Wyścig ze śmiercią cz 3

Wyjechał na większą ulicę, ale wciąż go widziałem. Trwało to ładnych kilka minut, niestety z powodu ilości pojazdów nie zdołałem się zbliżyć na tyle, by odczytać numery rejestracji. Nie miałem też pewności czy jest to ford czy chrysler. Ciemny van. Może szary, zielony lub niebieski. Kiedy dzieliło mnie jakieś sześć wozów od niego, skręcił w prawo. Zanim światło zmieniło się na zielone, zgubiłem go.  
  Pierwsza myśl, to zawiadomić policję. Myśl ta umarła w zarodku. Co powiem? Że widziałem jak ktoś kogoś porwał? Że mają szukać vana? Nonsens. Szybko wyjąłem komórke i zadzwoniłem do córki. Miałem ją w kontaktach.  
Skręciłem z piskiem opon. Fuzjon to nie wyścigowy samochód i wył jak szalony. Zdołałem dogonić grupkę pojazdów. Rozglądałem się. Och co za szczęście! Miałem go! To było szalenie ważne by go nie zgubić. Miałem świadomość, że od tego zależy życie dziewczyny. Jechałem nie tracąc pojazdu z oczu i jednocześnie połączyłem się z Sarą
- Hej.
- Hej daddy, gdzie jesteś?  
- Jadę samochodem. Mam prośbę. Nie pytaj. Zadzwoń do Gabrielli i oddzwoń do mnie.
  
Trzymałem się w odległości kilkudziesięciu metrów od Grand Cherokee, bo już wiedziałem markę. Zdołałem odczytać trzy pierwsze numery z tablic rejestaracji.
  Poprosiłem co prawda córkę, by zadzwoniła do niej, ale przecież miałem pewność. Co do bardzo bardzo smutnego faktu. Ktoś porwał najlepszą przyjaciółkę mojej córki.
  Wiele pytań cisnęło mi się do głowy, ale pierwsze brzmiało. Co Gabri robiła tu o tej porze? Czy szła do Sary? Skoro tak, to czemu ktoś nie podwiózł jej pod dom? Poza tym Sara mówiła, że jest z nią, w jej domu. Chociaż, jak czułem, była pewnie ze swoim chłopakiem. A może nie...
Moje rozmyślania przerwał sygnał komórki. Sara,
- Daddy? To dziwne. Najpierw miałam sygnał, a kiedy drugi raz zadzwoniłam, maszyna powiedziała, że numer jest nieosiągalny. Jak to możliwe? Dlaczego o to prosiłeś, żebym zadzwoniła?
- Kochanie, wiem że to zabrzmi dziwnie i źle, ale widziałem jak ktoś ją porwał.
  Nastąpiła chwila ciszy. Kiedy tylko odezwała się znowu, odczułem jej strach i wszystko inne.
- Tatusiu! Co się dzieję? Mama przed chwilą wyszła i ciebie nie ma. Boję się!
- Nie bój się. Nie wiem jak to wiem, ale tobie nic nie grozi. Wiesz gdzie pojechała mama?
- Nie. Powiedziała tylko, że jedzie coś skończyć raz na zawsze.
- Kochanie, to bardzo ważne. Powiedziałaś, że jedziesz do niej. Nie chcę sprzeczki. Byłaś z nią czy Jacksonem?
- Czasem, dosłownie kilka razy mówiłam, że będę z nią, a byłam z nim. Ale dzisiaj byłam u niej. Niestety dzwonił Keneth... On spotkała się z nim, a ja wróciłam taksówką do domu. Musieliśmy się minąć z tobą...
  Czas płynął i w sprawa życia czy śmierci Gabrielli Galetti miała kluczowe znaczenie, ale odczułem, że i inne życie może być w niebezpieczeńswie.  
- Saro, mama pojechała na 466 Warren st tam gdzie mieszka Elle Larson. Proszę cię zadzwoń na policję. Ja nie mogę. Powiedz, że życie pani Elle Larson jest zagrożone. Podaj im jej adres. Powiedz, żeby obserwowali dom.
- Daddy, przerażasz mnie. Dlaczego ty do nich nie zadzwonisz?
- Nie mogę. Za chwilę ci powiem dlaczego. Ja nie chcę by mama zrobiła coś złego, a czuję, że chce to zrobić. Nie mogę uratować dwóch żyć na raz. Nie wiem czy mogę uratować chociaż jedno. Wyłączam komórkę. W ten sposób mnie nie namierzą, a jeżeli tak, to dobrze. Nie bój się.
  Czułem, że chciała mi jeszcze coś powiedzieć, ale jej nie dałem. Poczułem się słaby, niepotrzebny, do niczego nie przydatny. Niby dogoniłem porywacza, ale co mogłem?  
  
