Mała Mi XIII

Czekam na wyjaśnienie, na cokolwiek, co mogłoby pomóc ukoić moje nerwy, ale Basil wciąż milczy. Spacer ciągnie się w totalnej pustce, oboje nie wiemy, jak mamy zacząć rozmowę. Myślę, ze żadne słowo nie jest na tyle trafne w tym momencie, żeby uznać je za dobre.  
-Lubisz tego chłopaka? - pyta niespodziewanie Leo, obserwując moją twarz. Nie wiem czemu, ale te kilka słów sprawia, że na moich policzkach pokazują się rumieńce. Może dlatego, że mimo tak krótkiego czasu, który spędziłam z Nestorem, sprawił, że czuję, jakbym znała go od lat, jakby pojawiła się miedzy nami jakaś ważna więź. Tak, więź, złota lina, której teraz nie ma, została przerwana przez bezmyślnego Carla.  
-Tak, jest w porządku. Tylko co z tego, skoro nawet mnie nie pamięta? - prycham, wywracając oczami, z bezsilności. Basil staje na chwilę, przerywając nasz spacer i uśmiecha się.  
-Spokojnie, daj mu czas, utrata pamięci jest chwilowa. Carl nie chciał, żeby za bardzo się wyrywał, potrzebował czasu na przemyślenie pewnych spraw - tłumaczy, choć to wcale nie sprawia, że uważam Carla za mniejszego dupka. Wcale nie musiał tego robić.  
-Jakich spraw? - pytam podejrzliwe.  
-Sam będzie chciał z tobą porozmawiać, po południu - jego głos jest bezbarwny, wyprany z uczuć.
-Świetnie. Skąd w ogóle wiedziałeś, że tam byłam, że ktoś chciał mnie zabić i groziło mi niebezpieczeństwo? Może po prostu chciałam uciec? - jego fioletowe oczy tracą swój blask. Widzę, że jest zmęczony.  
-Po prostu to wiem, Ros. Czuję twój zapach wszędzie. Mógłbym znaleźć cię nawet wtedy, kiedy byłabyś na drugim końcu świata - wzrusza ramionami, spuszczając głowę, jakby peszyła go ta wiadomość. Tylko dlaczego, skoro to po prostu kolejna z jego nadludzkich zdolności?
-Co jeszcze potrafisz? - pytam, ale boję się odpowiedzi. Nie wiem, czy jestem gotowa na poznanie kolejnych, niebezpiecznych sekretów, które w sobie skrywa.  
-Podejdź bliżej - wyciąga w moim kierunku dłoń, chcąc, abym ją chwyciła. Niepewnie wykonuje krok w przód i dotykam jego ciepłej ręki. Znów się uśmiecha. Fiolet nabiera intensywności. Czuję, że dziwny lęk ogarnia moje ciało. Basil niespodziewanie całuje mnie i przyciąga do siebie. Najbliżej, jak to tylko możliwe. Nie potrafię się od niego oderwać, jest jak magnez. Pocałunek nie jest zwyczajny. Przywołuje wspomnienia w głowie i wyświetla je, jak na dużym ekranie w kinie. Obrazy przelatują jeden po drugim, ustępując miejsce kolejnym. Zabawne, mam możliwość oglądania wspomnień Basila, nie swoich. Wszystkie dotyczą mojej osoby, wysyłając do mnie jego uczucia. To wszystko jest tak realne i prawdziwe, że przez chwilę mam wrażenie, że nie jestem sobą a nim. Pocałunek przestaje być żarliwy, gorący, zastępuje go delikatne muskanie moich warg.  
-Chcesz jeszcze o coś zapytać? - pyta, kiedy w końcu odrywa się ode mnie i pozwala mi odzyskać równowagę. Odchrząkam.  
-Spokojnie, bella, nie obawiaj się. To tylko moje uczucia, które niedługo miną - uśmiecha się, gładząc delikatnie wierzchem dłoni mój policzek.  
-Miną - powtarzam za nim, jak echo, próbując zrozumieć, co właśnie się wydarzyło.  
Obraca mnie jeszcze raz w swoim kierunku, wplata palce w moje włosy, łączy swoje usta z moimi.  
-Jeśli taka będzie twoja wola, bella - szepcze w moje ucho.  



Szukam Nestora. Chcę zapytać, jak się czuje, co o tym wszystkim myśli i co dalej zamierza. Biegnę w kierunku miejsca, w którym wcześniej bezwładnie leżał.  
Dostrzegam go teraz na murku. Macham do niego, na co od razu wstaje i idzie w moim kierunku.  
-Musimy się stąd wynosić - łapie mnie mocno za nadgarstek, ale zanim zdążę pisnąć z bólu, on mówi dalej.- To miejsce nie jest dobre ani ci ludzie. Nie zamierzam zagrzać tu dłużej miejsca.
-Uspokój się, znam ich - staram się, by mój głos zabrzmiał pewnie.  
Czy na pewno mogę z całym przekonaniem i pewnością mówić, że ich znam? Ludzi, którzy wciąż skrywają coraz to nowsze sekrety? Nestor marszczy czoło i brwi, jakby zupełnie nie zrozumiał tego, co wyleciało z moich ust.  
-Znasz? - powtarza za mną, kręcąc głową.
-Tak, jestem z nimi. Carl pomógł mi wydostać się z gorszego bagna, mojego dawnego życia i od tamtej pory nie ruszam się z tego miejsca - kontynuuje, ale jego wyraz twarzy wcale się nie zmienia, nadal mi nie ufa, nie wierzy w to, co mówię. - Słuchaj, wiem, jak to wygląda. Sama dowiaduję się o nich coraz to nowszych i dziwniejszych rzeczy, ale wiem, że nie chcą zrobić ani mnie, ani tobie krzywdy. Mają swoje wady, swoje tajemnice, ale nic nam przy nich nie grozi. Uratowali nas z tamtej ruiny. Myślę, że możemy oboje tu zostać, dopóki nie wymyślisz czegoś lepszego - dodaję, czując ze zmęczenie daje się we znaki.  
-Dobrze, Ros, ale mam wrażenie, że oni wcale nie chcą dla ciebie dobrze. Jesteś tylko pionkiem w ich grze. I doskonale wiem o tym, że próbowali wyczyścić moją głowę ze wspomnień. Miałem do czynienia kiedyś z takimi ludźmi - mówi, na co podskakuję na dźwięk tych słów.  
-Basil mówił, że...
-Basil mówił ci z pewnością różne rzeczy, w które wierzyłaś przez cały ten czas. Nie wyczyścili mojej głowy jedynie dlatego, że im na to nie pozwoliłem - kontynuuje, jego słowa bolą. - Nie znasz mojej przeszłości, ale na swojej drodze poznałem różnych ludzi. Tych dobrych i tych, którzy chcieli mnie po prostu zabić. Nauczyłem się od innych, jak radzić sobie w takich sytuacjach. W mojej głowie powstała blokada, której nawet te istoty, nie potrafią obejść. Wiedz, że twoi śmieszni przyjaciele, nie zrobili tego tylko z tego powodu, inaczej nie mieliby żadnych skrupułów, żeby pozostawić mnie z jedną, wielką dziurą w głowie - uśmiecha się smutno w moją stronę. Jego słowa burzą wszystko, co dotąd zdążyłam sobie wybudować. Wybudować bezpieczną otoczkę wokół siebie, aby nikt nie mógł mnie zranić, ale to wszystko i tak okazuje się fikcją. Kłamstwo na kłamstwie. Nawet Basil.
Czego się mogłam spodziewać?
-Nie wiem, co mogę teraz powiedzieć. Straciłam ochotę na cokolwiek - odzywam się po dłuższej chwili.  
-Konfrontacja to słowo klucz - uśmiecha się do mnie, po czym klepie mnie po ramieniu. To wcale nie pomaga. To tak, jakby ktoś przykleił mi plaster na złamaną nogę.  



Arcady gra na zewnątrz na gitarze, śpiewając piosenkę, której tekst znam na pamięć. Zaczynam nucić ją pod nosem. Jest smutna, ale zarazem piękna. Dostrzega, że go obserwuje, ale nie przestaje wczuwać się w utwór. Przymyka oczy. Zupełnie tak, jakby mnie tu wcale nie było. Nie musi udawać, bez tego czuję się tak samo.
-Carl jest w środku? - pytam od niechcenia, jakby wcale nie robił na mnie wrażenia jego głos. Robi. Zbyt duże.  
-Poszedł się przejść - odpowiada, nie przestając poruszać palcami na strunach. - Coś nie tak z twoim nowym kumplem? - uśmiecha się rozbawiony, spoglądając w stronę Nestora, który wciąż siedzi na murku, łapiąc promienie porannego słońca.  
-Muszę z wami porozmawiać. Ze wszystkimi - puszczam mimo uszu jego dziecinne gierki. Kiwa głową, po czym podaje mi gitarę. Tak po prostu, choć wcale nie mam ochoty grać.  
-Nie dziś - kręcę głową. Wzrusza ramionami.  
-Szkoda, nie wiesz, co tracisz. To twój symbol, Rosaline - przejeżdża delikatnie po błyszczącym drewnie, jakby to było najcenniejsze, co w tej chwili posiada. - Jeszcze nie zdążyłaś się zorientować, prawda? - znów się uśmiecha, ale tym razem to uroczy uśmiech, który budzi we mnie dziwne uczucia.  
-Symbol? - nie rozumiem, o czym mówi.  
-Tak, w końcu jesteś jedną z nas. Twój mocny punkt, to muzyka. To zarówno twoja broń, jak i coś, co cię wyróżnia i odciąga od zła - nie przestaje się uśmiechać, jakby to była najpiękniejsza rzecz, o jakiej może mówić.

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1461 słów i 7956 znaków.

3 komentarze

 
  • NataliaO

    :kiss:

  • heheheterohromia

    Umieram z ciekawości! Pisz.

  • agnes1709

    No i gdzie jest poniewieranie? Przydałoby się trochę brutalu, przemyśl to :kiss: