Wyścig ze śmiercią cz 18 ostatnia

Usłyszeliśmy syreny wozów policyjnych. Tym razem to byli dobrzy, uczciwi policjanci. Rozmawiał z nimi Will i Louisa. Po kilku minutach przyjaciele wrócili do nas.
- Niedługo przyjadą tu federalni. Potrzebują wyjaśnień.

Rzeczywiście, przyjechało prawie dwa tuziny różnych ludzi. Nadal rozmawiali tylko z Kraftem.  
  Tę noc spędziliśmy w domku. Pozostawiono na zewnątrz sześciu policjantów, chociaż wszyscy mieli wrażenie, że nic nikomu nie grozi.
  Przed zaśnięciem rozmawiałem z Williamem.
- Podobno w zniszczonym domu znaleziono ślady krwi. Góra została kompletnie zniszczona, ale piwnica nie. Wiele śladów wskazuje na liczne porwane osobu. Wiele innych jest nieznanych.
- To porwane i zabite osoby przez tego zabójcę. Większość ofiar została zlecona mu przez Alamando. Casaneu miał na sumienie wiele niewnnych ofiar.
- Skąd to wiesz, Aronie?
- W czasie kiedy miałem ten dar, wszedłem w myśli tego mordercy jak również Alamando. Niestety, to żadne dowody dla policji czy sądu.
- Tak... Chcą zrobić bohatera z Hektora Trentona, nigdy się na to nie zgodzę.
- W takim świecie żyjemy! Prawda nigdy nie dociera do mas.
- Jeżeli nie zgodzą się na to, bym ujawnił jego powiązania z Alamando, zrezygnuję ze służby.
- Czyli co? Zostaną przekupni i ci co przymykają oczy na zło, tak? A dobry policjant ustąpi?
- Tak. Nie chcę mieć nic z nimi wspólnego. Jest dużo rzeczy, które mogę robić.
- A Louisa?
  Uśmiechnął się.
- Jest ze mną. Jeżeli ja odejdę i ona to zrobi.

Następnego dnia wróciliśmy do miasta. Nikt nie łączył mojej osoby ze zniszczeniem domu. Chłopak z pizzerni nigdy się nie zgłosił na policję. Po przesłuchaniach dano mi spokój. Dopiero trzeciego dnai pojechałem z córką aby mogła odwiedziła matkę. Nie widziałem się z Carry, bo nie chciała mnie widzieć. Zrobiono jej prześwietlenia głowy i znaleziono guza. Kilku lekarzy zasugerowało jej nietypowe zachowanie, właśnie z tym związane. Na razie pozostawała w tym ośrodku.
  
Mieszkałem z Sarą. Zaczęła chodzić do szkoły. Gabriela mieszkała z rodzicami, a Felicja u siebie.  
  Wróciłem do pracy. Powoli wszystko wracało do normalności. Ale czy na pewno? Miesiąc potem Carry została skazana na dwa lata w zawieszeniu, ale pozostała w ośrodku i poddano ją terapi. Lekarz prowadzący zaczął dostrzegać poprawę. Kiedy zacząłem odczuwać nadzieję, poprosiła o widzenie ze mną. Ucieszyłem się w środku. Oczywiście kochałem Gabri, ale trzymałem to w głębi serca. Nadal starałem się przekonać siebie, że kocham żonę.
- Chciałaś mnie widzieć - odezwałem się miło do żony. Nadal przebywała w sektorze zamkniętym.
- Tak. Mam coś z głową. Nie czuję bólu, ale podobno jest tam guz. Nie wiem czy zdecyduję się na operację.
  Poczułem się dziwnie. Carry była wciąż młodą kobietą.  
- Wszystko będzie dobrze...
- Tak tylko mówisz. Aronie. Ale... ja ciebie nie kocham. Nie wiem czy to również przez ten guz. Chyba nie. Jesteś dobrym człowiekiem. Kochasz naszą córkę. Jeżeli umrę, opiekuj się i dbaj o nią.  
- Carry! Nie mów tak. Nie każdy guz jest śmiertelny. Czasem samoistnie znika...
- Być może. Mówie to żebyś wiedział. Nie chcę cię wiązać ze sobą. Chcę rozwodu.
- Ależ Carry! Dlaczego?
- Tak będzie lepiej. Byłam złą żoną. Zazdrość mnie pochłonęła. A nie miałam powodów. Uratowałeś tę dziewczynę. Jesteś bohaterem. Ale to nie zmienia mojego serca. Coś się skończyło. Może bez powodu.
- Nie chcę tego przyjąć. Nie zgadzam się na rozwód.
- Możesz się nie zgadzać. Podjęłam decyzję. Idź już, chcę być sama.
  Patrzyłem na nią i czułem autentyczny smutek.  

Wróciłem do domu całkowici rozbity. Oczywiście Sara to zauważyła.  
- Co się stało, tato?
- Mama chce rozwodu.  
- Wiem, mówiła mi. Wyraża się o tobie dobrze, ale nie czuje do ciebie uczucia. Nic jej nie mówiłam o Gabri...
- Kochanie. Wiem, że ona mnie kocha. I ja ją. Ale to nigdy nie będzie pracować. Z jednego powodu. Nie mogę być z osobą w wielu mojej córki. Nigdy.
- Gabri rozmawiała ze mną. Wiesz co powiedziała?
- Nie.  
- Powiedziała, że poczeka.
- Och! To minie, zobaczysz. Pozna kogoś...
- Sam się oszukujesz. Ona nie zrobi nic by ci przeszkadzać. Ale nie będzie z nikim. Jak może być, skoro kocha ciebie?
- Zobaczymy. Czas pokaże.
- Chcesz testowac jej miłość czy swoją?
  Popatrzyłem jej w oczy. Podeszła do mnie i wtuliła się mocno w moje ramiona.
- Tato. Jestem twoją córką. Wiem, że to trudne. To moja mama. Chiałabym żebyście się kochali, ale nic nie mogę zrobić. Ty zrobiłeś wszystko co mogłeś. Byłeś dobrym ojcem, mężem i człowiekiem. Ale nic na to nie poradzisz. Będziesz z Gabrielą kiedy przestaniesz kochać mamę. Bo ona będzie na ciebie czekać. Wiem to. Wolałabym, żebyście byli razem z mamą, ale nie jestem już małym dzieckiem i rozumiem wiele. A to krótkie doświadczenie, kiedy byliśmy razem w myślach, zostawiło trwały ślad w moim sercu i umyśle. W niektóych sprawach nic nie możemy zrobić. Możemy coś zaakceptować lub nie. Możemy robić coś zgodnego ze swoim sercem, lub męczyć się. Życzę tobie byś był szczęśliwy. Ale wiesz, że nie mogę nic pomóc. Jestem z moim chłopakiem i czuję jak coraz bardziej się rozumiemy. Nasze uczucie wzrasta. Chcemy się, ale czekam z tym. Czy do ślubu, nie wiem. Czy mogę mieć pewność, że będę z nim do końca życia? Nie wiem. Chciałabym. Ale odnośnie ciebie i Gabrieli, wiem. I ty to wiesz. Czy mama wie, tego nie wiem. Powiedziała mi coś dziwnego, co wzkazuje, że coś wie. Tylko nie wiem z jakiego źródła. Powiedział mi, że nie będzie już zazdrosna. O nikogo, a szczególnie o Gabrielę.
  Poczułem się dziwnie.  
- Skąd ona może wiedzieć? Przecież nikt jej nie powiedział?
- Właśnie. Próbowałam z nią rozmawiać o was. Powiedział mi, że coś wygasło w jej sercu i nie wie dlaczego. Wyznała mi coś co mnie wzruszyło. Powiedział, że chciałaby byś był szczęśliwy. Wie, że ty chciałbyś by zaczęła cię kochać, ale ona wie, że to się nie stanie.  
- Tak, to prawda. Nie mogę kochać Gabrieli i Carry, razem. Wiem, że powinienem kochać mamę, a Gabri nie.  
- Ale to nic nie zmienia, prawda? Czujesz, że miłość do mamy odchodzi i nic nie możesz na to zrobić. Nie unieszczęśliwisz Gabri, bo ona jest szczęśliwa. Jest, bo cię kocha. Wiesz to tak samo dobrze jak ja, albo lepiej.  
- Tak, kochanie. Ale człowiek ma w sobie coś, co jest ponad tym wszystkim. Ja nigdy nie będę z Gabri.  
- Ale chciałbyś, prawda? Czujesz, że twoja miłość do mamy wygasła. Tylko chcesz ją nadal kochać. Bo może sądzisz, że to twój obowiązek. Proszę cię tylko o jedno. Bądź uczciwy w swoim sercu i sumieniu.  
- Jestem.  
                                                                        *
Od tych wydarzeń i rozmów minęło pięć lat. Moja córka od trzech lat jest zamężna. Carry rozwiodła się ze mną. Wyszła ze szpitala. Mieszka sama. Spotyka się z innym mężczyzną. Guz się nie rozwija, ale i nie zmniejsza. A Gabriela? Czeka na mnie. Czasami się spotykamy. Widzę miłość w jej oczach. Dostrzegam tam coś jeszcze, ale jest wierna przyżeczeniu. Nigdy więcej nie próbowała mnie pocałować. Czy kiedyś będziemy razem? Chciałbym. Naprawdę. Wmawiałem sobie, że to się nigdy nie stanie. Może z obowiązku, może z innych powodów. Serca nie można oszukać...  
Will i Louisa wystąpili z policji. Są razem, wzięli ślub.  

