Wyścig ze śmiercią cz 7

Dojechaliśmy do domu. Moja córka siedziała ma kanapie, a obok jej nóg, leżał plecak. Ponieważ nie chciałem ani na chwilę zostawiać Gabrieli samej, weszła ze mną.
- Gabriela! - krzyknęła Sara.
   Po chwili, tuliły się do siebie.
- Tak mi przykro, ale już wszystko dobrze. Jesteś bezpieczna. Tamten człowiek już nikomu nic złego nie zrobi...
- Ale pozostał ten, który to wszystko zlecił - rzekłem.
  Sara spojrzała na mnie krótko i bez słowa wstała z kanapy.
- Musimy jechać po rodziców Gabri - powiedziałem.
  Dosłownie minutę później jechaliśmy w kierunku domu państwa Galetti.
- Aron uważa, że nadal nie jesteśmy bezpieczni - zaczęła Gabri.
  Siedziała z tyłu, chociaż czułem, że chciała obok mnie.
- Straciłem to - rzekłem.
- Och, ja też - szepnęła Gabri
- I ja chyba również - dodała Sara.
- Czyli co? Odebrano nam ten dar? - powiedziałem nieco zawiedziony.
- Być może z pewnych powodów, został wstrzymany - rzekła nieśmiało brunetka.
- Daddy, co będzie z mamą? - zapytała smutno córka.
- Nie wiem, kochanie. Jak tylko znajdziecie się w bezpiecznym miejscu, spróbuje się dowiedzieć wszystkiego.
- To nie pojedziesz z nami, Aron? - wyczułem smutek w głosie Gabrieli.
- Gabri, będziesz bezpieczna z swoimi rodzicami i nikt nie dowie się gdzie jesteś. I dla pewności, Sara z wami pojedzie. Poproszę twoich rodziców, żeby się zgodzili. Nie chcę, żebyś została sama... a nie możesz zostać ze mną, córeczko - zwróciłem się do Sary.
- Aron, ja nie chcę być z nikim innym niż ty. Tylko z tobą czuję się bezpieczna - odezwała się brunetka.
   Widocznie chciała być pewna, że zrozumiem jej ostatnie zdanie. Sara spojrzała na mnie z małym zdziwieniem.
- Daddy czy...
- Ja nie myślę...
- Aron! - ton i barwa głosu Gabri nie pozostawiał wątpliwości.
  Obiecałem o tym nie mówić. Oczywiście obiecałem to sobie. A i Gabriela raczej nie chciała tego mówić. Ona wiedziała i ja, jak jest.  
  Pamiętałem o naszym niewypowiedzianym postanowieniu, kiedy jeszcze mieliśmy połączenie myślowe, że tego nie wypowie i nie będzie pytać. O ile Gabri mogła to odczuć tylko i wyłącznie z powodu, że ją uratowałem, ja nie miałem żadnych powodów, żeby coś poczuć do niej. I nadal kochałem Carry. A z miłością nie jest tak, że można od tak przestać kogoś darzyć uczuciem tylko z powodu, że jest zazdrosny. I Gabri to wiedziała. Ja, znajac jej myśli, sądziłem, że jest to chwilowe i po jakimś czasie jej przejdzie. Zdolność poznania myśli nie jest tym samym co odczytywanie uczuć. A Sara prawdopodobnie nie znalaza we mnie konkretnych myśli odnośnie Gabrieli. Jednak zrozumiała i odczuła dokładnie, te jedno zdanie, które wypowiedziała jej przyjaciółka.  
   Wyraz twarzy Sary wskazywał na to, że pojęła co czuję do mnie Gabriela, ale miała jeszcze ważniejsze pytanie, odnośnie mnie. I nie rozumiałem jak tego nie wiedziała. Przecież znała moje myśli, a odnośnie tych spraw, nie miałem przed nią sekretów.  
  Ponieważ to dziwne uczucie działa czasem na obie strony, dla pewności zadała oczywiste pytanie. Zrobiła to niepotrzebnie, ale widocznie chciała się upewnić co do mnie.
- Kochasz nadal mamę?
