Moje powietrze cz11

Święta minęły w mgnieniu oka, ale jestem pewna, że będę pamiętać je jeszcze długo.  Zwłaszcza, że poza cudownymi chwilami spędzonymi w rodzinnym gronie, całe wieczory i noce zajmowałam się długimi rozmowami z Maćkiem. Przy nim te święta stały się jeszcze piękniejsze, nabrały więcej miłości, którą czuje głęboko w sercu. Wiem, że zachowuje się jak Julia zakochana w swym Romeo, lecz nie potrafię tego zmienić. Od kiedy tylko pamiętam byłam szarą cichutką myszką w śród mojej rodziny i znajomych, no może przy znajomych nie byłam, tak bardzo cicha i spokojna, ale zawsze opanowana i kierująca się swoim rozumem, a nie sercem, a teraz? Zachowuje się jak wariatka, która żyje w swojej pięknej bajce o przystojnym księciu na białym koniu. Mam wrażenie, że to szczęście, drzemiące we mnie zaraz przerodzi się w jakiś straszny horror, że to nie możliwe, aby było mi tak dobrze.

Stanęłam przed lustrem i zaczęłam rozczesywać moje długie ciemno blond włosy. Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze i zobaczyłam radosną , uśmiechniętą twarz, która dzisiaj wyjątkowo promieniała. Wzięłam do ręki mój ulubiony tusz i lekko pomalowałam nim rzęsy. Związałam włosy w staranny kłos i gotowa do wyjścia stanęłam w korytarzu wkładając na siebie kurtkę, gdy poczułam wibracje w mojej kieszonce. Wyjęłam telefon i z uśmiechem na twarzy przyłożyłam go do ucha.

-Maciek, już wychodzę, zaraz będę – spojrzałam na zegarek na ręce, żeby upewnić się czy nie jestem czasem spóźniona, ale wyglądało na to, że do umówionego spotkania zostało jeszcze 10 minut.

-Wiesz… coś mi wypadło. Czy moglibyśmy się spotkać za godzinę?

-Jasne, nic się nie stało.

-Ok. To do zobaczenia później.

-Pa

Humor dalej mi dopisywał i nawet telefon Macieja o przesunięciu spotkania, mimo iż, byłam w pełni gotowa, aby wyjść z domu nie potrafił go zmienić. Stwierdziłam, że skoro jestem już ubrana to wyjdę się przespacerować w samotności i poczekać na Maćka.  
Chwilę później szłam już wąską dróżką w stronę rzeki. Śnieg powoli zaczynał topnieć, ale wokół wciąż nie brakowało bieli. Trochę to dziwne, że śnieg topnieje tuż po świętach, tak jakby spadł tylko po to by je upiększyć. Idąc przyglądałam się wiszącym na dachu jakiejś szopy topniejącym soplom lodu. Woda kapała z nich tak jakby płakały nad swoim losem, nad tym, że zima się skończy a one znikną razem z nią. Oglądałam to ciekawe zjawisko całkowicie tracąc rachubę czasu. Kiedy się ocknęłam nerwowo spojrzałam na zegarek. Byłam spóźniona już 15 minut. Szybko wyjęłam telefon i wybrałam numer Maćka. Po dwóch sygnałach usłyszałam jego głos w słuchawce.


-Emilia, bardzo cię przepraszam, ale jednak nie mogę się z tobą dzisiaj spotkać. Mam ważną sprawę do załatwienia i nie dam rady dzisiaj.

- Trudno, innym razem.

-Tak… a i wybacz, że nie zadzwoniłem do ciebie, ale myślałem, że się wyrobię.

-Nie ma sprawy. Będę już kończyć. Pa – starałam się by mój głos był naturalny, choć było mi smutno.  

Wiem, że on nie może spędzać ze mną każdej chwili, a mimo to zrobiło mi się przykro. Nie wiele zostało czasu do mojej wyprowadzki, zaraz po nowym roku mnie tu już nie będzie, dlatego chciałabym poświęcić jak najwięcej czasu Maćkowi.  

Po powrocie do domu. Usiadłam przy biurku i postanowiłam napisać wiersz. Robiłam tak czasami, gdy drżały we mnie emocje. Tym razem były one pozytywne, bo stwierdziłam, że muszę uczcić to jaka jestem szczęśliwa mając tak blisko Macieja. Nigdy nie byłam wybitną artystką, jeśli chodzi o pisanie, ale sprawiało mi to wielką radość. Słowa same spływały mi na kartkę. Po zakończonej pracy wzięłam  do ręki kartkę i jeszcze raz ją przeczytałam.


,, Me serce z miłości szaleje,

I na widok jego się śmieje.

Gdy tylko spojrzę na tą buźkę piękną,

Od razu kolana mi miękną.

Bo w piwnych oczach się zakochałam,

A smutek w grobie głębokim pochowałam.

Od teraz twarz mam wiecznie uśmiechniętą,

Duszę zaś wielką miłością porośniętą.

Ufam, że serce mnie nie zawiedzie,

I , że na dobrą drogę mnie wiedzie.

Jestem tak strasznie, bardzo szczęśliwa,

Więc  staram się być dla wszystkich życzliwa.

Chcę, żeby tak na zawsze zostało,

By jego serce mą miłość odwzajemniało. ‘’


Odłożyłam ją na swoje miejsce i poszłam do salonu w którym siedziała moja rodzina. Wszyscy skupili się na bajce włączonej dla Rafała. Na początku mnie to rozbawiło, ale potem sama się do nich przyłączyłam.  

Dosyć wcześnie położyłam się spać. Stwierdziłam, że muszę się wreszcie porządnie wyspać.

” Otaczają mnie jakieś puste pola. Podążam wolno za tą dziewczyną. Idziemy w górę, lecz gdy się odwraca minę ma jakby zaraz miała wstąpić do piekła. Nagle się zatrzymuje i monotomnie przygląda się zachodzącemu słońcu. Im bardziej ono zachodzi, tym bardziej ona jest przygnębiona. Kiedy w końcu całe znika z naszego widoku oczy dziewczyny zalewają się gromkimi łzami. Podeszłam bliżej niej i zastanawiałam się dlaczego tak rozpacza nad końcem tego dnia. Przecież jutro wstanie nowy… Gdy schyliłam głowę, by lepiej przyjrzeć się jej twarzy podniosła ją i ku mojemu zdziwieniu lekko się uśmiechnęła. Wstała z ziemi i patrząc mi w oczy rzekła: Ciesz się szczęściem, póki ci sprzyja.”

Obudziłam się trochę przestraszona moim snem. Było jeszcze ciemno. Usiadłam na łóżku i powiedziałam.
-I będę.


------------------------------------------------------------
Moi drodzy chciałabym wam życzyć udanego sylwestra i szczęśliwego nowego roku. :)

Pozdrawiam Całuśna :D

Calusna

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1072 słów i 5778 znaków.

5 komentarzy

 
  • hgft

    Będziesz  jeszcze  kontynuować?

  • Calusna

    @hgft Nie jestem pewna być może, ale rb sobie przerwę na razie

  • hgft

    @Calusna szkoda :(

  • Ksiezniczka25

    Boskie czekam na kolejne

  • mysza

    Dlaczego nic nie dodajesz? :(

  • Misiaa14

    cudo *-*

  • Calusna

    @Misiaa14 Dziękuje bardzo

  • Kamilka889

    krótkie :(( , ale super

  • Calusna

    @Kamilka889 dzieki postaram sie dłuższe ;)