Wybacz, ale inaczej nie Potrafię cz.20

Siedziałam w restauracji i zastanawiałam się nad wczorajszą rozmową ze Sławkiem. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co wczoraj mi powiedział i tak bardzo cieszyłam się jego szczęściem. Rozmowa z żoną przebiegła pomyślnie, a jemu wreszcie uda odzyskać się dziecko, ba wróci wraz z byłą żoną i córką, odzyska rodzinę. Ja nie mogłam już odzyskać tych co utraciłam, nie mogłam przywrócić życia dziecku, które tak brutalnie mi odebrali, ale mogłam im przebaczyć i raz na zawsze zamknąć tamten rozdział. Mogłam wreszcie po tak długich latach iść do przodu, zacząć na nowo żyć. Gdy ujrzałam Konrada z jakimś mężczyzną, mężczyzną trochę inaczej wyglądającym niż zapamiętałam, ale o tych samych oczach. Mężczyzną, który tamtej nocy odebrał mi wszystko to co kochałam.
- Witaj Nino - powiedział Konrad i spojrzał na mnie. Usiadłam na krzesełku nie spuszczając wzroku z filiżanki z kawą, nie miałam odwagi spojrzeć im w oczy.
- Pani Nino... - zaczął ten drugi mężczyzna. - Pani Nino ja wciąż - przerwał, a ja po raz pierwszy spojrzałam na niego. Tyle chciałam mu powiedzieć, tak bardzo chciałam im wszystko wygarnąć.
- To co to za sprawa Nino. W czym możemy Ci pomóc - zapytał Konrad. Podobało mi się to, że przeszedł od raz do rzeczy, nie chciałam wracać do tamtej nocy, tamtego wieczoru, nie chciałam słuchać ich głupich przeprosin.
- Jest pewna rodzina, która bardzo potrzebuje pieniędzy na operację dziecka. Operację, bez której dziecko może umrzeć. Chciałabym, pragnęłabym pomóc jej ojcu. Dlatego ośmieliłam się Was prosić - spojrzałam na nich zastanawiając się co ja właściwie tutaj robię. Do diabła! Po co ja tutaj z nimi siedzę! Po co ja się tu znalazłam?
- Masz do nich namiar? jakiś numer, adres? - zapytał Konrad przechodząc od razu do konkretów.
- Mam. Podałam mu numer do Sławka kolegi i dopiłam kawę. Nie wiedziałam o czym mam z nimi rozmawiać. Co im powiedzieć.
- Dobrze jeszcze dziś to załatwimy. Chociaż tak będziemy mogli coś dla Ciebie zrobić Nino - powiedział drugi z mężczyzn.
- To nie wymaże tamtego, ale uratuje niewinne życie - odezwał się Konrad. Nic nie powiedziałam. Chciałam coś się odezwać, ale nie mogłam. Chciałam im wybaczyć, ale nie wiedziałam, czy potrafię.
- Dziękuję - wyznałam cicho i już miałam wstać, gdy mężczyzna złapał mnie za rękę. Skierowałam wzrok na jego rękę, którą trzymał na mojej dłoni i spojrzałam na niego. Bałam się. Bałam się wspomnień, które lada moment mogą uderzyć na nowo zabijając mnie od środka.
- Zaczekaj - usłyszałam. Usiadłam sama nie wiedząc dlaczego to zrobiłam. Chyba tak naprawdę każdy z nas potrzebował tej rozmowy, potrzebował powrócić do tamtego dnia, by raz na zawsze zapomnieć. - Tamtego dnia były moje dwudzieste urodziny. Wraz z najlepszymi przyjaciółmi Konradem i Pawłem pojechałem do klubu. Przeżywałem rozstanie z dziewczyną, pierwszy zawód miłosny i wiesz upiłem się. Nie wiem jak znaleźliśmy się w tamtym parku, nie wiem dlaczego padłaś naszą ofiarą, ale nie ma dnia - zatrzymał się i spojrzał na mnie - Nie ma dnia bym o tym nie myślał. Bym nie analizował co właściwie się stało. Niewiele pamiętam. Tak bardzo chciałbym przypomnieć sobie co się stało, jak do tego doszło. Tak bardzo chciałbym wymazać to uczucie, cofnąć czas - w jego oczach pojawiły się łzy. Konrad wstał, bo nie mógł dłużej tego słuchać, wstał, ale Damian go zatrzymał.
- Byłam w ciąży. Szłam przez park by powiedzieć Pawłowi, mojemu chłopakowi, że jestem z nim w ciąży. Był wtedy na imprezie z przyjaciółmi. Powinnam poczekać do rana, a nie pchać się skrótami, ale chodziłam tam niemal codziennie. Znałam ten park i nigdy nie przepuszczałabym - zatrzymałam się i poczułam jak mój głos drży. Chciałam coś powiedzieć, ale wielka gula zablokowała mój głos. Próbowałam być silna, ale pękłam. Szloch wydobył się w całym pomieszczeniu. Nie wiem po co im to wszystko mówiłam, po co z nimi rozmawiałam. - Błagałam Was byście przestali. Z początku zaczęły się gwizdy, głupie zaczepki, ale zignorowałam Was. Przyspieszyłam kroku, ale wy też zaczęliście przyspieszać. Chciałam oddać Wam wszystko, pieniądze, komórkę. Chciałam chronić dziecko. Coś powiedziałam. Jeden z Was, on - zatrzymałam się by wytrzeć łzy z oczu. - On uderzył mnie w twarz, przewróciłam się. Potem poczułam pierwszy kopniak, potem następny i następny. Chroniłam ręką brzuch, ale byliście jak w transie, nic do was nie docierało. Chciałam byście mnie zabili, chciałam byście mi pomogli, ale Wy z śmiechem na ustach odeszliście, a ja leżałam tam na pół przytomna, pobita i z bólem brzucha. Dziecko straciłam niemal od razu. Lekarze nie mieli szans by je uratować, a ja chciałam umrzeć. Przez lata planowałam zemstę - zatrzymałam się uświadamiając sobie, że pierwszy raz komuś to opowiadam. Pierwszy raz wypowiadam te słowa, swoje obawy, strach i ból. Pierwszy raz i akurat im, moim oprawcom.
- Tak bardzo mi przykro Kaju.Tak bardzo tego żałuje - powiedział Konrad. Jego przyjaciel milczał. W jego oczach pojawiły się łzy, nie wiedział co powiedzieć i ja też nie wiedziałam.
- Dacie mi numer do jego żony? chciałabym się z nią spotkać. - powiedziałam cicho, Po chwili dostałam adres kobiety i wstałam z krzesełka. Czułam się pusta w środku, jakby nie było tam już nic. Ból, który byłam przekonana, że chociaż na chwilę zniknie, nawet na moment nie ustąpił. Jednak zniknęła nienawiść do nich, zniknęła chęć zemsty.  
- Wybaczam Was - powiedziałam w końcu i odeszłam, zostawiając ich pogrążonych w myślach.