  Zamiast odpowiedzieć jednym słowem, sam zadałem pytanie.
- Przecież byłaś w moich myślach i wiesz, prawda? Tego z pewnością nie blokowałem.
- Tak, byłam i wiem, ale proszę byś odpowiedział.
- Aron nie musi odpowiadać dla mnie, bo ja wiem również o tym, co czuje do Carry - wtrąciła się Gabri.
- Kocham mamę. Mimo, że ona już przestała kochać mnie.
   Sara zareagowała natychmiast.
- Przecież ci mówiłam, to znaczy przesłałam ci tę wiadomość w myślach. Ten guz to sprawił.
- Tak, masz rację. Zazdrość z tego wybiła. Ale to, że przestała mnie kochać, wynikło z innego powodu, albo bez powodu. Guz na to nie ma wpływu.
- Też to wiedziałam, o tym guzie - szepnęła brunetka.
- Czemu mi nie przekazałaś? - zapytałem nieco zdenerwowany.
- Nie blokowałam, nie rozumiem dlaczego tego nie odebrałeś... Chociaż rozumiem dlaczego. Saro, wiem, że powinnam milczeć, ale Aron ma racje. Nie bądź na mnie zła. Ja tego nie pragnęłam, a Aron tego nie chce...
- Wiem, że nie próbujesz rywalizować z mamą. Powiedziałam to tacie. Wcześniej czułam, że mnie kocha i nawet rozumiałam jak, ale się myliłam w mocy. Tata kocha mnie wielokrotnie więcej niż sądziłam. Wiem, że kocha mamę równie mocno. Wiem co do niego czujesz i ani on, ani ja nie będziemy z tym walczyć. Czuję co jest w nim i tego nie rozumie. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam co nie jest do zrozumienia. Oczywiście jako córka nie chciałabym tego, ale moje chcenie lub nie chcenie, niczego nie zmieni. W takim razie to będzie trudne dla taty jak i dla ciebie. Ale oczywiście inaczej trudne, dla was obojga.  
- Dla wszystkich - rzekła Gabriela, ale bez smutku w głosie.
- Tak - powiedziałem tylko. Saro, Gabri wie i ja wiem. Proszę cię nie wypowiadaj tego.
- Dobrze, chciaż czy to ma znaczenie? Nie zmieni to mojego nastawienia. Ani do ciebie, ani do Gabrieli.
  Dojechaliśmy do domu brunetki.
- Wejdźmy razem, dobrze? - poprosiła Gabriela.
- Jasne. Nie zostawię samej Sary - odrzekłem.
- Ale nie robisz tego tylko z jej powodu, prawda Aronie?
- Wiesz, że nie.
  Sara popatrzyła na nas i tym razem chyba miała wątpliwości co do wszystkiego co rozumiała i czuła.
  Po chwili zadzwoniłem. Otworzył Angelo. Jego reakcję przewidziałem, Lorety z resztą również.
- Córeczko! - szepnął
- Boże - usłyszałam głos matki Gabrieli.
- Wszystko wyjaśnię po drodzę. Macie jakieś miejsce, o którym nikt nie wie? - chciałem żeby wyrażanie uczuć z tym wszystkim związane, zostawili na później.
- Nie rozumiem. Porwano ją. Porywacz zarządał okupu... - Angelo próbował zrozumieć.
- Angelo! Odpowiedz na moje pytanie. Nie mamy czasu. Wszystko wyjaśnię po drodzę.
- Mamy domek za miastem. Rzadko tam jeździmy.
- A może macie jakieś inne miejsce? - zapytałem.
- Dom znajomego ciotki Felicji - Loreta odrzekła szybko.
- Ma klucze? - zapytał Angelo.
- Z pewnością. Zaraz zadzwonię.
  Podniosła komórkę ze szklanego jamnika.
- Nie możecie dzwonić - rzekłem.
- Dlaczego, Aronie? - zdziwił się Angelo.
- Felicja będzie w domu? - zapytałem.
- Powinna, to domatorka - odpowiedziała, żona Angela.
- Weźcie najpotrzebniejsze rzeczy. Ty też Gabri. Macie dziesięć minut. Góra!  
    
Zegar wskazywał za dziesięć jedenastą...  

Tego nie mogłem im zabronić. Pierwszy szok minął i konsternacja związana z moim poleceniem, również. Angelo przytulił mocno córkę, a Loreta mu wtórowała. Tulili ją, całowali policzki i płakali. Dziewczyna również miała mokre policzki.
  Wiedziałem, że będą trochę źli, ale musiałem przerwać im te powitanie, bo czas naglił. Być może przesadzałem, ale musiałem brać pod uwagę najgorsze opcje.
- Później się sobą nacieszycie. A teraz musimy się spieszyć. Weź gotówkę, Angelo.
- Ty coś wiesz, prawda? Ale nie masz z tym nic wspólnego?
- Daddy, zwariowałeś! Gdyby nie on, nigdy byście mnie więcej nie zobaczyli, żywej.  
  Angelo i jego żona, spojrzeli na mnie prawie w tej samej chwili, miałem pewność, że odpowiedź ich córki, całkowicie ich przekonała.
- Powiesz nam, prawda?
- Tak Angelo. Ale naprawdę mamy mało czasu.
- To szalone. Mamy dobrą policję. Kto nam może zagrażać? Skoro jesteś wolna, porywacz tu nie przyjedzie i nie będzie próbował cię porwać. Chyba nie zna naszego adresu?
- Daddy, porywacz nie żyje. Ale jest ten, kto mu to zlecił. Mario Alamando.
- Alamando? Kto to taki?
- Macie pięć minut - uciąłem ostro.
  Wiedziałem, że może przesadzam. Ale może i nie. Gdzie Mario wyśle swoich ludzi, kiedy dowie się o wszystkim? A może dowiedzieć się o tym szybciej, niż z mediów.  
  Weszli kolejno po schodach, na górę, do swoich sypialni. Czułem, że nie w pełni się ze wszystkim zgadzali, ale na razie nie mieli innego wyjścia. W końcu stali przed twardymi faktami. Ich córki nie było, ktoś wysłał im wiadomość o porwaniu, z nakazem okupu, a teraz, dosłownie w kilka godzin potem, córka wróciła ze mną.  
  Zeszli, spakowani, dokładnie pięć minut po jedenastej.
- Pojadę z wami do ciotki Felicji, ale nie dalej. Zabierzecie Sarę, dobrze? Jak to wszystko się skończy, zwrócę wszystkie wydatki - powiedziałem gdy wsiedli do swojego suv. Mieli dwuletnią Toyotę Sequoię.  
- Dlczego ty zostaniesz? - zapytał Angelo.
- Coś się stało z Carry, poza tym mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
- W takim razie nie będziesz mógł pracować. Tyle ci starczy? - Angelo wyjął paczkę setek.  
- Angelo, nie mogę tego przyjąć.
- Musisz.  
- Dajcie mi wasze komórki - rzekłem. Nie wiem czy to dobry pomysł, by jechać tym samochodem...
- Felicja ma starego Forda Windstara, tam nie ma GPS - Loreta zabłysnęła inteligencją.
- Tak, to super. Jaka jest szansa, że jej nie będzie w domu? - zapytałem.
- Bardzo mała. Chyba zaczynam rozumieć. Mamy sporo pieniędzy, w razie czego coś kupimy na czarno.
- Tak, tylko że ja też nie mam zbyt dużo czasu - rzekłem.
- Aron, przecież nikt nie wie o tobie. W takim razie i Sara jest bezpieczna - rzekła cicho Gabri.
  Czułem, że bardzo chciała bym był z nimi.  
- Chłopak od pizzy, wie.
  Gabri się uśmiechnęła.
- Nie jesteś notowany, a bez obrazy, niczym się nie wyróżniasz. Oczywiście dla innych - rzekła i uśmiechnęła się ponownie.
  Loreta spojrzała na nią z pytaniem w oczach. Tym razem Angelo zareagował szybko, więc Gsbriela nie musiała odpowiadać na jej pytające spojrzenie. Otworzył tylnie drzwi Toyoty i wyjął dwie torby. Zamknął tył i wziął małą torbę z pieniędzmi.
- Podwieziesz nas, chyba na to masz czas - rzekł.
  Po chwili wszyscy z trudem tłoczyliśmy się w moim fordzie.
- Masz tam tylko pieniadze? - zapytałem.
- Nie obawiaj się wziałem coś jeszcze.  
  Po jego minie domyśliłem się, że wziął broń.

Ruszyliśmy.
- To teraz mów - rzekła Loreta.
  Ale zanim otworzyłem usta, ubiegła mnie Sara. Odezwała się cicho, jakby chciała, żeby tylko jej przyjaciółka to słyszała, jednak wszyscy usłyszeliśmy.
- Nie chcesz, żebym z tobą była?
  Gabri odpowiedziała natychmiast.
- Źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi o to, że twoje zniknięcie może wzbudzić większe podejrzenia.
- Nie o to chodzi, Gabri. Gdyby połączyli moje powiązanie, wówczas Sara byłaby w niebezpieczeństwie. Nie zamierzam spasować, sam postaram się bronić, lecz nie mam zdolności by zapewnić bezpieczeństwo córce, a na razie nie wiem komu mogę ufać, jeżeli chodzi o policję. To dla twojej wiadomości, Gabri, a co do twoich rodziców, powiem wam tylko trochę, bo Gabriela powie wam resztę. Chcę cię coś zapytać, Angelo. Naprawdę nie znasz Alamando?
- Nazwisko typowe. Dlaczego mam go znać?
- Teraz już za późno, żebyś dzwonił do swojego ojca... Cholera, on też może być w niebezpieczeństwie.  
- Nie sądzę, Aron - rzekła Gabri.  
- Czemu?
- Dziadek nie żyje, a babcia wróciła do Włoch i sami nie wiemy gdzie jest teraz.  
- Och, nie wiedziałem. Angelo, Mario Alamando oficjalnie jest bussinesmenem, a nieoficialnie bandytą. Jego dziadek i twój, prowadzili interesy we Włoszech. I twój dziadek w czymś oszukał jego dziadka. Prawdopodobnie, twój ojciec albo nie wiedział o tym, albo nie chciał ci o tym mówić.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i dramaty, użył 2142 słów i 11481 znaków.

Dodaj komentarz