Wyścig ze śmiercią cz 5

Po rozmowie Sary z policją miałem więcej informacji. Carry zaatakowała biedną kobietę. Po chwili Sara się dowiedział, więc i ja. Moja żona użyła kija baseballowego. Uderzyła Elli kilkakrotnie. Nie doszło by do tego, gdyby policja wzięła poważnie to co im Sara przekazała. Ale rozumiałem to, że tego nie zrobili. Carry została aresztowana. Elle Larsen jest w cieżkim stanie, ale według źródeł policji jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.Carry nie uderzyła ją w głowę. Policja chce się ze mna skontaktować.
< Daddy, już wiesz, prawda?
< Tak, to utrudnia. Nie mam czasu na spotkania. Jutro muszę uwolnić Gabri.
< Boże. Jak to zrobisz? Wcześniej nie wyglądało to łatwo. Teraz jak się nie zgłosisz, zaczną ciebie poszukiwać.
< Tak. Muszę znowu wejść w myśli tych bandytów. Muszę kupić teraz i broń i samochód.
< Och! Czy Gabriella się boi?
< Oczywiście, ale jest już lepiej. Nawet nie próbuj sobie wyobrazić co ona czuła i nie próbuj się z nią kontaktować.
< Już próbowałam. Mogę to zrobić tylko z tobą.
< Wiem, że nie zaśniesz, ale spróbuj. Będę z tobą, będziesz to czuła.  
< Dady uważaj. I uratuj Gabriellę. To dobra dziewczyna.
< Wiem. Uratuję.
   Pozostałem w kontakcie mentalnym z moją córką. To co zrobiła Carry znacznie skomplikowało wszystko. Prawdopodobnie będą ją leczyć. Być może będzie musiała być poza domem. Prawdopodobnie umieszczą ją w zamkniętym oddziale. Umiałem coś, czego większość nie potrafi, jednak nie wiedziałem jak mogę pomóc mojej żonie. O ile kontakt myślowy z Sarą i Gabri był miły, tak wydostawanie informacji od Leopaoldo Casanau sprawiało mi ból. W pewnym sensie. Nie fizyczny, raczej duchowy.  
  Pierwszy kontakt myślowy z Sarą był zaskoczeniem, ale niczego we mnie nie zmienił. Teraz wszystko się to zmieniło. Czułem się kompletnie innym człowiekiem.
  Nie tracąc kontaktu z Sarą i Gabri zacząłem szperać w pamięci Leopoldo. Potrzebowałem zarówno samochodu jak i broni. Znalazłem nazwisko i adres człowieka, który sprzedawał nielegalnie pistolety. Szukałem dalej pasera skradzionych aut i w tym momencie dostałem olśnienia. Po co mam kupować, lepiej ukradnę. Tylko jak? I jak uruchomię? Pozostawały stare samochody, które nie miały alarmu i można było je zastartować złączając przewody. Nie miałem tej wiedzy, ale tę wiedzę miał Leopoldo. I nie tylko tę. Odnośnie broni, musiał będę poćwiczyć. I wiedziałem co zrobię i gdzie strzelę. To wiedziałem od razu. Ale facet może jednak coś przewidzieć. Pozostawało kompletne zaskoczenie. Nie mieszkał na kompletnym odludziu, ale strzał na zewnątrz odpadał. Przyszedł mi pewien plan. Miałem niesamowite możliwości. Czy mogłem je rozwinąć? A gdybym mu coś zasugerował? W taki sposób, żeby sądził że to wyszło od niego...
  Nie, nie pragnąłem go męczyć sumieniem. Miłałem na myśli pizzę. Albo jakieś inne jedzenie na zamówienie. Ten zbir wiedział, że Gabriella nie będzie krzyczeć, bo piwnica była dzwiękoszczelna.      
  W tej chwili oglądał telewizję. Wysłałał już wiadomość do ojca Gabri, Angelo.