Siedziałem w samolocie i patrzyłem na krajobraz za oknem. Zostało jeszcze dwie godziny lotu, a ja czułem jak powoli opadam z sił. Cała ta walka z byłą żoną o dziecko, cała ta sytuacja nas wszystkich bardzo wiele kosztowała. Wracałem sam ponieważ w ostatniej chwili coś wypadło Elizie, a ja nie mogłem już dłużej zostać. Musiała pozamykać kilka spraw, musiała przygotować na to nasze dziecko, które mój powrót przeżyło gorzej niż odejście. Starałem się być silny, musiałem wziąć się w garść, nie chciałem by ktokolwiek widział jak bardzo jest mi ciężko. Cieszyłem się bo wracałem do niej. Nina czekała tam gdzieś w domu, zupełnie nieświadoma mojej niespodzianki, a ja tak bardzo chciałem być blisko niej. Kochałem ją, tęskniłem za nią. Rozumiałam jak bardzo ciężko jest jej teraz, szczególnie po śmierci Pawła. Tak bardzo chciałem pomóc jej przez to przejść, tak bardzo pragnąłem ją chronić. Pomyślałem o oczach małej dziewczynki, o jej strachu, o jej bólu i niepewności i wziąłem głęboki wdech. Moja żona nastawiła dziecko przeciwko mnie, a ja nie mogłem jej powstrzymać. Chyba najgorsza jest ta świadomość, że moja córka zwyczajnie się mnie bała. Owszem siedziałem w więzieniu, ale naprawdę nie chciałem go skrzywdzić. Tamten wypadek, tamto potrącenie i śmierć człowieka na zawsze mnie zmieniło. Moja żona zamiast mnie wspierać, bo wtedy naprawdę jej potrzebowałem odsunęła się, zostawiła mnie samego i zabrała mi dziecko. Straciłem wszystko i byłem wrakiem człowieka do momentu, gdy poznałem Ninę. To ona pomogła mi tak samo jak ja pomogłem jej. Oboje potrzebowaliśmy się by stać się tym kim byliśmy teraz. Potrzebowaliśmy się wzajemnie, pomogliśmy sobie. Mijałem krajobrazy, które mijały się co rusz, mijałem miasta, kraje, ale wszystko wydawało się tak dalekie i małe. Tak bardzo nieistotne. Teraz wracałem do niej po to tylko, by powiedzieć jej Kocham Cię i nigdy Cię nie zostawię. Chciałem ponownie poruszyć temat naszego ślubu, chciałem zrobić wszystko by pogodziła się z rodzicami, bo wiedziałem jak bardzo tego potrzebują. Cieszyłem się, że miała Suzy, która była bardzo wspaniała kobietą i dobrą przyjaciółką. Nie wiem kiedy odpłynąłem w sen.

