Wyścig ze śmiercią cz 4

Czułem, że chce zapytać.
< Daddy?
< Nie, kochanie. Też się tego bałem a, Gabriela,  jeszcze więcej. Nie skrzywdził jej w ten sposób. Pewnie chodzi o pieniądze.
  Zataiłem wiadomość o Kenethcie. Nie miałem pewności czy Sara nie znajdzie tego we mnie. Nie znalazła. Znaczy były jakieś granice. Ja nie czułem jej myśli odnośnie spraw intymnych. Co robi z Jacksonem...  
  Sądziłem, że się całują. To wszystko. Nie chciałem wiedzieć nic z tych spraw. Ani miedzy nimi, ani jeżeli chodzi o nią samą. Ojciec z córką może mieć bliskie relacje, ale są granice i terytoria, o których nawet nie powinien chcieć wiedzieć. A cóż dopiero wiedzieć. To pracowało na jakiś zasadach i były tam jakieś prawa.
< Jak się dowiesz coś o mamie, powiesz mi, dobrze?
< Tak jak teraz?
< Tak. Mam wyłączoną komórkę. Nie wiem co mam zrobić. Wiem, że nie mogę zawiadamiać policji, ale nie wiem dlaczego. To dziwne i trudne.
< Daddy. Przyjechała policja.  
< Mów im co wiesz. Kocham cię.
< Wiem tatku. Zawsze wiedziałam, ale teraz to dokładnie wiem, jak mnie kochasz i jakim jesteś wspaniałym człowiekiem. Przykro mi, że tak masz z mamą. Nie rozumiem. Dzwonią do drzwi.
< Jestem z tobą, ale nie będziemy teraz rozmawiać. Ty musisz mieć otwartą głowę, a ja muszę podjąć ważną decyzję. Mam myśl. Nie wiesz jaką, prawda?
< Nie. Widocznie przesyłamy te myśli, które chcemy. Ja pewnych spraw nie chcę wiedzieć.
   Wyczułem dokładnie o co jej chodzi.
< Ani ja. Jestem, ale na razie pozostaniemy bez odbioru.
< Dobrze, daddy. Otwieram drzwi.  
   Czułem ją, ale wiedziałem, że jest pochłonięta tym jak się potoczy rozmowa z policją. I co się stało z mamą. Ja? Podjąłem decyzję, która przerastała moje wyobrażenie. Czułem, że się uda. A zdecydowałem się na to, bo czułem się bezradny. I to była moja ostatnia deska ratunku. Musiałem to zrobić. Co bym uczynił gdyby się nie powiodło? Nie wiem, pewnie coś bym zrobił. Miałem przekonanie, że życie Gabrieli ma dla mnie największe znaczenie. A w końcu nie była dla mnie nikim. Tak mówił mi mózg. Ale to nie była prawda. Była dla mnie najważniejsza.  
  Co dnia umiera około sto pięćdziesiąt trzy tysiące ludzi i ja nie miałem na to wpływu. Ale nie mogłem i nie chciałem pozwolić by Gabriela stała się jedną z tych osób.  
  Wiedziałem i czułem, albo czułem i wiedziałem, że to nie będzie miłe. Znajomość myśli Sary sprawiała mi rozkosz. Podobnie i Gabri, nawet biorąc pod uwagę sytuację. Wiedziałem, że tak nie będzie kiedy poznam myśli porywacza. Od czegoś musiałem zacząć. I zacząłem. Od odczuć brunetki. Alkohol i zły człowiek. Wszedłem w to głębiej. Gabri odczuła jego zapach. Nie tylko alkoholu, nie tylko kurtki. Jego. Zanim się zorientowałem, byłem w jego myślach.  
  Żadne dotychczasowe negatywne odczucie nie miało nawet cienia tego co odczułem natychmiast. Gdybym nie musiał, uciekłbym z jego głowy w ułamku sekundy. On był zły. Jak bardzo, o tym nie wiedziała nawet Gabri. Wiedziałem ile osób zabił, jak i co zrobił ze zwłokami. Ale nie chciałem tego wiedzieć. Jednak nie mogłem wiedzieć wybiorczo. Najważniejsze, że on nie wiedział nic o mnie.
  Zanim go całkowicie poczułem, usłyszałem. Miał jakiś akcent. Prawie nie wyczuwalny. Arab? Nie. Nie Włoch. Francuz? Portugalczyk... nie, jest z ameryki południowej. Z Brazylii. Rozmawiał przez telefon. Ten dom to było miejsce gdzie przetrzymywał, zabijał a potem rozpuszczał w ługu, zwłoki. Potem neutralizował zasadowy roztwór i puszczał do kanalizacji. Z porwanymi tu, robił zawsze to samo. Przesyłał dowód, że ofiara żyje, dostawał pieniądze i zabijał. Z Gabriellą jeszcze nie wiedział, bo miała być to specjalna ofiara. Nie dla niego. Dla kogoś, dla kogo pracował. Właśnie z nim rozmawiał.  
- Mam przesyłkę.
- Dobrze. Wiesz co robić.
- Pracuję dla ciebie długo. Chcę więcej...
- Och! To było łatwe. Ten gówniarz nam pomógł.
- Skończyć go?
- Nie. On wie, że jest winny. Nie powie słowa. Damy mu to co chciał. Ile więcej? Mam następne zadanie.
- Dwa razy tyle.  
- Dobrze, ale nie dam więcej. Wiesz dlaczego się zgadzam? Lubię cię. Ta sprawa ma dla mnie znaczenie. Inaczej niż poprzednie.
- Rozumiem. Zaraz się biorę do roboty. Dwa dni?
- Tak. Zapłaci jak każdy z nich.  
- A potem?
- Potrzebuję by znaleźli ciało.
- Mogłeś powiedzieć wcześniej. Dotykałem. Musze się pozbyć ubrania i wozu. Muszę wiele...
- Dlatego dostaniesz dwa razy tyle.  
  
