Carpe diem - cz.5.

Mężczyzna uśmiechnął się jak zadowolony z wyniku trener, spuścił głowę i przez chwilę skupił na posiłku. Celebrował każdy kęs.  
Wtem z rogu sali rozbrzmiał delikatny dźwięk fortepianu.  Nieznajomy odłożył sztućce. Pociągnął Cathrine za rękę, rzucając w biegu już tylko czysto formalne pytanie o taniec.
-Znasz to? – szepnął, przyciągając partnerkę zbyt blisko, niż wypadałoby w eleganckiej restauracji, wypełnionej starszymi Niemcami.  
-Oczywiście!  „What a wonderful world.” – Cathy prawie się obruszyła. -  Żeby tylko świat faktycznie był tak piękny, jak śpiewa Armstrong…
-Zależy co jest twoim światem. Mój jest tu i teraz. Z tobą. – mężczyzna zanurzył nos we włosach Cathy. Nieśpiesznie, głęboko wciągnął jej zapach, przymykając oczy.  
-Nie da się tak zostawić wszystkiego za progiem. To ty nie znasz tej piosenki. – Cathy zatrzymała się nagle. Odsunęła, by spojrzeć mężczyźnie prosto w oczy. – „Good morning, Vietnam.” Mówi ci to coś?  
-Tak. Napalm. – udając znudzenie spojrzał w górę i lekko prychnął. Jednak od razu uśmiechnął się i przyciągnął kobietę do siebie. Udem lekko popchnął w tył wymuszając dalszy taniec. – Proszę, przestań tyle myśleć. Nie psuj tej chwili.
-Mam na twój rozkaz nawet przestać myśleć?
-No, ok, myśl sobie o chcesz. Tylko byłby miło, gdyby przez to nie plątały ci się kolana. I gdybyś nie była aż tak spięta.  
Cathy prawie spojrzała w dół na swoje nogi. Ugięła je nieznacznie, pozwoliła się poprowadzić.  
-Jak na nieznajomego, to masz spore wymagania. Zawsze dostajesz to co chcesz?
-Zazwyczaj. Ale za tydzień ty przejmiesz pałeczkę.
-Jeśli przyjdę.
-Tak, tak…  Jeśli w ogóle ja będę. A teraz już przestań.- ciepłe usta musnęły płatek ucha. - Wsłuchaj się w muzykę.  
Następne klasyki takt po takcie, podobnie jak nieśpiesznie przesuwające się dłonie mężczyzny, rozmasowywały napięte ramiona i usztywnione plecy. Ciało opięte letnią sukienką powoli stawało się miękkie, a skóra zaróżowiona i delikatna w dotyku. Głęboki, spokojny oddech równomiernie podnosił zmysłowo opięte piersi, wtulone w męski tors. Gdyby nie niespokojne, wewnętrzne drżenie, Cathrine czuła, że mogłaby nawet zasnąć w tańcu.  
- Zbierajmy się. – ciepły, ale zdecydowany głos przywołał kobietę do rzeczywistości. I uświadomił niewiadomą.
-Chwila. Muszę do toalety.
Cathrine przyjrzała się sobie w lustrze.
-Chcesz tego? – zapytała odbicie.
„Jest przystojny, pociągający. Potrafi być szarmancki i prostacki zarazem. Sympatycznie lub bezczelnie, ale wciąż się uśmiecha.” – podsumowała.  
-Gdybyś nie chciała, już dawno byś wyszła.  
Kobieta wzięła głęboki oddech, sprawdziła zawartość torebki. Prezerwatywy, gaz. Drugi telefon.
-Idziemy? – czarujący uśmiech powitał ją ponownie przy końcu korytarza.  
-A rachunek?
-Już uregulowany.
-Nie chcę tak…
-Ok, za tydzień ty stawiasz. – mężczyzna mrugnął i zaśmiał się w głos, kładąc na ramiona Cathy beżową  ramoneskę.  
Czarna taksówka zatrzymała się na znak podniesionej ręki. Mężczyzna szeroko otworzył drzwi.  
- Nie wsiadasz?! – zaskoczenie niemal wypchało Cathrine z powrotem na zewnątrz.  
Nieznajomy nachylił się nad gablotą.  
-Nie tym razem, kochanie. – szepnął do ucha, jakby podsłuchiwała cała Oxford Street. – Dobrej nocy…
-…Diano.
Odsunął się, by zlustrować twarz kobiety.  
-Dobrej nocy, Diano. Dziękuję. – usta musnęły policzek. Mężczyzna wyprostował się i zamknął drzwi taksówki.  
„Dobrej nocy, Jack. Już wiesz o kim teraz możesz myśleć.”

398 czyt.
100%32
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 614 słów i 3687 znaków, zaktualizowała 17 mar o 10:27.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 17 marca

    Romantyczne.Ciezko się domyślić zakończenia.  

  • AnonimS

    AnonimS · 17 marca

    Taktyka faceta - bezbłędna . Pięknie gra na emocjach..a ona? Typowo kobiece. Waha się, kryguje ale i powoli odpręża.  To "Diano" to majstersztyk. Przecież miało byc bezosobowo...