Carpe diem - cz.4.

Elegancko musnął ustami wierzch dłoni i delikatnie odłożył ją na blat stołu.  
Cathrine wciąż nie była pewna czy się nie przesłyszała. Przywołała słowa sprzed tygodnia, po raz setny próbując je rozgryźć.  
-Przepraszam, ale…  
-Wycofujesz się? Teraz jak zaraz podadzą kolację? – mężczyzna próbował obrócić wszystko w żart.  
-Nie, nie wycofuję, ale… - kobieta spojrzała w bok. Lekkie zażenowanie zdziesiątkowało pomysły na dalsze słowa. – Ja chyba taka nie jestem…
-Jaka nie jesteś? Jest zbyt szybko? Nie jesteś… łatwa?  
-Nie, to nie tak! To znaczy… - Cathrine zaczęła się plątać. I nie rozumiem o co ci chodzi i chyba… chyba trochę się boję…
Szukając zrozumienia, spojrzała prosto w szare oczy. Mężczyzna odsunął się znad blatu, wychylił do tyłu, aż do oparcia krzesła. Spojrzał w bok i powoli wypuścił powietrze z płuc, jak rozczarowany końcem imprezy balon.  
-A co tu rozumieć? – wrócił po chwili do wspólnej rzeczywistości.- Nie komplikujmy prostych spraw. Spotykajmy się raz w tygodniu, spędźmy razem trochę czasu. Przyjemnie. To jedyny warunek.  
-„Przyjemnie”? – Cathy całą sobą nastawiła się na odbiór przekazu. Każde słowo zdawało się być na wagę złota.
-Tak, przyjemnie. Dlatego musi być tylko to, co nam obojgu sprawia przyjemność. – mężczyzna ponownie pochylił się nad blatem. Wyglądał jak ktoś, kto szuka w sobie siły, by po raz setny, bez ćwiczeń praktycznych, wytłumaczyć dlaczego nie powinno się wkładać dłoni do ognia. – Nie masz się czego obawiać. Nie jestem jakimś zboczeńcem. W każdej chwili możesz wyjść i nie zobaczymy się już nigdy więcej. Twoja decyzja nie jest na stałe. Do niczego cię nie zobowiązuje.
Cathrine kiwnęła głową powoli przyswajając informacje.
-Pamiętaj, że mogę zrobić to samo. Tu mamy równe prawa. A jedynym obowiązkiem, jest zostawianie wszystkiego na zewnątrz.
-To znaczy?
-Żadnych informacji, żadnych spraw. Nie będziemy się sobie zwierzać, opowiadać o paskudnym dniu w pracy, kłótni z partnerem…
„A jednak masz kogoś!” – Cathrine szybko stłamsiła nadinterpretację w zarodku. „Mówi ogólnie. Pewnie myśli, że ty kogoś masz.”
- … o problemach. Cały ten syf zostaje na zewnątrz. Nie interesuje mnie to. Nie licz na rady czy pocieszenie. Żadnych zobowiązań. Żadnych obietnic. Żadnych pretensji.  Przychodzę tylko po to, aby coś zyskać. A ty masz zrobić to samo. Koncentrujesz się tylko na swoich potrzebach.  
-Myślałam, że na wzajemnych.  
-Nie, na swoich. Rób co chcesz. Ja będę robił co chcę. Jeśli coś ci nie odpowiada – mówisz. Jeśli nie odpowiada ci bardzo – więcej nie przychodzisz. Prościej nie można.
Mężczyzna rozłożył ręce z geście oczywistości. Spojrzał wyczekująco na Cathy, ale kobieta opuściła głowę. Gdzieś na boku zaczęła w milczeniu bawić się srebrnym widelcem.  
-Woda dla pani. – kelner odkręcił zieloną buteleczkę i w połowie napełnił smukłą szklankę. – Wino dla pana.  
-Nie chciałaś wina? – po odejściu kelnera, mężczyzna przysunął swój kieliszek w stronę Cathrine. – Spróbuj, jest bardzo dobre.  
Kobieta zawahała się przez ułamek sekundy. Rubinowy płyn faktycznie okazał się mistrzowski.
-Pyszne. –uśmiechnęła się w podziękowaniu i oddała kieliszek.  
Mężczyzna lekko uniósł szkło.
-Już rozumiesz? Chcę tylko dzielić się z tobą satysfakcją. Wtedy smakuje mi bardziej. Twoje zdrowie!  
Wziął niewielki łyk. Przymknął oczy z zadowoleniem.  
„Będziemy tak siedzieć i milczeć?” – Cathrine zastanowiła się bezgłośnie nad sensem niemego spotkania. W dodatku z osobą tak obcą, że nawet nie wiedziałaby o co zapytać, by podtrzymać konwersację.  Jakby słysząc jej myśli, mężczyzna ponownie dotknął jej dłoni. Aż do połowy przedramienia przeciągnął palcami po gładkiej skórze.  
-Cudowne… - powiedział sam do siebie.  
-Carpaccio. Sałatka. – kelner postawił dania na stole.  
-Jak smakuje? Wołowina jest wspaniała. Spróbuj! – mężczyzna nabił kawałek czerwonego mięsa, owinął go wokół widelca i podsunął pod usta Cathrine.  
-Jedzenie jest rzeczywiście tak wyborne, ze właściwie…  na co jestem ci tutaj potrzebna? – Cathy swoim nożem w powietrzu zatrzymała podawany kąsek.  
-No nie żartuj! – nieznajomy uśmiechnął się z politowaniem. – Nigdy nie jadłaś w samotności. Okropne uczucie!
-Razem też tu nie jesteśmy.  
-Nie. Ale ten kawałek martwego zwierzęcia smakuje zdecydowanie lepiej gdy piękna kobieta je mi go z ręki. – bezczelny uśmiech rozświetlił twarz mężczyzny.  
Cathrine powoli odłożyła sztućce na bok. Chwyciła trzymającą widelec dłoń, przysunęła do swoich ust. Rozchylając je, nieśpiesznie zdjęła cieniutki kawałek mięsa z widelca, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Przez chwilę kontemplowała głęboki smak.  
- Też mogę robić co chcę?  
-Nawet powinnaś.- błysk w szarych oczach zdradził podekscytowanie podjętym działaniem.
Kobieca dłoń sięgnęła przez stół w kierunku w połowie pełnego kieliszka.
-Twoje zdrowie, mój drogi.  
Opróżniony, stanął obok opalonego, męskiego nadgarstka, ujarzmionego skórzanym paskiem Omegi.  

456 czyt.
100%23
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 890 słów i 5280 znaków.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 17 marca

    Powoli przełamuje opory. Bez zaszłości, bez wzajemnych zwierzeń , bez snucia planów na przyszłość. Zdrowy uklad , tyle że niezbyt zgodny naturą czlowieka. Mój mąż, moja żona   mój partner..itd. Ten przymiotniķ/przydawka wskazuje jednoznacznie na chęć posiadania. Jeśli ktoś/coś jest tylko moje to się nim/tym nie chcę dzielić. Zawlaszczam, biorę w jasyr.. podoba mi sie to.opowiadanie zarowno pod kątem lekkosci piora, jak i fabuły. Ciekawe czy mnie czymś zaskoczysz   . Pozdrawiam

  • Speker

    Speker · 17 marca

    Bardzo fajne. Cholernie mnie to intryguje. Kim jest ten facet? Czy Ona jest tak "potrzebująca" że będzie się w to bawiła?

  • AlexAthame

    AlexAthame · 17 marca

    Myślałem ze mu wbije widelca w dłoń. Chyba się nie znam na kobietach.