Czułem jak jest wściekły. Lepoldo Casanau. Były komandos i członek Legi cudzoziemskiej. Potwór w ludzkiej skórze.  
   Wiedziałem gdzie, wiedziałem dlaczego. Wiedziałem kto. Kim jest on i kim jest tamten. Przez chwilę byłem w szoku, bo wiedziałem jeszcze inne rzeczy. Zażądają od Angela miliona dolarów. Angelo to zrobi. Porywacz był zabójcą. Miał na swoim koncie dwadzieścia sześć ofiar. Różnej płci i wieku. Żadna ofiara nie odzyskała wolności ani życia. Odbierali okup i zabijali ofiary. Leopoldo Casanau rozpuszczał je w ługu. Ług neutralizował i wpuszczał do sieci ścieków. Pracował dla bogatego człowieka Mario Alamando, właściciela kilku fabryk. Powiązanego z mafią z Nowego Jorku. Leopoldo dostawał zwykle dziesięć procent. Oficjalnie miał dwie kawiarnie i bondy. Robił legalne tranzakcje na giełdach o małej stopie ryzyka. Nie zarabiał wiele tam, ale też i nie tracił. Miał pięćdziesiąt lat. Zawsze lubił zabijać, ale musiał się z tym kryć.  
  Miałem czas. Nigdy nie ruszał porwanych.                                    
  Czego nie wiedział, chociaż brał to pod uwagę, Alamando już wydał na niego wyrok.  
W tej samej chwili kiedy skończył rozmawiać z Mario, znałem już i tamtego gościa. A wcale o to nie prosiłem.  
Alamando był zły, ale inaczej. Już wiedziałem, dlaczego Gabriela ma dla niego specjalne znaczenie. Gdyby Leopoldo ją zabił i pozbył się ciała w zwykły sposób, Angelo i Loretta nigdy by nie mieli pewności. I mieli by nadzieję, ze może żyje. Mario chciał by Angelo zobaczył zwłoki córki.  
Jak zły był Mario? Dziadek Angelo znał dziadka Mario, jeszcze z Włoch. I w czymś go oszukał. Dziadek przekazał ojcu Maria, a on Mario. Zemsta. Czysta zemsta. Pieniądze, chcociaz duże, miały tym razem marginesowe znaczenie.  
  Zaraz po rozmowie z Leopoldo, Mario posłał wiadomość do kogoś, kto załatwiał dla niego inne sprawy. Tamten miał przewagę. Bo wiedział o Leopoldo, a on o nim nie. Najważniejszy był adres. I miałem go. Przez chwilkę zastanawiałem się co zrobić. Nie byłem super sprawny fizycznie. Nie znałem sztuk walk. Nie miałem broni i bardzo dawno strzelałem. Może raz później na strzelnicy. Ale tam są wiatrówki...Zastanawiałem się czy zawiadomić policję. I to łączyło się z szokiem, o którym wspomniałem. Z Alamando współpracował zastępca szefa policji w Bostonie. Człowiek o diamentowej reputacji. Ojciec czwórki dzieci. Ulubieniec gubernatora. Prawie pewny na kandydat na stanowisko szefa policji w wyborach w przyszłym roku.  
Bo generał George Penda miał swoje wtyki wszędzie. Dlatego nie mogłem dzwonić tam. Czułem nadal Gabri. Czułem jej strach. Musiałem szybko działać. Ale teraz miałem lepszy plan. Bo wiedziałem, że jutro Leopoldo pojedzie do swojego drugiego domu. Nie za bardzo lubił ten, w którym teraz więził Gabri, ale był zbyt leniwy by jechać w nocy.  

