Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

To, co umiem najlepiej. 8

Camilla.

Sama się nie poznaję! Jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a mnie tylko jedno w głowie. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że jest mi z nim tak dobrze. Praktycznie cały czas. Nie chodzi o kochanie, ale i to jest takie super, może w ten sposób chcę mu przekazać, że jestem taka szczęśliwa. Już się uspokoiłam, wiem, że on też tego chce, tylko z naszej dwójki on bardziej stoi na ziemi. Nie zastanawiałam się nad tym, ale jak do tej pory wszystko idzie dobrym szlakiem. Zastanawia mnie Clara. Odniosłam wrażenie, nie, raczej odczucie, że ona ma jakiś stosunek uczuciowy do Noah'a. Nie mogę mu tego powiedzieć, bo jeżeli się mylę? Tak naprawdę odczułam, że jest jego prawdziwą matką, a co gorsze, Ojciec, jest jego prawdziwym ojcem. Boże! Co za potwory! Może Clara nie jest taka. Tak właśnie to odebrałam. Matka jest zawsze matką, ale czasem jest pod silnym wpływem męża. Nie próbuję w to wchodzić, bo jest to dla mnie aż bolesne. A cóż dopiero odczułby Noah! Może się mylę. Może po prostu kobieta nie miała nigdy dzieci i mojego kochanka wybrała, poczuła coś do niego na wzór miłości matczynej. Noah nigdy nie jest na mnie zły. Kokietuję go, chcę go, a on w delikatny sposób mi odmawia. Niestety jego działanie tylko odnosi taki skutek, że jeszcze bardziej tego chce. Czuję go, wiem, że chciał mi powiedzieć, jak się zachowuję, ale zmienił zdanie. Ciekawe co wymyśli. Z życia szarej zahukanej myszki przerodziłam się w królową. Czerpię każdą chwilę radości spędzoną u jego boku.  
                                                                           Noah
Nie powinienem tak ryzykować, może to głupi pomysł. Skoro to zrobię, ona będzie miała powód, by nalegać. A naprawdę zależy mi, by ja ochronić. Szkopuł w tym, że zaczęło mi zależeć i na moim życiu. Bo pierwszy raz mam po co żyć. Pamiętałem jej słowa. Nie chcę, byś dla mnie umarł, chcę byś dla mnie żył. Gdybyśmy mogli zniknąć! Zaszyć się gdzieś, w jakimś kraju Ameryki Południowej. Życie jest tam stosunkowo tanie, a ja mam sporo pieniędzy. Poza tym mógłbym przecież coś robić, nie mam dwóch lewych rąk. Otworzyć restauracje lub sklep. Cammi z pewnością by mi pomagała. Czuję, że jestem dla niej wszystkim. To dobrze, ale też i źle. Człowiek powinien żyć swoim życiem. Może nie do końca rozumiem jej poczynania. Jestem dzieckiem w sprawach uczuć. Może gdyby zaistniały inne okoliczności, pytałbym ją. Chciałbym się rozwinąć w uczuciach, w odczuwaniu, ale tak? Jaki pomysł mi przyszedł? Chciałbym zrobić test. Sprawdzian miałby dotyczyć jej. Chcę jej powiedzieć, że jeżeli potrafi się powstrzymać, pozwolę jej brać udział w akcji. Zakładam, że nie zdoła go zdać. Wówczas będę miał pełne prawo powiedzieć jej, że jest to dla niej zbyt niebezpieczne i musi po prostu czekać gdzieś ukryta. Nigdy się nie bałem, bo wyzbyto nas strachu. Czy teraz jest inaczej? Nie zmieniłem się w tym tak bardzo, niestety zmieniły się priorytety. Nie mogę pozwolić sobie na komfort śmierci. Po pierwsze nie mógłbym jej nadal bronić. Fakt, gdybym umarł, co przyniosłaby mojej rodzinie śmierć Camilli? Chcą mnie zabić, a wcześniej sprawić ból. Tak, z pewnością tego chcą, może nie cała rodzina, tylko Ojciec. Jaka szansa jest na to, że ktoś z reszty nich zrozumie, że zemsta jest uczuciem i Ojciec jest hipokrytą? Pozostawała jeszcze ważniejsza część. Ja jako martwy bym nic nie czuł, jednak ona jako żywa, tak. Wiadomo, że płacz kiedyś ustaje i łzy się kończą. W końcu życie nie jest sprawiedliwe i przeważa w nim ból i smutek. To góruje znacznie nad radością i rozkoszą. Camilla jest piękna i trudno by jej się było odgonić od adoratorów. Ze zrozumiałych powodów najpierw by nie chciała mieć nikogo, w końcu natura by zwyciężyła. Pewnie do końca swoich dni miałaby mnie gdzieś w głębi swojego serca. A może jednak już nigdy by nikogo nie poznała i to z wyboru. Kto wie? Musiałam się jak najszybciej otrząsnąć z tych dołujących myśli. Muszę wygrać i nie zginąć! Tylko pozostawałem realistą. Nawet jeżeli byłem najlepszy, to ich było wielu, a ja sam. Oni nie mieli nic do stracenia, ja tak. Zrzuciłem z siebie, a raczej ze swojego środka te negatywne myśli i się stałem natychmiast tym Johnem Smithem, jakiego zawsze znałem. Ten dawny człowiek we mnie kalkulował szanse. Zawsze. I teraz podobnie, uwierzyłem, że Camilla nie zda testu. Idiota!
