Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

To co umiem najlepiej. 7

Człowiek powinien uczyć się na swoich błędach. Do tej pory nie zwróciłem uwagi, czy takowe popełniałem. Teraz od kiedy zacząłem być w związku, moja całkowita percepcja trochę się rozmyła. Jak już wspomniałem, częściowo musiałem się zgodzić z naukami, jakie nam wpajano podczas treningu lub nauki, odnośnie uczuć. Jakby na to nie patrzeć Camilla mnie zmieniła i przestałem być tak dobry w tym, co robiłem najlepiej. Jednak dostrzegłem swoją ostatnią pomyłkę, czyli może nie było jeszcze tak źle. Zmieniła się sytuacja, tym razem nie jak chciałem kogoś wykończyć, ale to na mnie polowano i teraz ścigała mnie moja własna rodzina i dodatkowo nie musiałem chronić tylko o siebie, ale głównie ją, moją pierwszą kochankę, cudowną Camillę. Oczywiście nie klasyfikowałem moich kobiet z agencji, jako takich. Dopiero w relacji z moją brunetką, zacząłem rozumieć i przede wszystkim czuć, że seks nie jest równy seksowi i głównie samo współżycie nie jest najważniejsze w relacji, o ile jest w ogóle ważne, ale jest tym coś zupełnie innego, co nie za bardzo da się opisać. Teraz jednak miałem inne sprawy, którymi musiałem się dobrze zająć, aby uniknąć następnych pomyłek. Skoro odkryto miejsce naszego pobytu z powodu jej twarzy, zidentyfikowanej na lotnisku w Amsterdamie, bo nie sądziłem, że w Honolulu, znaczyło to tylko jedno. Musiałem zrobić dla niej maskę, ponieważ jak widać, zmiana koloru włosów nic nie dała. Dodatkowo, skoro ją odnaleziono, mogli to powiązać z osobą jej towarzyszącą, czyli mną. Reasumując, musiałem zrobić maski dla mnie i dla niej. W Rzymie w swojej specjalnej skrytce posiadałem drukarkę 3D. Być może ponownie nas odkryją na lotnisku na Hawajach, ponieważ połączą fakty braku kontaktu z wysłaną grupą i z moim prawdopodobnym, a nawet pewnym wyjazdem. Będą szukać i może znajdą, czyli odkryją, że lecę z Camillą Carter do Rzymu. To może działać tak. Odnajdują jej twarz, sprawdzą czas i ewentualne odloty. Będą wiedzieć, że nie spędzimy na lotnisku pół dnia. Połączą informacje i sprawdzą, czy wylądowaliśmy. Nie starałem się być daleko od brunetki, kiedy znajdowaliśmy się na lotniskach, dlatego odnalezienie osoby jej towarzyszącej będzie dziecinnie łatwe. To trochę potrwa, ale przy dobrym sprzęcie jest możliwe. Biorąc pod uwagę fakt, że Ojciec, a przez to cała moja rodzina, uznała odnalezienie mnie jako priorytetowe, mogłem się spodziewać zaangażowania i dużych wysiłków z ich strony. Musiałem dołożyć wszelkich starań by mój trop i co za tym idzie, Camilli urwał się stolicy Włoch. Oczywiście musiałem brać pod uwagę, że we Florencji mogą śledzić Clarę i wówczas mnie ponownie odnajdą. Rozważałem w swoim wnętrzu taką ewentualność. Musiałem komuś ufać i zaufałem Clarze, że mnie nie zdradzi.  
Poinformowałem o tym wszystkim moją dziewczynę. Zgodnie z oczekiwaniem przyjęła to bez protestów i pytań, lecz ku mojemu zadowoleniu ponownie wykazała się inicjatywą. Zapytała mianowicie, czy kupne maski coś pomogą. Szybko dałem jej odpowiedź. Zapomniała bidulka, że na lotniskach sprawdzają dokumenty i porównują zdjęcie w paszporcie z twarzą pasażera.

Dolecieliśmy bez problemu do Rzymu, oczywiście mieliśmy kilka przesiadek.
– To wróciliśmy do starej Europy – powiedział kiedy wyszliśmy już z lotniska.
– Czy masz na myśli, że wakacje nam się skróciły? – zapytałem.
– Jak dokładnie znasz moje myśli! Czy sądzisz, że nas ponownie namierzyli? – zmieniła nagle temat na bardziej na czasie.
