cię na kolację, poprosić Cię przy winie, w romantycznej atmosferze, ale cóż. - zaczął niepewnie. - Kaju kochanie zamieszkajmy razem - powiedział nagle, zatrzymując się na światłach.
- Co? CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2923 słów i 15438 znaków, zaktualizowała 5 maj 2017.

2 komentarze

 
  • Zuzi

    Super

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :) :*