Siedzę przy stole i patrzę na zdjęcie Sary, zdjęcie Carry i zdjęcie Gabrieli. Jak długo będę z tym walczył? Nie wiem. Chyba już niedługo. Moje serce i sumienie chyba dojrzało by zaakceptowac fakt, że mogę być z kobietą, którą uratowałem. Mogę, bo przecież chcę tego od dawna...Może właśnie stało się to po to. Czuję się naprawdę dziwnie.  
Wyjąłem komórkę i zadzwoniłem do niej.
- Tak? - słyszę jej głos.
- Wybaczasz mi, że to trwało tak długo?
- Nie mam ci czego wybaczać. Dla mnie to było jak pięć minut.
- Gabri, ja...
- Wiesz, że wyznania przez telefon są nic nie warte. Nie jestem romantyczna. Nie musisz mi kupować kwiatów ani mówić. Ja wiem.  
- Jesteś pewna, że chcesz być z człowiekiem, który jest osiemnaście lat starszy od ciebie? I co powiedzą na to twoi rodzice...
- Oni już dawno wiedzą. Powiem ci coś. Nie byłam z tobą uczciwa...
- Nie rozumiem? W jakim sensie.
- Ja nigdy nie utraciłam kontaktu z tobą. Ty i Sara przestaliście czuć, ale ja nigdy. Czułam cię każdego dnia, każdej nocy. W każdej sekundzie. Nie próbowałam ingerować. Czekałam.
- Kochanie...
- Mogę przyjechać?
- Wiesz, że tak.
- Dobrze, to będę za dwadzieścia minut. I już zostanę.
  Rozłączyła się.  
Popatrzyłem na meble. Na wszystko.  
  Aha, zapomniałem dodać. Sprzedałem dom, jakieś dwa lata temu i kupiłem inny, nieco mniejszy. W końcu tam wszystko przypominało by mi Carry.
- Czyli byłaś cały czas w mojej głowie i myślach. Zazdroszczę ci. Wiesz, że byłem uczciwy - szepnąłem do siebie.
< Wiem - szepnęła.
< A więc i ja mam to z powrotem!
< To zawsze było blisko. Czekało na twoją decyzję. Będziemy to kontrolować, wiesz dlaczego. Czasami lepiej nie wiedzieć.
< Masz rację najdroższa.
< No, ale tym razem wiesz. Więc nie będziesz zaskoczony.
< A jeżeli kiedyś przestaniesz mnie kochać jak Carry?
< Nie przestanę. I wiesz co? Wiem, że wiesz. Cieszę się. To mogło być już wówczas, ale nie mogłeś.  
   Przyjechała prawie po dwudziestu minutach. Patrzyła na nie jak zawsze.
- Nie obawiasz się? - zapytała.
- Czemu pytasz, Gabri? Wiesz, że troszeczkę tak.
- Nie musisz, wiesz co jest w moim sercu i umyśle.
  Powoli zaczęła zdejmować wszystko...  

                                                                        Koniec.

Dziękuję wszystkim, którzy byli z Aronem i Gabrielą od początku do końca.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał, użył 1855 słów i 9862 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    A czemu tu nie ma pół-palców, tylko dywizy? Nununu

  • AlexAthame

    @agnes1709 Bo krótsze jest lepsze

  • AlexAthame

    @agnes1709 Za dużo kawy na noc i oto rezultat.To jest chyba 3/4 pusi, a nie pół