– Bardzo możliwe, ale tu ich trop się urwie – odrzekałem z przekonaniem.
– Wierzę. Może zróbmy więcej niż po jednej parze tych masek?
– Oczywiście, skoro zostałaś zidentyfikowana w Amsterdamie, mogli połączyć osobę ci towarzyszącą, czyli mnie. Dojedziemy do mojej skrytki. Tu w Rzymie mam studio. Płacę regularnie czynsz i od kilku lat pojawiam się tam co jakiś czas.
– Jako John Smith, ten prawdziwy?
– Do tej pory tak było. Teraz już tak nie będzie. Niestety jest coraz więcej kamer i jeżeli raz nas znaleźli, drugi raz też im się może udać. O ile pamiętam, w okolicy mojego lokum nie ma kamer, ostatnio kiedy odwiedziłem to miejsce, dostrzegłem tylko jedną na najbliższym skrzyżowaniu. Ojciec nie powinien znać tego adresu, dlatego dojedziemy tam, zrobimy kilka masek dla mnie i dla ciebie i dopiero potem pojedziemy do Florencji.
– Wspominałeś coś o skrytkach. Masz tu, w Mediolanie i Palermo i w Wenecji. Możemy pojechać do Wenecji? Nigdy nie byłam.  
– Skarbie, innym razem.
Pomyślałem po raz pierwszy, że dziewczyna czasem zapomina, że jesteśmy zwierzyną i na nas się poluje. Po raz kolejny jednak jej nie doceniłem.
– Wiem, że nie jesteśmy na wakacjach. Uświadomiłam to sobie tak na dobre, na Hawajach.
– Człowiek nie zna dnia ani godziny, ale obiecuję ci, jeżeli wszystko się dobrze skończy, odwiedzimy Wenecję.
– Dobrze.
Zajęło nam trochę, by dotrzeć do mojego małego mieszkanka. Zabezpieczenie działało, nikogo tu nie było od ostatniej mojej wizyty.
– Chyba dawno tu nie byłeś – rzuciła okiem na kurze, kiedy już weszliśmy do wewnątrz.
– Cztery miesiące. Nie masz nic przeciwko, by być młodym mężczyzną i kobietą w średnim wieku z nadwagą?
Zrobiła wielkie oczy.
– Co zrobimy z tym? – pokazała na swój biust.
– Troszeczkę go sprasujemy.
– Och! Nie będzie bolało? – dostrzegłem troskę na jej buzi.
– Jest listopad, w związku z tym ubranie nam pomoże. W lecie byłoby więcej kłopotu.
– Masz kilka wzorów do zrobienia tych masek?
– Oczywiście. To podobizny realnych osób.  
– Kiedy już mnie zrobisz tym chłopakiem, ty będziesz dziewczyną?
– Raczej nie jestem kobiecy.
– To prawda. Chodzi ci o to, że nie umiesz kręcić tyłkiem? A co odnośnie mnie?
– Ty też nie kręcisz. Nikt nie pozna po chodzie, że jesteś kobietą.
– Chcesz powiedzieć, że nie jestem kobieca? – dostrzegłem niebezpieczne błyski w jej zielonych oczach.
– Jesteś bardzo kobieca – posłałem jej uśmiech.
Rozchmurzyła się natychmiast.
– Teraz jest inaczej. Sama czasem nie miałam pewności kiedy zobaczyłam czasem osobę na ulicy.
– Niestety, chociaż w naszej sprawie, to pomoże. Jeżeli nas nawet wykryli w Rzymie na lotnisku, to raczej tam ich trop się urwie.
– A jeżeli ktoś będzie śledził Clarę?
– Zorientuje się.
– Czyli pojedziesz sam do Florencji?
– Nie, pojedziemy razem. Jak na teraz plan jest taki, że zostaniesz w hotelu.
Widziałem, że czegoś oczekuje, ale nie uważałem tego za właściwe. Gdyby bardziej naciskała, może wówczas bym się zgodził. Chyba wyczuła i zaniechała. Zanim wyjechaliśmy z Rzymu, odwiedziliśmy kilka sklepów z odzieżą. W końcu mieliśmy być parą w średnim wieku, a Camilla potrzebowała kilku męskich ubrań. Zabrałem ze skrytki broń i wynająłem samochód. Jeszcze tego samego dnia wieczorem pojechaliśmy do Florencji. Prowadziłem, a Camilla spała lub drzemała na moim ramieniu, boku w końcu ułożyła głowę na moich udach. Droga do Florencji zajęła nam trzy godziny. W nocy nie napotkaliśmy korków, ale z blisko dwustu kilometrowej trasy tylko dwanaście stanowi autostrada. We Włoszech są dobre drogi, na których można pojechać szybko, co zresztą przedstawiciele tego kraju czynią często, w zasadzie nagminnie. Nadal, mimo że Włochy stały się krajem unijnym, jest tu specyficznie. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z trudów ujednolicenia wszystkiego, jeżeli chodzi o państwowość, kulturę i zachowania ludzi. Zdawałem sobie z tego sprawę, nie znaczyło to, że mnie to obchodziło. Do tej pory robiłem tylko jedno i poświęcałem temu praktycznie wszystko. Od chwili poznania Camilli zmieniło się tylko to, że zamierzałem ją bronić. Wszystko inne pozostało niezmienione.

Galeria de Accademia z rzeźbą Dawida znajduje się przy ulicy Riccasoli, blisko restauracji Magnifico. Miałem jeszcze dwa dni do spotkania, ale wcześniej obejrzeliśmy okolicę.  
– Piękna ta rzeźba – przyznała, oglądając zdjęcia już w hotelu.
Na białym marmurze widoczne były nawet naczynia krwionośne. Michał Anioł naprawdę był geniuszem.
– A jeżeli nie przyjdzie?
– Mam przeczucie, że będzie.
– Och! Masz przeczucie! Zabierzesz mnie tam?
– Wykluczone.
Posmutniała, ale przyjęła moją decyzję w milczeniu. Zatrzymaliśmy się w czterogwiazdkowym hotelu Caliamala na zbiegu ulicy o te samej nazwie i Porta Rossa. Dwieście metrów od rzeki Arno. W przeciwnym kierunku niż rzeka, około trzystu metrów dalej, znajdował się słynna Katedra Świętej Mari del Flore, a czterysta, może pięćset metrów z nią stał gmach naszego miejsce spotkania, czyli Galeria Artistica z ponad pięciometrową rzeźbą Dawida.
– Dlaczego, kochanie? – a jednak zapytała.
–  Może być niebezpiecznie. Mogą ją śledzić. Nie sądzę, że chce mnie wrobić, ale oni mogą ją śledzić bez jej wiedzy.
– Nie wiedziałeś jej i nie masz pojęcia, jak wygląda. Jak ją poznasz?
– Pewnie ona mnie zna i wie, jak wyglądam. Jeżeli się znajdę obok niej, pewnie się odezwie.
– To mam siedzieć w hotelu?
– Najlepiej by było.
– Rozumiem, że nie mogę pokazać twarzy. A gdybym tak założyła tę perukę i ciemne okulary i chustkę? Tak naprawdę przypominam Włoszkę, ty zresztą też. Ale o czym ja mówię. Mamy maski i pewnie w nich mamy się tu poruszać! W końcu na tym spacerze też je mieliśmy. Czy nie poruszłąm się zbyt żwawo jak na osobę w srednim wieku?
– Zachowyawałas się idealnie. I oczywiście masz rację, będziemy w maskach. Co do mnie, oryginalnie mam rysy bardziej bliskowschodnie. Może nie jestem czystym przedstawicielem jednego kraju. Mam coś z Libańczyka czy Syryjczyka, ale nie zupełnie. Oczywiście zasada noszenia maski dotyczy również mnie. Wiedzą od dawna jak wyglądam.
– Dla mnie jesteś przystojny, zawsze.
Mój mały głuptasek, pomyślałem. Tak naprawdę w hotelu pozostawała tak samo bezpieczna jak gdziekolwiek indziej, z wyjątkiem miejsca, gdzie ja będę przebywał. Nie wyraziłem jednak zgody, by ze mną szła do galerii.  
– Zostaniesz w hotelu – powziąłem decyzję.
Spodziewałem się protestów, ale takowe nie nastąpiły.
– Dobrze, skoro tak postanowiłeś. Tylko obiecaj mi jedno, że wrócisz cały i bez ran.
To mogłem obiecać. Właściwie nie zastanawiałem się dlaczego, jednak naprawdę czułem, że nic mi nie grozi w gmachu galerii. Pomyślałem chwilkę odnośnie tego co odczułem. Może nie było to jednak odczucie, tylko czysta kalkulacja. Faktycznie od spotkania Camilli zmieniło się coś we mnie, ale co do tej ostatniej sytuacji, nie mogłem mieć pewności czy było to odczucie. W poprzednim życiu nie miewałem odczuć. Aż tak? W poprzednim życiu? Z pewnością nastąpiły we mnie zmiany, ale czy aż do tego stopnia, że tak to określiłem?
– Wrócę, a ty się nie martw – pocałowałem jej śliczne i jak zawsze, wilgotne usta.
Nawet nie wziąłem ze sobą broni. Nie szykowałem się tu na wojnę, więc jeszcze nie odwiedziłem swojej kryjówki z bronią, miałem pistolet wzięty z Rzymu. Spojrzałem jeszcze krótko w jej śliczne oczy i wyszedłem z pokoju.  

                                                                       Camilla.
                                                                                                         
Łatwo mu mówić! Oczywiście, że się będę martwić. Nie sądzę, bym go teraz kochała więcej niż od momentu kiedy sobie to uświadomiłam, ale z pewnością częściej o nim myślałam i myślę. Wiem, że to jest miłość, której nigdy nie czułam do nikogo, ale fakt, to że Noah zajmuje całe moje wnętrze, nie musi oznaczać miłości.  Wiem, że go kocham, ale nie potrafię znajdować na to określeń. Kiedy wyszedł, zaczęłam myśleć, tym razem o sytuacji. Skoro  wyszedł w masce, całkiem inaczej wygląda. Jak Clara będzie wiedzieć, że to on? Pozostawały dwie możliwości. Pierwsza, że pozna ją po głosie i wówczas powie jej, kim jest. Ta możliwość miała słabe prawdopodobieństwo. Druga, że jednak wejdzie tam bez maski. Ufałam w jego doświadczenie. Zaczęłam wspominać poprzednią noc. Trochę drzemałam na jego ramieniu, kiedy prowadził. W Rzymie bardzo go chciałam, ale delikatnie dał mi do zrozumienia, że nic z tego. Trochę się tym zmartwiłam, że teraz już tak będzie. Pierwsze zauroczenie u niego minęło i zacznie się ze mną kochać za kilka miesięcy, w końcu dla niego to normalka. Mile mnie zaskoczył, kiedy się położyliśmy po kąpieli. Nawet mi to powiedział, jakby czuł, że o tym myślałam. Bardzo chciałabym, aby wszystko poszło dobrze.
                                                               Noah

Tak się zacząłem nazywać. Być może John Smith nie jest moim prawdziwym nazwiskiem i imieniem. Noah sam wymyśliłem, a to imię spodobało się osobie, która znaczyła dla mnie więcej niż wszystko razem. 

Dziewiętnasty listopada. Niedziela. To nie był problem, natomiast z godziną siódmą tak, ponieważ galeria jest zamykana o szóstej piętnaście. W związku z tym musiałem pomyśleć. O której tam będzie Clara?
Pozostawała tylko siedemnasta. Tylko podążając moim tokiem myślenia, czy to wszystko miało ręce i nogi? Dziewiętnastaka nie ma nic wspólnego z siódemką, siedemnasta tak, bo ma tę cyfrę w sobie. Pierwszy raz w życiu nie miałem pojęcia czy to ma sens. Jak już wielokrotnie wspominałem, do tej pory wszystko miało. Clara nie mogła tam czekać długo, bo to z pewnością byłoby podejrzane. Czy w ogóle tam będzie? Łączyłem się z nią w różnych godzinach, nie pamiętałem, bym rozmawiał z nią w nocy. Cóż, ryzykowałem, jakbym tego nie nazwał. Oczywiście to było inne ryzyko, niż zwykłe, związane z moim zawodem, czy tym, kim lub czym byłem. Byłem zabójcą, gdybym oglądał filmy, miałbym dla siebie inną nazwę. Terminator.
Wszedłem do środka galerii za piętnaście piąta. W sali znajdowało się może trzy tuziny ludzi. Wszedłem w masce faceta koło pięćdziesiątki. Pewnie Camilla na to wpadła, że albo zdejmę maskę, albo będę liczył na łut szczęścia, że Clara sama do mnie się odezwie. Nie chciałem polegać na przypadkowi, już sama moja obecność o piątej po południu dziewiętnastego listopada była zlepkiem przypadków. Wszedłem do łazienki i tam pozbyłem się maski i brzucha, który tworzyła torba powietrza. Wcześniej rozejrzałem się dyskretnie czy ktoś nie wygląda na kogoś z mojej rodziny. Zbliżyłem się do rzeźby i patrzyłem na nią. Naprawdę patrzyłem na dzieło. Fakt, ten artysta musiał być dobry w tym co robił. Michał Anioł zasłynął jako pracuś. Też pewnie robił to, w czym był najlepszy. Siedem po piątej zacząłem wątpić, czy dzisiaj dojdzie do spotkania.
– Piękne dzieło, nie sądzi pan? – nagle usłyszałem głos Clary.
Miała około pięćdziesiątki. Wyglądała dobrze jak na swój wiek. Odkryty dekolt nie dawał wątpliwości, że to jej twarz, a nie maska. Oczywiście można by było zrobić coś większego niż maska twarzy, na przykład pokrywającą dekolt i piersi, ale na to nie wyglądało.
– Piękna. Miałem problem z trzema siódemkami.
– Mamy dwie. Nie mam dużo czasu. Tam – przekręciła twarz.
Na wypielęgnowanej marmurowej posadzce dostrzegłem kartkę. Musiał ją rzucić kilka sekund temu. Ponieważ w sali panował porządek, nie mogła się tam znajdować długo. Gdyby nie to, że obserwowałem z uwagą dzieło, dostrzegłbym z pewnością Clarę, kiedy upuściła papierową kartkę. Oddaliłem się, by ja podnieść, a kiedy już to zrobiłem, Clara zniknęła. Skoro tak, nie zamierzałem jej szukać. Znowu spojrzałem w koło i nie dostrzegłem niczego podejrzanego. Wróciłem do łazienki. Mój sztuczny brzuch nadal pozostawał w koszu na śmieci. Po pięciu minutach szedłem już po oświetlonej ulicy. Nie czułem zimna, pewnie temperatura oscylowała na poziomie dwunastu, trzynastu stopni. Dopiero w hotelu rozwinąłem kartkę. Zapisano tylko cyfrowo adres. Tak jak przypuszczałem, Londyn. Dane wskazywały oznaczenia geograficzne.  
– I co, spotkałeś ją? – powitała mnie zaraz za drzwiami.
– Tak, dała mi to – pokazałem kartkę.
– Adres? – dostrzegłem pytanie w jej oczach.
– Londyn, muszę sprawdzić dokładnie.
Podszedłem do laptopa leżącego na biurku.
– Patrzyłaś? – pamiętałem, że zostawiłem go na łóżku.
– Chciałam, ale zrezygnowałam...
Przekręciłem tylko delikatnie głowę.  
– To i tak by nic nie dało. Strony otwierają się strony po dotknięciu mojego palca.
– Przepraszam. Pokazywałeś mi coś kilka razy i nic nie powiedziałeś, że mam nie ruszać. Więcej nie dotknę bez twojej wiedzy.
– Nic się nie stało. Nie mam przed tobą tajemnic, ale nie chcę inicjować drugiego właściciela.
Dotknęła mojej dłoni.
– A pistolety? Czy też mają jakieś zabezpieczenia?
– Nie. Wiem, że planowaliśmy uczyć cię strzelania, ale wynikła ta sprawa na Hawajach i musieliśmy wyjechać wcześniej.
– Tak bardzo chciałbym cię potrafić chronić – wtuliła się w mój tors.
– Robisz to – szepnąłem w jej ucho.
– Wiesz, czemu wówczas płakałam?
Od razu sobie przypomniałem tęn moment.
– Ze szczęścia? – odsunąłem ją delikatnie by widzieć jej oczy.
– Nie. Miałam wizję, że umrę.
– Nie umrzesz.
– Moja aura mnie jeszcze nigdy nie zmyliła.
– Powiedziałaś przed chwilą, że miałaś wizję.
– Tak, ale to się z tym łączy, że postrzegam aurę.
Zobaczyłem łzy w jej oczach.
– Wierzę w to co mówisz, ale nie umrzesz – powiedziałem to raczej po to, by próbować ją przekonać.
Wiedziałem, że zrobię wszystko, co w mojej mocy. Chciałem wierzyć, że tak się nie stanie.  
– Nie mówmy już o tym, nie umrzesz – dodałem cicho.
– Nie to, że się boję. Oczywiście, że tak. Jeżeli mam umrzeć, chciałbym być wówczas blisko ciebie.
– Cammi, nie umrzesz i już nie mówmy o tym, dobrze? – wytarłem jej łzę dłonią.
– Dobrze, już ci nie sprawię kłopotu.
Pocałowałem jej usta. Czy nadal pozostawałem zabójcą, czy raczej stałem się kochankiem?  
Odczułem, że bardzo chce mnie przytulić, a może też całować, ale nagle zmieniła zdanie.
– Jaka jest?
Ma około pięćdziesiątki. Dobrze utrzymana. Jest szatynką, ma orzechowe oczy z odrobiną zieleni. Lekko zadarty nos, dodający jej uroku. Mało zmarszczek. Miło pachniała, nie mam na myśli perfum. Zmysłowa, dobra osoba, ale gniecie w sobie dużo cierpienia. Ma metr sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i waży pięćdziesiąt pięć kilogramów.  
Camilla patrzyła na mnie wnikliwie.
– Długo ją obserwowałeś?
– Nie, wcale. Stała obok mnie kilkanaście sekund. Dlaczego?
– Czy zawsze tak szybko wiesz wiele o osobie, którą spotykasz?
– Zwykle tak. Czemu pytasz?
– Czy o mnie też tyle wiedziałeś? – dotknęła mojego policzka, tym razem opuszkami palców.
– O tobie? Chyba dużo więcej. Tak naprawdę uderzyła mnie cała lawina informacji i musiałem je wyselekcjonować.  
– Odczułam coś, ale mogę mylić. Nie mogę powiedzieć.
– Dobrze, skoro tak. To adres budynku, blisko Londyńskiego centrum muzycznego. Z pewnością Clara podała mi namiary siedziby organizacji. W takim razie, musimy się spieszyć, bo często zmieniają miejsca pobytu. Kiedy byłem jeszcze chłopcem, przeprowadzaliśmy się co kilka miesięcy.
– Pojadę z tobą i nie mów mi, że bezpieczniejsza będę bez ciebie. – pierwszy raz w jej oczach dostrzegłem stal.
– Kochanie...
– Noah, przy nikim nie czuję się tak bezpieczna jak przy tobie. Nie mówię, że pójdę z tobą zniszczyć całą organizację, ale chce być blisko.
– Nie chcę zniszczyć całej rodziny, tylko Ojca.
– Co jeśli... – zawiesiła głos i miałem pewność, że nie powie niczego więcej.
– Jutro pojedziemy na strzelnicę i postrzelamy. Chcesz być chłopcem?
Jej oczy w kolorze trawy zaiskrzyły się dziwnie.
– Będę cię kręcić? – uśmiechnęła się figlarnie.
– Głuptasek. Przecież będę wiedział, że jesteś dziewczyną.
– Sama nie wiem, jak się będę czuła. Sądzisz, że potrafię zachowywaniem przypominać mężczyznę?
– Sądzę, że jesteś bardzo zdolna.
– Sadzisz? A jak ty wystąpisz?
– Zaraz ci pokażę – wziąłem torbę z maskami.
– W takim razie ja też przymierzę swoje akcesoria. Mogę założyć męski strój?
– Oczywiście.
– Będziesz mi musiał pomóc zrobić coś z tym – wskazała swoje piersi.
– Dobrze, zrobię to fachowo.
Spojrzała na mnie ponownie zalotnie i zaczęła zdejmować bluzkę. Czy jej zawsze chodziło o to jedno? Może jednak ja to tak interpretowałem. 
– Fachowo, powiadasz, czyli już to robiłeś? 
– Przecież wiesz, że nie – odrzekłem opanowany. 
– Fachowca czynni rutyna. 
– Masz rację, ale ja jestem bardzo zdolny – spróbowałem zażartować.
Zdjęła już górę. 
– Kochanie, mamy przymierzyć stroje i maski.
– A czy ja sugeruję coś innego?
Miałem jej po prostu odpowiedzieć, że tak, ale przyszedł mi pewien pomysł.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3707 słów i 21229 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto