Sprawa Joanny d' Arc, Rozdział IV

Nieco wystraszony przekroczyłem próg. Poczułem straszny odór stęchłego drewna. Wszedłem trochę głębiej, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie znajdowało się tutaj nic wartego uwagi. Stare obrazy tak zakurzone, że ciężko było mi odróżnić co na nich się znajdowało. Korytarz kończył się stromymi, zawiłymi schodami do góry. Z prawej strony widniał otwór bez drzwi. Wydawało mi się, że kogoś tam dostrzegłem. Zrobiłem mały kroczek wychylając głowę, gdy...
Nagle minęła mnie ta kobieta, a za nią Ryuu. Spojrzała w naszą stronę poważnie. Zdjęła chustę i delikatnym ruchem dłoni zaprosiła nas dalej. Korciło mnie, aby popatrzeć na mojego towarzysza, ale się wstrzymałem. Jedynie pokiwałem bez namysłu i poszedłem za nią. Kobieta nie czekając na nas weszła tam, znikając za ścianą. Spuściłem trochę powietrza. Nawet nie zauważyłem, kiedy wstrzymałem oddech. Pewnym krokiem wszedłem do środka. Był to niewielki salon, cały zawalony niepotrzebnymi rzeczami. Pełno kurzu na półkach, porozrzucane książki z biblioteczki. W rogu pokoju znajdował się stolik z paroma krzesłami ciasno dosuniętymi. Najbardziej przykuł moją uwagę stary fotel obok, a bardziej postać, która siedziała na nim.
Była to mała dziewczynka, tak na oko dwanaście lat. Nosiła niebieską sukienkę z koronką i czarne buciki. Miała długie, brązowe włosy i końską grzywkę. Skupiona patrzyła się w ścianę obok. Na kolanach trzymała małego pluszaka, prawdopodobnie misia. Najbardziej przerażało mnie w niej jej bezruch. Ryuu złapał mnie za rękę niespodziewanie, przez co syknąłem. Spojrzałem na niego, a on wskazał głową krzesła. Niechętnie się zgodziłem i usiadłem obok niego. Ten dom powoli mnie przerażał coraz bardziej.
Po pięciu minutach siedzenia w ciszy, które wykorzystałem na dokładne obserwowanie ruchów – a raczej ich brak – u tej tajemniczej dziewczynki. Przy okazji też rozglądałem się po pokoju, ale niczego podejrzanego nie potrafiłem dostrzec. Wtedy przyszła gospodyni z cienką tacą i położyła na stole. Na niej znajdowały się trzy kubki, wypełnione gorącą wodą. Każdy z nas wziął swój, oprócz tej dziewczynki. Popatrzyłem po nich pytająco i chyba ona do dostrzegła, bo odburknęła
- Ona nie chce.
Nieco przygaszony oparłem się o krzesło i wziąłem pierwszego łyka. Wtem pierwsza odezwała się ta kobieta.
- Wiem, po co tu przyszliście, panowie, ale muszę was zmartwić. Nie pomogę wam – jej głos się łamał. Dostrzegłem po jej oczach, że ciążyło na niej zbyt wiele, niż mogłaby unieść.
- Proszę nas wysłuchać, panno… - zaczął Ryuu,
- Hisoji mam na imię. Hisoji Hirako – dopowiedziała.
- Panno Hisoji, ja rozumiem, że jest to dla pani ciężkie, ale może pani nam wszystko teraz wytłumaczyć. Kim dla pani jest Yui? - wzdrygnęła się słysząc imię Yu. Pocierała dłonie nerwowo i unikała naszego wzroku, ale odpowiedziała.
- Był moim… moim braciszkiem. Najstarszym z rodu. Mieszkaliśmy razem w Japonii z rodzicami. Niestety parę lat temu zmarła mama, a zaraz po niej ojciec… Yu odziedziczył po nim wiele umiejętności rzemieślniczych. Opiekował się nami, ale zniknął.
- Wiesz, dlaczego? - wciąłem się w jej opowieść. Wtedy spojrzała na mnie i przeszły ją dreszcze.
- Coś insynuujesz?
- Tak, mianowicie, czy wierzysz w opowieści o Srebrnym Demonie? - kobieta nieco się speszyła, ale mówiła dalej.
- Nawet jeśli to co? - chyba poczuła mój stanowczy wzrok, ponieważ przestała się trochę ociągać w swoich odpowiedziach.
- Słuchaj, tu chodzi o wolność twojego brata, dziewczyno – powiedziałem zimno – Wiem, że jest niewinny. Czuję to, dlatego nie pozwolę, by ktokolwiek go osadzał w więzieniu.
- To ty mnie posłuchaj, chłopaku. On jest zwykłym mordercą. Zabił wielu niewinnych ludzi, nic go nie usprawiedliwia!
- Skąd ta pewność? - spytał Ryuu, a ja wyłączając się nieco z rozmowy, usłyszałem ciche pociągnięcie nosem. Spojrzałem na dziewczynkę. Z jej oka toczyła się, mała, przezroczysta łezka.
- A stąd, że byli świadkowie na te zbrodnie! Nie chcę dalej was słuchać, wynoście się stąd!
Po minucie znajdowaliśmy się już na zewnątrz. Otrząsnąłem się z myśli i rozejrzałem się. Ryuu stanął obok mnie i przetarł twarz.
- Posrało tą laskę, żeby nas wyrzucać tak o z domu – rozbrzmiał jego głos. Nie odpowiedziałem mu, ponieważ dostrzegłem dziewczynę stojącą przy wejściu do domu. Trzymała swojego misia, mocno ściskając jego rączkę. Zamarłem na chwilę. Uśmiechała się słabo, a wiatr powiewał jej włosami.
Chciałem już się obrócić i ją zawołać z imienia, choć sama nie wiedziała, że je znam, ale wtedy do środka wciągnęła ją jakaś nagła siła i zamknęła z hukiem drzwi.
- Chodź już… - powiedział Ryuu i pociągnął mnie za rękaw. Odwróciłem wzrok i poszedłem za nim.
Mijała już godzina policyjna. Ryuu jakąś chwilę usnął na fotelu trzymając w ręku szklankę. Obserwowałem jak obwisła ręka dynda z nią parę centymetrów od podłogi. Próbowałem poukładać sobie w głowie każdy najmniejszy puzzel do układanki, ale zbijałem się nieco przez ten alkohol, który wypiliśmy z Ryuu. Nie było go oczywiście za dużo, ale no… dostałem nieco do rozumu.
Sądziłem, że odwiedziny u sióstr od Yu coś nam rozjaśni. Liczyłem, że będą bardziej pomocne w szukaniu prawdziwego sprawcy. W końcu to rodzina. Przysłuchując się głosowi tej kobiety, czułem, że ona kłamie. Nieudolnie, ale się starała. Tak jakby kogoś kryła…
A może mówiła prawdę z tym wszystkim? Może faktycznie walczę z wiatrakami i staram się dowieść niewinność Yui, a zarazem Vanessy. No ale właśnie. W takim razie, czemu sama Joanna d’ Arc miała by mnie okłamywać? Pomimo wątpliwości, dojrzałem w jej oczach, że mówi prawdę i nie ma złych zamiarów. Czyżby jej chęć walki była złudna i fałszywa, a jedynie chciała mnie wywieźć w pole? Traciło to w pewnym stopniu sens, ponieważ faktycznie nie czułem, aby nie chciała mi pomóc. No, mogłaby faktycznie dać tą informację na tacy, a nie bawić się w pieprzonego jasnowidza, ale widocznie chcąc mi pomóc nie chciała mi zarazem ułatwić sprawy.  
Opierałem się o krzesło i lekko się na nim huśtałem, odpychając się i przyciągając do małego stolika. Mój towarzysz zaczął powoli chrapać, co irytowało mnie strasznie. Obróciłem głowę w stronę okna, gdy nagle dostrzegłem tam bladą twarz.  
Gwałtownie odepchnąłem się nogą od stolika, przez co wywróciłem się do tyłu. Upadłem z porządnym hukiem, który obudził Ryuu. Zerwał się z fotelu patrząc na mnie wystraszonym wzrokiem. Szklanka pod wpływem siły przewróciła się i przeturlała na podłogę, rozlewając resztkę whisky. Próbowałem złapać orientację i przeczołgałem się na brzuch, zwijając się z bólu. Zakląłem w głowie, pocierając się o plecy i popatrzyłem na chłopaka. On też wydawał się zdezorientowany tym, co dostrzegł w oknie. Ewidentnie była to jakaś postać. Przez chwilę patrzyła nas nas, po czym zniknęła.
- Weź broń – poleciłem mu. Był jeszcze bardziej przerażony, bo ledwo co do niego docierało – Ryuu! - krzyknąłem, a on ocknął się, otrząsając się z myśli – Broń!
Teraz zrozumiał i zaczął szukać pistoletu. Wstałem, nieco z trudem i przetarłem rękawy. Zaraz po chwili Ryuu stanął obok mnie z naładowanym pistoletem. Wtedy rozległo się martwe pukanie w drzwi. Przez szyję przeszły mnie dreszcze. Podszedłem powoli do drzwi i machnąłem ręką, aby czekał z wystrzałem, ponieważ już mierzył w ich stronę. Otwarłem je, a do środka wpadła mała dziewczynka. Od razu ją poznałem.
- Annie? - spojrzała na mnie niewinnym spojrzeniem.

- Czemu uciekłaś z domu? - spytałem przecierając oczy. Usadziliśmy ją na fotelu i daliśmy jej coś ciepłego do picia. W międzyczasie sprzątnąłem ten syf, który tu został. Ciężko było wytłumaczyć małej dziewczynce, co znajduje się w dużych butelkach (z whisky) albo czemu oboje śmierdzimy dosyć specyficznie.
- To nie jest mój dom – odpowiedziała popijając kakao – Hisoji ostatnio coraz bardziej krzyczy na mnie. Jest nagabywana przez tego mężczyznę, który do nas przychodzi.
- Mężczyznę? Jakiego mężczyznę? - zapytał Ryuu. Ona jedynie zwiesiła wzrok i schyliła główkę.
- Nie mogę powiedzieć… - odrzekła, a ja, chwiejąc się na jednym kolanie, syknąłem cicho. Chciałem już coś powiedzieć, ale wtedy też ona mnie zapytała – Ty wierzysz, że braciszek jest niewinny, prawda? - popatrzyłem na nią z lekkim zaskoczeniem. Szczerze, ścierając się z wydarzeniami z ostatnich dni, już chciałem to rzucić i powiedzieć, że nie. Jednak nadal pozostawał we mnie cień nadziei, więc po prostu kiwnąłem twierdząco.
- Posłuchaj, jeżeli ty albo twoja siostra nie pomożecie nam i nie uchylicie prawdy to nigdy nie będę w stanie uwolnić waszego brata. Wierzę, że jest niewinny. Dlatego chcę, abyście mi pomogły – ona jedynie przecierała palce, ale w końcu podniosła wzrok.
- Ja wiem, tylko że ten pan zagroził, że jeśli coś powiemy… to nas zabije.
- Policja może zapewnić wam ochronę na czas poszukiwań. Naprawdę, możemy wam to zapewnić – powiedział Ryuu, ale ja się wtrąciłem nagle
- Dobra, zaczekaj. Niech mała się prześpi z tym wszystkim – wstałem z kolan, lekko się kołysząc – chodź, zaprowadzę cię do mojego pokoju, będę spał tutaj…
- Weź, możesz wziąć moje łóżko przecież… - uśmiechnąłem się lekko, ale pokręciłem głową.
- Spokojnie, wyśpię się na fotelu… - złapałem Annie za rękę, a Ryuu nieco zmieszany poszedł za nami gasząc światło w salonie – chodź, a jutro przeprosisz siostrę i razem przekonamy ją, aby nam pomogła i pomyślimy co zrobić, żeby zapewnić wam ochronę – dziewczynka kiwnęła głową i uśmiechnęła się szeroko.
Niestety, nie miało to już miejsca, ponieważ Hisoji Hirako została zamordowana. Poszliśmy tam prosto po śniadaniu. Drzwi były wyważone, a sama dziewczyna leżała cała we krwi na środku korytarza.

384 czyt.
100%72
CryoGuy

opublikował opowiadanie w kategorii kryminalne, użył 1895 słów i 10326 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 17 czerwca

    Czytam od początku.  Zacielawiony. Tyle że jest trochę literówek

  • Almach99

    Almach99 · 24 marca

    Historia robi sie coraz mroczniejsza. Kim jest tajemniczy mezczyzna odwiedzajacy siostry Hiraku? Czy to on zamordowal jedna z siostr?