Nie chciałem wchodzić w myśli Angelo. Dla dobra sprawy. Przez to musiał dłużej cierpieć. Zrobiłem to jednak. Chciałem się tylko upewnić, że dostosuje się do warunków i nie zawiadomi policji. Był w fatalnym stanie. Kochali oboje córkę. Nie podejrzewali jeszcz, że jej chłopak ma w tym udział. Jeszcze nie wiedziałem powodów, ale miałem nadzieję, że jak załatwię grube ryby, zajmę się tym człowiekiem. Zrobił to dla forsy? Nie mogłem czekać. Czy mogłem sprawdzić?
< Gabri
< Jestem, nie mogę spać. Boję się dużo mniej, ale wciąż się boję. Wybacz.
< Och, Gabri! To ty mnie wybacz. Znam już miejsce gdzie kupię broń. Ukradnę samochód i rano coś zrobię.  
< Dlaczego musisz ukraść samochód?
  Zdziwiłem się. Nie wiedziała?
< Nie wiesz?
< Czuję blokadę. Dobre rzeczy wiem. Widocznie coś mnie chroni bym nie wiedziała złych. A pewnie są gorsze...
< Tak.To właściwie dobrze, że nie wiesz. Ale to ci powiem. Coś jest nie tak z Carry. Od dwóch lat wmawia mi, że ją zdradzam. Dwa miesiące temu wymyśłiłem jakiś adres i nazwisko domniemanej kochanki. Niestety podałem nieświadomie dane mojej klientki, która kupiła ode mnie pralkę i suszarkę firmy LG. Dziś wieczorem Carry chciała ją zabić. Policja ją aresztowała. Prosiłem Sarę, by zawiadomiła policję i aby do tego nie dopuścili, ale się spóźnili. Na szczęście ta kobieta nie umrze. Carry będzie pewnie leczona psychiatrycznie.
< Aron, ona jest chora.
< Też tak myślę.
< Z tego co powiedziałeś rozumiem, że nie możesz w nią wejść, ja mogę.
< Och! Wiesz coś czego ja nie wiem?
< Tak.  
< Teraz ja nie wiem. Podaj mi.  
< Jest mi przykro. Wiem co jej jest, nie wiem jak się to skończy.
< Powiedz, proszę.
< Jej urojenie ma podłoże psychiczne i fizyczne.
< Nie rozumiem...
< Ma guza w mózgu. Jest niewielki, ale dotyka pewnego rejonu i to spowodowało urojenie.
< Jak to możliwe?
< Uwielbiała pewnego rodzaju filmy. Po pewnym czasie to co widziała zaczęła realizować jako rzeczywistość. Na ironnię, jej mózg zaczął tworzyć jej urojoną wyobraźnię. Oczywiście powodem był guz.  
< Można to leczyć?
< Tego nie wiem, Aron. Czy spowodujesz, że Leopoldo zamówi pizzę lub jedzenie z A&W, a ty wówczas wkroczysz i go postrzelisz?
< Tak, widzę, że się rozwijasz.  
< Myślę, że tak. Wiem coś, ale nie wiem czy to się uda. Podejrzewam, że to ostateczność i być może uszkodzi moją komunikację z Tobą i innymi.
< Wiem o czym myślisz. Zmiana woli. Tak, niech to będzie ostateczność. Nie wiem czy i mnie by nie efektowało. Chcę doprowadzić do wyeliminowania trzech bandytów.
< Wiesz Aron, że nie będziemy mogli więcej... Szkoda, moglibyśmy ulepszyć świat.
< Wiesz Gabri, jest ktoś co mógłby zrobić to w sekundę, a nie robi tego. Dobrze, że udzielił nam daru. I w pewnym sensie nie rozumiem dlaczego to mamy. Tyle ludzi ginie zgwłałconych i zabitych. Dlaczego my?
< Wiem o czym myślisz. To dziwne, coraz mniej się boję. Ale to dygresja. To Bóg, ale nie robi tego bezpośrednio. To dar. Może jednak będziemy mogli nim operować dalej. Nie znam spraw, nigdy się tym nie interesowałam, ale o ilę dobrze czuję, Bóg nie zabiera darów. Człowiek ma wolną wolę wykorzystać je w dobrym, albo złym celu. Oczywiście jest cała gama pośrednich.