– Nadal chcesz mi pomagać?
Jej oczy się roziskrzyły i uśmiech pojawił się na jej twarzy.
– Marzę o tym! Co mam zrobić?
– Mieliśmy przymierzać maski.
Mina jej zrzedła. Chyba spodziewała się czegoś bardziej ekscytującego. Nie chciałem, by poczuła, że kpię.
– Zrobimy tak. Widzę, że marzysz też o czymś innym. Cały czas – na jej buzi pojawił się usmiech, ale zaraz uciekł w popłochu, gdzieś głęboko do jej jestestwa. Wyczuła mój nieco karcący ton.
– Pragnę cię, bo cię kocham. Czy to źle? – teraz już wyraźnie posmutniała.
Co za złe licho mnie podkusiło? Mogłem ją pocałować, szepnąć przeprosiny i zostawić ten idiotyczny pomysł. Ale nie, facet ma zawsze te głupie ego. Że da radę, że to nie ona rządzi! Przecież do cholery nigdy nie powiedziała słowa, zawsze wszystko przyjmowała z pokorą uległej owcy!
– Nie szydzę z ciebie – powiedziałem poważnie – szanuję to i rozumiem. Nie miałem na myśli niczego, co by mogło cię obrazić. Po prostu chcę zobaczyć, jak bardzo potrafisz się opanować. W tym co robię, uczucia przeszkadzają. Nie wiem, czy rozumiesz. Kiedy człowiek jest sam, nie ma słabych punktów. Posiadanie rodziny, osłabia. Wyobraź sobie, że mam przewagę trzymam kogoś na muszce i przyprowadzają m ciebie z pistoletem wycelowanym w twoją pierś. Co robię? Kiedyś nie znaczyłoby to dla mnie nic. Teraz jest inaczej, ale nie mówimy o mnie. Mówimy o tobie. Pomagasz mi, masz przewagę i przyprowadzają mnie z lufą na żebrach. Co robisz?
Otworzyła szeroko oczy i szepnęła.
– Masz rację Noah. Ja bym pewnie nawaliła, gdybym miała cię uratować, jednak wiem, że dałabym się zabić, żeby ciebie ratować.
Poczułem, jakby ktoś mnie uderzył czymś twardym w głowę.  
– Co mówisz! To tak się nie dzieje. Człowiek obawia się o swoje życie i upada. Wolałabyś, bym ja zginął niż ty.
Dostrzegłem coś złego w jej oczach. Twardość stali i chłód lodu.
– Sądzisz, że nie wiem, co mówię, co! Nie wiesz, kim dla mnie jesteś i co dla mnie znaczysz. Nie chcę umierać, bo jestem młoda. Jeszcze bardziej z powodu, że mam ciebie, ale nie próbuj ze mną o tym dyskutować. Dokładnie to bym zrobiła, co powiedziałam! Gdyby na szali leżało moje życie i twoje, zawsze bym poświęciła swoje, dla ciebie.
Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Zamilkłem i patrzyłem w jej oczy.
– Wybacz. Chciałem zrobić coś głupiego. Chciałem rozebrać cię do naga i założyć ci maskę, a test miał polegać na tym czy byś opanowała podniecenie i zachowywała się zimno i w sposób opanowany. Wybacz.
– Gdybym podołała, co bym osiągnęła? – wyglądało, że nawet nie jest zagniewana ani zaskoczona.
– Wówczas bym ci pozwolić wziąć udział w akcji. To było głupie. Moje głupie męskie ego. – uklęknąłem przed nią i dotknąłem czołem jej stóp.
– Noah! Co ty robisz! Nie... proszę! – poczułem jak gładzi moje włosy.
