Carpe diem - cz.6.

- Kurwa, wiecznie ci coś nie pasuje. Wyciągasz jakieś stare pierdoły! – młody facet  krzykiem przerwał potok słów dziewczyny, z którą stał w kolejce do klubu.
-No ale… - kobieta ponownie zaczęła machać rękami przed jego twarzą. Długie, popielate paznokcie o milimetry omijały naskórek.  
- Ja pierdolę! Idź sama, mam dosyć! – mężczyzna schylił się i przeszedł pod czerwoną liną oddzielającą chętnych do wejścia od mijających ich przechodniów.  

Diana odwróciła się do stojącego za nią Jacka. Uśmiechnął się nieznacznie.
-Jeden mniej. – wzruszył ramionami i popchnął lekko dziewczynę, na miejsce zwolnione przez goniącą chłopaka awanturnicę.

„Może to ma sens. Żadnych pretensji. Żadnych kłótni. Czysta przyjemność.” – zastanowiła się kobieta.  
„Przyjemność.” – jakby przypominając sobie credo spotkania, odchyliła się nieco do tyłu i oparła o tors partnera. Poczuła na brzuchu jego umięśnioną dłoń, a szyję otulił ciepły oddech mężczyzny. Słysząc dochodzący z klubu Triplo Max „Shadow” wtuliła się plecami jeszcze mocniej. Lekko zaokrąglone biodra zaczęły poruszać się rytmicznie, przekazując dalej  słowa piosenki. Diana przymknęła oczy i uśmiechnęła się do siebie na wspomnienie powitania sprzed kilkunastu minut.

-Witaj, Jack. – ucałowała w policzek czekającego na recepcji mężczyznę.  
-Więc będzie „Jack” jak Jack z Titanica?  
-„Jack” jak „Jack Daniels”!- zaśmiała się i nie czekając na reakcję, chwytając mężczyznę za rękę, pociągnęła w kierunku wyjścia z hotelu.

„Mój tydzień.” – dodała sobie odwagi, bez słowa, za to z wielkim uśmiechem, prowadząc  mężczyznę do jednego z klubów na West Endzie. Jednego z tych, w których muzyka nie pozostawiała wątpliwości co do dalszych planów na wieczór. „Fair foreplay.”  

Po kolejnych kilku minutach czekania wkroczyli w świat przecinających półmrok laserów, wijących się w tańcu ciał i pożądliwie oplatających je dłoni.  
-Napijemy się czegoś? – Jack próbował przygłuszyć muzykę.  
-Szkoda czasu! I feel  the night explode… – Diana zaśpiewała razem z duetem Filatov & Karas i pociągnęła partnera na zatoczony parkiet.  
-Tell it to my heart, tell me I’m the only one.. – zaczęła tańczyć przed mężczyzną. – Is this really love or just a game…

Uśmiechnął się tylko i wpadł w rytm podkręconych przez DJa bitów. Jedną ręką przyciągnął dziewczynę do siebie. Dłoń przesuwała się leniwie z dół pleców, gdy Diana zaśmiała się i zwinnym obrotem odsunęła od partnera.  
-Rihanna! – krzyknął DJ, a podłoga zaczęła pulsować setką podskoków.  
-We found love in a hopeless place… - Diana zarzuciła ręce na szyję mężczyzny. Potrząsała włosami, jakby chciała zaprzeczyć śpiewanym słowom. Raz po raz dawała się złapać na talię, po czym wyślizgiwała ze śmiechem.  
-„Ugryź mnie w usta” – Shakira zaśpiewała po hiszpańsku, a Diana zagryzła wargę patrząc wprost w błyszczące oczy partnera. Podniosła obie dłonie, przeczesała włosy, przymknęła powieki.
Wtem zwolniła, jak pierwsze bity „Buttons”. Niczym lalka z „Pussycats” zaczęła kocimi ruchami ocierać się o partnera, raz po raz rzucając mu zalotne spojrzenie.  
-Przyjemnie? – szepnęła do ucha, przytulając rozgrzany policzek do szyi mężczyzny.  
-Bardzo… - przyciągnął ją z całej siły, gwałtownie odwrócił i przytrzymując za ramię i podbrzusze mocno wtopił plecy dziewczyny w swój tors.  
-  W takim razie wystarczy! – zaśmiała się i pociągnęła za sobą w kierunku zatopionego w mroku korytarza.  

Eksponując ciało, oparła się o ścianę. Jack nachylił się nad rozchylonymi, gorącymi wargami. Bicie serca zdawało się zagłuszać dochodzący z sali bit „Drunk Groove”. W ostatniej sekundzie dziewczyna odwróciła głowę w bok. Usta przesunęły się po policzku.  
-Poczekaj… - szepnęła. – Mam tu… trochę więcej przyjemności.  
Z tylnej kieszeni opiętych, dżinsowych szortów wyciągnęła mały woreczek.  
-Co ty odpierdalasz? – Jack odsunął się gwałtownie.  
-Jak to co? - Diana zaśmiała się i sprawnie wysypała połowę białej zawartości na kusząco wyciągnięte przedramię.  
Jack odepchnął dłoń. Kokaina niczym puder delikatną chmurką opadła na podłogę.  
- Na co ci to? – chwycił za dłoń trzymającą resztę narkotyku. Nagle przeniósł ją na brodę kobiety unieruchamiając na moment. Przyjrzał się rozszerzonym źrenicom.  
-Kurwa, ty już wzięłaś! – odepchnął z odrazą twarz Diany.  
-Łamiesz swoje własne zasady. „Żadnych pretensji!” To jest mój tydzień i ja robię to, co sprawia mi przyjemność!  
-Wygląda na to, że nie zostawiłaś swoich problemów przez progiem. Masz rację! To twój tydzień. Rób co chcesz! Na razie! – Jack odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia.  
-Pierdol się! – krzyknęła za odchodzącym mężczyzną. Kilka dziewczyn odwróciło się w kierunku źródła hałasu.  
Diana otwierając samarkę, popchnęła drzwi do łazienki.
„Nie spieprzysz mi tego wieczoru.” – warknęła sama do siebie.  
Po kilkunastu sekundach zawieszoną nad umywalką głowę rozwalały ostre brzmienia "Smells like teen spirit" Nirvany, choć DJ nigdy nie puszczał Kurta Cobaina.  

509 czyt.
100%63
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 926 słów i 5397 znaków, zaktualizowała 17 mar o 14:46

Komentarze (3)

 
  • Speker

    Speker 17 marca

    Ta samara to tak na serio? No porządne zaskoczenie. Budujesz fajne napięcie, ale w sumie nie dziwię się jego reakcji. Jej tydzień, ale nie znaczy, że musi na to przystać.
    Faaaajna część
    Chcę więcej!

  • AlexAthame

    AlexAthame 17 marca

    Ok, end?  Any body home? Nobody.Hm...There must be somebody there, because somebody have said nobody.

  • AnonimS

    AnonimS 17 marca

    No to.mnie zaskoczyłaś . Brawo