< Nie wiem. W pierwszej chwili chciałem ich wszystkich zabić, teraz myślę że nie chcę tego zrobić. Co prawda Leopoldo wygląda na najgorszego, a jest z nich najlepszy. Nie, źle powiedziałem. Jest najmniej zły. Alamaldo jest od niego gorszy, chociaż osobiście mniej ludzi zabił. A zastępca szefa policji jest najgorszy.  
< Tak. Powinien stać na straży pożądku, a on nie tylko przymyka oczy na zło, ale ciągnie z tego zyski.  
< Teraz pomyślałem, że w tym świecie jest pełno takich ukladów. Gdyby ludzie byli prawi, byłoby inaczej.  
< Wszyscu mają szansę, ale mało kto się zmienia. Teraz myślę, że to moja wina. Tata mówił mi, że Keneth nie jest dla mnie. Powinnam była słuchać.  
< Dlaczego postąpił tak nikczemnie? Chciał czegoś od ciebie?
< Myślisz o sexie? Nie. Ja wiedziałm, że on tego chce, ale nie dawał znaków. Nie wiem dlaczego to zrobił. Wiesz co Aron? Tak naprawdę chcę być z tobą w myślach. Nie chcę wchodzić do nikogo innego. Pewnie będę musiała. Ale nie chcę.
  Poczułem to. Dokładnie to samo czułem.Wyjątek stanowiła Sara, ale i w jej przypadku nie chciałem. To było tak jakbym był z kimś bardzo intymnie. Nie ineresowały mnie inne sprawy. Ani u Gabrielli ani tym bardziej u Sary. Ale cała ta sytuacja sprawiała, że tak się czułem. Ale wyjątek stanowiła tylko Gabri. Wiedziałem co pomyślała, ale do tego nie chciałem dopuścić. Chciałem to skończyć i być normalnym. Ale pozostawało we mnie przeświadczenie tego co mi powiedziała brunetka. Dostałem dar i nie mogłem go nie użyć. A chciałem tylko w dobrym celu. I wiedziłem, że nigdy nie zechcę wykorzystać w innym celu. By coś zdobyć czy uzyskać przewagę nad kimś w czymkolwiek.  
< Gabri. Muszę ukraść samochód. Jestem z tobą jak poprzednio...
< Aron! On otwiera drzwi... Co robić?
< Udaj, że śpisz. Jak cię obudzi, nie panikuj.  
  Poczułem go. Czyste zło. Bez uczuć. Wszedł. Gabri leżała na plecach.
- Wstawaj dziwko!
  Uderzył ją w twarz. To spowodowało reakcję. Poczułem od razu jej serce, oddech i strach. Opanowałem nienawiść. Nie chciałem tego, ale nie mogłem inaczej. Chwycił się za głowę.
- Żryj. Odepnę ci łańcuch, bo widze, że się zeszczałaś. Możesz załatwiać swoje potrzeby do kubła. Jak nabrudzisz to samą sobą to wytrzesz. Jesteście wszyscy chodzącym gnojem. Twój ojciec zapłaci, a ja i tak cię zabiję. Mógłbym już teraz, ale nie zrobię tego. Bo w ten sposób dłużej będziesz cierpieć, dziwko. Nienawidzę was wszystkich, wy....
  Nie wiem jak to mogłem zrobić. Pomyśłałem by cierpiał.  
Usłyszałem ryk. To pewnie było coś gorszego niż kamień w nerce, albo ostry ból zęba.  
Casanau był twardy. Czułem, że trzyma głowę. Ból zelżał. Odpiął jej łańcuch. Pomyślałem, że jeżeli jeszcze raz sprawi jej ból to go zabiję. Wówczas ujawnię policji miejsce i wszystko inne.  
  Wyszedł z celi. Był zły, że cierpi. Dzięki mojej ingerencji coś odczuł. Nie chciałem tego, ale postanowiłem zobaczyć dlaczego taki się stał. Potwory się nie rodzą, one się takimi stają. Poczułem, że może mogę mu pomóc. Dziwne, prawda? Człowiek bez uczuć, zabójca. Pełen nienawiści do wszystkich, a ja chciałem mu pomóc. Przebywanie w jego myślach było dla mnie straszne. Nie potrafiłem tego określić. Nie wiedziałem, czy Gabri to wie. Jeszcze jedna myśl mnie gnębiła. Sądziłem, że mam kontrolę nad nim. A przecież dosłownie dwie minuty temu, mógł wejść i ją zabić. I nawet o tym nie pomyśleć. I to przeświadczenie było straszne. Musiałem nie dopuścić do czegoś podobnego...
< Już dobrze. On tego więcej nie zrobi.
   Czekałem chwilkę.
< Aron. Wiem, że ty to zrobiłeś i wiem co pomyslałeś potem. Nie sądziłam, że człowiek może być taki jak ty. Teraz dopiero zaczęłam pojmować ofirę Chrystusa. Do tej pory nie miałam bladego pojęcia o tym. Chciałeś go zabić, a za chwilę postanowiłeś mu pomóc. Wiem to czego ty nie wiesz. Ale powiem ci jeszcze raz. Chcę tego. Tylko teraz tysiąc razy bardziej. Możesz z tym walczyć i zrozumiem. Chcę tylko byś to wiedział.
  Milczałem.
< Gabrielo. Wybacz, że nie mam innych darów i nie mogę cię uwolnić już w tej chwili. Jednak mam dla ciebie dobrą wiadomosć. Leopoldo Casanau więcej do ciebie nie przyjdzie. Obiecuję.  
< Nie wiem co ci powiedzieć. Ten człowiek jest uosobieniem zła. Gdyby mi coś zrobił, wiesz co mam na myśli, chyba bym nie przeżyła.
< Wybacz mi Gabri, że musimy żyć w takim świecie, gdzie dzieje się tyle zła.
< To nie twoja wina. To, że tu jestem, to moja wina, bo byłam naiwna.  
< Nie Gabri, to nie twoja wina. Muszę coś zrobić. Ale będziesz mnie czuła.
    
   Ruszyłem moim autem. Nigdy nie myślałem, że będę robił takie rzeczy. Nie chciałem tego, ale musiałem. Z czym najbardziej walczył mój umysł, to z tym, że nie chciałem zawiadomić policji. Czasem miałem już poprzednio pierwszą myśl, albo przeczucie, by zrobić coś lub nie zrobić właśnie tego. I prawie zawsze kiedy nie posłuchałem tego wewnętrznego głosu, traciłem. A teraz niczego nie byłem tak pewny jak tego, że nie mogę zawiadomić policji, bo Gabri zginie. Odjechałem około kilometra. Zaparkowałem prawidłowo mój wóz i wysiadłem z niego. Zacząłem iść i patrzeć na mijane samochody. W końcu wybrałem Chewrolet Impala z roku 1996. Znałem się trochę na tych modelach. Sam nigdy nie ukradłem samochodu, ale Leopoldo ukradł ich wiele. Nie miałem żadnych narzędzi, a gdybym miał, pewnie bym ich teraz użył i otworzył drzwi. Podniosłem kamień wielkości pięści, owinąłem go w rękaw kurtki i silnie uderzyłem tylnią szybę od strony pasażera. Nie miał alarmu. Otworzyłem drzwi i otworzyłem drugie drzwi, kierowcy. Zajęło mi mniej niż minutę, by zapalić kablami. Ruszyłem. Jechałem spokojnie. Zatrzymałem się koło bankomatu i wziąłm dwa tysiące dolarów. Adres handlarza bronią pamiętałem. Po dwudziestu minutach byłem przed jego domem. Pewnie spał, bo otworzył drzwi dopiero po kilku minutach.  
- Coś za jeden? - w kieszeni szlafroku miał chyba broń.
- Potrzebuję pistoletu. Twój adres mam od znajomego.
   Rozejrzał się w koło.
- Wiesz która godzina? Porządni ludzie śpią o tej porze.
- Masz rację - uśmiechnąłem się.

100%1
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i dramaty, użył 2390 słów i 13027 znaków, zaktualizował 6 sty o 8:52.

Dodaj komentarz