Delikatnie uniosła moją głowę i nie miałem wyboru i musiałem patrzyć na jej twarz. Uklęknęła przede mną, przeniosła dłonie z głowy na moje ramiona.
– Co ty robisz, kochanie? Wiem, że mnie kochasz. Wiem, że ty byś dla mnie umarł. Mówiłam ci, ale powiem jeszcze raz. Chcę, żebyś żył dla mnie. Nie kocham cię jednak dlatego, że mnie bronisz i że byś za mnie poświęcił swoje życie. Kocham cię, bo jesteś. Nawet nie dlatego jaki jesteś, tylko że istniejesz.
Zaczęła mnie całować po całej twarzy. 
Nawet gdybym miał plan na te chwile, musiałby poczekać. Wiedziałem, że to jest autentyczne, zresztą u mnie też wybuchło jakby w jednej chwili. Zaczęliśmy zdzierać z siebie ubrania, by się nich jak najszybciej pozbyć.
Każde zbliżenie z nią odbierałem jak marzenie, jak raj, jak doskonałość. Nie chodziło o moc rozkoszy. Naprawdę to nie było najważniejsze. Świadomość przebywania w jej bliskości. Zapach jej skóry, rodzaj spojrzenia, dotyku. Wszystko, po prostu wszystko. Och jakże ją kochałem! Kiedy leżeliśmy już uspokojeni, nadal bawiła się moimi krótkimi włosami, a ja tylko na nią patrzyłem, bo to zastępowało mi wszystko, w tej chwili, cały świat.
– Wybacz skarbie – chyba nadal jeszcze miałem w sobie poczucie winy.
– Wybaczyłam. Jesteś tak wspaniałym kochankiem, że wszystko ci wybaczę.
– Tylko dlatego? – zapytałem zdziwiony.
Znalazła się na mnie i pocałowała mnie w czubek nosa.
– Głuptasek, pewnie, że nie. Wiem, że jestem szczęśliwa i wiem, że ty jesteś. Z pewnością tęskniłeś za mną kiedy poszedłeś wykończyć tych ludzi na Hawajach, prawda?
– To prawda, chociaż podczas akcji próbuje zrobić wszystko, by o niczym innym nie pamiętać, jak tylko by wykonać najlepiej zadanie.
– Ja natomiast kiedy cię nie ma, o niczym innym nie myślę, jak o tym, kiedy wrócisz. Bardzo się spieszymy?
– Jedziemy jutro.
– Och, to mamy dużo czasu. Uwielbiam się z tobą kochać. Mówiła, to już?
– Mówiłaś, ale ja też to uwielbiam – przyznałem szczerze – wówczas nie pamiętam, kim jestem.
– Wiem, co masz na myśli. Sądzisz, że jesteś zabójcą. Nie jesteś. Jesteś dobrym człowiekiem – uśmiechnęła się i pocałował mnie delikatnie w usta.  
Bardzo chciała powtórki i nie miałem siły jej odmówić. Kiedy skończyliśmy, nie mogłem zasnąć, ona natomiast zasnęła prawie natychmiast i miałem pewność, że nie z powodu zmęczenia czy późnej pory. Długo trzymała swoją głowę na moim torsie, ale nie to stanowił powód, że nie spałem. Myślałem o tym co nas czeka. Do tej pory ryzykowałem, ale nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Teraz wszystko się zmieniło. Czy to nie była misja samobójcza? W pewnym sensie z pewnością. Jedynie przewagę dawało mi zaskoczenie. Skoro Clara dała mi adres, znaczyło, że nie jest to twierdza nie do zdobycia. W końcu nie dawałaby mi namiarów, wiedząc, że nic nie wskóram. Czy aby na pewno? Pomyślałem teraz, że dała mi adres, bym podjął decyzję. To też mogła być opcja. Przed samym zaśnięciem przyszła mi myśl. Oczywiście nie wiedziałem, że zaraz zasnę, ale to była ostatnia myśl, jaką pamiętałem rano, że miałem ją przed zaśnięciem. Nie miałem pewności, czy i z innymi ludźmi tak jest w tych sprawach. Myśl dotyczyła tego czy dobrze zrobiłem tam w Amsterdamie, że postanowiłem ją uratować. Nie zastanawiałem się chwili. Podjąłem tę decyzję w Amsterdamie i nie myślałem ani przez chwilę o zyskach, ale też i o startach też nie. Chciałem ją uratować za cenę wszystkiego. To, że pokochaliśmy się wzajemnie, stało się spontanicznie. Cóż, ze swojej strony musiałem zrobić wszystko, co mogłem, reszta pozostawała niewiadomą. 