Wracałam do domu pogrążona w myślach. Bez przerwy zastanawiałam się, czy postępuje właściwie, czy naprawdę jestem zdolna im przebaczyć. Chociaż nie chciałam tego po sobie poznać, chociaż nie chciałam przyznać się sama przed sobą, rozmowa z nimi wstrząsnęła mną bardziej niż się spodziewałam. Poczuła coś dziwnego, coś czego nie potrafiłam nazwać, nie potrafiłam zrozumieć. Zadzwoniłam do Suzy i opowiedziałam jej o wszystkim, była teraz z facetem, ale obiecała mi, że pojedzie tam ze mną. Musiałam tylko chwilę za nimi poczekać. Wolałam iść do niej sama, ale miała rację. Potrzebowałam kogoś, kto byłby ze mną, kto byłby przy mnie. Nie byłam pewna czy sama bym sobie z tym wszystkim poradziła, czy bym się odważyła, a kobieta potrzebowała tej rozmowy, zasługiwała na nią tak samo jak ja. Chociaż na początku sądziłam, że rozmowa z Konradem i jego przyjacielem nic mi nie da, ale teraz zrozumiałam, że dała więcej niż chciałam przed sobą przyznać, pomogła mi, uzdrowiła moją zabłąkaną duszę. Teraz ja musiałam zdobyć się na odwagę by stanąć twarzą w twarz z kobietą i powiedzieć jej krótkie słowo Przepraszam. Nie liczyłam na jej rozgrzeszenie, ale musiałam. Po prostu potrzebowałam tego by spojrzeć w jej oczy. Gdy czekałam za Suzy zadzwoniła moja komórka. Nie wiem ile minęło od mojego telefonu do siostry, jak długo minęło od mojego spotkania z oprawcami, ale chyba około godziny.  
- Tak słucham? - wyznałam. Po drugiej stronie usłyszałam męski głos. Ten sam głos z którym rozmawiałam, głos, który już bardzo dobrze potrafiłam rozpoznać.
- Nie wiem jak pani to zrobiła, ale mam całą potrzebną kwotę. Przed chwilą był tu ten mężczyzna, którego chciała pani zabić, ten mecenas Konrad i przywiózł mi podobno na pani życzenie pieniądze. Całe Sześćdziesiąt tysięcy złotych. Dziękuję - odezwał się mężczyzna.
- Cieszę się, że mogłam pomóc. Mam nadzieje, że pana córka szybko wróci do zdrowia - wyznałam cicho.
- Ja też mam taką nadzieje, ale skoro otaczają ją tacy Aniołowie to nie może być inaczej. Nigdy nie zapomnę co pani dla nas zrobiła - usłyszałam. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i przeprosiłam go tłumacząc, że jestem trochę zajęta. Przeprosiłam i obiecałam dzwonić co kilka dni by dowiedzieć się o stan zdrowia jego córki. Rozłączyłam się i spojrzałam na moją siostrę, która właśnie wysiadła z samochodu faceta.
- Jesteś tego pewna Nino? - zapytał nieśmiało mężczyzna, a ja kiwnęłam głową. - Tak kochani. Jestem im to winna - powiedziałam cicho i wsiadłam do samochodu przyszłego szwagra. Pojechaliśmy pod wskazany adres by zmierzyć się z przeszłością.

Siedziałam w samochodzie szwagra i przygotowywałam się do spotkania. Nie wiem jak długo siedzieliśmy w ciszy przed mieszkaniem Pani Majki,ale chyba zbyt długo. Cała pewność i determinacja uleciała. Przed domem na dworze widziałam biegającego chłopca, a ja domyśliłam się,że musi on być synem tego drania. Dzieckiem, któremu zabrałam ojca.  
- Pójdę tam z Tobą - odezwała się Suzy, jakby chciała przerwać całą tą ciszę. Spojrzałam na nią i pokiwałam przecząco głową, dając jej w ten sposób znak,że chcę iść tam sama.
- Poradzę sobie - zapewniłam ich i nieśmiało, pomału opuszczałam bezpieczne mi miejsce. Zamknęłam oczy przypominając sobie jak nieśmiało kroczyłam przez długi korytarz więzienny, jak nieśmiało przekraczałam bramę więzienną czując jakbym leciała w przepaść. Teraz poczułam się podobnie. Straciłam poczucie bezpieczeństwa tak samo jak straciłam, gdy odzyskałam wolność. W tamtym miejscu znałam wszystkich, znałam więzienie i wiedziałam co mnie czeka, na wolności poczułam się niepewnie, jakbym zaraz miała spaść w otchłań. Podeszłam do drzwi i zapukałam. Brązowe oczy dziecka spojrzały na mnie badawczo, ale po chwili znikły mi z pola widzenia.
- To pani - jej głos był drżący i niespokojny. Kolejny chłopiec wyłonił się z za matki, a ja spojrzałam na jego twarz. Tak bardzo był podobny do ojca. - Co pani tutaj robi? - zapytała wychodząc na zewnątrz mieszkania. Liście pobliskiego dębu zaczynały lekko szeleścić, a ja przypomniałam sobie coś jeszcze. Liście, słyszałam łamane liście wtedy w parku. Liście na których leżałam błagając ich by przestali.
- Przepraszam - powiedziałam cicho nie mogąc nic więcej powiedzieć. Nie żałowałam tego co zrobiłam, nie żałowałam jego śmierci i gdybym musiała, gdybym mogła zrobiłabym to jeszcze raz.
- Proszę zaczekać! - zawołała za mną kobieta, gdy próbowałam się oddalić. Zatrzymałam się, ale nie odwróciłam się do niej twarzą. Podeszła, a dzieci zatrzymały się na chwilę. Czas się dla nas zatrzymał. - Nie potrafię pani wybaczyć, ale staram się panią zrozumieć. Mój mąż dopuścił się czegoś podłego. Czegoś,czego ja sama nie potrafię mu wybaczyć. Nie mam zamiaru go usprawiedliwiać. Nie ma usprawiedliwienia i nie ma słów, którymi załagodziłabym ból po utracie dziecka, ale proszę pamiętać,że to nie była pani wina. To nie pani zawiniła. Nic złego pani nie zrobiła, no może poza wyjątkiem tego morderstwa, ale odsiedziała pani swoje. Ja staram się żyć dalej, ale gdybym sama straciła dziecko, gdybym sama była na pani miejscu nie wiem czy postąpiłabym inaczej - usłyszałam. - Jako matka staram się panią naprawdę zrozumieć, staram się panią usprawiedliwić. Jako kobieta jestem zdruzgotana, ale jako żona nie potrafię pani przebaczyć. Zabiła pani mojego męża, ojca moich dzieci - wyznała łamiącym się głosem. - Chciałam pani powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze proszę zapamiętać,że to nie pani wina bo słyszałam od Konrada,że strasznie pani się obwinia. Po drugie proszę więcej tu nie przychodzić - odezwała się cicho. Spojrzała na mnie, ale nie powiedziała nic więcej. Czekała. - Przepraszam - wyznałam i bez słowa odeszłam. Wciąż miałam w głowie jedno słowo. Słowo, które od dawna nie słyszałam, które chyba nikt z wyjątkiem Sławka nie powiedział. To nie była moja wina. Tylko dlaczego ja wciąż czułam się winna? dlaczego wciąż zastanawiałam się, czy gdybym nie postąpiła inaczej coś mogłoby się zmienić? dlaczego czułam się tak jakbym to ja zabiła moje dziecko? i dlaczego czułam to jebane poczucia winy,że o nich zapominam? że chcę ułożyć sobie życie na nowo? Czy jako ukochana Pawła? czy jako matka dziecka miałam do tego prawo? pełna wątpliwości i poczucia winy ruszyłam do samochodu by wpaść w ramiona Suzy i wypłakać cały ból, który na nowo zatruwał mi duszę. CDN

1 751 czyt.
100%71
agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2814 słów i 14909 znaków, zaktualizowała 10 mar 2017.

1 komentarz

 
  • volvo960t6r

    volvo960t6r · 10 mar 2017

    Cudowna część..