< Gabri.
< Tak.
< Wiem gdzie jesteś. Facet przyniesie ci jedzenie. Wodę masz obok. Widzisz?  
< Tak! Skąd wiesz?
< Znam jego myśli. Tym razem to jest cierpienie. Ale on nie może mnie odczuć. Mamy dwa dni. Porwali cię dla okupu. On ci nic nie zrobi, przynajmniej nie ma teraz takiej myśli. Twój ojciec zgodzi się zapłacić.
< Zawiadomisz policję, prawda?
< Nie. Nie mogę im ufać. Powiem ci jak cię wyzwolę, dlaczego.
< Wyzwolisz mnie?
  Poczułem jej radość i nadzieję. I coś jeszcze czego nie rozumiałem. Ale miałem pewność.  
< Muszę coś zrobić. Kilka rzeczy. To wyszkolony gość. Bardzo zły człowiek. Kupię pistolet. Oczywiście nielegalnie. Musze się dowiedzieć gdzie. Muszę jeszcze zrobić kilka innych rzeczy. Nie bój się.
< Boję się. Przestanę dopiero wówczas, kiedy mnie oswobodzisz.  
< Wybacz mi Gabri. To trochę potrwa. Nie zdołam tej nocy. Dopiero jutro. Może przed południem.
< Dlaczego nie wcześniej?
< Muszę kupić pistolet i naboje. Muszę kupić samochód. Wszystko nielegalnie. Dobrze, że mam pieniądze. Ale mam jeszcze inny kłopot. Ale będę z tobą. Przyrzekam ci, że ten człowiek już nigdy nikogo nie porwie. A tamten... nie wiem jeszcze jak to zrobię. Może nie mam prawa, ale muszę sam wymierzyć sprawiedliwość.
< Zabijesz go?
< Nie będę musiał. Dla ciebie ważne jest to, że będziesz wolna.  
   Nastąpiła chwila ciszy.
< Aron.
< Tak, Gabri.
< To działa na obie strony. Ja wiem to co ty wiesz. Nie powiedziałeś mi, że Mario Alamando weźmie forse od mojego taty, a potem Leopoldo mnie zabije. Tak jak wszystkie dwudzieścia sześć ofiar porwań.
   Poczułem się źle.
< Nie wiedziałem, że wiesz. Tak. Tak zawsze robili. Skoro to wiesz, wiesz również dlaczego nie zawiadomię policji. I wiesz o Carry, prawda?
< Tak. Już się nie boję. Już się nigdy nie będę bała. Wiesz dlaczego, prawda?
< Wiem. Może tak teraz myślisz. Potem będzie inaczej.
< Chciałbyś?
< To nie ma przyszłości.
< Aron. Ja nie zrobię niczego nieuczciwego. Ale już wiesz. W ciągu tej chwili stałam się dorosła i już bardziej nie będę.
< Chodzi ci o porwanie?
< Wiesz, że nie. O TO! Zadzwoń do Sary, bo się niepokoi.  
< Nie muszę, a właściwie nie mogę. Jestem z tobą. Wiesz. Działam, a ty trwaj. Jest teraz za piętnaście jedenasta. Może za mniej niż dwanaście godzin uwolnie cię.
< Wierzę ci. Powinnam drżeć ze strachu, a jestem spokojna. Spokojna i szczęśliwa. Dziękuję.
< Nie zrobiłem niczego wielkiego. Robię to co mogę. Każdy by tak zrobił.
< Nie Aron. Ja wierzę, że to masz, bo to coś co ci pozwoliło na to. Wiedziało, że ty to zrobisz.
< To pewnie Bóg.
< Też tak czuję, ale jakby pośrednio. Tamte sprawy są za bardzo skomplikowane. Działaj.
   Od razu połączyłem się z Sarą. W myślach, oczywiście. Wiedziałem natychmiast, ale sprawiało mi rozkosz z nią rozmawiać. Wiedziałem, że odbiera to tak samo. Podobnie jak odbierała to Gabri. Ale z brunetką było coś jeszcze. Nie za bardzo chciałem tego, ale byłem świadomy i w pewnym sensie to rozumiałem, chociaż wiedziałem, że to nie ma sensu i przyszłości. I od razu mieliśmy konwent, że nigdy nie będziemy o tym rozmawiać. Ani w myślach, ani normalnie
< Zadawali mnóstwo pytań. Ale pewnie wiesz jakie.  
< Wiem, ale sprawia mi radość kiedy się tak łączymy.
< Co z Gabrielą, bo tego nie wiem?
< Wiem gdzie jest. Musze ją wyzwolić. Facet jest byłym komandosem. To zabójca. Bez sumienia. Jedyną szansą będzie zaskoczenie.
< Zabijesz go?
< Bardzo chciałbym, ale jestem potrzebny na wolności. Ale on umrze. Wiele osób umrze. Wiem, że tak się stanie, tylko nie wiem jeszcze jak.
< Nie mogę połączyć się z mamą. Widocznie to nie działa z każdym.
< Tak, kochanie. Ja też tego nie potrafię i nie rozumiem dlaczego. Przecież ją kocham!

100%2
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i dramaty, użył 2078 słów i 11460 znaków, zaktualizował 4 sty o 3:11.

Dodaj komentarz