Czy kiedyś miałeś taki stan, że czułeś się niepotrzebny na tym świecie? Dodatkowo winny, jakbyś był sprawcą wszystkiego. Wszystkich złych rzeczy, które wydarzyły się od początku powstania świata.
  Ja właśnie się teraz tak czułem. Wpadałem coraz szybciej i szybciej w czarną otchłań. Bez dna i światła. Spadałem i spadałem. Nie widziałem nic nad sobą, z boku i w dole. Nawet nie widziałm siebie. Tak jakbym nie istniał, a jednak spadał. Tak głęboko, że nawet sam Bóg by mnie nie mógł tam znaleźć. Szczerze mówiąc nie myślałem w tej chwili o Bogu. Moja wiara, o ile istniała była słaba. Tak słaba, że nie byłaby zdolna przesunąć nasienia mleczu na wietrze, a co dopiero góry!  
  I kiedy już mnie literalnie nie było ani dla siebie, ani dla innych, coś mnie zatrzymało. To tak jakby coś leciało z prędkością światła i zostało zatrzymane na drodze krótszej niż grubość włosa.
  Widocznie w tej materi prawa fizyki nie działały, bo nie odczułem żadnych naprężeń. Zatrzymanie nastąpiło natychmiast i jednocześnie w tej samej chwili poczułem, że mogę. Co? Czuć myśli. Mogłem Sary, bo ją kochałem. Przemknęła mi myśl, że wówczas, kilka tygodni temu w kawiarni, byliśmy blisko siebie i dzięki temu to mogło zaistnieć. Ale ja odczułem w tej chwili, że może tak być. Po prostu ona mogła czuć i znać moje myśłi, a ja jej.
  Do tej pory nie miałem głębszych uczuć w stosunku do Gabrielli. Właściwie żadnych. Dotychczas zamieniliśmy może kilkanaście zdań od czasu jak córka ją poznała. Lecz w tej chwili młoda włoszka miała dla mnie większe znaczenie niż wszystko inne. Dlaczego? Bo mogłem pomóc by śmierć jej nie doścignęła. Czy myślałem w tej chwili negatywnie? Nie. Miałem całkowite poczucie odpowiedzialności co do tego.  
< Gabriella - szepnąłem w myśli.
   Nie otrzymałem odpowiedzi. Czy się spodziewałem tego? I tak i nie. Nie odebrałem tego jak kompletnej porażki.  
< Gabriella - powtórzyłem w myśli.  
  Nic. Powtarzałem to kilkanaście razy. Bez złości czy innego nastawienia emocjonalnego.  
  Samochód porywacza zjechał z głównej drogi. Zrobiłem to również po kilkunastu sekundach. Zwolnił i wjechał na swój podjazd. Miałem mikro nadzieję, że zostawi vana na zewnątrz. Idiota ze mnie! Miał przecież cenny ładunek w bagażniku.  
  Otworzył drzwi garażu i wjechał. Oczywiście drzwi garażu się zamknęły. Obok dostrzegłem drugi samochód. Zatrzymałem swoje auto i wyłączyłem światła. Miałem go! Wcale nieuspokojony tym faktem nadal powtarzałem w myślach jej imię. Prawdopodobnie musiałem wierzyć, że w końcu otrzymam odpowiedź. I otrzymałem.
< Kim jesteś? - oczułem strach w jej myśli.
   A więc to działa! Nie ważne jak. Działa.
< Jestem Aron, ojciec Sary. Nie bój się.
< Już się nie boję tego, ale boję się czegoś innego. Pomóż mi, ktoś mnie porwał! Leżę w bagażniku.  
< Wiem. Widziałem scenę, jednak byłem za daleko. Śledziłem samochód i wiem gdzie jesteś. Nic nie mów. Udawaj że śpisz, bo cię uśpił, prawda?
< Chyba tak. On mnie skrzywdzi! Zgwałci i zabije!
   Jak można myśleć o dwch rzeczach na raz. Ale miałem tego świadomość, że tak jest. Myślałem o niej. Więcej, prowadziłem z nią wymianę myśli, a jednocześnie myślałem o czymś co powiedziała.
W większości takich wypadków, kłamiemy. Mówimy: Och nie martw się, będzie dobrze. Ale ja nie wiedziałem co zrobi ten człowiek. Nie miałem przekonania co zaraz zrobi. I przesłałem Gabrielli prawdziwą myśl
< Nie wiem. Robię co mogę. Nie jesteś sama. Spróbuj dostrzec gdzie jesteś. Może zapamiętasz jakiś szczegół. Wówczas mi powiesz. Wiem, że jesteś w wielkim stresie i strachu, ale spróbuj.
< Jak możesz słyszeć moje myśli? Bardzo się boję, ale to nie jest normalne i dlatego zapytałam o to.
< Kilka tygodni temu zacząłem znać myśli Sary, a ona moje. Byliśmy w kawiarni. Ale to miało miejsce tylko raz. Teraz jest inaczej, ale to działa. Śledziłem samochód, ale na chwilę go straciłem i wóczas poczułem, że przestałem być potrzebny na tym świecie. I zacząłem spadać w niekończącą się otchłań, ale coś mnie zatrzymało. I uwierzyłem, że mogę tak i z tobą. Jesteś tam czysta jak moja córka. Nie potrafię określić... Nie ważne... Co tam robiłaś?
< To Keneth. Mój chłopak. Chciał się spotkać tam. Powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. Przywiózł mnie tam i kazał czekać. Powiedział, że poznam kogoś ważnego. Nie rozumiem...Wrobił mnie w to. Jak mógł to zrobić!!
< Posłuchaj Gabri, tak będę cię nazywał. Wiem, że to szalone, ale to się uda. Teraz jest bardzo ważne co ci chcę przekazać. Skoro ten nikczemnik to zrobił, mówię o Kenthcie, znaczy że jest to porwanie w jakimś celu. Mam nadzieję, że ten kto tego dokonał, nie jest zboczeńcem. Nie wiem. Jestem z tobą. Jeżeli zacznie coś robić... wjadę w jego garażowe drzwi. Jeżeli jednak gdzieś cię zamknie... mam plan.
< Zawiadom policję.
< Gabri, nie mogę tego zrobić. Coś mi mówi, że to zły pomysł. Zaufaj mi.
< Aron on otworzył drzwi samochodu...
< Udawaj nieprzytomną.
< Wziął mnie na barana i gdzieś niesie. Idzie w dół. Otwiera jakieś drzwi. Tu jest chłodno, ale chyba cieplej niż na dworzu. Kładzie mnie na materacu. Muszę zamknąć mocniej oczy, żeby nie zobaczył. Przypina mnie, chyba do łańcucha. Mam kajdanki na rękach. Wychodzi. Zamyka drzwi. Jest ciemno, ale nie całkiem. Czułam od niego alkohol. Wódkę, ale nie był pijany. Czułam, że.... jest bardzo zły.  
< Gabri. Rozumiem, że się boisz. Jestem z tobą. Nie wiem na ile ci to pomoże.
< Aron. Chyba mam mokro. Rozumiesz...
< To nic, kochanie. Nie będę się odzywał, ale jestem z tobą. Czujesz?
< Tak. Nie zostawiaj mnie. Boję się!
< Nie zostawię.  
   Czułem ją. Jej szalejące serce, adrenaline we krwi, przyspieszony oddech. Ból ciała. Ale wiedziałem, że mnie czuje. Postanowiłem uspokoić ją. Jak? Nie myślałem jak. Chciałem ją uspokoić. Poczułem, że wszystko jest na dobrej drodze. Oddech zwolnił, bicie serca, również. Adrenalina nadal była we krwi, ale organizm przestał ją tworzyć w namiernym stopniu.  
  Musiałem czegoś się złapać. Alkohol. Absolut. Ona powiedziała , alkohol. Ja wiedziałem, że to wódka i wiedziałem konkretnie jaki rodzaj. Szwedzka wódka o nazwie absolut. Szukałem w Gabrielli czegoś. Kurtka, rodzaj chłodu. Tym razem nigdzie nie wpadałem i nie leciałem w dół. Miałem nadzieję. Wiedziałem jedno. Jeżeli za chwilę do niej nie zejdzie, to jest porwanie. Prawdopodobnie dla okupu. Wiedziałem, że brzmi to źle, ale to było lepsze niż gdyby jej chciał zrobić coś bardzo złego.  
  
Nie miałem żadnego treningu. Umiałem strzelać, bo dawno temu się nauczyłem. Nie byłem agresywny. Nie miałem dużej ilości pieniędzy. Nie umiałem się bić, nigdy nikogo nie napadłem. Niczego nie ukradłem...  
  W tej chwili stałem kikadziesiąt metrów od domu, w którym porywacz przetrzymywał koleżankę mojej córki. Nie chciałem myśleć jak się czuje Gabriella. Musiała czuć katusze i być śmiertelnie przerażona. Poczułem pewnego rodzaju rozluźnienie, ale nadal nie miałem całkowitej pewności. Wiedziałem, że gdyby on zszedł na dół, sam wjechałbym w drzwi wejściowe moim Fordem... Może bym zginął, a może i nie.                                                                                                                                                         Wiedziałem, że wówczas to bym zrobił, a ułamek wcześniej zadzwonił na policję. Tylko wówwczas, bo to by była ostateczność. Po rozluźnieniu, poczułem jak napięcie rośnie. Czekałem. Czułem ją. Oboje czekaliśmy. Po pięciu minutach miałem prawie pewność, po dziesięciu, już całkowitą. Porwał ją. Na to wzkazywała wystawka. Keneth. Dlaczego?  
  Powinienem myśleć o żonie. O córce, o Elle. Miałem pewność, że Sara skontaktuje się ze mną zmysłowo. Ale najpierw spróbuje zadzwonić.  
  Czułem Gabriellę i czułem, że ona mnie czuje. Zacząłem normalnie analizować sytuację. Pierwsze, dlaczego nie mogę zawiadomić policji. Znałem miejsce i ofiara była w środku. Nie chcodziło o moją żonę. Chodziło o coś bardziej ważnego. O życie Gabri. Czułem, że jak to zrobię, Gabri zginie. Czułem, że ten kto to zrobił jest profesjonalistą. I kiedy będzie osaczony, zabije ją. Może siebie, ale co do tego nie miałem pewności.  
Zaczałem się zastanawiać co zatem muszę zrobić. Nie miałem broni. Co bym zrobił gdybym miał?
  Jaką szanse bym miał go namierzyć? Skoro wjechał do garażu z pewnością tak samo, wyjedzie. Może wyjedzie drugim wozem. Nie dostrzegłem marki. Pewnie ma drugi dom.  
Miałem nad nim tylko taką przewagę, że Gabriella by mi powiedziała w sposób zmysłowy, czy jest tam nadal, czy ją zabrał gdzieś znowu. Mój szósty zmysł mi mówił, że porywacz ma drugi dom. A ten jest na inne nazwisko. Jeżeli gdziekolwiek pojedzie, prawdopodobnie wjadę samochodem w drzwi i... Od razu miałem odpowiedź. To nic nie da. Ona jest solidnie zamknięta. Może w tym czasie facet wróci i wówczas co? Może ma broń? Pewnie ma. Skoro porwał, pracuje dla kogoś. Jeżeli tak, jest specem. I może być jeszcze milion ale... Byłem znowu bezsilny. Kurwa!
< Dady?
   Sara weszła w moje myśli. Nieco mniej przerażona.  
< Kochanie?
< Dzwoniłam, ale poczułam, że chcesz tak.
< Dobrze poczułaś.
< Policja dzwoniła. Miałeś rację. Mama ją napadła. Nie powiedzieli mi, ale zaraz po rozmowie, miałam myśl i sprawdziłam. Mama zabrała kij do baseballa. Boże!
< Wiesz co się stało z Elle Larson? Jestem w kontakcie myślowym z Gabriellą. Porwano ją. Stoję przy domu w którym jest uwięziona. Nie mogłem połączyć się z mamą w ten sposób. Widać nie ze wszystkimi mogę.
< Powiedzieli, że zaraz po mnie przyjadą. Będą mnie przesłuchiwać. Czuję, że mnie zignorowali i nie pojechali obserwować domu Elle. Pytali o ciebie. Powiedziałam, że wyszedłeś...
< Nie mów im gdzie jestem. Saro, nie mam dowódów, ale policja nie może się dowiedzieć. Chyba, że w ostateczności.

100%2
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i dramaty, użył 2593 słów i 13942 znaków, zaktualizował 4 sty o 3:10.

1 komentarz

 
  • Iga21

    Dobre jest. Takie specyficzne. Czekam na ciąg dalszy

  • AlexAthame

    @Iga21 Miło, że ci się podoba. Wiem, że wygląda na fantazje, ale moja żona tak ma. Zna myśli. Ja w mniejszym stopniu. Ona ma jeszcze inne dary... Nie znaczy, że jest i jej i mnie łatwiej. Wierz mi.

  • Iga21

    @AlexAthame domyślam się

  • Iga21

    @AlexAthame jakby mi się skojarzyło z fantazją to bym tego nie czytała bo to jedyny chyba gatunek, który nie trawię

  • AlexAthame

    @Iga21 Całe życie jest fantasy. Co jest tam że nie trawisz?Ja pisałem fantasy ale w większości jest inne niż normalne fantasy. Nie interesuje mnie tysiąc czytelników.Wystarczy mi jeden, ktory coś dostrzeże.Cos innego niż czyta.