Wstałem przed siódmą, a Camilla spała jeszcze mocno, chociaż wydała cichy pomruk niezadowolenie kiedy wysunąłem się z jej ramion. Nie wiem, jaki i dlaczego tak bywało za każdym razem, że budziłem się opleciony jej ramionami, a czasem i nogami. Zwykle wsuwała jedną nogę między dwie moje, czasem kładła udo na moje, a łydką trzymała wzdłuż moich, innym razem budziłem się z jej udem na moim biodrze. Przecież wiedziała, że jej nie zostawię, czemu tak zawsze się budziłem? Pytałem jej, ale nie pamiętała, że robiła to świadomie. Musiała to robić podczas snu. 
Miałem już gotowy plan, by jechać pociągiem do Londynu. Mieliśmy podróżować jako para w średnim wieku, zaopatrzeni w odpowiednie dokumenty. W samym Londynie zamierzałem poprosić Cammi, by przebrała się za młodego mężczyznę i tak planowałem zostawić ją w hotelu. Po wejściu na posesję jeżeli uznam, że przeprowadzę akcję, maska nie miała być mi już dłużej potrzebna. Po przybyciu do Londynu zamierzałem najpierw sprawdzić okolice i upewnić się, że wejście do budynku jest możliwe.
Wszystkie dotychczasowe akcje w porównaniu z tą wydawały się łatwe. Po pierwsze musiałem mieć pewność, że jestem niewidoczny. Nie wiedziałem, ile zajmie mi przygotowanie. Ważnym punktem każdego planu, może najważniejszym, stanowi zawsze obserwacja. Zatrzymaliśmy się w hotelu kilka przecznic dalej od centrum muzycznego, gdzie musiała być obecnie kwatera główna mojej rodziny, tam miał przebywać Ojciec. Centrum muzyczne oczywiście nadal działało, ale już po kilkunastu minutach obserwacji wiedziałem, że dwa pietra powyżej, są zajęte. Ponieważ umówiłem się z Camillą, że na razie pozostanie w hotelu i nie będzie wychodzić, istniała tylko mała szansa, że coś jej grozi. Mnie również raczej nic nie zagrażało do czasu, kiedy zostanę rozpoznany. Dlatego cały czas musiałem mieć maskę. Nie mogłem jednak każdego dnia kręcić się w tej samej okolicy, jako ta sama osoba, bo w końcu komuś mogłoby wydać się to podejrzane. Miałem trzy inne maski, zakupiłem kilka dodatkowych kamer, które zamierzałem zainstalować tak, bym miał wgląd na wychodzących i wchodzących z obserwowanego miejsca. Do budynku prowadziły trzy oficjalne wejścia, inne niż do samego Centrum Muzycznego, jeżeli istniały jakieś inne, na razie o nich nie wiedziałem. To też zamierzałem sprawdzić, dostając się do planów miasta. Londyn jest starą aglomeracją i ma poza metrem istnieje tu tysiące kanałów i starych podziemnych przejść. Nadal moją przewagą miało być zaskoczenie. Umieściłem kamery w miejscach mało widocznych, oczywiście posługiwałem się maleńkimi, o szerokim kącie widoczności. Kluczową sprawą dla mnie było stwierdzenie czy Ojciec opuszcza budynek. Jak mógł wyglądać teraz? Znowu musiałem polegać tylko na mojej pamięci wzrokowej. Ufałem założeniu, że człowiek, którego zapamiętałem z dzieciństwa, był właśnie nim teraz, starszy o dwadzieścia kilka lat. Gdyby wychodził i używał kamuflażu, cała moja obserwacja zdawała się nie mieć sensu.
– Jak poszło? – zapytała brunetka kiedy w końcu po pięciu godzinach, wróciłem do hotelowego pokoju.
– Jak na razie nie sądzę, że jestem obserwowany. Dziękuję, że nie opuszczałaś pokoju.
Zrobiła oczy.
– Skąd wiesz, że nie? Nie widzę żadnych kamer w środku.
– Jest na zewnątrz, poza tym mam do ciebie zaufanie.
– Nie było serwisu.
– Wywiesiłem kartkę. Nie pozostaniemy tu dłużej niż trzy dni.
– Czyli tyle potrzebujesz czasu, by zaatakować? – czułem i widziałem po jej spojrzeniu, że jest zainteresowana przebiegiem przygotowań.
– Och nie! Sądzę, że zajmie nam to więcej czasu. Na razie zainstalowałem kamery, by mieć pewność czy Ojciec nie opuszcza budynku.
Camilla uczyła się szybko i w ogóle miała smykałkę do tych spraw, zauważyłem to już w Amsterdamie, po raz pierwszy kiedy zrobiła to doskonałe zagranie z torebką.  
– A co jeżeli ma maskę jak my i do budynku jest więcej wejść, o których nie wiesz?
– Zamierzam włamać się do planów miasta. Oczywiście jeżeli są jeszcze starsze wejścia, niewprowadzone do systemu elektronicznego, znowu na wiele się nie przyda moje sprawdzanie. Jesteś bardzo zdolna, byłabyś dobrym agentem, nie koniecznie w takiej złej branży jak moja.
– Noah – podeszła do mnie i wzięła mnie za ramiona – to nie twoja wina, że to robiłeś, tak cię nauczono w wierze, że robisz coś dobrego.
– Wiesz, ze nie masz racji.
– Zabijałeś przeważnie złych ludzi.
– Nawet zły człowiek może czasem się poprawić, a ja nie dawałem nikomu szans.
– Dobrze, nie przekonam cię. Teraz walczysz w słusznej sprawie, bo Ojciec raczej nie stanie się lepszy.
– Gdyby chodziło mu tylko o mnie, odpuściłbym, ale wiem, że chce ciebie również skrzywdzić.
– Tylko dlatego, że jesteś ze mną i mnie chronisz. – to zabrzmiało jak stwierdzenie, nie jak pytanie.
– Chronię cię, bo nie możesz umrzeć. Nie zrobiłaś nic złego.
– Tylko dlatego? – wpatrywała się w moje oczy, teraz było to z pewnością pytaniem.
– Wiesz, że nie.
– Wiem, ale może kiedyś mi powiesz.
Nie przypuszczałem, że w tak prozaiczny i prosty sposób to teraz wyznam.
– Kocham cię i nie pozwolę ci umrzeć, dopóki żyję.
– Och!
Dopiero kiedy wypowiedziałem to słowo, uświadomiłem sobie jego moc.
– Już dawno to czuję, może od początku. – powiedziałem cicho.
– Tylko bałeś się mi powiedzieć?
Zastanowiłem się, dlaczego do tej pory jej tego nie wyznałem. W zasadzie mogłem to zrobić w tym czasie kiedy ona mi to powiedziała, tylko wówczas nie wiedziałem jeszcze, że to jest właśnie tym.
– To nie tak. Ja nie wiedziałem, że to właśnie jest miłość. Wiedziałem, że coś się zmieniło, ale nie chciałem ci tego powiedzieć tylko dlatego, że ty mi powiedziałaś.
– Ja czułam. Wiesz od kiedy?
– Nie! Czułaś?
– Kiedy wytarłaś mi łzę przed tą restauracją.
– Myślisz, że wówczas cię już kochałem? Wtedy dopiero od kilka minut cię obserwowałam.
– Ja myślę, że od tamtej chwili. Ja cię z pewnością wówczas pokochałam, chociaż też nie wiedziałam o tym w tamtej chwili, mimo że może miałam bardziej rozwiniętą uczuciowość od ciebie, że tak powiem. Miłość nie jest czymś, co można zmierzyć czy zważyć. Jestem szczęśliwa, że jestem obok ciebie. Gdybyś nawet mnie zostawił i tak bym była nadal szczęśliwa.
– Nie zostawię cię, dopiero jak umrę.
– Może miłość jest wieczna.
Poczułem, że nie chcę wchodzić w ten temat.
– Nie wiem, co jest potem, sądzę, że nic. Jednak nie mam żadnych dowodów ani na tak, ani na nie.
– Mogę popatrzeć, jak pracujesz na laptopie? Nie będę przeszkadzać. – Cammi delikatnie i mądrze zmieniła od razu temat.
– Oczywiście. Och, zupełnie zapomniałem, mam w samochodzie obiad. Chyba że chcesz ze mną zejść do restauracji.
– To z tobą mogę?  
– Przepraszam, że tak jest. I tak musimy być w maskach na zewnątrz.
– To wolę zjeść tutaj.
Popatrzyłem na moją ukochaną.
– Nie jesteś zła albo smutna, że musimy mieć takie utrudnienia?
– Nie, bo jesteś blisko. Mam nadziej, że wkrótce się to skończy.
Spojrzałem na nią.
– Wierzysz, że się uda?
– Muszę. Gdybym wierzyła inaczej, byłabym ci zawadą, a mam ci pomagać. Mam cię bronić.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3391 słów i 18855 znaków, zaktualizował 6 cze o 7:52.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto